Ludziska tak usilnie dążą do sukcesików, mają swoich heroldów, którzy dumnie obwieszczają sukces, pilnują, by peany snuły się, jak lawendowa mgiełka psiknięta z odświeżacza w kiblu.
To typ ludzi, którzy nastawieni są tylko na laurki, o porażce nie ma mowy..a o przyznaniu się do błędu zapomnijmy!
Zdecydowanie nie należę do tej grupy ludzi. Ponieważ nie mamy tu na etacie takiego obwieszczacza, to niestety muszę sama wrzasnąć...
Już miałam 'sukcesik' w ręku, tak milutko mnie połaskotał, już miałam zamknąć teczkę z papierzyskami, westchnąć w duchu - dobra robota! i........dostrzegłam błąd. Mogłam go przemilczeć i zgrabniutko pozamiatać pod dywan. Udać, że nic się nie stało, nagiąć w interpretacji tak, że nie ujrzałby światła dziennego. No, ale....mnie nie boli przyznanie się do błędu. Nigdy nie miałam z tym problemu. Tylko niektórym wydaje się, że są nieomylni. Każdy ma coś za uszami, ale nie każdy potrafi o tym mówić. Czasem trzeba podkulić ogon i przestać się oszukiwać...Chyba warto być krytycznym względem siebie. Wiem, wiem....ludzie budują swój wizerunek na bufonadzie, nie ma miejsca na porażki. A już walnięcie się w cherlawą pierś i przyznanie do błędu, to ujma. Wolą brnąć w obłędzie, niż spieprzyć watpliwy już imidż.
Tak se myślę (uprzedzę pytanie - czasem mi się to zdarza) jak takie indywiduum funkcjonuje w społeczeństwie, czy przekonanie o nieomylności (bo przecież NAJlepszy, NAJmądrzejszy) nie trąca w tym przypadku zaburzeniem osobowości..
Co za ulga, że mnie to nie dotyczy

)