ma się więcej niż dwoje dzieci szkolnych, naprawdę można kupić i wykończyć całkowicie jedną dziurę, zanim się sprzeda inną. Wynajmem też się zajmuję, ale to są studenckie mieszkania, nie do życia dla normalnych ludzi ;) -- Wstając z kolan upadliśmy na głowę
wynajmowaliśmy, bo mąż kupił mieszkanie i chcieliśmy być blisko tego kupionego mieszkania, żeby je urządzać po pracy. Tez było miło. Właścicielowi było przykro, ze tak szybko się uwinelismy z wiciem gniazdka. Ale wiesz... może my mamy tą chemię w sobie... 😂
Ja się niesamowicie cieszę, że wszelkie te studenckie balangi i imieniny u cioci w prywatnych mieszkaniach odeszły do lamusa a ludzie bawią się w klubach i pubach. To mi się podoba w dzisiejszych czasach, że raczej poza totalną patologią rzadko kto urządza takie imprezy z chlaniem, wrzaskami i
przez matkę (w PRL, w dużym mieście, gdzie nie było bezrobocia, a Ignacy nie miał żadnego wilczego biletu za niemile widzianą przez władze działalność na przykład), mieszkanie załatwione przez Gizelę, meble wykonane przez Kazia (a sam Ignacy niby to zorganizował rodzinie repatriację z Wileńszczyzny i
Przede wszystkim - fascynujące dla mnie jest to, że ludzie potrafią jeździć z dorosłymi już przecież ludźmi i szukać dla nich mieszkania. Ani mnie, ani mojemu bratu przez myśl by nie przeszło, że rodzice mieliby nas urządzać... totalna abstrakcja;) A druga sprawa - skoro jest jakiś budżet, to
przez większość czasu. Naukowcy nerdy mieszkają razem, bo Sheldon się przyzwyczaił ;-) (poza tym Leonard ciągle spłaca kredyt studencki podobno), a ponadto mieszkanie Penny jest sporo mniejsze (i miewa problemy z płaceniem za nie). Może poza tym obniżono czynsz z powodu ciągle niedziałającej windy
, z obojętnymi minami, słuchający serenad; w knajpi biesiadują księża, a gdzies nieopodal kabarbinieri rozpędzają demonstrację studencką; w obronę studentów bierze starszy pan, wtóruje mu jakaś starsza pani. Przy stoliku siedzi pisarz i podsumowuje "Kocham Rzym, to najlepsze miejsce żeby siedzieć i
to czasy studenckie, wynajmowane mieszkanie, małe zarobki i traktowanie tego w kategorii wspólokatorstwawink Ale teraz jest dziecko i ja piętrzę problemy, zamiast iść na żywioł. Obawiam się mu to zaproponować, choć w luźnych rozmowach padła już taka "deklaracja" z jego strony. Co jeszcze mnie
to czasy studenckie, wynajmowane mieszkanie, małe zarobki i traktowanie tego w kategorii wspólokatorstwa;) Ale teraz jest dziecko i ja piętrzę problemy, zamiast iść na żywioł. Obawiam się mu to zaproponować, choć w luźnych rozmowach padła już taka "deklaracja" z jego strony. Co jeszcze mnie
Studenckie kluby były oczywiście, na mieście tylu klubów nie było, co teraz. O to mi chodzi. teraz naprawdę można potańczyć za nieduże pieniądze. Nie musi to być taka impreza, jak dawniej w Savoju ;)
a u mnie chodziło się do klubów i studenckich i niestudenckich, na imprezy do akademików i do domów, różnie bywało... ale rację ma ktoś kto napisał wyżej - nie za często chodziło się do lokali, bo młodzieży uczącej się i studiującej na to specjalnie stać nie byo. Mnie teraz stać, ale