Poroniłam...................................
Ból jest tak ogromny, poczucie pustki tak wielkie, że jedynie płakać
potrafię, nic więcej.................................
Nikt nie potrafi mi wytulmaczyć co się stało i dlaczego. Ciąża
obumarła w 9tygodniu, dziecko było za słabe. Lekarz powiedział, że
natura sama wybiera i słabe osobniki eliminuje, że pewnie była jakaś
wada, że dziecko by nie przeżyło, że lepiej, że to wcześniej się
stało, że jedna na sześć ciąż kończy się poronieniem, że jeszcze
będe mieć dzieci......
Ja to wszystko wiem, a i tak szaleje z rozpaczy! Prawie dwa tygodnie
nosiłam martwy płod, żyłam w niewiedzy, nic nie przeczuwałam! W
11tygodniu zaczęłam krwawić, dostałam skurczy,jak przy porodzie,łzy
leciały mi z bólu i poroniłam w szpitalu. Sama. Organizm sam
wszystko wydalił, nawet płód - widziałam go! urodziłam 9-tygodniowe
maleństwo!!! Przeżyłam piekło, koszmar bezdusznych lekarzy i
zobojętniałych pielęgniarek. Potem był zabieg, na wyczyszczenie
resztek z macicy i to koniec. Było dziecko, nie ma dziecka.......
Wszystko stało się w czwartek, teraz leżę w domu, wciąż krwawię,ale
mało i płaczę, tylko to potrafię.................... Straciłam
dziecko, nie wiem ile będę trwać w żałobie, w ropaczy, nie wiem, czy
kiedykolwiek ból minie, nie wiem,jak mam dalej
żyć.....................
Wszystko wydarzyło się tak szybko, wciąż miałam wrażenie,że to zły
sen, że zaraz się obudzę, że to koszmar jakiś! Byłam w szoku, chyba
nadal jestem............
Nie potrafię jeszcze tego wszystkiego opisać... Nie potrafię też
teraz rozmawiać z ludźmi, mam zatkane gardło i łzy same napływają.
Nie spodziewałam sie takiej tragedii, takiego ciosu.........
Dobrze,że byl przy mnie mąż, bez niego oszalałabym! Wcześniej
myślałam, że ciąża nas bardzo zbliżyła. Teraz widzę, że ta tragedia,
poronienie zbliżyło nas jeszcze bardziej!!! Wspólne cierpienie,
wspólne łzy..... Wciąż się obwiniałam,ze to moja wina,że coś źle
zrobiłam, że niepotrzebnie pojechaliśmy nad morze! że przecież nie
chciałam jechać, choć moja ginekolog przekonywał, że nie ma
przeciwwskazań.
Ale lekarz w szpitalu wytłumaczył mi,że dzidzi dużo wcześniej
zmarła, że właściwie ta zmiana klimatu wywołała akcję poronienia i
dobrze,bo każdy dzien dłużej martwgo płodu w ciele kobiety,to
większe zagrożenie dla jej własnego życia.
Pojechaliśmy do Kołobrzegu z Fasolką, wróciliśmy już bez
niej............
I niby to wszystko rozumiem, niby wiem, że tak chciala natura, że
dziecko źle się rozwijało, że mam jeszcze szansę na zdrowe dziecko w
przyszłości, ale nie potrafię się tym pogodzić. To ponad moje
siły........................ Nie sądziłam, że jestem tak słaba
mam 26lat,to była pierwsza ciąża,wyczekiwana,bardzo chciana...
niestety nieudana