elodia
07.03.04, 07:19
Moja koleżanka zadzwoniła do mnie, że koniec... wyjaśniwszy dlaczego chce
pożegnać się z życiem poprosiła o rozmowę z księdzem... , to jej parafia ale
wie, że ja go znam a ona sama nie śmie prosić... zadzwoniłam i usłyszałam, że
za chwilę ma mszę a przyszły tydzień zajęty... (ona mówiła, że zna jej nr
telefonu, i on wiedział o kogo chodzi) Ja nie znam jej nowego adresu ani
nazwiska po mężu........ Wszystko rypło w dół... bo ten ksiądz... to jeden z
nielicznych, o którym zawsze mówiłam -z powołania - jeden z fundamentów mojej
wiary... czyż bez Tichsnera już nic ?? Same Rydzyki?? Litości nademną