Blog Habilitanta

30.05.12, 22:37
Blog Habilitanta jest na tyle interesujacy, ze postanowiłam założyć specjalny wątek na forum dla dyskusji z Szanownym Autorem. Pora na pierwszą wypowiedź.
Habilitant dzisiaj napisał: "Otóż idzie mi o fundamentalne pytanie: co ocenia recenzent. Widzę bowiem problem. Z jednej bowiem strony, recenzenci wypowiadają się /.../ na temat poszczególnych publikacji /.../, z drugiej strony oceniają /.../ 'aktywność' habilitanta. To niespójne. I to nie tylko dlatego, że publikacje zostały już opublikowane i nie ma większego sensu je recenzować. Wg mnie problem jest głębszy."
Tez uważam, ze problem jest głebszy, ale z innych powodów. Ja nie pytam: co ocenia? Ja pytam: po co ocenia? Ocena wydanych prac, które przeszły sito redakcyjne nie ma sensu. Bo co mozna dodac nowego do tamtych recenzji? Że artykul zasługiwał na druk? Widac zasługiwał, skoro został opublikowany. Że nie zasługiwał? Moze nie zasługiwał, ale jest już wydany, czyli jest juz "po ptakach".
Znaczenie autora w naukowym swiecie wynika ze znaczenia jego publikacji. Ma takowe w Science - wszyscy sie z nim liczą i często cytują. Ma w Przeglądzie Zoologicznym- przeczyta je może z tuzin polskich kolegów po fachu. Habilitacja tego nie zmieni, bo albo robi sie rzeczy ważne i doceniane na swiecie,bez wzgledu na stopien naukowy autora, albo uprawia sie naukową beletrystykę wyłacznie dla potrzeb uczelnianej statystyki. Więc albo sie jest naukowcem pełną gębą, albo wyrobnikiem, o którym nie warto pamietac niezależnie od liczby literek przed nazwiskiem. Stąd tez wypływa moje głebokie przekonanie, ze ta cała habilitacja jest o kant zadka. To nie jest tytuł naukowy, to jest tytuł biurokratyczny. Ma dowodzić, ze jest się naukowcem ważniejszej rangi. A bez takiej etykietki nie jest sie naukowcem wazniejszej rangi? Publikacja w Science to byłoby za mało, by zasłużyc na respekt i uznanie środowiska? Potrzeba do szczęscia habilitacyjnej metki, ze oto jestem wielkim Hab. i teraz trzeba sie ze mna bardziej liczyc niz miesiac temu, gdy Habem nie byłam? Jakis absurd... Albo ja i moja wiedza zasługujemy na uznanie, bo wiem więcej i lepiej niz inni, albo nie. Szacunek z uwagi na metkę jakos mi sie niebezpiecznie kojarzy z krakowską tytułomanią...
    • pfg Re: Blog Habilitanta 30.05.12, 23:29
      kramka1 napisała:

      > Ocena wydanych prac, które przeszły sito redakcyjne nie ma sensu.

      A to dlaczego?

      Po pierwsze, nawet w dobrych czasopismach zdarzają się wpadki i ukazują się prace błędne. Przykłady można mnożyć.

      Po drugie i ważniejsze, recenzent ocenia czy praca jest publikowalna w danym czasopiśmie. OK, jeśli tym czasopismem jest Nature czy choćby Phys.Rev.Lett., "publikowalność" tamże oznacza spełnienie bardzo wyśrubowanych kryteriów. Są jednak czasopisma gorsze, nawet na liście JCR - a w wielu dyscyplinach tylko na liscie ministerialnej - gdzie sam fakt publikacji nie oznacza, że praca jest dobra. Często okazuje się, że opublikowana tam praca jest poprawna, ale mimo to słaba.

      Po trzecie i najważniejsze, recenzent ma ocenić nie tylko, czy praca jest poprawna, ale czy stanowi "znaczące osiągnięcie". Jeśli praca jest opublikowana w takim sobie czasopiśmie, książka u takiego sobie wydawcy, to sam fakt opublikowania nie dowodzi, że osiągnięcie jest znaczące.

      Dodatkowo, po czwarte, jeśli habilitacja jest oparta na cyklu prac, recenzent ma ocenić, czy cykl jest spójny i jednotematyczny.
      • fajnytoster Re: Blog Habilitanta 30.05.12, 23:43
        Kiedyś (kiedy ta sprawa była na topie) rozmawiałem z profesorem z UWr, który pisał recenzję wydawniczą niedoszłej pracy habilitacyjnej M. Migalskiego. Prof. powiedział wprost, że praca była na poziomie wystarczającym by dopuścić ją do druku, ale zdecydowanie zbyt słaba na habilitację.
        Na tym przykładzie widać chyba wyraźnie że jednak jakaś ocena oprócz tej przed publikacją może być przydatna przy awansie naukowym ;)
        • pfg Re: Blog Habilitanta 30.05.12, 23:50
          No właśnie.
      • dala.tata Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 01:06
        uzaleznienie habilitacji od stopnia monotematycznosci cyklu monotematycznego wprawilo mnie w wesolosc. Musze poweidziec, ze tego bym nie wymyslil.

        Powtorze tez to, co napisalem tu juz pare razy. Kilkukrotnie recenzowalem dorobek kandydatow na readera/associate professor (nasza dr hab) oraz profesora dla uniwersytetow na siwecie. Poza dorobkiem osoby z Hong Kongu, nigdy nie przyslano mi artykulow czy ksiazek kandydatow. Recenzje pisalem na podstawie czegos co mozna nazwac autoreferatem i cv. I jakos sie udawalo. Ogolnie nam sie jakos udaje w ten sposob. Co wiecej, pytanie, ktore mi zadawano, nigdy nie bylo o to, czy dorobek kandydata jest 'znacznym wkladem', zawsze bylo o to, czy to dorobek profesorski. Ciesze sie jednak, ze polska nauka trzyma standardy.

        Podejrzewam tez, ze macie najwiecej uczonych z certyfikatem o znacznym wkladzie w rozwoj dyscypliny. Tlko pozazdroscic.
        • dr_pitcher Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 04:31
          Tyle tylko, ze referncje promocyjne pisza ludzie przewaznie znajacy dorobek kandydata. Nie mowiac o tym, ze czesto siegaja po wyminione w cv artykuly. Przesylanie ton papieru w dobie powszechnego dostepu do literatury mija sie z celem. Na koniec - pisze 5-10 takich recenzji rocznie. Przewaznie kandydat sam wymienia swoja najlepsza piatke ublikacji (z opisem) i czesto z kopia. Nie wyobrazam sobie ooceny delikwenta bez znajomsci jego dorobku. Samo CV do tego nie wystarcza.
          • dala.tata Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 09:06
            oczywiscie, a w wypadku recenzji habilitacyjnych tak nie jest? Jesli dorobek habilitanta oceniaja ludzie spoza dyscypliny, no to rzeczywiscie trza czytac. co prawda bez zrozumienia, ale przynajmniej se poczytaja.

            Moze poza jednym wyjatkiem zawsze, gdy zostalem poproszony o pisanie opinii albo przez kandydata, albo przez jego instytucje, znalem dorobek kandydata (a czesto jego osobiscie) i mialem zdanie na temat jego pozycji w dyscyplinie. Tak czy owak nigdy nie wypowiadalem sie jeszcze na temat zawartosci publikacji, zawsze na temat jej 'znaczenia'. Przeczytalem takich referencji ze 2 setki, na dodatek, z roznych dyscyplin. nigdy nie spotkalem sie z komentarzami na temat poszczegolnych publikacji, jak to bywa w recenzjach habilitacyjnych. Zawsze na temat 'dorobku' i jego miejsca w dyscyplinie.


            Nigdy niczego dodatkowego nie czytalem i nigdy sie z tym nie spotkalem.
          • charioteer1 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 13:58
            dr_pitcher napisał:

            > Tyle tylko, ze referncje promocyjne pisza ludzie przewaznie znajacy dorobek kan
            > dydata. Nie mowiac o tym, ze czesto siegaja po wyminione w cv artykuly.

            Nie w Polsce. W polskiej procedurze awansowej norma jest recenzent, ktore zajmuje sie zupelnie czym innym, a o habilitancie po raz pierwszy dowiedzial sie czegokolwiek z autoreferatu. Do tej pory najbardziej rozczulil mnie recenzent, ktory w recenzji napisal, ze z rozprawy po raz pierwszy dowiedzial sie nie tylko tego, ze istnieje taka dziedzina badan, ale rowniez tego, ze na dodatek ta dziedzina preznie sie rozwija.
    • habilitant2012 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 00:47
      Dziękuję za miłe słowa, kramko.

      Tak jak napisałem na blogu, nie widzę większego sensu w ocenianiu prac już opublikowanych. Być może jest jakaś grupa czasopism, jak wskazuje pfg, która nie jest mocna, ale nie na tyle słaba, że warto się pochylać nad każdą publikacją, bo może akurat w nauce wojewódzkiej znajdzie się jakaś perełka? Nie przekonuje mnie to. Jeśli teskt przechodzi przez porządny (a zatem uwzględniający reprezentację danej dyscypliny) proces recenzyjny, to to w zupełności wystarczy.

      Nawet zakładając, że zdarzy się tak, że w porządnym czasopiśmie opublikowano słaby tekst, ba niech cyk monotematyczny skłąda się z takich tekstów, byłoby absurdem, wg mnie, odmawiać przez to habilitacji. Trudno bowiem winić habillitanta za załamanie się procedur w porządnym piśmie. Jeśli z kolei pismo nie ma rzetelnych procesów recenzyjnych, to tego typu dorobek nie ma żadnego znaczenia.

      Argument, że recenzent ma oceniać to, czy cykl jest wystarczająco monotematyczny jest dla mnie niezrozumiały. Rozumiem, że gdybyśmy mieli zestaw artykułów a la Crick and Watson, to nie damy kandydatowi habilitacji, bo nie jest monotematycznie? Nie mówisz tego poważnie, pfg.

      I wreszcie argument, że książka nadaje się do publikacji, ale nie do habilitacji. Chciałbym poznać kryteria publikacyjności zestawione z kryteriami habilitacyjności. Co więcej, powiedziałbym, że kryteria publikacyjności (książki badawczej, rzecz jasna, nie podręcznika) w szanującym się wydawnictwie są przynajmniej takie same niż kryteria habilitacji. Podejrzewam, że w najlepszych wydawnictwach są wyższe. Może też czas skończyć z publikowaniem książek naukowych w wydawnicwie urzędu powiatowego w Piotrkowie Trybunalskim (jak w którymś w autoreferatów).
      • akot20 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 10:02
        Większość książek habilitacyjnych w humanistyce np. filozofii jest wynawana przez wydawnictwa uczelniane lub "zaprzyjaźnione" z uczelnią. Nie jest trudno tam opulikować, wystarczy mieć materiał. Recenzje wydawnicze są raczej pro forma już po dogadaniu się z wydawnictwem. Nie twierdzę, że tak powinno być, ale tak jest. W tej sytuacji 95% habilitacji z humanistyki by nie przeszło jeśli by głównym kryterium oceny "wkładu w rozwój dziedziny" była ocena, jak prestiżowe jest wydawnictwo.
        • habilitant2012 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 16:55
          To może nie są warte publikacji? Albo może nie są warte rozważenia w procesie habilitacyjnym? Jeśli ktoś publikuje w International Journal of Journal Publishing, to musi się liczyć z tym, że nikt tego nie potraktuje poważnie.

          Wydawałoby mi się, że są takie publikacje, których szanujący się uczony nie pokazuje światu (skoro już zdarzyło mu się je opublikować z jakichś niezrozumiałych względów), a jeśli już pokazuje, to nie składa we wniosku o habilitację. Ja mam czasami wrażenie, że zaczniemy się habilitować na podstawie recenzji książek i artykułów prasowych, albo książek wydanych własnym sumptem u kolegi z dzieciństwa, który ma sklep introligatorski.

          Gdy zacząłem pisać bloga, obiecywałem sobie, że nie będę krytykować innych habilitantów, jednak to, co widzę, mnie czasem przeraża. Ja po prostu naprawdę nie rozumiem wydawania książki naukowej w wydawnictwie urzędu powiatowego w Piotrkowie. I nie potrafię takiego dzieła traktować poważnie.
      • kramka1 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 10:11
        W temacie recencji wydawniczych versus recenzji habilitacyjnych słowo uzupełnienia. Zdarzyło mi sie, zwykłemu doktorowi, pisac recenzje do ważnego czasopisma, w którym sama opublikowałam kilka papierów i dwa z nich zamierzam właczyc do mojego dorobku habilitacyjnego. Ten dorobek hab. z kolei będzie oceniany przez krajowych habilitowanych recenzentów. W przypadku jednego z tych artykułow, jego wartość w moim odczuciu zweryfikowały liczne (jak na moją dziedzinę) cytowania na całym swiecie. Nie wiem, kto go recenzował przed publikacją, ale mozliwe, ze taki sam prosty doktor jak ja. I musze powiedziec, ze dla mnie ważniejsza jest tamta pozytywna recenzja, napisana przez fachowca z branży, która zadecydowała o przyjeciu artykułu do druku, niż jakakolwiek przyszła recenzja habilitacyjna, chocby była napisana przez jakiegoś tytularnego profesora. Bo ten recenzent albo "przyklepie" werdykt redakcji, chwaląc artykuł, albo go zgani, co byłoby dziwne, zważywszy na dotychczasową percepcję artykułu, ale nie niemożliwe.
        Przytaczałam gdzieś na blogu opinie z recenzji doktoratu-składanki, w której recenzent napisał mniej więcej, ze co do treści artykułow opublikowanym nie ma sensu sie odnosic. To jest podejscie bardzo mi bliskie.
        • akot20 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 10:22
          Jeśli mowa o renomowanych zagranicznych pismach - zgoda, że samo opublikowanie tam artykułu jest gwarancją jakości (można tak założyć). Ale w recenzji chyba jak najbardziej można omówić treści zawarte w artykułach i jest to zasadne. Chyba tak też się robi w zachodnich recenzjach? Nie omawia się, czym się kandydat zajmował, jakie są główne wyniki jego badań (czyli de facto treść artykułów czy książek)? Problem o którym wcześniej pisałam nie dotyczył jednak renomowanych czasopism zagranicznych, w których niestety polscy humaniści publikują rzadko, ale monografii habilitacyjnych z wydawnictw uczelnianych. I bardziej dotyczy humanistyki.
          • kramka1 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 10:31
            "I bardziej dotyczy humanistyki."
            No właśnie, do tego sprowadza sie ten problem. Nauki ścisle mogłyby obyc się bez habilitacji, wykorzystując znaczenie dorobku do oceny jakości naukowca. A u humanistów i innych nauk nieeksperymentalnych z głownie krajowym dorobkiem zawsze istnieje niebezpeieczeństwo, że jakość tego dorobku jest dyskusyjna.
            • akot20 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 11:04
              Polska humanistyka to z pewnością problem. Zaś co do całej procedury: jest w niej wiele słabości, reforma wprowadziła w sumie kosmetyczne zmiany ("osiągnięcie" zamiast "rozprawy", komisja , recenzenci etc.). Jednak bardziej od habilitacji, która obowiązuje nie tylko Polsce (np. w Niemczech) kuriozalną procedurą wydaje mi się państwowy tytuł profesora. Dodatkowo w nowej ustawie znacząco podwyższono kryteria m.in. dydaktyczne (wg mnie zupełnie niesłusznie, było już coś o tym na forum) - wykształcenie określonej liczby doktorów (3), co spowodowało, że wielu szybko składa wnioski wg starej procedury, żeby zdążyć, bo w nowej już by nie mieli szans. Zauważcie że na stronie CK w postępowania profesorskich pusto. Ale to uwagi na marginesie głównego tematu (czyli habilitacji).
              • kramka1 kolokwium 31.05.12, 12:53
                "Co było takiego w kolokwium habilitacyjnym, co pozwoliło zobaczyć habilitanta jako pełniejszego uczonego?"
                Kolokwium pozwalalo na pewno na jedno: na zobaczenie, czy przed laty przyjęło sie do pracy geniusza czy debila. ;) Upraszczam? Oczywiscie, ale niezupelnie. Rózna bywa polityka kadrowa, ale niebezpiecznie często, jak widzę, polega na zatrudnianiu przypadkowych osób. Piszę: "zatrudnianiu", mysląc o etacie asystenta, ale teraz głównie polega to na przyjmowaniu na studia doktoranckie. Na które trafiają często osoby, które powinno trzymac sie z daleka od nauki. Z róznych powodów jednak sie nie trzyma, lecz odwrotnie, umozliwia takim osobom zrobienie doktoratu wbrew wrodzonym predyspozycjom, a raczej pomimo braku predyspozycji do pracy naukowej. Konia z rzędem temu, kto widział oblaną obrone doktoratu. Ja w kazdym razie nie widziałam, ale widziałam sfinalizowane doktoraty osób, które swoją edukację powinny były zakończyc na magisterce.
                I co sie dzieje dalej? Przy szczęsliwym zbiegu okoliczności, czyli pracy w wydajnym zespole, wrodzonej pracowitości i korzystnym wiatrom, taki doktor dochodzi do etapu gotowej habilitacji. I jeżeli recenzje sa w miare pozytywne, idzie na to nieszczęsne kolokwium z nadzieja na pozytywny finał. Nie bywam z oczywistych wzgledów na kolokwiach, ale gdy pytam, jak poszło X-owi, słyszę albo: "było świetnie", albo: "no taka słaba ta habilitacja..." I jakoś dziwnie sie składa, że bez wejscia na sale obrad moznaby z góry orzec, ze kolokwium wypadnie słabo.
                Czy zatem było warto robić to kolokwium, skoro jakość czy bylejakośc delikwenta były już do zdiagnozowania w momencie przyjmowania go do pracy?
          • dala.tata Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 14:07
            byc moze sa roznice dyscyplinarne. ja w recenzjach pisze o profilu publikacyjnym. Nie widze wiekszego sensu w omawianiu, co kandydat napisal. wazniejsze jest to, gdzie to, co napisal, lokuje sie w dyscyplinie, jakie to ma znaczenie.

            Widzisz, ustawa mowi, ze nalezy oceniac wklad w rozwoj dyscypliny, a recenzje habilitacyjne omawiaja, co kto napisal i czy to dobre czy nie. ja mam z tym problem, bo to jest niespojne. Innymi slowy, ja mam duzy problem z tym, ze oceniamy badania habilitanta poza konktekstem dyscypliny, w ktorej siedzi, pomimo tego, ze mamy w rzeczywistosci oceniac jego wklad w dyscypline!

            Dam ci przyklad. Pare lat temu widzialem habilitacje z teorii X, sposobu na analize jezyka. Ksiazka miala jakis tam sens, analizy byly ok. Problem w tym, ze na swiecie o teorii X juz praktycznie zapomniano. Dzisiaj juz nikt nie sytuuje w niej badan czy analiz, bo jest przestarzala, lingwistyka ruszyla do przodu. Ta habilitacja jest o jakies, powiedzmy, 15 lat zapozniona w Polsce, a 30 na swiecie. Pierwsza ksiazka z teorii zostala wydana w 1962, a druga, systematyzujaca, w 1969; w Polsce zaczeto pisac o tym pod koniec lat 80tych. Habilitacja wyszla gdzies kolo 2005 roku. Co mamy zatem oceniac? Ksiazke sama w sobie? To jest niezla ksiazka. Czy moze wklad w dyscypline. A ten z kolei byl wrecz ujemny, bo cofal polska lingwistyke o te 15-30 lat.

            Mnie sie wydaje, ze powinnismy oceniac te ksiazke w konktekscie, wlasnie pod katem jej znaczenia, a nie jako autarkiczne dzielo, ktore istnieje niezaleznie od rozwoju nauki.
            • kramka1 Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 14:21
              No to jest ciekawy problem, dala. Chyba ścisłym recenzetom jest łatwiej, bo o aktualnośc publikacji dbaja redaktorzy waznych czasopism. Podam taki własny przykład. Kilka lat temu zrobiłam badania wówczas nowatorskie, więc udało sie ulokowac artykul w mniej więcej górnej pólce publikacyjnej. W zeszłym roku zrobiłam zblizone badania na innym niebadanym dotąd obiekcie plus nowe elementy analizy, ale oczywiscie całośc nie miała charakteru tak odkrywczego jak tamten artykuł. To oczywiscie zauważyła redakcja i odesłała mnie do bardziej specjalistycznych (czytaj: z nizszej pólki) czasopism. I to sie przełozyło na punkty ministerialne: juz nie 32, a 20 pkt, no i IF-ye tez rózne. Recenzent habilitacji wage obu artykułow moze od razu zauważyć własnie po tej róznicy w znaczeniu czasopism. Oba dobrze wymyślone i zrealizowane projekty,oba obiekty wazne z róznych powodów, obie ciekawe publikacje, lecz odległe od siebie dokładnie o 8 lat i to jest niestety znaczący dystans naukowy.
              • dala.tata Re: Blog Habilitanta 31.05.12, 15:40
                niespecjalnie bym sie klocil o te czasopisma, podobnie jak nie chce wprowadzac jakichs sztywnych regul gry i nie kazde badanie musi byc ultranowatorskie (dlatego tez nie ma sensu mowic o tym 'znacznym wkladzie', bo taki maja jednostki). a to czasopismo za 20 pkt. nadal pewnie mialo przyzwoity proces recenzyjny.

                Habilitacja, o ktorej mowie, nie byla opublikowana w OUP, ani w CUP, ani nawet w Universitas.....
                • kramka1 O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 12:30
                  Zasadne pytanie: czym w istocie jest istotny wkład? Istotny wpływ na daną dziedzine, czy tez jedynie zauważenie naszej obecności w tej dziedzinie?
                  Podobnie jak Habilitant, nie przepełnia mnie przekonanie o moim "istotnym wkładzie". Na pewno nie jestem kims w rodzaju przywołanych Watsona&Cricka. Jeżeli mnie cytują, to z reguły jako: "o tym zagadnieniu pisali X, Y , Kramka, Z". Czy to jest w ogóle jakis wkład? Czy proste zauwazenie istnienia kogos takiego jak Kramka można nagrodzic habilitacją? Ale przecież ja także w swoich artykułach z reguły innych widze tylko przez przymat:"o tym zagadnieniu pisali X, Y , Z". Dla mnie takie cytowanie jest także bardzo wazne, bo pokazuje, że jeszcze ktoś, poza mną, interesuje sie na świecie moim tematem. Że ci, co sie interesowali, pisali w czasopismach z najwyższej pólki. Ze w jakiejś mierze jestem partnerem w światowej dyskusji na równi z naukowcami z osrodków rangi najwyższej. Ze to nie Pcim Dolny jest moją skalą odniesienia.
                  Ale to tylko wedle zasady "wystarczy być". Za mało tu "miec". Zasadniczo nie mam takiego przełozenia na światowa nauke, by moje artykuły były dyskutowane co do idei. Ze to idea jest tematem cytowania, a nie proste fakty i liczby. Wiem oczywiscie, ze w mojej dziedzinie takich, kórych idee staja sie powodem do dyskusji, nie ma za duzo. No ale jednak bywaja i tacy...
                  Pytanie zatem, czy mój wkład jest istotny? I czy jest istotny w rozumieniu założeń nowej ustawy?
                  • dala.tata Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 12:40
                    i dlatego ja uwazam, ze pytanie jest zle postawione. Wiekszosc z nas jest tak cytowana, wiekszosc pracy tych, ktorzy nie sa tak cytowani, jest tak cytowana. Ten polski 'znaczacy wklad' w rozwoj dyscypliny, to jedynie przejaw kompleksow i zadecia. Nie mam zadnych, nawet cienia cienia watpliwosci, ze przytlaczajaco przytlaczajaca wiekszosc polskich drow habilitowanych nie ma znaczacego wkladu w rozwoj swej dyscypliny. i to jest dla mnie oczywista oczywistosc.
                    • jael53 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 13:01
                      Jak zwykle - bywa jeszcze gorzej, niż Dala myśli. Niekiedy polski humanista, jeśli chce "zrobić stopień", nawet takiego wkładu mieć nie może. Albowiem przy niezbyt sprzyjającym rozdaniu recenzentów oberwie mu się np. za zajmowanie się "modnymi bzdurami". Dlatego autor tej pracy, o której Dala wspomniał, wykazał się znakomitym instynktem przetrwania: wziął sobie teorię - jak na krajowe warunki - dosyć świeżą (bo nie przedwojenną), i na lokalnym rynku nieprzesadnie wyeksploatowaną. To może być recepta na sukces.
                      • adept44_ltd Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 13:06
                        e tam, lepie zawczasu przyzwyczajać czytelników, że coś się wydarzyło po 1945 roku w humanistyce... i wtedy habilitacja nie jest dla nich szokiem, ale tego raczej nie da się robić w tomach pokonferencyjnych (a jeśli to w wiodących dla danej działki...).
                        • chilly Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 13:22
                          Tak, z ciekawości, czy dala jest "polskim drem habilitowanym". A o tym czy wkład jest istotny decyduje nie ustawa, ale konkretni recenzenci.
                          • dala.tata Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 13:35
                            ba, zeby tylko drem hab. i odnosze sie do problemu, o ktorym wczesniej nie pomyslalem. rowniez przy mojej wlasnej habilitacji. Dla mnie zawsze bylo oczywiste, ze recenzja hab. polega na tym, ze trza napisac, co sie mysli o tym, co napisal habilitant. ocenic jakosc jego prac.

                            ustawa wyznacza parametry, a recenzenci (w tym ja sam) ich nie przestrzegaja. Piszemy recenzje, tak jak sie pisze recenzje. a zatem o tym, ze praca jest fajna, ze badania itd itd. gdzie tu analiza wkladu w dyscypline? Pokaz mi recenzje, w ktorej nastepuje analiza dorobku habilitanta pod katem wkladu w dyscypline. Recenzenci analizuja jakosc prac, a tego ustawa nie chce i oczekuje czegos innego.

                            i na pytanie, czy dala ma znaczacy wklad w dyscypline, odpowiedz jest, ze pewnie nie.

                            chilly napisał:

                            > Tak, z ciekawości, czy dala jest "polskim drem habilitowanym". A o tym czy wkła
                            > d jest istotny decyduje nie ustawa, ale konkretni recenzenci.
                            • kramka1 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 13:46
                              chily: "A o tym czy wkład jest istotny decyduje nie ustawa, ale konkretni recenzenci."

                              No to mnie dobiłeś! To jest typowo polska anarchia.;) W urzędowej procedurze (bo czymże innym jest habilitacja?) nie miałyby rządzic przepisy, tylko subiektywne decyzje konkretnych person? Nie litera prawa, ale recenzenckie widzimisię? Nie, Habilitant ma rację. Miarą osiągniecia w rozumieniu ustawy sa te wszystkie IF-y, IH-y, referaty i nagrody. Jeżeli tak, to gdzie tu miejsce na decyzje recenzentów? Mają zdecydowac, czy 2+2= 4 czy moze jednak =5?
                              Dla mnie jest jasne (i jest to jasność plus minus potwierdzona słowa pewnego członka CK wypowiedzianymi na uczelnianym zebraniu), że nowy tryb nosi znamiona procedury administracyjnej bardzie niz naukowej. Że kryteria powinny byc 'twarde" a nie "miękkie".
                              A pytanie o istotność odnosi sie do zagadnienia: czy dobry IF = istotny wkład.
                              • habilitant2012 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 15:56
                                Kramko, jak dla mnie idziesz za daleko. Ja jednak nie chcę habilitacji, która polega na zliczeniu punktów. Myślę, że nie da się uniknąć subiektywności oceny i pisałem o tym parę razy na blogu. Mnie raczej idzie o to, by oceniać dorobek, jego 'wkład', czymkolwiek on jest, a nie poszczególne publikacje czy badania. Nadal nie uważam, że sensowne jest recenzowanie tego, co już zostało zrecenzowane. A na pytanie, co z dorobkiem 'nierecenzowanym', takim, powiedzmy, 'na Internecie', jak się tu ciągle mówi, to poza jakimiś szczególnymi przypadkami, taki dorobek nie powinien być nawet rozpatrywany.

                                Niedawno widziałem ksiażkę, zaciekawiła mnie (okazała się niewarta tego zainteresowania), zacząłem przeglądać ją i chciałem zobaczyć, kto ją wydał. Okazało się, że książka nie ma wydawcy. Autorka najprawdopodobniej zapłaciła za druk i książka jest. Przecież to niepoważne, żeby tego typu dzieła wliczać do dorobku naukowego. Czy jest szansa, że ta książka mogłaby być dobra? No jest, ale jest niesłychanie mała. A jeśli ta książka naprawdę jest dobra, to niepublikowanie jej 'normalnie' również nam mówi coś o autorze, prawda?

                                I tak, widzę relację między 'wkładem' a jakością publikacji czy jej zasięgiem. I to powinni oceniać recenzenci. Recenzenci powinni oceniać jakość dorobku i nic więcej. Co więcej, myślę, że ocenianie dorobku pod kątem znaczącego wkładu w dyscyplinę co najwyżej ośmiesza habilitację i cały proces. Znaczący wkład w dyscyplinę mają nieliczne jednostki.
                                • charioteer1 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 17:51
                                  Subiektywna ocena recenzenta ma sens wtedy, kiedy recenzent zna sie jako tako na tematyce, ktorej dotyczy habilitacja. Poniewaz nie mam tego wewnetrznego przekonania, ze dobor recenzentow ze strony CK jest z reguly trafiony, wole by wskazniki bibliometryczne liczyly sie bardziej niz subiektywne opinie.
                                • nullified Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 18:18
                                  > Okazało si
                                  > ę, że książka nie ma wydawcy. Autorka najprawdopodobniej zapłaciła za druk i ks
                                  > iążka jest. Przecież to niepoważne, żeby tego typu dzieła wliczać do dorobku na
                                  > ukowego.

                                  Zniszczyłeś Schopenchauera, Nietzschego, Kanta... xD
                                  • habilitant2012 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 18:29
                                    Kanta mi żal, Nietschego mniej :-P

                                    nullified napisał:

                                    > > Okazało si
                                    > > ę, że książka nie ma wydawcy. Autorka najprawdopodobniej zapłaciła za dru
                                    > k i ks
                                    > > iążka jest. Przecież to niepoważne, żeby tego typu dzieła wliczać do doro
                                    > bku na
                                    > > ukowego.
                                    >
                                    > Zniszczyłeś Schopenchauera, Nietzschego, Kanta... xD
                                    • ford.ka Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 22:41
                                      Jeszcze Prousta dorzuć. Negatywną recenzję napisał mu Andre Gide. Odrzucił, bo znalazł błąd gramatyczny ;)
                                      • jael53 Re: Działania zamierzone? 04.06.12, 11:35
                                        ford.ka napisał:

                                        > Jeszcze Prousta dorzuć. Negatywną recenzję napisał mu Andre Gide. Odrzucił, bo
                                        > znalazł błąd gramatyczny ;)

                                        A może to tak ma być? Proust, ostatecznie, podjął się publikacji na własny koszt (zmieniła to dopiero przygoda Jacquesa Riviere z - bodaj - pierwszym tomem). Prousta było stać.

                                        Nieraz odnoszę wrażenie, że wiele wysiłku wkłada się w to, aby lokalny świat nauki stał się hermetyczną enklawą dla tych, których stać na takie hobby.

                                        • ford.ka Re: Działania zamierzone? 04.06.12, 13:02
                                          Jak oglądam czasem różne "naukawe" produkcje (np. piękny tom, twarda oprawa, szlachetny papier i tylko redaktorzy zapomnieli o tym, że przydałby się choć jeden recenzent naukowy... ale przecież sami tacy mądrzy, że już nikt nie musi tego oceniać, co wybrali) to mam wrażenie, że gdyby wszyscy płacili za publikacje z własnej kieszeni, nauka mogłaby tylko zyskać.
                                          To nie jest enklawa dla tych, których stać, to jest enklawa dla takich, co mają najlepszy dostęp do żłobu.
                      • habilitant2012 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 15:58
                        To jest wyjątkowo smutny post.

                        jael53 napisała:

                        > Jak zwykle - bywa jeszcze gorzej, niż Dala myśli. Niekiedy polski humanista, je
                        > śli chce "zrobić stopień", nawet takiego wkładu mieć nie może. Albowiem
                        > przy niezbyt sprzyjającym rozdaniu recenzentów oberwie mu się np. za za
                        > jmowanie się "modnymi bzdurami". Dlatego autor tej pracy, o której Dala wspomni
                        > ał, wykazał się znakomitym instynktem przetrwania: wziął sobie teorię - jak na
                        > krajowe warunki - dosyć świeżą (bo nie przedwojenną), i na lokalnym rynku niepr
                        > zesadnie wyeksploatowaną. To może być recepta na sukces.
                        • jael53 Re: Bo też i smutno 03.06.12, 19:56
                          Z doświadczenia (niewyłącznie własnego) wiem, że jak się chce mieć kłopoty, to wystarczy w miarę żywo interesować się tym, co w światowej i naukowej trawie popiskuje. Najbardziej życzliwi będą się znacząco w głowy postukiwać: cooo? przecież do tego tematu będziesz mieć mało literatury; po co ci to?
                          Wersja druga postawy życzliwej to sugestie, że ryzyko opierania się na literaturze niemal wyłącznie obcej jest zbyt duże; bo to materiały nieznane, więc recenzenci mogą poczuć się urażeni (!).
                          • dala.tata Re: Bo też i smutno 04.06.12, 14:20
                            i ze to niby ja jestem ten krytykant i niesprawiedliwie oceniam polska humanistyke?! na ubita ziemie wyzwe kazdego, kto mi to jeszcze zarzuci!

                            jael53 napisała:

                            > Wersja druga postawy życzliwej to sugestie, że ryzyko opierania się na literatu
                            > rze niemal wyłącznie obcej jest zbyt duże; bo to materiały nieznane, wię
                            > c recenzenci mogą poczuć się urażeni (!).
                            • adept44_ltd Re: Bo też i smutno 04.06.12, 16:52
                              dala.tata napisał:

                              > i ze to niby ja jestem ten krytykant i niesprawiedliwie oceniam polska humanist
                              > yke?! na ubita ziemie wyzwe kazdego, kto mi to jeszcze zarzuci!
                              >


                              strach zarzucić...
                              • jael53 Re: Bo też i smutno 05.06.12, 16:08
                                Dala ma do czynienia z polską humanistyką wedle recepty Levi-Straussa: widziane z oddali. Mnie dana ona jest z bliska.

                                Takich wynurzeń, jak przytaczane, słucham od lat; od lat też obserwuję (np.) "rozdzielnik" prac doktorskich. Komuś "należy się" promowanie doktoratu? Ależ bardzo proszę: ktoś tam chciałby pisać o Monteskiuszu... to może ten? Nie szkodzi, że ani promotor, ani doktorant pojęcia o francuskim nie mają; a promotor jak dotąd nie zajmował się Oświeceniem.

                                Z bliska znam parę nisz humanistycznych, gdzie tkwią ludzie, którzy o swojej dziedzinie pojecie mają nieco... mgliste. I niech wszyscy bogowie bronią, żeby z ich mgławicowymi wynurzeniami dyskutować czy (o, zgrozo) poddawać krytyce. Przykład? A, proszę. Mamy takiego "znawcę" Levinasa, który rozumie, że modelową relacją Ja - Inny jest kobieta - mężczyzna. A ten trzeci to... dziecko. To "znawcy wynikło z Całości i nieskończoności; a że tam akurat trochę inaczej rzeczy są przedstawione? A kogo to obchodzi - ważne, że "znawca" jest profesorem i biskupem.
                                • dala.tata Re: Bo też i smutno 05.06.12, 18:17
                                  Droga jael, w rzeczywistosci, jestem moze nie na co dzien, jednak obecny wsrod polskich humanistow. Tyle ze czesciej sie teraz spotykam z naukami spolecznymi (antropologami, psychologami), a nie z polonistami. i mi sie wydaje, ze oni sa jacys inni, szczegolnie psychologowie (oj nie wszyscy!).

                                  To, o czym mowisz, pamietam z czasow doktoranckich i doktoratowych. Najbardziej mnie powalaly teksty o tym, ze na kogos przyszedl czas. Opowiesc o ojcu powojennej polonistyki jezykoznawczej, prof. Taszyckim, ktory trzy lata trzymal dokotrat na biurku (bo jeszcze za mloda pani jest), jest legenda krakowskich jezykoznawcow. Promotorow bioracych prace, bo trza miec dokotranta (nie majacych pojecia o temacie) znam osobiscie.

                                  Tyle ze mi sie wydawalo, ze to minelo, bo dawno nie widzialem. nie mowiac o tym, ze nieustannie tu dostaje po glowie za moja wizje polskiej humanistyki. Zaraz zreszta adept ci powie, ze nie da sie uogolniac itd itd.

                                  Dzieki za tego posta. Okazuje sie, ze moze i ja w sasiednim wszechswiecie, ale okna mi wychodza na wasz swiat.

                                  • nullified Re: Bo też i smutno 05.06.12, 19:06
                                    przykro mi jesli zmarnuję Ci tydzień;

                                    pogorszyło sie.

                                    Skutkiem "ulepszania" będzie kolejne pogorszenie - jak zwykle, to juz było przerabiane pare razy, ciekaw jestem ile razy trzeba walnać pustym łbem w sciane żeby wykrzesać w nim jakąs "autorefleksję".

                                    Pare razy pytales "co robić?" (aby było lepiej m.in.) ano najlepszą strategia przy tym stanie rzeczy byłoby: robić nic. Dlaczego? Ano dlatego, żeby z małego nieszczescia nie zrobilo sie duże. Trudno o coś głupszego niż ulepszanie katastrofy. A właśnie mamy "ulepszanie katastrofy w najlepsze". Pierwsze efekty juz są - skokowy wzrost korupcji okoloawansowej. Brawa dla reformatorów. ^^
                    • nullified Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 18:23
                      "przytlaczajaco przytłaczająca wiekszosc" uczonków na swiecie _w ogóle_ nie ma żadnego "znaczącego wpływu". No to - fakt - "oczywista oczywistość". Jeno u nas panocku, husaria musi sie należycie umieśćic na płocie. Znaczaco ^^

                      Osobiscie odnosze coraz bardziej umacniajace sie wrazenie, że w całym tym "cyrku w remoncie" nikt nie zaal sobie trudu zastanowienia sie "do czego ma służyć habilitacja", "co to takiego jest"... eh. "aby byli". Porownywanie parametrow 'wejścia' i 'wyjścia' z tym na co to sie przekłada praktycznie (i niepraktycznie) to jest jeden wielki bigos. Ot - kuchnia polska.
                      • habilitant2012 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 18:35
                        Habilitacja jest po to, żeby awansować i mi to pięknie pasuje. I nie przeszkadza mi to, że to jest awans przy pomocy stopnia naukowego. Problem w tym, co oceniać i jak oceniać, no i, idąc tropem chario, kto ma oceniać.

                        Im dłużej myślę o habilitacji, a myślę o niej od dłuższego czasu dość intensywnie, tym bardziej wydaje mi się, że jest duży rozdźwięk między tym, co mówi ustawa i rozporządzenie, a tym, co robią recenzenci. Dla mnie to duży problem.


                        nullified napisał:

                        > Osobiscie odnosze coraz bardziej umacniajace sie wrazenie, że w całym tym "cyrk
                        > u w remoncie" nikt nie zaal sobie trudu zastanowienia sie "do czego ma służyć h
                        > abilitacja", "co to takiego jest"... eh. "aby byli". Porownywanie parametrow 'w
                        > ejścia' i 'wyjścia' z tym na co to sie przekłada praktycznie (i niepraktycznie)
                        > to jest jeden wielki bigos. Ot - kuchnia polska.
                        • nullified Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 19:00
                          Jeśli "żeby awansować" to w tej formie w jakiej jest - jest kompletnie niepotrzebna, w znacznej mierze groteskową "instytucją".
                        • kramka1 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 19:07
                          "Osobiscie odnosze coraz bardziej umacniajace sie wrazenie, że w całym tym "cyrku w remoncie" nikt nie zaal sobie trudu zastanowienia sie "do czego ma służyć habilitacja""
                          A ja odnosze wrażenie, ze na etapie myslenia nad ustawą doszło do konfrontacji dwóch opinii. "Ścisli" gotowi byli zrezygnowac z habilitacji, bo i tak mają kryterium publikowalności w IF-owych czasopismach. A humanisci i podobni z głównie krajowym dorobkiem uznali, ze w naszym polsko-lokalnym grajdole nie będzie bata na beztalecia, których wartości nie ma jak ocenić bez habilitacji. No i wygrała opcja habilitacyjna...
                          Nie wiem, czy mam rację w powyższej sugestii, ale tak mi sie kiedyś skojarzyło po lekturach wypowiedzi wokól reformy ustawy.
                          • charioteer1 Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 19:19
                            Roznica jest taka, ze scisli przyjeli standardy, a pozostali bronia prawa do tego, by moc je wymuszac i egzekwowac. Mozna to tez rozpatrywac w kategoriach wladzy.
                            • dala.tata Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 19:22
                              Niestety, mysle, ze masz racje chario. Foucault piszac o rezimie prawdy musial miec na mysli polska humanistyke :-)

                              charioteer1 napisał:

                              > Roznica jest taka, ze scisli przyjeli standardy, a pozostali bronia prawa do te
                              > go, by moc je wymuszac i egzekwowac. Mozna to tez rozpatrywac w kategoriach wla
                              > dzy.
                              >
                              • proon Re: O wkładzie koniecznie istotnym 03.06.12, 20:14
                                ale wam sie p.... z wieczora, chyba popiło sie
                                • kramka1 Bibliometryczne widzimisię 05.06.12, 17:28
                                  Habilitancie, mój znajomy, profesor z doświadczeniem w ocenianiu habilitacji, tak mi wyjasnił sposób swojego podejscia do oceny dorobku za starej procedury. Otóż sprawdza dorobek Rady, przed którą toczy się habilitacja, a potem porównuje dorobek habilitanta: czy jest lepszy niz średnia, wynosi tyle co średnia, czy tez w ogole nie miesci sie w zakresie wartosci dla tej Rady. I tym sie sugeruje wydając pozytywną albo negatywną opinię. Jak twierdzi, nie ma sensu porównywanie z dorobkiem zachodnich kolegów, gdyz tam jest poziom o niebo wyższy. W naszych warunkach po prostu habilitant ma być nie gorszy niz Rada, przed która staje. I tyle.
                                  Co do rozrzutu indeksów w moim poscie, co wspominasz, znalazłam jeszcze wiekszy rozrzut odnosnie uczelni z mojej branzy w zestawieniu, które ktoś linkował dzisiaj w jakims wątku. Tu jest dopiero maskara, gdy uczelnia ma niewiele wiekszy dorobek co do liczby publikacji i H niz potrafią mieć pojedynczy naukowcy. I to wcale nie "noblowi", a zwyczajnie-pracowici.
                                  • skrzydelkowiec Re: Bibliometryczne widzimisię 05.06.12, 18:15
                                    Kramko1 i inni dyskutanci, czy bylibyście tak uprzejmi i dawali linki do tych wpisów na blogu, które komentujecie. Wiem, jestem leniwa, ale doskakuje do was od czasu do czasu i nie mogę się połapać w tych wpisach..
                                    Będę niezmierne wdzięczna.
                                    • kramka1 Re: Bibliometryczne widzimisię 05.06.12, 18:19
                                      Nieustająco w tym watku komentuję blog Habilitanta:
                                      habilitant2012.blox.pl/html
                                      A w tym "widzimisię" temacie nowy wpis pt. widzimisię. Czyli ja osobiście daje taki tytuł postu, jaki jest tytuł na blogu.
                                      • skrzydelkowiec Re: Bibliometryczne widzimisię 05.06.12, 18:26
                                        ok. Bardzo dziękuję.
                                    • dala.tata Re: Bibliometryczne widzimisię 05.06.12, 18:24
                                      ooooo. long time, no see. dawno tu skrzydelkowca nie bylo.
                                      • skrzydelkowiec Re: Bibliometryczne widzimisię 05.06.12, 18:35
                                        dużo pracy Dala, a dyskusje wciągają.. więc czytam Was po cichu i dyskutuje z ekranem:)
                                        ale miło mi, że pamiętasz:)
                                        kto by pomyślał, że ta akcja sprzed kilku lat rozwinie się w tak prężne forum...

                                        pozdrowienia dla reszty buntowników!
                                        • adept44_ltd Re: Bibliometryczne widzimisię 05.06.12, 18:49
                                          :))))
                                  • habilitant2012 Re: Bibliometryczne widzimisię 05.06.12, 19:44
                                    No to będę miał habilitację. :-)
                                    • kramka1 Czy warto się kopać z koniem? 06.06.12, 14:25
                                      Moja odpowiedź jest krótka: konia trzeba ujeździc lub oswoić, zamiast sie z nim kopać.:)
                                      Tyle komentarza co do nowego wpisu, a teraz czekam na rozwinięcie frapującego tematu zaanonsowanego w poprzednim: "Pozostaje jeszcze oczywiście kwestia mojego h". ;)))))))
                                      • dala.tata Re: Czy warto się kopać z koniem? 06.06.12, 14:54
                                        Najwyrazniej nie jezdzisz konno :-). sa konie, ktorych sie nie da ujezdzic (nie mowiac o zebrach). Podejrzewam, ze equus profesorius nalezy do najtrudniejszych do ujezdzenia.

                                        kramka1 napisała:

                                        > Moja odpowiedź jest krótka: konia trzeba ujeździc lub oswoić, zamiast sie z nim
                                        > kopać.:)
                                        > Tyle komentarza co do nowego wpisu, a teraz czekam na rozwinięcie frapującego t
                                        > ematu zaanonsowanego w poprzednim: "Pozostaje jeszcze oczywiście kwestia mojego
                                        > h". ;)))))))
                                        >
                                      • habilitant2012 Re: Czy warto się kopać z koniem? 06.06.12, 23:51
                                        Sprawę przemyślałem - o moim h więcej nie napiszę. Myślę, że z oczywistych względów.
    • charioteer1 Histeria 11.06.12, 11:05
      CytatTo ja nie mam racji. Ja będę miał rację, gdy już się wyhabilituję. Może powiem: jeśli się wyhabilituję.
      ...
      W dyskusji, po chwili, uświadomiłem sobie, że ta dyskusja nie ma najmniejszego znaczenia. I nie dlatego, że jest na forum, ale dlatego, że dzieci i habilitanci nie mają głosu. Ja po prostu nie mam racji, nawet gdybym ją miał.


      Racje to mozesz miec na forum. Poza forum bedziesz mial racje wtedy, kiedy inni powiedza, ze masz racje.

      Cos takiego jak racje habilitanta nie istnieje i juz. Przeczytales ustawe i rozporzadzenie? Znasz procedure? Swoje zdanie mozesz przedstawic w autoreferacie i na tym sie twoje racje koncza. Recenzent moze napisac dowolne bzdury w recenzji i tobie nic do tego. Widzisz gdzies w procedurze miejsce na odpowiedz na recenzje? Nie ma. Habilitacji sie nie broni, nawet na kolokwium nie bylo nigdy mozliwosci odpowiedzenia na recenzje. Skladasz dokumenty i juz nic od ciebie nie zalezy. Taka procedura.

      Im predzej sobie zdasz sprawe z tego, w co sie pakujesz, tym lepiej. To jest wojna, w ktorej stoisz na z gory przegranej pozycji i ktora masz wygrac. Jezeli do tej pory naiwnie myslales o habilitacji jako o procedurze, w ktorej ktos cie obiektywnie ocenia na podstawie jasno okreslonych kryteriow, to czas najwyzszy obudzic sie i wytrzezwiec.
      • dala.tata Re: Histeria 11.06.12, 12:18
        Chario, tobie tez zyczymy milego dnia :)
        • kramka1 Re: Histeria 11.06.12, 12:38
          Mnie sie tam podoba wypowiedź chario. :)
          I zaraz przypomniała mi nasze prywatne zmagania z trybunałem w Strasbourgu. Napisalismy ze skargą w sprawie, która z oczywistych powodów była do wygrania na 100%. Po 5 latach napisali, ze zgubili dokumenty sprawy i że prosze o przyslanie kopii. Wyslalismy. Po pól roku zapytali, czy spelniamy wymagania warunku X. Napisalismy detalicznie, ze i owszem, spelniamy. Po kolejnym pól roku ze Strasbourga przysłali finalną decyzję, ze skarga odrzucona, bo nie spełniamy warunku X.
          Decyzja bez prawa odwolania, jak nie przymierzajać, procedura habilitacyjna.
          Po kilku latach prawniczka specjalizujaca się w tej procedurze powiedziała, ze nie takie kwiatki widziała w Strasbourgu. I ze trzeba było mimo wszystko sie odwolywać, bo tam taki sam bajzel jak w naszym sądzie na jakiejs głebokiej prowincji.
          Sprawa w S. miała byc wygrana na bank? Miała. Ale nie była... Moja habilitacja jest na dobrej drodze z racji na dokonania. Zrobie habilitację? Ha, pytanie....
          • dala.tata Re: Histeria 11.06.12, 13:03
            Ja mysle, ze habilitacja moze tak wygladac, jak pisze chario. jednak nie musi. Moja byla gdzies pomiedzy kolokwium adepta, na ktorym kwitly bzy, biale rumaki galopowaly w zwolnionym i tempie, a pytania byly zadawane spiewem syren, a czernia opisu chario.

            Fakt ze jak ja sie habilitowalem, to nikt (w sensie spolecznym nikt, a nie logicznym) nie kwestionowal tego, co robia recenzenci. Recenzenci pisali recenzje i tyle. I to, ze jednak z recenzentek nie zrozumiala, co napisalem w ksiazce i pisala obok argumentu, jakos nikomu nie przeszkadzalo. ja sie powkurzalem, ale po cichutku. Mysle, ze sie wtedy akceptowalo, ze tak musi byc. Dzisiaj przestrzen do rozwazania i zastanawiania sie jest nieporownanie wieksza.

            To, co pisze habilitant, uswiadomilo mi wiele rzeczy. Jak napisalem w siasiednim watku, nie mam wiele doswiadczenia w pisaniu recenzji habilitacyjnych, jednak czytalem ich wiele. Nigdy nie zauwazylem zadnych ocen wkladu w dyscypline. Recenzje hab sa recenzjami doktoratowymi, jak pisze habilitant. a to jest niezgodne z ustawa. Ale jako ze wszyscy tak robia, to gra gitara i juz jest dobrze. Pfg ma racje, ale nie dlatego, ze cos wykazal, ale dlatego, ze jest po drugiej stronie. I, co ciekawe, myslac inaczej niz on, ja tez mam racje :-)
            • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 15:16
              dala.tata napisał:

              > Ja mysle, ze habilitacja moze tak wygladac, jak pisze chario. jednak nie musi.
              > Moja byla gdzies pomiedzy kolokwium adepta, na ktorym kwitly bzy, biale rumaki
              > galopowaly w zwolnionym i tempie, a pytania byly zadawane spiewem syren,


              Dala, to piękne :)
      • pfg Re: Histeria 11.06.12, 13:00
        charioteer1 napisał:

        > To jest wo
        > jna, w ktorej stoisz na z gory przegranej pozycji i ktora masz wygrac. Jezeli d
        > o tej pory naiwnie myslales o habilitacji jako o procedurze, w ktorej ktos cie
        > obiektywnie ocenia na podstawie jasno okreslonych kryteriow, to czas najwyzszy
        > obudzic sie i wytrzezwiec.

        Być może nie powinienem już zabierać głosu z uwagi na poprzednie zaangażowanie w dyskusję, ale z tym zastrzeżeniem -

        Owszem, kryteria nie są jasno określone i, jak sądzę, taka była intencja ustawodawcy. "Jasno określone kryteria" mogłyby tylko oznaczać habilitację za punkty, ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami. Ocena przez recenzentów zawsze, z konieczności, musi zawierać element subiektywny. No ale tak też jest z peer review wszędzie czy z tenurą w najlepszym z możliwych światów. Ma to swoje wady, ale lepszego systemu chyba nie wymyślono - poza rozmaitymi utopiami. Natomiast nie zgadzam się, że procedura habilitacyjna jest z założenia wroga kandydatowi. Tak, niestety, może się zdarzać, ale raczej nie jest to regułą. Słyszałem, co prawda, że wrogość jest częsta w naukach medycznych, co bodaj jest dziedziną habilitanta, ale na to akurat my nic w krótkim horyzoncie czasowym nie poradzimy. Podobnie jak nie pomożemy habilitantowi nawet wbrew sobie przyznając mu rację. Chwilowo poprawimy mu samopoczucie i co dalej?
        • dala.tata Re: Histeria 11.06.12, 13:09
          w tym wypadku, pfg, masz tak po prostu racje. Kryteria nigdy nie moga byc jasno okreslone. Zawsze musi byc jakies pole do manewru dla recenzenta. Jednak, jak przed chwila napisalem, sadzac po sobie i recenzentach, ktorych znam, ustawa swoje, a praktyka recenzencka swoje. i ja to widze jako problem, na dodatek problem, ktorego wczesniej nie widzialem. Pisalem, jak sie pisze.

          Jednak, co ciekawe, gdybym wlasnie dostal habilitacje do recenzji, raczej watpie, zebym napisal recenzje inaczej. przeciez pokazalbym sie jak ktos, kto recenzji nie umie pisac :-)
        • charioteer1 Re: Histeria 11.06.12, 13:34
          pfg napisał:

          > Chwilowo poprawimy mu samopoczucie i co dalej?

          Moim celem nie bylo poprawianie habilitantowi samopoczucia. Rozmawiam z ludzmi z roznych wydzialow, zajmujacych sie zupelnie innymi rzeczami niz ja i slysze, ze kolokwium to byl najgorszy dzien w zyciu, albo ze habilitacja to bylo tornado, ktore wywrocilo do gory nogami zycie calej rodziny. Jezeli skowronki przestaly szczebiotac, to znaczy, ze do sprawy trzeba podejsc powaznie, a nie bujac w oblokach. W koncu wiekszosc jakos przez to przechodzi.

          Ruszyl mnie ostatni post na blogu. U siebie w pracy widze ewolucje, jaka przechodza kandydaci na habilitowanych. Przez pierwsze lata po doktoracie jest euforia pt. Robie habilke. Tak, pieszczotliwie "habilke". Chodzi takie szczescie i wszystkim opowiada o swoich wielkich planach naukowych i pyta kazdego po kolei, czy to wystarczy na habilitacje. Potem ludziom zaczyna rowno odpierdzielac. Odwala tym, ktorzy maja sladowy dorobek i wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazuja, ze ciezko bedzie. A jak ktos juz jest na etapie pisania ksiazki habilitacyjnej, to lepiej szerokim lukiem omijac, bo w czterech przypadkach na piec to przypadek psychiatryczny z urojeniami wlacznie, przy czym wiekszosc chodzi i weszy spiski, ale urojenia wielkosciowe tez sie zdarzaja. Wyglada na to, ze nasz habilitant przeszedl cala te droge w ciagu dwoch miesiecy, a za pisanie autoreferatu jeszcze sie nie wzial.
          • dala.tata Re: Histeria 11.06.12, 15:02
            I dlatego zawsze powtarzma, ze nalezy robic swoje, a habilitacja jest skutkiem ubocznym. Niestety wiem, ze sprawy sa bardziej skomplikowane przez przerozne konteksty i zawodowe i nie. Trudno sie poswiecic nauce, jak sie ma trzy etaty, zeby kredyt na mieszkanie splacac.

            Zawsze bylem i nadal jestem zwolennikiem habilitacji. I to wszystko pomimo mojej traumy - moja trauma byla jednak przewidywalna. Ale nie dlatego, ze proces habilitacyjny jest taki swietny, ale dlatego, ze rzeczywistosc bez habilitacji bedzie znacznie gorsza. Jednak im dluzej mysle o tym, powodowany chociazby blogiem, tym bardziej widze problemy. Chocby niespojnosc ustawy, chocby kryteria, ktore sa z kapelusza. jednak z tym wszystkim mozna sobie poradzic. Prawdziwym problemem jestesmy my: recenzenci habilitacji. i sam sie przyznaje bez bicia. Zueplnie nie podzielam dobrego samopoczucia pfg.
          • habilitant2012 Re: Histeria 11.06.12, 16:12
            Właśnie o tym jest mój ostatni wpis.
            • charioteer1 Re: Histeria 11.06.12, 16:25
              habilitant2012 napisał:

              > Właśnie o tym jest mój ostatni wpis.

              Zawsze musisz sie dopasowac do oczekiwan recenzentow. Jak wysylasz artykul do czasopisma, czy abstrakt na konferencje, czy wniosek grantowy, zawsze musisz wziac pod uwage oczekiwania recenzentow. Nauka nie istnieje w prozni. Zawsze sa ludzie, ktorzy oceniaja. Jezeli oczekiwania recenzentow w przewodzie habilitacyjnym diametralnie roznia sie od oczekiwan recenzentow we wszystkich pozostalych wymienionych przypadkach, to znaczy, ze problem jest z ta nauka, ale mimo wszystko, to ty musisz sie dopasowac. Proste?
              • habilitant2012 Re: Histeria 11.06.12, 16:32
                Tyle że mam do wyboru sto czasopism i jeśli uznam, że recenzenci się mylą, wysyłam do następnego. Co więcej, dokładnie wiem, co recenzenci będą oceniać. Tu nie wiem nic. I muszę się dopasowywać nie znając zasad, które przyjmą recenzenci. I to właśnie to jest najbardziej frustrujące.
                • charioteer1 Re: Histeria 11.06.12, 16:36
                  Witamy w realu. To znaczy, ze naprawde zaczales "robic habilitacje". Wejdz do bazy nauka-polska.pl i wypisz sobie nazwiska wszystkich osob, ktore potencjalnie moga cie recenzowac, a potem zastanow sie, jakie moga byc oczekiwania tych osob. Tyle.
            • charioteer1 Re: Histeria 11.06.12, 16:30
              Najśmieszniejsze jest to, że ja nadal jestem dość pewny swego dorobku, ta pewność znika jednak, gdy zaczynam myśleć o habilitacji.

              Z czego wynika, ze habilitacja ma niewiele wspolnego z rzeczywistym dorobkiem. Jezeli juz to wiesz, to zajmij sie robieniem tej habilitacji.
              • habilitant2012 Re: Histeria 11.06.12, 16:33
                Hej ho. Wesołe jest życie habilitanta.

                charioteer1 napisał:

                > Najśmieszniejsze jest to, że ja nadal jestem dość pewny swego dorobku, ta pe
                > wność znika jednak, gdy zaczynam myśleć o habilitacji.

                >
                > Z czego wynika, ze habilitacja ma niewiele wspolnego z rzeczywistym dorobkiem.
                > Jezeli juz to wiesz, to zajmij sie robieniem tej habilitacji.
                >
              • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 16:37
                przepraszam, ale to jakieś koszmarne bzdury, niedługo dojdziemy tu do wniosku, że jak ktoś ma porządny dorobek, to go uwalą, a nawet nie pozwolą złożyć wniosku... przepraszam, ale takie opowieści tylko wysłuchuję i zazwyczaj od ludzi, którzy nie mają pojęcia, o czym mówią... widzieć, nie widziałem takiej sytuacji; podpisuję się pod tym, co pisze w związku z tą kwestią Dala - zamiast gaworzyć o habilitacji, zrobić wcześnie porządny dorobek, napisać wniosek i koniec kropka...
                • charioteer1 Re: Histeria 11.06.12, 16:40
                  Adeeeept! To, co jest porzadne dla jednego, dla innego moze byc kompletnym bajzlem!
                  • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 16:44
                    oj nie krzycz :), ile znasz uwalonych habilitacji ludzi niezłych z niezłym dorobkiem?
                    • charioteer1 Re: Histeria 11.06.12, 16:45
                      Pare sie znajdzie. Powaznie.
                      • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 16:50
                        no to w takim razie istnieją rytuały wewnątrzplemienne, jedne plemiona się uwalają, a inne nie... ja widzę tylko przechodzenie habilitacji, które na to nie zasługują, po dłuższym namyśle nie znalazłem nikogo niezłego uwalonego...
                    • dala.tata Re: Histeria 11.06.12, 17:36
                      no wiec ja takich nie znam, co pewnie nie znaczy, ze ich nie ma. Ja przeszedlem, choc z bolami i dluga debata rady na moj temat. niekoniecznie merytoryczna :-) Wedlug mnie duzo wiekszym problememjest przepuszczanie knotow.

                      Tyle ze ja mam wrazenie, ze teraz mnie bylo prosto. Mowiac szczerze, nawet nie zagladnalem do ustawy czy rozporzadzen regulujacych habiltiacje. Nie przyszlo mi to do glowy. Zrobilem to, co przede mna robili inni. Moj autoreferat, jak mysle o nim, byl rewolucyjny w kontekscie tego, co czytam teraz. Ale tak ogolnie, to byla habilitacja bez refleksji.

                      Dzisiaj ludzie czytaja ustawy, rozwazaja, na dodatek maja cala mase przestrzeni do dsykusji. No i sie zaczyna problem. Bo mozemy porownac litere prawa z praktyka jego wykonywania. I co? i ja rowniez widze problem. Bo ustawa swoje, a recenzenci (w tym ja sam!) swoje. i jesli masz habilitanta, ktory nagle znalazl sie w tej rzeczywistosci, to to musi byc maly szok. Bo cos trzeba napisac. I domaganie sie spojnosci przekazu nie jest histeria.

                      Ja jestem starym wyjadaczem i wystarczajaco cynicznym, zeby myslec, ze te wszystkie autoreferaty nie maja zadnego znaczenia. No trzeba napisac, ale czy kogos uwala za autoreferat? Nie, nie uwala. Ja bym pytal nawet: czy ktos to w ogole czyta? co mnie przeciez obchodzi autoreferat, jesli widze liste publikacji, ktora jest, powiedzmy, lepsza niz niejednego profesora, albo gorsza niz niejedengo adiunkta. dla mnie autoreferat moze sie skladac tekstu typu: dupa dupa dupa.... co mnie on obchodzi? Tak mozna by o nim pogadac, ale skoro juz nie ma kolokwium (i dobrze) to nie ma o czym gadac.

                      Z punktu widzenia habilitanta autoreferat to to, co go sprzedaje. I on w to wlozy wiele wysilku. Z mojego punktu widzenia, autoreferat jest wazny w stopniu minimalnym. I naprawde moze sie okazac, ze recenzenci tego nie przeczytaja. a jak przeczytaja, to zignoruja pol jego zawartosci, itd itd.

                      Glowna zaleta tego, co pisze habilitant jest to, ze zwraca uwage na problemy wlasnie ze spojnoscia przekazu. Pokazuje tez go od strony kogos, kto musi sobie z nim radzic. I mnie sie to przydalo.i dobrze by bylo, gdyby poczytali ten blog w ministerstwie (mowie powaznie). jednak te doswiadczenia sa raczej nierelwantne z punktu widzenia procesu recenzyjnego. On zyje swoim zyciem.....


                      adept44_ltd napisał:

                      > oj nie krzycz :), ile znasz uwalonych habilitacji ludzi niezłych z niezłym doro
                      > bkiem?
          • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 16:41
            Jezu, nawet nie wejdę na ulicę, na której ten wydział się znajduje, strach :)
            • kramka1 Re: Histeria 11.06.12, 17:55
              Powiedzmy szczerze, to jest naprawde histeria.;))
              Nie wiem, jak w twojej dzialce, ale w mojej nie ma jeszcze żadnych recenzji, w pokrewnej są bodaj w dwóch postepowaniach, a w kolejnej pokrewnej w jednym. I naprawdę nic z tego nie wynika. Sukces odnotował zarówny naukowiec z dorobkiem prawie wyłacznie krajowym, jak i ten z dobrym zagranicznym. Więc gdybym miała cos zawyrokować, to tylko: na dwoje babka wrózyła.
              Habilitancie, czy nie lepiej poczekac na liczniejsze finały postepowan i dopiero wtedy wyrokować, czy to świat zwariował czy moze tylko my?
              • habilitant2012 Re: Histeria 11.06.12, 18:13
                Nie wypowiadam sie na temat szans habilitantów. Nie wypowiadam się, czy recenzenci mają rację w swych ocenach. Mówię jedynie, że recenzje nie spełniają oczekiwań nakładających na nich przez ustawę. Dla mnie to znaczny problem, bo nie sposób odpowiedzieć autoreferatem na taką niespójność oczekiwań. Jeśli jednak wierzyć cynicznemu dala.tacie, to to nie jest żaden problem, bo autoreferatu recenzenci mogą wcale nie przeczytać. To mi nie przyszło do głowy, przyznam.

                Z kolei praktyki, o których mówisz, to będzie kolejna ciekawostka do analizy. Tej analizy jednak na blogu nie przeprowadzę.


                kramka1 napisała:

                > Powiedzmy szczerze, to jest naprawde histeria.;))
                > Nie wiem, jak w twojej dzialce, ale w mojej nie ma jeszcze żadnych recenzji, w
                > pokrewnej są bodaj w dwóch postepowaniach, a w kolejnej pokrewnej w jednym. I n
                > aprawdę nic z tego nie wynika. Sukces odnotował zarówny naukowiec z dorobkiem p
                > rawie wyłacznie krajowym, jak i ten z dobrym zagranicznym. Więc gdybym miała co
                > s zawyrokować, to tylko: na dwoje babka wrózyła.
                > Habilitancie, czy nie lepiej poczekac na liczniejsze finały postepowan i dopier
                > o wtedy wyrokować, czy to świat zwariował czy moze tylko my?
                • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 19:42
                  bo nie sposób odpowiedzieć autoreferatem na taką niespójność oczekiwań.


                  no i akurat co do tego to ja się zupełnie nie zgadzam...zresztą, proszę wybaczyć te truizmy, ale to nie jest tylko tak, że recenzent kreuje się swoim widzimisiem, to również autoreferat wpływa na to, co recenzent napisze... ta relacja działa w obie strony... i zwłaszcza będzie tak teraz...
                  • charioteer1 Re: Histeria 11.06.12, 19:46
                    adept44_ltd napisał:

                    > proszę wybaczy
                    > ć te truizmy, ale to nie jest tylko tak, że recenzent kreuje się swoim widzimis
                    > iem, to również autoreferat wpływa na to, co recenzent napisze... ta relacja dz
                    > iała w obie strony...

                    Nnnnooo...! W obie strony, powiadasz... Jedni czytaja rozprawy, inni wola, jak im sie stresci w autoreferacie...
                    • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 19:59
                      zaakcentowałem - zwłaszcza dzisiaj, kiedy nie musisz mieć rozprawy... możesz podsunąć recenzentowi klucz, no ale trzeba pomyślę, no i umieć pisać... a wiszące autoreferaty w większości przekonują, że ani jedna, ani druga umiejętność nie wchodzi w grę, więc o czym mówimy???
                      • charioteer1 Re: Histeria 11.06.12, 20:09
                        iiiiii... wiekszosc to sa habilitacje, ktore juz wczesniej gdzies padly, wiec trudno mowic o reprezentatywnosci. Jak uwazniej popatrzysz, to nawet w tym zestawieniu znajdziesz pismiennych i czytatych.
                  • dala.tata Re: Histeria 11.06.12, 19:56

                    Zupelnie sie z tym nie zgadzam, adepcie. To jest twoja wizja swiata z bzami, rumakami i syrenami.

                    adept44_ltd napisał:

                    > bo nie sposób odpowiedzieć autoreferatem na taką niespójność oczekiwań.
                    >
                    >
                    > no i akurat co do tego to ja się zupełnie nie zgadzam...zresztą, proszę wybaczy
                    > ć te truizmy, ale to nie jest tylko tak, że recenzent kreuje się swoim widzimis
                    > iem, to również autoreferat wpływa na to, co recenzent napisze... ta relacja dz
                    > iała w obie strony... i zwłaszcza będzie tak teraz...
                    • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 20:07
                      bzy? rumaki?, syreny? hm... wtf???


                      a serio... no tak, ale wkraczasz w dziedzinę psychopatologii recenzenckiej... a tu już potrzeba badań empirycznych i specjalistów, jak nie - obsuniemy się w takie miauczenie, w jakie obsunął się, ciekawy u początków, blog habilitanta...
                      • habilitant2012 Miauczenie 11.06.12, 20:19
                        Bardzo mi przykro, że miauczę. Mam wrażenie jednak, że miauczenie oraz histeria zaczęły się w momencie, gdy przestałem się śmiać z habilitantów, a zacząłem narzekać na recenzentów. I zamiast odpuścić, wolałem prosić o przykłady, jak w dyskusji z pfg. Symptomatyczne, prawda?

                        A co badań empirycznych, to przeczytałem zdecydowaną większość recenzji zamieszczonych na stronach CK. A jest ich już kilkadziesiąt. Nie wiem, jakie to jeszcze badania empiryczne masz na myśli, na recenzjach, których jeszcze nie ma?? Jakich to specjalistów masz na myśli? Od recenzjologii?? Jeśli uważasz, że nie mam racji, pokaż mi te recenzje, które sie wyłamują ze schematu, o którym mówię. Jesteś kolejnym habilitowanym, który po prostu uważa, że jest fajnie. Jednak głównie o tym zapewniasz.

                        Nie twierdzę, że to sprawa kluczowa. Być może to dala.tata ma rację. Jednak nie zmienia to tego, że recenzje są pisane obok ustawy.


                        adept44_ltd napisał:

                        > a serio... no tak, ale wkraczasz w dziedzinę psychopatologii recenzenckiej... a
                        > tu już potrzeba badań empirycznych i specjalistów, jak nie - obsuniemy się w t
                        > akie miauczenie, w jakie obsunął się, ciekawy u początków, blog habilitanta...
                        • adept44_ltd Re: Miauczenie 11.06.12, 20:27
                          napisałem - psychopatolog... :)


                          natomiast bardzo nie lubię, jak mi się wmawia, że coś uważam... nie, nie uważam, że jest fajnie, nawet wprost przeciwnie :), uważam natomiast, że:
                          1. wypowiadasz się na podstawie recenzji, których jeszcze nie otrzymałeś, wyluzj, zrobi ci to dobrze...,
                          2. dość jednostronnie interpretujesz dane... (przy takich autoreferatach dość trudno pisać recenzje, a nowa ustawa zakłada dość kluczową rolę autoreferatu, stąd powtarzam - warto nad nim popracować, a wcześniej zaznajomić się ociupinkę z retoryką),
                          3. ja niezbyt rozumiem te dywagacje o niezgodności recenzji z ustawą... ustawa w istocie prawie nic nie mówi (czy też niewiele) o tym, jak ma wyglądać recenzja... i stwierdzenie o istotnym wkładzie można naprawdę na różne sposoby przekuć na sposób napisania recenzji...
                          • habilitant2012 Re: Miauczenie 11.06.12, 20:38
                            To jeszcze raz:

                            1. nie wypowiadam się w ogóle na temat recenzji, których nie dostałem, jeśli myślisz inaczej, pokaż, gdzie!
                            2. Jesteś gołosłowny: na czym polega moja jednostronność interpretacji?
                            3. Ustawa mówi dość wyraźnie, że ocenia się 'znaczny wkład w dyscyplinę.' Znajdź, proszę, jedną recenzję, która to właśnie robi, choćby implicytnie. Powodzenia!
                            • adept44_ltd Re: Miauczenie 11.06.12, 20:48
                              1. i pozostanę gołosłowny, taki przywilej forum ;), nie mam za bardzo czasu na bawienie się w analizę twoich wypowiedzi :),
                              2. ale ja napisałem, na czym polega jednostronność, nie muszę już powtarzać, prawda?
                              3. miałeś tu komentarz pfg - choćby pisząc, że rozprawa, cykl spełnia wymogi ustawy :), ale z tego, co pamiętam z przytaczanych tu recenzji (podobnie zresztą wygląda to u mnie) - jeśli recenzent pisze o jakimś odkryciu/oryginalności, jeżeli zauważa, że coś jest cytowane itd. - to to już jest pisanie o wkładzie w dyscyplinę... dzięki bogu (bądź naturze itp. ;-) nasz język jest na tyle subtelny, że nie trzeba wszystkiego łopatologicznie wprost nazywać...
                              • habilitant2012 Re: Miauczenie 11.06.12, 20:54
                                Dala.tata już odpowiedział na tę gołosłowność. Mnie się ie chciało wierzyć, ze ty na serio. Co do tekstu o spełnaniu wymogów już też odpowiedziałem.

                                Kończę, zaczynam się wkręcać.
                                • adept44_ltd Re: Miauczenie 11.06.12, 21:01
                                  co nie znaczy, że była to "gołosłowność" :)
                          • charioteer1 Re: Miauczenie 11.06.12, 20:45
                            Ustawa nie mowi o tym, jak ma wygladac recenzja. O tym mowi rozporzadzenie. Tu masz modelowa recenzje pisana zgodnie z nowymi przepisami. Tak to powinno wygladac, pominawszy dywagacje recenzenta w pierwszych akapitach recenzji. Habilitant dramatyzuje, ze wszyscy pisza obok ustawy. Nieprawda, ale faktem jest, ze w niektorych dyscyplinach opor przed zastosowaniem sie do przepisow jest bardzo duzy.
                            • kramka1 Re: Miauczenie 11.06.12, 20:50
                              No tak, recenzja rzeczywiscie ciekawa, ale jaka miałałby byc, skoro autor to człowiek z górnej naukowej pólki, a słuchanie jego wykładów to czysta przyjemnośc. Nie każdy umie władac słowem z tak dobrym efektem.
                            • habilitant2012 Re: Miauczenie 11.06.12, 20:52
                              Ta recenzja została już omówiona. Wątpię, by była modelowa :-)

                              charioteer1 napisał:

                              > Ustawa nie mowi o tym, jak ma wygladac recenzja. O tym mowi rozporzadzenie. [ur
                              > l=http://www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/WodeckaBeata/zal2.pdf]Tu[/url] masz mo
                              > delowa recenzje pisana zgodnie z nowymi przepisami. Tak to powinno wygladac, po
                              > minawszy dywagacje recenzenta w pierwszych akapitach recenzji. Habilitant dram
                              > atyzuje, ze wszyscy pisza obok ustawy. Nieprawda, ale faktem jest, ze w niektor
                              > ych dyscyplinach opor przed zastosowaniem sie do przepisow jest bardzo duzy.
                              >
                              • charioteer1 Re: Miauczenie 11.06.12, 21:12
                                To uzasadnij. Moze w przyszlej prraktyce recenzenckiej mi sie przyda:-)
                                • habilitant2012 Re: Miauczenie 11.06.12, 21:32
                                  Przepraszam, ale się za bardzo wkręcam w forum. Muszę kończyć na ten temat.


                                  charioteer1 napisał:

                                  > To uzasadnij. Moze w przyszlej prraktyce recenzenckiej mi sie przyda

                                  >
                                  • charioteer1 Re: Miauczenie 11.06.12, 21:38
                                    hehe, wersja ze swieczka i ogarkiem brzmi nie najgorzej.
                                    • pfg Re: Miauczenie 11.06.12, 22:23
                                      charioteer1 napisał:

                                      > hehe, wersja ze swieczka i ogarkiem brzmi nie najgorzej.

                                      Habilitant wchodzi w fazę targowania się, zresztą już to zapowiadał. Wcześniej wyraźnie widać było zaprzeczanie i gniew. Cóż, wiadomo, czego się spodziewać dalej, ale na końcu nie będzie źle.
                            • fajnytoster Re: Miauczenie 11.06.12, 21:29
                              Ale nawet ta modelowa niby recenzja z pewnością nie zadowoli habilitanta2012 (pewnie słusznie). A to dlatego, że tam gdzie recenzent miał oceniać wkład w rozwój dyscypliny nie posłużył się żadnymi sformułowanymi explicite kryteriami, ale ograniczył się jedynie do zupełnie subiektywnego stwierdzenia, że wkład jest i już (akapit na str. 3-4). I to pisał członek CK, jak widać bardzo mocno zorientowany na "proceduralną czystość".
                              • charioteer1 Re: Miauczenie 11.06.12, 21:46
                                Napisal, ze wklad jest istotny, poniewaz tak wynika z oswiadczen wspolautorow, oraz pozycji nazwiska habilitantki wsrod nazwisk autorow, co dowodzi, ze jej wklad w powstanie tych dziel byl kluczowy. Akapit wyzej pisze, ze "osiagniecie", czyli cykl, jest spojne tematycznie oraz zostalo opublikowane w czasopismach o zasiegu miedzynarodowym. Jak dla mnie, recenzent wystarczajaco eksplicytnie zdefiniowal, co rozumie przez "znaczacy wklad".
                                • adept44_ltd Re: Miauczenie 11.06.12, 21:56
                                  uważaj chario, niebezpiecznie zbliżasz się do przekonania, że jest fajnie ;-)
                                  • charioteer1 Re: Miauczenie 11.06.12, 22:09
                                    Tam, gdzie jest fajnie, jest fajnie. Gdzie indziej jest mniej fajnie, a co bedzie dalej, to czas pokaze.
                          • dala.tata Re: Miauczenie 11.06.12, 20:48
                            teraz to pojechales adepcie. juz nawet nie po bandzie, ale poza nia. Jakosc recenzji wyznacza jakosc autoreferatu? trudno pisac recenzje przy takich autoreferatach??? To habilitant odpowiada za jakosc recenzji?? To moze rada powinna rowniez wlaczac recenzje habilitacyjne do dorobku habillitanta?

                            Ja sie z toba lubie od czasu do czasu nie zgodzic, widzac jednak punkt widzenia. Jednak teraz to juz wszedles do innego wszechswiata.



                            adept44_ltd napisał:

                            > 2. dość jednostronnie interpretujesz dane... (przy takich autoreferatach dość t
                            > rudno pisać recenzje, a nowa ustawa zakłada dość kluczową rolę autoreferatu, st
                            > ąd powtarzam - warto nad nim popracować, a wcześniej zaznajomić się ociupinkę z
                            > retoryką),
                            • adept44_ltd Re: Miauczenie 11.06.12, 20:56
                              no ale tylko troszeczkę... :) (wyjaśnione w kolejnym poście), mam alergię na debaty metafizyczne i i tak się długo trzymałem z dala.. :))), jestem absolutnie tego zdania, co kramka... ta dyskusja jest raczej ekspresją histerii niż realności...
                        • pfg Nudne 11.06.12, 22:07
                          habilitant2012 napisał:

                          > Jednak nie
                          > zmienia to tego, że recenzje są pisane obok ustawy.

                          Ty tak twierdzisz.
                          • dala.tata I nuzace 11.06.12, 22:25
                            Nie chce tego przeciagac, bo habilitant sie juz wycofal, co mu dobrze zrobi.

                            jednak, poza twierdzeniem, ze jest inaczej, ty niewiele innego pokazales. Wszystko co pokazales, to to, ze ty masz racje, bo inni podobni do ciebie mysla, jak ty. To jest wyjatkowo slaby argument. I tak jak nudno juz bylo ze strony habilitanta, szczerze powiedziawszy, twoje zapewnienia sa rownie nuzace. Nie trzeba dodawac, ze jak podobne rzeczy pisze prof. Wegrzyn, to wszyscy z uwaga sie pochylamy nad zagadnieniem, jak pisze habilitant, to histeryzuje.

                            Jak juz pare razy napisalem, ja akurat mysle, ze habilitant wskazal na wazny problem, na ktory wczesniej nie wpadlem. Problem w tym, ze z tym problemem niewiele mozna zrobic, bo, jak sadze, wiekszosc mysli tak jak ty i nie bedzie wam jakis habilitant mowil, co macie robic.

                            I co zostaje? zostaje powiedzenie habilitantowi, ze histeryzuje i miauczy. Jak nie da sie przegadac, zawsze mozna ad personam, nie? Dostal piekna lekcje odbijania sie od sciany. Po prostu fala.


                            pfg napisał:

                            > habilitant2012 napisał:
                            >
                            > > Jednak nie
                            > > zmienia to tego, że recenzje są pisane obok ustawy.
                            >
                            > Ty tak twierdzisz.
                            • adept44_ltd Re: I nuzace 11.06.12, 22:33
                              jedno maleńkie ale... jeśli wskazujesz na to, że rzekomo recenzje nie pokazują wkładu w naukę i to jest to odkrycie, to ja pozwolę się nie zgodzić z tym... jak napisałem, wskazują...
                              • dala.tata Re: I nuzace 11.06.12, 22:41
                                adepcie, zostaniemy przy swoich zdaniach.

                                adept44_ltd napisał:

                                > jedno maleńkie ale... jeśli wskazujesz na to, że rzekomo recenzje nie pokazują
                                > wkładu w naukę i to jest to odkrycie, to ja pozwolę się nie zgodzić z tym... j
                                > ak napisałem, wskazują...
                                • dala.tata Re: I nuzace 11.06.12, 22:49
                                  zeby nie byc goloslownym. Wszedlem sobie na zakonczenie postepowanie w psychologii. Dwie recenzje maja sekcje: ocena rozprawy habilitacyjnej. a trzecia sekcja: rozprawa habilitacyjna. I jada z recenzja ksiazki. Ja dokladnie tak samo pisalem. I inni, kotrych recenzje widzialem. Zaden wklad.

                                  Tu trzeba empirii, adepcie, a nie zapewnien :-)

                                  i wiecej sie nie odzywam na ten temat. Ale czekam na ustalenia pfg co do emocji, ktore teraz przezywam. Fizyka daje niesamowite kompetencje.
                                  • adept44_ltd Re: I nuzace 11.06.12, 23:05
                                    wszedłem tylko na pierwszą, koszmarnie napisaną, ale znalazłem tam ujęcie rozprawy hab. w perspektywie wkładu...
                                    • charioteer1 Re: I nuzace 11.06.12, 23:17
                                      ...i dyskusje z metodologia opublikowanych badan. Wprawdzie recenzentka przytomnie zaznacza, ze publikacje sa w czasopismach recenzowanych, ale co chciala napisac, to napisala. Nie prosciej bylo napisac, ze wprawdzie habilitantka ma publikacje w czasopismach recenzowanych, ale nie sa to czasopisma z najwyzszej polki? (zaznaczam, ze to nie jest wypowiedz na temat jakosci czasopism, tych akurat nie znam, postaram sie nadrobic)

                                      Dla mnie to typowo doktoratowe recenzje, o ktorych pisze habilitant. Nie ma zadnych zoperacjonalizowanych kryteriow wkladu. Wkladem jest to, co recenzent uzna za wklad.
                                      • dala.tata Re: I nuzace 11.06.12, 23:25
                                        Mysle podobnie, zdajac sobie sprawy z tego, ze sie nie potrafie wykrecic jak habilitant. ale co tam, ja mam profesure!

                                        charioteer1 napisał:

                                        > Dla mnie to typowo doktoratowe recenzje, o ktorych pisze habilitant. Nie ma zad
                                        > nych zoperacjonalizowanych kryteriow wkladu. Wkladem jest to, co recenzent uzna
                                        > za wklad.
                                        >
                                      • adept44_ltd Re: I nuzace 11.06.12, 23:36
                                        ta recenzja jest denna, niemniej -
                                        1. jest wspomniane o rozwiązaniach teoretycznych,
                                        2. jest wskazane, jak się one mają do dyskusji na ten temat,
                                        3. jest wskazanie na problem praktyczny i wagę zastosowania,

                                        nic dodać, nic ująć, przypominam, że nie ma zdefiniowanej operacyjnej definicji wkładu w nauce... zresztą trudno się pokusić o taką uniwersalną definicję...
                                        • charioteer1 Re: I nuzace 12.06.12, 00:32
                                          Operacjonalizacja to jest definicja przyjeta przez autora. Jezeli recenzent nie potrafi zoperacjonalizowac tego, co ocenia, to znaczy, ze sam nie wie, co ocenia. Jedyna operacjonalizacja znacznego wkladu, jaka widze w tych recenzjach, wyglada mniej wiecej tak: rozprawa jest samodzielna i oryginalna, aczkolwiek nie pozbawiona uchybien metodologicznych.


                                          adept44_ltd napisał:

                                          > ta recenzja jest denna, niemniej -
                                          > 1. jest wspomniane o rozwiązaniach teoretycznych,
                                          > 2. jest wskazane, jak się one mają do dyskusji na ten temat,
                                          > 3. jest wskazanie na problem praktyczny i wagę zastosowania,
                                          >
                                          > nic dodać, nic ująć, przypominam, że nie ma zdefiniowanej operacyjnej definicji
                                          > wkładu w nauce... zresztą trudno się pokusić o taką uniwersalną definicję...
                            • pfg Re: I nuzace 11.06.12, 23:20
                              dala.tata napisał:

                              > Nie trzeba
                              > dodawac, ze jak podobne rzeczy pisze prof. Wegrzyn, to wszyscy z uwaga sie poch
                              > ylamy nad zagadnieniem, jak pisze habilitant, to histeryzuje.

                              Ależ, dala, przecież oni nie piszą podobnych rzeczy! Węgrzyn powiada, że prawo jest niespójne, ustawa niejasna, rozporządzenie posługuje się źle zdefiniowanymi terminami, a tak naprawdę jest niechlujnie napisane. Habilitant zaś sprzeczności w prawie nie dostrzega, twierdzi natomiast, że recenzje pisane są z lekceważeniem prawa. A ja, ryzykując twoje znużenie, powtórzę, że żadnego lekceważenia prawa nie dostrzegam. Chodzi o to, że brak jest sformułowań "stanowi znaczny wkład"? No, daruj. Dostrzegam natomiast brak precyzji prawa.

                              Weźmy rzekomą sprzeczność z rozporządzeniem. Ja rozporządzenie czytam tak, że ono mówi, co nalezy uwzględniać, ale nie precyzuje, jak to nalezy robić. Więc taki fizyk ma mieć prace z JCR, czyli gdyby ktoś włączył do habilitacji z fizyki pracę z czasopisma spoza tej listy, recenzent ma obowiązek jej nie uwzględniać; gdyby uwzględnił, postąpiłby niezgodnie z rozporządzeniem. I tu prof. Woźniak w recenzji "modelowej" znalazł się na granicy, bowiem co prawda skrytykował włączenie pracy z Wiadomości Parazytologicznych do cyklu i nie objął tej pracy swoją pozytywną oceną, ale nie stwierdził wprost, że skoro praca ta jest z czasopisma spoza JCR, nie może wchodzić do habilitacyjnego dorobku biologa.

                              Na meta-poziomie powiem też, że ja nie jestem legalistą i nie domagam się dbania o skrupulatną zgodność z literą prawa. Ważniejszy jest dla mnie duch prawa. A duch jest taki: kandydat na doktora habilitowanego ma poddać swoj dorobek - cały, ale ze wskazaniem szczególnego "osiągnięcia" - ocenie środowiska, środowisko zaś ma go ocenić uczciwie, kompetentnie i najlepiej, jak umie. Przypadki, w których ocenia niekompetentnie, tym bardziej zaś nieuczciwie, są smutne i nalezy je pętnować, ale uważam, że to nie one są regułą. Natomiast to, czy recenzent napisze "stanowi znaczny wkład", czy "biorąc pod uwagę osiągnięcia naukowe, wnoszę o", czy też użyje innego równowaznego sformułowania, doprawdy ma niewielkie znaczenie.

                              Gdy rok temu uchwalano nowelizację, zastanawialiśmy się jak będzie wyglądać nowa procedura. I ja już rok temu pisałem, że *merytorycznie* nie będzie się wiele róznić od starej, bo recenzować będą ci sami ludzie, według tych samych zwyczajowych kryteriów, bo prawo jest na tyle nieprecyzyjne, że wszystko to się w prawie zmieści. No i jak widać, mieści się.

                              A fizyka, jak najbardziej, daje kolosalne kompetencje :-) (Fizycy znani są ze swojej arogancji.) Ale akurat twoje stany emocjonalne mnie nie interesują ;-)
                      • dala.tata Re: Histeria 11.06.12, 20:44
                        nie, nie wkrecam sie. Dla mnie to, co mowi habilitant, to kwestia akcentow. Za bardzo wierzy w autoreferat, choc sadzac po tym co piszesz, ty tez wierzysz. ja nie. Poza tym, to mysle, ze ma duzo racji.
                        • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 20:53
                          hipotetycznie widzę trzy warianty:

                          1. recenzent czyta cały dorobek, znał go albo poznaje... wypowiada się na temat, no i istotna jest tylko i wyłącznie waga tego dorobku, o czym wiele razy pisaliśmy,
                          2. recenzent słabo się orientuje, ale wczytuje się w autoreferat, który pozwala mu wyciągnąć wnioski, czy to wszystko ma sens,
                          3. recenzent z różnych powodów bredzi... no ale to, jak pisałem, jest już do leczenia i nic na to nie poradzisz, takiego trzeba wyeliminować i myślę, że blogi mogą odegrać w tym rolę - ale przy precyzyjnej analizie tego, co napisane, a nie rozważaniu tego, co nienapisane...


                          a kryteria - dość ogólne - są dwa: dorobek punktowany... (no i trudno w związku z nim coś dyskutować), no i wkład w naukę... to jest, jak wszyscy zauważyli, na tyle pojemna kategoria, że ja bym się raczej tego czepiał, a nie tego, że rzekomo recenzenci o tym nie piszą - jak napisałem, o tym można pisać na różne sposoby...
                  • habilitant2012 Re: Histeria 11.06.12, 20:10
                    Myślę, że to nieco optymistyczne. Poza tym, to, o czym ma być autoreferat, wyznacza ustawa i rozporządzenie, a nie recenzent i jego zdoloność do empatyzowania z habilitantem. Ja mogę kierunkować, jednak chcę mieć jasne parametry kierunkowania. A ich nie ma. I już kończę na ten temat, bo się znowu wkręcę.
                    • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 20:20
                      widzisz jeden i ten sam tekst możesz napisać na mnóstwo różnych sposobów - tak, że będziesz miał podobnie sporą ilość reakcji nań... słowa nie są przezroczyste, podobnie jak ich użycie...
                      • habilitant2012 Re: Histeria 11.06.12, 20:40
                        Wybacz, jednak my nie mówimy teraz o literaturze, ale o procedurze.

                        adept44_ltd napisał:

                        > widzisz jeden i ten sam tekst możesz napisać na mnóstwo różnych sposobów - tak,
                        > że będziesz miał podobnie sporą ilość reakcji nań... słowa nie są przezroczyst
                        > e, podobnie jak ich użycie...
                        • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 20:44
                          wybaczam, ale ja nie mówię o literaturze... mówię o autoreferacie, który jest tekstem, jeśli nie rozumiesz, co piszę, będziesz dalej marudził :)
                          • habilitant2012 Re: Histeria 11.06.12, 20:50
                            Otóż, myślę, że nie marudzę. Myślę, że to, co mówię, ma sens. I do tej pory nie usłyszałem cienia argumentu, który by wskazywał, że tak nie jest.

                            adept44_ltd napisał:

                            > wybaczam, ale ja nie mówię o literaturze... mówię o autoreferacie, który jest t
                            > ekstem, jeśli nie rozumiesz, co piszę, będziesz dalej marudził :)
                            • adept44_ltd Re: Histeria 11.06.12, 20:56
                              to prawda, nie usłyszałeś :), ale ja napisałem...
                      • habilitant2012 Re: Histeria 11.06.12, 20:41
                        Jednak my teraz nie o literaturze, ale o procedurze. I dobrze o tym pamiętać.

                        adept44_ltd napisał:

                        > widzisz jeden i ten sam tekst możesz napisać na mnóstwo różnych sposobów - tak,
                        > że będziesz miał podobnie sporą ilość reakcji nań... słowa nie są przezroczyst
                        > e, podobnie jak ich użycie...
                      • kramka1 Re: Histeria 11.06.12, 20:46
                        Ale tak naprawdę o czym ta dyskusja? Rzuciłam okiem na strony "awansowe" CK. Chyba tylko u ekonomistów jest wiecej zakonczonych postepowan. W innych mało albo zero. Dyskusja o recenzjach i percepcji autoreferatów jest w tej sytuacji jałowa: jak mozna dyskutowac o problemie przy tak małej liczbie danych? Co więcej, zapewne te zaopiniowane habilitacje złozone zostały w okresie, gdy procedura dopiero nabierała kształtu. Pamietacie te pierwsze autoreferaty od czapy? Ja osobiscie z oceną praktyki recenzenckiej poczekam na kilka ocen z mojej działki. Porównam, kto dostał i za co dostał.
                        A czytanie teksów z innych nauk jest średnio sensowne: każda dziedzina ma swoja specyfikę.
                        Choc oczywiscie zgoda, ze pytanie, jak dobrze napisac autoreferat, tez mi spac nie daje po nocach. ;) Czy w formie popularnonaukowego opisu dokonań czy tez detalicznego wyliczenia, co zbadałam i co wyszło, z podaniem kilogramów, metrów i sekund. Przyznam, ze ten drugi sposób zupełnie mnie nie rajcuje i jako czytelnika i jako przyszłego autora.
                        • kramka1 Niech sie wstydzą? 17.06.12, 13:45
                          "Otóż problem polega na tym, że Państwu Profesorom odebrano część władzy"
                          A ja mysle, ze coraz bardziej w tych naszych dyskusjach obnazających rózne aspekty nowej procedury wychodzi na wierzch oczywista oczywistość: habilitacja nie jest potrzebna.
                          Stara habilitacja polegała czasami i na tym, ze przeczołgiwano delikwenta. Teraz nie ma jak, no chyba, że w publicznie dostępnej recenzji, która bardziej zdradzi poziom recenzenta niz poziom aplikanta. A teraz co mamy? Ano mamy dwa rodzaje recenzji. Jedne, jak ta od prof. Węgrzyna, odnosza sie do miar dorobku i własciwie mają charakter urzedniczy (jeżeli wczytac sie w ducha ustawy, to własnie o takie urzednicze recenzje w nowej procedurze chodzi). Drugie zawierają ocenę dorobku juz zrecenzowanego przez recenzentów prestizowych czasopism, czyli nie dodają do oceny nic nowego, a co najwyżej obnażają upierdliwość recenzenta.
                          Z punktu widzenia habilitanta publikujacego na Zachodzie habilitacja nic nie zmienia. Jak publikował, tak będzie publikował, jak go prosili o recenzje, tak go poproszą, jak mógł się starac o granty, tak dalej moze. A czego nie moze? Nie moze rządzić. Nie moze też aplikowac na najwyzsze stanowiska w polskiej nauce, bo tu trzeba miec hab. przed nazwiskiem.
                          I tu moze Habilitant ma rację, że problem nowej habilitacji polega na "władzy", choc może inaczej zinterpretowanej. Nie tyle profesurze odebrano władzę odnosnie oceny habilitantów, ale odebrano im wpływ na to, kto dostanie tą habilitacje. Nie trzeba juz aplikowac do swojej rady, której sie wczesniej podpadło, nie trzeba antyszambrowac u profesora-miernoty, by jednak był łaskawy dla habilitanta... Wysyła się papiery do CK i jak dobrze pójdzie, to bez patrzenia na swoją RW ma sie habilitacje w kieszeni. A z habilitacją przechodzi sie z kategorii petenta do kategorii udzielnego pana i włądzcy, któremu drugi wydziałowy udzielny pan i władca tak szybko nie podskoczy.
                          Władza w polskiej nauce jest koncesjonowana- jest rezerwowana dla ludzi habilitowanych. Nowa procedura jest zamachem na tą koncesję, ponieważ nie do starej włądzy nalezy wybór nowej władzy. Im więcej nowych habilitowanych, tym mniej do gadania mieć będą starzy habilitowani. I o to gra sie toczy. By tych nowych nie przybywało w za szybkim tempie.
                          • adept44_ltd Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 14:06
                            no fakt, przecież jest tylu doktorów, którzy już tuptają do władzy... i tylko ta habilitacja :)
                          • dala.tata Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 14:33
                            kazdy proces recenzyjny jest procesem, w ktorym recenzent ma wladze, a recenzowany musi sie tej wladzy podporzadkowac. Problem z wladza jest taki, ze wladza nie lubi, gdy sie ja kontroluje. a ludzie przy wladzy nie lubia, gdy sie im patrzy na rece.

                            Stary proces habilitacyjny byl procesem, w ktorym wladza profesorska byla praktycznie nieograniczona. Przeciez kolokwium habilitacyjne to jest rozboj w bialy dzien, wyklad habilitacyjny tylko podbija poprzeczke braku kryteriow, braku przejrzystosci. I tak moje kolokwium habilitacyjna moze byc moze jednostkowym przykladem naduzycia wladzy, nie zmienia to jednak faktu, ze sie odbylo, a tym, ktorzy wladziy naduzywali nie tylko sie nic nie stalo, ale na dodatek nikt okiem nie mrgunal na nich. dla reszty rady to, co dla mnie bylo skandalem, bylo absoltunie normalnym zachowaniem.

                            Procedura, ktora oparta jest na dobrej woli tych u wladzy jest czyms zlym. I dlatego, zgadzam sie z habilitantem, nowa procedura habilitacyjna ogranicza, niewiele, ale ogranicza wystepy 'samodzielnych'. Dazenie do powrotu starej habilitacji jest dazeniem do powrotu do sadow kapturowych.

                            Wladza w calym swiecie naukowym jest koncesjonowana. Tyle ze my nauczylismy sie juz koncesjonowac ja w sosob cywilizowany.
                            • adept44_ltd Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 14:37
                              tylko odnośnie metafory - sąd kapturowy to raczej jest teraz... komisja, bez udziału ofiary...
                              • dala.tata Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 15:21
                                obawiam sie, ze nie. Dzisiaj nie ma juz kapturow - recenzje powieszono na internecie. ja nadal uwazam, ze to jest dosc wazne.

                                adept44_ltd napisał:

                                > tylko odnośnie metafory - sąd kapturowy to raczej jest teraz... komisja, bez ud
                                > ziału ofiary...
                          • charioteer1 Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 14:52
                            kramka1 napisała:

                            > Nie trzeba juz aplikowac do swojej rady, której sie wczesniej podpadło, nie t
                            > rzeba antyszambrowac u profesora-miernoty, by jednak był łaskawy dla habilitant
                            > a... Wysyła się papiery do CK i jak dobrze pójdzie, to bez patrzenia na swoją R
                            > W ma sie habilitacje w kieszeni. A z habilitacją przechodzi sie z kategorii pet
                            > enta do kategorii udzielnego pana i włądzcy, któremu drugi wydziałowy udzielny
                            > pan i władca tak szybko nie podskoczy.

                            O, naiwnosci! Po pierwsze, RW trzeba wskazac we wniosku. Po drugie, RW moze odmowic, wiec zadnego "w kieszeni" nie bedzie. O skakaniu to moze naprawde innym razem.
                          • charioteer1 Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 15:01
                            Zadnych zalet nowej procedury dla habilitanta nie widze. W to, ze profesorowie beda sie wstydzic zupelnie nie wierze. W starej procedurze, piszac recenzje, mieli swiadomosc, ze ktos to bedzie czytal i jakas rada bedzie nad tym debatowac. Mimo to pisali bzdury. W jaki sposob wieszanie recenzji w internecie ma zapobiec pisaniu bzdur w recenzjach? Oni sie maja tych bzdur wstydzic? To habilitant bedzie sie wstydzil, poniewaz w 9 przypadkach na 10 malo kto poza habilitantem bedzie mial swiadomosc, ze bzdura jest bzdura.

                            Zaleta wieszania w internecie jest jedynie to, ze jako czlonek rady moge sobie poczytac i wyrobic sobie swoje zdanie na temat habilitanta i recenzentow, i zdecydowac zawczasu, jak bede glosowac. Taak, w ostatecznosci to rada decyduje.
                            • dala.tata Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 15:20
                              z punktu widzenia habilitanta zalet nie ma zadnych. z punktu widzenia recenzenta sa wady. i one, potencjalnie, przekladaja sie na zalety dla habilitanta.
                              • kramka1 Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 15:37
                                "O, naiwnosci! Po pierwsze, RW trzeba wskazac we wniosku. Po drugie, RW moze odmowic, wiec zadnego "w kieszeni" nie bedzie."
                                Naiwność? Trzeba we wniosku wskazać RW. Ale niekoniecznie swoją RW. Mozna całkiem inną. Mozna z innej dziedziny, jezeli pracuje się w temacie mieszczacym się w kompetencjach jakiejs dziedziny pokrewnej. Dla mnie to kolosalna róznica. A to, czy "w kieszeni" czy nie, to juz zalezy od jakości procedur w ogóle. Albo aplikanci z powaznym dorobkiem z definicji będą pozytywnie oceniani albo nie. Ale to juz temat na innym watek.
                                "z punktu widzenia habilitanta zalet nie ma zadnych". Ja widze dużo zalet w nowej procedurze. Dowolna RW, brak kolokwium... Źle widzę?
                                • charioteer1 Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 15:44
                                  kramka1 napisała:

                                  > Trzeba we wniosku wskazać RW. Ale niekoniecznie swoją RW. Mozna całki
                                  > em inną. Mozna z innej dziedziny, jezeli pracuje się w temacie mieszczacym się
                                  > w kompetencjach jakiejs dziedziny pokrewnej. Dla mnie to kolosalna róznica.

                                  Tu nie ma zadnej roznicy. Taka mozliwosc istniala odpokad zaczal mnie w ogole interesowac temat habilitacji, tzn. ze dwie ustawy temu.

                                  Kolokwium to pan pikus. Kluczowa rzecza jest dobor recenzentow.
                                  • dala.tata Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 16:01
                                    ale dobor recenzentow bedzie zawsze i wszedzie. i tyle. tego nigdy nie usunie sie z procedury habilitacyjnej. i dobrze.

                                    brak kolokwium jest zaleta. byc moze przeceniana, jednak jest zaleta. pomijam juz ze znam habilitacje, ktora uwalono na wykladzie. ja mysle ze ona powinna byc uwalona, ale nie, kurde, na wykladzie!!!

                                    charioteer1 napisał:

                                    >
                                    > Kolokwium to pan pikus. Kluczowa rzecza jest dobor recenzentow.
                                    >
                                    • charioteer1 Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 16:25
                                      Tez znam taka habilitacje. Nie mam zdania, czy powinna zostac uwalona, czy nie. Mysle za to, ze nie powinien jej recenzowac zaden z powolanych w tej procedurze przez CK recenzentow. Mam tez watpliwosci, czy recenzenci rady byli wlasciwie dobrani. Z doswiadczenia wiem, ze rady na ogol trafnie dobieraja recenzentow, choc rozne dziwne rzeczy tu sie tez dzieja czasami.

                                      W starej procedurze byla rownowaga: dwaj recenzenci z rady, dwaj z CK. W nowej procedurze tej rownowagi nie ma.



                                      dala.tata napisał:

                                      > ale dobor recenzentow bedzie zawsze i wszedzie. i tyle. tego nigdy nie usunie s
                                      > ie z procedury habilitacyjnej. i dobrze.
                                      >
                                      > brak kolokwium jest zaleta. byc moze przeceniana, jednak jest zaleta. pomijam j
                                      > uz ze znam habilitacje, ktora uwalono na wykladzie. ja mysle ze ona powinna byc
                                      > uwalona, ale nie, kurde, na wykladzie!!!
                                      • dala.tata Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 18:17
                                        bo rownowaga nie powinna byc konieczna!
                                        • charioteer1 Re: Niech sie wstydzą? 17.06.12, 19:07
                                          Ale w swiecie, ktoremu duzo brakuje do doskonalosci, lepiej nie dawac przewagi konkretnej opcji!
                                    • pfg Re: Niech sie wstydzą? 18.06.12, 12:53
                                      dala.tata napisał:

                                      > pomijam j
                                      > uz ze znam habilitacje, ktora uwalono na wykladzie. ja mysle ze ona powinna byc
                                      > uwalona, ale nie, kurde, na wykladzie!!!

                                      Może Rada podzielała twoje odczucia i szukała tylko pretekstu do uwalenia? Czemu musiała szukać pretekstu? Czyżby słaba habilitacja otrzymała pozytywne recenzje? Wydaje mi się to przypadłością co najmniej równie złą, jak recenzje niesprawiedliwie negatywne. Wszyscy się tu rozwodzą jak to źli recenzenci, złe Rady, zła CK szykanują kandydatów, nikt nie pisze o recenzjach kurtuazyjnie pozytywnych. Najpierw recenzent pisze - i pisze z sensem - że dorobek do bani, po czym stawia wniosek o dopuszczenie do dalszych etapów przewodu habilitacyjnego, no bo nie będzie robił krzywdy człowiekowi lub jego szefowi, swojemu znajomemu. Ja takich przykładów znam sporo. Przypuszczam, że ten od dala.taty należał do tej właśnie kategorii, a że kandydat w dodatku wypadł żenująco słabo w trakcie wykładu, wyszło jak wyszło.

                                      Najbardziej kuriozalna jest recenzja pewnego filozofa (inną recenzję tego samego kandydata, tą z "prolegomeną do recenzji", jużeśmy tu obśmiewali). Czytamy tam między innymi
                                      Cytat
                                      teksty habilitanta są podobne do
                                      siebie pod względem stylistycznym i kompozycyjnym. Opierają się
                                      przede wszystkim na bogactwie skojarzeń ( nie zawsze fortunnych) i
                                      wykorzystaniu możliwie najbardziej zadziwiającego doboru źródeł.
                                      Niestety, język bardzo często jest zbyt kolokwialny lub dziwaczny
                                      („każdy jeden arystotelik”, „wartości wybitnie przeczasiałe”), a
                                      gonitwa myśli nie sprzyja zbytnio prezentowaniu sensownego
                                      wywodu.
                                      [...]
                                      autor z upodobaniem dostosowuje dane do swoich
                                      koncepcji, co pozwala przypuszczać, że publicystyczne dążenie do
                                      osiągnięcia efektu ceni sobie wyżej niż inne walory tekstu.
                                      [...]
                                      nie widać jakiegoś wyraźnego kryterium, które
                                      pozwalałoby traktować teksty habilitanta jako rdzennie filozoficzne.
                                      Jest to raczej szeroko rozumiana eseistyka ogólnohumanistyczna
                                      podejmująca wątki filozoficzne. Wskazuje na to również nieomal
                                      barokowa kwiecistość stylu.


                                      Domyślam się, że recenzent uważa ubiegającego się o habilitację z filozofii kandydata za literacko płodnego grafomana, który nawet nie uprawia filozofii, cytuje nie wiedzieć co, za to nagina fakty pod swoje tezy. Po czym następuje bijąca wszystko na głowę konkluzja:
                                      Cytat
                                      Biorąc pod uwagę dotychczasowy dorobek można zatem
                                      przypuszczać, że habilitant będzie podporą Ministerstwa i
                                      preferowanego przez nie modelu szkolnictwa wyższego. Dlatego też
                                      wnoszę o poparcie starań habilitanta o uzyskanie kolejnego stopnia
                                      akademickiego.


                                      Oczywiście nie ma żadnego określenia, czy wkład był znaczny, czy nie; w świetle powyższych fragmentów można w ogóle wątpić, czy był jakikolwiek wkład w filozofię, czy tylko "ogólnohumanistyczna eseistyka". Być może recenzent chciał zabrzmieć szyderczo. Jednak liczy się ostateczny wniosek, poparcie starań kandydata.

                                      Ta recenzja wydaje mi się najbardziej sprzeczna z ustawą, dobrymi obyczajami i zdrowym rozsądkiem ze wszystkich, jakie tu omawialiśmy.

                                      >
                                      > charioteer1 napisał:
                                      >
                                      > >
                                      > > Kolokwium to pan pikus. Kluczowa rzecza jest dobor recenzentow.
                                      > >
                                      >
                                      >
                                      • adept44_ltd Re: Niech sie wstydzą? 18.06.12, 13:16
                                        he he


                                        Biorąc pod uwagę dotychczasowy dorobek można zatem
                                        przypuszczać, że habilitant będzie podporą Ministerstwa i
                                        preferowanego przez nie modelu szkolnictwa wyższego.


                                        niesamowite, ciekawe, czy to się tak wymsknęło spod kontroli pisarskiej, czy to jawne szyderstwo w kontekście poprzednich stwierdzeń???
                                        • nullified Re: Niech sie wstydzą? 18.06.12, 15:40
                                          szyderstwo oczywiście ;)

                                          luksus "upsorzenia" wraz z podniesieniem "wspołczynnika zasiadalności" leży miedzy innymi w swobodzie wypisywania co się zechce, gdzie się zechce i jak się zechce. Na miejscu recenzenta jesli juz w ogole podkusiłoby mnie o cos podobnego - pisałbym to ogledniej choc nie widzę celu. ^^ Pojeżdzenie sobie po recenzowanym a conto cudzego idiotyzmu jest raczej dzialaniem niesensownym a z racji relacji podległości (takowa zawsze występuje w sytuacji oceny) - mało sportowym. Cóż to za honor nasikac do butow komus mniejszemu i zależnemu... eh.

                                          Ja bym sie spodziewał rozkwitu recenzji z konkluzją "...jak na lokalnego uczonego..." (juz i kiedys takowe bywały). Bo też i fakt, że niedorzeczność mniemaństwa stopniowego jest "porazajaca". Te znaczace wklady (WTF????) itp. itd.
                                          • charioteer1 Re: Niech sie wstydzą? 18.06.12, 16:18
                                            nullified napisał:

                                            > Ja bym sie spodziewał rozkwitu recenzji z konkluzją "...jak na lokalnego uczone
                                            > go..." (juz i kiedys takowe bywały). Bo też i fakt, że niedorzeczność mniemańst
                                            > wa stopniowego jest "porazajaca". Te znaczace wklady (WTF????) itp. itd.

                                            Jak sie chce kandydata uwalic, to w konkluzji sie pisze: Jednakowoz, biorac pod uwage, ze slabsze kandydatury byly juz w przeszlosci przez te rade zatwierdzane, wnosze o dopuszczenie do dalszych etapow procedury...
                                      • dala.tata Re: Niech sie wstydzą? 18.06.12, 14:32
                                        Alez oczywiscie, ze wlasnie tak bylo. Rada szukala pretekstu, bo nie habilitacja byla slaba itd itd. Jednak dla mnie to jest calkowite zalamanie procedury, jesli musimy sie uciekac do tego typu zagrywek i szukac kontekstu, w ktorym mozna uwalic habilitanta. i niestety, ja wolalbym, zeby habilitanta przepuszczono, a nie robiono se jaja z pogrzebu.

                                        Mysle, ze masz racje, wspominajac o recenzjach kurtuazyjnie pozytywnych. Tyle ze recenzje nie powinny takie byc. Recenzent ma wykonac zadanie, za kotre na dodatek niezle mu placa. i dopoki recenzent nie rozumie, ze nei jest od kurtuazji, to nie powinien byc recenzentem. Wiele recenzji artykulow, ktore napisalem, byla negatywna. Napisalem juz kilka negatywnych recenzji doktorskich, uwalilem jeden doktorat na obronie (tu, na szcescie nie jest to zerojedynkowe jak w Polsce). Nie napisalem jeszcze negatywnej recenzji profesorskiej, choc napisalem juz recenzje bardzo letnia. Mysle ze to rowniez dzieki tej letniosci, kandydat nie dostal profesury. i to ani poowod do chwaly, ani do wstydu. po prostu wykonalem prace, ktora mialem do wykonania.

                                        Nigdy nie napisalem negatywnej recenzji i nie napisze lekka reka. to sa powazne decyzje, ktorych nie wolno podejmowac podejmowac bez porzadnego namyslu. Jednak nie mozna tez robic jaj i udawac, ze kazda recenzja powinna byc pozytywna. bo wtedy rownie dobrze mozemy przestac recenzowac. A recenzowanie, rzetelene, to bardzo wazna czesc naszej pracy.

                                        I zeby nie bylo: ja bardzo nie lubie recenzowac, szczegolnie na sotpien czy stanowisko. Ciaza mi takie recenzje, szczegolnie gdy sa negatywne. Nie ma w uwaleniu kogos nic przyjemnego czy satysfakcjonujacego. Negatywna recenzja niesie ze soba bol i lzy. Niestety, czasem nie da sie takich recenzji uniknac.
                                        • dala.tata Errata 18.06.12, 14:43
                                          Oczywiscie habilitacja byla slaba!
                                      • charioteer1 Re: Niech sie wstydzą? 18.06.12, 16:25
                                        pfg napisał:

                                        > Najbardziej kuriozalna jest recenzja pewnego filozofa (inną recenzję tego samego kandydata, tą z "prolegomeną do recenzji", jużeśmy tu obśmiewali).

                                        W tej recenzji recenzent wymienia jednak sporo pozytywow. Tego rodzaju recenzje sa norma i powszechnym zjawiskiem we wszelkiego rodzaju "humanach". Celem recenzenta jest niemal zawsze, chocby najlepiej myslal o habilitancie, podkreslenie, ze i tak jest wiekszym naukowcem niz habilitant i sie nie zgadza, bo ma prawo i juz, ale stopien jego zdaniem sie nalezy.
                                        • kramka1 Don't tell them.. 21.06.12, 14:12
                                          Hablitant napisał:
                                          "Otóż gdy CK 'w celu ujednolicenia' uznała za stosowne, w swej mądrości, wprowadzić schemat autoreferatu, ograniczyła możliwość konstrukcji tekstu. Zawsze chciałem mieć wstęp do autoreferatu. Teraz nie ma na niego miejsca. Szablon bowiem wyglada tak:
                                          1. Imię i nazwisko
                                          2. Stopnie
                                          3. Zatrudnienie
                                          4. Osiągnięcie i jego opis."

                                          Poniewaz pisanie wniosku na konkurs NCN niestety skasowało mi szare komórki potrzebne do rozumnego czytania komunikatów CK, chcę spytac, gzie konkretnie CK w ten sposób uścisliła powyższe wymogi? Bo na razie widze tylko formatke do opisu publikacji i innej aktywności a nie do samego autoreferatu.
                                          • habilitant2012 Re: Don't tell them.. 21.06.12, 14:21
                                            Voila!

                                            Powodzenia!
                                            • kramka1 Re: Don't tell them.. 21.06.12, 14:55
                                              Dzieki wielkie! :) No chyba rzeczywiscie skasowało mi szare komórki, ze tego nie potrafiłam znaleźć na stronie CK... No i jak w tym stanie bezmyslności dam rade napisac mój autoreferat?
                                              Przy okazji, tez wolalabym miec swobodę przy konstrukcji autoreferatu. W momencie, gdy zaczynam wtłaczac się w ramy jakichkolwiek wzorów i formułek, natychmiast tracę wenę twórczą. Nawet generalny układ tekstu, który zaczyna sie od osiagniecia, a dopiero potem dotyczy całej drogi naukowej, mnie kastruje... Przeciez w życiu naukowym najpierw były jakies początki, a na koncu dorobek habiltacyjny, a nie odwrotnie...
                                              A propos powyższego, w jednym z autoreferatów zauwazyłam taki brak konsekwencji habilitanta, że kolejność zatrudnienia podana jest od początku do konca, a kolejnośc wykształcenia od konca do początku. Dziwnie się czyta takie sąsiadujące ze sobą akapity...
                                              • dala.tata Re: Don't tell them.. 21.06.12, 15:00
                                                gdy zaczynalem pisac swoje cv i tego typu rzeczy tutaj, dostalem jedna rade: jakkolwiek napiszesz, napisz spojnie. jesli masz zatrudnienie od najnowszego, to stopnie tez od najnowszego, a i publikacje od najnowszej, itd itd. Brak tej spojnosci to niechlujnosc.

                                                co do tego, ze zycie naukowe habilitanta nie zaczyna sie od rozprawy habilitacyjnej (w rzeczywisotsci najczesciej sie na niej konczy), to jest to dobrze powiedziane. Ten szablon nie ma najmniejszego sensu.
                                              • habilitant2012 Re: Don't tell them.. 21.06.12, 15:11
                                                Dokładnie tak. Dla mnie tworzenie szablonu jest niezrozumiałe. Z jednej strony CK pozbawia recenzentów informacji (jak zauważono wyżej), z drugiej pozbawia habilitanta możliwości skonstruowania swej 'biografii intelektualnej' tak, jak sam tego chce. Nie widzę żadnej zalety, może poza zabezpieczaniem habilitantów przed pisaniem bzdur. Nie jestem jednak do końca przekonany, czy to zaleta, jak napisałem we wpisie, do którego się odnosisz.

                                                kramka1 napisała:


                                                > Przy okazji, tez wolalabym miec swobodę przy konstrukcji autoreferatu. W momenc
                                                > ie, gdy zaczynam wtłaczac się w ramy jakichkolwiek wzorów i formułek, natychmia
                                                > st tracę wenę twórczą. Nawet generalny układ tekstu, który zaczyna sie od osiag
                                                > niecia, a dopiero potem dotyczy całej drogi naukowej, mnie kastruje... Przeciez
                                                > w życiu naukowym najpierw były jakies początki, a na koncu dorobek habiltacyjn
                                                > y, a nie odwrotnie...
                                              • dala.tata Re: Don't tell them.. 22.06.12, 15:59
                                                w tym autoreferacie, habilitantowi zupelnie nie przeszkadza szablon. pisze, co ma napisac i tyle. :-)
                                                • kramka1 Re: Don't tell them.. 22.06.12, 16:25
                                                  dala.tata napisał: > w tym autoreferacie, habilitantowi zupelnie nie przeszkadza szablon. pisze, co ma napisac i tyle. :-)

                                                  Dala, w kwestii formalnej: o jaki autoreferat Ci chodzi?
                                                  • dala.tata Re: Don't tell them.. 22.06.12, 16:58
                                                    ojej, bez sensu, wysylalem tego linka znajomemu i popieprzylo mi sie....

                                                    to jest ten autoreferat. Mam nadzieje.....
                                                  • charioteer1 Re: Don't tell them.. 22.06.12, 19:21
                                                    Dla habilitanta osiagnieciem w sensie ustawowym jest wszystko, co kiedykolwiek wydal drukiem. Zbieram szczeke z podlogi.
                                            • dala.tata Re: Don't tell them.. 21.06.12, 14:56
                                              Taki szablon jest, jak dla mnie, zupelnie absurdalny. Ja chcialbym wiedziec, jak habilitant napisze autoreferat, to jest przeciez wazna wiadomosc. im wiecej szablonow, tym mniej informacji o habilitancie.
                                              • kramka1 Harrods z hablitacją 26.06.12, 10:01
                                                Tytułem wstepu: czytanie komentarzy pod wpisami na blogu wymaga zalogowania. Nie lubię logowania, więc nie jestem w stanie przeczytać, do czego odnosi się Habilitant w swoich ostatnich wpisach. To swojego rodaju ciekawostka: publicznie dostepna odpowiedź do tekstu osiągalnego tylko po zalogowaniu.
                                                Pomijając zatem meritum wypowiedzi Habilitanta, posrednio odniosę się tylko do kwestii nierównowagi róznych dyscyplin co do zasięgu i jakosci dorobku. Lektura blogu przypomniała mi dyskusję naukowców, jakiej sie przysłuchowałam przed wielu laty przy okazji zakonczenia roku szkolnego w liceum akademickim. Dyskutowali biolog "klasyczny", który zajmował sie bodaj obserwacjami ptaków, z biologiem "nowoczesnym", ktory działał w tematach biotechnologicznych. Dyskusja dotyczyła tego, że "klasyczni" nie dbają o przyszłe zatrudnienie absolwentów, a "nowoczesni" są bardzo aktywni w szukaniu dla nich posad. Drugim dnem tej dyskuji były wzajemne animozje pomiedzy Klasycznymi i Nowoczesnymi: ci drudzy uwazali, ze nauka uprawiana przez tych pierwszych jest mniej wazna, by nie powiedziec wręcz, że to nie jest żadna nauka. Bo jedyną wartą uwagi nauką jest "nowoczesna" biologia.
                                                Jakis element tamtej dyskusji znajduje zarówno we wpisach na blogu oraz na forum DNU, jak i w nowej ustawie. Nastapił podział na klasycznych-gorszych i nowoczesnych-lepszych. Lepsi są ci z IF-ami, gorsi sa ci, ktorzy publikują w jezyku niszowym, czyli polskim i na temat spraw krajowych a nie ogólnoświatowych.
                                                Ironią losu jest jednak to, ze w tamtej środowiskowej dyskusji biologów Nowoczesni wydawali sie nie pamietać, że podstawy ich nowoczesnej biologii zostały stworzone przez dawnych Klasycznych. Że bez żmudnych badan podstawowych, skupionych na obserwacji lokalnych zjawisk, nie byłoby ogólnoświatowych obserwacji makromodeli. Że bez przysłowiowej muszki owocowej nie byłoby wspólczesnej genetyki i biotechnologii. Ze najpierw potrzebne były 4 chromosomy muszki, by mozna było przebadac genom człowieka...
                                                • proon Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 14:50
                                                  na tym forum niewątpliwie znajdziesz takich fachowców, którzy wytłumaczą Ci jak opisać dzieje świata bez badania dziejów miast, pojedynczych ludzi a nawet całych powiatów; wytłumaczą Ci także, że nie stanowi żadnego problemu publikowanie w USA czy Australii prac o dziejach polskich miasteczek i polityków, bo skoro są tam czasopisma publikujące prace o amerykańskich i australijskich miastach i politykach (a nawet pojedynczych szkołach), to dlaczego nie miałyby publikować też i o polskich
                                                  • kramka1 Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 16:09
                                                    Proon, a jednak mam przykład odwrotny. Polskie czasopismo odmówiło mi druku artykulu z powodu zbytniej lokalności polskiego modelu. Artykuł po pewnych przeróbkach przyjeli mi u Czechów. Widac Czesi lubia polską egzotykę. ;))
                                                  • dala.tata Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 17:50
                                                    proon, od lat publikuje na swiecie na podstawie polskich danych i polskich spraw. I to sie naprawde udaje.

                                                    zaprawde powiadam ci: nie masz pojecia, o czym mowisz.
                                                • chilly Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 16:27
                                                  Uogólnijmy nieco. w role "nowoczesnych" wcielają się dziś "ściślacy" i "przyrodnicy". Spychając 'humanistów" i "społeczniaków" (nie mylić ze społecznikami!) na pozycje "klasycznych". Badania jakościowe? A fe!
                                                • dala.tata Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 17:48
                                                  to moze ja powtorze to, co powtarzam od lat. To nie chodzi o to, zeby nie publikowac po polsku, bo to klasyczne czy niszowe. Nawet juz nie chodzi o zasieg. to chodzi o to, jacy sa potencjalni recenzenci. Jesli publikujesz po polsku w wiekszosci dyscypllin ocinasz sie od wiekszosci specjlaistow, ktorzy moga ocenic twoj tekst. Nie mowiac o jego przeczytaniu. To jest zreszta argument adepta, ktory mowi (ja to kupuje do pewnego stopnia), ze nie ma dzis na siwecie recenzntow potrafiacych sensownie zrezcenzowac tekst, powiedzmy, o Norwidzie. CI recenzenci sa w Polsce. Gdy juz przechodzisz z literatury do socjologii czy psychologii, koniecznosc jezyka poslkiego znika calkowicie. Nie ma zadnego powodu, by polscy socjologowie nie pisali po angieslku.

                                                  Ciekawa jest kwesita historii i mi odpowiada argument naszego znajomego habilitanta, ktory wskazuje, ze mozna pisac o lokalnych rzeczach w sposob, ktory jest uniwersalny. To zreszta argument, ktory juz nie raz ja czynilem. Jesli bowiem, jak chce proon, historia to rowniez historia powiatu, to jesli ta historia polega na streszczeniu archiwow powiatowych (a tak dzisiaj to wyglada), to, za przeproszeniem, o kant du.py taka historie rozbic.

                                                  Innymi slowy, mnie nie interesuja Triobrandczycy, ale interesuje mnie toeria kontekstu Malinowskiego, ja mam calkowicie w nosie Kabylie, ale interesuje mnie habitus Bourdieu mam w nosie jezyk Tletztal (czy jakos tam), ale ciekawi mi argument o uprzejmosci, ktory pokazuja mi Brown i Lewinson, nei interesuja mnie indianie Hopi czy Nutka, ale interesuje mnie co o obrazie swiata mowi Whorf. i takich przykladow mozna pokazywac legion. naprade mozna pisac uniwersalnie relewantne rzeczy na podstawie lokalnych kontekstow, w tym Śląska, czy tych wszystkich powiatów czy miast, o które męczy proon.
                                                  • proon Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 20:08
                                                    no to ja też swoje:
                                                    1. "Jesli publikujesz po polsku w wiekszosci dyscypllin ocinasz sie od wiekszosci specjlaistow, ktorzy moga ocenic twoj tekst. Nie mowiac o jego przeczytaniu." - bardzo proszę o wskazanie międzynarodowo-zagranicznych specjalistów, którzy, gdy napisze tekst po angielsku, będą w stanie go zrecenzować, bo będą znali polskie archiwalia np. dotyczące policji w II RP, biblioteki Zamoyskich, Służby Bezpieczeństwa w Kielcach itp.; w sprawie czytania - artykuły z historii najnowszej Polski zamieszczane w Acta Poloniae Historica (po angielsku) i indeksowane w WoS mają cytowalność 0 w porywach do 1 (sprawdziłem) - niewątpliwie świadczy to o niebywałym powodzeniu czytelniczym;
                                                    2. "Jesli bowiem, jak chce proon, historia to rowniez historia powiatu, to jesli ta historia polega na streszczeniu archiwow powiatowych (a tak dzisiaj to wyglada),"
                                                  • dala.tata Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 20:24
                                                    jestem przekonany, ze nie ma mody na Polske i sie umowili przeciwko naszym rodakom.

                                                    niby nie chodzi o streszczanie archiwow, ale jednak recenzent musi znac archiwa, nie, proon? nic dodac, nic ujac.
                                                  • proon Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 20:50
                                                    "niby nie chodzi o streszczanie archiwow, ale jednak recenzent musi znac archiwa" - a gdybyś coś wiedział na temat historiografii uwolnionej od postmodernistycznych bzdur, to rozmawiałoby się łatwiej; u nas tak się przyjęło, że podstawą pracy naukowej jest krytyczna analiza źródeł historycznych, w tym archiwaliów, bez tego nie ma nauki - jest bajkopisarstwo; recenzent musi odnieść się do tego, czy autor wykorzystał wszelkie możliwe źródła i czy je prawidłowo zinterpretował, trudno byłoby mu to zrobić bez znajomości źródeł ( a jak te są po polsku to raczej brak znajomości tego języka dyskwalifikuje recenzenta)
                                                  • dala.tata Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 20:54
                                                    spoko, proon, tak wlasnie jest. a wszystko po to, zeby mogl dotrzec, jak to kiedys napisales, do prawdy. tak wlasnie jest. ty piszesz po prostu prawde.
                                                  • adept44_ltd Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 21:10
                                                    niestety, w tym ci pisze proon jest bardzo dużo racji... (oczywiście, są nisze, są możliwości podłączania tematu polskiego pod to, co będzie interesowało świat, ale to jest promil, niestety nie jako perspektywa dla dyscyplin, co nie znaczy, że się nie da i nie należy, inna kwestia to czytelnictwo takich prac; przy czym czym innym są prace na polskich danych..., a czym innym mogą być prace, które są po prostu o polskiej problematyce... przy tych pierwszych wpisujesz się w trend i publikujesz.... i do dodam super... ale tych drugich będzie więcej i tak jest wszędzie na świecie - mówię o humanistyce), a piszę to nie po to, by się dalej ciąć w tych kwestiach, gdyż już mi się nie chce, tylko dlatego, że sądzę, że trzeba znaleźć jakiś sensowniejszy bicz na tych, którzy nigdy nie wyszli w swojej karierze naukowej poza własną uczelnię... niemniej twierdzę, że mówienie im , że mają publikować w świecie, tylko ich betonuje i utwierdza w tym, że są ok....
                                                  • dala.tata Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 21:30
                                                    adepcie, ja absolutnie nie wierze, ze to, co mowie, czy tego typu argument cokolwiek zmieni. ja jedynie daje odpor tweirdzeniom, ze sie nie da.

                                                    da sie. koniec kropka.
                                                  • adept44_ltd Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 21:46
                                                    da się, oczywiście, że się da, mówię z radością :), niemniej z naszej perspektywy to jest działalność kolekcjonerska... i jeśli rzeczywiście zajmujesz się polskimi sprawami, to na tym możesz poprzestać i się cieszyć z tego (oczywiście, w językoznawstwie może być inaczej - ktoś będzie pracował nad twoimi danymi, pewnie podobnie może być w naukach społecznych), poza tym - jeśli zajmujesz się sprawami polskimi, to i tak, jeśli ktokolwiek w świecie w tym siedzi, to cię prędzej znajdzie w Polsce niż gdzie indziej...; oczywiście, można sobie wymarzyć sytuację, że się wynajduje hiper super teorię i wszyscy to kupują... no ale w humanistyce nie jest tak, że znikąd się wynajduje taką teorią... ona się bierze ze świata, tzn. z rzeczywistości..., a ta jest u nas taka, jaka jest...., więc narzekania na humanistykę to są narzekania na naszą rzeczywistość (choć, dodam, nie chciałbym, by w ten sposób tłumaczyli się, ci, którzy są po prostu do niczego...).
                                                  • adept44_ltd Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 21:20
                                                    jak wy byście przeczytali i zrozumieli te "postmodernizmy", to byście wiedzieli, czym jest historiografia..., a tak, niestety, streszczacie... nawet jeśli to bardzo rygorystyczne streszczenie, bo panie prawda etc... :), oczywiście z wyjątkami, na szczęście...
                                                  • kramka1 Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 20:30
                                                    Dala, niby masz świetą rację: trzeba umiec pisac tak, by lokalne sprawy były ciekawe dla całego świata. Do tego trzeba dobrego pomysłu i języka angielskiego.
                                                    Tyle, że jest granica światowości lokalnych spraw. Nie podam przykładu z waszych nauk, ale np. z biologii. Był sobie taki Linneusz, który opisał, jak podaje wikipedia, 7 tysiecy gatunków roslin i ponad 4 tysiące gatunków zwierząt. W ten sposób ten szwedzki naukowiec stał sie klasykiem. Czy wyobrażasz sobie Linneusza w dzisiejszych czasach? Juz widze te zagraniczne czasopisma, które kawałek po kawałku publikują opisu kolejnych gatunków. I wysokie impakty takich czasopism. ;))
                                                    Ja nie bronie naukowców publikujacych tylko w kraju, wręcz odwrotnie. Ja tylko mówię, że urawniłowka nowej ustawy jak ten walec zrównała wszystkich w publikacyjnych obowiązkach. Jakbys się dobrze rozejrzał, to pewnie takich Linneuszy jest troche i we wspolczesnej nauce. Ale dzieł na miarę taksonomii Linneusza się nie doczekamy, bo wczesniej ich wyrotują za brak punktów i habilitacji.
                                                  • dala.tata Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 20:50
                                                    kramko, alez ja nie twierdze, ze to jest latwe. nie twierdze tez, ze kazdy moze. Mnie po prostu wkur.wia, ze powioem po zolniersku, jak ciagle slysze, ze sie nie da. polonisci nie moga, historycy nie moga, o filozofach i socjologach tez juz tu bylo. wszyxcy nie moga. co wiecej, oni nawet by mogli, ale nie ma mody na Polske i swiat nas sekuje. to jest oczywiscie bujda na kolkach.

                                                    powtorze - nie twierdze, ze cala polska humanistyka ma publikowac po miedzynardowo. tyle, ze gdy rozmawiasz z humanistami, to slyszysz, ze sie w ogole nie da. to jest w sposob oczywisty nieprawda. a kiedy mowie, ze ja to robie, to slysze, ze to sie nie liczy (mowie powaznie), albo slyszysz: znajdz mi specjaliste od archiwaliow krolestwa polskiego. i nagle sie okazuje, ze hitoria polski jet jak pogoda w tv. konczy sie na granicy polski. poza granicami nie ma juz pogody i historii.

                                                    i ja naprawde nie mam trudnosci z kontekstami, z roznicami dyscyplinarnymi i tym, ze sa teksty, ktore powinni zrecenzowac polscy uczeni. ale ze wszystko? i wtedy slysze ze poslak humanistyka jest kulturotworcza. szczegolnie gdy ksiazke wydaje urzad powiatowy w piotrkowie.

                                                    kiedys wszedlem na strony polskich socjologii. to trudno nazwac mizeria, jesli socjolog ze szczecina publikuje tylko w szczecinie, a uczony z Lublina publikuje Lublinie, ale jeszcze zahacza o Chelm.... ja nawet nie wiem, jak nazwac ksiakzi habilitacyjne publikowane przez urzad powiatowy, ale przeciez niewazne jest gdzie, wazne jest co. I te perly powiatowe lsnia na potege.
                                                  • pfg Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 21:23
                                                    proon napisał:

                                                    > artykuły z historii najnow
                                                    > szej Polski zamieszczane w Acta Poloniae Historica (po angielsku) i indeksowane
                                                    > w WoS mają cytowalność 0 w porywach do 1 (sprawdziłem)

                                                    No ale to znaczy, że wy sami (wy - polscy historycy) to pismo olewacie! Tu akurat recepta jest prosta: CYTUJCIE tam publikowane artykuły i sami tam publikujcie jak najwięcej! Niech to się dla was stanie najważniejszym czasopismem.

                                                    Ja wiem, bariera językowa... Ale to się da przełamać. Naprawdę warto, zamiast publikować w Zeszytach Hrubieszowskich czy w internecie.

                                                    > Afryki i (jak każe
                                                    > poprawność polityczna) mieszkających tam od zawsze Afroamerykanów

                                                    Pieprzysz, proon, i to wcale nie jest zabawne, tylko smutne.
                                                  • proon Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 22:23
                                                    "Ja wiem, bariera językowa" - w APH nie ma tego - można publikować i po polskiemu i po angielskiemu;
                                                    "CYTUJCIE tam publikowane artykuły " - jak jest sens to cytujemy, ale jak...
                                                    "zamiast publikować w Zeszytach Hrubieszowskich czy w internecie" - chyba za bardzo popiłeś, Zeszytów hrubieszowskich brak, a co do Internetu - nie staraj się robić za stetryczałego dziadka
                                                    "Pieprzysz, proon" - poczytaj swoje posty
                                                  • charioteer1 Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 22:16
                                                    proon napisał:

                                                    > ontekstow, w tym Śląska"
                                                  • proon Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 22:25
                                                    ale co tam nasze uciśnienie w porównaniu do gejów, kobiety, murzynów i wszelkie ludy skolonizowane
                                                  • adept44_ltd Re: Harrods z hablitacją 26.06.12, 22:32
                                                    pewien ewenement polega na tym, że może być o wiele ciekawsze, ale wy dzielnie stronicie od wszystkiego, co (w miarę) nowoczesne, bo to postmodernizmy... i w sumie socjolog wam ostatnio pokazał, jak można na ten temat pisać...
                                                  • kramka1 Hierarchie? 01.07.12, 13:03
                                                    Habilitant: "/../ konferencja jest w tradycji anglosaskiej, duży luz, zarówno w strojach, jak i relacjach interpersonalnych. Rozmawiają ze mną i doktoranci i profesorowie, bez zadęcia, bez stopni i tytułów, na dodatek nikomu nie przeszkadza, że nie mam habilitacji. Ot, ci, którzy mają na to ochotę, rozmawiają o tym, co ich interesuje. Nie mam poczucia, że jestem w klubie, nie mam poczucia, że jestem poza klubem." "Fajnie być na takiej konferencji."
                                                    Ciekawy opis. Ale ciekawy nie dla opisu, lecz dla powyższych refleksji. Rzadko bywam na konferencjach, jak już sie jakas trafi raz na pewien czas, to ta najwazniejsza branzowa w PL (zagraniczne tu pomijam). Nie mam habilitacji, na pierwszej nie miałam nawet doktoratu, ale nigdy nie zauwazyłam jakiejs wymuszonej hierarchii. Jezeli juz, to czułam sie obco z powodu faktu, że byłam tam jako jedyna z mojej budy-no taki uboczny skutek tego, że robię w cudzej działce, a nie na kazdym publicznym spędzie ludzie sa nastawieni na komunikację interpersonalną.
                                                    Kiedys nawet pojawiłam sie na konferencji z całkiem prywatna i mocno dziwną afiliacją, z ustnym nb. wystapieniem, i takze hierarchii w znaczeniu "lekceważenia" nie dostrzegłam. Ciekawe zatem, czy w branży Habilitanta jest jakos inaczej, czy tez zawazył tu jego prywatny odbiór. Swoją droga, hierarchie zawsze kojarzą mi się z medycyną: nikt tak jak lekarze nie przenosi hierarchii do prywatnego świata.
                                                  • proon Re: Hierarchie? 01.07.12, 14:02
                                                    "Ciekawe zatem, czy w branży Habilitanta jest jakos inaczej" - habilitant mieści się w popularnej na tym forum konwencji - wszystko co poza Polską jest super, hiper; być może on nawet nie wie jak jest na konferencjach w Polsce, bo to "za niski dla niego poziom" albo widział je nastawiony negatywnie - skoro to konferencja w Polsce to musi być do dupy
                                                  • kramka1 Re: Hierarchie? 01.07.12, 14:40
                                                    A moze po prostu Habilitant tkwi w takiej zhierarchozowanej branzy? Może nawet jest lekarzem? Ci "zawsze wyżej s.. niz mają", jak to mawiała pewna moja kolezanka z podlaskiej gminy, choc fakt faktem, nie mówiła tego o lekarzach, lecz o niektórych naszych kolegach ze studiów. Swoja droga powoływanie się na "mądrość ludową " w dzisiejszych czasach moze byc uznane za wysoce niepoprawne politycznie. ;)))
                                                  • habilitant2012 Uderz w stół 01.07.12, 19:10
                                                    Jestem zachwycony uwagą, którą Pan mnie obdarza. Prosiłbym jednak o czytanie ze zrozumieniem. W moim wpisie nie napisałem słowem o polskich konferencjach, nie napisałem też nic na temat ich jakości. Napisałem jedynie o konferencjach anglosaskich, które są bardzo luźne i egalitarne i dlatego je bardzo lubię.

                                                    Najwyraźniej łaskawy Pan jednak widzi problem w polskich konferencjach i 'daje odpór' zanim jeszcze ktoś złe słowo powie. Szczerze powiedziawszy, nuży mnie nieco atencja łaskawego Pana, może dlatego, że polana jest sosem straszno-patriotycznym, który mi nie odpowiada. Może jednak szklanka wody dla ochłody?
                                                  • proon Re: Uderz w stół 01.07.12, 21:54
                                                    "Szczerze powiedziawszy, nuży mnie nieco atencja łaskawego Pana, może dlatego, że polana jest sosem straszno-patriotycznym, który mi nie odpowiada. Może jednak szklanka wody dla ochłody?"
                                                  • dala.tata Re: Uderz w stół 01.07.12, 21:58
                                                    Biorac pod uwage twoj poprzedni post, trudno nie widziec tego bagna. Bo przeciez ktos w depresji to jak plagiator i lapowkarz, co, proon? Poopowiadaj o tych chorych psychicznie, nie zaluj sobie!
                                                  • dala.tata Re: Hierarchie? 01.07.12, 19:40
                                                    fascynuje mnie to, proon. ty to naprawde umiesz.....

                                                    1/3 wpsiow tego forum jest na temat promotorow-debili sekujacych swoich doktorantow, profesorow-kretynow pdobierajacych swym wspolpracownikom, szefow, ktorzy blokuja ludzi, profesrow, ktorzy sie szarogesza, recenzentow, ktorzy nie wiedza, co pisza, ale im to w zupelnosci nie przeszkadza, plagiatorow.

                                                    ale nagle sie okazuje, ze jesli idzie o konferencje, to panuje rownosc, braterstwo i przyjazn.

                                                    nawiasem mowiac, ja rowniez odczytalem wpis habilitanta jako implicytna krytyke polskich koferencji. Tyle ze mi ta wizja, jesli jej nie ogolniac na wszystkie konferencje, dosc odpowiada. Szczegolnie po jednej z ostatnich na ktorej bylem, na ktorej to przedstawiano mnie, klanialem sie, a jakze. i jakos tak sie sklada, ze przedstawiono konferencji tylko profesorow tytularnych. ciekawe dlaczego......pewnie tacy wszyscy wybitni.

                                                    z kolei ta ostatnia, na ktorej bylem, az sie musialem szczypac. nie bylo nikogo w krawacie! nawet magistrzy byli w swetrach. az chcialem pogonic!
                                                  • proon Re: Hierarchie? 01.07.12, 21:42
                                                    "1/3 wpsiow tego forum jest na temat promotorow-debili sekujacych swoich doktorantow, profesorow-kretynow pdobierajacych swym wspolpracownikom, szefow, ktorzy blokuja ludzi, profesrow, ktorzy sie szarogesza, recenzentow, ktorzy nie wiedza, co pisza, ale im to w zupelnosci nie przeszkadza, plagiatorow" -
                                                  • dala.tata Re: Hierarchie? 01.07.12, 21:56
                                                    Proon, to jest odpwoiedz godna ciebie! Nic dodac, nic ujac. zestawienie plagiatow czy lapowek z chorobami psychicznymi jest tak obrzydliwe, ze dech odbiera.

                                                    Proon, przeszedles siebie. Gratuluje ci.
                                                  • habilitant2012 Re: Hierarchie? 01.07.12, 19:16
                                                    Droga kramko, powtórzę - nie wypowiadałem się na temat polskich konferencji. Jest co prawda dość znaczące, że dwie wypowiedzi na temat tego wpisu natychmiast podjęły kwestie polskie - najwyraźniej coś jest na rzeczy!

                                                    Ja jednak głównie chciałem napisać o anglosaskim (a właściwie bardziej brytyjskim, niż anglosaskim) egalitaryzmie w nauce. Tak się też składa, że nie tylko polskie konferencje (zdecydowanie nie wszystkie) bywają nadęte. I moją ulubioną konferencją w kategorii nadęcia była, nie zgadniesz, konferencja w Portugalii.

                                                    Jeśli już jednak jestem przymuszony, to, tak, myślę, że polskiej nauce dobrze by zrobiło spuszczenie powietrza i zrezygnowanie z poczucia własnej ważności. Ale to temat na inny wątek. Niekoniecznie konferencyjny.
                                                  • nullified Re: Hierarchie? 02.07.12, 14:59
                                                    habilitant2012 napisał:

                                                    > Jeśli już jednak jestem przymuszony, to, tak, myślę, że polskiej nauce dobrze b
                                                    > y zrobiło spuszczenie powietrza i zrezygnowanie z poczucia własnej ważności. Al
                                                    > e to temat na inny wątek. Niekoniecznie konferencyjny.

                                                    o tak... spuścic powietrze z nadetego nad miarę balonu... to byłoby dobre "coś" na początek.
                                                  • kramka1 Jednostka dorobkowa 08.07.12, 14:23
                                                    To jest ciekawy problem, czy habilitant ma byc znany czy tez nieznany recenzentom... Habilitant odnosi sie do pozamerytorycznych gustów: ładny,pachnący etc lub na odwrót. A ja zauwazam jeszcze jeden aspekt, jakim jest prosta albo pokrecona CV. Mam akurat taka bardziej pokreconą, co od czasu do czasu odbija mi sie czkawką. Na ostatniej konferencji młody człowiek, dokorant, zapytał mnie o cos posługując sie tytułem profesora. No i racja, w moim wieku wypadałoby być juz profesorem. Tyle że nie jestem, zostałam kilka zakretów w tyle za peletonem. Czy bedzie to duzy minus, gdy juz wysle te moje papiery do CK? Obawiam sie, ze jak najbardziej. Bo powszechny odbiór jest taki, że opóźnieni w rozwoju są hm.. ludzie opóźnieni. A normalni ida normalnym trybem czasowym i w stosownym wieku mają stosowne do tego wieku tytuły. Czy zatem lepiej byłoby, gdyby recenzenci mnie znali czy nie? Czy wystarczy kilka podstawowych faktów biograficznych, jakie mozna zamieścic w autoreferacie, by wytłumaczyć to, co i tak czasem pozostaje niewytłumaczalne, czyli dlaczego jestem tu, gdzie jestem, a nie za kolejnym zakretem? No ciekawe to bardzo...Wygląda na to, ze bede królikiem doświadczalnym we własnym eskperymencie robionym na mojej osobistej skórze.
                                                  • adept44_ltd Re: Jednostka dorobkowa 08.07.12, 14:27
                                                    no ale jedyny możliwy sens leksemu "znany", jaki tu ma sens - to znany z publikacji, wystąpień..., koniec kropka... żadna inna forma "znania" nie powinna być relewantna...
                                                  • dala.tata Re: Jednostka dorobkowa 08.07.12, 14:45
                                                    bardzo sie ciesze, ze sie zgadzamy, adepcie! dokladnie tak mysle. To, czy znam kogos osobiscie, nie ma najmniejszego znaczenia. Powiedzialbym nawet, mowie z doswiadczenia, ze to przeszkadza. Wlasnie dlatego, ze niby czlowiek chce byc obiektywny, no ale jak tu znajomego z dubeltowki potraktowac....

                                                    adept44_ltd napisał:

                                                    > no ale jedyny możliwy sens leksemu "znany", jaki tu ma sens - to znany z publik
                                                    > acji, wystąpień..., koniec kropka... żadna inna forma "znania" nie powinna być
                                                    > relewantna...
                                                  • adept44_ltd Re: Jednostka dorobkowa 08.07.12, 14:51
                                                    chcąc nieco ukrócić twoją radość, powiem, że chyba nie powinno być to dla ciebie zaskoczeniem ;-)
                                                  • habilitant2012 Re: Jednostka dorobkowa 08.07.12, 23:59
                                                    I jak dla mnie twój problem nie powinien zaistnieć. Miałaś 'niekonwencjonalną' karierę. Twoja sprawa, recenzent nie jest od tego, by to oceniać. Recenzent nie powinien się nawet nad tym zastanowić. A jeśli chce znać habilitanta, to się zastanowi. Bo się wszyscy zastanawiamy. 50-letni adiunkt, to 'wieczny adiunkt'. Pewnie często jest, ale może miał parę zakętów w życiu. I choć jestem przeciwny 'akcji zakrętowej' (po ang: affirmative action) na tym etapie kariery, jestem też przeciwny uwalaniu osoby, która ma 'nieprawidłowy' przebieg kariery.
    • plesser Re: Blog Habilitanta 09.07.12, 07:35
      Habilitancie, chciałem dać Ci trochę zwrotnego sygnału. Twój blog śledzę od jakiegoś czasu. Od tygodnia jestem obroniony i obecnie dla mnie osobiście decyzja o kontynuowaniu w kierunku habilitacji praktycznie zapadła, a jedynie niejasne jest, w jakim kraju mógłbym prowadzić ją formalnie i (co silnie jest z tym związane)- który z dwóch wchodzących w rachubę tematów wezmę na warsztat w książce habilitacyjnej. Również należę do osób, które zanim podejmą istotniejsze życiowo decyzje, lubią mieć rozpracowany krajobraz, wiedzieć w co wchodzą, jakie są plusy i minusy poszczególnych scenariuszy, a jakie niewiadome. Nowa procedura habilitacyjna w Polsce jest dla mnie szalenie interesująca, a Twój blog bardzo ciekawy. Z perspektywy kogoś, kto stoi dopiero u progu drogi, którą właśnie kończysz, to naprawdę bardzo cenne obserwacje.
      Inna sprawa, że strasznie się przejmujesz i czasem dzielisz włos na czworo :-)
      • kramka1 Re: Blog Habilitanta 09.07.12, 09:12
        Plesser: "który z dwóch wchodzących w rachubę tematów wezmę na warsztat w książce habilitacyjnej". No to rozumiem, ze reprezentujesz dziedzinę "ksiązkową", a nie eksperymentalną. Chyba sie nie mylę? I tu mozna tylko pozazdrościc. Gdy badania sa niskonakładowe, można dzień po doktoracie wymyślec temat do realizacji na nastepne lata. W eksperymentalnym trzeba jeszcze duzych pieniędzy. Bez tych pieniedzy nici z planów badaczych...
        Szkoda, ze nikt nie zbadał, ile fajnych tematów pada z uwagi na brak kasy. Moze nawet tematów noblowskich? Bo o pieniędze do wybitnie nowatorskich pomysłow bywa szczególnie trudno: recenzenci nie rozumiejąc problemu często opiniują wnioski negatywnie.
        • dala.tata Re: Blog Habilitanta 09.07.12, 09:22
          Kramko, tyle ze takie badania padaja wszedzie. W dziedzinach eksperymentalnych i nie. Tak po prostu jest. Moj najciekawszy projekt padl bo dwa razy nie dostalem finansowania. I stwierdzilem, ze nie dostane. Do dzisiaj zaluje. Nadal uwazam ze to bylo b ciekawe, a odrzucenie ideologiczne.
          • kramka1 Re: Blog Habilitanta 09.07.12, 11:30
            dala.tata napisał:
            „ tyle ze takie badania padaja wszedzie.”

            Nie pisałam, ze tylko w dziedzinach eksperymentalnych. Padają wszędzie. Tyle że projekty niskobudżetowe można pewnie realizowac i bez grantu. Sprawdziłam granty z konkursu Opus2 w pierwszych z brzegu panelach z każdej dziedziny. Oto co wyszło:
            HS1 – 17 grantów; od 32 tys. do 171 tys.; w tym dwa >100 tys.
            ST1 – 15 grantów; 74 tys.-785 tys.; w tym 3 <200 tys.
            NZ1 – 23 granty; 248 tys.-910 tys.; w tym 11 =/> 400 tys.
            Mysle, ze jeżeli od kwoty 32 tys. odejmie się 30% narzut na uczelnie, to projekt jest do zrealizowania nawet za własne pieniadze. Ale taki za 248 tys., nie mówiac o 910 tys.?
            • dala.tata Re: Blog Habilitanta 09.07.12, 12:19
              Mowiac 'wszedzie' mialem na mysli geografie. Nie ma systemu, ktory moze sfinansowac wszystkie pomysly. Bez watpienia jednak wieksza presja jest dla eksperymentalnych.
        • plesser Re: Blog Habilitanta 09.07.12, 22:40
          Kramko, jestem prawnikiem i choć w nowej procedurze pojawili się już kandydaci z cyklem artykułów, jestem sceptyczny wobec tej alternatywy i sam nastawiam się na książkę habilitacyjną. Zresztą wydaje mi się to odpowiednia forma do rozpracowania tematu, który wchodzi w grę. Materia objętościowo nadaje się na książkę i jest to też odpowiednie medium do dokonania znaczącego wkładu, po który będzie się sięgało jeszcze za 60 lat :-)
          Mam świadomość, że jestem w uprzywilejowanej pozycji, bo nie zależę od dużych grantów i astronomicznych pieniędzy na badania. Nie jest co prawda tak, że praca jest zupełnie bezkosztowa i napisać tą habilkę można z powietrza, bo książki prawnicze, udział w konferencjach, kwerendy biblioteczne zagranicą itd. także kosztują, ale to oczywiście zupełnie nieporównywalny poziom kosztów.
          Publikując w Polsce przed doktoratem dość szybko przyzwyczaiłem się też i za standard uznałem, że za publikacje płaci się mnie (bo i na mojej pracy wydawca zarabia pieniądze), a ewentualnie mogę z różnych względów skierować artykuł do publikacji w czasopiśmie, które nie płaci. Wydając doktorat w Niemczech po raz pierwszy przyjdzie mi współfinansować koszt wydania książki i będzie to ciężkie psychologicznie doświadczenie. Za pierwszą wydaną w Polsce książkę to ja otrzymałem honorarium, które po 2 latach ciągle jeszcze trafia do mnie na koniec każdego kwartału, choć już w śladowych wysokościach.
          Także i w tym wypadku głęboko na dnie duszy mam świadomość, że mi się trochę w tyłku poprzewracało i wiele ludzi w innych dziedzinach za każdą publikowaną linijkę swojego tekstu płacić musi wydawcy konkretne pieniądze. Mogę jedynie po ludzku współczuć.
          • kramka1 Re: Blog Habilitanta 09.07.12, 23:13
            Plesser, to co piszesz, jasno pokazuje, ze najwieksza ułomnoscia nowych rozwiązan jest niedostosowanie przepisów do zasadniczych róznic miedzy dziedzinami nauki. Dla jednych normą są publikacje, za które dostaja pieniądze, dla innych normą staja sie publikacje, za które trzeba płacic. Jedne badania robi sie za "bezdurno", a na badania drugich trzeba skrzyni złota. Jedno publikuja w jezyku rodzimym, a inni muszą szukac czytelników za jezykową granicą.
            Niezaleznie od tych róznic "kosa" habilitacyjna tnie równo, co powoduje, ze w istocie tnie tylko po miedzy. Urawniłowka zawsze była daleka od sprawiedliwości, a ta jest szczególnie bolesna dla tych, którzy sie na "miedzy" nie mieszczą.
            • podworkowy Re: Blog Habilitanta 09.07.12, 23:33
              ma Pani 100 % racji... Z tym samym idiotyzmem mamy do czynienia na poziomie tytułów profesorskich. Wymaganie trzech promotorstw (akurat w mojej branży nie będzie z tym problemu) to kretynizm nieuwzględniający realiów nauk ścisłych i przyrodniczych; wymaganie kierowania grantem - paranoja w naukach humanistycznych i społecznych, gdzie dochodzi do sytuacji, w której ludzie wymyślają na siłę "grantowe" tematy, do których potrzebne jest coś innego niż spoczęcie na czterech literach, przeczytanie literatury i napisanie tekstu; wymóg stażu zagranicznego - być może sensowny w biologii, fizyce itp., ale już w matematyce czy naukach prawnych?
              Jedyna nadzieja w tym, że interpretacja poszczególnych przepisów (i habilitacyjnych i profesorskich) będzie zdroworozsądkowa - wnosząc ze strony CK na razie chyba tak się - co do zasady - dzieje...
              • kramka1 Re: Blog Habilitanta 10.07.12, 10:02
                "wymaganie kierowania grantem - paranoja w naukach humanistycznych i społecznych".
                Rozmawiałam kiedys z jednym szacownym profesorem z nauk scislych, który mi powiedzial, ze od lat nie występuje o granty. Wcale sie temu nie dziwię, bo profesor zajmuje sie teoretycznymi symulacjami komputerowymi, do których zasadniczo trzeba tylko dwóch rzeczy: komputera i szarych komórek autora. Ale zgodnie z obecnymi przepisami, ten pan, by zostac profesorem, musiałby występowac o granty...
                • hallie4 Re: Blog Habilitanta 10.07.12, 11:03
                  Nie rozumiem tego. A koszty konferencji, wyjazdów zagranicznych? Humanista czy ścisłowiec teoretyk oprócz tego, że siedzi, myśli i pisze potrzebuje jeszcze kontaktu z innymi pracującymi w tej dziedzinie. Dodatkowo granty to możliwość stworzenia zespołu, zatrudnienia młodych pracowników. Nie widzę tego, że w matematyce czy humanistyce granty są zbędne. A ten komputer czy oprogramowanie też przecież można sfinansować z grantu (u mnie pracodawca w komputer nikogo nie wyposaża, a nie ma obecnie osoby pracującej w nauce, która by komputera nie potrzebowała). Co do wymogu 3 doktorantów pełna zgoda - dysproporcje między dziedzinami są ogromne i ten wymóg jest zdecydowanie niekorzystny dla niektórych nauk.
                  • kramka1 Re: Blog Habilitanta 10.07.12, 11:10
                    hallie4 napisała: "Nie rozumiem tego. A koszty konferencji, wyjazdów zagranicznych?"
                    Nie zapominaj, ze istnieją na uczelniach DS-y. A profesor i szef jednostki w jednym ma mozliwość swobodnego wydatkowania tych pieniedzy (swobodnego oczywiscie w rozumieniu, ze da X-owi lub Y-owi). Mój były szef bardzo sprawnie "zarządzał" tą kasą wedle zasady: dla szefa wszystko, dla personelu nic.
                    Na uczelni są/były tez osobne dziekańskie czy rektorskie dofinansowania udziałow w konferencjach etc. Jak sie poszczęsci, mozna efektywnie działac i bez grantu, oczywiscie gdy sie robi w teoretycznej działce.
                    • hallie4 Re: Blog Habilitanta 10.07.12, 11:32
                      Pracuję kilkanaście lat na uczelni ale wszystkie konferencje zagraniczne mam finansowane z grantów. Co do DS-ów nic na ten temat nie wiem, te pieniądze nie są u nas przydzielane na zasadzie jawności. Żadnych dodatków dziekańskich też nie ma. Nie mam pojęcia czy można coś dostać ani do kogo się zwrócić. Być może można, ale nie ma żadnych wytycznych ani ogłoszeń w tej sprawie (czyli albo tej kasy jest tak mało albo ktoś po cichu przydziela wg uznania). Jest mi łatwiej rozliczać konferencje w ramach grantu, samodzielnie decydując gdzie i kiedy pojadę. Szczerze wątpię, czy moja jednostka dałaby mi pieniądze na kilka zagranicznych konferencji rocznie, a dowiadywanie się jak to ewentualnie załatwić raczej mnie odstręcza.
                      • kramka1 Re: Blog Habilitanta 10.07.12, 12:04
                        hallie4 napisała:
                        " Co do DS-ów nic na ten temat nie wiem, te pieniądze nie są u nas przydzielane na zasadzie jawności. Żadnych dodatków dziekańskich też nie ma. Nie mam pojęcia czy można coś dostać ani do kogo się zwrócić. Być może można, ale nie ma żadnych wytycznych ani ogłoszeń w tej sprawie (czyli albo tej kasy jest tak mało albo ktoś po cichu przydziela wg uznania)."
                        Co do DS-ów, przydział pieniedzy (DS) na katedrę podlega pod ustawę o dostępie do informacji publicznej, bo to sa pieniądze budżetowe. U nas przydzial na jednostkę w obrebie wydziału jest wedle ustalonych zasad i nie ma problemu, by sie dowiedziec, jaki % całości jaka jednostka dostała. Choc oczywiscie trzeba sie udac do dziekanatu po takie dane.
                        Co do rozdysponowania w obrebie jednostek, u nas to sprawa decyzji kierownika. Sa takie jednostki, w których jest wszystko tajne przez poufne, szef zarządza kasa po uważaniu, a są takie, w których każdy pracownik dostaje częśc pieniędzy z DS do dyspozycji proporcjonalnie do swojego udziału w pozysku DS (licza sie tu etat, studenci i publikacje). Jezeli ma sie taki udział duzy, to i pieniądze moga być niegroszowe. Choc oczywiscie to kwoty ciągle małe (kilka tysiecy).
                        Co do funduszu centralnego, u nas mozna było dostać dofinansowanie do konferencji od rektora w ramach specjalnego funduszu. Ale czy to teraz jeszcze funkcjonuje, nie bardzo wiem, bo i grantów uczelnianych za starych zasadach juz nie ma.

                        " a dowiadywanie się jak to ewentualnie załatwić raczej mnie odstręcza." No temu to sie dziwie. Nie upomnisz sie o swoje, bo... ?

                        Poza tym, nikt nie robi łaski udzielając informacji, bo ma taki psi obowiązek własnie na podstawie wspomnanej ustawy. Kiedys chciałam sie czegos dowiedzieć w rektoracie, panie mnie pogoniły, ze nie, wiec poszłam do radców prawnych, a oni, ze oczywiscie moge, bo ustawa etc. Wróciłam do pań, powolalam się na ustawę i radców, sprawa oparła się o ich szefa i ten pozwolił mi te dane obejrzeć, a nawet skopiowac. Czyli trzeba znać przepis-klucz, a droga do informacji staje sie bardzo prosta. ;))
                  • podworkowy Re: Blog Habilitanta 10.07.12, 12:21
                    no i właśnie dochodzi do takich absurdów, ze ludzie wpisują do wniosków grantowych niepotrzebny (o.k., może po prostu niekonieczny) sprzęt, wymyślają zbędne kwerendy (np. 2 tyg. w Londynie na zrobienie czegoś, co w dzisiejszych czasach można zrobić w Polsce przed komputerem), nie mówiąc już o tym, że generalnie w naukach hum. społ. i pr. mamy do czynienia często z pracą indywidualną (a już na pewno nikt nikogo nie zatrudnia tylko do grantu-przynajmniej ja nie znam takiego przypadku).
                    Proszę mnie dobrze zrozumieć, świetnie, że są granty, niech będzie ich jak najwięcej, mnie się tylko nie podoba ta wspomniana przez kramkę urawniłowka
              • capo.di.tutti_capi Re: Blog Habilitanta 04.09.12, 06:11
                nie czytam forum regularnie, ale przypadkowo, podczas wyszukiwania czegos trafiłem na to co w lipcu

                podworkowy napisał(a):

                > rodniczych; wymaganie kierowania grantem - paranoja w naukach humanistycznych i
                > społecznych, gdzie dochodzi do sytuacji, w której ludzie wymyślają na siłę "gr
                > antowe" tematy, do których potrzebne jest coś innego niż spoczęcie na czterech
                > literach, przeczytanie literatury i napisanie tekstu; wymóg stażu zagranicznego
                > - być może sensowny w biologii, fizyce itp., ale już w matematyce czy naukach
                > prawnych?

                czy ty naprawdę sądzisz ze wymóg stażu w matematyce/informatyce jest niepotrzebny?

                a może nawet sądzisz, że w tych dziedzinach nikt z Polski na postdoki nie wyjeżdza?
                (a słyszałeś może co to jest "chów wsobny"?)


                jesli tak, przykro mi to pisać, ale chyba coś z Tobą jest nie tak,

                i tez nie zgadzam sie z tym ze w "naukach prawnych" takie wymogi są niepotrzebne, mysle ze powinien to być wręcz warunek konieczny do otrzymania profesury
                (zakladam ze wiesz czym są warunki konieczny i wystarczający)
                • spokojny.zenek Re: Blog Habilitanta 04.09.12, 11:45
                  No i znowu ten sam błąd logiczny nagminnie popełniany na tym forum. Ręce opadają.
                  • adept44_ltd Re: Blog Habilitanta 04.09.12, 20:39
                    no to zenek, chyba czas, byś wyjaśnił (jak na razie, w kontekście twoich wypowiedzi wychodzi, że błąd logiczny=brak afirmacji prawników) :)
                    • spokojny.zenek Re: Blog Habilitanta 05.09.12, 08:05
                      To z kolei nieuczciwy chwyt erystyczny. Tak tak ;-))
                      • adept44_ltd Re: Blog Habilitanta 05.09.12, 10:08
                        Zenku, nie chcesz, żebym tu zaczął punktować używane przez ciebie chwyty :), zapewniam cię... zresztą to ciekawe, bo wszyscy trójkę stosujecie różne myki, które się zaleca w debatach z ograniczonym intelektualnie rozmówcą albo przy ograniczonej intelektualnie publiczności, może dlatego wszyscy tu mają taki ubaw z was? :)))

                        no, ale do rzeczy, słucham wykładu na temat logiki, a później wrócimy do tego, czy mój "chwyt erystyczny" był "nieuczciwy"... ok?
                        • spokojny.zenek Re: Blog Habilitanta 05.09.12, 11:49
                          adept44_ltd napisał:

                          > ... się zaleca w debatach z ograniczonym intelektualnie rozmówcą ...

                          Myślę, że wyjątkowo dobrze się scharakteryzowałeś.
                          • adept44_ltd Re: Blog Habilitanta 05.09.12, 11:56
                            spodziewając się takiego niemerytorycznego wystąpienia ;-))), tylko z tego powodu, może w sądach działają Zenku takie teksty, ale to dlatego, że wy gracie w jednej lidze... tu trzeba się postarać :)))

                            co do googla, ja już wiem, jak to wygląda, ale dziwi mnie, że ty jako dowód dajesz coś, czego nie znasz... to typowe w dyscyplinie?
                • podworkowy Re: Blog Habilitanta 11.09.12, 11:56
                  napisałem wyraźnie, że moim zdaniem uzyskanie tytułu naukowego powinno zależeć tylko od kryteriów naukowych. Czy poczynienie jakiegoś fundamentalnego odkrycia np. przez matematyka nie byłoby warunkiem WYSTARCZAJĄCYM do uzyskania przezeń tytułu, niezależnie od staży zagranicznych?
                  W przykładzie z matematyką chodziło mi tylko o to, że staż zagraniczny nie jest potrzebny do np. udowodnienia twierdzenia Fermata (nie znam się na matmie, ale o tym zagadnieniu akurat czytałem).
                  • capo.di.tutti_capi Re: Blog Habilitanta 15.09.12, 01:13
                    podworkowy napisał(a):

                    > napisałem wyraźnie, że moim zdaniem uzyskanie tytułu naukowego powinno zależeć
                    > tylko od kryteriów naukowych.

                    ja myśle, że ty napisałeś tak:

                    Cytat
                    > antowe" tematy, do których potrzebne jest coś innego niż spoczęcie na czterech
                    > literach, przeczytanie literatury i napisanie tekstu; wymóg stażu zagranicznego
                    > - być może sensowny w biologii, fizyce itp., ale już w matematyce czy naukach
                    > prawnych?


                    i ja sadze, że wymóg stażu jest zawsze sensowny

                    > Czy poczynienie jakiegoś fundamentalnego odkrycia
                    > np. przez matematyka nie byłoby warunkiem WYSTARCZAJĄCYM do uzyskania przezeń
                    > tytułu, niezależnie od staży zagranicznych?

                    tak, "fundamentalne odkrycie" powinno skutkować duzymi "bonusami"

                    > W przykładzie z matematyką chodziło mi tylko o to, że staż zagraniczny nie jest
                    > potrzebny do np. udowodnienia twierdzenia Fermata (nie znam się na matmie, ale
                    > o tym zagadnieniu akurat czytałem).

                    to dlaczego w fizyce staż miał by być sensowny a w innych dziedzinach nie?
                    • podworkowy Re: Blog Habilitanta 16.09.12, 01:52
                      pewnie zależy od tematu, ale wyobrażam sobie, że fizyk skorzysta naukowo z wizyty w CRN lub z obserwacji działania sprzętu, którego nie ma w Polsce, biolog może zbadać niewystępujące w Polsce gatunki itp. Nie wiem, nie znam się, dlatego użyłem trybu przypuszczającego ("być może"). Wielu matematykom staż jest chyba zbędny, bo nie widzę żadnych argumentów, dla których mieliby coś rozwiązać za granica, a nie w Polsce (oczywiście, jak chcą, niech jeżdżą - mówimy tu o obligatoryjności kryteriów). Dla wielu prawników - co gorsze - staż zagraniczny to wręcz strata czasu, bo materiały są w Polsce, podobnie z wieloma innymi tematami w naukach społecznych.
                      Generalnie uważam, że ustawodawcy nie powinno w najmniejszym stopniu interesować, czy owoce czyjegoś naukowego wysiłku spełniające odpowiednie kryteria jakościowe są wynikiem finansowania grantowego czy pozagrantowego oraz czy zostały one wykoncypowane w wyniku stażu czy też nie.
                      Ja oczywiście nie porównuję się - broń mnie Panie Boże...;) - z Kantem, ale człek siedział na 4 literach na totalnej prowincji i coś niecoś jednak napisał...
                      P.S. Oczywiście wymóg grantu czy stażu mógłby wprowadzić pracodawca
                      • adept44_ltd Re: Blog Habilitanta 16.09.12, 11:29
                        Kant nie jest tu najlepszym argumentem, począwszy od tego, że żył jakby ponad 200 lat temu i świat zdążył się zmienić..., a skończywszy na tym, że już następne pokolenie zmieniało uniwersytety (zresztą również jego rówieśnicy to robili...), wracając do sprawy - uważam, że nawet jeśli nie do końca jest z tego pożytek stricte naukowy, to wychylenie się ze swojej norki i zobaczenie, że nie jest się centrum wszechświata, już jest dobre... i przynosi przydatną wiedzę...
                      • pfg Re: Blog Habilitanta 16.09.12, 12:04
                        podworkowy napisał(a):

                        > wyobrażam sobie, że fizyk skorzysta naukowo z wizyty w CRN

                        Pewnie w CERN? Nazwa jest akronimem pierwotnej francuskiej nazwy tej instytucji, Conseil Européen pour la Recherche Nucléaire.

                        > Wielu matematykom staż jest
                        > chyba zbędny, bo nie widzę żadnych argumentów, dla których mieliby coś rozwiąz
                        > ać za granica, a nie w Polsce

                        Dla doświadczalników ważny jest dostęp do aparatury, której nie ma tu, ale jest tam. Ale i dla doświadczalników, i dla teoretyków, w tym matematyków, niezwykle istotne są interakcje z innymi ludźmi, poznanie ich punktu widzenia, sposobu myslenia, problemów naukowych, nad którymi pracują, tego, co uważają za ważne i perspektywiczne, co zaś za mniej ważne. Dlatego uważa się, że kontakty międzynarodowe (międzyośrodkowe) są ważne, nawet jeśli nie prowadzą one bezpośrednio do jakichś wspólnych prac. Zamknięcie się na długie lata w jednym kręgu osób i problemów bardzo często prowadzi do intelektualnego wyjałowienia, jeszcze częściej do wtórności i epigonizmu.

                        Oczywiście, nie musi tak być, ale bardzo często tak bywa. Porównywanie się z Kantem faktycznie nie ma sensu, gdyż geniusze nie pasują do żadnych statystyk i *typowych* wzorców postępowania.

                        Trzeba jednak pamiętać, że kontakty naukowe są środkiem, a nie celem samym w sobie. Co z tego, że ktoś jeździ po świecie, jeśli intelektualny effectus tych peregrynacji jest nullus i jak ów człowiek był jałowy, tak jałowy pozostał?
                        • dala.tata Re: Blog Habilitanta 16.09.12, 12:28
                          Mysle podobnie, choc owe kintakty sa wg mnie wazne szczegolnie na poczatku kariery, kiedy to ma sie tendencje myslec jak mysla inni wokol ciebie, a szczegolnie promotor. To, co mi dal moj postdoc, poza dostepem do literatury, ktorej nIe bylo wtedy w PL, to to, ze okazalo sie, ze ci tam 'na zachodzie' nie sa tak niesamowici jak mogloby sie wydawac z mitu. Ale zobaczylem tez inne relacje w pracy, w tym z profeosrami, zobaczylem inny sposob uprawiania nauki. I mysle, ze to bylo bardzo wazne.

                          Czy to wszystko mozna bylo osiagnac w domu? Tak, ale trzeba bylo miec innych profesorow i fundusze na konferencje, ktore dla mlodych pracowniikow sa rzeczywiscie wazne, dla reszty to turystyka.
                          • podworkowy Re: Blog Habilitanta 16.09.12, 12:55
                            wszyscy Panowie macie oczywiście b. dużo racji - przypomnę tylko, że ja pisałem o kryteriach zdobycia tytułu naukowego profesora - mieszanie tu innych kryteriów (ewentualnie mógłbym się zgodzić na 1 promotorstwo), w dodatku niewymiernych (jak sprawdzić, czy staż faktycznie dał nam te wszystkie fajne rzeczy, o których piszecie?), jest nieporozumieniem.
                            • adept44_ltd Re: Blog Habilitanta 16.09.12, 12:58
                              a to jak najbardziej, w zasadzie w tym przypadku wszystkie kryteria poza stricte naukowym powinny być opcjonalne... wydaje się, że ustawą pani minister usiłuje wymusić zachowania, które w normalnym świecie są oczywiste...
                              • pfg Re: Blog Habilitanta 16.09.12, 13:05
                                adept44_ltd napisał:

                                > wydaje się, że ustawą pani minister usiłuj
                                > e wymusić zachowania, które w normalnym świecie są oczywiste...

                                Też tak uważam.
                      • capo.di.tutti_capi Re: Blog Habilitanta 17.09.12, 01:08
                        podworkowy napisał(a):

                        > latego użyłem trybu przypuszczającego ("być może"). Wielu matematykom staż jest
                        > chyba zbędny, bo nie widzę żadnych argumentów, dla których mieliby coś rozwiąz
                        > ać za granica, a nie w Polsce (oczywiście, jak chcą, niech jeżdżą - mówimy tu o
                        > obligatoryjności kryteriów).

                        niestety, ale przy każdej próbie merytorycznego odpisania na twój post uruchamiają się u mnie nieograniczone pokłady sarkazmu połączonego z irytacją,

                        dlatego napisze krótko: wiedzę odnośnie w jaki sposób działa nauka, dlaczego trzeba wyjeżdżać na stypendia, jak prowadzić badania, jak współpracować, jak składać wnioski o granty, posiadają ludzie których znam w mojej dziedzinie (nauki matematyczne) zaczynający doktorat, tzn. standardowo (gdy ktoś zaczął doktorat od razu po studiach) w wieku 24-26lat

                        jeśli, drogi podwórkowy, nie zacząłeś jeszcze doktoratu, to może poczekaj trochę, a na pewno ktoś Tobię tę wiedzę przekaże, jeśli jesteś w trakcie doktoratu, to poczytaj może coś (np. forum), jakieś poradniki, dopytaj się kogoś mądrego

                        a jeśli już jesteś po doktoracie i dalej nie wiesz "jak to jest z nauką", to masz problem
              • spokojny.zenek Re: Blog Habilitanta 05.09.12, 09:17
                podworkowy napisał(a):

                > ma Pani 100 % racji... Z tym samym idiotyzmem mamy do czynienia na poziomie tyt
                > ułów profesorskich. Wymaganie trzech promotorstw (akurat w mojej branży nie będ
                > zie z tym problemu) to kretynizm nieuwzględniający realiów nauk ścisłych i przy
                > rodniczych;

                Oraz realiów zatrudnienia. Jeśli ktoś pracuje w jednostce prowadzącej dydaktykę z czegoś całkiem innego, niż to, czym on się zajmuje naukowo, skąd ma w praktyce wziąć tych kilkunastu doktorantów (kilkunastu, żeby trzech rzeczywiscie doktorat zrobiło).

                > wymaganie kierowania grantem - paranoja w naukach humanistycznych i
                > społecznych, gdzie dochodzi do sytuacji, w której ludzie wymyślają na siłę "gr
                > antowe" tematy, do których potrzebne jest coś innego niż spoczęcie na czterech
                > literach, przeczytanie literatury i napisanie tekstu;

                To jest kolejny przykład tej idiotycznej urawniłowki - ignorowania oczywistej specyfiki nauk społecznych na tle przyrodniczych. Mniejszą rolę odgrywa praca w zespole, większą -praca indywidualna na jakimś tekście. Ale nie - ma być tak samo i już.

                > wymóg stażu zagranicznego
                > - być może sensowny w biologii, fizyce itp., ale już w matematyce czy naukach
                > prawnych?

                A to akurat zależy. Taki staż otwiera oczy. Jeśli ktoś ma być profesorem, powinien wiedzieć, jak to wszystko wygląda w normalnych krajach, tam gdzie uprawia się naukę nie zaś traci czas na tłumaczenie oczywistości ludziom, którzy nie potrafią niczego pojąć ani nawet uzasadnić swojego stanowiska.
                • adept44_ltd Re: Blog Habilitanta 05.09.12, 10:11
                  A to akurat zależy. Taki staż otwiera oczy. Jeśli ktoś ma być profesorem, powinien wiedzieć, jak to wszystko wygląda w normalnych krajach, tam gdzie uprawia się naukę nie zaś traci czas na tłumaczenie oczywistości ludziom, którzy nie potrafią niczego pojąć ani nawet uzasadnić swojego stanowiska.


                  obawiam się, że prawnik z normalnego kraju czytając was tu, mógłby przeżyć coś podobnego, co żołnierz przed przemówieniem Komorowskiego... :)

                  deser.pl/deser/10,88223,12417365,Zolnierz_zemdlal_podczas_przemowienia_Komorowskiego.html

                  ale mam nadzieję, że swoje różne wypowiedzi o prawnikach z normalnego kraju udokumentujesz przedstawieniem listy publikacji kilku niezłych prawników, ok? :)
                  • spokojny.zenek Re: Blog Habilitanta 05.09.12, 11:48
                    Jest na forach "Gazeta.pl" niejaki tymon99, który takim jak ty oferuje zdjęcie bana z gugla za 300 złotych.
            • adept44_ltd Re: Blog Habilitanta 09.07.12, 23:58
              co do kosy habilitacyjnej, myślę, że nie tnie równo (zróżnicowanie jest już widoczne w wymogach publikacyjnych), głównie dlatego, że recenzenci pochodzą z danej dyscypliny i recenzują, znając jej specyfikę...
              • kramka1 Wpis refleksyjny 16.07.12, 14:51
                "Za kilka dni wybieram się na kilka dni urlopu. Główny element bagażu to laptop. Formularze i autoreferat, który znów leży odłogiem to główne danie dnia. Co prawda, od jakiegoś czasu staram się nie brać pracy na wakacje, tym razem to jednak nie uda się."
                Moja refleksja po przeczytaniu powyższych słow z wczesniejszego wpisu Habilitanta jest taka: człowieku, rzuc w kąt ten laptop i jedź na urlop sam z drugą połową. Na pewno entuzjazm tej drugiej 1/2 bedzie wiekszy, gdy tego laptopa nie weźmiesz. Co więcej, rozważ, czy nie mylisz braku wyrzutów sumienia z brakiem wyczucia sytuacji i/lub zdrowego rozsądku? Jako potencjalna 1/2 damsko-meskiego układu entuzjazmem zareagowałabym jedynie na mozliwość, że laptop mojemu partnerowi zasłoni widok na przystojnego ratownika z pobliskiego kąpieliska. ;)))
                • spokojny.zenek Re: Wpis refleksyjny 16.07.12, 14:56
                  Ratownika, czy ratowniczkę?
                  • kramka1 Re: Wpis refleksyjny 16.07.12, 14:59
                    spokojny.zenek napisał: > Ratownika, czy ratowniczkę?

                    Ratownika, oczywiscie. 1/2 przy laptopie, a ja przy ratowniku. ;))
                    • spokojny.zenek Re: Wpis refleksyjny 16.07.12, 15:05
                      Aaaa, taka sprawa...
                • habilitant2012 Re: Wpis refleksyjny 16.07.12, 20:07
                  Każdy ma swoje priorytety, prawda? Moim na pewno nie jest konkurowanie z ratownikiem.
                  • kramka1 Re: Wpis refleksyjny 16.07.12, 20:28
                    habilitant2012 napisał: > Każdy ma swoje priorytety, prawda? Moim na pewno nie jest konkurowanie z ratownikiem.

                    Habilitancie, załamujesz mnie.... Ratownik tez człowiek, nalezy mu sie odrobina szacunku i respektu. ;))
                    • habilitant2012 Re: Wpis refleksyjny 16.07.12, 20:51
                      I z tego szacunku ja od razu ustępuję pola ratownikowi. Nie mam szans. Przyznam jednak, że jakoś nie myślałem, że idzie ci o oddawanie szacunku.
                      • kramka1 Re: Wpis refleksyjny 16.07.12, 21:03
                        habilitant2012 napisał: >" I z tego szacunku ja od razu ustępuję pola ratownikowi. Nie mam szans. Przyznam jednak, że jakoś nie myślałem, że idzie ci o oddawanie szacunku."

                        No tak, oczywiscie: szacunek... To znaczy, abys nie lekceważył przeciwnika. ;)
                        A tak powazniej, rok temu dwa tygodnie urlopu spedziłam na pisaniu publikacji, z której na koniec redakcyjnej procedury zostały nędzne resztki w postaci short com. Więc moze gdybym, zamiast marnowac wolny czas na daremną pisaninę, poodpoczywała sobie, to od razu wpadłabym na pomysł, ze krótki komunikat to jedyna forma do opisu moich wyników.
                        W Twoim przypadku moze kilka dni bez autoreferatu przed oczyma pozwoli Ci na nabranie dystansu i wymyslenie nowej strategii pisania? Bo wiesz, umysł niezajety pracuje wydajniej. Lezysz sobie na plazy, wgapiasz sie w muskuły rzeczonego pana ratownika, a tu z tyłu głowy wyskakuje mysl, jak ugryźć te miliony, czyli jak pokonac nielogicznosci formularzy CK... I w ten sposób dwie pieczenie na jednym ogniu gotowe... :)
                        • habilitant2012 Re: Wpis refleksyjny 16.07.12, 21:23
                          Powiem wprost. Jeśli moja partnerka woli spędzić czas z ratownikiem, to to jest jej sprawa. Mam zdanie na ten temat, ale nie potrafię się czuć zagrożony. Nawet jego muskułami. Nic więcej nie napiszę na ten temat.

                          Co do reszty, myślę inaczej.
                          • podworkowy Re: Wpis refleksyjny 16.07.12, 21:28
                            widać, że szanowny Pan tuż przed habilitację, bo coś poczucia humoru nie staje... Ale chyba wszyscy, którzy przez to cholerstwo przechodzili, to świetnie rozumieją....
                            • habilitant2012 Re: Wpis refleksyjny 16.07.12, 21:33
                              Zupełnie nie rozumiem, skad ta supozycja. Wręcz przeciwnie, humor dopisuje. Ja po prostu w szranki z ratownikiem nie chcę stawać. Nie ta liga. Ukłony.
                              • podworkowy Re: Wpis refleksyjny 16.07.12, 21:35
                                o.k.
                              • whiteskies Re: Wpis refleksyjny 16.07.12, 22:15
                                Liga Mistrzów ?!? Teraz są eliminacje....
                • dala.tata Re: Wpis refleksyjny 16.07.12, 20:57
                  Juz to widze: odloz lapotopa, bo pojde z ratownikiem....

                  To pa?
                  • kramka1 Małpa w cyrku 27.07.12, 21:54
                    Habilitant sie cokolwiek wkurzył po spotkaniu z biurokratycznym językiem formularza dorobkowego. Troche się nie dziwię, bo formularzowi brakuje czasami logiki i czasem nie daje sie zrozumiec, co (i po co) jego tfórcy mieli na mysli.;)
                    Tu np.:
                    II. Wykaz innych (nie wchodzących w skład osiągnięcia wymienionego w pkt I) opublikowanych prac naukowych oraz wskaźniki dokonań naukowych
                    /../
                    K) Wygłoszenie referatów na międzynarodowych i krajowych konferencjach tematycznych
                    /../
                    III. Dorobek dydaktyczny i popularyzatorski oraz informacja o współpracy międzynarodowej habilitanta
                    /../
                    B) Aktywny udział w międzynarodowych i krajowych konferencjach naukowych
                    1. Autor/autorzy komunikatu prezentowanego na konferencji, rok, tytuł referatu, nazwa konferencji, miejsce odbycia konferencji"

                    Konia z rzędem temu, kto pojmie, czemu referaty na konferencjach są "pracą" albo "dokonaniem" a aktywny udział jest w kategorii "dorobek dydaktyczny i popularyzatorski". No konia, albo dwa do tegoz rozumienia. Gdzieś spoza tego stada koni mozna wnosic, ze formularz rozróżnia referaty i postery. Te pierwsze w pkt. II K, a te drugie w pkt. III B. Ale moze się mylę, może wcale nie jest to taka prosta sprawa? No bo skoro referat jest w II K, to co uzasadnia, by poster miałby być w III B? Czyzby poster nie był formą prezentacji dokonań? A jezeli tak, to po co od tygodnia ślęczę nad jak najlepszą prezentacją moich dokonań w formie posteru na sierpniową konferencję? Po kiego grzyba, pytam... Skoro to nie jest żadne osiągnięcie taki poster..
                    • minolta84 mamy Słowację i Czechy 27.07.12, 23:27
                      te takie wymagania i ich wypełnianie jako żywo przypomina czesko słowacką legendarną tabelę którą składa się przed habilitacją dziekanowi
                    • charioteer1 Re: Małpa w cyrku 27.07.12, 23:51
                      Formularz najwyrazniej rozroznia miedzy referatem a komunikatem, o posterach nie ma ani slowa. Dla mnie to czysta egzotyka. Chyba kiedys na jednej konferencji wprowadzono takie rozroznienie - 20 minut referat, 10 minut komunikat, przy czym zalozenie mialo byc takie, ze referat to ukonczone badanie, komunikat to praca w toku. Chyba w naukach technicznych takie rozroznienie sie stosuje, ale nie mam pewnosci. Moze ktos bardziej obyty z taka forma sie wypowie? Moim zdaniem mozesz wszystko, referaty i postery, dac jako dokonania.
                    • dala.tata Re: Małpa w cyrku 28.07.12, 00:57
                      referat na konferencji to to samo co poster na konferencji. Nie mam pojecia, co to jest 'komunikat' na konferencji. Cos czuje, ze to glownie polska nauka rozroznia te niuanse, wszak trzeba pamietac, ze jakosc to jakosc i trzeba trzymac garde.
                      • kramka1 Re: Małpa w cyrku 28.07.12, 10:13
                        A moim zdaniem komunikat to własnie poster, referat to wystapienie ustne, a "aktywny udział" to zgłoszenie abstraktu na konferencje. Bo sama wycieczka bez tematu i abstraktu sie nie liczy. Spotykam sie z tym, ze część ludzi zgłasza wystapienie posterowe, wysyła abstrakt, a na samą konferencje nie jedzie, bo to juz są dodatkowe koszty, gdy tymczasem sam abstrakt oznacza zaliczenie konferencji.
                        Tak czy siak, jakiekolwiek rozróznienie pomiedzy prezentacją ustną i posterową jest dla mnie chore. Są w końcu duże konferencje, gdy limit czasu ogranicza liczbe prezentacji ustnych. I co wtedy? Niezałapanie sie na "gadane" oznacza udział drugiej kategorii?
                        Chyba musze podrążyc ten temat u bardziej zorientowanych...
                        • habilitant2012 Re: Małpa w cyrku 28.07.12, 10:41
                          Nie mam pojęcia, co to jest komunikat. I, szczerze powiedziawszy, nie chcę wiedzieć. CK serwuje formularz, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, w której pracuję. I tak, wkurza mnie to.

                          Ten formularz to próba rozbicia, za przeproszeniem, g...na atomy. Czy rzeczywiście tak kluczowa jest informacja na temat tego, czy referat był komunikatem czy referatem? Czy rzeczwiście zobaczymy dorobek habilitanta w nowym świetle, widząc, że miał poster a nie wystąpienie ustne? Czy rzeczywiście należy rozbijać granty na ileś tam kategorii? Po co???? Radosna twórczość Państwa z CK powoduje nie tylko frustrację, ale również kompletną stratę czasu na przygotowywanie informacji, które są zupełnie niepotrzebne. To jest formularz, który CK każe wypełniać, bo może. Jego senowność jest wtórna wobec tego celu.

                          Przy okazji rozumiem to, że habiliatnci pewnie nie podają ważnych informacji i formularzem chcą ich zmusić do tego.

                          Nawiasem mówiąc, przyjąłem strategię wstawiania wszystkiego jak najszybciej w formularzu. Wolę nie zakładać, że recenent dotrze do informacji na samym końcu.
                          • kramka1 Re: Małpa w cyrku 28.07.12, 10:49
                            Wrzuciłam w google konferencja komunikat i an piewrszych miejscach mi wyrzuciło info z dwóch konferencji:
                            "chcieliby zaprezentować wyniki w formie referatów, komunikatów, artykułów lub posterów"

                            "13:30 - 15:30 Wykłady/komunikaty
                            10:00 - 16:30 Sesja posterowa"
                            Czyli wychodzi, ze komunikatowi bliżej do referatu niż posteru, ze poster to coś zupelnie innego i że moze byc jeszcze do kompletu artykuł, co rozumiem jako artykuł do pokonferecyjniaka.
                            Czy wiem więcej o wypelnianiu formularza? Wątpię....
                            • habilitant2012 Re: Małpa w cyrku 28.07.12, 14:47
                              Pozostanie tajemnicą organizatorów, co znaczy prezentowanie artykułów na konferencji.
                          • minolta84 urzędnik a nie naukowiec 28.07.12, 11:29
                            chyba czas przeprosić za Twoje wcześniejsze fochy
                            wcześniej obrażałeś się na jednego z forumowych gadułów, że postawił tezę, może i mocną, ale streszczającą się w tym co sam obecnie odkryłeś, że trzeba zamrozić działania naukowe sporządzając dokumentację do habilitacji i że to mocno absorbuje.

                            Jak mocno naukowo rozwija Cię wypełnianie dokumentacji habilitacyjnej? Odnoszę wrażenie, że raczej nie bardzo dodaje Ci skrzydeł.
                            • habilitant2012 Re: urzędnik a nie naukowiec 28.07.12, 14:45
                              Nie rozumiem tego postu i nie wiem, za co miałbym przepraszać.

                              Na czym niby ma polegać zawieszenie działalności naukowej? Dokumentacja jest idiotyczna i frustrująca, jednak może nie do końca rzuca się cieniem na całe moje życie. Formularz jest wypełniony i jakkolwiek jest kretyński, sprawa jest zakończona. Straciłem nań dwa dni, gdyby nie pomoc mojej partnerki, straciłbym 3. Może więc informacje o zamrożeniu działań naukowych są nieco przesadzone.

                              Przy okazji - nie ma takich formularzy, których wypełnienie ubogacałoby.
                              • kramka1 Stan gotowosci.. 08.08.12, 18:12
                                "Zostaje właściwie już cyzelowanie i oświadczenia współautorów. Nie przewiduję tu większych opóźnień."
                                Oby, oby... Te oswiadczenia współautorów moga sie stac prawdziwym problemem. A bez oswiadczen ani rusz... Co bedzie, gdy współautora sprzed kilku lat, obecnie poza nauką, sie nie namierzy? Albo gdy któryś odmówi takiego oświadczenia? Słyszałam o takim przypadku-wspólautor odmówił podpisania kwitka. I wtedy trzeba usunąc dany artykuł ze "składanki". Czeka mnie jesienią zbieranie kwitów, co do większości nie spodziewam sie problemów. No ale w jednym przypadku, kto wie? Magistranka, uczciwie dopisana do listy autorów pracy, gdzies buja po świecie. Oby sie znalazła...
                                • chilly Re: Stan gotowosci.. 08.08.12, 20:10
                                  Znam i taki przypadek gdy współautor wielu prac kandydata do habilitacji, przypadkiem jego szef, oświadczył, że udział zainteresowanego jest właściwie zerowy, gdyż dał tylko ręce do pracy (eksperymentalnej), a pomysły były szefa. I choć koledzy wiedzieli, ze jest inaczej, wniosek nie został nawet złożony. Wspomniana osoba od wielu lat realizuje się więc z powodzeniem w tzw. biznesie, a na jej miejscu pracuje ktoś znacznie słabszy.
                                • habilitant2012 Re: Stan gotowosci.. 09.08.12, 14:48
                                  Tak może oczywiście być, a post chilly'ego jest wręcz klinicznym przykładem, jak trudne może być zdobywanie takich oświadczeń. Mam to szczęście, że moi współautorzy są dostępni, jeśli nie bezpośrednio, to na końcu emaila. Zupełnie nie przewiduję problemów takich jak te, o których mówi chilly i mam nadzieję, że nie dostanę zimnego prysznica.
                                  • kramka1 Śpiesz sie powoli ;) 13.08.12, 17:32
                                    Habilitancie, jedno pytanie. Jest środek wakacji, uczelnie puste, nawet maile nie przychodzą, a Ty sie spieszysz z habilitacja jak nie przymierzając Bolt na 100 metrów. Moge spytać, co Cie tak gna? Nieubłagane terminy, czy po prostu zawsze jesteś taki szybki Bill? ;))
                                    • kramka1 "Standardy ponad wszystko"? 14.08.12, 10:30
                                      Habilitant porusza kwestię dopisania do dorobku artykułu przyjetego do druku i przy okazji wybrzydza, że takowy jest wykluczony z rozpatrywania przez CK. A przeciez to całkiem zrozumiałe wykluczenie i nie bardzo wiem, czemu Habilitant tego nie rozumie.
                                      Gdy artykuł ma juz doi, które wystarcza CK, to jest jasne, ze tekst nabrał juz ostatecznej formy. Ale artykuł w druku takiej jeszcze nie ma. Własnie dostałam taki "in press" w postaci szczotki do sprawdzenia i poprawienia. I rzecz jasna będę go poprawiać. Nie tylko wymienię jeden wykres, bo w tzw. międzyczasie ponownie przeliczyłam dane i znalazłam jeden błąd rzutujący na przebieg wykresu, ale i zastanawiam się nad modyfikacją tytułu. Obecny tytuł to modyfikacja pierwotnego brzemienia zrobiona na zyczenie recenzenta. Teraz mysle, że niezbyt fortunnie to brzmi po angielsku. Tyle że juz ten artykuł jako "in press" cytowałam w innym artykule i nie za bardzo wypada zmienic choćby literkę. Ale przecież można, bo etap "in press" zakłada pewną prowizoryczność tekstu... Tyle, że gdybym posłała taki półprodukt do oceny recenzentów CK, to bym nie uszanowała ani siebie, ani PT recenzentów. Bo do oceny nadaje sie tekst ostateczny, po zmianach zaproponowanych przez redakcję i przez autora, a nie jakis produkt posredni.
                                      Habilitant zachwyca się wagą swojego artykułu, a nie widzi tej oczywistosci. Może, Habilitancie, nie zdarza Ci się przerabiac artykulów na etapie szczotki? No ale innym sie to zdarza (raz nawet dodałam jednego wspołautora na takim etapie) i zdaje się CK dobrze o tym wie....
                                      Przy okazji, "doi" i "in press" to dwie rózne kategorie. Artykuł jest in press po zaakceptowaniu do druku, a doi dostaje po zaakceptowaniu ostatecznego proofa przez autora i redakcję.
                                      • habilitant2012 Re: "Standardy ponad wszystko"? 14.08.12, 10:54
                                        Osiagnięciem jest wg mnie przyjęcie do druku. To właśnie ten moment definiuje jakość tego, co zrobiłem. Reszta jest wynikiem procesów administracyjnych. Nie widzę żadnego powodu, by nie mówić recenzentom o takim sukcesie tylko dlatego, że CK ma jakieś wizje nauki. Mój dorobek zwiększa się z momentem przyjęcia tekstu do druku, a nie z momentem druku na papierze. Właśnie dlatego się podaje teksty przyjęte do druku na cvs czy na stronach internetowych. Ba! W dziedzinach, w których pisze się ksiażki, podaje się nawet zakontraktowanie. Bo to jest ważny moment, który zmienia dorobek.
                                        • kramka1 Re: "Standardy ponad wszystko"? 14.08.12, 16:27
                                          "Nie widzę żadnego powodu, by nie mówić recenzentom o takim sukcesie tylko dlatego, że CK ma jakieś wizje nauki. "
                                          Zaraz, zaraz, CK zakazuje Ci mówić? Czy tylko zakazuje wpisywania takich artykułów "in press" do listy dorobku? Bo mnie sie wydaje, że spokojnie w autoreferacie możesz napisać o nowej pracy. Tylko jej nie wyszczegolniaj na liście publikacji. Tak mi sie przynajmniej wydaje...
                                          • dala.tata Re: "Standardy ponad wszystko"? 14.08.12, 21:01
                                            Niewpisywanie artykulu przyjetego do druku do formularza dorobkowego byloby dla mnie idiotyczne. Oczywiscie, ze nalezy go wpisac.
                                      • kimkik szczotka 14.08.12, 19:28
                                        co to jest "SZCZOTKA"?
                                        nie pierwszy raz używa się tego terminu bez wyjaśnienia - ale CO TO jest?
                                        • kramka1 Re: szczotka 14.08.12, 19:46
                                          wikipedia:
                                          Szczotki – potoczna nazwa prostych, roboczych, czarno-białych wydruków z drukarki komputerowej odbieranych ze studia DTP przez wydawnictwo lub redakcję gazety lub czasopisma do korekty, głównie dla sczytania tekstu i sprawdzenia poprawności montażu.

                                          W tej chwili jest to termin historyczny, ale wciąż jeszcze często używany gwarowo przez redaktorów technicznych, sekretarzy redakcji itp. osób średniego i starszego pokolenia. Pierwotnie szczotkami nazywano kontrolne odbitki papierowe odbijane na potrzeby klienta ręcznie w drukarni ze szpalt lub złamanych kolumn. Sam termin wywodzi się stąd, że papier podczas odbijania obrazu przyciskano do szpalty lub kolumny posmarowanej rzadką farbą, po czym dobijano lekkimi stuknięciami szczotki o sztywnym włosiu.

                                      • niewyspany77 Re: "Standardy ponad wszystko"? 14.08.12, 23:47
                                        kramka1 napisała:

                                        > Habilitant porusza kwestię dopisania do dorobku artykułu przyjetego do druku i
                                        > przy okazji wybrzydza, że takowy jest wykluczony z rozpatrywania przez CK. A pr
                                        > zeciez to całkiem zrozumiałe wykluczenie i nie bardzo wiem, czemu Habilitant te
                                        > go nie rozumie.

                                        Ja się na moment wtrącę i dopytam, czy chodzi o dosłowne sformułowanie "przyjęty do druku". Czy przypadkiem CK nie chodzi o wykluczenie "wysłanych do druku"?
                                        • dala.tata Re: "Standardy ponad wszystko"? 15.08.12, 00:10
                                          Przyjety do druku to znaczy dokladnie to: przyjety do druku.Tekst zostanie opublikowany. Zlozony do druku to zupelnie co innego.

                                          choc slyszalem o tym, jak na radzie wydzialu pewnego uniwersytetu padl wniosek, by moze jednak nie uznawac zlozenie do druku za rownowazne publikacji. Rada sie oburzyla na takie niepotrzebnie detaliczne rozroznienia.
                                          • kramka1 Re: "Standardy ponad wszystko"? 15.08.12, 11:33
                                            Pozostawiając na boku zasłyszaną opowieść o przyjetym artykule, który jednak nie trafił do druku, zwrócę jednak uwagę na termin publikacji. Od przyjecia do druku bywa daleka droga, więc może sie zdarzyć, że taki artykuł pojawi się z datą odpowiednia do kolejnego szczebla awansu naukowego. Np. podoktorski artykuł zostanie wydany już po habilitacji. Więc pozostaję przy swoim zdaniu, ze CK nie do końca błądzi, domagając sie co najmniej doi. Co nie przeszkadza, że tym przyjetym do druku przeciez mozna jakos pochwalić sie we wniosku do CK.
                                            • dala.tata Re: "Standardy ponad wszystko"? 16.08.12, 00:43
                                              ba, ja to slyszalem tez o publikacji artykulu nieprzyjetego do druku. Jesli masz kwit od redaktora naczelnego, ze tekst jest przyjety do druku, to znaczy, ze jest przyjetyt do druku. i tyle. I nawet jesli jakis tekst nie zostanie opubikowany (nie slyszalem o tym, ze niech tam), no to co? co takiego strasznego sie stanie? jaka to plaga spadnie na polska nauke? Nie rozumiem, co idzie z tym hiobowym scenariuszem, ze artykul podoktorski zostanie wydany po habilitacji, ale rozumiem, ze strach nawet o tym myslec.

                                              Ja mam wrazenie, podobnie jak habilitant, ze CK chce byc bardziej papieska niz papiez, a wlasiwie bardziej leninowska niz Lenin. w cywilizacji artykul przyjety do druku jest oczywiscie brany pod uwage przy ocenie dorobku. bo powinien byc! a ta jakze polska zasada, ze nikomu nie ufamy i jak sie da, to jeszcze dokopiemy, zeby na pewno nie mial za dobrze, jest obrzydliwa.

                                              i jeszcze ta strasznosc koszmarna - ten artykul moze byc liczony podwojnie. Bo przeciez liczyc na uczciwosc habilitanta nie mozna i koniecznie nalezy stworzyc 34 mechanizmy patrzenia ludziom na rece. Jakos sobie mysle, byc moze blednie, ze ten jeden artykul nie bedzie kluczowy ani w jego habilitacji, ani w przyszlym postepowaniu awansowym. Ale rzeczywiscie - tu masz racje, znacznie lepiej koszmarnemu chwalidupie zakazac. I stworzyc nowa komorke badania wszystkich artykulow - kiedy, kto, co itd itd. bo wiesz, to DOI tez nie zabezpiecza nas przed tymi plagami egipskimi.

                                              Na miejscu habilitanta, zlozylbym samokrytyke w autoreferacie za to, ze w ogole pomyslal, ze moglby taki artykul umiescic w formularzu. Podla oszukancza swinia habilitancka!
                                            • habilitant2012 Re: "Standardy ponad wszystko"? 16.08.12, 01:13
                                              Niech za odpowiedź posłuży mój wpis: Krętaczom mówimy nie!
                                              • kimkik opublikowany i wydany to nie wszystko 16.08.12, 05:05
                                                SKANDAL!! CÓŻ za NIEOSTROŻNOŚĆ. Przecież jeszcze po opublikowaniu i wydrukowaniu może się okazać, że artykuł został za na przykład plagiat lub inne draństwo naukowe, wycofany...
                                                dlatego habilitant obowiązkowo powinien składając wniosek pisać oświadczenie (odrębne i odrębnie wydrukowane w 2 jednobrzmiących egzemplarzach dla każdej publikacji wymienionej w autoreferacie lub na liście publikacji), że jego publikacja nie została wycofana za naruszenie etyki i powinno każde takie oświadczenie być podpisane przez redaktora naczelnego pisma/wydawnictwa, każdego współautora i każdego przełożonego każdego współautora. Dla bezpieczeństwa, według harmonogramu prac komisji, oświadczenia ponownie powinny być złożone z tygodniowym wyprzedzeniem daty głosowania przez Radę wniosku o nadanie lub odmowie nadania - na wszelki wypadek, gdyby w czasie procesu recenzyjnego którąkolwiek publikację wycofano z powodu draństwa habilitanta.
                                                • plesser Re: opublikowany i wydany to nie wszystko 16.08.12, 09:28
                                                  W jednym z prawniczych postępowań recenzent napisał w opinii, że bierze pod uwagę bodaj 7 z 8 podanych przez habilitanta jako osiągnięcie artykułów z cyklu, bo ostatni nie został jeszcze opublikowany. Dla mnie to dość zdroworozsądkowe podejście. Publikacja oznacza także dostępność dla każdego zainteresowanego. I ta dostępność powinna zachodzić w czasie rozstrzygającym dla oceny stanu faktycznego w postępowaniu habilitacyjnym.
                                                  Osobiście jak najbardziej widziałbym przyjęty do druku tekst w liście publikacji z właściwym opisem jego statusu, ale raczej jako uzupełnienie i rozwinięcie tej listy, a nie część dania głównego. Jeśli to tekst na tyle istotny, że może zadecydować o spełnianiu jednego z kryteriów, trza zaczekać z wnioskiem, aż się ukaże.
                                                  • dala.tata Re: opublikowany i wydany to nie wszystko 16.08.12, 10:18
                                                    Nie jestem pewien, na czym polega zdroworozsadkowe podejscie. Epatowanie przez CK 'wkladem' w dyscypline jest przeciez dosc pokretne. Jak mozna okreslic wklad rozprawy, ktora dopiero co zostala opublikowana? Czym rozni sie wklad tekstu przyjetego do druku od tekstu opublikowanego tydzien temu. a przeciez habilitacje robi sie natychmiast po opublikowaniu ksiazki (przynajmniej w szerokiej humanistyce). Jak dla mnie ow wklad rozni sie niczym. I w rzeczywistosci, albo nalezy czekac z wnioskiem, az ow 'wklad' zostanie dostrzezony, albo mozna spokojnie brac pod uwage teksty przyjete do druku. Nawiasem mowiac, ja sam wszczynalem postepowanie habilitacyjne na podstawie szczotek ksiazki.

                                                    Powiem inaczej: czy mozna sobie wyobrazic potepowanie awansowe tutaj rowniez na podstawie ekstow przyjetych do druku (stosownie udokumentowanych, rzecz jasna)? oczywiscie tak. Bo kluczowa nie jest publikacja, ale wlasnie przyjecie do druku.
                                                • kramka1 Re: opublikowany i wydany to nie wszystko 16.08.12, 09:52
                                                  Widzę, ze dyskusja zmierza w ulubionym kierunku: przejaskrawic problem, a potem wysmiać... (((:
                                                  Habilitant napisał na blogu: "Nie wiem, dlaczego CK decyduje się na wykluczenie tekstów przyjętych do druku. Takie teksty można już cytować, choć nie są one dostępne powszechnie."
                                                  Mam pytanie, czy na pewno CK wyklucza? I gdzie wyklucza, z opisu w autoreferacie, ze spisu prac opublikowanych czy skąd? A może tylko porządkuje sprawę, uznając, ze jedynie ostateczny tekst artykułu moze podlegac ocenie komisji habilitacyjnej? Z takim podejsciem całkowicie się zgadzam i nie z powodu sugerowanej niewiary w uczciwość autorów. Lecz z całkiem banalnego powodu: autor ma prawo popełniac błędy bez ponoszenia konsekwencji tychże na etapie przed drukiem, a dopiero błedy w opublikowanym dziele podlegaja krytycznej ocenie. Drobny przykład: wczoraj odsyłałam szczotkę artykułu, w którym wymieniłam dwa wykresy. Po prostu na etapie obliczen rąbnęłam sie w jednym miejscu, co spowodowało, ze przebieg dwóch wykresów we fragmencie był nieprawidłowy. Pytanie, co miałoby być podstawą do oceny recenzentów CK, gdybym taki artykuł in press przed korektą wysłała im do oceny? Moze zauwazyliby nielogiczny przebieg wykresów, niezgodny z tekstem i by mi to wytkneli, zarzucając brak warsztatu. A ja tymczasem juz bym te błedy poprawiła w proofie... Byłaby to ciekawa dyskusja: oni, że moje wnioski sa mylne, a ja, ze skądże, bo juz błedy w wykresach poprawiłam... Paranoja...
                                                  W prawie funkcjonują pojecia: powaga rzeczy osądzonej i rękojmia wiary publicznej ksiąg wieczystych. Moze stanowisko CK nawiązuje do czegos na kształt powagi tekstu opublikowanego?

                                                  • dala.tata Re: opublikowany i wydany to nie wszystko 16.08.12, 10:28
                                                    Kramko, zaczynasz kombinowac jak kon pod gorke. Najpierw podwojne liczenie, teraz bledy....Te bledy moga wystepowac zawsze i publikacja nie jest gwarantem braku bledow. Co do owej powagi, to, z calym szacunkiem, za duzo widzialem publikacji, ktore byly po prostu niepowazne, zeby powaznie traktowac 'powage ekstu opublikowanego'. W procesie publikacyjnym jest jeden kluczowy moment: przyjecie do druku. reszta jest sprawa przede wszystkim administracyjna.

                                                    I jasna sprawa, kazdy autor chce ksiazki chce ja zobaczyc przede wszystkim w druku, jednak to wlasnie przyjecie do druku jest tym kluczowym momentem powolujacym ksiazke do druku. I nawet CK nie moze tego zmienic.
                                                  • dala.tata Re: opublikowany i wydany to nie wszystko 16.08.12, 10:34
                                                    i habilitant ma absolutnie racje mowiac wczesniej, ze w naukach humanistycznych podaje sie nawet fakt kontraktowania ksiazki - sam to robie. Bo kontrakt powoluje ksiazke, przypieczetowaniem tego jest skierowanie (przyjecie) do druku.

                                                    Mozna sie zastanwiac, czy rozprawa habilitacyjna powinna byc ksiazka nieopublikowana, warto tez zworcic uwage, ze, o ile sie orientuje, w Niemczech rozpoczyna sie postepowanie jeszcze przed publikacja. Warto tez sobie przypomniec, ze doktoraty sa nieopublikowane. I co? i nic.

                                                    I powtorze: cale to zamieszanie o 'wklad w dyscypline' jest kompletnie pokretne - mowienie o wkladie w dyscyplnie ksiazki jeszce pachnacej farba drukarska jest albo nieporozumieniem, albo spokojnie mozna ja oceniach na poziomie maszynopisu.
                                                  • kimkik wydany i opublikowany to jeszcze nie wszystko 16.08.12, 22:25
                                                    CytatMozna sie zastanwiac, czy rozprawa habilitacyjna powinna byc ksiazka nieopublikowana,
                                                    Słowacy żyją z faktem nieopublikowanej habilitacji (jak i u nas da się żyć z nieopublikowanym doktoratem). Oczywiście ona jest publikowana dokładnie w 3 egzemplarzach chyba, że doktorant lub habilitant nie chce kopii dla siebie - wtedy w 2.

                                                    Skoro się zastanawiamy - to zastanowiła mnie taka opinia:
                                                    habilitant już się zaczął śpieszyć, zwalniają go za rok jeśli nie będzie miał habilitacji
                                                    postanowił iść nowym trybem - na starym za duża kolejka w wydawnictwie
                                                    dzieło ma - niezrecenzowane - przez uczelniane wydawnictwo nie przeszło i nie zdąży (otrzymało dwie negatywne wydawnicze recenzje - takie kompromitujące się nawzajem, ponieważ to co jeden recenzent chwalił, drugi uważał za kretynizm do sześcianu, a to drugi chwalił i najwyżej cenił, pierwszy uważał za niegodne nawet licencjata szkolny błąd nieuka)
                                                    wydał to co miał - usunął i poprawił jedynie to w czym obie recenzje były zgodne i z czym sam się zgodził - jako książkę w centralnym wydawnictwie, które nie wymaga i nie finansuje recenzji.
                                                    I to dzieło - nierecenzowane ale wydane - zamierza przedstawić jako największe osiągnięcie.
                                                    I doszło do mnie:
                                                    A DLACZEGO NIE?
                                                    Skoro recenzenci w nowej formule CK i tak oceniają dzieło pod kątem wkładu i pozytywna recenzja książki - nawet dwóch guru z dziedziny - niczego nie zapewnia ani nie uprawdopodabnia (co widać zakończonych procesach zakończonych odmową nadania stopnia).

                                                    A równocześnie - dlaczego monografia miałaby być wydawana drukiem? Może wisieć w wydawnictwie online - mieć ISBN - oraz być do ściągnięcia z figshare, wtedy ma DOI figshare.com/ - a do dokumentacji dla recenzentów można ślicznie wygenerować 8 sztuk ładnie oprawionych u stosującego nowsze techniki opraw introligatora.
                                                    Czy są przeciwwskazania?
                                                    zwłaszcza, przy zastosowania wytrychu: "w zasadniczej części" - czyli np. z wszystkim włącznie z dystrybucją do bibliotek - ale bez recenzji - ustawa nie narzuca aby dzieło było uprzednio recenzowane.
                                                    Czy narzuca??
                                                  • kramka1 Re: opublikowany i wydany to nie wszystko 16.08.12, 10:49
                                                    Dala, nie mam szans przegonic Twego konia w drodze pod górkę. ;)
                                                    Uparcie wracam do tez moich wypowiedzi:
                                                    primo-gdzie CK absolutnie zakazuje podania w jakims miejscu wniosku publikacji in press?
                                                    secundo- artykuły nie ksiązki, może w humance jest inaczej. Ale ja sie upieram, że ocenic mozna tylko dzieło na etapie finalnym a nie produkcyjnym. Artykuły w druku mają to do siebie, ze bywaja zmieniane. Co w takim razie mieliby oceniac recenzenci CK? Jaki etap produkcji? Przeciez my nie mówimy o ocenie listy publikacji, lecz o ocenie dorobku, co zakłada wgląd w treśc tego dorobku. Pytanie: jaką konkretnie treść? Owszem, trzeba docenić, ze kolejny artykuł został przyjety do druku, ale nie oznacza to pochylenia głowy nad nieskończonym dziełem.
                                                    Odnosze wrazenie, ze Habilitantowi doskwiera nie tylko histeria, ale i cierpi na syndorm oblęzonej twierdzy, w której się broni przed wrażą CK. Zapomniał o zasadzie: audiatur et altera pars? Nie bierze pod uwage mozliwych racji CK? Ja chociaż próbuję zgadnąc, jakie to moga byc racje, bo że CK and co wymyslili kiepskie przepisy, aby mi personalnie zaszkodzić, w to jednak nie uwierzę...
                                                  • dala.tata Re: opublikowany i wydany to nie wszystko 16.08.12, 11:05
                                                    'in press' to nie to samo co 'accepted', to po pierwsze. Po drugie, CK w ogole sie nad tym nie zastanawia, uznajac, ze opublikowana musi byc rozprawa (osiagniecie) - to nam juz wyjasnil habilitant.

                                                    Co do produktu finalnego, to jestes pewna, ze DOI daje nam juz produkt finalny. jeden z ostatnich moich tekstow przyjetych do druku, zmieniany byl jeszcze po nadaniu DOI, bo korekta zawalila. To to jest produkt finalny czy nie? co wiecej, mam tekst, ktory wisial na stornach internetowych, ale rowniez przez blad czasopisma, trzeba bylo zmieniac. Juz po 'opublikowaniu'. To gdzie jest ten produkt finalny? wiesz, erraty i sprostowania w czasopismach drukowanych tez nie sa czyms nieznanym.

                                                    a co do tej pieknej zasady o wysluchaniu drugiej strony, to moze warto by ja przede wszystkim podsunac Centralnej Komisji.
                                                  • dala.tata Re: opublikowany i wydany to nie wszystko 16.08.12, 11:15
                                                    i jeszcze to. tak ogolnie, to jestem dosc przekonany, ze nie warto kruszyc kopii o jeden tekst. taki tekst niczego nie zmieni.

                                                    Mnie jednak drazni ten patologiczny brak zaufania (nie ma DOI to nie istnieje) polaczony z rownie patologicznym zadeciem (nie opublikowany to bez wkladu). Wiekszosc ksiazek, na podstawie ktorych, habilitauja sie polscy humanisci, nie ma zadnego wkladu w zadna dyscypline. Wykluczanie (przynajmniej implicytne) z dorobku tekstow, jak napisal habilitant, za 32 pkt, bo sa 'dopiero' przyjete do druku jest dla mnie absurdalne, szczegolnie ze takie teksty w konktekscie polskich habilitacji sa raczej rzadkoscia, rowniez poza szeroka humanistyka, gdzie, jak sie wydaje, nasz habilitant siedzi.
                                                  • habilitant2012 Re: opublikowany i wydany to nie wszystko 16.08.12, 12:10
                                                    Hmmmm, znów histeria? Nie może być coś innego? Jakaś paranoja chociaż? Ja jednak wątpię, że jestem histeryczny w tym, co mówię. Nie sądzę też, bym się bronił przed czymkolwiek. Ja po prostu chciałbym, by CK przestała kreować rzeczywistość w oderwaniu od rzeczywistości reszty nauki na świecie.

                                                    Centralna Komisja ustala reguły głównie wg własnego widzimisię. Nie ma sensownych argumentów za przyjęciem, że artykuł z DOI jest już tą 'finalną' wersją, jak już tu napisano. Podobnie jak nie ma sensownych argumentów za ustalaniem procentowych wkładów w artykuły, ujednolicania autoreferatu, ujednolicania innych formularzy. Jest to radosna twórczość Państwa CK, którzy najwyraźniej nie mają, co robić.

                                                    I na koniec: podejrzewam, że Państwo z CK w swej większości mogą nie rozumieć, co to znaczy mieć tekst 'przyjęty do druku', tak jak najwyraźniej nie rozumiesz tego ty, kramko, myląc 'in press' z przyjętym do druku. Jak już napisalem wcześniej, to dwie różne rzeczy. Podejrzewam, ale tylko podejrzewam, a i pewnie jestem okrutny, że wpisujesz się nieźle w środowisko luminarzy z CK.
                                                  • kramka1 Re: opublikowany i wydany to nie wszystko 16.08.12, 13:10
                                                    "Hmmmm, znów histeria?"
                                                    No dobra, moze nie histeria,nazwij to jak chcesz-histeria była wzieta z Twojego starego wpisu.

                                                    "Ja po prostu chciałbym, by CK przestała kreować rzeczywistość w oderwaniu od rzeczywistości reszty nauki na świecie. Centralna Komisja ustala reguły głównie wg własnego widzimisię."
                                                    Fakt, świeta racja.

                                                    "I na koniec: podejrzewam, że Państwo z CK w swej większości mogą nie rozumieć, co to znaczy mieć tekst 'przyjęty do druku', tak jak najwyraźniej nie rozumiesz tego ty, kramko, myląc 'in press' z przyjętym do druku. Jak już napisalem wcześniej, to dwie różne rzeczy."
                                                    Habilitancie, w swoim myleniu podązam za wytycznymi "mojego" 32-punktowego czasopisma, ktore każe cytować artykuły wysłane jako in preparation (ale bez wpisywania ich do references), artykuły przyjete do druku jako in press, a te już z doi jako normalne artykuły, tj, z podaniem numeru doi. Obie te kategorie, in press i z doi, oczywiscie są wpisywane do references. Ale moze redakcja sie myli... W koncu co tacy Angole moga wiedzieć... ;))

                                                    "Podejrzewam, ale tylko podejrzewam, a i pewnie jestem okrutny, że wpisujesz się nieźle w środowisko luminarzy z CK". Może i dobrze, Hab., że nie robisz w policji lucz w sportach strzelniczych, lecz jedynie w nauce. Bo celność podejrzeń masz ujemną.

                                                  • habilitant2012 Re: opublikowany i wydany to nie wszystko 16.08.12, 13:49
                                                    Nie wiem, co Angole mogą wiedzieć. Wiem, że cytuję i widuję artykuły referencjach (przyznaję - bardzo rzadko - podejrzewam, że w czasie procesu publikacyjnego artykuły takie stają się 'in press') , które są 'accepted'. Jednak ważnie nie jest to, jak to cytujemy, ale ważne jest to, czy takie artykuły 'liczą się do dorobku'. Jest dla mnie oczywiste, że one się do dorobku liczą, cokolwiek miałoby to znaczyć. Wyłączając je z dorobku, jak i z 'osiągnięcia', CK idzie wbrew praktykom profesjonalnym na świecie. Po co? Z jednej strony myślę, że idzie o zadęcie, z drugiej myślę, że idzie o ignorancję.

                                                    Nawiasem mówiąc, zaglądnąłem do prezydium CK. Powiedzmy, że się raczej utwierdziłem w moich przekonaniach - to jest bardzo zróżnicowana grupa :-)
                                    • habilitant2012 Re: Śpiesz sie powoli ;) 14.08.12, 10:37
                                      Chcę być gotowy na po wakacjach. Marzę o tym, żeby mieć to za soba. I zajmować się ciekawszymi rzeczami. A czeka mnie wiele rzeczy, których nie robię, bo się zajmuję postępowaniem. No i skoro już idę w tym kierunku, równie dobrze mogę iść szybkim krokiem. Tak więc gna mnie głównie chęć pozbycia się tego. Chciałbym przestać o tym myśleć.
    • dala.tata Re: Blog Habilitanta 29.08.12, 16:01
      Kramki nie ma, wiec postanowilem sam zwrocic uwage na ostatni wpis habilitanta.

      Mysle, ze to bardzo ciekawa diagnoza problemow habilitacji w Polsce. Roznice miedzy nami recenzentami (czy rzeczywistymi, czy tylko z prawem recenzowania) sa wrecz dramatyczne. Chyba zreszta nie docenialem tych roznic. To z kolei przeciez podwaza system.

      Mysle, ze habilitant jest optymistyczny, myslac, ze system jest naprawwialny. Ja osobiscie, jak napisalem juz pare dni temu, coraz bardziej widze bezsenswonosc habilitacji.
      • charioteer1 Re: Blog Habilitanta 29.08.12, 21:40
        Dala, to samo mowie od lat. Nawet nie wiem, co do tego dodac, by bylo do zaakceptowania nawet na poetyke forum. Words fail me.
        • dala.tata Re: Blog Habilitanta 29.08.12, 21:47
          Wiem i ja sie przez dlugi czas nie zgadzalem z toba gwaltownie. zetkniecie z rzeczywistoscia jest jednak strasznie bolesne. Mam jeszcze nadzieje, ze nowa procedura odniesie jakis skutek. obawiam sie jednak, ze to sa plonne nadzieje.

          charioteer1 napisał:

          > Dala, to samo mowie od lat. Nawet nie wiem, co do tego dodac, by bylo do zaakce
          > ptowania nawet na poetyke forum. Words fail me.
          >
          • adept44_ltd Re: Blog Habilitanta 29.08.12, 21:53
            no tak, ale wyobrażacie sobie w obecnym momencie zniesienie habilitacji??? tak praktycznie, konsekwencje... w tym wielkim bajzlu...???
            • dala.tata Re: Blog Habilitanta 29.08.12, 22:04
              No ro jest wlasnie ten problem. Ze niespecjalnie sobie to wyobrazam. Bo ja mysle, ze rzeczywistosc, ktora sie stworzy nie snila sie nawet najbardziej pijanym filozofom.

              adept44_ltd napisał:

              > no tak, ale wyobrażacie sobie w obecnym momencie zniesienie habilitacji??? tak
              > praktycznie, konsekwencje... w tym wielkim bajzlu...???
              • adept44_ltd Re: Blog Habilitanta 29.08.12, 22:19
                dala.tata napisał:

                > No ro jest wlasnie ten problem. Ze niespecjalnie sobie to wyobrazam. Bo ja mysl
                > e, ze rzeczywistosc, ktora sie stworzy nie snila sie nawet najbardziej pijanym
                > filozofom.


                a ci, którzy po trzeźwemu domyślają się, co będzie, szybko idą się upić...
                > adept44_ltd napisał:
                >
                > > no tak, ale wyobrażacie sobie w obecnym momencie zniesienie habilitacji??
                > ? tak
                > > praktycznie, konsekwencje... w tym wielkim bajzlu...???
                >
                >
                • dala.tata Re: Blog Habilitanta 29.08.12, 22:23
                  Niestety mozesz miec racje!
              • charioteer1 Re: Blog Habilitanta 30.08.12, 00:13
                Mysle, ze ta rzeczywistosc, ktora jest, jest na tyle paskudna, ze niewiele to zmieni.
        • adept44_ltd Re: Blog Habilitanta 29.08.12, 21:52
          jak to co? jakąś wiązankę soczystych przekleństw i nikt nie podskoczy... :)
      • fajnytoster Re: Blog Habilitanta 29.08.12, 22:34
        > Mysle, ze to bardzo ciekawa diagnoza problemow habilitacji w Polsce. Roznice mi
        > edzy nami recenzentami (czy rzeczywistymi, czy tylko z prawem recenzowania) sa
        > wrecz dramatyczne. Chyba zreszta nie docenialem tych roznic. To z kolei przecie
        > z podwaza system.
        >

        Tak, tylko wpis habilitanta nie jest podważeniem idei habilitacji w ogóle, ale tego w jaki sposób zostały skonstruowane kryteria oceny. I znowu wracamy do tego cholernego "znaczącego wkładu", który jest tak pustym frazesem, że każdy sobie go interpretuje tak jak chce.
        Konkluzja: ustawa jest badziewna i niechlujna, ale o tym była mowa już wiele razy. Chociaż może i warto powtórzyć to jeszcze raz.
        • habilitant2012 Re: Blog Habilitanta 29.08.12, 22:56
          To prawda. Mój wpis nie miał podważać habilitacji i to nie tylko dlatego, że alternatywa jest gorsza (ale to jest kwestia na inny post). Chciałem pokazać, ze procedura nie działa. Po części dlatego, że kryteria są źle sformułowane, po części dlatego, że recenzenci mają dramatycznie różnie wizje nauki, naukowości czy jakości. Można by wręcz mówić o różnych kulturach naukowych. Z takiej mieszanki nie da się zrobic niczego spójnego.

          Niestety, nie potrafię zaoferować innego rozwiązania poza zawężaniem grupy recenzentów do ludzi, jak wymaga tego ustawa, o rzeczywstym, uznanym dorobku naukowym oraz wyraźnymi opisami czego oczekuje się od recenzentów.
          • charioteer1 Re: Blog Habilitanta 30.08.12, 00:19
            habilitant2012 napisał:

            > Niestety, nie potrafię zaoferować innego rozwiązania poza zawężaniem grupy rece
            > nzentów do ludzi, jak wymaga tego ustawa, o rzeczywstym, uznanym dorobku naukow
            > ym

            W niektorych dyscyplinach liczba potencjalnych recenzentow spadlaby tak drastycznie, ze utrudniloby to przeprowadzanie jakichkolwiek przewodow. Poza tym uznany dorobek czasami nie jest rownoznaczny z rownie wysokim poziomem profesjonalizmu i standardow etycznych.
            • dala.tata Re: Blog Habilitanta 30.08.12, 11:30
              Niestety, chario, masz racje. Szczegolnie w szerokiej humanistyce taki postulat moglby byc problemem. Jednak przy pewnych przesunieciach marginesow to mogloby zadzialac. Mozna by zreszta wprowadzic instytucje superrecenzenta. Ja od dluzszego czasu mowie, ze przewody habilitacyjne powinny byc poddane znacznie ostrzejszej kontroli.

              Realistycznie, szanse sa, ze habilitacja nie zniknie, wiec trzeba pracowac nad tym, by ja usprawnic. Nowa procedura niestety nie dziala, na razie przynajmniej, tak dobrze, jak sie ja przynajmniej spodziewalem. Choc pewnie warto jeszcze poczekac przed ostatecznymi konkluzjami.
              • charioteer1 Re: Blog Habilitanta 30.08.12, 13:46
                Instytucja superrecenzenta mialaby sens, gdyby jego zadaniem bylo wylacznie kontrolowanie recenzji pod katem ich zgodnosci z ustawa i z wytycznymi zawartymi w rozporzadzeniu. Obawiam sie, ze w praktyce jednak superrecenzent bylby po prostu czwartym recenzentem. Czyli na razie masz trzech, z ktorych kazdy ocenia wedlug sobie znanych kryteriow - jeden mowi, ze w dorobku nie ma nic miedzynarodowego, wiec niech habilitant spada na drzewo, drugi mowi, ze miedzynarodowe nie moze byc, bo sie nie da i juz, ale habilitant ma sie i tak gonic, a zdaniem trzeciego habilitant jest wybitnym i cenionym autorytetem w swojej dziedzinie. Spoko, dodasz do tego czwartego, to jeszcze co innego wymysli. A naprawde uwalili go dzieki sztywnemu trzymaniu sie dosc specyficznej interpretacji ustawy przez CK. Ustawa mowi, ze habilitant ma miec osiagniecia, a CK i recenzenci na to, dobra, to oceniamy jedno osiagniecie, ktore ma byc super, hiper i w ogole ekstra, a pozostale mozemy sobie olac, bo przeciez liczy sie tylko to, ktore habilitant uznal za najwazniejsze. Sam se uznal, to jego wina, jak zle wybral. A ze habilitant w autoreferacie wyraznie opisuje cztery rozne kierunki badan? No to co? Przeciez CK wyraznie mowi, ze ma byc jedno osiagniecie, bo inaczej habilitant by sie przemeczyl.
          • spokojny.zenek Re: Blog Habilitanta 30.08.12, 09:10
            Realizacja Twojej propozycji bardzo ucieszyłaby tak zwanych gerontów. W każdym razie realizacja pierwszej części.
            • dala.tata Re: Blog Habilitanta 30.08.12, 11:36
              Taaaa. Szczegolnie tych bez cienia dorobku miedzynarodowego. Oni szczegolnie sie uciesza. Sa jeszcze ci z dorobkiem w pokonferencyjniakach i ksiegach pamiatkowych. Oni oodskocza z radosci.

              Ale tak, rzeczywiscie, ustalenie, kto ma uznany dorobek naukowy, sadzac po wczesniejszych dyskusjach, szczegolnie w prawie,mogloby byc niebezpieczne. Moglibysmy umrzec ze smiechu.


              spokojny.zenek napisał:

              > Realizacja Twojej propozycji bardzo ucieszyłaby tak zwanych gerontów. W każdym
              > razie realizacja pierwszej części.
              • spokojny.zenek Re: Blog Habilitanta 30.08.12, 15:40
                dala.tata napisał:

                > Taaaa. Szczegolnie tych bez cienia dorobku miedzynarodowego.

                Podobno takich jest większość. A co, już nie? To też się już zdążyło zmienić???

                • ford.ka Re: Blog Habilitanta 30.08.12, 15:47
                  To się nazywa ironia, Zenku.
                  • spokojny.zenek Re: Blog Habilitanta 30.08.12, 16:20
                    Tak, wiem jak się nazywa użyty przez mnie środek :-))
                    • adept44_ltd Re: Blog Habilitanta 30.08.12, 17:33
                      nasenny?
                • dala.tata Re: Blog Habilitanta 30.08.12, 16:14
                  Zenek, dla ciebie zaczne pisac: uwaga, pisze ironicznie. Bedzie ci latwiej odbierac to, co napisane.

                  spokojny.zenek napisał:

                  > dala.tata napisał:
                  >
                  > > Taaaa. Szczegolnie tych bez cienia dorobku miedzynarodowego.
                  >
                  > Podobno takich jest większość. A co, już nie? To też się już zdążyło zmienić???
                  >
                  >
      • detektor01 Re: Blog Habilitanta 30.08.12, 13:34
        W celu ograniczenia patologii proponuję na początek trzy posunięcia:
        1. likwidujemy habilitację (główne zło w polskiej nauce)
        2. profesor staje się wyłącznie stanowiskiem, a nie zabezpieczeniem na starość (do tego służy wypracowana emerytura)
        3. likwidujemy studia doktoranckie (doktorantów przyjmuje się tylko wtedy gdy jest coś konkretnego do zrobienia i są na to pieniądze)
        To co się będzie działo na pewno nie będzie gorsze od tego co jest teraz.
        • kramka1 pytanie techniczne 07.09.12, 11:35
          Habilitancie, mam takie oto pytanie natury technicznej. Od października biore sie za pisanie własnego autoreferatu i jeszcze nie wiem, wedle jakiej koncepcji go pisać. Stąd mam pytanie, wedle jakiej opcji jest Twój autoreferat. Czy literalnie relacjonujesz wyniki prac habilitacyjnych czy tez snujesz rozważania wokół tych wyników, prowadząc cos w rodzaju intelektualnej dyskusji podpartej uzyskanymi wynikami? W opublikowanych autoreferatach z mojej działki zauważam obie metody i właściwie nie wiem, co byłoby bardziej opłacalne (czytaj: bardziej spodoba sie recenzentom, bo nie wczytywałam sie jak dotąd w treści nielicznych opublikowanych recenzji).
          • kramka1 ostatnia prosta 11.09.12, 11:41
            Drobny cytat:
            "Zaproponowałem, żeby się zaczęła przygotowywać do tego, że już niedługo rzucę jej wszystko na biurko i błagalnym tonem oświadczę, że chciałbym złożyć wniosek. Koleżanka będzie się więc teraz zapoznawać, a w rezultacie pomoże mi w skompletowaniu wszystkiego."
            Czy ja czegos przypadkiem nie wiem? Bo mnie się dotąd wydawało, ze nowa procedura wnioskowania do CK zakłada a prori samodzielność habilitanta w kwestii obrotu papierkami. A tu proszę: "koleżanka", nie mówiąc o wspominanej wczesniej ukochanej, której pomoc okazała się tak przydatna na poprzednim etapie. No a jak ktos nie ma ukochanej, chocby z uwagi na płeć i inne niz do kobiet preferencje seksualne? Ma zaprzegac ukochanego lub nie daj Boże męża? Zaczynam sie bać tego niedoboru koleżanek i ukochanych...

            Przy okazji, Habilitancie, pytanie techniczne było zbyt techniczne? ;)))
            • ford.ka Re: ostatnia prosta 11.09.12, 13:10
              Nie, habilitacji nie dostaje się za sprawność zucha-biurokraty ;)
              Najwyraźniej nie spotkałaś jeszcze odpowiedniej kobiety!
            • habilitant2012 Re: ostatnia prosta 11.09.12, 13:19
              Zgadzam się z fordem.ka. Habiltacja to samodzielność naukowa, a nie samodzielność administracyjno-biurokratyczna.

              Dam przykład: przeczytałem ustawę, rozporządzenia, wydawało mi się, że dokładnie. Okazało się, że umknęła mi konieczność tłumaczenia na angielski. Koleżanka administratorka, która zajmuje się przewodami, zwróciłaby mi na to uwagę. To zresztą należy do jej obowiązków - nie proszę tu o przysługę. Podobnie, choć z przysługą, jest z formularzem - nie sądzę, by recenzentów interesowało, że to nie ja przygotowałem formularz dorobkowy, a moja partnerka. Podobnie jak chyba nikogo nie będzie interesować, kto zrobi fotokopię wszystkich papierków.

              Bardzo możliwe jednak, że każdy habilitant/ka powinien mieć swą/swego ukochaną/ego :-)

              • kramka1 Re: ostatnia prosta 11.09.12, 13:47
                No tak, ale co ma zrobic osoba aplikująca do innej rady? Teoretycznie, pani z własnej instytucji nic do takiej habilitacji i pomoc habilitantowi to chyba kwestia uczynnosci i grzecznosci niz jej słuzbowy obowiązek...
                A co do ukochanej/ego, no to problem widze zasadniczy... Jakos przed ślubem ci wszyscy na "u" są bardziej uczynni niz po zamianie statusu na "ś". ;))
                • habilitant2012 Re: ostatnia prosta 11.09.12, 13:59
                  Widzę problem z pania z administracji i niestety, nie potrafie nań znaleźć dobrej rady. Co do problemu z 'u' i 'ś', rozumiem, ale się na ten temat wypowiadać nie będę. :-)

                  kramka1 napisała:

                  > No tak, ale co ma zrobic osoba aplikująca do innej rady? Teoretycznie, pani z w
                  > łasnej instytucji nic do takiej habilitacji i pomoc habilitantowi to chyba kwes
                  > tia uczynnosci i grzecznosci niz jej słuzbowy obowiązek...
                  > A co do ukochanej/ego, no to problem widze zasadniczy... Jakos przed ślubem ci
                  > wszyscy na "u" są bardziej uczynni niz po zamianie statusu na "ś". ;))
                  >
                • ford.ka Re: ostatnia prosta 11.09.12, 14:04
                  Rozwiązanie które wręcz samo się narzuca to związki jednopłciowe. Państwo i Kościół wspólnymi siłami robią wszystko co w ich mocy, żeby do przejścia z "u" do "ś" nie doszło nigdy ;)
          • habilitant2012 Re: pytanie techniczne 11.09.12, 13:10
            Przepraszam, nie zauważyłem tego pytania. Otóż staram się pokazywać 'wkład', ale idę okrężną ścieżką, w myśl zasady Panu Bogu świeczkę.....A więc relacjonuję wyniki (tak chyba pisze większość), ale staram się też wskazać, że ona mają jakieś znaczenie w dyscyplinie.

            Stwierdziłem, że nowatorstwo w tej sprawie nie opłaca się. I go with the flow....
    • charioteer1 Metr i chusta 14.09.12, 01:35
      habilitant2012.blox.pl/2012/09/Metr-i-chusta.html
      Pchchch... Habilitant dalej pisze... Czlowieku, mnie tyle czasu porownywalnie zajelo napisanie ksiazki, co tobie zabawa z autoreferatem. Jak to zrobisz na kolanie, to i tak nikt sie nie kapnie... To naprawde jest malo wazne w tej calej zabawie. Jeszcze wszystko przed toba. Wymiekasz w przedbiegach.
      • adept44_ltd Re: Metr i chusta 14.09.12, 08:12
        powieść psychologiczna w odcinkach... młodopolska...
        • habilitant2012 Re: Metr i chusta 14.09.12, 10:17
          No to właśnie o to idzie w tym blogu. Ja nie piszę go po to, żeby pokazać dzielnego habilitanta, który w 3 dni ma wszystko gotowe, nie ma cienia wątpliwości i w stachanowskim pędzie prze do przodu, ku habilitacji i świetlanej przyszłości. Ten blog, choć publiczny, jest przede wszystkim zapisem moich doświadczeń. I Ty oczywiście masz prawo mieć zdanie jakie tylko chcesz na jego temat (również takie, że to miauczenie i 'powieść psychologiczna), ja jednak nie piszę po to, żeby kogoś, w tym Ciebie adepcie, zadowolić.

          Co więcej, jestem dość przekonany, że moje, nazwijmy to, rozterki, frustracje, czy zniechęcenie procesem nie są wyjątkowe. I racze myślę, że są typowe, tylko że ci, którzy są po wszystkim już ich nie pamiętają (nie musieli też dokumentacji przygotować w 2 językach). Te wszystkie negatywne emocje nie wynikają z tego, że muszę zrobić habilitację (przyjmuję to jako część pracy), ale z tego, że marnuję ogromną część czasu na wypełnianie durnych formularzy w dwu językach, które do kitu są komukolwiek potrzebne. A tak się składa, że na dysku leży kilka pilnych artykułów, które muszę skończyć wczoraj, a nie kończę, bo tłumaczę pieprzony autoreferat. I tak, moja frustracja zaczyna osiągać stany wysokie.

          Wszystkim tym, którzy potrafią nie być sfrustrowani, zazdroszczę szczerze.


          adept44_ltd napisał:

          > powieść psychologiczna w odcinkach... młodopolska...
          • charioteer1 Re: Metr i chusta 14.09.12, 11:04
            habilitant2012 napisał:

            > I racze myślę, że są typowe, tylko
            > że ci, którzy są po wszystkim już ich nie pamiętają (nie musieli też dokumentac
            > ji przygotować w 2 językach).

            Skad wiesz? Zauwaz, ze ludzie, ktorzy sa po, na ogol nie chca o tym mowic. Wyjatkiem na forum jest dala, ktory nie pracuje w PL, wiec co mu za roznica?

            > Te wszystkie negatywne emocje nie wynikają z tego
            > , że muszę zrobić habilitację (przyjmuję to jako część pracy), ale z tego, że m
            > arnuję ogromną część czasu na wypełnianie durnych formularzy w dwu językach, kt
            > óre do kitu są komukolwiek potrzebne. A tak się składa, że na dysku leży kilka
            > pilnych artykułów, które muszę skończyć wczoraj, a nie kończę, bo tłumaczę piep
            > rzony autoreferat. I tak, moja frustracja zaczyna osiągać stany wysokie.

            Koncz ten pieprzony autoreferat i bierz sie za artykuly, bo lepiej juz nie bedzie do konca procedury, a byc moze i jeszcze dluzej.
            • dala.tata Re: Metr i chusta 14.09.12, 12:00
              a jak myslisz chario, dlaczego nie chca mowic? Poza adeptem, ktory mial to szczescie i mial habilitacje na Polach Elizejskich, gdzie popijajac ambrozje dyskutowal o rzeczach waznych, bardzo waznych i kluczowych.

              Nie wiem jak dla ciebie, dla mnie kazde postepowanie awansowe jest stresujace. nawet gdy wysylam cv i pisze list, to jest to jakos stresujace. tyle ze napisanie takiego listu zajmuej mi dwa dni i nie jest w dwu jezykach, z formularzem, ktory jest niejasny, sprzeczny itd. Nowa procedura, ktorej przygladam sie uwaznie z roznych wzgledow, wprowadzila biurokratyczna zapore, ktora zamiast pomagac, powoduje dosc oczywsita dla mnie frustracje.
              • charioteer1 Re: Metr i chusta 14.09.12, 12:25
                Powod jest bardzo prozaiczny. Zdradzenie najpikantniejszych elementow procedury oznacza, ze dla osob ze srodowiska natychmiast rozpoznawalny bedzie habilitant i wszystkie osoby z dana sytuacja zwiazane. Rozterki habilitanta nad formularzem natychmiast z niejakim rozrzewnieniem przypomnialy mi podobna sytuacje z mojego wlasnego przewodu, ktorej po namysle jednak nie opisze. Tez chodzilo o papierki, choc nie byl to typowy element procedury :)
                • habilitant2012 Re: Metr i chusta 14.09.12, 12:28
                  I właśnie dlatego napisałem, że nie sądzę bym był unikalny w swych frustracjach.

                  A prof. dala.tacie dziękuję za wsparcie!
              • pfg Re: Metr i chusta 14.09.12, 13:02
                dala.tata napisał:

                > na Polach Elizejskich, gdzie popijajac ambrozje

                W kwestii formalnej: Ambrozję się jadło, popijając nektarem.
                • dala.tata Re: Metr i chusta 14.09.12, 13:04
                  Obawiam sie, ze to nie takie proste, pfg!

                  Tekst linka

                  pfg napisał:

                  > dala.tata napisał:
                  >
                  > > na Polach Elizejskich, gdzie popijajac ambrozje
                  >
                  > W kwestii formalnej: Ambrozję się jadło, popijając nektarem.
              • adept44_ltd Re: Metr i chusta 14.09.12, 15:19
                Dala, Pola Elizejskie to nie ta procedura awansowa ;-)
      • fajnytoster Re: Metr i chusta 14.09.12, 08:34
        gugiel tanslejt i odhaczone ;)
        • habilitant2012 Re: Metr i chusta 14.09.12, 10:18
          Niestety, tak jak napisałem na blogu, myślę, że to nie jest opcja.

          fajnytoster napisał:

          > gugiel tanslejt i odhaczone ;)
      • habilitant2012 Re: Metr i chusta 14.09.12, 10:03
        No cóż, pozostaje mi zaakceptować, że albo nie jestem w stanie nigdy przenigdy dorównać Ci w szybkości pisania i podzielności uwagi, albo mam na tyle dużo rzeczy do zrobienia, że nie jestem w stanie skupić się na autoreferacie. Innymi słowy, moje życie zawodowe nie uległo zawieszeniu, bo 'robię habilitację'. Wszelkie moje zobowiązania, umowy, obietnice nadal obowiązują. Mogę Ci tylko zazdrościć, że Ty potrafiłaś nie tylko robić badania i publikować w międzynarodowych czasopismach, ale na dodatek pisać autoreferat, zbierać oświadczenia, wypełniać formularze itd. Ja niestety nie potrafię, szczególnie, że od czasu do czasu lubię też poleniuchować. I w ciągu ostatnich 3 miesięcy, w których piszę to cholerstwo, udało mi się usiąść do autoreferatu ze 3-4 razy na pół dnia. Miałem też świadomość, że składanie papierów w wakacje nie ma żadnego sensu.

        A zatem chylę głowy przed charioteer - nigdy Ci nie dorównam i, rzecz jasna, bardzo bolesne jest uświadomienie sobie tego.
        • charioteer1 Re: Metr i chusta 14.09.12, 11:13
          Odliczanie zacznie sie po zlozeniu dokumentow i wtedy juz na pewno tych artykulow nie skonczysz. Zycze ci, zeby wszystko zamknelo sie w ustawowym terminie, ale moze byc inaczej. Przygotowanie dokumentow to najprzyjemniejsza czesc calego procesu, wiec przestan sie uzalac nad soba, bo wszystko jeszcze przed toba.
          • habilitant2012 Re: Metr i chusta 14.09.12, 12:12
            Nie sądzę, bym użalał się nad sobą. Po prostu zapisuję sobie również moje frustracje, których jest pełno. Mój blog nie jest i nie ma być lukrowaną wersją 'robienia habilitacji'. Jak już napisałem, to jest przede wszystkim mój zapis, do którego sam chcę wracać.

            Podejrzewam, że większość habilitantów trzyma po prostu język zębami. Warto jednak wspomnieć twój pos sprzed paru miesięcych, w którym opisujesz totalną frustrację ludzi na końcu procesu habilitacyjnego. Mnie akurat to ominęło, bo mnie nadal kręcą badania, bo mam porządny, jak sądzę, dorobek. Ja się wkurzam przy dokumentach. Nie dość, że zajmują mi za dużo czasu, to na dodatek muszą być w 2 wersjach. I myślę, że to nie jest strasznie niezwykłe.
            • kramka1 Re: Metr i chusta 14.09.12, 13:12
              Całkowicie rozumiem Habilitanta. I podobnie jak on, piszę do bólu długo, cokolwiek by to było. Dwa tygodnie na abstrakt konferencyjny, 2+ miesiące na pierwszy roboczy tekst artykułu po polsku i tak dalej. Z kompleksów w tym względzie wyleczył mnie artykuł w jakiejś gazecie, gdzie opisano, jak pisali swoje książki wielcy pisarze. Jedni bez skreśleń i w tempie ekspresowym, inni po jednym zdaniu dziennie i to był sukces, bo bywały dni bez tegoż zdania.
              Co do reszty, tez się stresuję, a dokładniej, będę stresować jesienią, gdy siądę do autoreferatu. I na pewno stres jest tu uzasadniony, bo w przeciwieństwie do artykułu, który można poprawiać aż do końcowego wydawniczego pdf-u, i można słać w setki miejsc, jak odrzucą, tu jest wóz albo przewóz.
              • dala.tata Re: Metr i chusta 14.09.12, 13:18
                dokladnie tak. woz, albo przewoz. stwka jest wysoka, na dodatek teraz bardzo publiczna.

                kramka1 napisała:

                > o artykułu, który można poprawiać aż do końcowego wydawniczego pdf-u, i można
                > słać w setki miejsc, jak odrzucą, tu jest wóz albo przewóz.
              • whiteskies Re: Metr i chusta 15.09.12, 15:52
                Ja sobie numeruje wersje... Nie zdarzylo mi sie wyslac do czasopisma wczesniejszej niz 20 wersji tekstu, typowo ok. 30tej, czasem wiecej... Napisanie dostatecznie dobrej wersji zeby wyslac trwa u mnie co najmniej pol roku, czesto dluzej...
                • poziomkazajac 30 wersja 16.09.12, 10:15
                  rozbawiłeś mnie tą 30 wersją
                  jeden 40 wersję ma po jednym dniu pisania
                  drugi 2 wersję ma po 2 ogólnoświatowej konferencji na której prezentował artykuł, nie zmienia numeracji wersji po drobiazgach typu referowanie na katedrze, krajowych konferencjach, instytutach, proszonych prezentacjach...
                  Co dokładnie definiujesz jako 2 wersja po tym gdy zdecydujesz, że nie jest to już 1 wersja?
                  • whiteskies Re: 30 wersja 16.09.12, 11:30
                    Wersję definiuje jako tekst po przeczytaniu całości i naniesieniu poprawek - w przeliczeniu na godziny jakieś 5-8 godzin pracy. W roku wypuszczam średnio 1 artykuł naukowy napisany przez siebie (male kilkaset godzin pisania), w trakcie powstają rożne mutacje (najczęściej extended abstracts - 2-10 stron - konferencyjniaki). Jestem tez współautorem (kilkadziesiąt godzin pisania na tekst) 1-3 artykułów rocznie. Tam inni są pierwszymi autorami a często piszą szybciej ode mnie. Efekty? Publikuję artykuły w zasadzie wyłącznie w dobrych czasopismach o rozsądnym IF. Inna sprawa że długo trwało zanim do tego doszedłem, to o czym piszę to ostatnie 6 lat. Pierwsze prawdziwe publikacje w dobrym czasopiśmie o zasięgu międzynarodowym miałem 23 lata temu...
                    • charioteer1 Re: 30 wersja 16.09.12, 11:49
                      Mnie dziwi, ze zapisujesz tyle wersji. Przy 10. wersji tego samego nie pamietam, co bylo we wczesniejszych i gdzie czego szukac, wiec o ile nie sa to jakies gruntowne zmiany, zwykle starszej wersji nie zapisuje.
                      • whiteskies Re: 30 wersja 16.09.12, 15:48
                        Ja jednak zapisuję. Sporo np. zależy od wykresów i rysunków, pod tym względem (także opisów) jestem bardzo pedantyczny. Nie ma problemu gdy rysunki i analizy są standardowe, ale ja zawsze staram się przeprowadzić kilka analiz danych i wybrać do opisu te najwłaściwsze a nie najpowszechniej stosowane. Często kończy się to tym, że tekst trzeba odpowiednio zmienić i szerzej udokumentować. Myślę ze sporo z tego działania wynika z faktu ze pracuję w Polsce mając do dyspozycji nieporównanie mniejsze zasoby laboratoryjne i sprzętowe niż konkurencja. Żeby być na rynku i liczyć się w branży muszę robić rzeczy niestandardowe, albo metodologicznie albo z pogranicza dyscyplin.To wymaga opisania wyników tak żeby dla robiących rzeczy standardowe były strawne...
                        • charioteer1 Re: 30 wersja 16.09.12, 16:59
                          Ech, to wiele wyjasnia. Ja mam straszne zawiechy przed napisaniem czegokolwiek. Jak juz wiem, jak to pokazac, to jakos idzie. Moze skorzystam z pomyslu z alternatywnymi analizami :)
    • charioteer1 Knucie na ostatniej prostej 18.09.12, 18:55
      Ufff, i tak trzymac!
    • dala.tata Bizarre 20.09.12, 10:20
      tu wpis Bizarre, z ktorym raczej sie nie zgadzam. To, co jest nie do wiary, to to, ze polska nauka jest kontekstem, w ktorym w rzeczywistosci raczej (i podkreslam to 'raczej') trzeba tego wymagac.

      Nie mam zreszta wielu watpliwosci, ze te oswiadczenia to jest jedna wielka sciema i umawianie sie, jak zrobic, zeby 'bylo dobrze'. I jakis czas temu widzialem na forum wpis doktoranta, ktory sie zalil, ze kolega habilitant oczekuje drastycznego zafalszowania wkladu w pisanie - bo jemu to potrzebne do habilitacji. Zenujace, jednak, jak sadze, nie nietypowe.
      • kramka1 Finisz 24.09.12, 09:31
        Drobny cytat: "Zostanie już tylko kserowanie kilku artykułów, których nie mam w pdfie."
        Primo, pytanie techniczne: kserowanie czy raczej skanowanie?
        Secundo, a po co? dzwoniłam przed wakacjami do CK i bardzo uczynna pani z mojej działki tematycznej mi wyjasniła, ze własciwie to teksty artykulów przesyła się dopiero na prosbe recenzentów a nie od razu razem z wnioskiem. Ale ze jedni robia tak, a inni siak, czyli wysyłają razem z wnioskiem. Moim zdaniem lepiej byłoby wysłać, by recenzenci od razu i bez fatygi mieliby do wglądu tekstu nieosiąglane w internecie lub kodowane. Ale sama nie wiem, co jest powszechniejsza praktyką...
        W kazdym razie dowiedziałam sie, ze to co w papierze, musi byc na płytkach. Czyli skanowac, skanowac, skanowac.... ;))


        • habilitant2012 Re: Finisz 24.09.12, 10:16
          Po pierwsze primo, kserowanie.

          Po drugie primo, umówiłem się z koleżanką administratorką, że dostarczam wszystko, a ona wszystko od razu wręcza recenzentom i komisji. Z koleżanką administratorką się nie kłócę, tylko wykonuję polecenia.

          Co do czekania na prośby recenzentów, to mam wrytą w pamięci recenzję chyba jakiegoś matematyka, ale nie pamiętam, w którym recenzentka z duża irytacją pisze o tym, że nie dostała tekstów publikacji i musiała się fatygować do biblioteki. Recenzja, na pewno nie z tego powodu, jednak była negatywna.
          • kramka1 Re: Finisz 24.09.12, 12:53
            Rozumiem, nie ma jak kolezanki... ;) Ale co do reszty, pani z CK wyraźnie podkreslała w rozmowie ze mną, że to, co na papierze, musi być tez na płytce. Czyli mozesz dac, co Ci w duszy gra, kolezance, ale powinienieś tez dać skany publikacji na dwie plytki wysyłane do CK (rozumiem, ze ciągle mówimy o wysyłaniu wniosku do CK, a nie o dalszych etapach procedury, gdy wybrana rada naukowa zgodzi sie na procedowanie i zostana już wyznaczeni recenzenci). No chyba, ze Ty tak awansem to kserujesz.....
            • habilitant2012 Re: Finisz 24.09.12, 16:12
              Mówimy o 2 rzeczach. Jedna to wniosek, który wysyłam do CK, wszystko w papiórze i na dysku. Na tym dysku jednak publikacji nie będzie. Druga rzecz to to, że przygotowuję już też wszystko dla komisji (właściwie to dla koleżanki, która się zajmie powieleniem, drukowaniem i nie wiem, czym jeszcze), żeby już było i żebym mógł się już tym nie zajmować.

              Koleżankę proszę bez uśmieszków - to jest część jej obowiązków.
    • dala.tata Re: Blog Habilitanta 14.10.12, 18:37
      Omawialismy, omawialismy, a jak nam habilitant zawnioskowal, to olalismy. Gratuluje habilitantowi, a przy okazji zwracam uwage na jego Podsumowania. w linku wklejone pierwsze, sa jeszcze dwa nastepne.
      • charioteer1 Re: Blog Habilitanta 14.10.12, 19:23
        Nie olalismy. Ja mam o procedurach awansowych w PL tak zle zdanie, ze nie wiem wlasciwie co dodac.
        • kramka1 Dokumenty 23.10.12, 20:18
          Habilitant utyskuje na wymagalnośc oryginałow dokumentów, a przeciez to kolejny dowód na to, ze prawodawca ma nas za oszustów, którym za nic nie mozna uwierzyc na słowo. Zbieram teraz oświadczenia od wspólautorów i mnie to oczywiscie wkurza, ze muszę biednym ludziom zawracac głowe. Wszystko przez to, ze skoro faszynie zachciało sie habilitacji, to teraz ci bogu ducha winni wspolautorzy musza sie wysilac na pisanie i wysylanie mi tych kwitków. To samo ten oryginał dyplomu doktora. Bazy danych są mało wiarygodne? Widac tak, skoro nie wystarczą za dowód, ze Habilitant jest doktorem od czegos tam. Paranoja...
          • klisiewitz doktorat z zagranicy 23.10.12, 21:09
            habilitant może mieć doktorat z kraju w którym nie ma baz
            • kramka1 Dokumenty PS 28.10.12, 20:29
              Habilitant pisze: "Mam wrażenie, że dokumentacja, której oczekuje CK, jest dokumentacją 'na wszelki wypadek'. /../ Brak zaufania państwa, w tym wypadku CK, wobec obywateli jest wg mnie problemem państwa, a nie obywatela. I jeśli CK mi nie ufa, niech pisze do moich współautorów, czy rzeczywiście mają taki wkład w nasze teksty, jak podałem."

              Tak, to jest dokładnie taki przypadek: papierki na wszelki wypadek. Podobnie bywa w szpitalu: przerózne badania na wszelki wypadek, by miec przykrywke, ze sie wszystkiego dopilnowało. A że się dopilnowało głownie papierków, to już inna inszość.
              Ale czy to naprawdę problem państwa? To jest problem człowieka, któremu przyszło do głowy, ze moze by sobie zrobic tą habiliację. I zamiast robic ją z sensem, czyli spozywając swój czas na kolejną pracę naukową, musi ten czas przeznaczyc na zbieranie kwitków.
              No i generalnie, wymaganie takich kwitków to typowy przykład tego, o czym mówi prof. Czapliński: ze kapitał zaufania społecznego w PL jest wyjątkowo niski. No ale może, próbuję tu zrozumieć drugą strone, nie moze byc w omawianym przypadku wysoki, skoro z ostatnio cytowanej na forum recenzji jakiejs habilitacji wynikało, ze habilitant bez skrupułow dopuscił się czegos na kształt plagiatu lub autoplagiatu.Niestety, jak czytałam w forumowej dyskusji, tylko jeden z 3 recenzentów to zauważył. Czyli co, tam gdzie mozna, trzeba wymagac od habilitantów kwitków, a tam, gdzie nie można, trzeba liczyc na łut szczęscia lub przypadek, że którys z recenzentów cos zauwazy...
              • habilitant2012 Re: Dokumenty PS 29.10.12, 10:36
                Dlatego napisałem, że brak zaufania jest problemem państwa. To z kolei przysparza problemów habilitantom, którzy muszą zbierać oryginały kwitków nikomu do niczego niepotrzebnych. Jasne jest, że autoryzacja dokumentów jest w różnych konktestach czymś pożądanym, a nawet koniecznym. W tym wypadku nie ma to, wg mnie, większego sensu.
              • pfg Re: Dokumenty PS 29.10.12, 11:40
                kramka1 napisała:

                > Tak, to jest dokładnie taki przypadek: papierki na wszelki wypadek.

                Ale dokładnie tak jest w Polsce prawie na każdym styku państwo-obywatel. Obywatel ma udowodnić, że nie jest oszustem, przestępcą, że nie ma złych intencji, że nie działa w złej wierze itd. W dodatku to, niestety, nie jest cecha państwa, ale cecha Polaków. Proszę zwrócić uwagę, że po różnych skandalicznych wypadkach nagłaśnianych przez media, zawsze padają pytania gdzie była policja, kurator, sąd, nadzór, urząd itd. Na każdy problem odpowiedzią jest "więcej kontroli". W naszym społeczeństwie za większą szkodę niż to, że nadmiar kontroli, zaświadczeń, potwierdzeń utrudnia życie normalnym ludziom, uznaje się sytuację, w której jakiś oszust się prześlizgnie i uzyska nienależną korzyść. Tymczase straty spowodowane przez kontrole itd są większe, niż te, które wynikają z nienalezynych korzyści.
                • pfg Re: Dokumenty PS 29.10.12, 11:42
                  Kontynuując, w sytuacji, jaka w Polsce realnie jest, urzędy i inne nadzory koncentrują się głównie na gromadzeniu dokumentów potwierdzających słuszność ich działania, nie zaś na merytorycznym rozwiązywaniu problemów.
            • pfg Re: doktorat z zagranicy 29.10.12, 11:33
              klisiewitz napisała:

              > habilitant może mieć doktorat z kraju w którym nie ma baz

              Wtedy zachodzi pytanie, czy kandydat jest doktorem w świetle prawa polskiego. Z urzędu, o ile sobie przypominam, uznawane są doktoraty
              - z krajów EOG
              - z krajów, z którymi Polska po podpisaną (lub dziedziczoną) umowę o wzajemnej uznawalności stopni naukowych
              - z innych krajów, jeżeli pochodzą z "uznanych uczelni" czy jakoś tam. Zgodnie z ustawą, wykaz tychże powinno prowadzić ministerstwo. A prowadzi? (Z podrowieniami dla Lesia.)
              • kramka1 Recenzja z wewnątrz 29.10.12, 13:40
                Negatywna recenzja z wewnątrz, o której napisał habilitant, jest, bez wdawania się w nieznane mi okoliczności jej napisania, klasycznym przykładem, dlaczego z wewnątrz nie powinno byc żadnych recenzji. Sa tu możliwe dwie sytuacje: swój recenzent wspiera habilitanta, albo go dołuje. A przeciez recenzja powinna byc w miare mozliwości obiektywna.
                Czasem habilitant ma tak nagrabione w swojej jednostce, ze woli aplikowac do innej. I co, jeżeli wtedy pojawi się swój recenzent? Ucieczka bedzie nieudana, jezeli ten recenzent napisze subiektywna i w domysle negatywną recenzję.
                Jedyny przypadek, gdy wewnętrzna recenzja ma rację bytu, jest taki, gdy habilitant reprezentuje bardzo wąską dziedzine nauki i mało kto w kraju zna sie na tym co robi, poza naukowcami z własnej jednostki. No i wtedy negatywna recenzja nabiera innego znaczenia: byc może nie jest objawem złej woli, lecz lepszej znajomosci tematu przez własnego recenzenta. Ciekawe, o jaka sytuację chodzi w przypadku opisanym przez habilitanta?
                A swoja drogą, czy na pewno prawo dopuszcza, by kierownik jednostki habilitanta był recenzentem jego postepowania?
                • adept44_ltd Re: Recenzja z wewnątrz 29.10.12, 14:06
                  w poprzednim poście pisałaś o braku kapitału zaufania społecznego w PL, a tu patrz... - brak, jak nic...
                • pfg Re: Recenzja z wewnątrz 29.10.12, 14:28
                  kramka1 napisała:

                  > Sa tu możliwe dwie sytuacje: swój r
                  > ecenzent wspiera habilitanta, albo go dołuje. A przeciez recenzja powinna byc w
                  > miare mozliwości obiektywna.

                  A dlaczego w ciemno przyjmujesz, że recenzent "z wewnątrz" nie może napisać recenzji obiektywnej? Recenzenci "z wewnątrz" nie są po to "aby być po stronie habilitanta" ani też po to, aby go dołować. To, że niektórzy recenzenci - z zewnątrz, z wewnątrz, z Księzyca, obojętne - zachowują się niegodnie i piszą recenzje nieobiektywne, jest godne ubolewania i powinno być piętnowane. Temu między innymi ma służyć obowiązek publikowania recenzji w internecie. Recenzenci są równi i ich recenzje mają taką samą wagę. Autor recenzji negatywnej może przekonać pozostałych członków komisji, że to on/ona ma rację. Inni członkowie komisji, jeśli stwierdzą, że któraś recenzja jest nieobiektywna, powinni przekonać pozostałych, żeby nie brać pod uwagę jej konkluzji.

                  No i zaiste, adept ma rację pisząc o kapitale społecznym: Gdy organ państwa (tu: CK) wzywa do przedstawiania oryginałów dokumentów, wykazuje karygodny brak zaufania do habilitanta. Gdy habilitant i komentatorzy w internetach z góry zakładają, że pewne kategorie recenzji na pewno będą nieobiektywne, wszystko jest w porządku. Ech...
                  • dala.tata Re: Recenzja z wewnątrz 29.10.12, 14:58
                    Ja rowniez mysle, ze recenzent wewnetrzny moze napisac recenzje rzetelna (nie wiem, co to jest recenzja 'obiektywna').

                    Jednak jest dla mnie dosc oczywiste, ze dlatego sie rozroznia recenzentow i czesc jest wewnetrzna, a czesc zewnetrzna, bo wewnetrzni sa uznawani za tych, powiedzmy, 'po stronie habilitanta (czy doktroanta)', choc to nieszczesliwe sfromulowanie. Oczywiste jest, ze habilitant i jego rada wybiora ludzi przychylnych chociazby badaniom czy argumentacji habilitanta. Nie ma w tym nic zdroznego zreszta. Zapewniamy w ten sposob pewna rownowage ocen.

                    Nawiasem mowiac, recenzent zewnetrzny w przewodach doktorskich w UK ma znaczna przewage nad recenzentem wewnetrznym. Recenzowalem w ten sposob zarwono doktoraty w UK, jak i w Irlandii i w znacznym stopniu to ja decydowalem o losie doktoranta. Recenzent wewnetrzny jest postrzegany jako rowniez odpowiedzialny za to, by otworzyc przestrzen dla doktoranta do tego, by mogl sie pokazac. zewnetrzny ma tylko zadawac trudne pytania, by tak rzec, choc w roznych instytucjach, na rozne praktyki sie to przeklada. Z drugiej strony recenzent wewnetrzny piszacy negatywna recenzje praktycznie pograza doktoranta, wlasnie dlatego, bo ma byc 'po jego stronie'.
                    • kramka1 Re: Recenzja z wewnątrz 29.10.12, 15:44
                      Zaraz, zaraz, panowie, ja dyskutuję z poglądem Habilitanta o z definicji przychylnym recenzencie wewnętrznym. Bo ja nie widze powodu, by jakikolwiek recenzent miał byc z definicji przychylny lub nieprzychylny...
                      I jeszcze jedno. Nie podoba mi sie praktyka z mojej "budy", ze duża częsc recenzentów doktoratów jest z własnej jednostki. Bo moja jednostka to niestety nie jest jednostka najlepsza w kraju, więc chciałoby sie widzieć recenzentów statystycznie z wyższej pólki niż własna. No ale jest, jak jest, a jest tak m.in. z powodów ekonomicznych, czyli starań Rady o jak najniższe koszty przewodów. Bo wiadomo: recenzent z drugiego konca Polski to droższa podróz i na dodatek hotel.
                      • adept44_ltd Re: Recenzja z wewnątrz 29.10.12, 15:54
                        co do doktoratów, nowa ustawa rozwiązuje twój problem :)
                  • habilitant2012 Re: Recenzja z wewnątrz 29.10.12, 16:04
                    Mam wrażenie, że mówisz o świecie, który nie istnieje. Może ty nie, jednak ja się dziwię, gdy promotor pracy mgr piszę znacznie bardziej negatywna recenzję niż recenzent. Powiedziałbym, że dziwi mnie to bardzo. Podobnie jak dala.tata myślę, że dlatego właśnie, podejrzewam, że jak świat długi i szeroki, rozróżnia sie między 'proweniencja' recenzentów, bo ci wewnętrzni potrzegani sa inaczej niż ci zewnętrzni. I dlatego właśnie zastanawiam się nad negatywnymi recenzjami hab. szefów.

                    Z tego wcale nIe wynika żadna nieuczciwość, czy jej podejrzenie wobec recenzenta wewnętrznego. Jednak ja nie potrafiłbym nie widzieć takiej recenzji jako znaczacej. Nie wiem, czy to znacznie jest zawsze takie samo, jednak taka recenzja chyba jednak znaczy co innego niż recenzja wewnętrzna.
                    • pfg Re: Recenzja z wewnątrz 29.10.12, 17:01
                      habilitant2012 napisał:

                      > Może ty nie, jednak ja s
                      > ię dziwię, gdy promotor pracy mgr piszę znacznie bardziej negatywna recenzję ni
                      > ż recenzent.

                      Praca magisterska (a także doktorska) to trochę co innego: Jest promotor, który akceptując pracę poświadcza, że jego zdaniem spełnia ona pewne minimalne standardy - w przeciwnym razie praca nie zostaje złożona i magistrant musi powtarzać rok. Dlatego *negatywne* recenzje wystawione magistrantom przez promotorów zdarzają się bardzo rzadko, natomiast oceny gorsze niż te wystawione przez recenzentów wcale nie są taką rzadkością.

                      Z habilitacją jest inaczej. Myślę, że dopuszczenie (ustawa tego nie wymaga!) recenzenta "z wewnątrz" wynika z tego, iż formalnie habilitację przyznaje jakaś Rada, pozwala się więc owej Radzie sprawować pewną kontrolę nad tym, co się W JEJ IMIENIU ustala. Rada wyznacza recenzenta, którego zna, którego kompetencje uznaje i do którego ma zaufanie i jeśli jest to recenzent z tej samej Rady, w wypadku rozbieżności konkluzji tej recenzji i wyniku głosowania komisji może on - przynajmiej teoretycznie - przekonać Radę, aby głosowała inaczej, niż komisja habilitacyjna. W tej optyce recenzent "z wewnątrz" nie ma działać na korzyść/na niekorzyść habilitanta, ale reprezentować interesy Rady, która chce dbać o poziom przyznawanych w jej imieniu habilitacji. W tej samej optyce większość komisji, która pochodzi "z zewnątrz", ma zadbać o to, aby Rady hurtowo nie awansowały swoich naukowo słabych dobrych kolegów ani nie utrącały osób naukowo silnych, ale nielubianych. Mamy więc coś w rodzaju "check and balances": Większość w komisji mają członkowie z zewnątrz, ale ostateczną decyzję podejmuje Rada, kierując się w wypadkach wątpliwych opinią "swojego" recenzenta, którego kompetencje nie budzą wątpliwości. Głosując inaczej niż komisja Rada naraża się na retorsje ze strony CK, ale jeśli Rada jest naukowo silna i potrafi dobrze uzasadnić swoją decyzję w konkretnej sprawie, CK jej niestraszna.

                      Jak pisałem poprzednio, jeśli recent pisze recenzję nieuczciwą - niezasłużenie poztywyną lub niezasłużenie negatywną - jest to godne ubolewania i należy takie przypadki piętnować, a jeśli w konsekwencji nieuczciwości recenzenta "z wewnątrz" doprowadzi to do innego wyniku głosowania w Radzie, niż w komisji, niech CK skorzysta z Art. 18a ust. 13. Tak, jak widać zmieniłem zdanie w sprawie tego przepisu :-)
                      • dala.tata Re: Recenzja z wewnątrz 29.10.12, 17:12
                        Bardzo jestem ciekawy, jak czesto rda rzeczywiscie wybiera kogos, 'do kogo ma zaufanie', a nie kogos, kto jest przychylny (co nie znaczy, ze nieuczciwy). Jakos mi sie wydaje, ze patrzysz na swiat przez rozowe okulary. Nie wyobrazam sobie rady, ktora wybiera recenzenta 'do ktorego ma zaufanie', ale o ktorym wie, ze jest wrogiem promotora doktoranta, czy nawet bylego promotora habilitanta. Nie wyobrazam sobie, zeby rada wybierala na recenzenta kogos, kto jest w konflikcie intelektualnym (inna tradycja, inna metodologia, inna teoria) z habilitantem, nie mowiac o konflikcie personalnym. rada, ktora by nie brala takich rzeczy pod uwage, wrecz uprawia sabotaz!
                        • charioteer1 Re: Recenzja z wewnątrz 29.10.12, 17:33
                          To zalezy od stopnia zlozonosci i lokalnych warunkow. W malych radach na ogol wszyscy wiedza, kto, z kim i przeciwko komu. Duze rady czesto glosuja tak, jak chce przewodniczacy, poniewaz czlonkowie instytutow, czy roznych katedr nie bardzo wiedza, co sie dzieje u sasiadow. Dziekan zazwyczaj tez nie ma wiedzy o tym, co sie dzieje w zakladach nalezacych do innych instytutow. Habilitant bedacy w konflikcie personalnym z bezposrednim przelozonym ma w tej sytuacji przechlapane.
                        • pfg Re: Recenzja z wewnątrz 29.10.12, 17:40
                          dala.tata napisał:

                          > patrzysz na swiat przez rozowe okulary.

                          To nie tyle kwestia okularów, ile próba zrozumienia logiki systemu w sytuacji, w której padają zarzuty, iż jest on wewnętrznie sprzeczny lub dysfunkcjonalny. A więc w omawianym tu zakresie wewnętrznej sprzeczności nie widzę. Co się tyczy dysfunkcjonalności, to on - niestety - może taki być z uwagi na "czynnik ludzki", ale nie musi. Jeżeli zadziała zgodnie z intencjami ustawodawcy, będzie funkcjonalny.

                          W przypadku potencjalnego recenzenta, o którym Rada (większość Rady) myśli, że jego recenzja mogłaby być stronnicza z uwagi posiadane uprzedzenia (intelektualne, personalne, światopoglądowe itd), Rada uznaje - nawet jeśli tego w ten sposób nie werbalizuje - iż *nie ma do tej osoby zaufania*, że napisze recenzję intelektualnie uczciwą, więc go na recenzenta w danym postępowaniu nie powołuje. I tyle.
                          • dala.tata Re: Recenzja z wewnątrz 29.10.12, 17:54
                            pfg, nie sadze, by chodzilo o zarzuty sprzecznosci wewnetrznej. Chodzi wlasnie o ten 'czynnik ludzki'.

                            W wypadku mojej habilitacji, najpozytywniejsza recenzja pochodzila o recenzenta wewnetrznego, nie mam watpliwosci, ze mialo to znaczenie kluczowe. zarowno dlatego, ze byla to recenzja wewnetrzna, jak i dlatego, ze osoba piszaca te recenzje cieszyla sie wielkim szacunkiem. I gdyby dodac ten szacunek do wewnetrznosci recenzji, poplynalbym do sciekow habilitacyjnych.

                            Nie mam wielu watpliwosci, ze komisja i rada zwracaja uwage nie na recenzje, ale przede wszystkim na to, kto napisal te recenzje (oraz w jakiej funkcji wystepowal), ale rowniez jak ja napisal. ja w kazdym razie bardzo zwracam uwage rowniez na to, jak pisze recenzje, bo wiem wiem, ze tu ton recenzji jest rownie wazny jak jej tresc, szczegolnie w postepowaniach awansowych.

                            i to wszystko nie ma nic wspolnego z nieuczciwoscia czy nierzetelnoscia. To wszystko praktyki zawodowe, w ktore jestesmy zanurzeni najczesciej zupelnie nierefleksyjnie.

                            Ja zatem przeformulowalbym pytanie, ktore zadaje habilitant. w rzezcywiwotisc nie idzie tylko o wewnetrzna recenzje. w rzeczywistosci chodzi o caly kontekst czytania miedzy wierszami oraz wyrabianie sobie zdanie na temat habilitanta na podstawie 'pozarecenzyjnej'. bo robi sie to na calym swiecie bardzo watpie, ze polska nauka rozni sie tu znacznie.
                            • pfg Re: Recenzja z wewnątrz 29.10.12, 18:01
                              dala.tata napisał:

                              > w rzeczywistosci chodzi o caly kontekst c
                              > zytania miedzy wierszami oraz wyrabianie sobie zdanie na temat habilitanta na p
                              > odstawie 'pozarecenzyjnej'. bo robi sie to na calym swiecie bardzo watpie, ze p
                              > olska nauka rozni sie tu znacznie.

                              Zapewnie się nie różni. W dodatku wszystkiego nie da się zapisać w precyzyjnych przepisach, pozostaje cały duży obszar, w którym działają ludzie i zakłada się (logika systemu zakłada), że działają w dobrej wierze. Ale to czyni wyrażone na blogu habilitanta przekonanie, że recenzent wewnętrzny na "stać po stronie habilitanta" (nie autora blogu, ale habilitanta w ogóle) tym bardziej nieadekwatnym.
                            • hatt.s Re: Recenzja z wewnątrz 30.10.12, 11:53
                              > w rzeczywistosci chodzi o caly kontekst c
                              > zytania miedzy wierszami oraz wyrabianie sobie zdanie na temat habilitanta na p
                              > odstawie 'pozarecenzyjnej'. bo robi sie to na calym swiecie bardzo watpie, ze p
                              > olska nauka rozni sie tu znacznie.
                              >
                              Zgadzam się. I dodam "niestety". Bo na jakiej podstawie ma wyrobić sobie opinię rada, gdy delikwent jest osobą z zewnątrz - tzn. którego większość głosujących nigdy nie spotkała. Dlatego właśnie pozamerytoryczna przychylność recenzentów nabiera decydującego znaczenia.
                              • habilitant2012 Re: Recenzja z wewnątrz 30.10.12, 12:28
                                No właśnie. w moim wpisie szło mi o coś, co nazwałbym 'domniemaniem przychylności', w ramach uczciwej i rzetelnej recenzji. Innymi słowy, również przy założeniu, że ludzie działają w dobrej wierze i rzetelnie, takie domniemanie jest czymś, co instytucje i ustawodawca rozumie rozróżniając pochodzenie recenzentów.
                  • charioteer1 Re: Recenzja z wewnątrz 29.10.12, 16:08
                    W przypadku recenzenta z wewnatrz to rada ma ustalic, czy ufa jego obektywizmowi. Duzo bardziej watpliwa jest sytuacja, w ktorej recenzent z wewnatrz jest recenzentem tajnym. Znam kilka pojedynczych takich recenzji (prosze nie pytac skad) i nie mam za grosz zaufania do zadnej z nich. W takich recenzjach kandydat jest albo wynoszony pod niebiosa, albo brutalnie wdeptywany w ziemie. Zwlaszcza te negatywne recenzje pisza ludzie, ktorzy nie odwazyliby sie publicznie powiedziec zlego slowa o tej samej osobie. Recenzent z jednostki w takiej sytuacji pisze, ze praca jest och, ach, ale metodologie o kant roztrzaskac, albo jakos podobnie. Negatywna recenzja z pozytywna konkluzja to w takiej sytuacji klasyk. Przelozony, ktory napisal negatywna recenzje w postepowaniu, albo byl w desperacji, albo napisal, co uwaza. Po to bylo kolokwium, by rada mogla sama ocenic.
    • charioteer1 Re: Blog Habilitanta 02.11.12, 21:31
      Habilitant napisal:

      Czytam wymiany habilitacyjne na forum i mi się nie chce brać w nich udziału. Nie rozumiem idei 'zdążania' z habilitacją, nie rozumiem kalkulacji, czy starczy, czy nie starczy. Chciałem zawsze mieć jak najlepszy dorobek. Taki, żeby nie trzeba było się martwić o układy (nie mam żadnych, nie mam pleców, nie wiem, czy mam wrogów), recenzentów, przychylności. Chciałem, żeby sprawy były dla recenzentów oczywiste. Czy to się udało, jeszcze nie wiem oczywiście, ale taki był plan (sądząc po innych autoreferatach w dyscyplinie, nie powinno byc źle).

      No to ja sie, drogi habilitancie, zastanawiam, czy robic profesure, czy to olac. W kwestii "zdazyc" - to jest jak najbardziej realne. W kwestii "spelnic wymogi z rozporzadzenia" - tez do zrobienia, choc pod pewnymi dodatkowymi warunkami, ktore nie sa na tyle istotne, by o nich pisac. To sa przeszkody, powiedzmy natury personalnej, ktore mozna w prosty sposob obejsc. Istotna kwestia jest, czy zajac sie tworzeniem wiedzy, czy spelnianiem nieformalnych wymagan. A tu juz cos mi gleboko w srodku mowi: bleeee...
      • kramka1 Re: Blog Habilitanta 02.11.12, 21:51
        Habilitancie, jakos bardzo idealistycznie brzmi Twój wpis. Bo przeciez jedno, co chcesz, a drugie, co musisz.
        Ja tez mogłabym powtórzyć za Toba, ze nie interesuje mnie habilitacja i wszelkie inne podobne papiery, lecz czysta nauka. Tyle że "rzeczywistośc skrzeczy" i mi głosno przypomina, ze z nawet najbardziej genialnym dorobkiem wylecę z pracy, jeżeli się w terminie nie habilituję. Że moje, wydaje mi sie, całkiem niegłupie opinie i pomysły nikogo nie interesuja, bo nie mam przed nazwiskiem tych zaczarowanych trzech literek: hab. I ze nikogo w tej otaczajacej mnie rzeczywistości nie interesuje, że czasem mnie ktoś wazny zacytuje, ze dyskutują o moich wynikach na zagranicznych forach tematycznych, bo przecież to wszystko znaczy tyle co nic, jezeli tej przekletej habilitacji nie zrobię.
        A przecież, jak wynika z dyskusji na forum, moge jej nie zrobić nie dlatego, ze dorobek do chrzanu, ale dlatego, ze nie należę do "układów" i moze bedą przypadkową, lecz nieuchronną ofiarą na wojnie X-a z Y-kiem. I to jest dołujące, ta perspektywa, ze moje idealistyczne podejście do nauki (naukę robi sie dla nauki, a nie dla papierków) skończy sie dla mnie samobójczą bramką....
        • charioteer1 Re: Blog Habilitanta 02.11.12, 22:11
          kramka1 napisała:

          > Ja tez mogłabym powtórzyć za Toba, ze nie interesuje mnie habilitacja i wszelki
          > e inne podobne papiery, lecz czysta nauka. Tyle że "rzeczywistośc skrzeczy" i m
          > i głosno przypomina, ze z nawet najbardziej genialnym dorobkiem wylecę z pracy,
          > jeżeli się w terminie nie habilituję. Że moje, wydaje mi sie, całkiem niegłupi
          > e opinie i pomysły nikogo nie interesuja, bo nie mam przed nazwiskiem tych zacz
          > arowanych trzech literek: hab. I ze nikogo w tej otaczajacej mnie rzeczywistośc
          > i nie interesuje, że czasem mnie ktoś wazny zacytuje, ze dyskutują o moich wyni
          > kach na zagranicznych forach tematycznych, bo przecież to wszystko znaczy tyle
          > co nic, jezeli tej przekletej habilitacji nie zrobię.

          Po habilitacji nic sie pod tym wzgledem nie zmieni. To sa swiaty rownolegle i nieprzenikajace sie.
          • kramka1 lokalna habilitacja? 03.11.12, 13:22
            Jakos nie poszło mi z logowaniem na blogu, wiec w tym miejscu odpowiem na komenatrz lala.lu.
            "A uprawą pszenicy jarej w Suwałkach naprawdę w świecie nikt się nie zainteresuje - widać to po niechęci zagranicznych recenzentów do recenzowania takich prac - poza północnowschodnim regionem Polski i - komparatystycznie - południowowschodnim regionem Polski."
            Wrzuciłam w scirus wheat jako słowo z tytułu i Poland jako afiliacja i wyskoczyło mi wiele rekordów. Np.jeden z nich:
            "The relationship between grain hardness, dough mixing parameters and bread-making quality in winter wheat." Salmanowicz BP, et al. .
            Artykuł opublikowany w International Journal of Molecular Sciences; IF=2,598.
            W metodyce podano: "The field experiment was conducted in the season of 2008/2009 on an experimental plot in Choryń near Leszno (Poland, the Wielkopolska region)"
            No kurcze, nie wiem, czemu pszenica jara z Suwalszczyzny nie mogła by byc równie ciekawym obiektem badan jak pszenica ozima z Chorynia. No naprawdę nie wiem...
            PS. To jest własnie sztuka, by z lokalnego obiektu uczynic obiekt światowy, ale do tego potrzeba światowego pomysłu na temat i światowej metodyki badan.
            • habilitant2012 Re: lokalna habilitacja? 03.11.12, 19:11
              Bardzo dziękuję, kramko, za odsiecz: oto moja odpowiedź
              • kramka1 Re: lokalna habilitacja? 04.11.12, 10:15
                Przyszło mi jeszcze jedno do głowy a propos:
                "konia z rzędem temu, kto wskaże mi wysokopunktowane czasopismo zagraniczne lub nawet polskie z agronomii, które opublikuje artykuł o plonowaniu pszenicy jarej w Suwałkach (badania do takiego artykułu trzeba robić trzy lata, czyli obsiewać pola i zbierać te plony). Polskie też nie opublikuje, bo liczy na cytowania, a cytowań nie będzie z takiego artykułu, bo jest zbyt lokalny."

                Wydaje mi się, ze plonowanie to nie jest problem lokalny, lecz brak problemu naukowego. Bo z tego, że mamy naukowe miary do oceny plonowania i mamy rośliny, ktore plonują? Nic z tego nie wynika, podobnie jak z tego, ile wysokości mają drzewa na mojej ulicy, albo ile benzyny pali mój samochód. Zastosowanie naukowej miary nie przesądza o naukowym charakterze mierzenia. Pisze o tym, bo przypomniał mi sie artykuł, ktory dostałam do recenzji tej wiosny. I właśnie był to przykład wykorzystania miary naukowej (pewnego paramentru) do obliczen nienaukowych, a tak je oceniam, poniewaz te obliczenia nie wnosiły żadnej nowej wiedzy do tematu. Ot, po prostu, drzewa na mojej ulicy maja jakąs wysokośc, podobnie jak drzewa na sąsiedniej ulicy, albo dwie ulice dalej i nic więcej z takiego pomiaru nie wynika. I to jest zdaje sie problem, który celnie ujeła na blogu drakaina: "Pozwolę sobie raz jeszcze się wtrącić: może po prostu za bardzo chcemy, żeby te lokalne badania były od razu "naukowe"? Jeśli mają być "zamawiane przez podmioty gospodarcze", to niech to będą badania praktyczne na potrzeby tychże podmiotów." Wiele z artykułow publikowanych w krajowych czasopismach nie ma po prostu charakteru artykułu naukowego i tyle. Więc trudno oczekiwac, ze będa gdziekolwiek cytowane, bo i z jakiej racji?
        • habilitant2012 Re: Blog Habilitanta 03.11.12, 18:47
          To też rozumiem, ale poza samym przygotowaniem do złożenia wniosku habilitacja była dla mnie pewną konieczną oczywistością i niczym więcej. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nigdy o niej nie myślałem i że wszystkiego, co publikowałem, jakoś nie widziałem w kategoriach późniejszej habilitacji. Jednak z ręką na sercu powiem, że to było wtórne. Miałem pewnie dużo szczęścia, że mogłem robić to, co chcę, nikt mi nigdy za bardzo nie przeszkadzał, a i okazywało się, że opublikować się udaje. I to było ważniejsze.

          Co do układów, nie mam żadnych pleców, nie mam żadnych 'promotorów', szczerze mówiąc, nie interesuje mnie to. Nie jest rzecz jasna tak, że mi nie zależy. Zależy jak cholera. Jednak dużo bardziej mi zależy na tym, żeby mnie czytano, cytowano, żeby publikować tam, gdzie publikują najlepsi (jeszcze nie wszędzie mi się udało, niestety, ale pracuję nad tym :-) ).

          Bardzo możliwe, że to naiwność, jednak z pewną ufnością poddaję się procesowi. Jeśli się zawiodę, no to będę musiał podjąć jakieś decyzje. Wolę jednak o tym na razie nie myśleć.
      • habilitant2012 Re: Blog Habilitanta 03.11.12, 18:38
        Rozumiem, ale bardzo się cieszę, że we mnie jeszcze nic nie mówi 'bleee'. :-)

        charioteer1 napisał:

        > ury personalnej, ktore mozna w prosty sposob obejsc. Istotna kwestia jest, czy
        > zajac sie tworzeniem wiedzy, czy spelnianiem nieformalnych wymagan. A tu juz co
        > s mi gleboko w srodku mowi: bleeee...
        >
        • kramka1 Pręgierz z humanistą 06.11.12, 18:44
          Dwa wpisy warte komentarza. :)
          To jest rzeczywiscie problem z publicznym dostepem do krytycznych recenzji. Nie tylko do potencjalnie kretynskiego autoreferatu, ale i do dyskwalifikujacych opinii recenzentów. No cóż, takich czasów dozyliśmy... ;) Nie ma miejsca na intymnośc przezywania porażek. No ale skoro ta poprzednia "intymność" bywała przykrywką do nieuczciwych postepowan, to musimy sie zgodzić, że "coś za coś". I musimy trwać przy nadziei, że nasi recenzenci nie bedą tacy bezkompromisowo krytyczni...

          Fakt, autoreferaty humanistów i artystów dla ścislaka bywaja zadziwiające. No ale co zrobic przypadkiem, gdy taki ściślak rzeczywiscie dostał "małego chemika" i stało sie to zaczynem jakiegos genialnego pomysłu? Przyznam, ze choc ciągle jeszcze nie siadłam do mojego autoreferatu, to zastanawiam sie własnie, jak ugryć tego mojego "małego chemika". Co prawda nie był to MCh, ale cos w tym stylu, czyli juwenilny pomysł na temat, który przerodził się w całkiem dorosłe zainteresowania naukowe i doktorsko-habilitacyjne dokonania. No i jest problem po lekturze wpisu Habilitanta. Czy fakt, ze "młody chemik" nie brzmi dumnie, mam zrezygnowac z czegoś, co z perspektywy patrząc, było kamieniem milowym mojego rozwoju naukowego? Nie moge napisac, ze to Pipidówka Średnia ukształtowała moje poglądy naukowe? Że bez tej Pipidówki nigdy by nie było mojego Everestu? Przeciez nie rodzimy się nie tylko w dniu doktoratu, ale także i w dniu dyplomu, ani nawet matury. Po prostu, kiedys i gdzieś sie rodzimy i wszsytko co potem, to prosta konsekwencja tegoz faktu....
          • adept44_ltd Re: Pręgierz z humanistą 06.11.12, 18:51
            ku pewnej ścisłości

            Fakt, autoreferaty humanistów i artystów dla ścislaka bywaja zadziwiające...

            tu bawiliśmy się autoreferatami pseudohumanistów i pseudoartystów... niestety, one wyrabiają markę całości, ale to jest błędne podejście... to jak z tą panią z radia, która miała problem z tabliczka mnożenia i orzekła, że zawsze była humanistką...
            • dala.tata Re: Pręgierz z humanistą 06.11.12, 19:13
              zgadzam sie z toba, adepcie. przyznasz, ze dosc ciezko znalezc takie zabawne autoreferaty u scislakow. i mowie to ze smutkiem, bo wydawaloby sie, ze pisanie autoreferatu nie jest umiejetnoscia zwiazana z dyscyplina.
              • kramka1 Re: Pręgierz z humanistą 06.11.12, 19:21
                dala.tata napisał: > zgadzam sie z toba, adepcie. przyznasz, ze dosc ciezko znalezc takie zabawne autoreferaty u scislakow. i mowie to ze smutkiem, bo wydawaloby sie, ze pisanie autoreferatu nie jest umiejetnoscia zwiazana z dyscyplina."
                Dala, mam ciemnośc w termacie. Masz pretensje do scislaków, ze pisza bez umiejętnosci i stąd poważnie? Sugerujsze, że pisanie w autoreferacie o Pipidówce etc. to jest umiejętnośc humanisty zasługujaca na nagrodzenie habilitacją? Możesz wyklarowac swoja wypowiedź?
                • dala.tata Re: Pręgierz z humanistą 06.11.12, 19:47
                  wrecz odwrtonie. nie mam zadnych pretensji do scislakow. raczej mam pretensje do humanistow, ze nie sa w stanie sprawdzic wzoru autoreferatu na stronach CK i pisza bzdury.

                  a co do twoich slow na temat tego, ze podstawowka to poczatek drogi na Everest...no coz, pewnie tak, ale ta droga zaczyna sie tak naprawde od dziadka, ktory pierwszy wyszedl do miasta i do szkol....jego syn juz mial mature....Nie dajmy sie zwariowac co? autoreferat to nie jest piekna autobiografia, najlepiej zaspiewana przez Perfect. To dokument, na podstaiwe ktorego masz dostac habilitacje. zapewniam cie, jako recenzent, ze wspomnienie o podstawowoce by mnie tylko rozbawilo, znaczy pomyslalbym, ze autor jest smieszny. a tego chyba nie chcesz u recenzenta co?
                  • kramka1 Re: Pręgierz z humanistą 06.11.12, 20:19
                    dala.tata napisał:
                    "zapewniam cie, jako recenzent, ze wspomnienie o podstawowoce by mnie tylko rozbawilo, znaczy pomyslalbym, ze autor jest smieszny."

                    Dala, jak to dobrze, ze nie kazano Ci pisac recenzji z twórczości tego oto artysty, którego droga artystyczna tak sie zaczynała:
                    "ur. 22 lutego lub 1 marca 1810" "Przed ukończeniem 7 roku życia był już autorem kilku drobnych kompozycji" "20 września 1818 odwiedziła Warszawę carowa Maria Fiodorowna, której ofiarował dwa swoje tańce polskie." "W 1817 w parafialnym zakładzie typograficznym Kościoła Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny na Nowym Mieście w Warszawie ukazał się pierwszy wydany drukiem utwór Fryderyka – polonez w tonacji g-moll" :)

                    • chickeien Re: Pręgierz z humanistą 06.11.12, 20:25
                      Fryderyk nie miałby żadnych szans na habilitację - zatem bez obaw.
                    • chickeien fryderyk 06.11.12, 21:01
                      bez obaw: Fryderyk nie miałby żadnych szans na habilitację.
              • adept44_ltd Re: Pręgierz z humanistą 06.11.12, 19:28
                bez wątpienia łatwiej bredzić, mianując się 'humanistą' niż będąc ściślakiem...
          • dala.tata Re: Pręgierz z humanistą 06.11.12, 19:21
            Przyznam, ze nigdy o tym nie pomyslalem. i te negatywne recenzje byly dla mnie znakiem, ze system dziala. jednak one dotycza konkretnych ludzi, nie tylko w konkretnych ukladach profesjonalnych, ale tez z rodzinami, dziecmi, ktore rowniez moga czytac i pewie czytaja te recenzje.
            • kramka1 O uwalaniu 28.11.12, 18:51
              Komentarz sugerujący uwalenie Habilitanta za jego wpisy na blogu mocno mnie poruszył. Bardzo ciekawa jestem metryki tego komentującego. Bo sam komentarz robi wrażenie, ze go napisał jakis zdeklarowany ubek, który sam kogoś kiedyś uwalał. To sa przeciez ubeckie metody: uwalanie kogos za poglady. Podzielam opinię Habilitanta, ze nasze czasy nie zasługują jeszcze na wiarę, iz pisanie pod własnym nazwiskiem popłaci, bo ciągle nawet mówić pod swoim nazwiskiem za bardzo nie mozna, jeżeli sie nie chce płacic frycowego za poglady. No ale od braku wiary w wolnośc słowa do sugestii o uwaleniu droga daleka....
              • dala.tata Re: O uwalaniu 28.11.12, 21:46
                Nie mam pojecia, co ma do tego ubeckosc. Ze mna nie chciala, kiedys rozmawiac bardzo nieubecka pani adiunkt, mialem ochote glosowac inaczej niz ona w wyborqch Walesa-Mazowiecki. Moglem sie tylko cieszyc, ze nie jest profesorem. Czy rzeczywiscie doszloby do uwalenia doktoratu? A bo ja wiem?

                Mysle przy tym, ze anonimowosc habilitanta jest kluczowa i powinien jej strzec niczym oka w glowie. Ot, tak, na wszelki wypadek.
                • kramka1 Re: O uwalaniu 28.11.12, 22:23
                  No moze przesadziłam (mocno) z tą ubeckoscią...Ale chodziło mi o to, że jezeli habilitant nie ujawni swoich personaliów, to jedyną droga do ich poznania byłoby sprawdzenie IP komputera i takie tam klocki. Mysle, ze zwykły uczestnik forum czy bloga nie byłby w stanie tego dokonać.
                  A co do reszty, zgoda. "Na wszelki wypadek"...
                  • adept44_ltd Re: O uwalaniu 28.11.12, 22:28
                    jednak zakładam, że to troll (może naiwnie?).
                    • dala.tata Re: O uwalaniu 28.11.12, 22:43
                      Mysle podobnie. Co nie znaczy, ze nie uwazam, ze anonimowosc habilitanta jest kluczowa.
                      • kramka1 Recenzenci 02.12.12, 19:30
                        Habilitant napisał o swoich recenzentach. Że, oceniając, jest 50:50... To jest ciekawy moment procedury: zastanawianie się, na jakich recenzentów trafilismy. Daleko mi do tego etapu, ale juz się zastanawiałam, na kogo trafie. I czy lepiej bedzie, gdy to bedzie osoba prywatnie mi nieznana, czy nie. Boje sie tego wyboru. Recenzenci krajowi w konkursach grantowych sa zwykle dla mnie niełaskawi. Moge sie wtedy pocieszac, ze sie nie znaja na tym, co robie. Ale jeżeli ci nieznający sie beda oceniac moją habilitacje? Życiorys mam kiepski, o czym kiedys pisałam w osobnym watku, a dorobek trudny do docenienia dla kogos z innej dziedziny (no chyba, że po liczbie punktów). No zwyczajnie nie wiem, jak będzie... I na dodatek nie bedę mogła powtórzyć za Habilitantem, ze moi recenzenci mnie znają. Bo moze być raczej dokładnie odwrotnie... Chyba mam pod górkę w tej kwestii, niestety...
                        • charioteer1 Re: Recenzenci 02.12.12, 21:01
                          Wpis habilitanta pasuje do mojej habilitacji poza jednym, moze dwoma szczegolami i pewnie jeszcze do wielu innych pasuje. Bylo kilka momentow w calej procedurze, ktore sklonily mnie do niezbyt wesolego smiechu. Poznanie nazwisk recenzentow to byl ten pierwszy moment. O innych moze jeszcze kiedys napisze.
                        • dala.tata Re: Recenzenci 02.12.12, 21:04
                          nalepsza recenzje napisala mi recenznetka, ktorej nie dosc, ze nie znalem, to na dodatek najbardziej sie balem. Recenznetka, ktorej sie najmniej balem, napisala najbardziej negatywna recenzje. Na kolokwium, z kolei, najbardziej nieprzyjemna byla recenzentka od najlepszej recenzji. itd itd itd.

                          oglnie powiedzialbym: cholera wie, jak bedzie.
    • dala.tata Minimum kadrowe 06.12.12, 18:37
      Celne uwagi habilitanta na temat profesorskiej habilitacji we wpisie ponizej i poprzednim.

      Tekst linka

      O minimum kadrowym mowilismy tu juz nie raz - minimum jako szutka (zostawie te literowke, bo wyszlo zabawnie) habilitacyjna ma sens baaaardzo ograniczony. Podobnie jak nie ma snesu podwojna habilitacja. Nie sadze, by cos sie tu zmienilo, chyba ze rzeczywiscie bedzie wiecej profesorskich habilitacji. wtedy, my, profesorowie, zadbamy o siebie :-)
    • dala.tata Obraz nauki 08.12.12, 19:24
      Kolega habilitant najwyrazniej jednak chce, zeby go uwalili :-)

      Tekst linka
      • kramka1 Re: Obraz nauki 08.12.12, 19:42
        Jestem pod wrażeniem pracowitosci Habilitanta. Że tez mu sie chciało przyczytać tyle autoreferatów. I wcale tu nie zartuję, bo nie wiem, czy dałam rade przebrnąc choć przez jeden. A zarzekałam sie, ze co nieco przeczytam, nim siądę do własnego. Ale jednak nie... Jedyne, co mnie tłumaczy, to ich poziom, na który zresztą utyskuje Habilitant. Myslałam sobie: przeczytam jakiś swietny autoreferat i uznam go za wytyczne do własnego. Ale nie trafiłam na taki, który by mnie przekonał po kilku stronach lektury... Moze to wina mojej działki, gdzie nie ma za duzo autoreferatów. A moze jednak problem lezy w tym, że każdy ma swoje cv i musi tak napisac, by uwypuklić własne plusy, a schowac minusy , czego nie da się zrobic, gdy sie posłuzymy cudzym formatem.
        No właśnie, format... CK dała taki na strone, ale jakos mi trudno w nim sie zmiescic. Jak połączyć opis badan z opisem zyciorysu, bez którego ten pierwszy nie wybrzmi jak nalezy...
        No takie mam rozterki wokól autoreferatu. A myslałam, że pisanie o sobie bedzie proste jak drut. No ale nie jest: przypomina co najwyżej drut kolczasty. ;)
        • tomorrowprof Re: Obraz nauki 08.12.12, 21:13
          > No właśnie, format... CK dała taki na strone, ale jakos mi trudno w nim sie zmi
          > escic. Jak połączyć opis badan z opisem zyciorysu, bez którego ten pierwszy nie
          > wybrzmi jak nalezy...

          Ale dlaczego opis badan ma "nie wybrzmiec jak nalezy" bez opisu zyciorysu? Ja jednak rozumiem autoreferat jako przedstawienie swoich badan i osiagniec naukowych a nie autobiografie. "maly chemik", o ktorym wczesniej piszesz, interesowac moze osoby, ktore sa z Toba zwiazane, moze byc wazny dla Ciebie, ale nie dla obcych ludzi, ktorzy maja ocenic Twoj dorobek ... tak przynajmniej to wyglada z mojej perspektywy.
        • habilitant2012 Re: Obraz nauki 08.12.12, 22:04
          No cóż, po prostu chciałem zobaczyć, jak inni, pewnie madrzejsi, napisali swoje autoreferaty. No to czytałem. Niestety, zbyt często byłem zawiedziony. Dlatego napisałem ten post na blogu. Mi się naprawdę nie podoba to, co widzę.

          Format, który dała CK nie jest najszczęśliwszy, ale można sobie poradzić. Komentarza o tym, że autoreferat ma być na stronę nie rozumiem. CK nie wskazuje, jak długi ma być autoreferat.
          • kramka1 Re: Obraz nauki 08.12.12, 22:13
            habilitant2012 napisał:
            < Komentarza o tym, że autoreferat ma być na stronę nie rozumiem. CK nie wskazuje, jak długi ma być autoreferat.>
            A zamek jak rozumiesz? Taki królewski czy w spodniach?
            To tak a propos mojego: "CK dała taki na strone". :))))
            • habilitant2012 Re: Obraz nauki 09.12.12, 01:14
              To w takim razie nie rozumiem, co to znaczy, że nie możesz się zmieścić.
              • kramka1 Re: Obraz nauki 09.12.12, 12:38
                habilitant2012 napisał:
                > To w takim razie nie rozumiem, co to znaczy, że nie możesz się zmieścić>
                Kramka wczesniej:
                <format... CK dała taki na strone, ale jakos mi trudno w nim sie zmiescic. Jak połączyć opis badan z opisem zyciorysu, bez którego ten pierwszy nie wybrzmi jak nalezy..>
                Chyba format uzyty w takim znaczeniu, w jakim uzywa go telewizja, do Ciebie nie przemawia... To może zamienie go na "szablon"?
                Szablon:
                «forma, wzór, według którego wyrabia się seryjnie jednakowe przedmioty lub zdobi, znaczy coś jednakowo; także: wzór służący do mechanicznego odtwarzania rysunków i liter; wzornik»
                przen. «przyjęty wzorzec postępowania, który naśladuje się bezmyślnie, ślepo; brak oryginalności»
                No wiec ja w tym braku oryginalności nie potrafie zmieścic mojej własnej oryginalności. ;))))
                • habilitant2012 Re: Obraz nauki 09.12.12, 13:26
                  Najwayraźniej nie zrozumiałem, co miałaś na myśli. Natomiast szablon, który CK zaoferowała, nie jest najprzyjaźniejszy.
                  • kramka1 Dziwny jest ten świat... 12.12.12, 13:41
                    Alez Habilitancie, znowu mnie nie zrozumiałes! Ja Cie podziwiam za to czytelnictwo. :)) Mnie to nie wychodzi po prostu... Siadłam wczoraj do czytania kilku autoreferatów z mojej działki, w poszukiwaniu rozwiązan formalnych do skopiowania. I niestety, zadnego nie dałam rady doczytać do konca. Utknełam w masie nudnych liczb i konstatacji. Ciekawe, czy moje wypociny będa tak samo nudne dla czytelnika nie z mojej działki?
                    To, ze czytujesz autoreferaty z innych dziedzin, to juz w ogóle: chapeau bas. Oczywiscie pod warunkiem, ze dajesz rade przebrnąc przez cos wiecej niz pól strony (pól strony to własnie moja norma)... ;)
                    Przy okazji tej "pół strony" przypomina mi sie mój recenzent z doktoratu. Recenzja wskazywała na, delikatnie mówiąc, nieznajomosc częsci mojej pracy. Kiedy sie pożaliłam kolegom z instytucji zatrudniajacej recenzenta, ze recenzja była rozczarowujaca, zakrzykneli: "A to ty nie wiesz, ze on nie czyta wiecej niż 50 pierwszych stron recenzowanych prac doktorskich?" No właśnie, pierwsze 50 stron... Ciekawe, jaki procent dokumentów składanych w nowej procedurze czytają recenzenci habilitacji?
                    • habilitant2012 Re: Dziwny jest ten świat... 12.12.12, 20:12
                      Nie, no nie wszystkie autoreferaty czytałem z równym zainteresowaniem i uwagą. Nie wiem, czy słusznie, jednak dość szybko wyrabiałem sobie zdanie na ich temat (czytani do końca nie powodowało zmiany zdania) i tych, które uważałem za słabe nie czytałem do końca. Przyznam też, że referaty, które wykraczały poza granicę 10 stron, traktowałem z pewna podejrzliwością :-)

                      Nadal uważam, że autoreferaty z nauk ścisłych są znacznie lepsze od autoreferatów z nauk humanistycznych (w tym społecznych), co mnie naprawdę dziwi. Mam wrażenie, że autoreferaty humanistyczne to zbyt często wodolejstwo połączone z grafomanią, podczas gdy referaty ścisłe dużo częściej konkretnie przedstawiają dorobek habilitanta.
                      • kramka1 Re: Dziwny jest ten świat... 12.12.12, 20:28
                        "Przyznam też, że referaty, które wykraczały poza granicę 10 stron, traktowałem z pewna podejrzliwością :-)"
                        No własnie, długośc... Zauwazyłam, ze mojej dziedzinie autoreferaty miewają nawet ponad 30 stron, a do 20 to norma. Ale w dziedzinie pokrewnej raczej dominuja referaty poniżej 10 stron. Sama chciałam napisac zwięźle, bez przynudzania, ale mój niedokonczony roboczy szkic podchodzi już pod 20-ke. I co mam zrobic, Twoim zdaniem? Okroic na maksa opisy wyników, bo tu jest najwiecej wodolejstwa ( precyzyjniej: moze za duzo liczb powtykałam w ten opis?) czy pójsc w kierunku tekstu podajace istotne detale każdej z publikacji? Pomijajac długośc, nie ma w moim szkicu za duzo beletrystyki. Wiec całośc raczej miesci sie w ramach "scisłych". Niewątpliwie jednak mam problem z decyzja: czy opis wyników ma sie zawierac w pojemnosci abstraktu czy komunikatu....
                        • habilitant2012 Re: Dziwny jest ten świat... 12.12.12, 22:04
                          Nie mam rady. Ja jednak starałem się robić inaczej.

                          Starałem się nie tyle mówić o wynikach, co pokazać je w świetle tego, co one wniosły. Wiesz, znaczny wkład ...
                          • kramka1 Re: Dziwny jest ten świat... 12.12.12, 22:22
                            Habilitant2012 napisał:
                            > Nie mam rady. Ja jednak starałem się robić inaczej. Starałem się nie tyle mówić o wynikach, co pokazać je w świetle tego, co one wniosły. Wiesz, znaczny wkład ...>
                            To jest ciekawa koncepcja pokazanie znaczenia. Ale chyba nie bez pokazywania wyników?
                            Nie skupiam sie na wyliczaniu wyników i podawaniu rzędy cyferek. Po prostu nie moge udowodnic znaczenia bez pokazania najwazniejszych cyferek. Taki przykład z sufitu, znaczy z nieba. ;) Astronom doliczył sie 300 gwiazd na niebie i jest to wynik inny niz wyliczenia astronomów z pozostałych kontynentów. Ta inność ma znaczenie, jest znacznym wkładem w poznawanie liczby gwiazd, ale jak to sprzedac bez podania, ze tu wyszło 300, a innym np. 150? No chyba nie da sie, bo lakoniczne podanie: "wyszla mi znaczaco wieksza liczba gwiazd" niczego czytelnikowi nie powie.
                            Rozumiem, że tez podajesz jakies twarde dane, tyle ze w odpowienio małej proporcji w stosunku do opisu kontekstu tych danych. Mam racje, tak widzac Twój autoreferat? I przy okazji, na ile stron Ci wyszedł? Tak pi razy oko....
                            • habilitant2012 Re: Dziwny jest ten świat... 12.12.12, 23:29
                              no ale możesz właśnie powiedzieć, że ci wyszło 300, a nie 150, niekoniecznie pokazując przy okazji, że wyliczałaś to za pomocą patrzenia lewym okiem przy zamkniętym prawym. Zakładając, że te wyniki opublikowałaś w 4 artykułach, to możesz je omówić w grupie 4 artykułów. Autoreferat na 30 stron, to ile stron na publikację wychodzi????

                              Ale, chcę podkreślić, że to tylko moje zdanie. I ja nie mam pojęcia, jak się pisze autoreferat. Wszak nadal czekam na to, co o moim powiedzą recenzenci.
                              • kramka1 Re: Dziwny jest ten świat... 13.12.12, 10:02
                                habilitant2012 napisał:
                                < Autoreferat na 30 stron, to ile stron na publikację wychodzi????>
                                W roboczej, jeszcze nie skróconej, wersji wyszło mi 2,33 strony na publikację z osiagniecia i 0,5 strony na publikacje z pozostałych.

                                <Wszak nadal czekam na to, co o moim powiedzą recenzenci.>
                                A ja czekam, bys "zeznał", ile stron ma Twoj autorefrat. Tak mniej wiecej, dla niepoznaki. ;))
                                • habilitant2012 Re: Dziwny jest ten świat... 13.12.12, 13:49
                                  Nie znam się, ale jak dla mnie to dość dużo. :-) Powiedziałbym, że poruszam się w okolicach 10 stron.
                                  • kramka1 Re: Dziwny jest ten świat... 13.12.12, 14:03
                                    Dla mnie tez za duzo, co tu kryć. Postaram sie trochę skrócić, ale na pewno nie do 10 stron, bo nie dam rady, a norma w mojej działce to ok. 20 stron. Może to z czegoś merytorycznego wynika, kto wie... ;) Najdłuższy referat, jaki tu widziałam, liczył 40 stron.
                                    A tu masz np. 35-stronicowy, choc akurat nie z mojej branży:
                                    www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/SechmanHenryk/Autoreferat.pdf
                                    i do kompletu 11-stronicowy z tej samej "bajki":
                                    www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/Oszczypko-ClowesMarta/autoreferat.pdf
                                    • pigwa_polska wzorcowy autoreferat 13.12.12, 16:10
                                      www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/RogowskiWaldemarKonrad/autoreferat.pdf
                                      jest to autoreferat, za który autor otrzymał od recenzenta pochwałę, recenzent z prezydium CK
                                      referat ma 52 strony
                                      w obecnych na stronach CK opiniach - nie spotka się innego głosu dotyczącego formy autoreferatu - zatem ten przypadek to przypadek wzorcowy - jak nalezy pisac autoreferat
                                      • dala.tata Re: wzorcowy autoreferat 13.12.12, 16:25
                                        Mysl, ze mialbym czytac 52stronicowy autoreferat powoduje, ze mi sie zyc odechciewa. Trzeba miec ego wielkosci ukladu slonecznego, zeby pisac tyle o sobie.
                                        • adept44_ltd Re: wzorcowy autoreferat 13.12.12, 16:49
                                          no ale słyszysz, wzorcowy - 52 strony... swoją drogą wątek ten coraz bardziej mnie przeraża... całe szczęście, że nigdy nie przyszło mi do głowy, by rozważać te kwestie...
                                          • dala.tata Re: wzorcowy autoreferat 13.12.12, 16:58
                                            No wlasnie. Jednak mi rowniez nie przyszlo pisac autoreferatu na 52 strony. I chyba gdybym cos takiego wymodzil, to bym rozwazyl.

                                            Co wiecej, pamietaj, ze nasze autoreferaty nie wisialy publicznie. A to z jednej strony ulatiwa porownania i refleksje 'czy moj jest dobry, normalny...', a z drugiej strony swiadomosc, ze za chwile ktos o nim powie, ze zyc sie odechciewa....
                                          • pigwa_polska komisja czyta autoreferat wzorcowy autoreferat RE: 13.12.12, 22:16
                                            Czy postępowanie habilitacyjne nie jest postępowaniem administracyjnym?
                                            Czy autoreferat nie jest "dowodem w sprawie" a przy okazji jedyną możliwością dojścia do głosu przez habilitanta? Jedyną PUBLICZNĄ.
                                            jeśli habilitant dołączy listę z publikacjami wybitnymi - a nie udowodni ich wybitności w autoreferacie - to jest to fakt nieistotny z punktu widzenia postępowania - i jeśli jakiś życzliwy członek komisji sam się tego nie doszuka - a nie doszuka się bo ma tylko 6 tygodni jako recenzent i tylko czas wysłuchania odczytywanego w czasie zebrania komisji habilitacyjnej autoreferatu - to fakt wybitności znika w mrokach zapomnienia przykryty niekompetencją członków komisji którzy są od sasa do lasa w obrębie obszarów i obszarów pokrewnych - mało tego - autoreferat jest jedynym publicznie znany dokumentem poza wnioskiem
                                            wniosek również powinien zawierać streszczenie osiągnięcia ale w innej osobie narracji - jak w podaniu - i wcale nie jest tak, że powinien być krótki - choć na razie raczej mieszczą się w 10 stronach - rozważyłbym proponowanie napisania wniosku habilitacyjnego przez życzliwego nam adwokata, który we wniosku wypunktuje najistotniejsze elemeenty po tym gdy przeczytał nasz 500 stronicowy autoreferat - zawierający WSZYSTKO czego zażyczyli sobie recenzenci w już ujawnionych postępowaniach. Szczególnie polecam szukać sformułowań: "no ale tego habilitant w autoreferacie nie ujawnił a ja chciałbym mieć to..."
                                            • kramka1 Re: komisja czyta autoreferat wzorcowy autorefera 13.12.12, 22:30
                                              pigwa_polska napisała:

                                              > wniosek również powinien zawierać streszczenie osiągnięcia ale w innej osobie narracji - jak w podaniu - i wcale nie jest tak, że powinien być krótki - choć na razie raczej mieszczą się w 10 stronach >
                                              Czy przypadkiem nie pomyliły Ci się nazwy dokumentów? Wniosek dotyczy tylko wskazania rady naukowej i ma jedna strone tekstu.
                                              • gargamellia wniosek 17.12.12, 18:22
                                                ale to nie jest gupie - wniosek wisi publicznie - powinien zatem zawierac jak to we wniosku uzasadnienie - a uzasadnienie ma byc przekonywujace
                                                malo tego, za jakis czas moga sie pojawic powtorne wnioski tych, ktorzy otrzymali negatywna decyzje rady - i jesli beda chcieli skorzystac z przyspieszonej formuly - po 12 miesiacach - to wlasnie we wniosku wydaje sie naturalne miejsce uzasadnienia, ze dorobek wzrosl znacznie
                                            • charioteer1 Re: komisja czyta autoreferat wzorcowy autorefera 14.12.12, 03:36
                                              pigwa_polska napisała:

                                              > rozważyłbym proponowanie napisania wniosku habilitacyjnego przez życzliwego nam adwokata

                                              Jezeli znasz jakiegos czynnego adwokata z habilitacja, to mozesz mi podrzucic namiary na gazetowego maila.
                                        • fajnytoster Re: wzorcowy autoreferat 13.12.12, 21:02
                                          Tu chyba nie chodzi o zadufanie w sobie i wielkie ego, ale coś wprost przeciwnego. Im mniej mam do powiedzenia i wiem o tym oraz się tego obawiam, tym dłuższy piszę autoreferat, żeby było tego "dużo".
                                          • dala.tata Re: wzorcowy autoreferat 13.12.12, 21:03
                                            hehehehe. tak moze byc :-)

                                            fajnytoster napisał:

                                            > Tu chyba nie chodzi o zadufanie w sobie i wielkie ego, ale coś wprost przeciwne
                                            > go. Im mniej mam do powiedzenia i wiem o tym oraz się tego obawiam, tym dłuższ
                                            > y piszę autoreferat, żeby było tego "dużo".
                            • pfg Re: Dziwny jest ten świat... 13.12.12, 17:45
                              kramka1 napisała:

                              > Astronom doliczył sie 300 gwiazd na niebie i jest to
                              > wynik inny niz wyliczenia astronomów z pozostałych kontynentów.

                              Ja rozumiem, że to tylko przykład i w ogóle nie chcę się przesadnie czepiać, niemniej jednak oczekuję jakiegoś szacunku dla liczb, połączonego z pewną wiedzą o otaczającym nas świecie, przynajmniej co do skali. FYI, gołym okiem z półkuli północnej widać (a przynajmniej było widać - teraz gorzej, bo zanieczyszczenia) około 10000 (dziesięciu tysięcy) gwiazd. W naszej Galaktyce jest około stu miliardów gwiazd. W obserwowalnym Wszechświecie ~10^{24} gwiazd.

                              Wracając do tematu tego podwątku - ponad dwie strony w autoreferacie na jedną pracę z "osiągnięcia"?! Za dużo, na mój gust ZDECYDOWANIE za dużo!
                              • dala.tata Re: Dziwny jest ten świat... 13.12.12, 17:49
                                To ja dodam swoje trzy grosze. Rowniez mysle, ze to duzo za duzo. Przeciez jesli piszemy abstrakt artykuly, to wychodzi nam 1/4 czy, jak dlugi, 1/3 strony. To co tu pisac na 2 stronach????

                                pfg napisał:

                                > Wracając do tematu tego podwątku - ponad dwie strony w autoreferacie na jedną p
                                > racę z "osiągnięcia"?! Za dużo, na mój gust ZDECYDOWANIE za dużo!
                                • kramka1 Re: Dziwny jest ten świat... 13.12.12, 18:19
                                  To moze przypomnę co wg CK ma byc w opisie:
                                  "omówienie celu naukowego/artystycznego ww. pracy/prac i osiągniętych wyników wraz z omówieniem ich ewentualnego wykorzystania."
                                  Jezeli chce sie dobrze uzasaadnic sens podjecia badan, to tez do tego trzeba troche słów. I w sumie "miarka do miarki"....

                                  A co do gwiazd i sufitu, na moim suficie jest 300 gwiazd. Widac każdy ma taki sufit, na jaki zasługuje. ;)))))
                                  • dala.tata Re: Dziwny jest ten świat... 13.12.12, 19:33
                                    Tak, wszystkich prac!!! A nie kazdej po kolei!!
                                    • kramka1 Re: Dziwny jest ten świat... 13.12.12, 20:33
                                      Tu masz 38-stronicowy autoreferat z biologii medycznej, ze tak to nazwę. Opis składanki habilitacyjnej zawarty jest miedzy 4 i 19 stroną. Za duzo tego dobrego Twoim zdaniem?
                                      www.ck.gov.pl/images/PDF/Awanse/PiwockaKatarzyna/Autoreferat.pdf
                                      • dala.tata Re: Dziwny jest ten świat... 13.12.12, 20:52
                                        Kramko droga, ostatecznie autoreferatjest dobry wtedy, gdy konczy sie nadaniem stopnia.

                                        Powiem tak, jako recenzent, z cala pewnoscia nie czytalbym kilkudzieiseciostronicowego autoreferatu. Po prostu nie i tyle. To oznacza, ze habilitant traci okazje, by mi cos powiedziec. Byc moze jednak ja jestem dziwny i inni recenzenci beda zachwyceni mala nowelka na temat habilitanta.
                    • dala.tata Re: Dziwny jest ten świat... 12.12.12, 21:16
                      hehe. mnie na kolokwium habilitacyjnym przerwano wyklad po 5-7 minutach, a w dyskusji krytykowano, ze nie wyszedlem poza wstep. :-)
                      • adept44_ltd Re: Dziwny jest ten świat... 12.12.12, 21:19
                        no bo dałeś sobie przerwać...
                        • dala.tata Re: Dziwny jest ten świat... 12.12.12, 21:20
                          stary, od poczatku kolokwium slyszalem ze Pani Profesor X bardzo sie spieszy na pociag. i nie bedzie na nic czasu.....

                          adept44_ltd napisał:

                          > no bo dałeś sobie przerwać...
                          • kramka1 Należyta staranność 17.12.12, 14:15
                            Habilitant pisze o bałaganie w publikowaniu kwitów przez CK ("natrafiłem na postępowanie, pod którym wiszą dokumenty innego postępowania"). To ja dorzucę inny kwiatek z tej łączki, znaleziony w zeszłym tygodniu. W postepowaniach przyrodniczych powieszono postepowanie aplikanta z nauk technicznych. I tu mam pytanie, jak taki biedny aplikant moze sie skapnąc, ze wisi tam, gdzie wisi a nie tam, gdzie powinien wisieć?
                            (zastrzegam: wybaczcie ten kolokwializm ;))
                            Tu przypomina mi sie historia rocznej dziury w asfalcie przed moim domem. Wreszcie się na dziurę i wiadome służby wkurzyłam, więc do służb zadzwoniłam i nie mineły dwa dni, a dziurę załatano. Wtedy dopiero mi przyszło do głowy, ze bez mojego telefonu słuzby by sie nigdy nie dowiedziały, że przed moim domem jest ta dziura, bo nie ma wypracowanych urzędniczych procedur zawiadamiania służb o dziurach. Czy biorac przykład z historii mojej dziury, czytelnicy stron CK nie powinni przypadkiem alarmować CK o ich dziurach?
                            • habilitant2012 Re: Należyta staranność 17.12.12, 15:07
                              Nie wiem oczywiście, czy habilitant sprawdził swe postępowanie, czy nie. Nie wiem, czy CK już wie, czy nie. Nie zmienia to tego, że tych postępowań habilitacyjnych nie są setki, ale raczej nadal dziesiątki i sądzę, że CK sama może kontrolować te rzeczy. Nie mówiąc już o podwójnym sprawdzaniu tego, co jest upubliczniane.

                              I tak, pewnie warto do CK pisać w takich sprawach, nie wiem. Jednak ja chciałem zwrócić uwagę na to, że CK nie robi nikomu łaski, gdy oczekujemy najwyższych standardów postępowania. Na razie to tych standardów nie widać, choćby w poważnych opóźnieniach zarówno samych postępowań (są nieskończone postępowania, które wiszą na stronach CK od ponad roku!), jak i ich upubliczniania, nie mówiąc o jakościach skanów.
                            • dala.tata Re: Należyta staranność 17.12.12, 18:05
                              ci wiecej, NCN powinnismy zworcic uwage na formularze (moze lepiej od razu przetlumaczyc dobrze), ministerstwu zglosic bledy gramatyczne i niespojnosci w ustawach i rozporzadzeniach, a CK pokazac wlasciwych recenzentow w postepowaniach habilitacyjnych, tak?

                              Pomyslmy wspolnie, okaze sie, ze polowa urzednikow jest niepotrzebna. Bo zawsze moze ich prace wykonac obywatel.
                              • kramka1 Re: Należyta staranność 17.12.12, 18:38
                                A moze zamiast wymyslac te złosliwości, pomyslisz nad tym, ze zwracanie uwage CK nakłuwa balonik ich dobrego samopoczucia? Że może są tak zadufani w temacie swojej nieomylnosci, ze nawet nie sprawdzą, co wrzucaja na stronę?
                                No ale oczywiscie łatwiej napisac, ze proponuję wyręczanie urzedników w ich sowicie opłacanej pracy....
                                • dala.tata Re: Należyta staranność 17.12.12, 18:59
                                  Widzisz, ja nie chce nakluwac zadnego balonika, ja nie chce odczuwac satysfakcji, ze mialem racje. i zupelnie odrzucam relacje obywatel-urzad, ktora ma polegac na lapaniu urzedu na kolejnych bledach. To jest relacja, portalu pudelek z celebrytami, ktorych kolejne 'wpadki' notuje. Juz to majtki nie tego koloru (czasem w ogole nie maja!), widac im fragment sutka czy tez jak siadaja widac celulit. Ani ja pudelek, ani CK nie ma godnego uwagi biustu.

                                  ja chce, zeby ludzie, w tym pracownicy CK, dobrze wykonywali prace, za ktora dostaja pieniadze. Zwracam przy tym uwage, ze wysokosc pensji nie zwalnia z porzadnego wykonywania obowiazkow (typ dyskursu niezwykle nosny w kregach akademickich).
                                  • kramka1 Re: Należyta staranność 17.12.12, 19:13
                                    No tak, a jak chcesz rozwiązac ten problem? Przez bierną obserwację zjawiska? To jest typowe dla naszego kraju: malo kto czuje sie odpowiedzialny za wyniki swojej pracy, a dokładniej: za to, by za otrzymaną pensję wypełnić w sposób prawidłowy swoje obowiązki. I tak mamy prawników udzielających niefachowych porad, lekarzy źle diagnozujących pacjentów, naukowców piszących bzdurne prace itp td. I mamy taką CK, której pracownicy nie pofatygowali sie, by dwoma kliknieciami sprawdzic treści wrzucone na stronę.
                                    • dala.tata Re: Należyta staranność 17.12.12, 19:33
                                      szczerze powiedziawszy, nie wiem, czy jest jakies rozwiazanie. Byc moze to po prostu kulturowe, a my sami uczymy tego samego naszych studentow. dzisiejsze debaty na temat naczuania wyzszego pokazuja bardzo wyraznie, ze studenci widza nas jak leserow (czy slusznie czy nie, nie ma znaczenia), ktorzy ich nie szanuja. dajemy przyklad, ktory studenci potem niosa w zycie.

                                      jak to zmienic? zaatakowac jakis kraj protestancki i od razu sie poddac? :-)
                                      • kramka1 Jaki wkład? 30.12.12, 23:16
                                        Tytułem wstępu cytat:
                                        "Może zatem warto by na poważnie pomyśleć o zniesieniu habilitacji, a przynajmniej skończeniu ze ściemą znacznego wkładu w rozwój dyscypliny."
                                        No tak... A mnie naszła refleksja, jak w ogóle mozna mówic o znaczacym wkładzie habilitanta, gdy cała polska nauka w dziedzinie X nic nie znaczy na świecie? Znaczący w morzu nieznaczącym? To jak szukanie ryby na bezrybiu.
                                        • kramka1 Przymus habilitacji 04.01.13, 23:09
                                          Fraoujący komentarz @pisarza pod wpisem:
                                          "Otóż w warunkach polskich, gdzie uczelnie działają jakby w szklanej wieży, oddzielone od potrzeb społeczeństwa i uczepione garnuszka państwowych dotacji, kariera naukowa to w większości ciekawe hobby nie mające żadnego przełożenia na postęp cywilizacyjny kraju. To jest hobby reprodukujące egoistów zainteresowanych przede wszystkim własną karierą. A przecież praktycznie jedyną korzyścią z istnienia w Polsce sektora Szkolnictwa Wyższego i Nauki są absolwenci szkół wyższych. Gdyby nie wpływ na dydaktykę, naukę mogliśmy spokojnie zaorać 20 lat temu."
                                          Zamiast długaśnego komentarza, jedno pytanie retoryczne: czy moi koledzy z Zach. Europy badajacy to samo co ja, tyle ze za wieksze pieniądze i stąd w szerszej perspektywie, to tez hobbysci, których trzeba zaorac przy pierwszej sposobności?
                                          • kramka1 Kolokwium kontratakuje 18.01.13, 10:57
                                            Po kilku ciekawych wpisach, których nie komentowałam z braku czasu, pojawił sie nowy pod powyższym tytułem, który az sie prosi o odnotowanie. Habilitant, odnosząc sie do pogłosek o przywróceniu kolokwium, napisał m.in.:
                                            "Widzę jednak dwie główne zalety przywrócenia kolokwium. Po pierwsze, recenzenci nie będą musieli sami syntetyzować dorobku kandydata, nawet autoreferatu nie trzeba będzie czytać, zrobi to on sam, recenzenci będą musieli tylko zanotować. Po drugie, kolokwium przywróci obrzędową część rytuału przejścia, jakim jest habilitacja. A zatem dzięki kolokwium habilitanta będzie można publicznie przeczołgać (oczywiście, nie trzeba będzie, tylko można). Można też dodać, że członkowie komisji nie znający habilitanta będą mogli go zobaczyć na własne oczy i ocenić, czy fajny/a, ciacho/pasztet, miły/a itd. Nie żebym myślał, rzecz jasna, że takie rzeczy odgrywają rolę (psychologia się myli!!)."
                                            Otóż mam nadzieję, że w powyższym wpisie zabrakło jednego cudzysłowia przy słowe "zalety", bo inaczej to bym pomyslała, ze wystarczy samo wysłanie papierów do CK, by człowiek zdurniał do imentu....
                                            • habilitant2012 Re: Kolokwium kontratakuje 18.01.13, 23:43
                                              Z punktu widzenia tych, którzy będą decydować, to mogą być zalety. Bez cudzysłowu.
                                              • kramka1 Re: Kolokwium kontratakuje 19.01.13, 13:05
                                                Oczywiscie to rozumiem. Ale przypuszczam, ze Ty masz zdanie oddmienne i dlatego podniosłam problem niejednoznaczności jezykowej twego wpisu. Jest problem ze sposobem zapisu wypowiedzi ironiczych i ja sama zawsze takowe opatruję znaczkiem ;). Czyli mrugam okiem do czytelnika, na wzór sławnego wężyka ze skeczu.
                                                A co do tych "zalet", zgrozą mnie przejmuje ta sekwencja zdarzen: projekt zniesienia habilitacji, ustawa z ograniczoną procedurą habilitacji, mozliwa nowelizacja ustawy przywracajaca kolokwium... Kontrreformacja w ataku?
                                                • kramka1 Produkty wolnego umysłu :)) 24.01.13, 12:39
                                                  Od pewnego czaus na blogu Habilitanta pojawiają sie ciekawe i dające do myslenie (i do dyskusji) wpisy. Te wpisy to owoc nudzącego sie umysłu, uwolnionego od wytężonej pracy nad autoreferatem, a jednoczesnie zestresowanego mysleniem o tym, jak pójdzie... Piszę to z całą sympatią i jednoczesnie zdziwieniem, ze nikt tu nie pochyli głowy nad uwagami Habilitanta. Ja niestety, jestem, o jeden krok wstecz, czyli póki co mój umysł jeszcze w 110% jest zajety papierologią habilitacyjną i nie znajduje czasu na szersze odniesienie sie do wpisów. No więc tylko odnotowuję, ze wpisy są i ze miło się je czyta.
    • charioteer1 Re: Blog Habilitanta 11.02.13, 11:07
      Na blogu habilitanta trwa ozywiona dyskusja na temat sensownosci habilitacji. Tutaj pozwole sobie na autorskie podsumowanie. Zdaniem zwolennikow habilitacji jest ona lekiem na cale zlo w nauce polskiej, bez ktorego system po prostu by sie zawalil. Aspiryna, ktora hamuje rozwoj nowotworowych narosli. Od siebie dodam tyle: Jezeli te aspiryne odstawimy, to albo pacjent zejdzie, zanim cokolwiek zdazymy zrobic, albo zabierzemy sie za wlasciwe leczenie.
      • kramka1 Re: Blog Habilitanta 11.02.13, 11:27
        charioteer1 napisał:
        < Aspiryna, ktora hamuje rozwoj nowotworowych narosli.>

        Pełna zgoda. tez uważam, że "zło czai sie wszędzie", a dokładniej, akurat nie w tym miejscu. Z mojego bardzo ograniczonego punktu widzenia najgorszym złem jest fatalna obsada stanowisk kierowniczych w podstawowych jednostkach (katedry, zakłady, pracownie). Gdyby była płynnośc wymiany tej kadry lub kadencyjnosc stanowisk, sprawy ruszyłyby zdecydowanie do przodu. Póki tego nie bedzie, dalej miernoty będą rządzić jednostkami podcinając skrzydełka niesamodzielnym geniuszom (oczywiscie jest to stwierdzenie przejaskrawione, ale nieźle kwitujące moje pesymistyczne obserwacje z kilku znajomych uczelni).
        • charioteer1 Re: Blog Habilitanta 11.02.13, 11:53
          Miernota na stanowisku bedzie podcinac skrzydelka wszystkiemu, co sie rusza, nie tylko niesamodzielnym. Glownym zadaniem miernoty na stanowisku jest trwac na tym stanowisku jak najdluzej bez wzgledu na koszt dla jednostki. W skrajnym przypadku, wlasnie mi sie przypomnial przyklad sprzed paru lat, wygryzie profesora z tytulem, co w tym konkretnym przypadku doprowadzilo do powaznych problemow z minimum kadrowym.
      • dala.tata Re: Blog Habilitanta 11.02.13, 12:38
        Chario, to podsumowanie ma tyle wspolnego z dyskusja, co kino Luna z ksiezycem. Habilitacja nie jest lekiem na cale zlo. habilitacja jest koslawo zalozonym brudnym plasterkiem, ktory udaje laparoskopie. Habilitacja jest sitem, na ktorym zatrzymuja sie od czasu do czasu jakas miernota. Problem w tym, ze poza habilitacja nie ma nic, co by te miernoty zatrzymywalo. A dyskusje w nauce polskiej skupiaja sie glownie na tym, ze habilitacja jest be, a nie na tym, co zrobic, zeby naprawic procedury awansowania.
        • charioteer1 Re: Blog Habilitanta 11.02.13, 13:12
          Toz pisze, ze podsumowanie jest autorskie;)

          Czy nazwiemy habilitacje budnym plasterkiem, czy aspiryna, na jedno wychodzi. Na habilitacje latwo pomstowac, bo kazdy musi przez to przejsc. Poza tym, tu sie skupiaja jak w soczewce wszystkie problemy, ktorych zrodlo jest zupelnie gdzie indziej. Jezeli argumentujecie, ze habilitacja jest potrzebna, bo bez niej miernoty awansuja i zablokuja mozliwosc awansu zdolniejszym, to naprawde pokazuje, ze system obsadzania stanowisk jest chory. Habilitacja go nie uzdrowi. Tylko zakryje problem, jak ten brudny plasterek, powstrzymujac najwiekszych oslow. W praktyce cos to robi, ale niewiele.
          • dala.tata Re: Blog Habilitanta 11.02.13, 13:27
            z tym akurat sie zgadzam. w habiltiacji skupiaja sie wszystkie problemy. I tak, absolutnie, system awansow jest chory, a wlasciwie mozna poweidziec, ze nie istnieje zaden system. i habilitacja nie ma go uzdrowic. habilitacja przynajmniej temperuje niektore widzimisie naszych milusinskich szefow, wlasnie powstrzymujac najwiekszych oslow. nic poza tym. Mozna argumentowac, ze to chociaz cos, choc niewiele.

            w ostatecznym rachunku problem polega dla mnie na tym, ze nikt nie ma sensownego systemowego rozwiazania zastepujacego habilitacje.
    • rudamaruda1949 na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 13:27
      "Teraz przynajniej ci, którzy mają na pieńku z szefami mogą zrobić habilitację".

      to cytat z wpisu: habilitant2012.blox.pl/2013/02/Poglady.html

      bardzo naiwny i śmieszny fragment, dlatego, że widocznie habilitant nie wie, że większość "poległych" na stronach CK to właśnie ci, co mieli z szefami na pieńku i właśnie dlatego wymyślono im zarzut plagiatu, zarzut nienaukowości, zarzuty wyssane z palca podyktowane przez szefa lub jego znajomych. A ci co przeszli - to właśnie dlatego przeszli, że nie mieli na pieńku z szefem. Szefowie o nich zabiegali w środowisku i wysyłali wyraźne sygnały, że habilitacja się habilitantowi należy, lobbowali i wylobbowali.

      Naiwność habilitanta jest tak wstrząsająca, że to chyba celowa prowokacja z jego strony aby wyreżyserować większe zainteresowanie blogiem i wpisami. Robi to naprawdę po mistrzowsku. Nie wierzę, że ktoś ze środowiska znający realia mógł to napisać "Teraz przynajniej ci, którzy mają na pieńku z szefami mogą zrobić habilitację" szczerze i bez wyrafinowanej gry czytelnikiem.
      • dala.tata Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 13:31
        taaaaaa, wszyscy recenzenci i komisja sa wzmowie z szefami wszystkich habilitantow. Polska nauke oplata szara siec. ruda, daj se spokoj.
        • charioteer1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 13:37
          Ruda przesadza, ale takie rzeczy tez sie zdarzaja. Lobbing na tak i lobbing na nie. To jest zamkniete srodowisko i jezeli widzisz bzdurne zarzuty powtorzone przez dwoch recenzentow, mozesz zgadywac, ze cos jest na rzeczy. Jednak wiekszosc habilitantow, ktorzy padaja, to ludzie, za ktorymi nikt nie stoi. Nikt za nimi nie lobbuje, nikt tez nie ma interesu w tym, by ich przepchnac poza lokalnym szefem, ktory nic nie znaczy i nic nie moze.
        • rudamaruda1949 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 13:52
          po Pańskiej dala.lata wypowiedzi, od razu widać, że albo z zagranicy albo niezorientowany w realiach polskich
          oczywiście nie ma żadnej sieci
          ludzie się po prostu znają, znają swoje telefony, znają się z konferencji, a w ramach specjalności każdy z każdym nawet pił lub przynajmniej gadał o pogodzie w czasie wycieczek towarzyszących konferencjom i sympozjom, o zwykłych spotkaniach w różnych gremiach, nie wspominając

          U nas jest taki profesor, który ma 5 adiunktów, wśród nich wymyślił sobie, że pierwszy habilitację ma zrobić A., gdyż jego sobie upatrzył na delfina. Profesor "nie zna nikogo", to znaczy, od lat "nigdzie nie jeździ" i zajmuje się wnuczkami, obowiązki realizując w absolutnie minimalistyczny sposób, przy okazji wtorkowego i piątkowego spaceru z psem, wpada do sekretariatu podpisać dokumenty, a w zebraniach naukowych uczestniczy tylko wtedy, gdy ma w tym żywotny interes.
          A. robi habilitację, ale w międzyczasie B., C., mając wielokrotnie większy dorobek niż A., szybciej wszczęli procedurę. Wystarczyły telefony szefa i B i C okazali się totalnymi dyletantami, mimo, że na wniosek szefa co roku są do nagrody. Jak A. już zrobi habilitację, kompetencje B i C dramatycznie wzrosną
          • charioteer1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 14:00
            rudamaruda1949 napisała:

            > w międzyczasie B., C., mając wielokrotnie większy dorobek niż A.,

            Widac, ze szef juz stary, skoro do tego dopuscil. B i C tez dupy wolowe, ze nie poszli z tym od razu do innej rady.
            • podworkowy Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 15:32
              z przyjemnością muszę po 1 pierwszy w pełni zgodzić się z dalą.
              W mojej działce nie znam żadnego "wybitnego", uwalonego na habilitacji ani też żadnego "wybitnego" niedopuszczonego do habilitacji (w społ.-hum. to jest w ogóle trudne do wyobrażenia; nie wiem, jak szef mógłby zapobiegać gromadzeniu dorobku...). Jedyny argument, jaki mogliby wysunąć przegrywający jest taki, że innym - równie nędznym - jakoś się udało. Nie jest to jednak dla mnie argument przekonywujący, no ale ja nigdy nie byłem fanem ślepego egalitaryzmu.
              Można natomiast dyskutować nad szczegółami. Otóż uważam, że do dyskusji są następujące kwestie:
              1) dostosowane do specyfiki dyscyplin i sprecyzowane wymogi habilitacyjne (już słyszę gniewne parsknięcia...:)), łącznie z uznaniem w dziedzinach podatnych na parametryzację jakiejś formy habilitacji za punkty. Jeśli np. ktoś uciuła 10 (15,20...do dyskusji) publikacji na liście A, ma olbrzymiego Hirscha itp. - byłbym skłonny dać mu habilitację z urzędu; osoby bez takiego dorobku również mogłyby się jednak habilitować. Od znawców poszczególnych dyscyplin zależałoby, na jakim poziomie należałoby ustawić te dane, by dotyczyły one faktycznie wybitnej, niewielkiej i niekontrowersyjnej mniejszości. To w jakimś stopniu uniezależniłoby u scjentystów kandydata od wrednych szefów. Pod rozwagę postawiłbym też wprowadzenie wymogu monografii w społ-hum.
              2) zniesienie wymogu "jednotematyczności" cyklu publikacji - zasada ta jest absurdalna i prowokująca do kombinowania
              3) rezygnacja z przedstawiania do oceny całości dorobku, co skłania do liczbowego mnożenia publikacji, autoplagiatów, ignorowania przez recenzentów tegoż dorobku na rzecz osiągnięcia itp., produkowania bezwartościowych KFC:) itd. W poszczególnych dziedzinach, obok osiągnięcia, przedstawiałoby się do oceny 10 (15, 20...itp.) publikacji.
              Podsumowując - na razie habilitacja tak, wypaczenia nie!
              • charioteer1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 19:18
                > (w społ.-hum. to jest w ogó
                > le trudne do wyobrażenia; nie wiem, jak szef mógłby zapobiegać gromadzeniu doro
                > bku...

                Jezeli badania polegaja na czytaniu i pisaniu, to faktycznie moze byc trudne do wyobrazenia, ale nawet w spol-hum sa dziedziny, w ktorych jest inaczej.

                > Pod rozwagę postawiłbym też wpr
                > owadzenie wymogu monografii w społ-hum.

                Monografii, ktorych nikt nie czyta, jest az nadto. Zazwyczaj stanowia godne zwienczenie dorobku z KFC.
                • dala.tata Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 21:54
                  no i co z tego, ze w naukach spolecznych nie tylko sie czyta i pisze? do czego ci jest potrzebny szef? Ja rozumiem, ze szef moze blokowac wnioski grantowe (tu kiedys ktos o tym mowil), jakos jednak mysle, ze to dosc rzadkie.
                  • charioteer1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 22:31
                    Blokowac mozna rozne rzeczy. Jesli ci wyobrazni nie staje, to swiadczy o tym, ze masz duzo szczescia.
                    • dala.tata Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 22:38
                      chario, szczerze powiedziawszy mnie ta martyrologia nie przekonuje. wszyscy niesiemy swoj krzyz.
                      • charioteer1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 22:42
                        Jaka martyrologia znowu? Ja sie przed toba ze swoich krzyzy nie spowiadam.
                      • adept44_ltd Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 22:45
                        dala.tata napisał:

                        > chario, szczerze powiedziawszy mnie ta martyrologia nie przekonuje. wszyscy nie
                        > siemy swoj krzyz.

                        niektórzy abdykują, innych blokują...
              • dala.tata Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 21:56
                1. wedlug mnie nie da sie sprecyzowac kryteriow habilitacyjnych. one sila reczy musza zostawiac pole do manewru dla recenzenta.
                2. wymog monotematycznosci jest iditoyczny - pelna zgoda.
                3. co do calosci dorobku, troche nie widze argumentu.
                • podworkowy Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 23:16
                  ad 1) też nie jestem entuzjastą punktów, a już na pewno nie w społ-hum. Ale skoro blokowanie ma tak dramatyczny wymiar;), to może warto - tam gdzie się to da sensownie zrobić - spróbować wyeliminować uznaniowość. Nie mam problemu z tym, by matematykowi mającemu 10 (liczba do dyskusji) publikacji w 40-50-punktowych czasopismach, Hirscha na poziomie 30 (ibid.) i jakiś tam SIF dać habilitację od reki.
                  Ad 3) to jest generalnie off topic w stosunku do paskudnych szefów; uważam, że plagą w społ-hum. jest ilościowe - per fas et nefas - nadymanie dorobku w celu awansu zawodowego. Poza tym, to również pomoże ograniczyć uznaniowość. Znam sytuacje, w których dorobek na poziomie 50 publikacji został uznany za skromny (acz ostatecznie wystarczający, dzięki dobrej monografii), a dorobek 15 pozycji za znaczny, przy czym nie było pomiędzy nimi różnic jakościowych. Gdyby każdy musiał przedstawić jednakową liczbę publikacji, ten element uznaniowości by odpadł.
                  • adept44_ltd Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 23:20
                    w zasadzie pewien problem polega na tym, że gdyby rzeczywiście brać pod uwagę wymogi ustawy, to w społ-humach ilość habilitacji powinna spaść na łeb, na szyję... a zarazem osoby mające rzeczywisty dorobek nie miałyby najmniejszego problemu z habilitacją.
                    • podworkowy Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 23:27
                      nie zgadzam się o tyle, że zarówno osławiony "znaczny wkład" , jak i kryteria z rozporządzenia, pozostawiają recenzentom i RW luz decyzyjny w zakresie interpretacji oraz przydania wagi poszczególnym kryteriom. Można to krytykować, ale tak jest.
                      (Dlatego właśnie ja apeluję, by skończyć z fikcją jednolitości formalnych kryteriów habilitacji w różnych dziedzinach)
                      • adept44_ltd Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 23:36
                        już nie pamiętam, ale tam chyba było wskazanie na dobre pisma... ;) i to wystarczy...

                        co do skończenia z ujednoliceniem... no tego ujednolicenia nie ma, więc może stąd apele nie są skuteczne.... nb. (zwłaszcza po rozmowach z przedstawicielami Pańskiej dyscypliny, proszę wszakże nie odbierać tego personalnie) nie uważam, by każda dyscyplina miała sobie wyznaczać własne kryteria... :), choć też nie uważam, że one powinny być mechanicznie tożsame... - niemniej miejsca publikacji bądź cytowania są dość wymiernym znakiem tego, czy ktoś coś znaczy w dyscyplinie, czy lepiej, by nie marnował papieru.
                        • podworkowy Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 23:49
                          let's agree to disagree and move on...;)
                          • adept44_ltd Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 23:53
                            OK :)

                            dla pełnej jasności - przedstawicielstwu mojej dyscypliny też bym nie pozwolił na to ;-)
                  • charioteer1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 23:40
                    podworkowy napisał(a):

                    > Poza tym, to również pomoże ograniczyć uznaniowość. Znam syt
                    > uacje, w których dorobek na poziomie 50 publikacji został uznany za skromny (ac
                    > z ostatecznie wystarczający, dzięki dobrej monografii), a dorobek 15 pozycji za
                    > znaczny, przy czym nie było pomiędzy nimi różnic jakościowych. Gdyby każdy mus
                    > iał przedstawić jednakową liczbę publikacji, ten element uznaniowości by odpadł

                    Liczenie publikacji na sztuki nie jest dobrym pomyslem. Lepsze bylyby punkty ministerialne. Rozumiem, ze w naukach prawnych ta punktacja jest dosc arbitralna, ale w wiekszosci dyscyplin to sie sprawdza jako bardzo zgrubna miara.

                    Poza tym, sa przypadki ludzi, ktorzy z roznych powodow wystepuja o habilitacje pozno, z dorobkiem zdecydowanie ponadprzecietnym. Co z nimi? Tez maja wybrac 15 publikacji?
                    • podworkowy Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 23:49
                      czemu nie, niech po prostu wybiorą 15 najlepszych
                    • rudamaruda1949 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 00:09
                      Właśnie wprowadzono nowe zasady zdawania na prawo jazdy. Bardzo podobało mi się to, że jeden z kluczowych egzaminatorów WORD przystąpił do nowego egzaminu. Mniej podobało mi się to, że oblał teoretyczny egzamin. Jeszcze mniej podobało mi się, że nie oddał prawa jazdy ani nie zrezygnował z egzaminowania adeptów na nowych kierowców.
                      Zapewne "praktyczny" egzamin, pod okiem koleżki z WORDU zdałby, ale teoretyczny jest obiektywny i zliczany maszynowo.
                      Analogia do habilitacji powinna być zastosowana tak, że habilitant przystępując do habilitacji, dostarczałby tabelkę z punktami. Recenzentem mógłby być tak jak teraz dowolny profesor, ale po pierwsze, każdy z członków komisji przedstawiałby analogiczną tabelkę opartą na rozporządzeniu, do tej jaką zobowiązany byłby przedstawić habilitant, a prawo do głosowania przeciwko nadaniu stopnia miałby tylko ten członek komisji, który miałby lepsze "twarde" punkty od habilitanta. Skoro habilitant ma punkty lepsze niż profesor z komisji, to należałoby przyjąć, że może na pełnego profesora to za mało, ale na habilitację, która jest o dwa etapy wcześniej od profesora z "renomą" wystarczającą do zasiadania w komisji, wystarczy. No chyba, że oprotestuje to ktoś z lepszym dorobkiem.
                      Analiza obecnych wiszących na stronach CK, wskazuje, że lepsi merytorycznie profesorowie nie dają negatywnych recenzji, dzieje się tak dlatego, że rozumieją więcej. Dać negatywną recenzję - samemu mając dorobek słabszy od habilitanta - to takie bardzo polskie, ale też niestety powinno być podstawą do rewizji listy recenzentów - i podobnie jak NCN - być podstawą do stworzenia czarnej listy recenzentów niegodnych powoływania. Niestety część z tych słabiutkich i piszących złe recenzje słabszych od habilitantów profesorów, stało się członkami CK i niestety sami siebie wyznaczają do kolejnych komisji habilitacyjnych. W końcu 3k za ctrl+C i ctrl+V, to łatwy zarobek. Trochę wstydu i do kasy.

                      * "słabi" użyłam w oparciu analiz nazwisk członków komisji i habilitantów w bazach czasopism JCR i Scopus. Nie analizowałam PoP, gdyż PoP indeksuje nawet programy studiów jako "artykuły naukowe" budujące indeks H.
                      • podworkowy Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 01:56
                        ech...
                        a dr_pitcher pisze tak:
                        "roznego rodzaju indeksy maja niewatpliwe zalety porownawcze i startystyczne ale wiekszosc porzadnych uczelni (Harvard, John Hopkins, Stanford) i naukowcow taktuje je jako pewien wskaznik, ktore czasopismo jest bardziej popularne. W zadnym jednak przypadku tego typu parametry nie sa podstawa oceny naukowcow (w wypadku promocji) czy oceny poszczegolnych jednostek naukowych (w przypadku co-piecioletniego "review")"
                        Myli się?
              • pfg Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 10:13
                podworkowy napisał(a):

                > łącznie z uznaniem w dziedzinach podatnych na
                > parametryzację jakiejś formy habilitacji za punkty.

                Apage, Satanas! Habilitacja za punkty doprowadziłaby do ciułactwa, przyczynkarstwa i jeszcze dalszego zwiększenia publikacyjnej biegaczki - o co, wbrew pozorom, także "w dziedzinach podatnych na parametryzację" nie jest trudno. Jeszcze więcej problemów wynikałoby z koniecznej wieloautorskości publikacji doświadczalnych.

                > ma olbrzymiego Hirscha

                Też nie. Duży indeks Hirscha mogą mieć - ba, mają! - nie tylko ludzie "indywidualnie dobrzy", ale także sumienni uczestnicy wielkich "kolaboracji" doświadczalnych. Choć Jan jest tylko małym trybikiem w całym zespole i gdyby Jana zabrakło, z łatwością znalezionoby jakiegoś Johna, Hassana lub Yuichi, który wykonywałby dokładnie tę samą robotę, prace całego wielkiego zespołu są liczne, ważne i szeroko cytowane.

                > Pod rozwagę postawiłbym też wprowadzenie wymogu monografii w społ-hum.
                > 2) zniesienie wymogu "jednotematyczności" cyklu publikacji

                JEDNOtematyczność jest odpowiednikiem MONOgraficzności. Niczego absurdalnego w niej nie widzę.
                • podworkowy Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 12:16
                  o.k., 2 pierwsze argumenty rozumiem i przyjmuję (jak widać przeceniłem parametrię...;).
                  Co do jednotematyczności pozostaję przy swoim zdaniu. W praktyce w społ-hum. oznacza ono, że delikwent post factum patrzy na swoje artykuły i zastanawia się, co też one mają in common, albo co gorsze wymyśla bardzo ogólną formułkę (np. "ubezpieczenia społeczne"), pod którą da się objąć jego teksty. Poza tym nie mam problemu z habilitacją dla kogoś, kto pisze wartościowe rzeczy z różnych parafii.
                  • dala.tata Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 12:48
                    Ja do monotematycznosci dodam pytanie o intelektualny cel? Co nam daje monotematycznosc?jaki ddodatkowy wklad w rozwoj dyscypliny daje nam monotematycznosc?
                    • pfg Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 13:19
                      dala.tata napisał:

                      > Co nam daje monotematycznosc?

                      Mniej więcej taki sam, co monograficzność. Odpowiem pytaniem na pytanie: Czy uważacie, ty i podwórkowy, że w naukach humanistycznych lub społecznych powinno nadać się habilitację za książkę tematycznie niespójną, będącą zbiorem esejów może i indywidualnie ciekawych i wartościowych, ale bez żadnej myśli przewodniej, wspólnej tematyki, generalizującego je wszystkie wspólnego pytania badawczego?
                      • dala.tata Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 13:30
                        Nie, to porownanie nie ma sensu.

                        Monograficznosc nie jest okolicznoscia intelektualna majaca wplyw na rozwoj nauki. Ksiazka ma byc spojna, tak jak artykul ma byc spojny. Czy jednak ksiazka powinna byc wymogiem habilitacyjnym? Nie! Jesli opublikuje 7 arytkulow i opublikuje je w najlepszych czasopismach w dyscyplinie, co za roznica, czy one sa monotematyczne? Czego dowiadujemy sie o habilitancie, jesli publikuje o tym samym? W jaki sposob ma on wiekszy wplyw na rozwoj?

                        Sa uczeni ktorzy zycie poswiecaja zycie jednemu tematowi. Ich sprawa. Sa tacy, ktorzy skacza z tematu na temat. Ci pierwsi maja pod wieloma wzgledami lepiej, ci drudzy za to maja ciekawiej. Watpie, czy mozna wartosciowac profesorow w taki sposob.
                      • podworkowy Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 17:23
                        Słaba książka to słaba książka i tyle.
                        Monografia to wyraźnie co innego niż zbiór artykułów o tej samej sumarycznej objętości.
                        Sadzę, że wymóg, aby hab. w społ-hum. potrafił napisać sensowną książkę nie jest szczególnie wygórowany (doktorat niestety tej roli nie spełnia od dobrych kilku lat, a będzie coraz gorzej)
                  • adept44_ltd Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 13:28
                    podworkowy napisał(a):

                    > o.k., 2 pierwsze argumenty rozumiem i przyjmuję (jak widać przeceniłem parametr
                    > ię...;).
                    > Co do jednotematyczności pozostaję przy swoim zdaniu. W praktyce w społ-hum. oz
                    > nacza ono, że delikwent post factum patrzy na swoje artykuły i zastanawia się,
                    > co też one mają in common, albo co gorsze wymyśla bardzo ogólną formułkę (np. "
                    > ubezpieczenia społeczne"), pod którą da się objąć jego teksty. Poza tym nie mam
                    > problemu z habilitacją dla kogoś, kto pisze wartościowe rzeczy z różnych paraf
                    > ii.

                    z faktu, że delikwent postępuje tak, nie wynika, że zasada jest zła...
            • rudamaruda1949 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 16:44
              > B i C tez dupy wolowe, ze nie
              > poszli z tym od razu do innej rady.

              Poszli do innych rad - i właśnie na innych ich "załatwiono" - w nowym trybie

              Nie da się bez zgody własnego szefa habilitować a recenzenci najpierw pytają szefa co sądzi o habilitancie i bez własnej refleksji piszą recenzje jak należy: "mimo wielu reutylizacji oraz niepoprawnie wykonanych studiów literaturowych, z brakami warsztatowymi w postaci braku odwołań do prac, w pracach habilitanta i moich licznych krytycznych uwag, moja ocena istotnego wkładu jest bardzo słaba i niska ale jednak pozytywna" gdy szef chce, "dorobek pokaźny i okazały, i już prawie starczy na habilitację, ale habilitant jeszcze nie jest dojrzały", gdy szef nie chce, "dorobek eklektyczny, stwierdzenia habilitanta w autoreferacie bałwochwalcze, autoplagiaty nazywane reutylizacjami a faktyczne plagiaty bezczelnie określane jako studia literaturowe dla niepoznaki tylko opatrzone odnośnikami do zerżniętych dzieł, dyskwalifikują habilitanta i zmuszają do wysoce negatywnej oceny" gdy szef boi się habilitanta i chce się go pozbyć.
              Polska jest za małym krajem na to aby udawać, że jakaś komisja jest centralna, i za mało ludzi jest w nauce aby udawać, że coś w nauce jest obiektywne lub niezawisłe. Dlatego fikcję trzeba zlikwidować, niech szef ma prawo wprost powiedzieć: "Panie B i C, jesteście fajne chłopaki, ale A jest mi bliższy, i on będzie miał większy wpływ na kierunek rozwoju naszej jednostki niż wy - takie jest moje prawo jako szefa - i na tych zasadach chętnie będę kontynuował z Wami współpracę", habilitacja to fikcja, i jak nielubiani B i C zrobią sobie pokątnie habilitacje za plecami szefa na Węgrzech, Rosji lub na Ukrainie, to nagle szef "MUSI" ich dalej zatrudniać jak długo będą z habilitacją jako adiunkci mianowani. Ileż to już było takich spraw. Szef jest szefem i chce mieć władzę nad tym pod czym się podpisuje, a teraz przez dowcipną habilitację różnymi sztuczkami się go zmusza, nikt tego nie lubi.
              • dala.tata Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 17:35
                co za kompletne banialuki.

                Tak, wyobrazam sobie, ze ustosunkowany szef moze zaszkodzic swojemu wrogowi/doktorowi, ale systematycznie uwalac wszystkich, ktorzy mu sie nie spodobaja? bez jaj. Nie ma az takich moznych, zeby systematycznie uwalac wszystkich. Pomijam juz kompletnie idiotyczne zalozenie, ze wszyscy szefowie sie lubia i dzielnie ze soba wspolpracuja, a animozje odbywaja sie jedynie na linii szef-podwladny.

                co wiecej, z doswiadczenia wiem, ze szefowie ma w nosie, czy sie bedziesz habilitowac czy nie. I dokladnie tak bylo z moim dyrektroem instytutu. On nawet nie wiedzial, ze zlozylem wniosek habilitacyjny. a jesli wiedial, to nie ode mnie, bo nie uznalem za stosowne go o to pytac. bo i po co? Anie nie oczekiwalem blogoslawienstwa, ani wsparcia, ani niczego innego.

                ja rozumiem, ze nauka polska to ma wiele problemow, ale nie robmy z niej obozu koncentracyjnego, w ktorym mlodzi uczeni zyja w strachu przed batem dyrektora/dziekana, bojac sie, ze pusczenie baka pojda instytutowego karceru.


                rudamaruda1949 napisała:
                >
                > Nie da się bez zgody własnego szefa habilitować a recenzenci najpierw pytają sz
                > efa co sądzi o habilitancie i bez własnej refleksji piszą recenzje jak należy:
                • rudamaruda1949 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 18:50
                  Pięknie wnioskujesz na podstawie Twojego pojedynczego przypadku - dla mnie (a zakładam, że może możesz mówić prawdę - choć prywatnie ani trochę Ci nie wierzę) Twój osobisty przypadek, to przypadek wyjątkowy. Jak to mówią: "wyjątek potwierdzający regułę" albo "wraz ze wzrostem liczby obserwacji, prawdopodobieństwo obserwacji nietypowych wzrasta". Błędem jest, że swój niemiarodajny i wyjątkowy przypadek, gdzie zresztą nie było konfliktu, a jak sam potwierdzasz: obojętność, stawiasz jako przykład.
                  Znam wiele przypadków gdy szefowi wisi - czyli przyzwala na awanse. I tam habilitanci składają wnioski i dostają habilitacje bez kłopotów. Twój przypadek pasuje do tego - Twojemu szefowi wisiało, czyli przyzwalał na Twój awans - toteż nigdzie nie dzwonił ani nie siał negatywnych opinii o Tobie.
                  Tam gdzie szef nie przyzwala na awanse - wie już gdzie i do kogo wysłać sygnał.
                  Znam przypadek dwóch potężnych nienawidzących się profesorów. Nienawidzą się, ale swoje rekomendacje uwzględniają, znający sytuację komentują to tak, że jeśli któryś by tego nie uwzględnił - to zaczęłaby się nieprzyjemna dla obu wymiana ciosów, obu stronom zbędna. Dzwonią do siebie - i "chciałbym abyś mi go puścił", "nie jest mi na rękę aby od Ciebie dostał pozytywną recenzję", lub podobne krótkie komunikaty głosowe, cała rozmowa krótsza niż normalnemu rozmówcy zabiera samo przywitanie, i jest jak ma być.
                  Drogi dala.lata - zazdroszczę Tobie tej świeżej naiwności - i nie mam Ci za złe, że nazywasz moje wpisy banialukami. Gdyby nie kilka gremiów w które mnie wkręcono, trochę przypadkowo, trochę z wygody, to nie znałabym licznych przypadków, które teraz znam, i które są jednoznaczne na tyle, że wyrobiłam sobie takie zdanie jak je pokrótce pozwoliłam sobie zasygnalizować.
                  • dala.tata Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 21:53
                    ruda, mnie jest naprawde obojetne, w co wierzysz. Rozumiem tez, ze w przeciwienstwie do mnie zrobilas rztelne badania na temat habilitacji w polsce i nie poslugujesz sie w ogole dowodami anegdotycznymi.

                    ty po prostu masz silne dowody, ze sie nie da zrobic habilitacji bez zgody szefa. nie da i tyle.
                    • charioteer1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 22:41
                      dala.tata napisał:

                      > ty po prostu masz silne dowody, ze sie nie da zrobic habilitacji bez zgody szef
                      > a. nie da i tyle.

                      Wykrecasz kota ogonem. Argument rudej, przynajmniej jak ja go rozumiem, brzmi: Wbrew woli ustosunkowanego przelozonego habilitacji nie da sie zrobic. Od siebie dodam: a przynajmniej jest to bardzo trudne.

                      Jezeli masz dowod, chocby anegdotyczny, na obalenie tej tezy, podaj.
                      • adept44_ltd Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 22:46
                        ruda napisała, że większość uwalonych, to uwaleni przez szefów... to nie jest argument, to jest bredzenie na potęgę; pewnie zdarzają się różne przypadki, ale nie sport masowy, no i raczej nie jest to tak (zwłaszcza w perspektywie nowej ustawy), że rzecz nie jest do przeskoczenia.
                        • charioteer1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 23:03
                          adept44_ltd napisał:

                          > pewnie zdarzają się różne przypadki, ale nie sport masowy,

                          Pewnie nie jest to sport masowy. Szefowie, ktorzy bardzo duzo moga, nie rosna na drzewach.

                          > no i raczej nie jest to tak (zwłaszcza w perspektywie nowej u
                          > stawy), że rzecz nie jest do przeskoczenia.

                          To zalezy od lokalnych ukladow w dyscyplinie. Nowa ustawa daje jawnosc recenzji, ale na ile te recenzje sa uczciwe i rzetelne nie jestes w stanie ocenic, nie bedac specjalista w dziedzinie habilitanta. Mozliwosc wystepowania do innej rady byla juz w starym trybie, wiec tu nic nowego.
                      • dala.tata Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 22:55
                        jakie odwracanie kota ogonem? ze ona mowi o woli, a ja zgodzie?

                        i jaki dowod? Nie widzialem nigdy czegos takiego, nigdy tez nie slyszalem o czyms takim. akceptuje jednak, moje doswiadczenie jest pewnie skromniejsze niz innych. Jestem przekonany jednak, ze takie przypadki moga sie zdarzyc. jednak teza rudej, ze tak jest zawsze, jest bredzeniem.
              • charioteer1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 19:11
                > Polska jest za małym krajem na to aby udawać, że jakaś komisja jest centralna,
                > i za mało ludzi jest w nauce aby udawać, że coś w nauce jest obiektywne lub nie
                > zawisłe.

                Z tym sie zgadzam.

                > Poszli do innych rad - i właśnie na innych ich "załatwiono" - w nowym trybie

                Coz. W starym trybie przynajmniej bylo dwoch recenzentow z rady. Przy 2;1 dla CK silne poparcie w radzie moze nie wystarczyc.

                > habilitacja to fikcja

                Habilitacja to polityka, a profesura to jeszcze wiecej polityki. Dlatego nie bedzie lepiej w przewidywalnej przyszlosci.
          • dala.tata Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 15:30
            taaa, a u nas to jeden taki, ktory takiego jednego habilitanta niedoszlego jeszcze nahajem obsmyczyl.
      • kramka1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 13:35
        Podzielam naiwnośc Habilitanta, jeżeli jest to w ogóle naiwność. Założenie, że macki szefa siegaja wszystkich jednostek w PL, jest dziwne. Konflikty są nie tylko na linii szef-personel, ale pomiedzy szefami jednostek. A ucieczka od własnej Rady moze zapobiec utrąceniu przez własna Radę z przyczyn pozamerytorycznych.
      • adept44_ltd Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 13:42
        większość "poległych"

        przykłady albo obiecujesz, że będziesz myśleć przed pisaniem w sferze publicznej
      • habilitant2012 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 11.02.13, 22:04
        Proszę wybaczyć, ale z głupotami naprawdę trudno się dyskutuje.


        rudamaruda1949 napisała:

        > Naiwność habilitanta jest tak wstrząsająca, że to chyba celowa prowokacja z jeg
        > o strony aby wyreżyserować większe zainteresowanie blogiem i wpisami. Robi to n
        > aprawdę po mistrzowsku. Nie wierzę, że ktoś ze środowiska znający realia mógł t
        > o napisać "Teraz przynajniej ci, którzy mają na pieńku z szefami mogą zrobić ha
        > bilitację" szczerze i bez wyrafinowanej gry czytelnikiem.
      • pfg Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 09:46
        rudamaruda1949 napisała:

        > większość "poległych" na stronach CK to właśnie ci, co mieli z szefami na pień
        > ku i właśnie dlatego wymyślono im zarzut plagiatu, zarzut nienaukowości, zarzuty
        > wyssane z palca podyktowane przez szefa lub jego znajomych.

        Nie wiem, co bierzesz, ruda, ale ci to raczej nie służy. Przestań.
        • charioteer1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 10:56
          Nie wiem, co ruda bierze i nie wydaje mi sie, by powinno miec to jakiekolwiek znaczenie dla dyskusji. Nawet w tak trywialnej kwestii moga istniec spore roznice miedzy roznymi dziedzinami i dyscyplinami. Na podstawie swoich obserwacji moge powiedziec, ze wiekszosc osob, ktorych nazwiska wisza na stronie CK, ma za soba jakies dziwne historie awansowe, choc nie zawsze jest to konflikt z przelozonym. Choc nie mam wielu zludzen w kwestii wplywu spraw pozamerytorycznych na awanse naukowe, w kilku przypakach zdarzylo mi sie zaliczyc mocny szczekoopad podczas przegladania dokumentacji.
          • rudamaruda1949 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 11:39
            Oczywiście, nie zawsze początek był taki, że był to zadawniony konflikt z przełożonym.

            Jedna smutna historia:
            Habilitant z ośrodka, który nie miał konfliktu z przełożonym, ani bezpośrednim, ani pośrednim, ani tym nad pośrednim, ani z rektorem, i wszyscy generalnie wspierali wszystkich do robienia habilitacji. Chwalili. Habilitant złożył papiery w CK w nowej procedurze po wszystkich możliwych wewnątrzzakładowych, instytutowych i wydziałowych błogosławieństwach.
            Ale jego uczelnia nie miała w tym czasie uprawnień i dlatego złożył w innej radzie we właściwej dziedzinie. W tym jednym się nie dogadali. Pech chciał, że jego uczelnia dostała te uprawnienia trzy miesiące później, gdy już jego wniosek poszedł, kolejny pech chciał, że kilku bardzo ważnych profesorów z uczelni, uznało, że to niewłaściwe, że habilitant nie wspiera swego wydziału i wykazał się daleko idącą nielojalnością. Do tego złożył kwity w radzie uczelni z którą jego macierzysta mocno stara się konkurować na wszystkich frontach i która z przyjemnością uwaliła habilitanta jak tylko się dowiedziała, że nikt z powodu uwalenia go nie będzie stosował reperkusji. A szefowie habilitanta? Pod wpływem komentarzy tych bardzo ważnych profesorów z uczelni, zmieniło swój stosunek do habilitanta na co najmniej powściągliwy.
            Jako babunia biorę teraz ibuprom i zapijam mocną kawą, boli mnie to i owo - lumbago, nie polecam.
            • dala.tata Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 12:21
              Daj se spokoj. Na stronach ck jestponad 1000 postepowan. ty masz orientacje we wszystkich uwalonych, we wszystkich dyscyplinach. Od weterynarii po humansityke. Od farmacji po fizyke. Co za kompletne bzdury.
              • kramka1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 12:29
                "Od weterynarii .."
                Szybko sprawdziłam. 6 zakonczonych postepowan, zero odmów. Kiedys patrzyłam na nauki biologicznie, też wtedy nie było ani jednego odmownego. Moze dlatego, ze takie nauki sa bardziej wymierne, albo artykuły mają IF-y albo nie.
                Ruda, może podasz przykład odmowy w takich "twardych" naukach?
            • charioteer1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 12:43
              > Pech chciał, że jego uczelnia dostała te uprawnienia trzy miesiące później

              A ci wszyscy dzielnie blogoslawiacy oczywiscie nie wiedzieli, ze uczelnia wystapila o nadanie uprawnien?
              • rudamaruda1949 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 19:10
                > A ci wszyscy dzielnie blogoslawiacy oczywiscie nie wiedzieli, ze uczelnia wysta
                > pila o nadanie uprawnien?

                Wiedzieli.
                Ale habilitantka twierdzi, że nie wiedziała, choć też twierdzi, że pytała kilkakrotnie i nikt nie powiedział. Podobno nie było oczywiste, kiedy będą nadane. Drugie kolegium z tej samej uczelni wystąpiło kilka dni (mniej niż tydzień) po tym kolegium habilitantki i do dziś nie otrzymało uprawnień, choć formalnie są wszystkie elementy spełnione i kwestia jest nie CZY ale kiedy.

                I potem wszyscy do wszystkich mieli podejrzenia, że to było specjalnie. Zwłaszcza te pretensje były do habilitantki, że "uciekała" - choć nie wiadomo niby czemu miała uciekać, skoro ci, którzy największy postrach budzą, byli w jeszcze większym stężeniu w nowej procedurze i w miejscu gdzie trafiły kwity habilitantki. Żal i postrach, dużo łez i niepotrzebnych ran.
          • dala.tata Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 13:22
            Wiekszosc? Tzn.ile? 700? 800? ty tez sie orientujesz w calej nauce polskiej?

            Ja mam nieodparte wrazenie, ze te wszystkie legendy miejskie sa swietnym alibi dla tych wszystkich nieudacznikow, ktorzy nie robia habilitacji. Oni wszycy by ja oczywiscie zrobili, tylko szefa maja zlego, sa skonflikotwani (oczywiscie ze wzgledu na swoj geniusz), wyprzedzaja epoke i CK im zazdrosci po prostu. Jestem przekonany, ze nie potrafie wymyslic wszystkich tych niesamowitych pozamerytorycznych powodow, dla ktorych tym orllom nauki polskiej podcina sie habilitacyjne skrzydla.
            • charioteer1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 13:46
              Ale ty do mnie pijesz? To jest oryginalne zdanie z posta:

              Na podstawie swoich obserwacji moge powiedziec, ze wiekszosc osob, ktorych nazwiska wisza na stronie CK, ma za soba jakies dziwne historie awansowe, choc nie zawsze jest to konflikt z przelozonym.

              Pozwole sobie doprecyzowac. "Na podstawie moich obserwacji" oznacza, ze chodzi o wiekszosc osob, ktore znam. Tych osob jest raptem 4-5, wiec naprawde bardzo malo. "Dziwne historie awansowe" nie oznaczaja, ze te habilitacje padly w nowej procedurze. Czesc z nich jest jeszcze nierozstrzygnieta i wcale nie prorokuje, jak sie zakoncza te przewody. Na pewno w zadnym konflikcie z przelozonym nie byla jedna z tych osob. Tylko w jednym z tych przypadkow nic mi nie wiadomo o zadnej "dziwnej historii", ale byc moze po prostu moja wiedza jest tu za mala. "Solidny szczekoopad" przytrafil mi sie dokladnie dwa razy, za kazdym razem zanim na stronie CK pojawily sie recenzje. Dlaczego mi sie tak stalo nie bede pisac, poniewaz w obu przypadkach wynikal z zestawienia tego, co w dokumentacji, z tym, co wiem prywatnie o tych konkretnych przypadkach. W obu przypadkach okazalo sie, ze moja ponura wizja rzeczywistosci byla az nadto optymistyczna.

              Zadnych legend miejskich tworzyc nie zamierzam, ani rozciagac generalizacji na caly swiat. Na razie konkluzja z tych rozwazan jest taka, ze w moim srodowisku nikt nie sklada papierow w nowej procedurze bez waznych powodow, moza poza tym jednym dziwolagiem, o ktorego motywach nic mi nie wiadomo.
              • charioteer1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 13:52
                Jeszcze zeby nie bylo watpliwosci. Bardzo wyraznie pisze wyzej o tym, ze mozliwe sa roznice dyscyplinarne. Jakis czas temu pojawialy sie glosy na forum, ze w niektorych dyscyplinach zacheca sie habilitantow do wystepowania w nowej procedurze. Pisze o swoim szeroko pojetym srodowisku, a nie o wszystkim i w ogole.
              • dala.tata Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 14:12
                Nie chario, 'na podstawie moich obserwacji' nie znaczy tego, co mowisz. Ale spoko.

                Co do kwestii nieskladania wnioskow w nowej procedurze, ja to widze w kategoriach strachu przed upublicznieniem. Pewnie polaczone z wasalska prosba o blogoslawienstwo. Na wszelki wypadek. Moze nie pomoze, ale jak pobijemy czolem, to na pewno nie zaszkodzi. Z tego nic nie wynika, moze poza sqwiadectwem mentalnosci w nauce polskiej.

                Co do reszty, no coz, kazdy ma swoje anegdoty. I tych anegdot jest pewnie wiele. Nie wynika z nich jednak, ze tak jest zawsze. A ja tylko protestujeprzeciwko dzikim uogolnieniom rudej.
                • charioteer1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 14:53
                  Na nowa procedure i upublicznienie decyduja sie ludzie, ktorzy nie maja zaufania do wlasnych rad.

                  Z czysto praktycznych wzgledow trudno mi wyobrazic sobie sytuacje, w ktorej ktos sklada wniosek, nie informujac o tym nikogo. Stopien unizonosci wasala jest pochodna obyczajow panujacych w danym srodowisku. Sa rady, w ktorych przewodniczacy duzo moze.
                  • dala.tata Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 15:42
                    na nowa procedure decyduja sie tez ludzie, ktorzy maja zaufanie do (czasem bledne) do swojego dorobku.
                    • charioteer1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 19:33
                      Prawdopodobnie masz racje. Sposrod osb, ktore znam osobiscie, to mogl byc motyw w jednym przypadku.
                      • gargamellia Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 22:32
                        wyłania się z tego strasznie smutny i pesymistyczny obraz, że merytoryczne kryteria nie mają aż takiego znaczenia....
                        czy artykuły z sąsiednich krajów, mających habilitację:
                        wyborcza.pl/1,75248,13386183,Plagiatowy_trad_niszczy_reputacje_rosyjskiej_nauki.htmlV
                        24 z 25 prac doktorskich na jednym z uniwersytetów okazało się plagiatami - wynika z niedawnej kontroli ministerstwa oświaty. A szef zatwierdzającej je Najwyższej Komisji Atestacyjnej został aresztowany jako oszust i malwersant.
                        Cały tekst: wyborcza.pl/1,75248,13386183,Plagiatowy_trad_niszczy_reputacje_rosyjskiej_nauki.html#ixzz2KisDUCIK
                        Mam smutne wrażenie, że gdyby u nas sprawdzono dokładnie 25 habilitantów, to 23 okazałoby się oszustami, a gdyby sprawdzono szefostwo naszej Najwyższej Komisji Atestacyjnej zwanej CK - to nie byłoby lepiej.
                        • charioteer1 Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 12.02.13, 23:07
                          > Mam smutne wrażenie, że gdyby u nas sprawdzono dokładnie 25 habilitantów,

                          U was, to znaczy, gdzie to jest?

                          Pytam, bo przypomnial mi sie recenzent pewnego habilitanta, ktorego dorobek skladal sie glownie z prac eksperymentalnych. Dla recenzenta wszystko to byly autoplagiaty, bo tu panie wszystko to samo jest w kazdym artykule, tylko cyferki sie zmieniaja.
                          • gargamellia Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 13.02.13, 03:39
                            U nas - czyli w Polsce.
                            A sprawdzać należałoby właśnie takich recenzentów, którzy zajmują się tylko rzeczami niepotrzebnymi, w zasadzie unikając prowadzenia badań - nie tylko empirycznych.

                            A co do autoplagiatu - to jeśli zmienia się tylko case - i cyferki - a nie zmienia się wstęp i wprowadzenie i zakończenie też takie trochę jakby podobne - to dla postronnego niezorientowanego, może to być autoplagiat. Tacy mili panowie i panie, używające takich pomówień, z pewnością powinni mieć ich dorobki prześwietlone - tak aby na przykładzie ich prac młodsi pracownicy nauki mogli się uczyć jak właściwie należy prowadzić badania i jak powinny wyglądać ich prace.
                            Niestety - wystarczy wejść najpierw na www.ck.gov.pl i sprawdzić ludzi ze składu ck i postarać się dowiedzieć coś o tym jaki doktorat, habilitację autoryzowali - dla większości nie znajdziesz nic, nawet jednostki z której ten stopień dostali.
                            Równie dużo śladu byłoby, gdyby kupili je na pchlim targu?
                            Stąd moja teza, że jeśli sprawdziłoby się te poukrywane wstydliwie prace awansowe - to 23 z 25 byłyby to prace nierzetelnie opracowane. To czego nie trzeba się wstydzić, jest zazwyczaj eksponowane a nie ukrywane.

                            • podworkowy Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 13.02.13, 09:33
                              co za kompletnie paranoiczno-spiskowo-smoleńska mentalność...
                              Ja rozumiem ostry krytycyzm co do polskiej nauki, ale wyciąganie tak radykalnych wniosków na podstawie tak nędznych przesłanek jest - w ustach kogoś mieniącego się naukowcem - żałosne.
                              Nie przyszło Pani do głowy, że na stronach CK nikt nie zamieszcza takich informacji, bo nikomu się nie chce w to bawić. To żadne świadome ukrywanie. Dane te są bez trudu dostępne publicznie, w tym internetowo.
                              W sąsiednim wątku flamengista narzeka słusznie na permanentną sprawozdawczość i konieczność ciągłego replikowania danych w wielu miejscach. Proszę nie być straszną mieszczanką i nie widzieć wszystkiego oddzielnie...
                              • gargamellia Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 13.02.13, 13:10
                                >Dane te są bez trudu dostępne publicznie, w tym internetowo.<

                                Ależ właśnie o to chodzi, że nie są dostępne.
                                Jako naukowcowi proponuję Panu eksperyment.
                                Proszę wejść na nauka-polska.pl i znaleźć temat pracy doktorskiej i temat habilitacji dowolnego wybranego członka CK. Proszę o podanie 2 linków na dowód. Jak już Pan to zrobi, zobaczy Pan, że zdobycie tych dwóch linków będzie szalenie trudne, ponieważ większość członków CK ma utajnione tematy doktoratów i nieujawnione ich prace habilitacyjne.
                                Dlaczego są utajnione?
                                A dlaczego niemożliwe jest sprawdzenie składu CK z 2 kadencji wstecz?
                                Z tego samego powodu: niektórzy w CK są więcej niż ustawowe 2 kadencje. Ukrywa się po to, aby nadużycia nie rzucały się w oczy.
                                U nas VroniPlagWiki nie może działać, ponieważ wolontariusze nie mają dostępu do informacji o tym jaką pracę doktorską lub habilitacyjną przedstawił kandydat do skontrolowania.
                                • adept44_ltd Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 13.02.13, 13:16
                                  utajnione... wejdź sobie na portal Nauka Polska i spróbuj zobaczyć doktoraty ludzi w wieku tych z CK... to tak - 'jako naukowcowi'... a później bredź...
                                  • kramka1 Re: fakt-brednie 13.02.13, 14:02
                                    Pytasz, masz:
                                    nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&objectId=8574&lang=pl
                                    nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&objectId=9692&lang=pl
                                    W obu przypadkach są podane tematy habilitacji.
                                    I moze jeszcze warto pamietać, ze baza NP powstała "kiedyś", a nie "jest od zawsze", czyli trudno o wczesniejsze rekordy. Co wiecej, baza NP wymaga aktywnosci danej osoby w wyslanu danych. Znajomej z dr pracujacej w PAN w ogóle w bazie nie ma, bo nie wysłała swojego info do bazy.
                                    No tak, ale łatwiej o teorię spiskowa niz o zdroworozsądkowe myslenie...
                                    • gargamellia podałaś linki bez doktoratow gdzie te doktoraty?? 13.02.13, 14:38
                                      Proszę powtórzyć z sukcesem dla działki podwórkowego (społeczne lub humanistyczne)

                                      No i gdzie są doktoraty tych dwóch chlubnych wyjątków?
                                      Nie muszą być w NP.
                                      Podwórkowy twierdził, że są dostępne nawet w internecie - otóż nie zawsze są.

                                      A odnalezienie to pierwszy krok przed sprawdzeniem ich rzetelności.
                                      Są ukrywane i niezgłaszane przez osoby zainteresowane - jak sama twierdzisz - wymagana jest aktywność zainteresowanego - brak takiej aktywności u kogoś kto ma coś do ukrycia i wstydzi się swojego doktoratu i swojej habilitacji jest zrozumiały i ja to rozumiem, bo jest co ukrywać.
                                      • kramka1 Re: podałaś linki bez doktoratow gdzie te doktora 13.02.13, 14:51
                                        Mówiąc bez ogródek: pierdzielisz...
                                        Nie chcesz przyjąc do wiadomości oczywistego argumentu, ze danych sprzed powstania bazy w bazie PN nie ma, Twoja sprawa. Ale czemu nam zawracasz głowe swoją teorią spiskową? Przeciez i tak nie zmienimy Twojego przekonania, ze jeden czy drugi cos knuje...
                                        • gargamellia Re: podałaś linki bez doktoratow gdzie te doktora 13.02.13, 15:08
                                          Do CK wybory były na jesieni 2012 roku
                                          NP już wtedy istniała.

                                          Poza tym nie musi być NP - wystarczy GDZIEKOLWIEK w internecie. Ale nie ma - bo musi być ukryte, gdyż jest się czego wstydzić.
                                      • kramka1 Re: podałaś linki bez doktoratow gdzie te doktora 13.02.13, 14:57
                                        gargamellia napisała:

                                        > Proszę powtórzyć z sukcesem dla działki podwórkowego (społeczne lub humanistyczne)>

                                        Here:
                                        nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&objectId=34840&lang=pl
                                        • gargamellia podałaś linki bez doktoratow gdzie te doktoraty?? 13.02.13, 15:05
                                          Znowu bez doktoratu.
                                          Znowu habilitacja bez recenzentów. Dziękuję za potwierdzenie moich spostrzeżeń.
                                          Tylko szczerze: ile linków bez jakichkolwiek danych musiałaś przeorać zanim znalazłaś ten tak bogaty - bo zawierający tytuł habilitacji ale bez doktoratu - link?
                                          • kramka1 Re: podałaś linki bez doktoratow gdzie te doktora 13.02.13, 15:14
                                            gargamellia napisała:

                                            > Tylko szczerze: ile linków bez jakichkolwiek danych musiałaś przeorać zanim znalazłaś ten tak bogaty - bo zawierający tytuł habilitacji ale bez doktoratu - link?>

                                            Prosze bardzo, szczerze jak na spowiedzi. W pierwszym przypadku wzielam trzy nazwiska, dwa dowolne, trzecie prof. Bartnik, która widziałam ostatnio w tv. Dla dwóch był tytul hab., dla pani EB, skądinąd osoby o uznanej naukowej pozycji, nie.
                                            W drugim rzucie spisałam na kartce dwa dowolne nazwiska. Moze jedno z nich źle, bo nie ma takiej osoby w NP, a co do drugiej, była i osoba, i temat habilitacji.
                                            Ale jak rozumiem, i tak Cie nie przekonam do swojej opinii....
                                            • kramka1 Re: podałaś linki bez doktoratow gdzie te doktora 13.02.13, 15:20
                                              "W drugim rzucie spisałam na kartce dwa dowolne nazwiska. Moze jedno z nich źle,
                                              > bo nie ma takiej osoby w NP"
                                              No tak, rzeczywiscie, był błąd na mojej kartce:
                                              nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&objectId=33251&lang=pl
                                            • gargamellia Re: podałaś linki bez doktoratow gdzie te doktora 13.02.13, 17:09
                                              Nawet nie wiem jaka jest Twoja racja.
                                              Do tej pory przedstawione przez Ciebie linki potwierdziły, że nie są ujawnione pod publiczny ogląd dane o awansach ludzi z CK.

                                              Oczywistym faktem jest, że to utrudnia weryfikację ich kompetencji.

                                              Dlatego postawiłam tezę (przypuszczenie badawcze), że sprawdzenie 25 doktoratów i habilitacji dobranych na zasadach reprezentatywnej próby naszych ludzi z CK, dałoby stwierdzenie nierzetelności w nie mniej 23 przypadkach, gdyż stan nauki w Rosji i w Niemczech jest na zdecydowanie wyższym poziomie niż stan nauki w Polsce, stąd zakładam, że nie może być tak, że rzetelność w Polsce wyższa niż w Rosji, gdyż to właśnie wyższy poziom nierzetelności w gremiach decyzyjnych przekłada się na słabsze rezultaty naukowe.

                                              Sfalsyfikować moją tezę da się bardzo łatwo. Wystarczy z grupy członków CK wybrać reprezentatywną próbę 25 członków CK i sprawdzić ich doktoraty i habilitacyjne prace.

                                              Ryba się psuje od głowy.
                                              Naprawa nauki powinna zacząć się od rzetelnej lustracji kandydatów na stanowiska w CK, skoro to jest nasza atestacyjna komisja w Przywiślu.
                                              • kramka1 Re: podałaś linki bez doktoratow gdzie te doktora 13.02.13, 17:27
                                                gargamellia napisała:

                                                > Nawet nie wiem jaka jest Twoja racja.
                                                > Do tej pory przedstawione przez Ciebie linki potwierdziły, że nie są ujawnione
                                                > pod publiczny ogląd dane o awansach ludzi z CK.>

                                                No jasne, ze nie wiesz. Bo nie chcesz wiedzieć. To tak jak opcja zamachowo-smolenska. Tez zaden argument do nich nie trafia. No cóz, mam tylko nadzieję, ze nie jesteś jakims naukowcem, bo to juz byłaby klęska do kwadratu.
                                  • gargamellia Re: na pieńku z szefem - naiwność habilitanta 13.02.13, 14:57
                                    Kandydat na wybieralne stanowisko opłacane z podatków - na wójta, prezydenta, posła, senatora, musi publicznie złożyć sprawozdanie ze swojego majątku.
                                    Wyjątkowość CK polega na tym, że oprócz zeznań majątkowych, mogących ilustrować zmiany w bogactwie decydentów (200 tyś zł dla członków skorumpowanej komisji atestacyjnej w sąsiednim kraju spoza Unii, za 100% pewny przewód habilitacyjny, w Polsce stawki zapewne są wyższe), powinny być jawne dokonania naukowe, w tym ścieżka od magisterium do profesury.
                                    Podobnie z innymi ciałami decydującymi naukowo.
                                    Brak zaufania do CK z powodu nierzetelnych opublikowanych już na stronach słusznie wzmagany jest przez to, że nie da się sprawdzić tych, którzy się pod recenzjami podpisują jako autorytety. Jaką mieli ścieżkę naukową? Ani nie występują w JCR, nie ma ich artykułów w czasopismach z listy A ani C, nie ma śladu po ich doktoracie, nie wiadomo gdzie się habilitowali, otrzymali profesurę w niejasnych okolicznościach. Z założenia nie można mieć zaufania do osób wstydzących się swojego dorobku a ktoś kto ukrywa swój dorobek wyraźnie się go wstydzi - ufam, że jak się wstydzi to wie dlaczego się go wstydzi i że ma ku temu słuszne powody, bo inaczej chwaliłby się dokonaniami zamiast je skrywać i drżeć ze strachu, że ktoś ośmieli się sprawdzić habilitację w dobie gdy teksty, które splagiatował mogą już być zeskanowane i dostępne w sieci - to jedyna i ostatnia szansa dla plagiatorów - schować nierzetelnie przygotowaną pracę awansową.
                                    A to, że maja ci ludzie braki w wiedzy - widać w źle skomponowanych i pełnych autopowtórzeń i samozapożyczeń pismach na stronach CK i wypowiedziach pojawiających się czasami w mediach. Wstyd - i to uzasadniony.
    • savanna Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 13:05
      A czy można prosić o nieco więcej informacji na powyzszy temat, bo notka jest dość niepokojąca?
      Że niby kto dokładnie planuje i w jakich kręgach chodzą słuchy (może to tylko takie przypadkowe szeptanki po kątach?). I od kiedy ta ew. nowelizacja? No i czy rzeczywiście taka zmiana w najbliższym czasie jest realna (nie słyszałam, byc przebąkiwano coś szerzej na ten temat, ale liczę że Habilitant ma najświeższe info)?
      • snerek nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 15:48
        nowelizacja już jest teraz realizoowana
        zachecam do sledzenia BIP nauka gov pl

        generalnie sluchy sa rozne, w tym i takie, ze w zwiazku z brakiem jakichkolwiek postepowan na profesora w nowym trybie - stary tryb ma byc wydluzony i stac sie norma na dluzej

        co do habilitacji - mowi sie, ze albo bedzie zniesiona calkowicie, albo bedzie dokladniej sparametryzowane co wystarczy a co nie na habilitacje i ma byc dwoch recenzentow a nie trzech, z tego tylko jeden z uczelni przeprowadzajacej przewod

        w sejmie jak zwykle bedzie to upiekszone i wersja wejsciowa bedzie inna od wyjsciowej

        dla mnie bedzie to dziwne - ze zostanie profesor belwederski ale bez habilitacji - to tak troche podobne do systemu Tajlandii, gdzie jest doktorat, a potem po latach pracy, na wniosek uniwersytetu królewska komisja rekomenduje krolowi nadanie tytulu profesorskiego, ale co ciekawe, ten tytul profesorski nie obliguje pracodawcy panstwowego (a tym bardziej prywatnego) do lepszego oplacania profesora niz doktora. Jesli u nas doktor bedzie dawac takie same uprawnienia jak profesor (a tak ma sie stac w nowej nowelizacji) a habilitacji nie bedzie, to wtedy tytul profesorski od prezydenta bedzie mial znaczenie nobilitacji [zyrandola :-)] ale niekoniecznie bedzie wiążący z punktu widzenia przydatności do realizacji aktualnych celów uniwersytetów.

        Pogłoski o kontratakującym kolokwium nie są mi znane.
        • adept44_ltd nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 16:00
          w 'nowej nowelizacji' co to o niej po korytarzach szepczą???
        • pfg nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 16:56
          snerek napisała:

          > generalnie sluchy sa rozne, w tym i takie, ze w zwiazku z brakiem jakichkolwiek
          > postepowan na profesora w nowym trybie - stary tryb ma byc wydluzony i stac si
          > e norma na dluzej

          Bardzo w to wątpię. To, że wnioski będą szły w starym trybie tak długo, jak się da, było całkiem jasne. A potem przez kilka miesięcy będziemy mieli zastój. Nowe kryteria profesorskie są wyraźnie wyższe od dotychczasowych - jeśli ktoś spełnia nowe, to tym bardziej spełnia stare, więc po co wypływac na nieznane wody nowej procedury? A jeśli ktoś nie spełnia starych, to *długo* nie spełni nowych.

          Ale nie sądzę, aby stary tryb został przedłużony. Nastąpiła przecież inflacja tytułu naukowego i jednym z najwazniejszych celów reformy była próba zahamowania, odwrócenia tego trendu.

          > co do habilitacji - mowi sie, ze albo bedzie zniesiona calkowicie, albo bedzie
          > dokladniej sparametryzowane

          Pierwsze byłoby katastrofą, drugie nieszczęściem. SKRAJNIE wątpię w zniesienie habilitacji, bo to zburzyłoby całą logikę systemu, takze systemu szkolnictwa wyższego. Jeśli "dokładniejsza parametryzacja" zblizy nas do habilitacji za punkty, no to będzie bardzo źle. Ale nie bardzo widzę dlaczego ktoś miałby znowu majstrować przy habilitacji - zdaje się, że wprowadzenie reformy, w tym już dość dużo wniosków procedowanych w nowym trybie, nie wpłynęło istotnie na liczbę przyznawanych habilitacji. System działa mniej więcej tak samo (tak samo dobrze lub tak samo źle) jak przed reformą.

          A tak przy okazji, skąd te wszystkie rewelacje? "Mówi się", to znaczy kto tak mówi?
          • snerek nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 18:17
            odpowiedź moja była skierowana do pytającego o przecieki

            jeśli macie lepsze i dokładniejsze dane - to z ciekawością cię o nich dowiem

            moje informacje przed poprzednią nowelizacją sprawdziły się co do przecinka, a pochodziły od tych samych plotkarzy, od których mam obecne rewelacje - przedtem też wydawały się zupełnie z kosmosu i całkowicie stawiające na głowie to co znamy i choć je wprowadzono - rewolucji nie było.
            Podobnie likwidacja habilitacji lub wprowadzenie habilitacji za jasno określone rzeczy (nie wiem czy punktowo - nie wiem czy i jak - tego moi plotkarze nie ujawnili), także niczego nie zmieni - nadal będzie tak samo, tak przynajmniej poprzednio twierdzili plotkarze przy poprzedniej noweli i tak twierdzą obecnie.
            Przedtem było o jednego plotkarza więcej - ale już odszedł na emeryturę i wyjechał do dziecka i wnuków, do odległego od Polski cieplejszego europejskiego kraju, możliwe, że to wpłynie na trafność plotek - jednak miał on w garści niewiele sznurków, stąd myślę, że wpłynie nieznacznie.
            • adept44_ltd nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 18:41
              baju baj... tu są nowelizacja (również 2013...) i można zobaczyć, jaki jest ich kierunek

              www.nauka.gov.pl/fileadmin/user_upload/szkolnictwo/Reforma/20110523_USTAWA_z_dnia_27_lipca_2005.pdf
              • gargamellia nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 19:01
                Rząd Tuska i Kudryckiej niekoniecznie jest taki mocny jak był (przynajmniej sondażowo) w maju 2011. Kilka dni temu czytaliśmy zapowiedzi Kudryckiej z 2010 lub 2011 o likwidacji habilitacji i feudalizmu. Co z tego wyszło - szydło wyszło.
                Podobnie i teraz.
                Lecz z tą poprawką, że rząd może albo być bardziej uległy - albo może chcieć zrealizować swoją misję po trupach. To drugie wydaje mi się wątpliwe, gdyż nauka nie jest chyba w oczach polityków istotna - coś pomieszali z nadzieją, że herbata od tego się zrobi słodsza, ale nie znają się na herbacie ani na cukrze ani nie znają teorii na temat właściwego kierunku mieszania herbat aby zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu.
          • habilitant2012 nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 18:51
            Nie powiem, skąd wiem, natomiast wiem, że 'rozważa się' wprowadzenie kolokwium habilitacyjnego, oczywiście pod inną nazwą, inaczej umocowanego w procedurze. Czy zostanie wprowadzone? Nie wiem.
            • gargamellia nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 19:07
              a ja słyszałam jednym uchem to co habilitant, a drugim, coś trochę podobnego do zapowiedzi Kudryckiej z 2011 o likwidacji habilitacji i to miałby być rzekomo dość mocno rozważany scenariusz uzgodniony między PiS i PO, które ma kilku cwaniaczkom z habilitacjami i profesurami za złe a do tego podobno ma to być na utemperowanie Wielce Czcigodnego Bronisława, który sobie szuka oparcia w profesurze i habilitowanych a może zechcieć mu się urosnąć za bardzo i nie na rękę Tuskowi
              Ech ta polityka.
              • pfg nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 20:17
                Na forum Jarosław "wiem, ale nie powiem" Kaczyński w trzech osobach. Dajcie spokój.
                • dala.tata nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 20:53
                  Przesadzasz pfg. Jesli wiedzialbym powiedzmy o grupie roboczej ministerstwa pracuja ej nad tym, tez bym nie powiedzial.
                  • pfg nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 21:29
                    dala.tata napisał:

                    > Przesadzasz pfg. Jesli wiedzialbym powiedzmy o grupie roboczej ministerstwa pra
                    > cuja ej nad tym, tez bym nie powiedzial.

                    Gdybym *wiedział*, że w ministerstwie pracuje się nad radykalnymi zmianami, których projekt nie jest ujawniany publicznie i poddany publicznej dyskusji, krzyczałbym o tym na całe gardło.
              • podworkowy nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 20:25
                w likwidację habilitacji nie wierzę z wielu względów (zresztą w powrót obligatoryjnego kolokwium także), ale przede wszystkim z uwagi na nieustanne poczucie samozadowolenia p. minister, która nie zaakceptuje przewracania reformy awansowej do góry nogami po 2 latach obowiązywania.
                Już szybciej uwierzę w takie czy inne zmodyfikowanie kryteriów profesorskości, bo to nie podważa logiki systemu.
                (A tak nawiasem mówiąc - to do pfg - w naukach prawnych nowe regulacje prof. nie spowodują ograniczenia liczby nadawanych stopni, ale ich niemal całkowite zastopowanie (no chyba, że recenzenci będą się wykazywać kreatywnością interpretacyjną) i to nie tyle z powodu jakiegoś "zaostrzenia wymogów", ale z powodu ich kompletnego oderwania od rzeczywistości)
                • dala.tata nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 21:00
                  W zniesienie hab nie wierze zupelnie. Predzej pieklo zamarznie. W kolokwium sprzedane jako seminarium, na przyklad przed procedura, wierze calkowicie.

                  Ja sie nie moge doczekac postepowan profesorskich. To bedzie ultraciekawe. Rowniez z powodow o ktorych mowi podworkowy.
                • pfg nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 21:20
                  podworkowy napisał(a):

                  > (A tak nawiasem mówiąc - to do pfg - w naukach prawnych nowe regulacje prof. ni
                  > e spowodują ograniczenia liczby nadawanych stopni, ale ich niemal całkowite zas
                  > topowanie

                  Chodzi o te nieszczęsne granty? Obawiam się, że tego akurat pani minister nie będzie chciała odpuścić. Granty są takie nowoczesne. Profesor powinien umieć zdobywać zewnętrzne finansowanie - i to jest, co do zasady, prawda, jeśli tylko spełnione są odpowiednie warunki brzegowe. A w Polsce nie są. Strukturalnie nie są.

                  W dyscyplinach ścisłych największą barierą będą trzy wypromowane doktoraty. Na tak monstrualnie wielkich wydziałach, jak mój, dla wielu to będzie szklana góra :-(
                  • podworkowy nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 21:44
                    granty krajowe być może da się przeskoczyć - po prostu recenzenci grantowi uwzględnią fakt, że wiele wniosków składanych będzie pro forma tylko po to, by dostać grant i zrealizować wymogi ustawy - i będą skłonni dawać (przynajmniej "wybranym" do awansu) granty na realizację niskokosztowych badań, a pod pojęciem zespołu badawczego będzie się rozumieć schemat "ja i kolega", no i oczywiście "doświadczenie w kierowaniu zespołami badawczymi" będzie się rozumiało jako "kierowanie [jednym] projektem badawczym".
                    Chodziło mi o granty międzynarodowe.
                    Ale przewiduję również ubaw z wymogiem "staży naukowych" i "prowadzenia prac naukowych w instytucjach naukowych [sic!], w tym zagranicznych".
                    I don't know what it means...
                    I znowu - albo strywializujemy ten wymóg i uznamy, że wyjazd na zagraniczną kwerendę (po damski penis np. ktoś od prawa podatkowego ma wyjeżdżać po materiały?? no, ale powiedzmy, że będzie udawał, że studiuje prawo czeskie, litewskie itp.) albo wyjazd dydaktyczny w ramach Erasmusa realizują ten wymóg (przynajmniej w wypadku "wybranych"), albo przyjmiemy, że chodzi tu o jakieś sformalizowane formy współpracy z zagranicą (visiting professor? fellowship? nie mam pojęcia, o co chodzi, no bo przecież nie o gościnne wykłady, które nie są przecież działalnością naukową, tylko dydaktyczną), których nikt w mojej działce nie robi.
                    • adept44_ltd nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 21:51
                      "po damski penis"

                      co Kolega miał na myśli?
                      • podworkowy nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 21:55
                        chciałem napisać coś innego, ale postanowiłem być kulturalny. "Po penis" brzmiało mi średnio, więc dodałem "damski".
                        Mam nadzieję, że zaspokoiłem ciekawość:)
                        • adept44_ltd nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 22:02
                          w zasadzie tak :)
                    • pfg nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 22:31
                      podworkowy napisał(a):

                      > Chodziło mi o granty międzynarodowe.

                      No, faktycznie, Art. 26 ust.1 pkt. 2) mówi o "konkursach krajowych *i* zagranicznych". Gdyby rozumieć literalnie, że należy mieć i grant krajowy, i zagraniczny, to to zablokuje profesury prawie wszędzie - kierownikami grantów zagranicznych zostają bardzo nieliczni. Z drugiej strony, nie jest mowa o kierowaniu grantami, ale o "doświadczeniu w kierowaniu zespołami badawczymi, realizującymi projekty finansowane w drodze konkursów krajowych i zagranicznych", wystarcza zatem kierowanie zespołem (ja i mój doktorant), który realizuje jakiś cząstkowy temat w ramach większego grantu międzynarodowego, kierowanego przez kogoś zupełnie innego. To jest znacznie łatwiejsze do osiągnięcia, choć zgadzam się, że jeżeli temat badań jest inherentnie polski, nawet to może być niemożliwe - a zatem stawianie takiego wymagania jest absurdalne. Myślę więc, że owo "i" zostanie zastąpione przez "lub" albo de iure (w drodze nowelizacji ustawy), albo de facto (poprzez praktykę recenzencką, choć to rozwiązanie byłoby gorsze).

                      > Ale przewiduję również ubaw z wymogiem "staży naukowych" i "prowadzenia prac na
                      > ukowych w instytucjach naukowych [sic!], w tym zagranicznych".

                      Nie przyszło mi do głowy, że z tym może być problem, bo w mojej dziedzinie to akurat jest normalne. Ale myślę, że i prawnicy sobie poradzą: dr hab. A z uczelni X formalnie wyjedzie na kilka tygodni do uczelni Y, obie w Polsce, gdzie wygłosi ze dwa referaty na seminariach i napisze jakąś wspólną pracę z kimś stamtąd. Fizyczna obecność w Y, poza terminami owych seminariów, nie będzie wymagana :-)
                      • adept44_ltd nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 22:35
                        czyli znów zamiast jakiegoś sensu - na pomysłowego Dobromira... nie wiem, czy "damski penis" wystarczy...
                        • podworkowy nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 23:18
                          a Panu ciągle "penisy" (i cóż, że "damskie") w głowie...;)
                          Ale poważniej mówiąc, trudno mi potępiać ludzi, którzy będą kombinować, by ominąć te dziwne wymogi. Ja tam mam czas na dalszy awans, więc w najgorszym razie przeczekam p. Minister i jej płód. Jednak w przypadku ludzi starszych ode mnie o 2-3 dekady, którym pod koniec dystansu 1500 metrów kraulem nie tyle zmieniono styl na delfina, co kazano równocześnie śpiewać arie operowe nie dziwi fakt, że zakwalifikują oni bulgotanie przy wypuszczaniu powietrza pod wodą jako cudowny tenor czy inny sopran.
                          • adept44_ltd nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 23:29
                            jak myślę o ustawie, to nie takie rzeczy mam w głowie...
                            no nic, czekamy na pierwsze postępowania w społ-humach.
                      • podworkowy nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 23:12
                        Gratuluję kreatywności interpretacyjnej, marnuje się Pan w tej fizyce...:)
                        A tak na marginesie, czy w ramach grantów działają jakieś formalne "zespoły"?
                        • pfg nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 14.02.13, 23:26
                          O, tak, w ramach grantów z 7PR osobne zespoły, realizujące tematy cząstkowe, są jak najbardziej sformalizowane.
        • savanna nowelizacja ustawy Re: Kontratakujące kolokwium 15.02.13, 14:26
          Snerek - przepraszam, ale nie widzę żadnych rozporządzeń ani projektów rozporządzeń dotyczących zmian w tzw. "nowej" procedurze habilitacyjnej .....
          Ślepa jestem?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja