Dodaj do ulubionych

urodziłam 9-tygodniowe maleństwo! poroniłam:(

13.08.07, 19:46
Poroniłam...................................

Ból jest tak ogromny, poczucie pustki tak wielkie, że jedynie płakać
potrafię, nic więcej.................................

Nikt nie potrafi mi wytulmaczyć co się stało i dlaczego. Ciąża
obumarła w 9tygodniu, dziecko było za słabe. Lekarz powiedział, że
natura sama wybiera i słabe osobniki eliminuje, że pewnie była jakaś
wada, że dziecko by nie przeżyło, że lepiej, że to wcześniej się
stało, że jedna na sześć ciąż kończy się poronieniem, że jeszcze
będe mieć dzieci......

Ja to wszystko wiem, a i tak szaleje z rozpaczy! Prawie dwa tygodnie
nosiłam martwy płod, żyłam w niewiedzy, nic nie przeczuwałam! W
11tygodniu zaczęłam krwawić, dostałam skurczy,jak przy porodzie,łzy
leciały mi z bólu i poroniłam w szpitalu. Sama. Organizm sam
wszystko wydalił, nawet płód - widziałam go! urodziłam 9-tygodniowe
maleństwo!!! Przeżyłam piekło, koszmar bezdusznych lekarzy i
zobojętniałych pielęgniarek. Potem był zabieg, na wyczyszczenie
resztek z macicy i to koniec. Było dziecko, nie ma dziecka.......

Wszystko stało się w czwartek, teraz leżę w domu, wciąż krwawię,ale
mało i płaczę, tylko to potrafię.................... Straciłam
dziecko, nie wiem ile będę trwać w żałobie, w ropaczy, nie wiem, czy
kiedykolwiek ból minie, nie wiem,jak mam dalej
żyć.....................

Wszystko wydarzyło się tak szybko, wciąż miałam wrażenie,że to zły
sen, że zaraz się obudzę, że to koszmar jakiś! Byłam w szoku, chyba
nadal jestem............

Nie potrafię jeszcze tego wszystkiego opisać... Nie potrafię też
teraz rozmawiać z ludźmi, mam zatkane gardło i łzy same napływają.
Nie spodziewałam sie takiej tragedii, takiego ciosu.........

Dobrze,że byl przy mnie mąż, bez niego oszalałabym! Wcześniej
myślałam, że ciąża nas bardzo zbliżyła. Teraz widzę, że ta tragedia,
poronienie zbliżyło nas jeszcze bardziej!!! Wspólne cierpienie,
wspólne łzy..... Wciąż się obwiniałam,ze to moja wina,że coś źle
zrobiłam, że niepotrzebnie pojechaliśmy nad morze! że przecież nie
chciałam jechać, choć moja ginekolog przekonywał, że nie ma
przeciwwskazań.

Ale lekarz w szpitalu wytłumaczył mi,że dzidzi dużo wcześniej
zmarła, że właściwie ta zmiana klimatu wywołała akcję poronienia i
dobrze,bo każdy dzien dłużej martwgo płodu w ciele kobiety,to
większe zagrożenie dla jej własnego życia.

Pojechaliśmy do Kołobrzegu z Fasolką, wróciliśmy już bez
niej............

I niby to wszystko rozumiem, niby wiem, że tak chciala natura, że
dziecko źle się rozwijało, że mam jeszcze szansę na zdrowe dziecko w
przyszłości, ale nie potrafię się tym pogodzić. To ponad moje
siły........................ Nie sądziłam, że jestem tak słabasad

mam 26lat,to była pierwsza ciąża,wyczekiwana,bardzo chciana...
niestety nieudanasad
Obserwuj wątek
    • dominikako Re: urodziłam 9-tygodniowe maleństwo! poroniłam:( 13.08.07, 19:58
      Witam Cie manuelle!Tak bardzo mi przykro,zestracilas swoja fasolke!
      Wiem jak cierpisz,ja tez przez to przeszlam.wiem,ze zadne
      pocieszanie cie teraz nie pomoze.Ale wiedz,ze jest nas wiecej i
      jesli masz chec pogadac,wyplakac sie to pisz.przytulam Cie bardzo
      mocno!!!
      • asik_24 Re: urodziłam 9-tygodniowe maleństwo! poroniłam:( 13.08.07, 20:00
        Przykro mi strasznie. Wiem, co przeżywasz. Ja straciłam swoje
        maleństwo w ubiegłym roku (9-y tydzień) i teraz (6-y tydzień).
        Sciskam Cię. Bądź silna
        • rutulka Re: urodziłam 9-tygodniowe maleństwo! poroniłam:( 13.08.07, 20:28
          Przytulam Cię mocno, ja też straciłam fasolkę 8-tyg, którą dwa
          tygodnie nosiłam martwą, (tak twierdzą lekarze)Najgorszy jest ten
          ból,rozpacz, nie można o tym z nikim porozmawiać. Nie chce dręczyć
          bliskich, prawie nikt nie wiedział o mojej ciąży, bo już przeżyłam
          gorszą tragedię i dlatego tu chuchałam na zimne, ale nic nie
          wychuchałam.Wazna jest podpora twojego męża, trzeba się wypłakać,
          jakoś przetrwać ten czas i myśleć o następnej fasolce. Wiem, życie
          jest okrutne, ale trzeba walczyć o szczęście, te piękne dni na pewno
          nadejdą. Zyczę Ci tego,pa.
        • adada30 Re: urodziłam 9-tygodniowe maleństwo! poroniłam:( 14.08.07, 08:44
          Znam twój ból!!! Straciłam swoje fasolki w 6 i 9 tygodniu ciąży.
          Daj sobie przeczakać ten smutny czas.............
    • bach28 Re: urodziłam 9-tygodniowe maleństwo! poroniłam:( 13.08.07, 22:29
      płacz kochana płacz
      ile tylko potrzebujesz
      ja sciskam z całej siły
      bach
      mama dwóch aniołków (*)(*)
    • adulka07 Re: urodziłam 9-tygodniowe maleństwo! poroniłam:( 21.08.07, 14:04
      Manuelle!Z całą pewnością każda z nas tu obecnych czuła bądź czuje
      ból taki jak Ty...Ja też należę do tej grupy,inaczej nie umiałabym
      się tu wypowiadać-bezpodstawne pocieszenie z reguły nie
      pomaga...Uwierz mi,że wiem,co mówię.Mam za sobą podobne przejścia-
      podobne,bo żadne poronienie nie jest takie same.
      Poroniłam 23 maja tego roku,w wielkich bólach,podobno zbliżonych do
      porodowych-nie wiem jak wyglądają te porodowe,bo była to moja
      pierwsza ciąża.Roniłam w domu,dzień wcześniej byłam u lekarza,nic
      już się nie dało zrobić...W pełnej świadomości musiałam się poddać
      nawiększej tragedii życiowej.Mój aniołek wypełniał mnie przez 6 tyg.-
      tak wiele i tak niewiele...To był niezwykły okres w moim życiu-
      najpiękniejszy okres...Najbardziej niewiarygodne było to,że o ciąży
      wiedziałam już w kilka dni po zapłodnieniu.Zapłodnieniu,które miało
      miejsce w noc poślubną...To był nasz najdrożysz prezent
      ślubny...Miałam objawy typowe dla późniejszej ciąży-ból
      piersi,częste oddawanie moczu,zniechęcenie do słodyczy...Nigdy nie
      wiedziałam mojej dzidzi-nie wiem czy to lepiej czy gorzej...Nie było
      jej nawet można zobaczyć na USG,widoczne było tylko powiększone
      endometrium...Jedyny ślad na papierze,który mi po niej pozostał...Są
      jeszcze dwie kreski na teście i opakowanie po foliku,który brałam
      specjalnie dla niej....W dniu poronienia trafilam do szpitala na
      zabieg,chciałam być silna-nie umiałam...Płakałam,płakałam,płakałam-
      zdarza mi się płakać do dziś...Boli,mimo że czas leczy rany...Mam
      wsparcie w mężu-to on pomógł mi przez to wszytstko
      przejść.Bezwątpienia cierpienie zbliża.Dziś moją historię postrzegam
      przez inny pryzmat-Pan Bóg odbiera dzieci tylko dobrym ludziom,gdyż
      wie,że sobie poradzą....Ktoś pomógł mi to zrozumieć,wcześniej nie
      umiałam tak myśleć-miałam pretensje do całego świata i do
      siebie...Wiem,że dasz radę-nie piszę,żebys się trzymała,bo wiem,że w
      takich chwilach nie jest łatwo i nic nie jest w stanie pomóc...Ja
      jednak już znalazłam pomoc,najlepszą z możliwych-rozpoczeliśmy
      starania o następne dziecko...Pamiętam o pierwszym,ale czuję się
      jużna tyle silna psychicznie i fizycznie,żeby znów być mamusią-rzecz
      oczywista,że mam jakieś obawy,ale nie przekreślają one mojej chęci
      do macierzyństwa.Wierzę,że urodzę zdrowe dziecko-przyczyna
      poronienia podobno była żadna i mam szanse na donoszenie tej ciąży
      takie same jak kobieta,która nigdy nie roniłasmile
    • agulka1001 Re: urodziłam 9-tygodniowe maleństwo! poroniłam:( 21.08.07, 23:32
      manuelle,wiem,ze cierpisz,przeszlam 2poronienia,tez mialam 26lat i
      byly to moje pierwsze ciaze,nie mam dzieci...to bylo rok temu...i
      choc myslalam wtedy,ze umrę z rozpaczy,ze nie chce,nie moge tak
      życ,to jednak jest inaczej...żyję i chyba ciesze sie z tego... mam
      nadzieje...jeszcze ją mam...ale pojawia sie wielka tesknota,zeby
      przytulic moje malenstwa choc przez chwilkę...
      • adulka07 Re: urodziłam 9-tygodniowe maleństwo! poroniłam:( 22.08.07, 13:02
        agulka1001!oczywiście,że masz prawo cieszyć się z życiasmilewiele
        przeszłaś i tak jak pisałam do manuelle żadne słowa nie są w stanie
        ukoić bólu...bólu matki...chciałabym,żebyś opisała swoją historię
        bardziej szczegółowo.Czy wiesz co było powodem dwóch poronienień?Co
        lekarze mówili po pierwszym poronieniu?Mam nadzieję,że nie tracisz
        chęci do macierzyństwasmileI podejmiesz starania o kolejne dzieckosmile
        Jeśli jesteś osobą wierzącą to z całą pewnością pozytywnie
        odbierzesz moje słowa:niech Bóg ma Cię w swojej opiece!Wiara to
        podstawa,aczkolwiek przekonałam się,że chwile zwątpienia są czymś
        zupełnie naturalnym...
        • agulka1001 poronienie.... 22.08.07, 16:24
          ja adulko,bylam tutaj,kiedy jeszcze Was nie bylo...tak duzo czasu
          minelo,a zarazem tak niewiele...
          w 2006 zaczelam starania!pierwsza ciąza,wiec nawet nie
          podejrzewalam,ze tak szybko pojdzie!wczesniej robilam badania
          hormonow,o innych badaniach nie wiedzialam!maz bywal w domu co 2-
          3tyg,cykle dlugie,a udalo sie za pierwszym razem!w terminie
          @zrobilam test-negatywny,ale mialam zludzenie jasnej II kreski!3maja
          2006 znalazlam to forum,i inne m.in.Ciaza i Poród!napisalam o
          sobie,ze okresu nie ma,i dziewczyny kazaly zmierzyc temp!bylam w
          szoku,bo mialam 37,1!na drugi dzien test-pozytywny!bylam
          przeszczesliwa!powiedzialam tylko siostrze!micha mi sie
          cieszyla,czekalam na meza,mialam mu powiedziec akuratnie na jego
          urodziny!czulam sie dziwnie-zmeczona,bol brzucha,jakbym miala cialo
          obce!w sob 1kropla krwi!w niedz odpoczywalam,ale dalej dziwnie sie
          czulam,mialam isc do lekarza w pon...w niedz w nocy o 23 poczulam
          ulge w brzuchu i poczulam,ze krew leci mi po nogach...wypadla ze
          mnie "kuleczka"...bylam zrozpaczona...u lekarzy plakalam jak dziecko
          (bylam u 3),nie moglam w to uwierzyc....10 maja 2006 zabieg,7
          tydz.... szybko wrocilam do siebie,nikomu nic nie powiedzialam,nawet
          męzowi...nie chcialam czyjes litosci...myslalam,ze to przypadek,nie
          chcialam,zeby mąz cierpial jak ja....lekarz kazal odczekac
          3cykle,ale juz na kontroli bylo ok...toxo,rozyczka ok...po pierwszej
          @ mąż wrocil do domu...seks przez 2 dni...okazalo sie,ze akurat byla
          owu...mialam krwawienie 5dni po owu,poszlam do lekarza,obawial
          sie,ze to infekcja,ciązy nie widzial (ani cialka żóltego)....nie
          bralam lekow,czekalam na @,ale intuicja kobieca powiedziala,ze sie
          udalo... w 5tyg zrobilam bete-170,2 dni potem 334,pieknie
          rosla...wizyta u lekarza,widzi co najmniej blizniaki...w rocznice
          slubu powiedzialam męzowi....wielka radosc....ale zaczely sie
          plamienia,trwaly 10dni.... bralam luteine, kaprogest, oszczedzalam
          sie....nie palę,nie pije,odstawilam kawe, folik lykalam od kilku m-
          cy....niestety-serduszko nie zabilo, zatrzymalo sie .... w 9tyg
          mialam zabieg,mimo ze beta 93.000 i 110.000.... niestety-byl źle
          zrobiony zabieg,po 3tyg powtorka...caly czas krwawilam...doszlo do
          krwotoku...kontrola-dalej są pozostalosci... mialam 3zabiegi po
          1ciazy,tak sie mnie trzymaly malenstwa...skonczylo sie
          histeroskopią...lekarka kazala brac antyki i po3m-ca od nowa sie
          starac....ale inny lekarz kazal zrobic badania,w tym genetyczne i
          czekac co namniej 6m-cy.... nie wiem kiedy minelo mi tyle m-cy
          (prawie 11m-cy od ost zabiegu)....we wrzesniu genetyka... jednego
          dnia mam nadzieje,chce czekac...innego dnia mam dosyc czekania,chce
          zacząc juz,w tej chwili....innym razem w ogole wubijam to sobie z
          glowy,bede z mezem sama,i tez bedzie dobrze....
          przepraszam,ze tak dlugo,ale tak jak pisala tu jedna kobitka-tez mam
          potrzebe mowienia o tym,a tak dawno nie mowilam...
          • manuelle Re: poronienie.... 22.08.07, 17:31
            nie przepraszaj,nie masz za co,przecież po to jest to forum,by się
            wygadać,wyżalić,wypłakać...

            współczuję Ci z całego serca, brak mi słów by jakoś pocieszyć, może
            tylko napiszę, że jesteś niezwykle silna i to siła z pewnością
            pozwoli Ci mieć w końcu upragnioną dzidzięsmile wierzę w to bardzo!
          • adulka07 do agulki1001 :) 22.08.07, 18:53
            Droga Agulko!Nie będę Ci współczuć,bo słowo współczucie to za
            mało...Nie będę Ci mówić,że jest mi przykro,bo takie stwierdzenie
            jest zupełnie niczym w obliczu cierpienia.Powiem po prostu,że jestem
            pewna,że jeszcze będziesz szczęśliwa.Odzwiedziłam na necie chyba
            wszystkie możliwe fora i naprawdę nawet,kiedy sytacja wydaje nam się
            już beznadziejna może być ok.Starajcie się o dziecko-wyobrażam sobie
            jak jest Ci trudno,ale wierz mi,że jeszcze trudniej będzie Ci na
            starość,gdy zostaniesz z mężem sama robiąc sobie wyrzuty,że
            zaprzepaściłaś swoje szanse na bycie mamą.Znam małżeństwa,które są
            bezdzietne...bezdzietne i smutne.Jesteś płodna,a to już połowa
            sukcesu-jeśli będzie Ci dane macierzyństwo,to je osiągniesz.Nie
            zapominisz wtedy o wszytstkich smutkach,ale z satysfakcją
            pomyślisz,że jesteś silna i wytrwała,a Twoje straty miały jakiś
            sens,bo dzidziusia,którego będziesz tuliła w ramionach będziesz
            kochała niezniszczalnie-będziesz go traktowała jako dar na który
            musiałaś ciężko zapracować i jako skar,który trzeba bezustannie
            pielęgnować.Bardzo się cieszę,że tak dużo napisałaś i dziękuję Ci-
            dobrze się czuję pisząc Ci słowa wsparcia i mając nadzieję,że
            chociaż troszkę one do Ciebie przemówią.Nie jestem w stanie dać Ci
            wiary,ale jestem w stanie dać Ci otuchę.Kiedy w maju starciłam moje
            dzidziusia nie myślałam o kolejnym dziecku,które nie byłoby wtedy
            niczym innym jak tylko zastępstwem.Teraz czuję się w pełni
            gotowa.Nasze starania kontynuujemy z MĘŻEM każdego dnia-czuję się
            silniejsza na myśl,że już wkrótce znów mogę nie być sama.
            • agulka1001 Re: do agulki1001 :) 22.08.07, 19:28
              dzięki dziewczyny za slowa otuchy...glupio,ze wpierniczylam sie w
              czyjs wątek,ale to juz chyba tak u nas jest,kazda ma potrzebe
              wygadania sie...
              adulko,bardzo wiele dla mnie znaczą takie slowa,jakie "slysze" od
              Ciebie...w glebi duszy mam wielką nadzieję,i nie moge sie doczekac
              staran...boje sie wynikow badan i odpowiedzi "nie mozecie miec
              zdrowych dzieci"...i co wtedy?i sama nie wiem,co robic: starac sie
              juz teraz,to ost cykl przed wynikami,czy poczekac,dac sobie
              spokoj,zrobic cytologie itp....nie wiem,naprawde nie wiem,bo nie ma
              reguly,ile jest dziewczyn,ze sie nie badają,nie mają pojecia o
              zagozeniach,a rodzą cudne dzieciaczki...
              bardzo mi pomoglas,dzieki za slowa otuchy...tak bardzo bym
              chciala,zeby te nasze smutne wątki mialy szczesliwe zakonczenia...
              ale mam wrazenie,ze juz wszystkie zachodzą tylko nie ja....
              oj,ten maj,widze,ze Ty tez mam z nim bolesne wspomnienia... wiesz,ja
              po pierwszym poronieniu chcialam byc zaraz w ciązy,wydawalo mi
              sie,ze to bedzie lekarstwo...ale jednak nie bylo...teraz mam
              wyrzuty,ze moglam odczekac,nie spieszyc sie...
              ja tez adulko boje sie samotnej starosci,zawsze marzylam o
              dzieciach,i wszystko co rbilam do tej pory: studia, praca,
              mieszkanie, remont, samochod to wlasnie dla dzieci....ktorych nie
              ma...jakis absurd na tym swiecie....
              • adulka07 Re: do agulki1001 :) 22.08.07, 19:49
                Absolutnie nie wpierniczyłaś się w czyjś wątek-z całą pewnością
                manuelle rozumie Twoje problemy i nawet do Ciebie napisałasmileJestem
                szczęśliwa,że mogę Ci jakoś pomóc-nie ma nic lepszego niż rozmowasmile
                Uwierz w dobry scenariusz z wynikami,nie możesz się zadręczać-nie
                możesz pozwolić,żeby włączyła się w Tobie "blokada na
                macierzyństwo".Oczywiście nie uda Ci się ot tak patrzeć z pełnym
                optymizmem w przyszłość,ale staraj się ten optymizm wyrabiać w sobie
                stopniowo.Jeśli chodzi o natychmaistowe starania to sama musisz
                podjąć decyzję czy to właściwy czas-ja mogę Ci tylko podpowiedzieć z
                tego,co widze,że jesteś teraz nieco rozbita,więc może warto się
                troszkę otrząsnąć i poczekać?!Nigdy nie miej wyrzutów,że czekałaś za
                mało czasu-chciałaś jak najszybciej mieć w sobie dzidziusia z
                miłości i to jest najważniejsze,Pan Bóg bezlitośnie z naszego punktu
                zadecydował,że jeszcze nie pora.Staraj się ukoić swój ból
                przygotowaniami do macierzyństwa-tak jak wcześniej starałaś się dla
                dzieci,tak staraj się dalej.Myśl o tym,co możesz robić najlepszego
                dla nich w czasie,który jeszcze masz.Wewnętrzne ukojenie-to pozwoli
                Ci na kolejne dziecko.
                • agulka1001 Re: do agulki1001 :) 22.08.07, 20:09
                  dzieki adulko jeszcze raz
                  co do rozbicia-to tak naprawde ja jestem taka od kilku miesiecy,a na
                  co dzien rzadko kto wyczuje,ze mam problme...nie mowie o tym,tylko
                  męzowi...miewam "doły" i to mnie martwi,zeby nie doszlo do depresji!
                  a z czekaniem to mam dosyc,no ilez mozna?hehehhee tak naprwde mam
                  nadzieje,ale lubie i chce sie wyżalic,wiesz,jak to jest....czlowiek
                  tak sie lepiej czuje,jak wyrzuci "brudy" i uslyszy do tego cos
                  pocieszającego!
                  manuelle,mam nadzieje,ze Cie urazilam,isząc o swoich problemach w
                  Twoim wątku,ale byc moze odczujesz to tez tak,ze ja przeszlam cos
                  podobnego,i wiem,jak sie czlowiek moze czuc!
                  pozdrawiam Was dziewczynki!fajnie,ze takie super dziewczyny sie
                  pojawiają,szkoda,ze w takich przykrych okolicznosciach!
                  • manuelle Re: do agulki1001 :) 22.08.07, 20:19
                    ja nie mam nic przeciwko,ze tu piszesz! przeciwnie, cieszę się, że
                    mój watek sprowokowal Cię do napisania, bo jak sama zaznaczyłaś,
                    czasem ma się potrzebę wyżalić, potem przychodzi ulgasmile Zatem
                    dobrze, że napisałaś, może w ten sposób poczułaś odrobinę lepiej...

                    Wszystkie cierpimy, nie ma za co się przepraszać, tu mamy się
                    wspierać! przesyłam serdecznie pozdrowienia i ściskam ciepłosmile))
                    • agulka1001 Re: do agulki1001 :) 23.08.07, 17:14
                      ja juz dziewczynki pisalam o tym wiele razy,w ub roku żylam tym!
                      ale widze-niestety-ze na forum pojawiają sie ciagle nowe osoby...
                      w zyciu sie nie spodziewalam,ze to tak czesty problem!kiedy
                      myslalam,ze to przypadek...
                  • adulka07 Re: do agulki1001 :) 22.08.07, 20:55
                    Moja droga!Ja też się cieszę,że możeemy tutaj ot tak po babsku
                    pomarudzićsmileNawiązując do Twojej wypowiedzi to nie jest ważne jak
                    inni postrzegają Cię na zewnątrz-z pozoru możesz być silna i
                    wytrwała,a wewnątrz krucha i podłamana...Wiem,że trudno jest czekać-
                    dla mnie nawet te 3 miesiące nie trwały krótko,jednakże czekać
                    wartosmileWybierz najlepszy czas dla Twojego dzidziusia,kiedy Twoje
                    myśli ustabilizują się na dobre i będziesz spokojniejsza.Tak jak
                    pisałam ostatnio-wykorzystaj ten czas na przygotowania,nie tylko
                    praktyczne,ale także takie,które Tobie sprawią pzryjemnoścć i
                    pozwolą się uśmiechaćsmileJa np.kupuję śpioszki i różne niemowlęce
                    gadżety(wiem,że jestem wariatką),to napełnia mnie wiarą i radościąsmile
                    I nawet,gdyby śpiszki miałby pożółknąć podczas naszych starań to i
                    tak nie będę żałowaćsmileZresztą nie sądzę,żeby zdążyły pożółknąć-
                    wierzę w to,że jestem superpłodna(może wiesz,że w ciąże zaszłam już
                    w noc poślubną)i że tym razem uda nam się superszybkobig_grinPo raz setny
                    powtórzę,że wiara to podstawa-w zaistaniałej sytacji nie pozostaje
                    Ci nic innego jak przyjąć te słowa jako mottosmile
    • adulka07 do manuelle i reszty forumowiczek:) 23.08.07, 13:35
      manuelle!tak się zagadałam z agulką,że możesz odnieść wrażenie,że
      już o Tobie nie pamiętam...A więc piszę,żebyś ani przez chwilę nie
      zwątpiła,że staram Ci się towarzyszyć w cierpieniu.Mam nadzieję,że
      czytałaś posty skierowane do agulki-chciałabym,aby także dla Ciebie
      były one chociaż minimalną podporąsmileChcę,żebyś zrozumiała,że nasz
      koniec świata będzie miał jeszcze swój nowy począteksmileNie napisałaś
      nic o dalszej chęci macierzyństwa...Wiem,że na razie jest za
      wcześnie,aby się starać,ale chciałabym wiedzieć co myślisz o
      przyszłości?Napisz najlepiej jak potrafisz,nawet,gdyby miałam to być
      bardzo smutna wypowiedź...Nie jest to w końcu szczęśliwe forum po
      urodzeniu dziecka,jest to forum po jego odejściu...Jednakże mam
      nadzieję,że już wkrótce któraś z nas będzie mogłaś założyć nowy
      wątek np.pod hasłem "mam wymarzonego dzidziusia" i chciałabym,abyśmy
      my wszystkie dołączały do rozmowy szczęśliwych mam po koleismile
      • manuelle Re: do manuelle i reszty forumowiczek:) 23.08.07, 17:22
        najchętniej od razu przystąpiłaby do "pracy" tongue_out ale wiem,że trzeba
        poczekaćsad po 2,3 @ chcemy zacząc staranka z mężykiem,o ile lekarz
        da zielone światłosmile

        nie tracę wiary i nadzieji, tłumaczę sobie,że to był przypadek, że
        pech tyle. Wiem,ze będe mieć dzieci, jestem pewna! big_grin tongue_out

        powoli smutek mija, organizm się normuje, 2tyg po zabiegu mam objawy
        owulacji,wieć chyba wszystko wraca do formy, i to mnie cieszysmile
        • adulka07 manuelle,piękne podejście:) 23.08.07, 18:54
          My zaczeliśmy staranka po 2 @,nie czekaliśmy na zielone światło od
          lekarza,czekaliśmy aż ja poczuję się w pełni gotowasmileGdy byłam na
          wizycie w czerwcu to pan doktor powiedział mi "do zobaczenia na
          jesieni"-no to pójdę do niego z moim robaczkiem we wrześniubig_grin Wiecie
          babeczki,ja już jak bym coś czuła-oczywiście nie w sensie
          fizycznym,ale psychicznymsmileTaka jestem pełna wiary i nadziei.Liczę
          się rzecz jasna z tym,że nie odrazu może nam się udać-ale wierzę,że
          udać się możesmileManuelle,piękne podejściesmileJa też wierzę,że będziemy
          mieć dzieci-piękne i zdrowiutkiesmileU mnie poronienie też było
          życiowym niefartem,a nie było spowodowane jakąś chorobą.Lekarz
          skwitował to stwierdzeniem "trafiło na miejsce,gdzie nie było
          żarcia"-początkowo te słowa nieco mnie raziły ze względu na
          ostrość,ale z perspektywy czasu zaczynam rozumieć ich senssmile
          • mad-25 Re: manuelle,piękne podejście:) 07.09.07, 17:16
            Przykro mi ja przezyłam wczoraj to samo.Jestem po zabiegu.
            Tez widziłam swoja fasolkę.
            Wogóle ta bezduszność lekarzi i pielegniarek - dla nich to norma.
            To mnie przeraża........
            • manuelle Re: manuelle,piękne podejście:) 08.09.07, 11:06
              współczuję, przytulam mocno...
              trzymaj się, wiem doskonale,jak Ci teraz ciężko...
              i choć pewnie nie łątwo uwierzyć,ale za jakiś czas naprawe będzie
              nieco lżej na duszy...
              wypłacz się,to pomaga,trzeba przez to przejść...

              Ja już ponad 4tyg po zabiegu, mam teraz pierwszy @, boli masakra,
              wspomnienia wracają,te same skurczesad
    • i77 Re: urodziłam 9-tygodniowe maleństwo! poroniłam:( 10.09.07, 16:39
      Witaj, ja też straciłam swoje maleństwo nieco ponad miesiąc temu
      będąc w 8 tygodniu ciąży (poronienie samoistne jak to określił
      lekarz na izbie przyjęć) i doskonale wiem co czujesz. To straszne że
      każda z nas musiała to przeżyć. Ja też bardzo pragnęłam tego
      dziecka, tym bardziej że lekarka powiedziała mi że raczej nie mam
      szans, a tutaj stał się cud, ale niestety trwał on bardzo krótko.
      Żyję nadzieją że następnym razem się uda, jeśli za jakiś czas
      zdecydujemy się z mężem na powiększenie naszej rodziny.
      Obecnie wróciłam do pracy i zaczynam swoje życie sprzed ciąży, ale
      są momenty gdy jest mi bardzo bardzo ciężko.
      Ponoć czas leczy rany.
      Pozdrawiam gorąco wszystkie forumowiczki.
      -----
      Mój Aniołek 08.08.2007
    • wiewiurka15 Re: urodziłam 9-tygodniowe maleństwo! poroniłam:( 04.10.07, 18:18
      Droga manuellu, wiem co czujesz. Ja swoja istotke straciłam miesiac
      temu. Tylko mi jest łatwiej bo mam juz jedno dziecko i miałam do
      kogo wrucic. Ale nigdy nie zapomne ze w kwietniu 2008 roku cieszyła
      bym sie malenia kruszynka. Trzymaj sie ciepło i postaraj sie myslec
      pozytywnie. Pozdrawiam i trzymam kciuki za nastepna ciaze zakonczana
      narodzinami malutkiego człowieka. ANETA
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka