www.rzeczpospolita.pl/teksty/dodatek2_050813/dodatek2_a_1-1.F.jpg
Przejście podziemne, uderzenie w tył głowy, kilkanaście czy kilkadziesiąt
sekund kopania. Bez słowa. Może poza jednym zdaniem rzuconym przez napastnika,
gdy zdołałem wstać i próbowałem uciec: "Idi sjuda! " (Chodź tutaj!). I łomot
zaczął się od nowa. Bandyci zniknęli tak samo nieoczekiwanie, jak się pojawili.
Fachowcy. Bili mocno, profesjonalnie, nie dając możliwości obrony - jak w
rosyjskim przysłowiu "Protiw łoma niet...