Kryteria "dopuszczenia do habilitacji" za niecałe 9 miesięcy umrą śmiercią naturalną, a już i dzisiaj można się habilitować w nowym trybie, gdzie dopuszczenia nie ma. Natomiast co do zasady, ja myślę tak: Habilitacja jest stopniem "państwowym" w tym sensie, że definiuje go ustawa, a dodatkowo rozporządzenie ministra określa jakie elementy dorobku podlegają ocenie, choć to nie narzuca wyniku tej oceny (nie ma "habilitacji za punkty", takie lub inne).
Ustalenie, czy ktoś ma w dorobku kilkanaście artykułów w znanych czasopismach, kilka książek i 150 wypromowanych magistrantów w dziedzinie, gdzie takie wyniki są oznaką wybitności i pracowitości czyli podstawą do myślenia o habilitacji, nie wymaga lektury wszystkich ww tekstów oraz osobistego spotkania z każdym z ww magistrantów, żeby się każdy na świętą Bibliją przysięgnął, że kandydat na habilitanta jest wyjątkową osobą.
W jaki sposób adiunkt obskakujący dwustuosobowy rok (a to oznacza nie tylko prowadzenie zajęć, ale i przygotowanie ich, sprawdzanie kolokwiów, egzaminy, poprawki, prowadzenie magistrantów) ma znaleźć czas na badania (inne niż wymagane do habilitacji)? Oczekujesz, że zrezygnuje ze snu i posiłków? Wskaż też łaskawie, skąd ma brać na nie forsę, bo zasady finansowania badań w tym bantustanie nadają się na temat do programu Wołoszańskiego.
Z habilitacją jest inaczej. Myślę, że dopuszczenie (ustawa tego nie wymaga!) recenzenta "z wewnątrz" wynika z tego, iż formalnie habilitację przyznaje jakaś Rada, pozwala się więc owej Radzie sprawować pewną kontrolę nad tym, co się W JEJ IMIENIU ustala.
jesli chodzi o liczbe publikacji w chemii, to moja znajoma powiedziala mi ze ona od pomyslu do wyniku potrzebuje okolo 3-4 tygodni, opisanie tego jakies 2 tygodnie, wyslanie i publikacja (tu juz zalezy od czasopisma) raczej szybko, srednio recenzent ma 3 tyg na recenzje. wiec ten wspomniany profesor chemi, rzeczywiscie publikuje mało ;)
Takim doktorantom od razu możemy wręczać habilitację. W polskim systemie edukacji wyższej młody człowiek zwykle dopiero na doktoracie styka się z badaniami "nieznanego". Tego nie można nauczyć się w 2 lata, a przecież właśnie tyle czasu ma się na przygotowanie pierwszej publikacji, jeśli doktorat ma być otwarty w ciągu 3 lat.
O czym wiem od studentow, bo u nas ocene ankietowa przeprowadza niezaleznie od uczelni samorzad i dostajemy tylko wyniki do wgladu. No a skoro robia za dydaktykow, to tylko dydaktyke mozna oceniac. A teraz mi wytlumacz, ze nic nie rozumiem, bo wszystko jest zupelnie inaczej. Zawsze Ci to super wychodzi ;)
On nigdy nie odczuł tego, że robię kolejne studia, że planuje kolejne badania, że opracowuję wyniki kolejnych badań czy przygotowuję kolejne sympozjum. Ba, wiedział, że coś takiego robię i tylko komentował, po co to wszystko. Wszak praca w instytucie, to wg niego- tylko zajęcia ze studentami...