silvio1970
25.02.05, 12:33
No więc w związku z tym, że nikt się pomóc nie zaoferował, a mnie sie bydle
do auta nie mieści, zmuszony jestem lokalnym zwyczajem kotka między ludzi
wypuścić. Nie mam wyrzutów sumienia, myślę że sobie jakoś poradzi,
przynajmniej w tych pierwszych dniach, póki jeszcze wałęsają sie jakieś
bezpańskie labradory i sznaucerki, za którymi wprost przepada. Prosze nie
panikujcie, gdybyście gdzies spotkali dużego, zółtego kota z wielką rudą
grzywą. Wabi się Bimba ale lepiej go nie wołajcie, bo czasami nie z tego z
owego chce sie pobawić, no i potem szukaj takiej głowy po krzakach. Proszę
jeno by później podrzucic mu jakiś ochłap, najlepiej coś z psiny, żeby
biedaczek nie zdechł przez te kilka dni.