m.maska
29.12.16, 17:01
To wszystko z winy Jarosława Kaczyńskiego! Ale nie mówcie, że was nie ostrzegano
Słowo roku 2016 dla liberalnej lewicy w Polsce? Pucz? Niekoniecznie. Demokracja? Raczej nie. Parasolka? Też niespecjalnie. To może „obsesja”? Niemożność uwolnienia się od natrętnych myśli, obrazów i wykonywania tych samych czynności. Tu chyba dotykamy istoty problemu. Obsesja, która wbrew najłatwiejszej z możliwych narracji, nie jest spowodowana „oderwaniem od koryta”. Grono dotkniętych jest szersze od tych, którzy byli beneficjentami bliskich relacji z władzą. Na szczęście, prześladująca ich natrętna wizja ma realną i spersonalizowaną formę. Jest nią oczywiście Jarosław Kaczyński, źródło cierpień całego naszego liberalno-lewicowego świata dziennikarzy i polityków. Do czego doprowadziły jego rządy?
Samotny, starszy pan, spędzający życie w odziedziczonym po rodzicach mieszkaniu na warszawskim Żoliborzu. Mieszka z kotem, z którym – jak mówią złośliwi – wspólnie planują przejęcie władzy nad światem. Sąsiedzi oglądają go z rzadka, bo większość czasu spędza w pracy. 67-letni inteligent, może jeden z ostatnich polskich polityków, których można jeszcze opisać tym słowem. I jednocześnie ten, który „podpalił Polskę”. Niemal rok temu polemizowałem na łamach Wirtualnej Polski z Ziemowitem Szczerkiem, który chwilę po wyborach parlamentarnych pisał, że Jarosław Kaczyński to najlepszy prezent dla Władimira Putina. Prezydentowi Rosji zależy na osłabianiu NATO i UE, a prezes PiS i jego – jak pisał Szczerek - „wyznawcy” są tego najlepszym gwarantem. Próbowałem oczywiście udowadniać, że nie ma się czego obawiać i nie taki Kaczyński straszny, jak go malują. Przyznaję jednak ze skruchą, myliłem się wówczas, a rację miał mój znakomity adwersarz.
c.d.n.