Witam. Jestem mama prawie 3miesiecznego dziecka. Jest on pokroju HNB. Pierwsze 2 miesiace to był płacz w dzien i w nocy. Obecnie juz jest lepiej. Ale nadal zasypianie w dzien to marudzenie, prezenie, płacz itd. Karmiony persia je rożnie, raz co 2h raz co 1h. I tak... Szykuje mi sie kilka wyjazdów 200km w jedna stronę i na miejscu około godziny. Wiec z 7-8h nie bedzie mnie w domu. Syna wzięła bym ze soba, ale on strasznie płacze podczas jazdy autem, nawet droga 10min na szczepienie to jest ciągły płacz. Najdłuższa nasza podróż trwała 40min w jedna strone i te 40 min praktycznie non stop płacz i zachodzenie sie

wiec 3h jazdy to tortura dla niego. Wiec opcja druga to go zostawic z kimś. Ale tu kolejny problem. Syn z tata czy babcia zostaje, daje sie uśpić przez nich i ogólnie jest okej dopóki nie zglodnieje. Bo nie chce jesc z innego źrodła niz piers.. Raz maz z nim został i kazalam mu spróbować go karmić jak jest jeszcze w dobrym humorze, ale przy butelce sie rozpłakał okropnie. Wiec kazalam mu karmić lyzeczka. Ale sie poddał bo mały okropnie płakał aż zasnął. Ja wróciłam to "rzucił sie na piers". Powiedzcie mi co zrobic? Jazda z nim 200km to masakra, a znowu zostawic na 8h w których nic nie zje i bedzie non stop płakać czekając na mnie to tez masakra. Dodam, ze on nie lubi spacerów, płacze w wozku i w chuście, bo nie lubi czapki i kurtek. Wiec tez nie da rady go wziac na długi spacer w ramach czekania na moj powrót... Naprawdę nie wiem co zrobic...