varyatkah_19
07.02.04, 14:52
Witajcie :) Jestem nowa na Waszym forum. I walę od razu z grubej rury ;)
Spróbuję jasno naświetlić moją sytuację.
Mam 19 lat, rodzeństwa brak. Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad tym,
czy jest to zjawisko pozytywne, czy też nie. Przyjmowałam sytuację taką, jaka
jest. Teraz jestem w klasie maturalnej, czyli musiałam podjąć decyzję-studia
w rodzinnym mieście, czy może gdzieś indziej (czyli raczej Warszawa-SGH) Po
wakacyjnych przemyśleniach zdecydowałam się zostać na miejscu. Przemawiały za
tym finanse (moja rodzina większych problemów finansowych nigdy nie miała,
ale mimo wszystko byłoby to obciążeniem dla rodziców), moje problemy ze
zdrowiem (tzn. problemy z cerą-niby brzmi to banalnie, ale tu mam świetną
dermatolog i cotygodniowe zabiegi) i specyfika miasta, w którym mieszkam
(Lublin jest w końcu miastem akademickim z kilkoma wyższymi uczelniami,
sytuacja na rynku pracy jest tu zła, ale przecież Warszawa worem bez dna nie
jest...)
Teraz mam wątpliwości czy moja (ha, nie tylko moja, bo również i moich
rodziców) decyzja była słuszna... Chodzi mi o moje stosunki z rodzicami.
Przede wszystkim z mamą-nie są najlepsze. Coraz bardziej pogrąża się w swoich
problemach, co oczywiście nie pozostaje obojętne w naszych relacjach i w moim
samopoczuciu. Poza tym małżeństwo rodziców nigdy nie było idealne, a teraz
przechodzi poważny kryzys. Z ojcem mam bardzo dobry kontakt, z mamą...
właściwie trudno określić. Rozumiem ją, jej obecny stan, staram się pomagać,
ale mam przecież swoje problemy, swoją specyficzną sytuację (tzn. naukę w
ciężkim liceum, maturę za 3 miesiące i egzaminy na studia). Przejmowanie roli
opiekunki matki jest dla mnie sytuacją trudną, tolerowanie jej zachowania,
napadów złości również, zwłaszcza, że wpływa ono negatywnie na mnie. Poza tym
ona chciałaby kontrolować każde moje postępowanie, współdecydować o moim
życiu i bywa rozczarowana, że ja nie przyjmuję jej zdania za swoje. Mamy
różne spojrzenia na te same sprawy i to jest często źródłem konfliktów.
Rozumiem, że mam dopiero 19 lat i sama już nie wiem, czy moje odczucia są
słuszne, czy jestem tylko wyrodną, buntującą się córką. Faktem jest, że
zaczynam się od matki coraz bardziej oddalać, a jej postawa i zachowanie nie
odpowiadają mi. Nie mam z kim podzielić się swoimi problemami, ciężar tego
wszystkiego spada na mnie. Chciałabym, żeby moje dalsze życie bardziej
zależało ode mnie, nie było wynikiem wypośrodkowania między swoimi marzeniami
a oczekiwaniami rodziców.