Dodaj do ulubionych

Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów

17.10.15, 22:58
CytatCo więc można jeszcze zrobić, żeby ograniczyć liczbę słabych doktorantów? - Recepta jest prosta: wprowadzić dwa administracyjne limity. Limit liczby doktorantów u jednego promotora, np. 5-6, może mniej, oraz limit innych prac - licencjackich i magisterskich - bronionych u jednego promotora w danym roku - radzi prof. Cieśliński.

Ja zawsze myślałem, że liczbę doktorantów na promotora określa zdrowy rozsądek (zarówno promotora, jak i doktorantów!) i zwykłe poczucie przyzwoitości.

Ale skoro się nie da, to może faktycznie należy to ograniczyć administracyjnie?

Ja bym jednak na razie poprzestał na innym obowiązku: potencjalny promotor powinien na swojej stronie informować, ilu doktorantów już teraz ma pod swoją opieką. Bo często doktoranci nie mają pojęcia, że są piątym kołem u wozu, a profesor nie będzie miał w ogóle dla nich czasu.
Obserwuj wątek
    • js.c Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 18.10.15, 00:14
      Jakie są obecnie realne liczebności grup doktoranckich (u jednego promotora) na wydziałach masowych? Czy liczba ta troche spada czy wciąż rośnie?
      • nieopierzony Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 18.10.15, 02:11
        Ze swojego masowego podwórka wiem, że liczby potrafią dochodzić do kilkunastu, jednak ograniczenie administracyjne uważam za krzywdzące.

        Jeden z najlepszych promotorów na wydziale miał w pewnym okresie kilkunastu doktorantów (obecnie około 10), jednak jego styl pracy pozwala obsługiwać tak dużą liczbę podopiecznych. Co roku broni się od niego kilku doktorów i w zasadzie każda praca jest bardzo wysoko oceniana.

        Znam też promotorów z jednym doktorantem, którzy są beznadziejni.

        Jest też bardzo prosty mechanizm obejścia systemu - faktycznie prowadzi doktorat promotor A, a doktorant wpisywany jest do promotora B.

        W wydziałach masowych jest dużo habilitowanych - u nas 91- wiec nawet jakby ustalono limit na 6, to i tak daje to 546 potencjalnych doktorantów.

        Stan na dzisiaj z USOSu to:
        - 288 doktorantów stacjonarnych
        - 374 doktorantów niestacjonarnych

        Obecnie mamy więc łącznie 662 doktorantów :) (sam jestem zaskoczony - liczyłem, że jest to liczba skromnie przekraczająca 500)
        • flamengista to są chore liczby 18.10.15, 09:10
          a twoja argumentacja przypomina dyskusję na temat wieloetatowości. Też znam sporo przeciętnych naukowców na 1 etacie i wielu świetnych pracujących na 2 i więcej uczelniach.

          Chodzi jednak o zasady, nie wyjątki. Zasada jest taka, że promotor powinien mieć czas dla doktoranta, być jego naukowym mistrzem. Tu nie chodzi o "obsługiwanie podopiecznych" - bo seminarium doktoranckie nie może przypominać dyplomowego z normalnych studiów!

          Dodatkowo argument, że u tego świetnego każda praca z 10 była dobrze oceniana, też nie pozwala na obronę braku limitów. Na ogół ten człowiek spija śmietankę, bierze najlepszych kandydatów. Więc pytanie, czyją jest zasługą że ich prace są niezłe - pracowitych i zdolnych doktorantów, czy wiecznie zajętego promotora?

          A liczba doktorantów na twojej uczelni jest przerażająca. W dodatku jaki procent z nich napisze ten doktorat, a ilu z nich jeszcze wykorzysta te umiejętności w przyszłej pracy?
          • nieopierzony Re: to są chore liczby 18.10.15, 12:37
            Wiem, że argumentacja jest słaba, ale z racji na tę jedną osobę, którą znam uważam, że to nie w tym tkwi problem jakości doktorantów.

            Był z resztą kilka lat temu administracyjny limit doktorantów u nas (8 osób), ale i tak był obchodzony.

            Co do obrony doktorantów, to z zaocznych nie wiem czy 10% się obroni. Wiem, że pierwszym problemem jest wpis na 4 rok, bowiem wymaga się otwarcia przewodu, co z kolei wymaga opublikowania czegoś wcześniej.

            Co do dziennych to jeszcze kilka lat temu była taka prawidłowość, że broniło się 20% rozpoczynających studia, myślę, że w dalszym ciągu jest to aktualne.
            • yennefer_z_v Re: to są chore liczby 18.10.15, 13:38
              U nas jest chyba ograniczenie do 6 otwartych przewodów u jednego promotora. I o ile limity brzmią sensownie (chociaż u nas wbrew tematowi wątku - nierewolucyjnie), to w praktyce: a) chodzi o przewody, więc doktorantów łącznie pod opieką i tak bywa więcej, b) wyobrażam sobie, że łatwo to obejść, c) najsensowniejsi promotorzy byliby w stanie prowadzić dobrze znacznie więcej osób i niewątpliwie są to profesorowie, u których doktorant wolałby uczestniczyć w liczniejszym seminarium, ale koniecznie u nich właśnie - a są promotorzy, do których się ludzi nie ściągnie, choćby nawet byli jedynymi bez wyczerpanego limitu.
              Przy czym - ostrożnie - popieram takie rozwiązanie, ale ze świadomością minusów.
          • trzy.14 Re: to są chore liczby 18.10.15, 14:22
            flamengista napisał:

            > A liczba doktorantów na twojej uczelni jest przerażająca.

            Nieopierzony pisał o swoim wydziale a nie uczelni.
            • nieopierzony Re: to są chore liczby 18.10.15, 15:31
              Tak, to chodzi tylko i wyłącznie o jeden wydział.
              • nullified Re: to są chore liczby 18.10.15, 19:43
                nieopierzony napisał:

                > Tak, to chodzi tylko i wyłącznie o jeden wydział.

                sry guys... mowę mi odjęło
              • flamengista szczerze? 18.10.15, 20:53
                to jest sytuacja patologiczna. Czyli na 1 pracownika naukowego przypada u was 3 doktorantów. Gdzie ich upychacie? W szafkach pod schodami?
                • nieopierzony Re: szczerze? 18.10.15, 22:52
                  Prawda jest taka, że zaoczni doktoranci nie mają wsparcia od opiekuna naukowego. Na studiach 4-letnich do czasu otwarcia przewodu można funkcjonować w zasadzie bez udziału promotora.
                  • flamengista no więc prawda jest taka 18.10.15, 23:27
                    że twój wydział bierze ciężką kasę od ludzi nie dając im nic w zamian. Jest na to pewne określenie w języku polskim, a nawet podchodzi to pod przepis z KK, prawda?

                    Smutne, że dzieje się to na tak szacownej uczelni.
                    • nieopierzony Re: no więc prawda jest taka 18.10.15, 23:48
                      To raczej wynika z zapotrzebowania doktorantów. Opiekunowie są do dyspozycji, jednak większość ludzi nie myśli poważnie o pisaniu doktoratu do 4 roku.
                    • mn7 Re: no więc prawda jest taka 26.10.15, 12:23
                      Sądzę, że wydział daje bardzo wiele w zamian ale tylko nieliczni z tego korzystają. Wyobrażenie doktoranta jako kogoś na kształt dawnego asystenta spędzającego sporo czasu na uczelni i od początku pracującego nad doktoratem wydaje się mocno wyidelizowane.
        • trzy.14 Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 18.10.15, 14:49
          nieopierzony napisał:

          > Jeden z najlepszych promotorów na wydziale miał w pewnym okresie kilkunastu dok
          > torantów (obecnie około 10), jednak jego styl pracy pozwala obsługiwać tak dużą
          > liczbę podopiecznych. Co roku broni się od niego kilku doktorów i w zasadzie k
          > ażda praca jest bardzo wysoko oceniana.

          Czy to znaczy, że jest obiektywnie dobra?

          Może więc zamiast liczby doktorantów na promotora wprowadzić:
          - limit godzi w pensum, jakie opiekun/promotor może sobie policzyć za opiekę nad studentami i doktorantami?
          - obowiązek opublikowania jednego papieru przeliczeniowego na liście A na doktoranta przeliczeniowego? Innymi słowy papier z listy A przypisany konkretnemu doktorantowi jako warunek otwarcia przewodu?

          Czy ten Twój świetny promotor byłby w stanie "obsłużyć" 10 doktorantów naraz, jeśli każdy z nich musiałby opublikować coś na liście A?

          Ach tak, zapomniałem, prawnicy listę A mają w głębokim.
          • nieopierzony Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 18.10.15, 15:30
            Tutaj wchodzimy już w dyskusję na temat tego czym jest "nauka" prawa. Nie wiem czy jest sens jej rozpoczynania.

            Prawnicy mają inne podejście do nauki, ale nie oznacza to, że jest bezwartościowe.

            Nauka prawa, ma służyć m.in. porządkowaniu rzeczywistości i wpływu na nią. Obiektywnie dobry doktorat może więc mieć na celu pokazanie, że jakieś wyobrażenie, które funkcjonuje na gruncie prawa jest nieuzasadnione. Robi się badania aktowe, opisuje rzeczywistość jaka jest, wyciąga się wnioski i następnie proponuje się rozwiązanie - np. w postaci przepisów, które mogłyby poprawić sytuację.

            Zdecydowana większość doktoratów bronionych u tego promotora to właśnie takie prace - porządkowanie sfer funkcjonowania państwa, które do tej pory nie miały porycia w badaniach naukowych. Uważam więc, że te prace są obiektywnie dobre i jesteśmy w stanie pokazać na czym polega ich wartość.

            Oczywiście można się kłócić i mówić, że prawo to nie nauka - może i nie jest. Nie jest tak, że prawnicy się okopują na takim stanowisku i muszą się dowartościowywać nazywając siebie naukowcami. Mimo to prawo funkcjonuje na uczelniach, nadaje się z tego doktoraty, profesury. Różnice są dość istotne, szczególnie w porównaniu z naukami science, jednak nie można powiedzieć, że "nauka prawa nie jest przydatna.

            Dlatego też nie można stosować tych samych standardów do wszystkich dziedzin, a wracając do tytułowego problemu, to to, że w science nie ma możliwości rzetelnego prowadzenia więcej niż np. 3 doktoratów to nie musi być to samo zdanie prawdziwe na gruncie prawa.
            • flamengista no nie 18.10.15, 20:56
              tu wchodzimy w to, ilu doktorantów można sensownie przyjąć i obsłużyć. I skala przyjęć u was przekracza jakiekolwiek granice przyzwoitości. To są pańskie jaja.
              • podworkowy Re: no nie 18.10.15, 21:24
                zaznaczę na początek, że ja nie osiągam, ani nigdy nie osiągałem, sugerowanych w linku granic (nie przyjmuję byle kogo - w razie potrzeby wyjaśnię). Zgadzam się także z trzy14 co do ograniczeń w zakresie wpisywania opieki nad doktorantami do pensum (u nas jest takowe). Ale mam wrażenie, że dyskusja zaczęła się od d...y strony - aby ocenić, ilu powinno się mieć max. doktorantów, trzeba wpierw ustalić, jakie są właściwie obowiązki promotora wobec doktoranta. Tylko błagam, nie piszcie, ze trzeba ich wciągać do grantów i zespołów badawczych - to nie w dyscyplinach zasadniczo indywidualnych. Jeśli uznamy, że obowiązkiem promotora jest zasadniczo nauczenie doktoranta metodologii, służenie na początku pomocą merytoryczną (w miarę zaawansowania pracy dobry doktorant powinien b. szybko wiedzieć więcej niż promotor na temat doktoratu) czy wpajanie pasji badawczej - to nie widzę powodu, dla którego pracownik nieobciążony nadmierną dydaktyką czy organizacją nie może mieć kilkunastu doktorantów. Jak mówiłem, ja tylu nie mam i nigdy mieć nie będę - I'm not wasting my precious time dla ludzi, którzy już przychodząc na doktoranckie nie mają tej pasji oraz nie wiedzą z grubsza, czym i po co chcą się zajmować. Robienie doktoratu to jednak nie przedszkole i nie podstawówka - promotor (podkreślę, mówię o dyscyplinach indywidualnych i "bezkosztowych" w kontekście laboratoriów, odczynników, sprzętu itd.) nie ma prowadzić doktoranta za rączkę, poprawiać mu pracy pod kątem stylistycznym, narzucać sztywnych terminów realizacji zadań, dbać, by wycierał nosek, motywować do pracy itp. Spotykamy się,ustalamy temat, konstrukcję pracy, literaturę, czytamy poszczególne rozdziały, każemy poprawić językowo czy merytorycznie, stwarzamy mozliwości konferencyjne czy publikacyjne i tak trwamy do obrony - co jeszcze według Was jest tak czasochłonnym obowiązkiem promotora, że jak przypada np. 7 na 1, to promotor nie jest w stanie go wykonać? Pytam bez agresji i uporu - może to Wy macie rację i czegoś się użytecznego dowiem...
                • flamengista no ja tu czegoś nie rozumiem 18.10.15, 21:47
                  piszesz:

                  CytatSpotykamy się,ustalamy temat, konstrukcję pracy, literaturę, czytamy poszczególne rozdziały, każemy poprawić językowo czy merytorycznie, stwarzamy mozliwości konferencyjne czy publikacyjne i tak trwamy do obrony

                  To z całym szacunkiem dla twojej pracy z doktorantami. Ale ja takie zadania mam na seminarium licencjackim. Z możliwościami konferencyjnymi i publikacyjnymi włącznie (oczywiście w przypadku najlepszych studentów).

                  A mówimy o ekonomii, o której poziomie w Polsce dyskutowaliśmy już długo i istnieje pewien forumowy konsensus, że dobrze nie jest... No i o młodym adiunkcie, a nie o doświadczonym profesorze:)

                  Bardzo dobrze, że piszesz o "obowiązkach promotora wobec doktoranta", które trzeba zdefiniować. Moim zdaniem właśnie należy ich wciągać do grantów i zespołów badawczych. Nie rozumiem także, co to znaczy "dyscypliny zasadniczo indywidualne". Nawet w kolarstwie pracuje zespół na sukces jednostki, a prawnicy mają być rzekomo tak dziwni że sami z siebie, zupełnie samodzielnie robią naukę. Obawiam się, że jedynie w Polsce, bo w ujęciu międzynarodowym to nie jest chyba regułą.

                  Ja całkowicie rozumiem, że nie chcesz marnować swojego cennego czasu (bez ironii, naprawdę), ale to właśnie wynika z patologii, w której musisz funkcjonować. Bo na seminarium doktoranckim powinieneś mieć pojedyncze, wybitne jednostki z którymi powinieneś intensywniej współpracować. Takie jest moje zdanie. Samo ustalenie tematu, konstrukcji pracy i literatury - to za mało. Tymczasem wy przyjmujecie więcej doktorantów niż wiele wydziałów studentów magisterskich - więc traktujecie ich jak magistrantów właśnie.
                  • podworkowy Re: no ja tu czegoś nie rozumiem 18.10.15, 22:21
                    flamengisto - wszędzie na świecie dyscypliny takie, jak filozofia, prawo, historia, pewnie tez np. politologia to są zasadniczo dyscypliny indywidualne w tym sensie, że ogromna większość publikacji z tych dziedzin to publikacje pisane przez jednostki, a w najlepszym razie duety (ale i wtedy to jest raczej concurring, a nie common, work tj. jeden odpowiada za jeden aspekt problemu, a drugi za drugi, a nie wspólne zajmowanie się całością). Otworzyłem sobie na próbę Amazon w zakresie historii średniowiecza (wolałbym nie koncentrować się na prawie) - z pierwszych 30 monografii (dalej nie chce mi się sprawdzać) jest tylko jedna realnie współautorska (2 autorów). Otworzyłem sobie pierwsze z brzegu zagraniczne pismo American Historical Review (pismo należy do oxford journals, więc chyba nie jest złe) i wszystkie artykuły w current issue są jednoautorskie (a wszystkie recenzje dotyczą prac jednoautorskich). To jest rzeczywistość everywhere. Czy są kooperacje grantowe i badawcze - jasne, że tak, ale ich rzadkość nie pozwala czynić z nich reguły.
                    A różnica między seminarium bakalarskim a doktoranckim to nie różnica w rodzaju czynności wykonywanych przez promotora, ale różnica w zakresie samodzielności badawczej doktoranta, ambitności pracy, stawianych wymogów merytorycznych itd.
                    P.S. Analogia z kolarstwem jest nietrafna - nauka w tych dyscyplinach to raczej tenis - zasadniczo impreza singlowa, choć deble i miksty też się zdarzają.
                    • flamengista dalej nie rozumiem 18.10.15, 23:24
                      przecież ci filozofowie mają swoich mistrzów, z którymi przedyskutowują pomysły i problemy badawcze. Mają seminaria, na których prezentują wstępne wersje swoich prac. W końcu metoda sokratejska do czegoś zobowiązuje...

                      Co do historyków - sam miałem metodologię badań historycznych na 2 studiach, więc coś jednak wiem na ten temat. Jasne, praca historyka polega na siedzeniu na 4 literach w archiwum, ale pewne rzeczy się konsultuje, dyskutuje z kolegami z zespołu. W końcu nie wszystkie informacje udaje się zinterpretować samemu, pewne dokumenty ogląda X ludzi zanim potwierdzi się pewne odkrycie.

                      W dodatku ci najlepsi mają research assistants, którzy gromadzą część materiałów. Przecież Norman Davies nie napisałby tylu książek bez pomocy asystentów. Więc ma zespół, choć prace są jednoautorskie. Na tej samej zasadzie Agnieszka Radwańska wygrywa, ale pracuje na nią sztab ludzi.

                      Nie mam pojęcia na temat pracy prawników, ale nie wierzę że wszystko można zrobić jednoosobowo, szczególnie będąc doktorantem. Taki młody badacz - jak w każdej dziedzinie - potrzebuje "pracy w zespole" - czyli przedyskutowania swoich pomysłów, koncepcji - nie tylko z promotorem, ale i innymi badaczami. Przecież musi się co jakiś czas upewniać, że stosuje właściwie metodę badawczą, że właściwie interpretuje zgromadzony materiał badawczy etc.

                      Ale najważniejsze - bo odchodzimy od meritum sprawy - nie wierzę, by można było dobrze prowadzić seminarium doktorskie mając na nim 10 osób i więcej. Niezależnie od dyscypliny.
                      • podworkowy Re: dalej nie rozumiem 19.10.15, 02:49
                        flamengista
                        1) Wyraźnie zaznaczyłem, w jakim sensie mówię o nauce indywidualnej - zasadniczo solowe publikacje.
                        2) Nie wiem, ilu research assistants ma Davies, wiem, że ja nie mam żadnego, podobnie jak inni pracownicy. Owszem, czasami robiłem mojemu promotorowi jakąś drobną przysługę w zakresie kwerendy, ale to wszystko (swoich doktorantów nie proszę nawet o to, jestem zbyt nieufny). Analogia z team Radwańska jest cokolwiek nieprzemyślana. Pomijając drobny szczegół, że pracownicy tegoż teamu dostają wynagrodzenie za swoją pracę, to wizja relacji promotor-doktoranci, zgodnie z którą młodzież pracuje na swojego promotora, a efektem tegoż jest solowa publikacja tego ostatniego jest morally reprehensible. Gdybym tak robił, to przed 40-tką zostałbym nazwany leśnym dziadem wykorzystującym młodzież - i byłoby to słuszne oskarżenie (niektórzy tak robią - i jest to odrażające). Powtarzam, u nas prace współautorskie są rzadkością. Ja miałem jedną publikację wspólną z promotorem i mam jedną wspólną publikację z doktorantem, ale była to kooperacja równych podmiotów, a nie relacja Radwańska - fizjoterapeuta. Doktorant ma przede wszystkim pisać doktorat, a nie pracować na chwałę promotora.
                        3) To, co napisałem, w żaden sposób nie jest polemiką z Pana słuszną uwagą na temat wagi przedyskutowywania pomysłów czy koncepcji doktoranta. Tak, to jest kluczowe. Jednak nie zgadzam się, że można stosować prosty przelicznik - dużo doktorantów, mało dyskusji; mało doktorantów-dużo dyskusji. Owszem, pewnie jest jakiś próg wyporności. Wyobrażam sobie jednak bez trudu beznadziejne seminarium doktorskie dla 2 osób i kwitnące seminarium dla piętnastu osób - wszystko zależy od promotora i - co absolutnie najistotniejsze - od materiału ludzkiego. Jeśli doktoranci chcą pracować, jeśli mają pasję, jeśli chcą się kłócić ze sobą, jeśli maja poglądy - to zarówno kontakty indywidualne, jak i seminaria, stają się fascynującą przygodą intelektualną dla obydwu stron. Można również wysunąć argument, że im więcej osób na seminarium (ponownie z jakimś progiem wyporności), tym więcej dyskusji na zróżnicowane tematy, tym szersze horyzonty uczestników, tym większe wzajemne ubogacanie się, tym większa szansa na skorzystanie z czyichś uwag i eliminację błędów. Kiedy czytam wspomnienia osób uczestniczących w seminariach (różnych) prowadzonych przez Leszka Kołakowskiego czy Marię Janion, w których brało udział kilkanaście i więcej osób, to nikt nie narzeka, że gdyby było ich mniej, to seminaria byłyby owocniejsze. Owszem, nie każdy jest Kołakowskim - ale to nie tylko i nie głównie intelekt promotora decydował o walorach seminarium.
                        • whiteskies Re: dalej nie rozumiem 21.10.15, 10:02
                          podworkowy napisał(a):

                          > flamengista
                          > 1) Wyraźnie zaznaczyłem, w jakim sensie mówię o nauce indywidualnej - zasadniczo solowe publikacje.
                          OK, to kwestia kultury korporacyjnej rożnej w rożnych obszarach "akademii".
                          > 2) Nie wiem, ilu research assistants ma Davies, wiem, że ja nie mam żadnego, po dobnie jak inni pracownicy. Owszem, czasami robiłem mojemu promotorowi jakąś dr obną przysługę w zakresie kwerendy, ale to wszystko (swoich doktorantów nie proszę nawet o to, jestem zbyt nieufny).
                          I tu zaczyna się kwestia patologii, która jasno zarysowałeś i utrwalasz. W pracy zespołowej problem nieufności/zaufania właśnie jest najważniejszy. Praca zespołowa uczy odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i cały zespół.

                          To takie moje przemyślenia.Wiem, że są i muszą być różnice między dziedzinami i dyscyplinami. Zmiana ich na siłę raczej nie jest ani możliwa. Ale może warto spojrzeć na zwyczaje z rożnych perspektyw i zastanowić sęe które zwyczaje bardziej warto kultywować a które może ograniczać...

                          • podworkowy Re: dalej nie rozumiem 21.10.15, 10:41
                            po pierwsze, zaufanie ma sens przy pracy faktycznie zbiorowej - tego nie kwestionuję i takie zaufanie - w granicach rozsądku - ujawniam (z ludźmi, którym nie ufam, nie współpracuję, po tym, jak kilka lat temu wykryłem w części przygotowanej przez mojego współautora bezczelny plagiat - gdybym mu zaufał, ładnie bym wyglądał). Natomiast nie ma sensu zlecanie doktorantowi zrobienia mi przysługi w postaci kwerendy w sytuacji, w której kooperacja miałaby się na tym zakończyć. Pomijam już fakt, że proszenie doktoranta, by za darmo odwalił za mnie robotę niespecjalnie pasuje mi moralnie (jego korzyść z robienia takich przysług jest dalece wątpliwa)
                            Po drugie, przez wielkie pytania miałem na myśli prace polegające na wyczerpującym opisie jakiegoś zagadnienia (choćby drobnego), rozwiązaniu równania, sformułowaniu teorii itp. (gdzieś w ogóle czytałem, że matematycy osiągają swój szczyt około 30 - potem jest już slippery slope to intellectual irrelevance). Jeśli się mylę, to przyjmuję to bez szemrania. Wiem jednak, że młody prawnik czy historyk nie pracuje generalnie w ten sposób - nie formułuje na początek całościowej teorii dot. demokratycznego państwa prawnego, prawa własności, funkcji kary, Rewolucji Francuskiej, monarchii patrymonialnej czy nawet całościowej teorii dotyczącej np. stosunków zatrudnienia na uczelniach itd. Zaczyna od "kilku uwag z badań nad przyczynkiem do wstępu", od badania jednego przepisu, ba, jednego spójnika, od badania jednej gminy. Aby zabrać się sensownie za generalia, trzeba najpierw przeczytać setki tysięcy stron, zbadać drobniejsze kwestie i - co najważniejsze - intensywnie i długo myśleć. Wiem, ze to kulawe porównanie, ale - oczywiście z wyjątkami - nauki prawne czy historyczne są z natury indukcyjne.
                            Prosty przykład - doktorant prawa nie zaczyna/nie powinien zaczynać od formułowania generalnej teorii relacji państwo-kościół w Polsce na tle rozmaitych teorii. Jego pierwsze próby badawcze dotyczyć będą np. jakiegoś aspektu uregulowania problemu pochówków w konkordacie, potem analizy orzeczenia TK ws. uboju rytualnego, potem statusu prawnego Komisji Majątkowej, potem prawnego uregulowania statusu katechetów w szkołach z punktu widzenia prawa pracy i prawa oświatowego itd. Dopiero kiedy przeanalizuje on ileś takich przyczynków, może się porywać na grand theory. No i sorry, ale jeśli ktoś - z generalną pomocą promotora co do metodologii, literatury czy ogólnego sposobu pisania - nie jest w stanie napisać sensownej glosy do jednego orzeczenia TK, to według wszelkiego prawdopodobieństwa nie nadaje się do tej roboty. Owszem, przy pierwszej pracy nadzór może być jeszcze pieczołowity, przy 2 też, ale potem to już nie jest nauka pływania, ale jego doskonalenie.
                            I apelowałbym - to oczywiście nie do Pana akurat - o pewien respekt co do modus operandi w innych dyscyplinach. Ja nie wyjeżdżam tu z tekstami, że Wasza metoda pracy z doktorantami sprowadza się do przesadnego prowadzenia ich za rączkę, oduczania samodzielności i wykorzystywania ich w charakterze darmowej siły roboczej, że wiąże się z patologią dopisywania się do cudzych badań i że promuje dominujących profesorów Marianów.
                            Nie rozumiem tego podejścia, zgodnie z którym jeśli gdzie indziej jest inaczej, to na pewno jest źle.
                            • whiteskies Re: dalej nie rozumiem 22.10.15, 11:47
                              Na spora cześć spraw spojrzenie mamy niezbyt odległe. Jednak nie do końca, Świeże spojrzenie na jakieś zagadnienie, właśnie nieskażone setkami szczegółów, może być ożywcze. Tu potrzebna jest dyskusja i współpraca. Co nie oznacza oczywiście że doktoranta należy "wpuszczać" w prace typu "generalnej teorii relacji państwo-kościół w Polsce" (prawo) czy zasadniczą modyfikację modelu standardowego (fizyka).

                              > Nie rozumiem tego podejścia, zgodnie z którym jeśli gdzie indziej jest inaczej,
                              > to na pewno jest źle.

                              Ja tego nie napisałem. Napisałem że wszędzie może być lepiej i warto zawsze patrzeć w tej perspektywie.
                • trzy.14 Re: no nie 18.10.15, 23:46
                  Rola promotora?

                  Bez mojej pomocy chyba żaden z moich (nielicznych) doktorantów nie byłby w stanie opublikować niczego na liście A - gdyby potrafili, mogliby przecież już myśleć o habilitacji. Poza listą A - publikować mogliby bez problemu. Piszę "chyba", bo nigdy czegoś takiego nie spróbowaliśmy. Na pewno to byłyby gorsze prace. Żeby nie było wątpliwości - ja bez doktorantów też bym *takich* prac nie opublikował, a nawet jak bym zajął się tą samą tematyką, to efekt byłby niemal na pewno *znacznie* gorszy! Innymi słowy, doktorat to gra o sumie dodatniej, 1+1 > 2, ale dla mnie jako promotora to bardzo obciążająca praca - zwłaszcza od momentu, gdy przychodzi przelać dokonania doktoranta na papier. Widziałem kiedyś film, na którym znany naukowiec mówił, że średnia liczba przeglądów artykułu, zanim pójdzie on do wydawcy, to 15 razy liczba współautorów, czyli np. 60. Te 15 to dobre dolne oszacowanie rzędu wielkości. Jeden przegląd to minimum 1 dzień pracy. A przecież do opublikowania artykułu nie wystarcza wielokrotny przegląd tego artykułu - ktoś musi przejrzeć też literaturę przedmiotu i określić, jakie miejsce nasz artykuł w niej zajmuje, jakie problemy podniesione przez innych rozwiązuje (i w jakim stopniu), etc., etc. Nikt tej kontekstualizacji nie zrobi lepiej niż doświadczony promotor... praca, praca, praca! Czas!

                  To nie jest więc tak, że promotor może się dopisać do gotowej pracy wykonanej przez doktoranta. Jednak może być to też kwestia stylu pracy - w uprawianiu nauki ja mam silne tendencje perfekcjonistyczne i zaborcze (JA wiem najlepiej). Wstydziłbym się też opiekować się doktoratem opartym na pracach "gorszych" niż te, które sam jestem w stanie regularnie produkować. Praca nad doktoratem (i doktorantem) to jest więc praca na 100%, w silnie konkurencyjnym środowisku międzynarodowym.

                  Gdybym pod opieką miał samych geniuszy, to może dałoby się prowadzić dużo doktoratów naraz, ale
                  tak naprawdę tym geniuszom dużo lepiej zrobiłoby wybranie... lepszego promotora ode mnie. Nie uważam, że doktorant musi być geniuszem, choć musi mieć "ciąg na bramkę", czyli zdolność do samodzielnej pracy bez ciągłego nadzoru i bata. Nie musi umieć publikować - od tego jestem ja. Jeśli doktorant przy mnie nauczy się (podstaw) publikowania - to super!

                  Co nie znaczy, że w moich okolicach nie ma doktorantów publikujących bez istotnego wsparcia ze strony promotora, tylko że to są rzadkie przypadki. Większość doktoratów, które widziałem dostatecznie blisko "od wewnątrz", wyglądała podobnie, tj. bez promotora byłaby kicha a nie doktorat. Dlatego też większości znanych mi młodych doktorów nie proponuje się etatu na uczelni...
                  • podworkowy Re: no nie 19.10.15, 03:08
                    prosiłbym o sprecyzowanie, na czym polega uczenie doktoranta publikowania - no bo jeśli na tym, że ja mam 15 razy ślęczeć nad jego tekstem i poprawiać przez minimum cały dzień jego dokonania, a jednoczęśnie znać się lepiej na przedmiocie badań niż doktorant (np. w zakresie literaturowym) - to ja się z taką rolą promotora fundamentalnie nie zgadzam, nie pełniłem jej i pełnić nie zamierzam, a w większości przypadków nie byłbym w stanie z powodów merytorycznych niezależnie od liczby doktorantów.
                    Pan rozsnuwa tu jako wzorzec wizję relacji doktorant-promotor podobną do relacji ślepiec-pies przewodnik, gdzie niewidomy nie zrobi kroku bez wiernego towarzysza, bo za chwilę się wywali. może u Was jest to potrzebne - u nas to absolutnie nie ma sensu.
                    Moja ocena artykułu doktoranta nie polega na cyzelowaniu tekstu, ale na zadaniu w pierwszym rzędzie kilku prostych pytań w rodzaju "po co to piszesz?", "jaka tezę chcesz udowodnić?", "czy ktoś to już badał?", "czy twoja praca będzie twórcza czy tylko przyczyni się do zniszczenia drzew?", a potem na sprawdzeniu tekstu pod kątem metodologii, poprawności rozumowania, kompletności analiz itp. (jeśli nie podoba mi się np. styl czy język - w dzisiejszych czasach często pokraczny, bo młodzież zamiast czytać pisze - to informuję o tym delikwenta i sugeruję generalną poprawę bez wskazywania wszystkich uchybień).
                    Chyba bym dokumentnie zwariował, gdybym miał siedzieć nad cudzym tekstem przez kilkanaście dni.
                    Aha, it goes without saying, że nigdy nie dopisuję się do prac doktoranta.
                    • trzy.14 Re: no nie 19.10.15, 11:25
                      Minimum 15 razy poprawiamy *wspólną publikację*. On i ja.

                      Napisanie streszczenia, maksimum 50 słów, tzw. highlights, zajęło nam, w trzy osoby, tydzień. Uff, praca nie zaliczyła desk rejection, jest w recenzji, to już sukces! Napisanie tej publikacji zajęło nam rok, komputer wykazuje 244 wersje (tzw. rewizje).

                      Doktorant *samodzielnie* nie napisze publikacji do czasopisma "z górnej półki", a nawet jeśli napisze (znam takie przypadki), to takich doktoratów będzie w Polsce z 10 rocznie.

                      Doktorant samodzielnie nie wymyśli nawet *tematu badań*, a jeśli wymyśli, to takich doktoratów będzie z 20 rocznie.

                      Doktorant musi samodzielnie wykonać badania. Tu nie ma taryfy ulgowej. Ale doświadczenie uczy, że z samodzielną interpretacją wyników tych badań czy ich opisaniem na odpowiednim poziomie już jest kłopot i tu potrzebny jest promotor. Nie po to, by wykonać tę pracę *za* doktoranta, ale by mu w niej pomóc. Ta pomoc zwykle jest na tyle istotna, że w pełni uzasadnia współautorstwo. Jeśli doktorant napisze pierwszą wersję publikacji, czasami wystarczą niewielkie poprawki, czasami z pierwotnej wersji nie zostaje kamień na kamieniu. Doktorant często zaczyna od wykonywania prac pomocniczych na rzecz projektu promotora i stopniowo coraz bardziej się usamodzielnia, ale stopniowo a nie wszystko od razu!

                      Doktorant jest swego rodzaju asystentem, tyle że bez pensji i składek emerytalnych. Jeśli "asystent" się nie podoba, to może być "czeladnik". Doktorant nie jest "pełnowartościowym" pracownikiem naukowym.

                      Nie wiem, jak z pisaniem radzą sobie prawnicy, ale w naukach ścisłych licencjat to prawdziwy ból zębów (opiekuna). Z magisterką zwykle jest już lepiej (sprawcy największego bólu zębów zakończyli już edukację), ale to ciągle jest praca u podstaw - i nagle w ciągu 2 lat taki magistrant ma samodzielnie wymyślić temat, wykonać badania i opisać je w obcym języku, zachowując wszelkie standardy pracy naukowej i wpisując swoją pracę w dorobek światowej nauki? To jest możliwe, ale jeśli tak będziemy pracować, to liczba bronionych doktoratów zmniejszy się o czynnik rzędu co najmniej 10, a prawdopodobnie - 100. Takim doktorantom od razu możemy wręczać habilitację.

                      W polskim systemie edukacji wyższej młody człowiek zwykle dopiero na doktoracie styka się z badaniami "nieznanego". Tego nie można nauczyć się w 2 lata, a przecież właśnie tyle czasu ma się na przygotowanie pierwszej publikacji, jeśli doktorat ma być otwarty w ciągu 3 lat.
                      • podworkowy Re: no nie 19.10.15, 11:43
                        trzy14, po prostu jest to kolejny przykład różnic dziedzinowych. Nie znaczy to, że gdzieś jest lepiej/gorzej czy łatwiej/trudniej - po prostu jest inaczej.
                        • trzy.14 Re: no nie 19.10.15, 22:20
                          Z tym gotów jestem się zgodzić.
                          • pan.toranaga A ja się nie zgadzam... 19.10.15, 23:25
                            Nie sądzę, żeby różnice międzydziedzinowe tu grały najważniejszą rolę. Bo niby dlaczego? To raczej odmienna tzw. "filozofia". Humaniści (bo już chyba nie nauk.społ.) uważają, że dorosłych ludzi nie należy prowadzić za rączkę, jeśli nie są w stanie samodzielnie robić nauki, to widać się do tego nie nadają. Pozostali uważają, że czeladnikiem trzeba być długo. W obu podejściach (wzajemnie się wykluczających!) jest dużo słuszności. A jednak mam obawę, że jak czeladnika zbyt szybko wyzwalamy (my, humaniści), jak tylko nauczy się szyć, ale jeszcze nie szyć równo, to może mamy za dużo mistrzów, co krzywo przyszywają guziki i mówią, że przecież większość guzików na tym świecie jest krzywa i podpruta.
                            • podworkowy Re: A ja się nie zgadzam... 20.10.15, 08:49
                              ale proszę pamiętać, że fizycy czy matematycy na dzień dobry zaczynają od wielkich pytań (nie ironizuję). Ja namawiam moich doktorantów do skromności badawczej i do naturalnej progresji. Twoja 1 praca nie może dotyczyć np. ogólnej filozofii kary czy roli klauzul generalnych w prawie prywatnym - o tym pisali tytani, najpierw musisz przeczytać masę dzieł, jeśli potem uznasz, że masz coś ciekawego do powiedzenia, dopiero pisz. Nic mnie tak nie wnerwia, jak niedouczony i niedoczytany doktorant, któremu wydaje się, że czyni jakieś wiekopomne odkrycie, które tak naprawdę zostało już opisane na sto sposobów. Na początek zastanów się raczej, czy "albo" użyte w tym przepisie faktycznie znaczy "albo"czy może jednak "lub" (to może być wszak bardzo ważny problem). Jeśli nie jesteś w stanie tego problemu rozwiązać w miarę samodzielnie i przedstawić sensownie, to się po prostu nie nadajesz i tyle. Jako promotor mogę ci trochę pomóc - pokazać kontekst, zwrócić uwagę na niedostrzegany aspekt zagadnienia, wskazać ważną literaturę, udzielić porad co do stylu pisania itd. - jednak nie jestem psem-przewodnikiem ale raczej tourist-guide.
                              Ale zgoda co do jednego - szkodliwym i niestety dość częstym zjawiskiem jest pozwolenie nieumiejącemu pływać doktorantowi rzucania się na głęboką wodę, czego efektem są prace w założeniu ambitne, ale faktycznie płytkie, wtórne i odtwórcze. Ten krytycyzm - w imieniu nauk prawnych, choć nie w swoim - z pokorą przyjmuję (to zresztą nie dotyczy tylko doktorantów, ale także wielu starszych adeptów nauki)
                              • pan.toranaga Re: A ja się nie zgadzam... 20.10.15, 15:04
                                >Ten krytycyzm - w imieniu nauk prawnych, choć nie w swoim - z pokorą przyjmuję
                                proszę się uderzyć w pierś nauk humanistycznych nie tylko prawnych :)

                                > ale proszę pamiętać, że fizycy czy matematycy na dzień dobry zaczynają od wielkich pytań (nie ironizuję).

                                Nie sądzę. Raczej zaczynają od stwierdzenia czy w komórce z ogonka myszki "lub" na pewno znaczy lub, czy może albo. Tyle, że ich "lub czy albo" jest od razu wbudowane w większy problem ogólnej teorii kary, bo pracują w dużym zespole, który podejmuje większe wyzwania. Jeśli się mylę to poproszę o sprostowanie. Nie sądzę, żeby fizyk/chemik/biolog molekularny zaraz po studiach mógł odpowiedzieć na wielkie pytanie, a tym bardziej je sformułować. Od wielkich pytań to jest promotor.
                                Oczywiście bywają geniusze. Wg legendy de Saussure'a na egzaminie doktorskim spytano czy jest może krewnym tego wielkiego de Saussure'a (chodziło o niego samego). Prawda czy nie, ale de Saussure'owi też należy się habilitacja (tzn. on to akurat miał znaczący wpływ na kilka dyscyplin).
                                • dobrycy Re: A ja się nie zgadzam... 20.10.15, 17:02
                                  pan.toranaga napisał:

                                  > >Ten krytycyzm - w imieniu nauk prawnych, choć nie w swoim - z pokorą przyj
                                  > muję
                                  > proszę się uderzyć w pierś nauk humanistycznych nie tylko prawnych :)
                                  >
                                  > > ale proszę pamiętać, że fizycy czy matematycy na dzień dobry zaczynają od
                                  > wielkich pytań (nie ironizuję).
                                  >
                                  > Nie sądzę. Raczej zaczynają od stwierdzenia czy w komórce z ogonka myszki "lub"
                                  > na pewno znaczy lub, czy może albo. Tyle, że ich "lub czy albo" jest od razu w
                                  > budowane w większy problem ogólnej teorii kary, bo pracują w dużym zespole, któ
                                  > ry podejmuje większe wyzwania. Jeśli się mylę to poproszę o sprostowanie. Nie s
                                  > ądzę, żeby fizyk/chemik/biolog molekularny zaraz po studiach mógł odpowiedzieć
                                  > na wielkie pytanie, a tym bardziej je sformułować. Od wielkich pytań to jest pr
                                  > omotor.
                                  Fizyka czy matematyka to nie monolit, bywa różnie. Bywają tez bardzo zdolni doktoranci.
                                  Kojarze takiego jednego który pierwsza prace (samodzielną, bez promotora, z teorii ) wysłał od razu do najlepszego czasopisma tematycznego (któryś Phys Rev) i mu opublikowali. Do doktoratu napisał
                                  jeszcze z 2 czy 3, ale już musiał uwzględnić promotora. Przeciwny biegun (a wydaje sie że tu jest rozkład Boltzmana) to doktoranci którzy nie wiedzą jakie prace już opublikowali i o czym one są.
                                  Nawet na obronie kiepsko to kojarzą, wystarczy że wiedzą jak wygląda promotor.


                              • nieopierzony Re: A ja się nie zgadzam... 21.10.15, 00:04
                                > Ale zgoda co do jednego - szkodliwym i niestety dość częstym zjawiskiem jest po
                                > zwolenie nieumiejącemu pływać doktorantowi rzucania się na głęboką wodę, czego
                                > efektem są prace w założeniu ambitne, ale faktycznie płytkie, wtórne i odtwórcz
                                > e.

                                Tekstów jest bardzo dużo, czasami w całym numerze czasopisma można nie znaleźć ani jednego wartościowego zdania. Chciałbym myśleć, że mnie to nie dotyczy, ale może za kilka lat stwierdzę, że odwalałem do tej pory pozoranctwo.
                                • whiteskies Re: A ja się nie zgadzam... 21.10.15, 10:14
                                  No to macie problem. Nie ma mistrza, nie ma uczniów , są samouki i indywidualiści....
                                  20 artykułów napisanych samodzielnie... Mnie napisanie artykułu popularno-naukowego relacjonującego jakiś drobny przyczynek i opublikowanie go na blogu do którego zajrzy 100 osób zabiera pełen tydzień....
                              • whiteskies Re: A ja się nie zgadzam... 21.10.15, 10:10
                                > ale proszę pamiętać, że fizycy czy matematycy na dzień dobry zaczynają od wielk
                                > ich pytań (nie ironizuję).
                                Nie, tak wcale nie jest. W 98% wypadków Pierwsze pytanie to "gdzie jest błąd w rachunkach i rozumowaniu" drugie "co nie działa w aparaturze tak jak trzeba", trzecie "którą śrubka przykręcić". Potem jak się je rozwiąże trzeba pokazać ze wynik jest lepszy od poprzedniego opublikowanego 0 0,1% albo że pomiar wykonano w warunkach odbiegających od poprzednich o jakiś ułamek. Dopiero potem jest interpretacja, czy wynik jest zgodny z oczekiwaniem (teorią) czy w jakimś aspekcie nie, a jeśli nie to co trzeba zrobić żeby upewnić się że wynik jest dobry.
                              • trzy.14 Re: A ja się nie zgadzam... 23.10.15, 00:21
                                podworkowy napisał(a):

                                > ale proszę pamiętać, że fizycy czy matematycy na dzień dobry zaczynają od wielk
                                > ich pytań (nie ironizuję).

                                Raczej od pytań sformułowanych hermetycznym językiem, co może sprawiać mylne wrażenie wielkości. I nie zaczynają, tylko kończą (tym językiem).
                      • nieopierzony Re: no nie 19.10.15, 11:51
                        Jestem na ostatnim roku i mam napisanych ponad 20 publikacji, w tym kilka artykułów, w tym kilka w najlepszych prawniczych czasopismach. Te według mnie najlepsze artykuły promotor. To jest standard raczej u nas w środowisku niż wyjątek. Promotorowi wysyłam czasami gotową pracę do sprawdzenia, a w większości wypadków w ogóle nie wysyłam. Problemy dyskutujemy w gronie doktorantów i młodych osób po doktoracie. Te najlepsze według mnie artykuły promotor czytał dopiero po ich ukazaniu się.
                        • trzy.14 Re: no nie 19.10.15, 23:07
                          nieopierzony napisał:

                          > Jestem na ostatnim roku i mam napisanych ponad 20 publikacji,

                          ja w tym czasie miałem 3

                          > w tym kilka artykułów,

                          ciągle 3. Po wielu latach średnia to ok. 2 papiery rocznie.

                          > w tym kilka w najlepszych prawniczych czasopismach.

                          moje były na średniej półce międzynarodowej

                          > Te według mnie najlep
                          > sze artykuły promotor. To jest standard raczej u nas w środowisku niż wyjątek.
                          > Promotorowi wysyłam czasami gotową pracę do sprawdzenia, a w większości wypadkó
                          > w w ogóle nie wysyłam.

                          Dramatyczny błąd w sztuce! Błąd w sztuce! Błąd w sztuce! Błąd w sztuce! Błąd w sztuce! ...
                          ... ... ... ... ... !!! !!! !!! !!! !!!

                          Jeśli przed wysłaniem tekstu do druku nie pokażesz go komuś "dojrzalszemu", niczego się nie nauczysz, ewentualnie nauka ta będzie długotrwała i kosztowna, gdyż oparta na guzach na własnym czole. Chodzi mi o tak subtelną rzecz, jak warsztat pisarski (w tym: warsztat naukowy).

                          Swoje artykuły przed wysłaniem zawsze pokazywałem swojemu szefowi, aż odszedł na emeryturę. I on zawsze miał jakieś uwagi. Był pierwszym recenzentem. Teraz zdarza mi się pokazać moje artykuły młodszym ode mnie kolegom, przy czym pytanie nie brzmi, czy ta praca jest poprawna (skąd oni mieliby to wiedzieć bez poświęcenia mnóstwa czasu), tylko "czy to się dobrze czyta?". Bo jeśli coś się źle czyta, to zginie to w odmętach zakurzonych bibliotek, a wtedy szkoda mojego wysiłku.

                          > Problemy dyskutujemy w gronie doktorantów i młodych osób
                          > po doktoracie. Te najlepsze według mnie artykuły promotor czytał dopiero po ic
                          > h ukazaniu się.

                          Zupełnie inny styl uprawiania nauki.

                          To może mieć coś wspólnego z cytowaniami, które są jakąś formą informacji zwrotnej od czytelników.
                          • nieopierzony Re: no nie 19.10.15, 23:46
                            > moje były na średniej półce międzynarodowej

                            Nie raz już było tutaj wspominane - nie publikujemy za granicą bo nie tam się toczy dyskusja "naukowa".

                            > Dramatyczny błąd w sztuce! Błąd w sztuce! Błąd w sztuce! Błąd w sztuce! Błąd w
                            > sztuce! ...
                            > ... ... ... ... ... !!! !!! !!! !!! !!!

                            Niżej piszę przecież, że teksty są wzajemnie sprawdzane. Nie wysłałam do promotora bo wiem, że ma inne sprawy na głowie - wysyłam tylko wtedy jak mam wątpliwości co do tego, czy kontrowersyjna teza jest wystarczająco uzasadniona.

                            > To może mieć coś wspólnego z cytowaniami, które są jakąś formą informacji zwrot
                            > nej od czytelników.

                            Pojawiają się, choć nie ma zwyczaju ich śledzenia i liczenia.
                            • dobrycy Re: no nie 20.10.15, 17:08
                              nieopierzony napisał:

                              > > moje były na średniej półce międzynarodowej
                              >
                              > Nie raz już było tutaj wspominane - nie publikujemy za granicą bo nie tam się t
                              > oczy dyskusja "naukowa".

                              ROTFL!!

                              >
                              > > Dramatyczny błąd w sztuce! Błąd w sztuce! Błąd w sztuce! Błąd w sztuce! B
                              > łąd w
                              > > sztuce! ...
                              > > ... ... ... ... ... !!! !!! !!! !!! !!!
                              >
                              > Niżej piszę przecież, że teksty są wzajemnie sprawdzane. Nie wysłałam do promot
                              > ora bo wiem, że ma inne sprawy na głowie - wysyłam tylko wtedy jak mam wątpliwo
                              > ści co do tego, czy kontrowersyjna teza jest wystarczająco uzasadniona.
                              >
                              No w sumie gdy publikuje się coś na ścianie w toalecie to też się o tym każdemu nie mówi...
                              A co do uwagi 3.14 - też zawsze wole jak ktoś przeczyta to co napisałem przed wysłaniem,
                              nawet jak jego uwagi to głupoty, to czasem może zauważyć jakąś moją wpadkę, czy skrót myślowy.
                              • nieopierzony Re: no nie 20.10.15, 23:57
                                > > Nie raz już było tutaj wspominane - nie publikujemy za granicą bo nie tam
                                > się t
                                > > oczy dyskusja "naukowa".
                                >
                                > ROTFL!!

                                To proszę mi napisać, gdzie mam wysłać artykuł, w którym przedstawiam założenia nowelizacji w zakresie testamentu ustnego? Gdzie dać artykuł, w którym przeprowadzam badania o funkcjonowaniu instytucji warunkowego umorzenia postępowania karnego? A o przerwie w karze gdzie mam wysłać? Proszę mi podać zagraniczne czasopisma, które to obchodzi. Proszę podać mi czasopismo, w którym taki artykuł może przyczynić się do zmiany praktyki w tym zakresie. Może po prostu polscy prawnicy nie wiedzą, że takie są za granicą i przyczyni się Pan do wstania z kolan tej pseudonauki.

                                > A co do uwagi 3.14 - też zawsze wole jak ktoś przeczyta to co napisałem przed w
                                > ysłaniem,
                                > nawet jak jego uwagi to głupoty, to czasem może zauważyć jakąś moją wpadkę, czy
                                > skrót myślowy.

                                W którym miejscu napisałem, że artykuły nie są sprawdzane? Mamy duży zespół i nie zawsze każdy tekst musi być sprawdzany przez samą górę.
                                • whiteskies Re: no nie 21.10.15, 10:23
                                  A może warto sprawdzić jak te założenia maja sie do tego jak wyglądają testamenty ustne w innych krajach, jakie wady i zalety ma na tym tle Pana pomysł, jakie sa specyficzne polskie ograniczenia (prawne) które wpływają na to ze to czy tamto można zastosować, a tego czy owego sie nie da. I taka analiza mogłaby być ciekawa i przydatna nie tylko w małym wąskim gronie. Może to pozwoliłoby jednak lepiej poprawiać prawo. Może ktoś, ewentualny współautor, miałby pomysł jak dołożyć jedna drobna zmianę do Pana pomysły żeby stanowione prawo było bardziej spójne i zrozumiale,
                                  Piesz z boku, jako związany polskimi prawem, ale czasem, w tych samych kwestiach czasem z obcym, tuz za miedzą. Akurat nie w tym zakresie, ale jednak....
                                  • podworkowy Re: no nie 21.10.15, 10:49
                                    od tego jest osobna gałąź czyli komparatystyka prawnicza - z jej ustaleń powinno się oczywiście korzystać. Ja naprawdę nie popieram parochial approach i publicznie je krytykuję, za co zresztą - ironic, isn't it?;) -.spotyka mnie często krytyka obrońców polskiej wyjątkowości. Niemniej jednak to jest tylko jedna malutka gałąź prawa, a prace komparatystyczne są zazwyczaj z konieczności dość ogólne i stanowią tylko punkt wstępny do dalszych badań. Innymi słowy, z całą pewnością warto badać regulacje innych państw i przybliżać ich rozwiązania u nas (pytanie, w jakich publikatorach to czynić, to odrębna sprawa). Pewnie, że warto np. badać, czy plagiat jest gdzie indziej przestępstwem czy nie. Ale jakakolwiek pogłębiona analiza cudzych rozwiązań wymaga jednak sięgnięcia do prac znawców tamtejszych rozwiązań, a nie do komparatystów (chyba, że ktoś oczywiście z założenia zajmuje się prawem cudzym i o tym wnikliwie pisze).
                                    • whiteskies Re: no nie 22.10.15, 11:59
                                      Ja nie chcę tutaj dyskutować na temat metodologii, szczegółów, e.t.c., Bo jeśli idzie o prawo jestem tylko zwykłym jego podmiotem i przedmiotem. Mnie chodzi o to co napisałem niżej w odpowiedzi na post nieopierzonego. W skrócie: jeśli nie wychylić NA CHWILĘ nosa poza najbliższe otoczenie podczas studiów doktoranckich to kiedy?
                                      • podworkowy Re: no nie 22.10.15, 12:32
                                        w pełni się podpisuję pod Pana postulatem, a nawet powiem mocniej - nos trzeba wychylać zawsze. Powinni to czynić i naukowcy i prawodawca - ci pierwsi mogą tu wywrzeć rolę stymulacyjną. Na pewno nie robimy tego - jako grupa zawodowa - dostatecznie często; bywają nawet kłopoty z czytaniem np. orzeczeń strasburskich i transplantowaniem ich na grunt polskiej doktryny prawnej - tu nie ma sporu.
                                        Najłatwiej jednak co do roli doktorantów w naukach prawnych rozmawiać na konkretach. Załóżmy, że przyjdzie do mnie doktorant i powie, że chce napisać tekst o tym, czy okres 8 lat na habilitację liczy się od nowa od 2013 roku. Tu jest pierwsza rola promotora - konsultacja tematu. Załóżmy, że uznam, iż warto o tym napisać. Następnie pytam delikwenta o generalną tezę i argumentację. Tu też jest rola promotora. Następnie - jeśli jest potrzeba - sugeruję rozpatrzenie określonych dodatkowych aspektów, wskazuję dodatkową literaturę itd. Wszystko to nie zajmuje więcej niż godzinę, jeśli oczywiście doktorant ma jakieś pojęcie o materii (jeśli nie ma, no to sorry, rozmowa trwa 5 minut, come back when you know something). Następnie młody znika na miesiąc i pisze - przynosi pierwszy dziesięciostronicowy draft. Czytam go, sugeruję poprawki itd. (powiedzmy, że druga godzina). Jeśli ufam, że mój autorytet jest wystarczający, po otrzymaniu poprawionej wersji szybko go przeskakuję i daję swój placet (powiedzmy 3 godzina). Co jeszcze miałbym robić? Nie zamierzam - niezależnie od liczby doktorantów - ślęczeć nad tekstem po kilkanaście godzin - bo i po co? Po kilku takich próbach doktorant wie, jak pisać, i może składać teksty samodzielnie (oczywiście zawsze służę mu radą, jeśli chce).
                                        Podobna procedura jest przy doktoracie, z tym że oczywiście poszczególne czynności zajmują więcej czasu.
                                        Doprawdy nie widzę powodu, dla którego posiadanie 10 doktorantów na różnych latach i o różnym stopniu zaawansowania, miałoby uniemożliwiać czasowo tego rodzaju opiekę. Nie dostrzegam także w tej opiece niczego złego, co spowalnia/osłabia rozwój doktoranta. Dodam jeszcze, że ja zniechęcam do płodzenia tekstów ponad miarę - lepszy jeden dobry i coś faktycznie wnoszący niż pięć byle jakich i odtwórczych. Zresztą liczby 20 tekstów podane przez nieopierzonego naprawdę nie są reprezentatywne. Załóżmy 10 doktorantów, dwa teksty rocznie wymagające powyższego nadzoru, w efekcie 60 godzin, czyli - powiedzmy - półtorej godziny tygodniowo na artykuły (drastycznie zawyżony szacunek, ale niech będzie). Spośród dziesięciu doktorantów załóżmy, że jeden już finiszuje i szlifuje pracę (rola niewielka), dwóch dopiero zaczyna doktoranckie (nic jeszcze nie robią z doktoratu), trzech jest na etapie konstrukcyjnym (dyskutujemy o tezach, spisie treści, literaturze itd. - powiedzmy 3 godziny rocznie na każdego), czterech pisze (powiedzmy oddają rocznie sto stron, przeczytanie i ewaluacja - powiedzmy 20 godzin na łebka - tez zawyżony szacunek) - powiedzmy, że dla równego rachunku 100 godzin na doktoraty, co daje powiedzmy 3 godziny tygodniowo. Summa summarum niecałe 5 h. tygodniowo na obsługę 10 doktorantów może mi wystarczyć. Oprócz tego są jeszcze zebrania naukowe Instytutu/Katedry, gdzie wygłaszają prezentacje i udział w seminarium doktoranckim (60 h. rocznie, na którym czynności często pokrywają się z tymi opisanym wyżej). Naprawde sądzi Pan, że przy pensum - powiedzmy - 300 godzin, nie da się wygospodarować tyle dodatkowego czasu na doktoranta? Dodam jeszcze, że często na takiej pracy z doktorantem korzysta także promotor, zarówno intelektualnie (analiza jakiegoś zagadnienia), jak i praktycznie (np. skorzystanie z kwerendy)
                                        • kragon Re: no nie 22.10.15, 22:24
                                          i na tym polega nauka????
                                  • nieopierzony Re: no nie 21.10.15, 14:01
                                    Myśli Pan, że po dotychczasowym bombardowaniu prawnikami postami o "konieczności" publikowania po angielsku, ktokolwiek tutaj byłby na tyle ślepy, żeby tego przynajmniej nie przeanalizował?

                                    Może 10% prawników z racji na to czym się zajmują powinni publikować po angielsku (i często publikują jak filozofowie prawa), cała reszta jest po to na uczelniach aby rozwiązywać problemy polskiego systemu prawnego.

                                    Nie chcieliby Państwo żyć w Polsce, w której wszyscy prawnicy publikują tylko po angielsku w zagranicznych journalach. Jakoś prawa i orzecznictwa jest jaka jest, ale z pewnością byłaby jeszcze gorsza, gdyby nie kontrolny aspekt działalności prawników naukowców. To wymaga publikowania po Polsku. W mojej działce widzimy realne zmiany w orzecznictwie (i prawie), które są konsekwencją naszych dysput naukowych prowadzonych po polsku.
                                    • whiteskies Re: no nie 22.10.15, 11:54
                                      > Nie chcieliby Państwo żyć w Polsce, w której wszyscy prawnicy publikują tylko p
                                      > o angielsku w zagranicznych journalach.

                                      XZgadza się. Taj samo jak nie chcę żyć w Polsce gdzie typowy prawnik-naukowiec nie wyściubia nosa poza najbliższe podwórko. I jedno i drugie prowadzi do patologii.
                                      Po prostu chodzi o pewną styczność z rzeczywistością prawna (naukową) poza najbliższym otoczeniem, o inną, OD CZASU DO CZASU perspektywę. A kiedy łatwiej taka perspektywę "złapać" zrozumieć na czym polegają jej zalety? Czy nie w czasie robienia doktoratu? Czy potem nie jest za późno?
                                      • nieopierzony Re: no nie 22.10.15, 13:47
                                        > Po prostu chodzi o pewną styczność z rzeczywistością prawna (naukową) poza naj
                                        > bliższym otoczeniem, o inną, OD CZASU DO CZASU perspektywę. A kiedy łatwiej tak
                                        > a perspektywę "złapać" zrozumieć na czym polegają jej zalety? Czy nie w czasie
                                        > robienia doktoratu? Czy potem nie jest za późno?

                                        Większość moich znajomych jeździ za granice, sam byłem z referatami na kilku międzynarodowych konferencjach, w tym za oceanem. Brałem udział w szkołach letnich/zimowych na zagranicznych uniwersytetach, chciałbym pojechać na Fulbrighta - ale nie będę publikował po angielsku bo to nie ma sensu.

                                        Nie wiem czy Pan złapał po co to piszę - wiemy, że istnieje świat poza Polską, ale to nie oznacza, że musimy to przekuwać w publikacje po angielsku.

                              • podworkowy Re: no nie 21.10.15, 07:58
                                po pierwsze, czy Pan cierpi na jakąś odmianę masochizmu, z maniackim uporem wracając do rzeczy, które były tu dyskutowane wielekroć i ponownie się kompromitując? Prawnicy na całym świecie publikują w ogromnej większości w krajowych pismach - Niemcy w niemieckich, Amerykanie w amerykańskich, Austriacy w austriackich, Hiszpanie w hiszpańskich itd. To, że czuje się Pan tym straumatyzowany, nie oznacza, że uporczywe kwestionowanie faktów jest dobrym posunięciem... Deal with it.
                                Po drugie, pomijając już fakt, że swoim tekstem o wapnie i spychaczu pokazał Pan swoją moralną i intelektualną nędzę (i piszę to na poważnie - pisanie gdzie jak gdzie, ale w Polsce w ten sposób jest skandalem - może następnym razem napisze Pan o komorze gazowej i piecu krematoryjnym?), to - pozostając w ramach Pana poetyki - po zamknięciu nas natychmiast trzeba będzie zaorać Was z powodów finansowych.
                                I wreszcie po trzecie - model studiów doktoranckich wykazuje bardzo liczne wady. Co do tego i co do wielu szczegółów zgadzam się nawet z charioter, z którą zgadzam się bardzo rzadko. Ale w niczym nie zmienia to faktu, że wmawianie mi, że mój promotor zajmował się mną źle, bo miał dziesięciu innych doktorantów, albo, że z tego samego powodu źle zajmuje się nieopierzonym jego opiekun, jest cokolwiek bezsensowne. Liczba doktorantów na jednego promotora nie ma też nic wspólnego z istnieniem profesora Mariana i leśnych dziadków (człowiek z makulatury zaczyna - w swoich zwykle zabawnych postach - zdradzać niezdrową obsesję). Po kilkuletniej bytności na tym forum mogę stwierdzić, że akurat w naukach prawnych liczba prof. Marianów na metr kwadratowy jest bardzo niewielka w zestawieniu z innymi dziedzinami (sam znam może dwóch, może trzech, na pewno nie więcej). Miernot jest oczywiście dużo (i dużo za dużo - co do tego nie ma sporu), ale miernot utrudniających innym awans, dopisujących się do cudzych prac, wykorzystujących młodszych adeptów nauki nie zaobserwowałem w stopniu statystycznie znaczącym.
                                • dobrycy Re: no nie 21.10.15, 09:14
                                  podworkowy napisał(a):

                                  > po pierwsze, czy Pan cierpi na jakąś odmianę masochizmu, z maniackim uporem wra
                                  > cając do rzeczy, które były tu dyskutowane wielekroć i ponownie się kompromituj
                                  > ąc? Prawnicy na całym świecie publikują w ogromnej większości w krajowych pisma
                                  > ch - Niemcy w niemieckich, Amerykanie w amerykańskich, Austriacy w austriackich
                                  > , Hiszpanie w hiszpańskich itd. To, że czuje się Pan tym straumatyzowany, nie o
                                  > znacza, że uporczywe kwestionowanie faktów jest dobrym posunięciem... Deal with
                                  > it.
                                  Mi tam wisi lokalność prawa czy niektórych oznak humanistyki
                                  (konsekwentnie, ale widać nie czyta Panmoich postów ze zrozumieniem). Ale stwierdzenie
                                  że za granica nie toczy sie dyskusja naukowa mnie rozbawiło.


                                  > Po drugie, pomijając już fakt, że swoim tekstem o wapnie i spychaczu pokazał Pa
                                  > n swoją moralną i intelektualną nędzę (i piszę to na poważnie - pisanie gdzie j
                                  > ak gdzie, ale w Polsce w ten sposób jest skandalem - może następnym razem napis
                                  > ze Pan o komorze gazowej i piecu krematoryjnym?), to - pozostając w ramach Pana
                                  > poetyki - po zamknięciu nas natychmiast trzeba będzie zaorać Was z powodów fin
                                  > ansowych.

                                  Nie czyta Pan dokładnie. Ja tam napisałem że tego typu wynurzenia dostarczają
                                  argumentów tym którzy by tego chcieli a nie że ja bym tego chciał.
                                  Według mojej znajomości finansów uczelni nie jesteśmy finansowani przez prawo.
                                  Ale nawet gdyby tak było, wisiałoby mi co się tam odbywa. Wielokrotnie pisałem
                                  że stworzenie uniwersytetu z najlepszych jest niemożliwe. Zawsze musi być
                                  baza i jak sie ją zlikwiduje to góra też runie. Ale te teksty o doktorantach które
                                  tu prezentujecie mogą dzwignąć ciśnienie. Zwłaszcza jak człowiek sobie zda sprawe
                                  z tego że najwięcej jest doktorantów tam gdzie jest najmniej nauki.


                                  > I wreszcie po trzecie - model studiów doktoranckich wykazuje bardzo liczne wady
                                  > . Co do tego i co do wielu szczegółów zgadzam się nawet z charioter, z którą zg
                                  > adzam się bardzo rzadko. Ale w niczym nie zmienia to faktu, że wmawianie mi, że
                                  > mój promotor zajmował się mną źle, bo miał dziesięciu innych doktorantów, albo
                                  > , że z tego samego powodu źle zajmuje się nieopierzonym jego opiekun, jest coko
                                  > lwiek bezsensowne. Liczba doktorantów na jednego promotora nie ma też nic wspól
                                  > nego z istnieniem profesora Mariana i leśnych dziadków (człowiek z makulatury z
                                  > aczyna - w swoich zwykle zabawnych postach - zdradzać niezdrową obsesję). Po ki
                                  > lkuletniej bytności na tym forum mogę stwierdzić, że akurat w naukach prawnych
                                  > liczba prof. Marianów na metr kwadratowy jest bardzo niewielka w zestawieniu z
                                  > innymi dziedzinami (sam znam może dwóch, może trzech, na pewno nie więcej). Mie
                                  > rnot jest oczywiście dużo (i dużo za dużo - co do tego nie ma sporu), ale miern
                                  > ot utrudniających innym awans, dopisujących się do cudzych prac, wykorzystujący
                                  > ch młodszych adeptów nauki nie zaobserwowałem w stopniu statystycznie znaczącym
                                  > .
                                  Bo w prawie samodzielnych jest w ogóle pewnie niewiele. Ile % stanowią samodzielni u Was.
                                  • podworkowy Re: no nie 21.10.15, 10:57
                                    w sposób oczywisty nieopierzony mówił o dyskusji naukowej na temat polskiego prawa - zanim się zacznie rolować na podłodze, warto przyjąć metodologiczną wskazówkę, że dyskusja na forum jest dużo sensowniejsza i sympatyczniejsza przy takim intepretowaniu cudzych postów, ktore nie czyni z adwersarza idioty..
                                    Co do wapna itd. - chodziło mi o niestosowność tego zwrotu w kontekście polskiej historii (gdyby Pan napisał powystrzelać, powywieszać itp., to taka metafora nie zrobiłaby na mnie wrażenia).
                                    Ciśnienie warto obniżać. Poza tym ja nadal czegoś nie rozumiem - mnie mogą podnosić ciśnienie indywidualne skandale w ścisłej science (Janiak itd.), ale jakoś nie wyobrażam sobie, aby denerwował mnie opis praktyki badawczej w Waszych działkach - skąd ta uparta potrzeba naprawiania cudzych - często rzekomych - błędów?
                                    U nas na wydziale samodzielni to ok. 1/3 ogółu - za chwilę będzie więcej.
                                    • piotrek-256 Re: no nie 21.10.15, 14:31
                                      Potrzeba naprawienia prawa bierze się stąd, że ludzie w science wkurzają się, że prawo bierze kasę za 600 doktorantów. Czyli w science odczuciu, okrada ludzi i/lub państwo. Pewnie gdyby wydziały prawa nadawały te stopnie charytatywnie to większość by machnęła ręką.

                                      Mnie też to wkurza, ale to nie wina prawników tylko ministerstwa, które promuje takie zachowania...
                                      • podworkowy Re: no nie 21.10.15, 14:50
                                        ależ my się z Wami dzielimy. rzeczoną kasą..;) Z tego, co wiem, oprócz oddawania rektorowi znacznego procentu za opłaty za niestacjonarnych, dotacja ministerialna za doktorantów (i za studentów zwykłych) przychodzi na uczelnię jako całość i wcale nie jest rozdzielana proporcjonalnie (także przy uwzględnieniu zróżnicowanych przeliczników obszarowych).
                                        Żeby było jasne, nie mam z tym problemu. Skoro jednak jesteście aż tak wkurzeni, to put your money where your mouth is i pryncypialnie odmówcie przyjmowania tej dodatkowej kasy, skoro ta akurat pecunia wam tak bardzo olet;)
                                        • piotrek-256 Re: no nie 21.10.15, 15:07
                                          Oj, przecież wiesz, że nie o to chodzi, że się nie dzielicie.
                                      • mn7 Re: no nie 26.10.15, 12:26
                                        Nie za tylko od i nie 600 tylko 400. Też mi się to wydaje patologią, ale skoro jest tylu chętnych którzy z własnej i nieprzymuszonej woli...
                                    • dobrycy Re: no nie 21.10.15, 16:46
                                      podworkowy napisał(a):

                                      > Co do wapna itd. - chodziło mi o niestosowność tego zwrotu w kontekście polskie
                                      > j historii (gdyby Pan napisał powystrzelać, powywieszać itp., to taka metafora
                                      > nie zrobiłaby na mnie wrażenia).
                                      To już jest Pańska nadinterpretacja że chodziło w mojej wypowiedzi o jakieś ludobójstwo.

                                      > Ciśnienie warto obniżać. Poza tym ja nadal czegoś nie rozumiem - mnie mogą podn
                                      > osić ciśnienie indywidualne skandale w ścisłej science (Janiak itd.), ale jakoś
                                      > nie wyobrażam sobie, aby denerwował mnie opis praktyki badawczej w Waszych dzi
                                      > ałkach - skąd ta uparta potrzeba naprawiania cudzych - często rzekomych - błędó
                                      > w?

                                      Skąd wiadomo że błędy są rzekome ? Dlaczego ilość miejsc na studiach doktoranckich nie jest ograniczona
                                      i nie jest proporcjonalna do kategorii jednostki? Jeżeli studia doktoranckie to studia, a doktorant kosztuje 5
                                      studentów przeliczeniowych to dlaczego państwo finansuje studia ludzi którzy nigdy nie będą pracować naukowo?
                                      Dlaczego najwięcej jest dokotrantów tam gdzie aktywność naukowa jest najmniejsza i gdzie _Wy_ konkretnie
                                      piszecie że tych doktorantów niczego nie uczycie. Nie dostrzega Pan w tym patologii ?

                                      > U nas na wydziale samodzielni to ok. 1/3 ogółu - za chwilę będzie więcej.
                                      U nas ponad 2/3

                        • js.c Re: no nie 22.10.15, 00:08
                          nieopierzony pisze: "Jestem na ostatnim roku i mam napisanych ponad 20 publikacji, w tym kilka artykułów, w tym kilka w najlepszych prawniczych czasopismach (...) Te najlepsze według mnie artykuły promotor czytał dopiero po ich ukazaniu się".

                          Jeśli student prawa może, bez zbytniej wspólpracy z promotorem, trzepnąć 20 artykułów postrzeganych jako dobre, i upchnąć część w najlepszych pismach, to coś jest mocno nie tak z całą dziedziną wiedzy. Czerwony sygnał alarmowy.

                          • nieopierzony Re: no nie 22.10.15, 00:19
                            Ok, tylko z tego wynika?

                            Mamy się samo ograniczać i nie pisać, bo ktoś z biologii może uznać, że więcej niż 3 artykuły przed doktoratem to coś nieprzyzwoitego?
                            • js.c Re: no nie 22.10.15, 00:36
                              Racja. Dla Pana - nic z tego nie wynika. Trzeba działać wewnątrz tego, co jest. Wnioski powinny wyciągnąć jakieś wysokie gremia naukowe, na co zresztą trudno liczyć.

                      • piotrek-256 Re: no nie 19.10.15, 12:35
                        Ja mam wrażenie, że istnieje podstawowa różnica w doktoracie z matematyki z prawa.

                        Człowiek robi doktorat z matematyki, żeby zostać pracownikiem naukowym. 500 doktorantów prawa raczej zdaje sobie sprawę z faktu, że nie znajdą pracy na uczelni, pewnie nawet jej nie będą szukać...

            • js.c Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 19.10.15, 07:25
              Nieopierzony pisze: "Nauka prawa, ma służyć m.in. porządkowaniu rzeczywistości i wpływu na nią. Obiektywnie dobry doktorat może więc mieć na celu pokazanie, że jakieś wyobrażenie, które funkcjonuje na gruncie prawa jest nieuzasadnione. Robi się badania aktowe, opisuje rzeczywistość jaka jest, wyciąga się wnioski i następnie proponuje się rozwiązanie - np. w postaci przepisów, które mogłyby poprawić sytuację.
              Zdecydowana większość doktoratów bronionych u tego promotora to właśnie takie prace - porządkowanie sfer funkcjonowania państwa, które do tej pory nie miały porycia w badaniach naukowych. Uważam więc, że te prace są obiektywnie dobre i jesteśmy w stanie pokazać na czym polega ich wartość"

              Powoli "jesteśmy w domu". Zdaje się największą bolączką Prawa, nie tylko w Polsce, jest totalna inflacja przepisów, zagmatwanie i w ogóle wrażenie, że to wszystko składa się z tysięcy słabo ze sobą powiązanych kawałków. Możę po części jest to intencjonalne (im prawo gorsze, tym prawnik ma więcej do roboty i wyższe dochody), ale częściowo może to być związane z tak niesmaowicie masowym stylem uprawiania nauk prawnych i bylejakością doktoratów, i wyżej.

              Co jest złego w tym, ze nawet świetny promotor ma 20 doktorantów?

              Przede wszystkim to, że niemożliwe jest, aby podać aż tyle dostatecznie chocby dobrych tematów badawczych. 20 na raz, to nawet dobrych prac magisterskich sobie ciężk wyobrazić.

              Może są jacyć geniusze, którzy rozwinęli się "wszerz", a nie wzdłuż, ale nie znam ani jednego przykladu, w Polsce, czy za granicą. Może są takie wyjątki, ale na pewno nie można zakładać, ze na tych wyjątkach oprze się działanie całej dziedziny i to tak masowej, jak Prawo.
              • podworkowy Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 19.10.15, 07:31
                z samego prawa o szkolnictwie wyższym znajdę Panu kilkanaście na poczekaniu (a nie jestem tu specjalistą)
                • js.c Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 19.10.15, 07:44
                  Znakomity przykład. Prawo o szkolnictwie wyższym powinno być znane w całości każdemu z nas, bo to wąska dziedzina, a jesteśmy w końcu ludźmi dość mocno wykształconymi i nas dotyczy. Jeśli więc jest tam temat na kilkanąscie dobrych doktoratów od ręki, a następnie parę habilitacji, zapewne, to wg mnie oznacza iż coś jest nie tak. Może te doktoraty to takie częściówki i lepiej zastąpić je przez tylko dwa-trzy ale kompleksowe i trafiające w istotne problemy?

              • nieopierzony Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 19.10.15, 10:39
                Tematów jest tak dużo, że mam wrażenie, że nawet brakuje ludzi do zajęcia się wszystkimi problemami - nawet w wąskiej dziedzinie.
                • js.c Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 19.10.15, 13:48
                  Nie rozumiem. Nigdy bym się nie odważył powidzieć, że mam kilkanaście tematów z dziedziny, w której nic albo niewiele zrobiłem naukowo. Może na pracę magisterską. Ale na licencjat - o dziwo - owszem, już tak, nawet im mniej się znam tym łatwiej znaleźć jakiś temat, który wydaje mi się interesujący (dla specjalistów to pewnie jakieś banały).

                  Inna obserwacja podobnego rodzaju: Gdy w Wikipedii czytam hasła spoza mej dyscypliny badawczej (ale w obrębie kompetencji, nawet wykłady kursowe czy monograficzne prowadzam),
                  to wydają mi się ciekawe i dość wyczerpujące. Dobre uzupełnienie podręczników i można ubarwić wykład czasem. Ciekaw jestem czy inni duyskutanci czasem nie zauważyli podobnego zjawiska?

                  Natomiast, gdy patrzę na swoją dyscyplinę, to mam wrażenie, ze w Wikipedii "nic nie ma" i aż się martwię, że brak czasu nie pozwala na uzupełnianie tych treści. Może i autoreklama by wyszła przy okazji.
                  • nieopierzony Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 19.10.15, 14:39
                    Ale to są tematy z naszej wąskiej dziedziny. Po prostu już studenci piszący magisterkę w naszej katedrze są w stanie wymienić tematy, które nie są rozwiązane a są uważane za palące. Z jednej strony mamy dużą liczbę doktorantów, a z drugiej problemów do rozwiązania jest cała masa.
                    • js.c Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 19.10.15, 14:52
                      Tym bardziej nie rozumiem. Wąska dziedzina sama sobie definuje tematykę. Ważnych tematów nie może być aż tak wiele. Albo inaczej: naprawdę przełomowym badaczem, byłby ten, kto wykzałby, ze to wszystko da się zrobić prosto, łatwo i przyjemnie. W tym kierunku trzeba isć. Tak to działa w obszarach science. Inflacja prawa to jest zakała i te doktoraty wyglądają mi na "krecią robotę" dokładnie w tym patologicznym kierunku.
                      • piotrek-256 Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 19.10.15, 15:36
                        Ale to wina polityków, a nie prawników. I to nie jest tylko problem prawa.

                        W informatyce pod pewnymi względami jest podobnie. Kiedyś gadałem ze znajomym z Goola. Mówił stary jest taka w miarę nowa technologia, jest już trochę publikacji, ale to jest ciągle niezbadany ląd, zajmij się tym, trzaśniesz szybko parę publikacji. Spotkałem go rok później i mówię, a wiesz miałem się tym zająć, ale inne badania mnie wciągnęły, ale może do tego wrócę, a on mi na to: "no co ty, to już przeszłość, właśnie się z tego wycofujemy, teraz wdrażamy to..."
                        Tutaj nauka nie nadąża, za kwiatkami produkowanymi przez przemysł, który żyje chwilą i rozwiązuje bieżące problemy nie starając się stworzyć obiektu wartego badań przez najbliższe 10-15 lat.

                        Da się badać podstawy, ale to jak badanie historii prawa...
                        • nieopierzony Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 19.10.15, 15:48
                          Nie ma czegoś takiego też jak "przełomowe odkrycie" - takie rzeczy mogą się w ograniczonym zakresie pojawić na gruncie filozofii czy teorii prawa, w dziedzinach dogmatycznych (np. prawo cywilne, karne, administracyjne) nie ma czegoś takiego.

                          Pracuje się na materiale dostarczanym przez sądy i prawodawców. Trzeba na bieżąco reagować na to co się pojawia. Jak zauważamy jakąś niepojącą linię orzeczniczą to trzeba reagować publikacjami, jak widzimy, że politycy pracują nad złym prawem to komentujemy to w formie publikacji. Często całe książki już miesiąc po publikacji są całkowicie nieprzydatne bo zmieniło się prawo, na bazie którego zostały napisane.

                          Ludzi mamy dużo, ale też problemów jest dużo do rozwiązania i będzie ich ciągle przybywać. Nigdy nie będzie takiego etapu gdzie sobie będziemy mogli powiedzieć, że praca zosała wykonana.
                          • kragon Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 19.10.15, 20:12
                            fajnie, tyle ze to nie jest nauka. To publicystyka na temat prawa. zreszta jak mozna na studiach doktoranckich napisac 20 prac NAUKOWYCH ???
                            • piotrek-256 Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 19.10.15, 20:35
                              Można :).
                              dblp.uni-trier.de/pers/hd/c/Cygan:Marek

                              I żeby nie było wątpliwości, że to po prostu nastukanie zeszyty...
                              dziewiaty-grant-erc-dla-uw/

                              Mam nadzieję, że nieopierzony zalicza się do tych wybitnych, po prostu :).
                            • nieopierzony Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 19.10.15, 23:40
                              Ok, nie upieram się, że to jest nauka w Pana rozumieniu, jednak umiem porównywać i według mnie spełniają one standardy sztuki prezentowane w najlepszych czasopismach prawniczych.
                  • piotrek-256 Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 19.10.15, 14:49
                    Nie wiem sądzę, że w Prawie może być inaczej. Rzeczywistość się zmienia ciągle.

                    Ot rok temu weszła nowa ustawa, więc siłą rzeczy dużo na jej temat analiz nie było...
                    A jeśli były podobne metodologicznie, to nawet lepiej dla doktoranta, będzie miał się na czym wzorować pisząc pierwsze publikacje. Za dwa lata ustawa się zmieni, więc to i tak będzie do wyrzucenia do kosza. Doktorant nauczy się jednak przy okazji trochę metodologii, trochę zapozna z ogólnymi zasadami w danej działce. Jak zostanie na uczelni to potem dużo szybciej zanalizuje nowe ustawodawstwo w tej materii i zacznie poszerzać analizy. To wcale nie brzmi bez sensu.

                    Tylko, że to działa w fizyce, bo w fizyce nie ma nowej ustawy. Publikując konkuruje się ze starymi wyjadaczami. Jeśli się coś publikuje to po angielsku, a to jest kolejna dosyć poważna przeszkoda, dla prawie każdego młodego doktoranta.
                    To są różne światy.


                    Pewnie przekręcam rzeczywistość, bo o prawie mam nikłe pojęcie.
                  • pan.toranaga W Wikipedii 19.10.15, 16:23
                    Ja mam generalnie takie wrażenie, że hasła dotyczące spraw podstawowych, szczególnie uczonych w szkole są na poziomie poniżej dna. Im hasło bardziej specjalistyczne, tym lepiej napisane. Oczywiście to jest trend, w szczegółach bywa bardzo różnie.
                  • podworkowy Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 20.10.15, 09:02
                    oczywiście mogę się mylić i nie wiedzieć, że jakaś praca już powstała w takiej dziedzinie, w której specjalistą nie jestem. Niemniej jednak - pozostając w ramach prawa o szkolnictwie wyższym - wiem, że jest miejsce na dobrą monografię np. o statusie prawnym i aktywności organów ewaluacyjnych (PAKA, KEJN), kompleksowe rozważenie problemu zatrudnienia na uczelniach publicznych (kilka prostych pytań - czy można być jednocześnie doktorantem i asystentem na tym samym wydziale, czy można mieć 2 umowy o pracę na różnych wydziałach, czy okres 8 lat liczy się na jednej uczelni czy sumarycznie, czy można i w ew. w jakiej formie ponownie zatrudnić emeryta, co z w końcu z konkursami awansowymi itd. - mogę tak może nie ad infinitum, ale długo) czy całościowe rozważenie roli k.p.a. w postępowaniach awansowych. Wiem to, mimo że w życiu nie napisałem ani jednego tekstu naukowego na temat pr. o szkoln. wyższym (nie licząc noszenia kaganka oświaty tutaj;))
        • dobrycy Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 20.10.15, 17:06
          nieopierzony napisał:
          > Znam też promotorów z jednym doktorantem, którzy są beznadziejni.
          >
          > Jest też bardzo prosty mechanizm obejścia systemu - faktycznie prowadzi doktora
          > t promotor A, a doktorant wpisywany jest do promotora B.
          >
          > W wydziałach masowych jest dużo habilitowanych - u nas 91- wiec nawet jakby ust
          > alono limit na 6, to i tak daje to 546 potencjalnych doktorantów.
          >
          > Stan na dzisiaj z USOSu to:
          > - 288 doktorantów stacjonarnych
          > - 374 doktorantów niestacjonarnych
          >
          > Obecnie mamy więc łącznie 662 doktorantów :) (sam jestem zaskoczony - liczyłem,
          > że jest to liczba skromnie przekraczająca 500)
          Nie chce tu pojechać Kragonem, ale te wszystkie infomacje, hmm, o prawnikach
          bynajmniej nie budują do nich szacunku. Raczej skłaniają do tego żeby wziąść spychacz i wapno...
    • piotrek-256 Czemu zamiast ograniczeń nie zrobić: 20.10.15, 09:51
      1) Doktoranci nie stacjonarni nie są subsydiowani przez ministerstwo. Płacą sami lub uczelnia znajduje na nich środki sobie sama.

      2) Doktoranci stacjonarni muszą mieć stypendium/być zatrudnieni
      • nieopierzony Re: Czemu zamiast ograniczeń nie zrobić: 21.10.15, 00:00
        > 1) Doktoranci nie stacjonarni nie są subsydiowani przez ministerstwo. Płacą sam
        > i lub uczelnia znajduje na nich środki sobie sama.

        Płacą za studia i to nie mało.
        • mark228 Re: Czemu zamiast ograniczeń nie zrobić: 21.10.15, 09:41
          Doktoranci niestacjonarni płacą za studia doktoranckie niemałą kasę. Zwykle powyżej 2000 PL za semestr, choć pewnie w różnych ośrodkach wygląda to trochę inaczej. Przyjmując, że studia doktoranckie trwają 3 lub 4 lata daje to kwoty odpowiednio 12000 PLN lub 16000 PLN. Moje zdziwienie budzi jednak fakt, że mimo samodzielnego finansowania studiów, które przecież same w sobie niewiele dają z grupy 15 - 20 doktorantów przewód doktorski otwiera tylko 1 - 2 osoby. Reszta kończy studia i potem gdzieś się rozmywa w niebycie. Jaki jest zatem sens podejmowania takich studiów? Otóż z moich obserwacji wynika, że na doktorat decydują się osoby często pozbawione pasji, koncepcji na pracę doktorską, pomysłów dot. jej realizacji, właściwie niczym nie zainteresowane itd. itp., a potem jednak przerasta ich trudna rzeczywistość. Mam świadomość, że studia doktoranckie, to dodatkowa kasa dla kadry i uczelni, ale żeby młodzi byli zupełnie pobawienia logicznego myślenia i krytycznej oceny podejmowanych decyzji... Tego nie rozumiem.
        • dobrycy Re: Czemu zamiast ograniczeń nie zrobić: 21.10.15, 16:47
          nieopierzony napisał:

          > > 1) Doktoranci nie stacjonarni nie są subsydiowani przez ministerstwo. Pła
          > cą sam
          > > i lub uczelnia znajduje na nich środki sobie sama.
          >
          > Płacą za studia i to nie mało.
          Od tego roku doktorant bez stypendium to jeden student przeliczeniowy,
          wcześniej 3
          • js.c Re: Czemu zamiast ograniczeń nie zrobić: 21.10.15, 23:21
            Tak, ale doktorant niestacjonarny ma zero. Dotacja jest tylko na studentów stacjonarnych.
            • piotrek-256 No to gdzi jest problem? 22.10.15, 06:50
              No to gdzie jest problem? Patologia w gruncie rzeczy żywi się sama, bez udziału państwa?
      • mn7 Re: Czemu zamiast ograniczeń nie zrobić: 26.10.15, 12:28
        Ad. 1. - w ich kieszeniach - to są niemałe pieniądze przez takich doktorantó płacone. To jest przecież zresztą źródło tej patologii
        Ad. 2 - gdzie to tak jest?
    • czlowiek.z.makulatury Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 20.10.15, 11:12
      662 doktorantów na 91 samodzielnych?

      Gdy już myślę, że nic w polskiej nauce mnie nie zdziwi... to takie coś. Niezłe jajca.

      Tu średnia wychodzi wysoko, ale jak to zwykle u samodzielnych bywa, część to dziadostwo leśne, takie, co to nawet się nie pojawia na wydziale. Oznacza to zapewne, że są "mentorowie", którzy prowadzą tych doktorantów tabunami.

      Argumenty, które tu słyszę przypominają mi jak nic dyskusję z lat 1990. o magistrach - tj. że posiadanie kilkudziesięciu magistrów to jest wyższa konieczność takich dyscyplin jak informatyka, zarządzanie czy ekonomia, bo "tematów jest tyle", potem były już argumenty, że doktorantów też musi być tyle, i że to "wcale nie jest obniżanie poziomu, bo mistrz tych doktorantów to jest zajebisty gość, mógłby dwa razy tyle robić, gdyby nie musiał srać i spać", "och ach, specyfika tych dziedzin jest taka, że można napinać makulatury ile wlezie, bo w tych naukach zwyczajnie się nie daje nic ustalić."

      Argumenty wyrażone w postach Nieopierzonego i Podwórkowego à rebours będą się odbijać echem w ich głowach, gdy zobaczą konsekwencje tego stanu rzeczy. Później w naukach prawnych starego dobrego profesora Mariana, który wykańczał ludzi w białych rękawiczkach zastąpią takie diamenty, jak szeroko opisywane ostatnio, które nawet są dumne, że są złodziejami i chwalą się o tym na swojej stronie WWW.
      • pan.toranaga Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 20.10.15, 15:14
        Oburzałbym się bardziej, gdybym nie wiedział, że z 669 doktorantów, 609 to młode mgry Marianki robiące doktorat z prawa, magisterium z biologii, ale tak naprawdę przekonane, że będą rzeźbiarzami. Wpadają na seminarium, dużo opowiadają o tym co napiszą jak tylko na biologii skończy się sesja.
        Ok może jestem niesprawiedliwy względem doktorantów, mam do czynienia z bardzo wieloma, którzy do tego obrazu nie przystają. Statystyka jednak bezlitośnie pokazuje, że doktorat robi bodaj 10-20% (Pfg zna dokładne liczby).
        Żarty na bok: ująłbym to delikatniej, ale co prawda to prawda.
      • mn7 Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 26.10.15, 12:32
        "662 doktorantów na 91 samodzielnych?"

        Nieporozumieniem jest wrzucanie zaocznych i dziennych do jednego worka. Słuchacz studiów niestacjonarnych to po prostu student III stopnia. Na uczelni bywa co kilka tygodni na zajęciach i nie spędza tam ani chwili więcej. Nad doktoratem większośc nie pracuje i tak naprawdę nigdy pracować nie będzie.
        • whiteskies Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 26.10.15, 14:49
          To po co w takim razie utrzymywać fikcje i nazywać to "studiami doktoranckimi"? Ja rozumiem potrzebę kasy. Ale to jawne oszustwo firmowane prze uczelnie wyższą. jak w takim razie traktować uczelnie i całe środowiska z niemi związane poważnie?
          • mn7 Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 26.10.15, 15:41
            whiteskies napisał:

            > To po co w takim razie utrzymywać fikcje i nazywać to "studiami doktoranckimi"?

            Rzecz w tym, że to właśnie nie jest fikcja tylko najpełniejsze ucieleśnienie idei studiów doktoranckich jako studiów trzeciego stopnia!
            Paradokslanie znacznie bliższa "oszustwu" jest sytuacja z dziennymi, którzy są po prostu darmowymi asystentami.
            Ja doskonale wiem, że to wszystko stoi na głowie ale Twoje zarzuty są akurat kompletnie chybione :-))



            • nieopierzony Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 26.10.15, 16:24
              Tylko, że od kilku lat nie można uzyskać dyplomu ukończenia studiów doktoranckich bez obrony doktoratu - w takich okolicznościach jest to jednak nieuczciwość w stosunku do aplikujących.
              • mn7 Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 26.10.15, 16:28
                nieopierzony napisał:

                > Tylko, że od kilku lat nie można uzyskać dyplomu ukończenia studiów doktorancki
                > ch bez obrony doktoratu - w takich okolicznościach jest to jednak nieuczciwość
                > w stosunku do aplikujących.

                Niedawanie im doktoratów pomimo nienapisania pracy? :-))
    • profesor_marian Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 20.10.15, 15:14
      ja mam wielu doktorantów, wszyscy są bardzo zadowoleni z tego że ja ich inicjuję i namaszczam
      • dobrycy Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 20.10.15, 16:55
        profesor_marian napisał(a):

        > ja mam wielu doktorantów, wszyscy są bardzo zadowoleni z tego że ja ich inicjuj
        > ę i namaszczam
        Profesorze! To zabrzmiało dwuznacznie !
    • czlowiek.z.makulatury Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 21.10.15, 23:47
      Flamengista "Ja zawsze myślałem, że liczbę doktorantów na promotora określa zdrowy rozsądek (zarówno promotora, jak i doktorantów!) i zwykłe poczucie przyzwoitości."

      Mogę tylko powtórzyć moją przypowieść jak to usiłowałem mój zdrowy rozsądek i poczucie przyzwoitości wsadzić do garnka i ugotować. W smaku niestety było to trochę jak czysta posolona woda. Dlatego dobrze rozumiem zgryzoty prawników, którzy do upadłego będą bronić swojego doktoranckiego modus operandi.
      • js.c Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 22.10.15, 00:01
        Tak, to prawda. Złe reguły finansowania powoli ale nieubłaganie wypaczają nawet najlepsze intencje i bardzo wzmacniają (tu już nawet nie powoli) złe trendy. Prawnicy są bardzo zadowoleni ze status quo, to przebija z ich wypowiedzi. Musi ktoś z zewnątrz ustawić inne reguły finasowania i dopiero będzie inna rozmowa.

        • nieopierzony Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 22.10.15, 00:10
          A kto mówi, że jest zadowolony z tej sytuacji? Po prostu protestuje przeciw wmawianiu mi, że mój promotor jest kiepski tylko z tego powodu, że ma obok mnie kilku innych doktorantów.

          Krzywdzące są generalizacje i ekstrapolacje z własnych wąskich dziedzin.

          Nie zmienia to faktu, że liczba 662 doktorantów na wydziale jest chora. Co roku tylko kilka osób dostaje etat, co z liczby ponad 100 osób na jednym roku sprawia, że w nauce często nie zostają te osoby, które powinny.

          Co ma też jednak swój pozytywny aspekty - niesamowita konkurencja prowadzi do tego, że na polu bitwy pozostają najsilniejsi. Obecni młodzi doktorzy mają dużo większy dorobek niż osoby, które broniły się kilka lat temu. Darwinizm jest brutalny, ale pod względem współczynników nowej kadry przynosi sukcesy.
          • whiteskies Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 22.10.15, 12:04
            nieopierzony napisał:

            > Co ma też jednak swój pozytywny aspekty - niesamowita konkurencja prowadzi do t
            > ego, że na polu bitwy pozostają najsilniejsi. Obecni młodzi doktorzy mają dużo
            > większy dorobek niż osoby, które broniły się kilka lat temu. Darwinizm jest bru
            > talny, ale pod względem współczynników nowej kadry przynosi sukcesy.

            No właśnie. pod względem współczynników. A pod względem meritum? Czy trzy kolejne nowelizacje są lepsze niż jedna dobra ustawa? Pod względem współczynników na pewno....
            • nieopierzony Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 22.10.15, 13:50
              Tutaj tylko opisuję rzeczywistość jaka jest - nie oceniam, czy jest lepiej czy gorzej. Pod względem ilość jest lepiej, czy pod względem jakości? Nie wiem.
              • whiteskies Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 23.10.15, 10:53
                Ja jako przedmiot i podmiot prawa po prostu odczuwam różnicę. I, jakby to powiedzieć, różnica miedzy jednym a drugim jest baaardzo odczuwalna.
        • piotrek-256 Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 22.10.15, 06:44
          Jak pisał nieopierzony połowa z tych ludzi sama płaci za studia doktoranckie. Ja nie wiem po co komu doktorat z prawa jak nie chce pracować na uczelni, ale widać są jakieś powody, dla których ludzie to robią.

          W takiej sytuacji nie bardzo widzę jak zmieniać model finansowania, aby zwalczyć patologię. Nie jestem przekonany nawet ze ta patologia jest bardzo zła.
          • dobrycy Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 22.10.15, 07:21
            piotrek-256 napisał:

            > W takiej sytuacji nie bardzo widzę jak zmieniać model finansowania, aby zwalczy
            > ć patologię. Nie jestem przekonany nawet ze ta patologia jest bardzo zła.
            Oczywiście. Żadna patologia na uczelni nie jest zła o ile przynosi uczelni
            korzyści. Dzięki temu polskie uczelnie składają sie już w 80% z tkanki rakowej.
            • piotrek-256 Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 22.10.15, 10:07
              Nie, po prostu uniwersytet się zmienia. Nawet sami prawnicy przyznają, że prawo nie jest do końca nauką, co nie zmienia faktu, że swoje miejsce na uniwersytecie ma.

              Czy to, że doktorat z prawa jest zupełnie czym innym, niż doktorat z fizyki, ekonomii, czy psychologii, jest czymś złym?
              Czy każdy lekarz ma doktorat, a mówimy Pan doktor, czy każdy nauczyciel był profesorem, a moja mama do swoich nauczycieli zwracała się panie profesorze.
              Może istnieje potrzeba na rynku rozdzielnia prawników na magistrów i doktorów. Po prostu, dr. fizyki to stopień naukowy, a doktor prawa to stopień biznesowy bardziej. I nie chodzi mi tu o umniejszanie prawników, chodzi o to jaka jest funkcja doktoratu z danej dziedziny na rynku. Doktorat z filozofii na rynku pracy raczej nic nie daje, a z prawa może jednak coś dawać.

              Przy takim podejściu, doktoranci na własnych błędach uczący się samodzielnej pracy po okiem promotorów, to wcale nie brzmi źle. Doktorat z prawa nie jest przygotowaniem do pracy akademickiej, a świadectwem, że umiesz pracować samodzielnie i dokonywać analiz i porównań. Dla rynku i gospodarki, odsianie takich ludzi może być korzystne.
              • js.c Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 22.10.15, 11:52
                Problem w tym, czy pies kręci ogonem, czy ogon psem. Jeśli takie dziwne konstrukty stają się liczebnie i finansowo podstawą uczelni, to "tkanka rakowa" się rozrasta. Czyli: bardzo wazne jest tak ustawić reguły finansowania systemu, aby sektor akademicki był jako tako niezależny.
        • chilly Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 22.10.15, 11:53
          Brakuje w tym wszystkim zastanowienia po co jest doktorat. Według mnie - przepustką do dalszej pracy naukowej. A u nas tak się porobiło, że dla kandydata "być doktorem" oznacza większy prestiż (zwłaszcza na prawie, ekonomii, zarządzaniu itp.? Bo jakoś nie slychac o podobnych problemach na fizyce czy chemii), natomiast dla promotora - dodatkowy zarobek, godziny do pensum, darmowa pomoc w badaniach itp.
          • chilly Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 22.10.15, 11:56
            P.S. Sorry, na ten problem zwracał uwagę Piotrek-256.
      • flamengista ale to dalej są różne rzeczy 22.10.15, 22:24
        zgadza się, liczba doktorantów na omawianym wydziale poraża. Ale też nie ma absolutnie żadnego obowiązku, by na tym wydziale jedni mieli po 20 doktorantów, a inni zero. I o tym dyskutowaliśmy.

        Jakoś u nas jest limit - choć zabawny (max. 15?) seminarzystów na dyplomowym (lic, mgr). A do doktorantów nie ma?

        Ja się zwyczajnie dziwię tym profesorom - będąc prawnikiem-profesorem można uczciwie zarabiać naprawdę niezłe pieniądze, jeśli się jest obrotnym. Do tego można prowadzić kilkuosobowe seminarium. Ale po co dorabiać sobie pracy przyjmując po kilkanaście i więcej osób. Jaka z tego korzyść?

        Podkreślam - korzyść dla wydziału w krótkim okresie jest oczywista, bo finansowa. Ale dla opiekuna?
        • nieopierzony Re: ale to dalej są różne rzeczy 22.10.15, 23:35
          Pomyślał Pan, że to nie promotor prosi ludzi o zostanie na studiach doktoranckich tylko doktoranci przychodzą do promotora z prośbą o przyjęcie?

          Proszę pamiętać, że z perspektywy prawnika - szczególnie profesora prawa - jakieś pieniądze za pogłowie doktorantów to śmieszne grosze, które pewnie nie są nawet zauważane na koncie. Nie wszyscy w nauce mają źle finansowo, żeby liczyć każdy grosz.

          Sami też Państwo się przyczyniają do czegoś odwrotnego niż tutaj się teraz pisze. Na tym forum namawia się doktorantów do szturmowania gabinetów topowych promotorów. Piszą Państwo młodym ludziom, że jednym z najważniejszym elementem sukcesu na studiach doktoranckich jest promotor. Czytający forum DNU rozważając podjęcie studiów doktoranckich nie pójdą do promotora, który ma jednego doktoranta, ale dokonają rozpytania. Z rozpytania wyjdzie, że promotor, który już ma 10 ludzi jest najlepszy i do niego będą chcieli trafić.
          • felisdomestica Re: ale to dalej są różne rzeczy 23.10.15, 01:08
            > Sami też Państwo się przyczyniają do czegoś odwrotnego niż tutaj się teraz pisz
            > e. Na tym forum namawia się doktorantów do szturmowania gabinetów topowych prom
            > otorów.
            Ale nikt nie namawia tych topowych promotorów, żeby brali wszystko, co przypełznie. A 650 doktorantów to jest właśnie wszystko, co przypełznie.
            • mn7 Re: ale to dalej są różne rzeczy 26.10.15, 12:28
              Aż tak źle jeszcze nie jest, ale kto wie...
          • flamengista pomyślałem 23.10.15, 09:08
            ja w ogóle tak mam że sporo myślę, tylko że na ogół słabo mi wychodzi;)

            Rozumiem, że dziekan u was stoi z rewolwerem, gdy topowi profesorowie przyjmują potencjalnych kandydatów. W przypadku odmowy obiecuje, że pociągnie za spust?

            Przecież uczciwy promotor powinien powiedzieć: "Szanowna Pani/Szanowny Panie, cieszy mnie Pani/Pańskie zainteresowanie nauką, ale na seminarium doktorskim mam już komplet. Nie miałbym dość czasu by pomóc Pani/Panu w tym ważnym projekcie. Mogę jednak polecić moją koleżankę/mojego kolegę Prof. X, która/y jest świetną/ym specjalistką/specjalistą w tej dziedzinie jako potencjalnego opiekuna naukowego."

            Tą instrukcję mogę Wam udostępnić zupełnie nieodpłatnie, w ramach sympatii i solidarności zawodowej...

            A poważniej: trudno oczekiwać od młodego człowieka, który NIE MA POJĘCIA o pracy naukowej, jak powinna wyglądać praca nad doktoratem. Ale od profesora można tego oczekiwać.

            Powtórzę jeszcze raz: dziwię się tym waszym profesorom, bo nie mają w tym praktycznie żadnego interesu, tylko dokładają sobie roboty. Jednym niestety racjonalnym uzasadnieniem dla takiej polityki rekrutacyjnej na seminarium jest grzech pychy i przekonanie, że kto jak kto ale "JA sobie świetnie poradzę".
            • nieopierzony Re: pomyślałem 23.10.15, 10:59
              Nie każdy umie odmawiać - to po pierwsze.

              Po drugie, ok 20% broni doktorat, a że prawdziwa praca nad doktoratem zaczyna właśnie się przy pisaniu doktoratu, to może on sobie założyć, że na 10 rozpoczynających będzie musiał jedynie 2 obsłużyć.

              W prawie teorie nie są naukowe w sensie popperowskim, więc nie zawsze jest tak, że głupia teoria umiera śmiercią naturalną. W kontekście dużej ilości doktorantów, to szansa na to, że światłe myśli promotora przetrwają jego samego.

              Jest też prestiż związany z dużą grupką doktorantów.

              Można też podchodzić poważnie do nauki i wiedzieć, że jak się odmówi konkretnemu doktorantowi, to on nie napisze doktoratu, więc jak jest dużo roboty do zrobienie to dobrze mieć dużą liczbę doktorantów.
        • piotrek-256 Re: ale to dalej są różne rzeczy 23.10.15, 09:44
          Podejrzewam, że zniżka w pensum dydaktycznym.
          No i zawsze przyjemniej pogadać z doktorantem niż ze studentami, któ¶zy średnio są gorsi intelektualnie niż doktoranci.
    • dr_pitcher Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 24.10.15, 01:20
      Jestem za. A przynajmniej za ograniczeniem. U nas na wydziale sprawa jest prosta. 5 studentow to maximum. Wyjatki sie zdarzaja ale wylacznie
      1. za zgoda dziekana, ktory taka zgode wyraza ale przewaznie po zasiegnieciu opinii studentow danego profesora. Wtedy zdarza sie i 10 ale raczej rzadko
      2. Gdy w tej piatce sa tacy, ktorzy sa juz na koncowce (max. rok do doktoratu)

      I wyjatkow nie ma. Nikt sie nie burzy
      • flamengista ale to jest rozwiązanie 24.10.15, 09:46
        z uczelni z top 20 rankingu Times'a. Więc z czym do ludzi? Jak wiesz, TRADYCJA 700-letniego wydziału nie pozwala na słuchanie jakiś mądralińskich z zagranicy:/
      • podworkowy Re: Rewolucyjna propozycja dotycząca doktorantów 24.10.15, 11:59
        cóż, na medycynie takie ograniczenie jest w pełni zasadne z punktu widzenia charakteru pracy naukowej tamże - prace zespołowe itd.
        Dodam jeszcze jedną rzecz. Zafiksowaliście się Państwo na liczbie doktorantów przypadających na promotora i tak wyjaśniacie Wasze zbulwersowanie. Tak, jak pisałem, mnie to nie przekonuje. Natomiast liczba doktorantów z nauk prawnych na UJ jest bulwersująca z zupełnie innego powodu. Otóż jeśli chcemy zachować jakiś minimalnie sensowny poziom doktoratów, to nie ma najmniejszych szans, aby wszystkie 700 osób - albo choćby ich większość - dawały nadzieję na napisanie doktoratu odpowiedniej jakości. To tutaj leży problem! Nie w liczbie doktorantów na łebka, ale w przyjmowaniu na doktoranckie osób - napiszę to delikatnie - ewidentnie pozbawionych intelektualnych kompetencji do robienia doktoratu. W tym roku po raz pierwszy brałem udział w egzaminach na doktoranckie; występowało przede mną ok. 20 osób. Otóż w tej liczbie był tylko jeden pasjonat z błyskiem w oku i imponującą - jak na ten etap - wiedzą (znacie Państwo typ - sztruksowa marynarka, fryzura nieuczesana i złość, że komisja egzaminacyjna chce już dać mu max. liczbę punktów, zanim skończy odpowiadać) oraz cztery osoby (w tym mój jeden przyszły doktorant), co do których można mieć nadzieję, że stworzą coś przyzwoitego, a być może - przy dobrej opiece - rozkwitną intelektualnie. Powiedzmy, że co do 2 innych osób moja ocena była jeszcze zbyt surowa. W dalszym ciągu zostaje jednak kilkanaście osób (z których ok. 10 się ostatecznie dostało na stacjonarne lub zdecydowało się na zaoczne), dla których bez cienia wątpliwości tytuł magistra prawa plus jakaś aplikacja - Boże broń, by nie sędziowska - i skromna kariera w dolnej strefie stanów średnich palestry jest ewidentnym szczytem możliwości intelektualnych. Pewnie część z nich nie napisze doktoratów, ale - dam sobie rękę uciąć - znaczna proporcja tak, po czym zaprzyjaźnieni recenzenci wydadzą pozytywne - acz może bez zachwytu - recenzje i będziemy mieli nowych doktorów.
        Reasumując, problem leży w liczbach bezwzględnych, które podtrzymuję mit, że doktorat to taka większa magisterka. A właściwie już nie do końca mit, bo coraz częściej smutna rzeczywistość.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka