marii51
17.09.12, 07:09
""Na zakończeniu Kongresu Kobiet pojawił się premier Donald Tusk i został przyjęty przez uczestniczki kongresu przyjaźnie. Miał nawet niezłe, konkretne przemówienie, nie kokietował, nie lał wody, mówił o tym, co udało się załatwić z postulatów poprzednich kongresów i co postara się załatwić teraz i wszystko byłoby super i cacy gdyby nie to, czego premier nie powiedział, a które to przemilczenie dudniło w Sali Kongresowej jak ryk silników startującej rakiety. W potoku słusznych i pełnych zapewne autentycznej troski o sprawy kobiet słów zabrakło m.in odpowiedzi na ósmy z dziesięciu postulatów IV Kongresu Kobiet – „domagamy się (nieustannie i stanowczo) uznania pełnego prawa do decydowania o swoim życiu (a więc liberalizacji ustawy aborcyjnej, refundowanego zapłodnienia in vitro, bezpłatnej antykoncepcji, edukacji seksualnej w szkołach)”.
Pewnie pan premier uznał, że jak nie zauważy tego postulatu, jak nie wymówi tych strasznych słów: liberalizacja ustawy antyaborcyjnej, in vitro, antykoncepcja, edukacja seksualna to po pierwsze na pewno nikt tego nie zauważy, a po drugie te niewygodne problemy staną się poprzez nie mówienie o nich mniejsze i nieistotne. Bardzo podobnie zachowała się minister edukacji Krystyna Szumilas w trakcie panelu edukacyjnego – na pytania o wychowanie seksualne w szkołach odpowiadała, że jest przecież wychowanie do życia w rodzinie – jakby to było to samo, jakby oczywistością było, że seksualność dotyczy tylko tych ludzi, którzy wzięli ślub i założyli rodzinę. Zresztą zapewne taka właśnie genialna myśl towarzyszyła twórcom szkolnych programów – jeżeli będziemy udawać, że seks poza rodziną nie istnieje to sprawimy, że on naprawdę przestanie istnieć.
Często to słyszę: po co wywoływać wilka z lasu, po co wzniecać kolejną wojnę, lepiej o tym nie mówić: o adopcji dzieci przez pary jednopłciowe, o liberalizacji ustawy antyaborcyjnej - bo tzw. kompromis i święty spokój są najważniejsze, bo są teraz bardziej palące problemy – kryzys, bezrobocie, afera Amber Gold. Polityka przemilczania to w perspektywie społecznej i publicznej odbicie indywidualnych, osobistych konformizmów, które obserwuję u moich sąsiadów, znajomych, współpracowników – milczymy o molestowaniu w naszym otoczeniu, o tym, że szef nas mobbinguje, że sąsiad bije żonę, że przyjaciel zarabia pieniądze na cudzej krzywdzie.
Mówienie wymaga odwagi, a ona jest potrzebna bo od nazywania głośno problemów zaczyna się ich rozwiązywanie.
Myślę, że powinniśmy nieustannie żądać od polityków, żeby zaczęli wreszcie rozmawiać o liberalizacji ustawy antyaborcyjnej, o adopcji dzieci przez pary jednopłciowe, o bezpłatnej antykoncepcji, o powszechnej edukacji seksualnej w szkołach i o wielu innych drażliwych i niewygodnych dla nich problemach, powinni wreszcie zrozumieć, że od milczenia na ich temat one nie znikną tak, jak do tej pory nie zniknęły.""aitor Ewa Wanat