poziom-ka
21.09.04, 19:47
Żona posła nie ma immunitetu, ale traktowana jest tak, jak gdyby miała.
Lilianna Z., żona podlaskiego posła Jarosława Zielińskiego z PiSuaru i
burmistrza Warszawy, była uprzejma spowodować wypadek. Swoim Seatem uderzyła
w Mercedesa, który zderzył się z nadjeżdżającym z naprzeciwka busem. Choć
Mercedes z zawartością (nauczycielka Celina Leszczyńska i dwóch jej
nieletnich synów) stanął w płomieniach, Lilianna Z. odjechała z miejsca
wypadku. Nieprzytomną Leszczyńską i jej chłopaków wyciągnął z Merca kierowca
busa Marek Bielski, sam poważnie ranny („NIE” nr 21/2004).
* * *
Organy ścigania zachowały się skandalicznie. Szef Wydziału Ruchu Drogowego
suwalskiej policji Wojciech Rutkowski oświadczył, że Lilianna Z. jedynie
oddaliła się z miejsca wypadku. Nie uciekła! I wcale nie miała obowiązku
brudzenia sobie płaszcza wyciąganiem zakrwawionych, nieprzytomnych pasażerów
Mercedesa, choć ten się fajczył. W miasto poszła plota, że opowiadając takie
banialuki Rutkowski pracuje na awans.
Choć Leszczyńska do tej pory najwięcej czasu spędza w pozycji horyzontalnej i
trudno powiedzieć, czy w ogóle będzie w stanie normalnie funkcjonować,
suwalska Prokuratura Rejonowa wystąpiła do Wydziału Grodzkiego Sądu
Rejonowego w Suwałkach o... warunkowe umorzenie postępowania karnego, bo
przecież nic się specjalnego nie stało! Powód prosty: kartoteka Lilianny Z.
miała pozostać czysta, aby bez przeszkód mogła piastować funkcję dyrektora
miejscowego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci.
Organy ścigania nie ograniczyły się do opisanych przejawów życzliwości.
Złożone przez adwokata Leszczyńskiej trzy wnioski dowodowe w ogóle nie
trafiły do akt, choć mecenas osobiście dostarczył je do Biura Podawczego
Prokuratury Rejonowej w Suwałkach, co potwierdzają stemple. Dwa były bardzo
ważne. Jeden dotyczył powołania biegłego, który oceniłby stan zdrowia
Leszczyńskiej, drugi – przyznania jej funkcji oskarżyciela posiłkowego.
Czy było to działanie celowe, a zatem ktoś w prokuraturze czynnie bronił
interesów posłowej i spełniając swoją misję lał na obowiązujące przepisy i
przyzwoitość? A może totalny bajzel to codzienność w instytucjach
nadzorowanych przez ministra sprawiedliwości?
* * *
Po pierwszej publikacji nie zjechała do Suwałk żadna kontrola, choć unoszący
się wokół sprawy smrodek powinien skłonić ministra od sprawiedliwości do
zerknięcia na tę stronę mapy. Milczą również bracia Kaczyńscy, najwięksi w
tej części Europy obrońcy prawa i sprawiedliwości. A mogliby np. nakazać
swemu pupilkowi, posłowi PiS, rzucić Leszczyńskiej parę groszy na
rehabilitację.
Mimo to logika późniejszych zdarzeń wskazuje, że z lektury artykułu
zamieszczonego w „NIE” niektórzy wyciągnęli wnioski. Stawiałem łupinki
przeciwko orzechom, że wyspecjalizowany w karaniu pijaczków sąd grodzki
wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom prokuratury i klepnie zaproponowane przez nią
umorzenie. Tymczasem sąd zwrócił akta prokuraturze celem ich uzupełnienia.
Zażądał kluczowej dla oceny całej sprawy opinii biegłych o stanie zdrowia
ofiar. Jeśli fachowcy potwierdzą, że nauczycielka spędzi najbliższe miesiące
między wózkiem inwalidzkim i łóżkiem, nie jest możliwe zagłaskanie sprawy.
Prokuratura odwołała się od tej decyzji do sądu okręgowego. Zaprezentowała
pogląd, że jeśli sąd jest ciekaw, jakie Leszczyńska ma szanse na
wyzdrowienie, niech sam wynajmie biegłych. – Hola, hola – wkurzył się sąd, bo
nie lubi płacić za cudze fuszerki. Przecież jeśli rokowania są kiepskie,
przyjdzie zmienić kwalifikację czynu. Nie będzie już mowy o wykroczeniu, ale
o przestępstwie. Trzeba będzie od nowa napisać akt oskarżenia i zaadresować
go do wydziału karnego, a nie grodzkiego – pouczył sąd okręgowy.
Prokuratura nie miała wyboru. Na początku sierpnia 2004 r. wynajęła biegłych
z Akademii Medycznej... w Białymstoku. Wtedy odezwała się Leszczyńska.
Zażądała, aby nad jej zdrowiem zastanowili się lekarze z miasta nie
związanego z parlamentarzystą. Wydaje mi się, że jestem kołem u wozu państwa
Zielińskich – walnęła z grubej rury nauczycielka, która po publikacji w „NIE”
straciła dotychczas przejawianą belferską spolegliwość. – Odnoszę wrażenie,
że w tej sprawie bardziej jest chroniony interes podejrzanej Lilianny Z. niż
czterech osób pokrzywdzonych.
Ledwo kopia tego pisma trafiła do „NIE”, asesor Jan Wiśniewski – jest to
bodaj czwarty prokurator zajmujący się sprawą – podzielił rozumowanie ofiary
i zarządził, że stan zdrowia ofiar określą biegli z Zakładu Medycyny Sądowej
w Poznaniu. Dlaczego? Z uwagi na fakt, iż mąż podejrzanej jest posłem Ziemi
Podlaskiej zachodzi uzasadniona wątpliwość co do bezstronnego opiniowania (AM
w Białymstoku – przyp. K.G.) w przedmiotowej sprawie.
* * *
Pisałem już, że bezrobotna siostra pani prokurator, która na początku
prowadziła sprawę Lilianny Z., znalazła zajęcie w biurze posła. Gdy zrobiło
się na ten temat głośno, przeniosła się do urzędu miasta. W lipcu 2004 r.
dotychczasowy szef drogówki Wojciech Rutkowski wskoczył na fotel zastępcy
szefa suwalskiej policji. Zapracował na awans.
Niestety przydługi ale musi taki być aby zrozumiałym być artykuł
odzwierciedlający i ukazujący postawy i zachowania naszych rodzimych
wybrańców. No bo jeśli to nie prawda to dlaczego nie ma oskarżenia
dziennikarza który to pisał.Kogo my wybieramy i jak można tak postępować?