dowody matactwa...

09.08.10, 19:56
Dowody matactwa katastrofy smoleńskiej
Leszek Szymowski
Działania rosyjskiej prokuratury nie mają faktycznie
na celu wyjaśnienia przyczyn katastrofy tupolewa,
lecz uwiarygodnienie wersji o błędzie pilotów.
Zdobyliśmy rosyjskie dowody, że rosyjska wersja nie
pokrywa się z prawdą.
Przyczyną upadku Tu-154M był błąd pilota i
ekstremalnie trudne warunki do lądowania – tę wersję
rosyjski komitet kierowany przez Tatianę Anodinę
lansuje jako jedynie słuszną od samego początku
śledztwa. Według Anodiny, jej pracowników i
rosyjskich polityków, nie istnieją najmniejsze
przesłanki uzasadniające tezę o jakiejkolwiek
inspiracji rosyjskiej ani o próbie zamachu. Tatiana
Anodina i współpracujący z nią rosyjscy prokuratorzy
od początku wykluczają też jakąkolwiek winę Rosjan.
Co więcej – w swoich komunikatach MAK podkreśla, że
strona rosyjska dochowała wszelkich procedur od
samego początku. Już po kilku minutach po tragedii na
miejscu pojawiła się bowiem rosyjska ekipa ratunkowa,
której niestety nie udało się nikomu pomóc, bowiem
żaden z pasażerów nie przeżył.
Według MAK, Rosjanie dochowali również wszystkich
innych procedur: zabezpieczyli zwłoki,
zidentyfikowali je, a później przetransportowali do
Polski. Zapewnili również opiekę i pomoc dla rodzin
ofiar. Ta propaganda zaczęła się w dniu katastrofy i
trwa nieprzerwanie czwarty miesiąc. „Najwyższy CZAS!”
zdobył dowody, że wersja strony rosyjskiej w całości
rozmija się z prawdą. I co ciekawe, są to dowody
wytworzone przez stronę rosyjską.
Tajne zdjęcia
W ręce dziennikarza „Najwyższego CZASU!” wpadło ponad
100 zdjęć wykonanych w miejscu katastrofy przez
funkcjonariusza Federalnej Służby Bezpieczeństwa.
Zdjęcia te zdobył polski wywiad, a naszej redakcji
przekazał je znajomy oficer Agencji Wywiadu.
Najważniejsze zdjęcie zostało wykonane o godzinie
14.52 czasu moskiewskiego czyli o 12.52 czasu
polskiego. Przedstawia zwłoki Lecha Kaczyńskiego
leżące wśród szczątków rozbitego samolotu. Zwłoki są
w stanie zbliżonym do nienaruszonego. Gdyby nie
oderwana noga, Lech Kaczyński wygląda, jakby spał. To
zdjęcie obala wiele fałszywych informacji na temat
katastrofy. Po pierwsze: dowodzi, że zwłoki
prezydenta zostały zidentyfikowane znacznie
wcześniej, niż ogłosili to oficjalnie Rosjanie.
Bowiem dopiero kilkanaście minut po godzinie 16.00
gubernator obwodu smoleńskiego poinformował opinię
publiczną o odnalezieniu zwłok Kaczyńskiego.
Omawiane zdjęcie nie pasuje do wersji, którą
przedstawili później Maks Kraczkowski i Joachim
Brudziński – dwaj posłowie PiS, którzy 10 kwietnia
wieczorem towarzyszyli Jarosławowi Kaczyńskiemu w
drodze na identyfikację zwłok. – Zwłoki prezydenta
były zmasakrowane. Noga i ręka były oderwane od
korpusu – wspominał jeden z posłów, odmawiając
podania do publicznej wiadomości dalszych szczegółów.
Jest absolutnie niemożliwe, aby Jarosław Kaczyński i
jego najbliżsi współpracownicy kłamali, mówiąc o tym,
w jakim stanie są zwłoki prezydenta. Wyjaśnienie tej
zagadki może być tylko jedno: zwłoki Lecha
Kaczyńskiego najpierw przez ponad 4 godziny leżały
nie pilnowane obok wraku samolotu, a później zostały
celowo zmasakrowane przez Rosjan! I w takim stanie
zobaczyli je dopiero wieczorem posłowie PiS z
Jarosławem Kaczyńskim na czele. Nasuwa się więc
pytanie: czy zwłoki zmasakrowano po to, aby ukryć
prawdziwe okoliczności śmierci polskiego prezydenta?
Zdjęcie zwłok prezydenta dowodzi również tego, że na
miejscu nie ma ani polskich ochroniarzy z BOR, ani
nikogo z Rosjan, kto pilnowałby ciała Kaczyńskiego. W
oczywisty sposób przeczy to zapewnieniom BOR o
dochowaniu procedur (kierownictwo BOR zapewniało, że
na miejsce natychmiast przybyli funkcjonariusze BOR,
którzy przykryli zwłoki prezydenta marynarką i
zapobiegli wykonywaniu zdjęć).
Tajny zapis
Na omawianych zdjęciach bardzo dobrze widać
poszczególne fragmenty rozbitego Tupolewa. Bardzo
dobrze widać silniki i wirniki, które zachowały się w
stanie niemal nienaruszonym. Ekspert-pirotechnik,
który jako jeden z pierwszych obejrzał te zdjęcia,
doszedł do wniosku, że przeczą one wersji MAK o
przebiegu katastrofy. W ostatnich sekundach lotu
kapitan Arkadiusz Protasiuk otworzył całkowicie
przepustnicę i zwiększył ciąg do maksymalnego. Nie
zdążył jednak podnieść samolotu. Maszyna uderzyła
więc o ziemię na pełnym ciągu. Z danych technicznych
tupolewa wynika, że jego turbina pracuje średnio z
prędkością 12 tys. obrotów na minutę a w sytuacji
całkowitego otwarcia przepustnicy – z prędkością
dochodzącą nawet do 20 tys. obrotów na minutę. –
Jeśli o ziemię uderzy silnik pracujący z taką
prędkością, wirniki i części turbiny muszą rozpaść
się na drobne kawałki, które można znaleźć w
odległości kilku kilometrów – uważa biegły (prosił,
by na razie nie podawać jego nazwiska do publicznej
wiadomości). – Tymczasem silniki Tupolewa zachowały
się prawie niezniszczone.
Według jego ekspertyzy, może to świadczyć tylko o
tym, że w momencie uderzenia silnik nie pracował.
Tylko ten fakt stanowi jedyne logiczne wytłumaczenie
tego, że tuż przed uderzeniem o ziemię samolot nagle
zniżył lot. – Zniżył lot, bo silniki nie pracowały i
nie było mocy, aby pchać maszynę – mówi biegły.
Według niego, ślady barwy popielatej, które zachowały
się na wraku silnika, to ślady materiału grafitowego,
który zablokował pracę turbiny i wirników, powodując
najpierw gwałtowne zejście samolotu, a później
uderzenie o ziemię. Zatrzymane silniki, które nie
pracowały w momencie uderzenia, nie wybuchły i
dlatego pozostały całe. Z oficjalnego komunikatu
rosyjskiego komitetu wynika, że samolot zahaczył
skrzydłem o drzewo, w wyniku czego odwrócił się na
grzbiet i uderzył o ziemię.
Tej wersji przeczą zdjęcia, na których widać koła i
golenie samolotu (metalowe elementy łączące koła z
kadłubem). Są wyraźnie zabrudzone błotem. Jak to się
stało, że koła i golenie samolotu wybrudziły się
błotem, skoro maszyna uderzyła o ziemię odwrócona?
Elementy te mogły mieć co najwyżej ślady zachlapania
odpryskami błota, tymczasem ich wygląd (gruba warstwa
błota) wskazuje, że samolot uderzył dolną częścią o
rozmiękczoną ziemię, przekoziołkował i odwrócił się
na grzbiet.
Tajne nagranie
Wersji lansowanej przez MAK i rosyjską prokuraturę
najbardziej przeczy amatorski film nagrany telefonem
komórkowym tuż po katastrofie. Widać na nim sylwetki
biegających ludzi i słychać odgłosy strzałów. Film
został umieszczony na popularnym serwisie
internetowym YouTube kilka godzin po katastrofie. Do
jego wykonania przyznał się Władimir Iwanow – 30-
letni mechanik samochodowy z wioski Siewiernyj pod
Smoleńskiem. Iwanow stwierdził, że na miejscu nie
widział żadnych osób, a źródłem strzałów były wybuchy
amunicji z magazynków należących do funkcjonariuszy
BOR towarzyszących prezydentowi. – Byłem w wojsku,
znam się na tym – mówił Iwanow. Okazało się, że
wcześniej Iwanow złożył inne zeznanie, w którym
stwierdził, że na miejscu widział obce osoby. Co
więcej – podał nieprawdziwe dane odnośnie telefonu
komórkowego. Aparat telefoniczny, którym, jak
twierdził, wykonał film, nie posiada kamery ani
funkcji nagrywania! Później okazało się, że Iwanow
kłamał jeszcze jeden raz. Źródłem odgłosu strzałów
nie mogła być amunicja należąca do funkcjonariuszy
BOR. Znalezione przy nich magazynki były bowiem…
pełne i nie wybuchły po katastrofie.
Faktycznym autorem filmu był niejaki Andriej
Mendierej – chłop mieszkający w pobliżu lotniska
Siewiernyj. Tego ranka przechadzał się po okolicznych
lasach, gdy w pobliżu upadł samolot Lecha
Kaczyńskiego. Mendierej chwycił za telefon komórkowy
i natychmiast nagrał wszystko to, co się działo.
Zdając sobie sprawę z tego, co widział i słyszał,
    • absztyfikant Re: dowody matactwa... 09.08.10, 19:58
      Czesc KIKUTA, od srania tutaj jestem ja, zrozumiano? Odmarszwink
      • trzecikot Re: dowody matactwa... 09.08.10, 20:09
        Hyhy, jakie zajebiste auto-da-fe!
    • wikul Re: dowody matactwa... 09.08.10, 20:03
      Won stąd, pisia sierko. Wypie...j !!!
Pełna wersja