hipokrytka
16.07.02, 19:47
Witam i bardzo proszę o pomoc.Niektorym mój problem pewnie wyda sie
banalny,jednak dla mnie wprost przeciwnie..mam 18lat i jestem z chlopakiem od
dwoch lat.Jest pierwszym(i jak na razie ostatnim) z którym się ’powaznie’
calowalam i z którym się po raz pierwszy kochalam(w tej kwestii ja tez jestem
jego pierwsza).Było cudownie ,rozumielismy się swietnie...ja uwazalam,ze
fizycznosc nie jest wcale najwazniejsza,ze pocalunek i seks sa tylko
dopelnieniem milosci psychicznej,ze to nie jest najwazniejsze,ze zdrada to
cos okropnego....bardzo ciezko mi bylo czytac wypowiedzi na roznych forach;na
seksuologii i kobiecie zwlaszcza,gdzie ludzie pisali,ze im szkoda zycia i ze
beda zdradzac mimo ze kochaja swoich partnerow.nienawidzilam kolegow,uwazalam
ich za bezrozumne zwierzeta i cieszylam się ze mój chlopak taki nie
jest.jedyne czego się obawialam w naszym zwiazku,to wlasnie,ze może być
podobny pozniej do nich...mialam zelazne zasady(o ile w takim wieku w ogole
mozna mieć jakies powazne zasady) i z reguly pogardzalam takimi ludzmi.Mój
chlopak podzielal moje zdanie,często rozmawialismy o tym, o tej slawetnej
zasadzie’ carpe diem’,która wiekszosc ludzi rozumie poprzez np.’odwalanie’ z
wszysktimi na kogo ma się ochote.niemalze pogardzalismy naszymi kolezankami z
klasy,które chodzily na imprezy i zarywaly facetow,obydwoje patrzylismy się
na nie z politowaniem...
i nagle we mnie cos zaczelo się zmieniac....zeszlej zimy po raz pierwszy od
czasu chodzenia z moim chlopakiem wyjechalam do wloch-gdzie ,jako blondynka
nigdy nie moglam opedzic się od facetow..i nagle zaczelo mi się to
podobac...wtedy po raz pierwszy rozwazylam mozliwosc zdrady mojego faceta
(do tego nie doszlo).balam się,ze mój facet będzie potworem,a sama się taka
stalam..Poza tym,zmienilam się-zawsze bylam zakompleksiona i nikt oprocz
mojego faceta nie zwracal na mnie uwagi(takie przynajmniej mialam
wrazenie).Od tamtego czasu-jak uslyszalam(także od mojego chlopaka)nawet mój
chod stal się bardzo seksowny,zreszta widze ,ze przyciagam wzrok facetow w
najrozniejszym wieku.mogę być w tej chwili uznana za 'kobiete lekkich
obyczajow',ale sprawialy i do teraz sprawiaja mi przyjemnosc pelne podziwu
(tylko i wylacznie dla mojego ciala)spojrzenia facetow.moje ‘hormony’ ucichly
do czasu wakacji.
niedawno wrocilam z hiszpanii i jestem przerazona sama soba.wszystko w co do
tej pory wierzylam okazalo się być g... warte...wszystko na czym opieralam
swój zwiazek ,wartosci które uwazalam za najcenniejsze w sowim zyciu okazaly
się być tylko pustymi slowami..’znasz siebie na tyle na ile cie
sprawdzono’....czuje się jak potwor i jak wielka hipokrytka.do niczego nie
doszlo,oprocz tego,ze pewnien goracy facet prze chwile był moja
obsesja.pozwolilam mu się dotykac(bez miejsc intynmnych,co nie ma akurat
zadnego znaczenia,bo sposób dotykania był i tak
niesamowicie ..ssksowny,perwersyjny i lubiezny) i doszlo do mnie jak wiele
trace wiazac się z jednym facetem w tak mlodym wieku.ze mój chlopak wcale nie
dotyka tak cudownie(co już zauwayzlam wczesnej,jednak wciąż sprawialo mi to
przyjemnosc no i nie mialam porownania),ze jego cialo nie jest wcale
idealne,ze moge być obiektem pozadania tez innym mezczyzn(zawsze bylam
zakompleksiona jak już mowilam).I ze wcale nie zalezy mi,na innym ‘stalym’
facecie.Ze pragne po prostu przygody,jakich nie uswiadcze w wieku np.30lat.Ze
chce chodzic na imprezy i calowac się(‘tylko’ albo i ‘az’ )z obcym
czlowiekiem,nie znac go,nie spotykac się z nim wiecej...poczuc te magie....I
teraz okazuje się,ze to w co najbardziej wierzylam-ze liczy się psychika
czlowieka(jak to banalnie brzmi) i ze nie robiac takich rzeczy będę z siebie
kiedys dumna-padlo na leb na szyje....
Mój chlopak jest cudownym czlowiekiem.wiem,ze kocha mnie bardzo,....bardziej
niż na to zasluguje i pewnie bardziej niż ja jego.jest niesamowicie madry i
wrazliwy..nie chce konczyc tej znajomosci,tylko dlatego,ze mi hormony szaleja
(bo tak to mozna nazwac).pamietam,ze kiedys pojawil się na ‘seksuologi ‘watek
kobiety,ktorej narzeczony oznajmil ze ja zdradzi zeby sprawdzic jak to jest
z inna kobieta.tam chodzilo o seks i narzeczenstwo,ale ja się z nikim innym
nawet nie calowalam!pamietam,ze doktor odpowiedzial,ze facet nie jest
dojrzaly do stalego zwiazku.zgadzam się z tym.najwyrazniej ja tez nie jestem
dojrzala.nie wiem co mam zrobic.nie chce zdradzic mojego chlopaka i potem się
z tym ukrywac(zawsze deklarowalam,ze takie rzeczy trzeba mowic partnerowi),bo
to by nas tylko od siebie odsunelo.najlepiej pewnie by było zerwac na jakis
czas,a potem do siebie wrocic....tylko,ze to najbardziej idiotyczne co moze
być,byloby zbyt upokarzajace dla mnie i dla niego.nie chce tez z nim
zrywac,jest zbyt cudownym czlowiekiem.
Jestem totalnie zagubiona.wszyskto w czym dotychczas mialam oparcie stracilo
jakikolwiek sens.
Czuje się obrzydliwie,ze poddalam się ‘fizycznosci’,co dotychczas uwazalam za
rzecz najbardziej upokarzajaca...nie wiem w ogole co mam robic i myslec.. Na
tym forum spotkalam się z wypowiedziami wielu madrych ludzi..postanowilam
opisac moja historie tutajlicze chocby na skomentowanie mojej
sytuacji..chcialabym jeszcze dodac,ze doszlo do tego,ze ja-osoba zazdrosna
dosc-nie mialabym nic przeciwko żeby i mój chlopak mnie zdradzil....chce z
nim o tym porozmawiac,zawrzec np. taka umowe,ale to było by zabojstwo naszero
zwiazku...