Dodaj do ulubionych

Najlepsza relacja z meczu, jaką znam!!!

29.03.03, 16:38
Znalazłam to w przepaścistosciach mego komputra.
Strasznie mnie to ubawilo juz wtedy, a dzis jeszcze bardziej!
AUTENTYK Z 2001 roku!!!


Moralna klęska Barcelony

Witold Bereś i Jerzy Skoczylas (09-08-01 14:48)

Przed meczem: Przyjezdnym kibicom gościnny stadion "Wisły" oferuje komfortową
trybunę złożoną ze starego łóżka polowego i kilku metrów siatki. Przebiegli
przybysze wolą wtopić się w tłum i udawać miejscowych.

7. min
- Xavi ma piłkę 20 m od bramki Sarnata. W normalnych okolicznościach
strzeliłby nieuchronnie w lewy róg, ale pierwszy raz gra międzynarodowy mecz
na murawie rezerwowego boiska. Strzela tak, że Sarnat łapie.

15. min
- Rivaldo po serii zwodów podaje do Rochembacka, który na sekundę unosi
głowę, by rozejrzeć się, w którym rogu bramki gospodarzy umieścić piłkę. I
dostrzega górującą nad stadionem monumentalną budowlę. Myśli: "Brama
Brandenburska? To gdzie my gramy?". I haniebnie pudłuje.

23. min
- Gabri zajęty jest podziwianiem zamontowanego na stadionie oświetlenia
słonecznego. Moskalewicz spokojnie go mija, podaje do Patera i jest 1:0.

30. min
- Patrick Kluivert wspomina przedmeczową wizytę w przenośnej toalecie: ten
luksus, kojące barwy, muzyka wolno sącząca się z głośników i szokująca
higiena muszli. "Od sześciu lat grywam na barcelońskim Nou Camp i dałem sobie
wmówić, że to najnowocześniejszy stadion świata". Wywraca się z wrażenia, a
naiwny sędzia dyktuje rzut karny. Rivaldo nie był w toalecie, więc pewnie
strzela i jest 1:1.

32. min
- patrz 23. minuta, tylko zamiast Moskalewicza jest Kosowski. 2:1.

34. min
- Xavi myśli, że to trening przedmeczowy i od niechcenia podaje do Rivaldo,
który wyćwiczonym ruchem nogi umieszcza piłkę w siatce. 2:2.

38. min
- Do nozdrzy bramkarza Bonano dociera niebiański bukiet zapachów. "Do wczoraj
dałbym się posiekać za katalońską paellę. Tymczasem dopiero w Krakowie
poczułem rozkosz... Kiełbasa smażona na grillu. Doskonale zachowane grudy
tłuszczu lekko przemieszane z mięsem zwierząt, które na Półwyspie Iberyjskim
dawno wymarły. I ten aromat starego obuwia". Zajęty tymi myślami odbija przed
siebie piłkę po strzale Moskalewicza i Frankowski dobija na 3:2.

Przerwa.

Luis Enrique, Gerard oraz Brazylijczyk Deiberson Mauricio Geovanni sięgają po
ożywczą coca-colę sprzedawaną w stadionowych budkach. Już pierwsze łyki
uświadamiają im, że przez lata byli oszukiwani. Coca-colę pije się tylko po
podgrzaniu, które wydobywa całe bogactwo karmelkowego smaku. Odtąd w ich
życiu nic nie będzie takie jak przed meczem.

57. min
- Rochemback, przebiegając koło ławki rezerwowych, sięga po krakowskiego
precelka roznoszonego przez człowieka w miejscowym ludowym stroju (kucharskim
kitlu ostatni raz pranym w wieku pary i elektryczności). Dostaje
takiego ,,spidu'', że podaje do Kluiverta, który pokonuje Sarnata. 3:3.

73. min
- Kluivert jest pod wrażeniem kulturalnego dopingu publiczności, która nie
traktuje meczu jak przedłużenia wojny, nie sączy jadu nienawiści do
przyjezdnych i nie uwielbia bezmyślnie gospodarzy. Za to w sposób kulturalny
poświęca swój czas zaprzyjaźnionemu małemu klubowi, który nazywa się "Smuda-
Co?-Ty-K wo!". Chce się jakoś odwdzięczyć i podać piłkę Bogdanowi Zającowi,
ale noga mu się ,,omskła'', piłka trafiła do Rivaldo i zrobiło się 3:4.

Po meczu.
Trener Rexach prosi o wskazanie drogi do toalety, bo chce przemyć twarz i
ręce. Idzie za strzałkami, wchodzi w czeluść stadionu i do dziś chodzi,
szukając czynnego kranu z ciepłą wodą.
Weź udział w dyskusji: Bereś, Skoczylas - felieton na niskim poziomie?
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka