czwartazona
13.04.08, 11:25
Tak sie zastanawialam - tyle jest nas - czekamy na tego naszego
mezczyzne - az sie wyszaleje, az zrozumie ze nie moze bez nas zyc,
az nas dostrzeze, az zmadrzeje, az sie w koncu zbierze na odwage eby
przyznac sie do swoch uczuc (przed nami albo przed soba albo przed
kolegami), az sie zdecyduje czego chce, az dojrzeje, az wroci... Ja
sama czekam w sumie z tego czekania juz zapomnialam na co bo tak
obiektywnie rzecz biorac jesli jemu zalezy to mial tysiac trzysta
okazji to okazac, jesli mu nie zalezy, to znamy sie juz tak dlugo ze
przeciez mu nie zacznie nagle zalezec... A czy oni tez tak maja -
naiwnie czekaja az ich ktos uderzy mlotem w glowe i przywroci rozum?
Czy to taka kobieca specjalnosc?