Gość: vincent vega
IP: 193.19.164.*
04.03.04, 23:42
Czasem tak już w życiu jest... Myślisz sobie – już wieczór, mija kolejny
dzień, wszystko zwalnia swój bieg, nic już się nie wydarzy i wreszcie
niedbałym ruchem przekreślasz kolejną cyferkę w kalendarzu. Ten dzień jest
już wyciśnięty jak owoc cytryny – tak sobie myślisz z lekkim spleenem
i melancholią. Niczego już nie przyniesie. I gdy myślisz już o jutrze,
o tym, że już wkrótce znów będziesz – jak Syzyf - toczyć pod górę swój
kamień, nawet przez myśl Ci nie przejdzie, że za parę chwil Twoje serce może
znowu mocniej zabić. Że adrenalina uderzy z całej mocy i napełni Twe tętnice
rytmicznym pulsem. Że znowu zaczniesz chcieć żyć. Że troski i szarość
powszedniego dnia ulecą jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Że znów
poczujesz tę szczególną atmosferę, ten chłód na karku i gęsia skórkę jak za
swoich najlepszych, młodych lat. Tak to jest, gdy wierzysz. Gdy ufasz. Gdy
tęsknisz. I gdy kochasz... Tak było ze mną. Tego wieczora, który – jak wiele
innych - uznałem już za stracony i nieważny.... wrócili ONI. Wrócili i znów
odmienili moje życie. Niejedną łzę wypłakałem. Ale tęskniłem i czekałem.
Wiernie. Jak ten pies. I doczekałem się. Dziś – kurrrwa żesz jego
niespodziana mać – wrócili. Tak jak odeszli. W niezmienionym składzie:
Mirosław Obrażalski, Czarna Mietła, Radziu Balejażyk, Przemek Sadowski, Pan
Tygrys ukochany, kierowniczka Kamińska i Boska Wagnerowa – Księżniczka Łąk
Mazowieckich. Wszyscy. Fenk ju soł macz, gajs. Na swój powrót idole moi
wybrali odcinek niesamowicie zagmatwany i emocjonujący okrutnie. Ostatnio –
czyli parę miesięcy temu - zostawili mnie i miliony tnących z rozpaczy żyły
telewidzów, w nieutulonym żalu w takiej sytuacji, że Przemek Sadowski – po
dmuchanku niezłym – obudził się rano z dupeńką zabitą na śmierć w swoim
własnym łóżku. Jak się okazało to była prostytutka, którą mu ta ruska mafia,
Siergiejskaja, podrzuciła, żeby go szantażować i żeby – za Przemka pomocą –
ruchy policji śledzić. Żeby się szantaż powiódł i żeby Przemka miłość do
zasad i honoru skruszyć, to kacapy – job ich matier’ - całe Przemka
baraszkowanie z dupeńką na kasecie nagrały. Więc Przemek w potrzasku okrutnym
się znalazł. No i ten najnowszy odcinek tak się zaczyna, że Przemek razem
z dwoma ruskimi nad rzekę jadą. Jeden ruski jest do Kostka Joriadisa z Papa
Dance podobny, a drugi do Misia Uszatka, czyli do Mietka Czechowicza, jak był
młody. Ale to nie był – jak się okazało - żaden piknik ani Pierwszy Maja –
tylko oni tę dupencję zabitą i w folię zawiniętą do rzeki wrzucili. I zaraz
jak wrzucili to się Przemek porzygał, że niby przeżywa bardzo. A w tym samym
czasie w dałntałn do zbrodni okrutnej doszło. Na miejsce dotarli oczywiście
Mirek, Mietła i Radziu Z Blond Pasemkami. Mirek Ponurak dowodził i takie
gulgoty pojedyncze, na full szczękościsku z siebie wydawał, ale nikt nie
śmiał mu się sprzeciwiać. Okazało się, że w takiej kawiarence, gdzie
kierowniczką była – tak , kurwa nie żartuję – Ferdka Kiepskiego kobita –
jakiś zabójca okrutny wszedł i z „kałacha” dwóch klientów rozwalił. Świadków
nie było – tylko kelnerka młoda, ale w szok wpadła i się do niczego nie
nadaje – z wyjątkiem leczenia oczywiście. A tymczasem Przemek swoją
kolaborację z mafią okrutnie przeżywał. Do pracy przyszedł i chciał se wody
nalać z takiego dystrybutora plastikowego, co w każdym porządnym urzędzie
jest na korytarzu. To tak był chłopak roztrzęsiony, że se kubka plastikowego
nie mógł normalnie rozpieczętowac, tylko dziesięć po podłodze – marnotrawca
jeden – rozpierdolił. A tuż obok trwała narada. I się emocje ujawniały
straszliwe. Niby wszyscy merytorycznie się wypowiadali, a Pan Tygrys tylko na
swoją kolej czekał, żeby komplement komuś – najlepiej kobiecie – powiedzieć
i Czarnej Mietle wyjaśnił w swoim stylu, że ona w ogóle kobietą nie jest,
tylko robokopem. No to Czarna rozbita kompletnie - za głosem hormonów idąc -
do toalety się udała, żeby zniewagę okrutną od Tygrysa doznaną w samotności
przeżywać. Ale nie dane jej było. Bo piękności blond z cycem falującym
w osobie koleżanki Wagnerowej spalić peta do tego samego sracza przyszły. Nie
doszło – niestety – do typowego dla dobrych koleżanek podtrzymywania na duchu
i wycierania sobie nawzajem nosów, choć Pszenicznych Włosów Pukle chciały
Mietłę bezinteresownie pocieszyć. Ale Mietła szorstkość jak nieheblowana
decha wykazała, więc Wagnerowa gwoździa nie dopalając wybiegła urażona
autsajd. Jak się okazało i ona frustracjom swym dała szybko wyraz i to –
chyba jakieś fatum – też w pobliżu wspomnianego dytrybutora z woda pitną. Oto
Mirek Z Nikim Nie Gadam dostrzegł ją i mruczandem swym zalotnym na lekko
rozchylonych żuchwach chciał obdarzyć, ale Wagnerowa smutkiem zareagowała.
I wtedy doszło do dramatu. Wagnerowa postanowiła zagrać va bank i wyznała
Mirkowi, że czuje się elołn i chciałaby w ich związku czegoś więcej niż tylko
stukania from tajm tu tajm. Na to Mirek – straszną rzecz zrobił, rakiem się
wycofał i odpowiedział, że on do związków się nie nadaje. Wagnerowa
odpłynęła rozbita definitywnie. A Przemek tymczasem zadanie dostał, żeby do
burdelu jako klient się udać i próbować wyśledzić dziwkę, która do
prosektorium wcześniej przyszła oglądac zwłoki tych dwóch zabitych
w strzelaninie w kafejce. Dziwka miała akurat fajrant, ale Przemek wiracha
i tak jej adres skombinował. Więc jadą tam z Mirkiem Obrażalskim, a ta
prostituta zabita nieodwołanie pod prysznicem leży. Ponieważ zagmatwań było
mnóstwo i będę musiał to jeszcze ze trzy razy obejrzeć, żeby wszystko pojąć,
to zapomniałem dodać, że wczesniej była taka akcja, że Wagnerowa pojechała do
szpitala, do tej kelnerki co była jedynym świadkiem odstrzelenia tych dwóch
gości w kawiarni. Ale kelnerka nie dość, że podłączona do trzynastu
respiratorów to jeszcze osrana cała ze srachu i nic nie powiedziała. Więc
Wagnerowa wypad robi, a tu taki łysek na nią napada i do pustego
pomieszczenia wciąga. Okazało się, że to był brat jednego z zabitych i się
zobowiązał, że on wystawi policji zabójców. A tymi zabójcami są gansterzy
z Siergieskiej. No i wydaje się, że wszystko będzie O.K, ale gdzie tam ...
Przemek Sadowski do domu wraca, butów nawet nie wytarł tylko od razu flaszka
z gwinta – a tu ktoś do niego gada w ciemności z fotela naprzeciwko. Okazało
się, że to ten Rusek z Papa Dance go szantażować przyszedł. Na drugi dzień
jest akcja, ale Mirek i antyterroryści nie zastają nikogo z tej Siergiejskiej
pod wskazanym adresem. Tylko stary dziadek – który wcześnie był cynglem tej
Sirgiejskiej - dynda na sznurze definitywnie powieszony, bo już nie był
przydatny. Porażka. Wiadomo co się stało. I ostatnia scena – okrutna
niewypowiedzianie. Nad rzeką – tam gdzie wcześniej kobitę do wody wyrzucili -
oparty o samochód stoi Przemek Sadowski. Za chwile podjeżdża Mesiem terenowym
gość z Papa Dance razem z Mietkiem Czechowiczem, jak był młody oczywiście.
I kasę w kopercie Przemkowi dają. A Przemek wziął tę kopertę z obrzydzeniem
i ją podpalił. A potem rzucił na glebę, popatrzył z pogardą na mafię w osobie
gościa z Papa Dance i odjechał. Nie mogę już więcej pisać. Przynajmniej nie
dziś. Teraz idę po lekarstwa.