Dodaj do ulubionych

Przerażający koniec

01.11.12, 10:16
Jak się zapatrujecie na to co oczywiste, nieuniknione…dla niektórych przerażające dla innych wyzwalające wydarzenie?
Jak się czujecie nie myśl, że kiedyś, może jutro Was już nie będzie, że już nigdy nie przytulicie swoich ukochanych osób, nie zobaczycie uśmiechu swojego dziecka, nie zjecie mielonego, nie skoczycie ze spadochronem już nigdy.
Mnie śmierć nie przeraża, wiem że ona nastąpi i tyle, nie myślę o tym, bo w sumie jaki to ma sens. Z drugiej jednak strony jak pomyśle że to wszystko co mam mogło by się skończyć za minutę, ogarnia mnie jednak strach.
Mój partner bardzo boi się śmierci, to jest jego największy strach, wręcz paranoja. Wiem że stara się to kontrolować, ukrywać, ale wiem że ten strach bardzo mocno w nim siedzi. Wczoraj udało nam się porozmawiać o tym. Obydwoje doskonale zdajemy sobie sprawę, że ten strach siedzi „tylko” w głowie, a jednak wiem, że jego ta myśl paraliżuje i ma realny wpływ na jego, co za paradoks, życie.
Jakie są Wasze sposoby na nie przejmowanie się nieuniknionym? A może ktoś z Was próbował oszukać śmierć?
Obserwuj wątek
    • headvig Re: Przerażający koniec 01.11.12, 10:22
      ja mam spisany testament, choć moge pożyć jeszcze z 50 lat. ale gdybym umarła dziś czy jutro, mąż przynajmniej będzie miał o tyle problemów mniej.
      on też ma spisany.
      • wersja_robocza Re: Przerażający koniec 01.11.12, 10:29
        Notarialnie czy taki własnoręcznie?
        • headvig Re: Przerażający koniec 01.11.12, 10:43
          w całości własnoręcznie - też jest ważny. nie może być drukowany.
    • krytyk_systemu_edukacji Re: Przerażający koniec 01.11.12, 10:29
      > Jak się czujecie nie myśl, że kiedyś, może jutro Was już nie będzie, że już nigdy
      > nie przytulicie swoich ukochanych osób, nie zobaczycie uśmiechu swojego dziecka,
      > nie zjecie mielonego, nie skoczycie ze spadochronem już nigdy.

      Ja najbardziej boleję nad tym, że po śmierci nie zjem już nigdy kotleta mielonego. Na samą myśl łzy mi stają w oczach, zupełnie nie mogę się z tym pogodzić. :(

      > Mój partner bardzo boi się śmierci, to jest jego największy strach, wręcz paranoja.

      Nie chciałbym nadmiernie troskać tego Twojego partnera, ale ten jego strach jest całkiem uzasadniony. Powiedziałbym wręcz, że ziszczenie swoich obaw ma jak w banku Ha! ha! :)

      > Jakie są Wasze sposoby na nie przejmowanie się nieuniknionym?

      Mnie jest nieco łatwiej, ponieważ i tak nie przepadam za życiem, a już za światem i ludźmi na nim to w ogóle. Z przyjemnością opuszczę to miejsce. Boję się tylko cierpienia i bezsilności, nie chciałbym, żeby kwestia trwała zbyt długo. Wolałbym umrzeć raz dwa: był sobie człowiek – nie ma człowieka.
      • stary.dziadyga Re: Przerażający koniec 01.11.12, 10:36
        > Ja najbardziej boleję nad tym, że po śmierci nie zjem już nigdy kotleta mielone
        > go. Na samą myśl łzy mi stają w oczach, zupełnie nie mogę się z tym pogodzić. :
        > (
        Ja niestety już muszę nad tym ubelować za mojej egzystencji, bo nie jem mięsa od 1,5 roku...

        > Mnie jest nieco łatwiej, ponieważ i tak nie przepadam za życiem, a już za świat
        > em i ludźmi na nim to w ogóle. Z przyjemnością opuszczę to miejsce.

        Ryzykowne towarzyszu Trocki, bo nie ma pewności że będziesz Pan mógł się to przyjemnością nacieszyć, jak już odejdziesz w niebyt

        • krytyk_systemu_edukacji Re: Przerażający koniec 01.11.12, 10:43
          > Ja niestety już muszę nad tym ubelować za mojej egzystencji, bo nie jem mięsa
          > od 1,5 roku...

          Czy kotletów mielonych także nie? :(

          > Ryzykowne towarzyszu Trocki, bo nie ma pewności że będziesz Pan mógł się to
          > przyjemnością nacieszyć, jak już odejdziesz w niebyt

          Słuszna uwaga! No tak, zapomniałem, że nie wierzę w możliwość przetrwania własnej śmierci. Ale jakoś tak człowiekowi trudno jest sobie wyobrazić, że go nie będzie, że zupełnie straci świadomość i powróci, jak sądzę, do stanu sprzed urodzenia.

          Zabawne, że bardzo chciałbym coś osiągnąć przed śmiercią, tylko zupełnie nie wiem, po jaką cholerę. To dość irracjonalna potrzeba.
          • stary.dziadyga Re: Przerażający koniec 01.11.12, 10:54
            > Zabawne, że bardzo chciałbym coś osiągnąć przed śmiercią, tylko zupełnie nie wi
            > em, po jaką cholerę. To dość irracjonalna potrzeba.

            Pewnie po to aby w ten niebyt całkowicie nie popaść.
            Dlatego tworzymy i mamy dzieci. Żeby któs o nas pamiętał, choć nam będzie już wszystko jedno. Rzeczywiście nieco irracjonalne, ale pewnie jakieś socjo-biologiczne wytłumaczenie by się znalazło, np ze to nasze geny domagają się tej "chwały"
            • krytyk_systemu_edukacji Re: Przerażający koniec 01.11.12, 10:58
              > Rzeczywiście nieco irracjonalne, ale pewnie jakieś socjo-biologi
              > czne wytłumaczenie by się znalazło, np ze to nasze geny domagają się tej "chwały"

              Tak, to pewnie coś w tym stylu.
    • light_in_august Re: Przerażający koniec 01.11.12, 10:35
      Własnej śmierci się nie boję. Jak mnie nie będzie, to raczej nie odczuję braku tego, co mam teraz ;) Boję się za to długiej, smiertelnej choroby. Bardzo boję się chwili, kiedy odejdą moi bliscy.
    • rotkaeppchen1 Re: Przerażający koniec 01.11.12, 10:36
      Ja sie smierci nie boje. Raczej oddczuwam jakis zal na mysl, ze moglabym przedwczesnie umrzec, zal, ze strace mozliwosc przezycia, tego, co moglabym przezyc, zyjac dluzej.
      Strach oddczuwam raczej w kontekscie osob najlbizszyc - gdybym umarla, oni by cierpieli najbardziej.
      • stary.dziadyga Re: Przerażający koniec 01.11.12, 10:49
        > Ja sie smierci nie boje. Raczej oddczuwam jakis zal na mysl, ze moglabym przedw
        > czesnie umrzec, zal, ze strace mozliwosc przezycia, tego, co moglabym przezyc,
        > zyjac dluzej

        No i tego żalu mój partner nie potrafi przezwyciężyć. Ja to rozumiem o tyle, że jak sobie wyobrażę, że tego co mam czy co będę mieć mogło by od zaraz nie być, to rzeczywiście robi się kur... smutno.
        W koncu to jeden z najbardziej pierowtnych strachów, ludzie od zawsze starali się go jakoś oswoić, głównie przez różne religie, a jak sobie radzą/radzili niewierzący? Może ktoś mądry podpowie?
        • six_a Re: Przerażający koniec 01.11.12, 11:43
          powiedz mu, że jako niewierzący nie musi się martwić o dwa życia, tylko o jedno. zawsze to jakiś plus.

          a w ogóle to polecam wywiad z głównej o umieraniu bliskich. prostujący rzeczy proste, które niepotrzebnie deformujemy.

          wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12778796,Umieranie_w_domu___To_kolosalny_wysilek__Ale_umycie.html
        • krytyk_systemu_edukacji Re: Przerażający koniec 01.11.12, 12:02
          > a jak sobie radzą/radzili niewierzący?

          Jeszcze zależy, w co nie wierzą. :) A poważnie mówiąc, to mniej więcej tak samo, jak sądzę. Zacznijmy od tego, że gros ludzi w ogóle nie myśli o śmierci, zresztą umysł przewiduje wiele różnych sztuczek, żeby o tym nie myśleć.

          Nie, nie wydaje mi się, żeby generalnie biorąc religianci i „ateiści” jakoś zasadniczo się różnili w kwestii swojego rzeczywistego podejścia do śmierci i lęków z tym związanych.
        • rotkaeppchen1 Re: Przerażający koniec 01.11.12, 15:02
          Tylko, ze ciagle myslac o smierci i o tym, co mozna stracic, nic nie mozna zyskac. Nie mozna cieszyc sie zyciem i tym, co sie ma, co sie robi. Przyszlosc nie nalezy do nas, terazniejszosc - jak najbardziej. Ja staram sie nie myslec za bardzo o tym, co bedzie. Ze wzgledu na moja chorobe (hashimoto), ktora ma duzy wplyw na moje samopoczucie, mam fazy, kiedy moje zycie przypomina (intelektualna) wegetacje, po prostu jestem sobie i staram sie jakos przetrwac taki okres. Wiem, ze w koncu przejdzie, i faktycznie, zawsze przechodzi. Jednoczesnie, majac okres dobry, zdaje sobie sprawe, ze i on kiedys dobiegnie konca, i tak w kolko. Gdybym myslala jedynie o tym, co bedzie a nie cieszyla sie tym, co jest, najlepszym rozwiazaniem bylby skok z mostu. Nie wiemy, (i dobrze w sumie, ze nie wiemy) kiedy nadejdzie nasz koniec. Oczywiscie, co innego, kiedy jestesmy smiertelnie chorzy, to jest zupelnie inna sytuacja. W przypadku choroby zmienia sie jednak cale zycie, najczesciej nie jestesmy w stanie (fizycznie) wielu rzeczy robic, czesto smierc jest wrecz wybawieniem. Ale w normalnej sytuacji, wlasnie ten brak wiedzy o momencie smierci daje nam szanse na marzenia o przyszlosci. Co to byloby dla mnie za zycie, gdybym wiedziala, ze np. za dwa lata umre? Np zgine w wypadku? Czy moje dzialania mialyby wtedy jakikolwiek sens? Po co mialabym studiowac, pracowac, uczyc sie nowych rzeczy, skoro i tak nie mialabym szansy tego wykorzystac?
    • szymi_mispanda ty kurna skad wiesz ze nie zjesz schabowego... 01.11.12, 10:40
      ja tam jestem optymista moze sie okazac ze po smierci bedzie zajebiscie bedziesz wieziony przez szatana ale bedzie zawsze mozna probowac sie napie...c z jego zolnierzami czy spierniczyc stamtad

      moze beda darmowe dziwki

      moze bedzie mozna se postrzelac z kalasza

      ogolnie jesli po smierci cos bedzie to spoko - jesli cos bedzie to mozna gdzies dalej tam na rewirach sie rozbijac

      z drugiej strony jak nic nie bedzie no to ch...
      • krytyk_systemu_edukacji Re: ty kurna skad wiesz ze nie zjesz schabowego.. 01.11.12, 10:46
        > z drugiej strony jak nic nie bedzie no to ch...

        Pan filozof?
        • six_a Re: ty kurna skad wiesz ze nie zjesz schabowego.. 01.11.12, 10:51
          miś de zoo
          • szymi_mispanda widzem ze komiksy opanowne na blachem hehe 01.11.12, 11:13
        • gr.eenka co tam mielony czy schabowy :) 01.11.12, 11:44
          internetu nie będzie
          forum nie będzie i co wy będziecie w nocy robić ?:)))
          • krytyk_systemu_edukacji Re: co tam mielony czy schabowy :) 01.11.12, 11:56
            > internetu nie będzie
            > forum nie będzie i co wy będziecie w nocy robić ?:)))

            O kutfa, o tym nie pomyślałem. :( Aż mi się odechciało umierać. :/
          • nie.mam.20 idz noca na cmentarz, posluchaj jak Morsem 01.11.12, 11:58
            nadaja miedzy grobami ;)

            www.youtube.com/watch?v=QxgOaJcwyF8
            • szymi_mispanda to lomocza zakopani zywcem hehe 01.11.12, 12:01
              podobno okolo 1-2% pochowanych jest w jakims tam stanie ze nawet przy dzisiejszej medycynie orzeka sie ze nie zyja a oni potem sie budza

              dlatego ja to kurna chce zeby mnie nie zamykali w trumnie tylko posadzili pod drzewem
              • gr.eenka Re: to lomocza zakopani zywcem hehe 01.11.12, 12:13
                dobre
            • gr.eenka Re: idz noca na cmentarz, posluchaj jak Morsem 01.11.12, 12:04
              cmentarz na który chodziłam w wszystkich świętych na mszę znajduje się na wzniesieniu nad rzeką, która płynie pośród drzew. W czasie tej mszy, cmentarz wypełniony jest bliskimi odwiedzającymi groby. Zawsze miałam wrażenie, że na tych drzewach siedzą sobie duchy zmarłych, bo na cmentarzu tłoczno jest od żywych. Siedzą więc Ci zmarli na tych konarach, merdają nogami i przekomarzają się między sobą kto do nich przyszedł, jak ubrany i co przyniósł.
              • nie.mam.20 a jestes pewna, ze to nie mohery, co sie w srodku 01.11.12, 12:07
                nie zmiescily? :(
              • krytyk_systemu_edukacji Re: idz noca na cmentarz, posluchaj jak Morsem 01.11.12, 12:09
                > Zawsze miałam wrażenie, że na tych drzewach siedzą sobie duchy zmarłych, bo na cmentarzu
                > tłoczno jest od żywych. Siedzą więc Ci zmarli na tych konarach, merdają nogami i
                > przekomarzają się między sobą kto do nich przyszedł, jak ubrany i co przyniósł.

                I Ty mnie, użytkowniczko najmilsza, chcesz zarzucać ćpanie i zwidy? Ha! ha! :D
                • gr.eenka Re: idz noca na cmentarz, posluchaj jak Morsem 01.11.12, 12:22
                  :)
    • kora3 Hmmm 01.11.12, 10:40
      czy ja sie boję smierci? Odp.: nie wiem :) Nie umiem powiedzieć, czy obawiam się czegoś, czego nie znam. Napewno boję się kalectwa, długiego umierania w bólu. Ale zebym sie na tym skupiała, to nie powiem. Na pewne rzeczy w życiu mamy znikomy wpływ, wiec nie ma sensu zawracać sobie nimi głowę.

      Mój partner ma taką pracę, że w razie błędu, czy awarii śmierć jest najbardziej prawdopodobną alternatywą. Nie widzę, zeby specjalnie go to absorbowało, poza czysto technicznymi ze tak powiem sprawami typu np. zabezpieczenie materialne mnie na taki wypadek. Od kiedy to załatwiliśmy nie gadamy na ten temat, nie, zeby unikać tematu, po prostu nie ma o czym. Na poczatku zwiazku miałąm schizy zwiazane z jego pracą, nie jakieś straszne, ale jednak, teraz podchodze już b. spokojnie do tematu.

      Co do Twego partnera - no cóż powiem Ci, ze dośc dziwne zachowanie jest jego i moze warto zasiegnąć porady specjalisty- nie zrozum tego jakoś opacznie, źle. być moze ma on zwyczajnie fobię na tym tle, moze podłożem jej jest jakieś wydarzenie z dzieciństwa, albo strach tak naprawdę przed czym innym?
      • szymi_mispanda tez chcialem byc saperem jak twoj partner hehe 01.11.12, 10:43
        • kora3 Re: tez chcialem byc saperem jak twoj partner heh 01.11.12, 11:11
          a to tylko saper moze w pracy zginąć? Masz chyba dośc ograniczone horyzonty :)
          ps. nie jest saperem
          • szymi_mispanda znaczy w pracy to kazdy moze zginac... 01.11.12, 11:15
            ...nawet leming-ciota siedzac w biurze przy komputerze - moze dostac zatoru od ciaglego siedzenia i japienia sie w computer

            z zawodow takich gdzie jak piszesz kazda decyzja to albo zycie albo smierc to saper
            w polszy to jeszcze kierowca hehe
            • kora3 w ogóle każdy może zginąć:) 01.11.12, 11:26
              Tylko są zawody wiekszego i mniejszego ryzyka, nie?

              Nie mam zamiaru sie z Tobą przekomarzac, jesli uwazasz, ze tylko saper - to tak uwazaj :)
              Ja wiem ze nie:)
          • krytyk_systemu_edukacji Re: tez chcialem byc saperem jak twoj partner heh 01.11.12, 11:41
            > ps. nie jest saperem

            No to może elektrykem wysokich napięć? To też jak saper, raz się myli, nie? A jak się pomylisz, to popiół zostaje po tobie i nic więcej.
            • nie.mam.20 licza sie ampery, nie volty 01.11.12, 12:04
              znam takiego, co dostal w baniak 80 kV i nic. Ponad 20 mA zaczynaja sie klopoty. Prady wysokiej czestotliwosci plyna po powierzchni, wiec nie uszkadzaja tkanki. Przerabialismy to w 7 podstawowki, ale za komuny.
              • krytyk_systemu_edukacji Re: licza sie ampery, nie volty 01.11.12, 12:13
                > Prady wysokiej czestotliwosci plyna po powierzchni, wiec nie uszkadzaja tkanki.
                > Przerabialismy to w 7 podstawowki, ale za komuny.

                Muszę Cię zmartwić, kochaneczku, ale znów nie odkrywasz przede mną Ameryki: otóż wiem, że śmiercionośne jest natężenie prądu, a nie jego napięcie. Mój post był nawiązaniem do pewnego przeboju internetowego, a mianowicie wywiadu z Cyganem dla TV Młodzież.
          • nie.mam.20 Korcia, az mnie korci zeby im powiedziec, ze twoj 01.11.12, 12:06
            trzyma knypel miedzy nogami.
            • kora3 no wszak już powoedziałeś 02.11.12, 19:56
              tylko kolega wszystkowiedz chyba nie skojarzył :)
          • nie.mam.20 hahahaha!! lubie to!!! ale mam poprzednie sesje 01.11.12, 12:15
            zapamietane, wiec wiem, co znika!!!!!
            Zaczyna mi switac....
      • stary.dziadyga Re: Hmmm 01.11.12, 11:06
        > Co do Twego partnera - no cóż powiem Ci, ze dośc dziwne zachowanie jest jego i
        > moze warto zasiegnąć porady specjalisty- nie zrozum tego jakoś opacznie, źle. b
        > yć moze ma on zwyczajnie fobię na tym tle, moze podłożem jej jest jakieś wydarz
        > enie z dzieciństwa, albo strach tak naprawdę przed czym innym?

        Tak Kora ja jestem tego pewna, że to jest fobia, on zreszta tego nie ukrywa. Ta fobia ma szerszy zakres: strach o własne zdrowie do tego stopnia, że ma fobie na punkcie bakterii i zarazków lub nie smieszą go dowcipy o ludziach kalekich i to głownie nie dlatego, że im współczuje, a z obawy przed tym tematem ogólnie, itp. itd.

        Ciekawy punkt z tym strachem przed czym innym tylko czym?

        Specjalista to zawsze jakiś pomysł, na razie leczy go nieco bycie ze mną. Jesteśmy razem od kilku miesięcy, na początku miął ataki paniki, nie mół spać, sprawdzał swój puls co kilka sekund, wszystkie te rzeczy mu przeszły póki co. Ja jestem z innego świata pod tym względem i nieco mojego podejsica udało mi się przekazać (ja medytuje, nie jem mięcha, czerpie siłę z energii, ogólnie zły świat dla mnie nie istnieje itp.). Jednak strach przed śmiercią pozostał i marzę, aby go od tego uwolnić.




        • kora3 Re: Hmmm 01.11.12, 11:23
          Wiesz, na forum nikt ci nie powie - przed czym, sama też do tego masz nikłe szanse dojśc. Dlatego, że to coś o ile jest, najprawdopodobniej tkwi w jego podswiadomości. Być moze jakieś zdarzenie w życiu, niekoniecznie bardzo dramatyczne, "wymazał histerycznie" - jest to rodzaj obrony przezd traumą przez wypchniecie ze swiadomości czegoś, co się bardzo głęboko przezyło. Wystepuje najczesciej u dzieci i wcale nie musi być zwiazane z czymś, co jako dorosły oceniamy bardzo tragicznie, czy dramatycznie. Problem w tym, ze taka zepchnieta w podswiadomośc trauma nie znika, tylko, ze tak powiem "zyje włąsnym życiem" i moze się objawiać najrózniejszymi irracjonalnymi zachowaniami typu fobie, czy nerwice natrectw. Nie ejst regułą, że fobie te czy nerwice muszą być w tematycznej korelacji z zepchnietą w podswiadomość traumą.

          Przekonywnie partnera o tym, ze jego zachowanie i lęk są irracjonalne nic nie da - osoba dotknięta fobią czy nerwicą natrectw doskonale wie, ze to co robi jest bez sensu, ale zupełnie nie potrafi przestać. Zwykle pomaga jej poczucie bezpieczeńśtwa - takie ogólne, ale nie jest to "lek" na to - jedyne co mozna zrobić, to poszukać naprawde dobrego specjalisty, który nie zajmie się eliminowaniem fobii bez szuknia jej przyczyny, tylko włąsnie zacznie szukać tejże razem z Twoim partnerem.
          • szymi_mispanda hehe domorosłe psycholożki hehhee 01.11.12, 11:29
            może najzwyczajniej w świecie jest lamusem i sie tego boi, tamtego boi
            • stary.dziadyga Re: hehe domorosłe psycholożki hehhee 01.11.12, 12:11
              lamusem to jest koleżka którego świat ma na tyle głęboko, że aż musi szukać zaczepki na kobiecym forum
          • stary.dziadyga Re: Hmmm 01.11.12, 11:48
            > Wiesz, na forum nikt ci nie powie - przed czym, sama też do tego masz nikłe sz
            > anse dojśc.

            Weim, wiem, ale podywagować zawsze można :)


            > Przekonywnie partnera o tym, ze jego zachowanie i lęk są irracjonalne nic nie d
            > a - osoba dotknięta fobią czy nerwicą natrectw doskonale wie, ze to co robi jes
            > t bez sensu, ale zupełnie nie potrafi przestać.

            On jest na tyle ogarnięty, że sam wie, nie muszę go przekonywać.

            > t bez sensu, ale zupełnie nie potrafi przestać. Zwykle pomaga jej poczucie bezp
            > ieczeńśtwa - takie ogólne, ale nie jest to "lek" na to - jedyne co mozna zrobić
            > , to poszukać naprawde dobrego specjalisty,

            Faktycznie pomogło. Niestety mieszkamy w takim kraju ze cięzko tu o dobrego lekarza rodzinnego, a co dopiero jakiegoś dobrego psyhiatrę dlatego szukam dróg alternatywnych. Będę próbowac nauczyć go medytacji, móze mi wpadną po drodze jakies inne pomysły. Dzięki Kora za fachowe podejscie do tematu.
            • kora3 Fachowcem nie jestem 02.11.12, 19:55
              po prostu trochę się interesuję. Myśle, ze medytacje nie zaszkodzą, ale jednak sugeruję fachową pomoc, mam nadzieję, ze jakoś do niej uda wam się dotrzeć
    • mariuszg2 Re: Przerażający koniec 01.11.12, 10:56
      slysalem o kolesiu, ktorego dopadły zbiry w bramie na Pradze i zzagrozili :" pieniądze albo śmierdź"...na to on..."dobra smierdze".... to jedyny przypadek unkniecia nieuniknionego o jakim slyszalem....
      • krytyk_systemu_edukacji Re: Przerażający koniec 01.11.12, 11:38
        > slysalem o kolesiu, ktorego dopadły zbiry w bramie na Pradze i zzagrozili :"
        > pieniądze albo śmierdź"...na to on..."dobra smierdze"....

        A ja słyszałem o kolesiu, którego dopadły zbiry na Hucie i zagroziły: „Pieniądze albo życie!”. Ale gó... im wyszło, dlaczego, proszę pana? Bo to był informatyk. Ha! ha! To mi dowcip! :D
        • mariuszg2 Re: Przerażający koniec 01.11.12, 13:51
          nie rozumiem ale przyłączam się do krytyki systemu edukacji
          • krytyk_systemu_edukacji Re: Przerażający koniec 01.11.12, 13:56
            > nie rozumiem

            Zostań informatykiem, to zrozumiesz. :)

            > przyłączam się do krytyki systemu edukacji

            Bardzo dobrze! Razem możemy więcej.
    • magnusg Nie wierze nikomu tutaj,kto 01.11.12, 11:03
      pisze,ze smierci sie nie boi.No chyba,ze sa to osoby,ktore maja smiertelna diagnoze i juz tylko kilka tygodni do zycia.Bo wedlug mnie tylko wtenczas mozna szczerze odpowiedziec na to pytanie.
      • stary.dziadyga Re: Nie wierze nikomu tutaj,kto 01.11.12, 11:11
        Im chyba chodziło o to że o tym nie myślą, bo w to że ludzie śmerci się nie boją w ogóle rzeczywiście trudno uwierzyć, wszak Maslow racje miał konstruując swą piramidę.

        A Ty jak oswajasz swój strach?
        • nie.mam.20 bardziej mnie martwi, ze moglbym emerytury nie doz 01.11.12, 11:30
          dozyc. cale zycie czlek zap..., a potem dzieci sie kloca.
          Nie chcialbym byc warzywem, wole szybko. Bardziej mi szkoda tych, ktorzy zostana. Oprocz testamentu dobrze jest rozparcelowac majatek za zycia. W ten sposob omija sie zbojeckie panstwo. Mam byc spalony i rozsypany, zwykle trumny sa nieestetyczne. Gdy czlowiek przeczyta, co sie dzieje w srodku po smierci, to dopiero zaczyna sie martwic.
          Ze smiercia mozna sie oswoic, ja przez rok kladac sie spac, wiedzialem, ze pewnej nocy zadzwoni telefon...
          Zadzwonil. Teraz jestem najstarszy w rodzinie, chociaz nigdy nie wiadomo, komu z brzega?
          Najrozsadniej jest zalatwic ziemskie sprawy za zycia, wtedy umiera sie lzej.

          www.youtube.com/watch?v=fMxiCu4EXWk
          • szymi_mispanda to masz jak w banku! rostek juz rozmontowal ofe he 01.11.12, 11:34
            • nie.mam.20 pudlo, mnie Vincent moze skoczyc na kant i zjechac 01.11.12, 11:36
              po guzikach.
              Trzymam w innym sloiku.
              • szymi_mispanda [...] 01.11.12, 11:39
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • magnusg Re: bardziej mnie martwi, ze moglbym emerytury ni 01.11.12, 11:42
            Akurat jesli chodzi o spadek to Polska jest rajem.Najblizsze osoby(wstepni,zstepni,malzonkowie) sa zwolnione z podatku od spadkow i darowizn."Straszny" Kaczynski taki ewenement na skale Europy Polakom sprezentowal.Az sie dziwie,ze jeszcze tego nie zniesiono.
            • nie.mam.20 teraz, tak. ja za swoj spadek musilem uiscic. 01.11.12, 11:55
              sprawe w sadzie zalatwilem w trzy dni, ale paniusia z US miala ochote na wziatke. Nie dostala, wiec musialem sie do Warszawy jeszcze dwa razy fatygowac.
              Tutaj nie ma ma podatku dla najblizszych. Zreszta mowilem, trzeba rozparcelowac za zycia.
              jak tysiace innych, chcialbym objechac kontynent w terenowce.
      • kora3 Re: Nie wierze nikomu tutaj,kto 01.11.12, 11:27
        ano pewnie, tyle, ze zachowanie partnera autorki watku nie jest standardowym na pewno. To nie realny strach przed smiercią, tylko fobia.
      • stokrotka_a Re: Nie wierze nikomu tutaj,kto 26.11.12, 09:24
        magnusg napisał:

        > pisze,ze smierci sie nie boi.No chyba,ze sa to osoby,ktore maja smiertelna diag
        > noze i juz tylko kilka tygodni do zycia.Bo wedlug mnie tylko wtenczas mozna szc
        > zerze odpowiedziec na to pytanie.

        Osoby wierzące często nie wierzą. ;-)

        Można nie bać się śmierci (tj. stanu po zakończeniu życia), ale można bać się umierania, bo to może być bardzo bolesny proces. Śmierć jest stanem niebytu, więc nie powoduje bólu ani cierpienia u tego, kto umarł. Nie ma się więc czego bać.
    • jan_hus_na_stosie2 Re: Przerażający koniec 01.11.12, 11:27
      wydaje mi się, że normalny człowiek nie boi się śmierci w sytuacji gdy jest bezpieczny lub tak się czuje ale w momentach zagrożenia życia, chęć przeżycia to bardzo silny instynkt

      ponadto przypuszczam, że nie jeden samobójca, który się powiesił lub strzelił sobie w głowę gdyby dajmy na to 5 minut wcześniej niechcący wpadł do rwącej rzeki to robiłby co tylko można aby się nie utopić a przecież kierując się logiką nie powinien robić nic i spokojnie pozwolić na utonięcie, wszak o to mu przecież chodziło... co więcej, zapewne po uniknięciu utonięcia odechciałoby mu się obierania sobie życia



      • gr.eenka Re: Przerażający koniec 01.11.12, 11:48
        jan_hus_na_stosie2 napisał:

        > wydaje mi się, że normalny człowiek nie boi się śmierci w sytuacji gdy jest bez
        > pieczny lub tak się czuje
        mylisz się tu.
        byłam przy babci, widziałam jej ostatnie dni i strach dopóki nie straciła świadomości
        ale w momentach zagrożenia życia, chęć przeżycia to b
        > ardzo silny instynkt
        silny instynkt w sytuacji zagrożenia , nagłego przerwania - rozumiem,że chodzi o to,że ktoście zaatakuje by zabić lub stworzy taką sytuację


        > ponadto przypuszczam, że nie jeden samobójca, który się powiesił lub strzelił s
        > obie w głowę gdyby dajmy na to 5 minut wcześniej niechcący wpadł do rwącej rzek
        > i to robiłby co tylko można aby się nie utopić a przecież kierując się logiką n
        > ie powinien robić nic i spokojnie pozwolić na utonięcie, wszak o to mu przecież
        > chodziło... co więcej, zapewne po uniknięciu utonięcia odechciałoby mu się obi
        > erania sobie życia
        co do samobójców to wątpię by kierowali się logiką bo trochę mają na bakier z logiką :)
        >
        >
        • magnusg Re: Przerażający koniec 01.11.12, 12:24
          co do samobójców to wątpię by kierowali się logiką bo trochę mają na bakier z logiką :)

          Dlaczego?To zalezy od sytuacji.
        • grassant Re: Przerażający koniec 01.11.12, 12:25
          bo trochę mają na bakier z logiką

          czyżby?
          • gr.eenka Re: Przerażający koniec 01.11.12, 12:28
            chcecie powiedziec, że targnięcie się na swoje życie jest logiczne i pewnie jeszcze racjonalne.
            • magnusg Re: Przerażający koniec 01.11.12, 12:35
              W przypadku eutanazji z powodu nieuleczalnej,smiertelnej choroby w koncowej jej fazie tak.Jest jeszcze kilka innych przypadkow,gdzie w obliczu nieuniknionej smierci to moze byc najbardziej racjonalne rozwiazanie.
              • gr.eenka Re: Przerażający koniec 01.11.12, 15:11
                ok, w tych przypadkach rzeczywiście wybór rodzaju śmierci jest uzasadniony.
                Jednak ja, miałam na mysli typowe samobójstwo wynikające z zaburzeń psychicznych: schizofrenia, depresja.
            • nie.mam.20 z jego punktu widzenia, raczej tak 01.11.12, 12:36
              moj pracownik popelnil samobojstwo, gdy go zona rozwiodla. Po dwu latach kupil sobie nowego Forestera, mial jechac na narty w gory.
              Zamiast tego odkrecil zawor butli ze sprezonym azotem (w samochodzie).
              Nie mogl zniesc swiadomosci, ze zostal sam. Mial jakies 50 lat.
              • jan_hus_na_stosie2 Re: z jego punktu widzenia, raczej tak 01.11.12, 14:22
                smutne

      • grassant Re: Przerażający koniec 01.11.12, 12:23
        wydaje mi się, że normalny człowiek nie boi się śmierci w sytuacji gdy jest bezpieczny lub tak się czuje ale w momentach zagrożenia życia, chęć przeżycia to bardzo silny instynkt

        normalny człowiek - to pojęcie da się dopasować do każdej tezy.
        >
        > ponadto przypuszczam, że nie jeden samobójca, który się powiesił lub strzelił s
        > obie w głowę gdyby dajmy na to 5 minut wcześniej niechcący wpadł do rwącej rzek
        > i to robiłby co tylko można aby się nie utopić a przecież kierując się logiką nie powinien robić nic i spokojnie pozwolić na utonięcie, wszak o to mu przecież chodziło... co więcej, zapewne po uniknięciu utonięcia odechciałoby mu się obierania sobie życia
        >
        przypuszczenia nie poparte niczym.
        • jan_hus_na_stosie2 Re: Przerażający koniec 01.11.12, 13:59
          ale jesteś drętwy, czy każdą rozmowę z kimkolwiek zaczynasz od zdania "udowodnij to"? To luźny wątek a nie obrada naukowa na sali konferencyjnej PANu, wyluzuj :)

          • stary.dziadyga Re: Przerażający koniec 01.11.12, 15:23
            Husie! Nie po to taki dramatyczny temat żebyś mi tu sabotował i nazywał go luźnym wątkiem ;)
    • wielkafuria Re: Przerażający koniec 01.11.12, 11:44
      mam nadzieje ze moj koniec nie bedzie przerazajacy tylko sobie po prostu umre. Poza tym wtedy juz mi bedzie wszystko obojetne, to raczej ci ktorzy zostaja maja problem.
      • nie.mam.20 po czym poznamy, ze Furia dala w kalendarz? 01.11.12, 12:12
        woda w Wisle wystapi z brzegow.

        Zastepy exow bedzie oplakiwac toto miedzy kapeluszem i majtkami.
        Ale to za kilkadziesiat lat, do tego czasu oni beda padac jak muchy, co sie dorwaly do sera i nie docenily mocy przeznaczenia.
        • stokrotka_a Re: po czym poznamy, ze Furia dala w kalendarz? 26.11.12, 09:18
          nie.mam.20 napisał:

          > Zastepy exow bedzie oplakiwac toto miedzy kapeluszem i majtkami.
          > Ale to za kilkadziesiat lat, do tego czasu oni beda padac jak muchy, co sie dor
          > waly do sera i nie docenily mocy przeznaczenia.

          Po czym masz takie wizje?
    • nie.mam.20 zachodni wiatr spienione pedzi fale....slucham 01.11.12, 12:18
      Jedynki, a wy?
    • mirtillo25 Re: Przerażający koniec 01.11.12, 12:54
      Ja się moją śmiercią nie przejmuję. Nie będę przecież nic czuć. Dla mnie cierpienie po śmierci bliskiej osoby jest gorsze niż sama śmierć. Zwłaszcza jeśli ktoś nie wierzy w życie pozagrobowe.
      • krytyk_systemu_edukacji Re: Przerażający koniec 01.11.12, 12:58
        > Zwłaszcza jeśli ktoś nie wierzy w życie pozagrobowe.

        Ja wierzę w życie pozagrobowe jak najbardziej, zwłaszcza że aktualnie takie wiodę.
    • plugawic Re: Przerażający koniec 01.11.12, 14:04
      Ja staram się jak najlepiej przeżyć swoje życie tu na ziemi: dostrzegać potrzeby drugiego człowieka, być dobrym itd. Wierzę, że wtedy śmierć nie będzie straszna.
    • jan_hus_na_stosie2 paradoksalnie 01.11.12, 14:19
      ludzie w chwilach zagrożenia życia i stresu popełniają rzadziej samobójstwa niż w czasie bezpieczeństwa i spokoju.


      Jest udowodnione statystycznie, że w czasie wojen i powstań liczba samobójstw spada, chociaż tłumaczy się to często większą integracją społeczną a przynajmniej tak twierdzi Durkheim :)

    • stephanie.plum Re: Przerażający koniec 01.11.12, 19:23
      kilka razy w życiu miałam taką sytuację, że dochodziłam do jakiegoś punktu i zupełnie nie wiedziałam, co będzie dalej.
      przychodził moment, w którym miałam świadomość, że to, co się stanie dalej, może być dobre albo straszne, i że, choć jest to chwila jakiejś próby dla mnie, i muszę zrobić wszystko, co mogę, żeby poszło dobrze, na wynik właściwie nie mam wpływu.

      w tych chwilach czułam dreszcz przerażenia, ale też ekscytacji wobec kroku w nieznane.
      i podobało mi się to uczucie.

      abstrahując od tego, że w chwili śmierci mogę być nieprzytomna z bolu, albo po prostu nieprzytomna, albo - o zgrozo - zupełnie skołowaciała,
      myślę, że będę czuć właśnie przerażenie i ekscytację wobec nieznznego.
      i że w sumie będzie to moment fascynujący.

      miałam okazje przyjrzeć się śmierci z bardzo bliska, a nawet dotykac jej - trzymałam w objęciach człowieka w chwili, gdy umierał. i nie zmieniło to mojego przekonania odnośnie tego, że jest to chwila fascynująca.

      natomiast zupełnie czym innym jest strach przed pustką, która zostanie, kiedy odejdą bliscy.
      • adoptowany Re: Przerażający koniec 25.11.12, 19:50
        stephanie.plum napisała:
        >
        > ...abstrahując od tego, że w chwili śmierci mogę być nieprzytomna z bolu, albo po
        > prostu nieprzytomna, albo - o zgrozo - zupełnie skołowaciała,
        > myślę, że będę czuć właśnie przerażenie i ekscytację wobec nieznznego.
        > i że w sumie będzie to moment fascynujący.
        >
        > miałam okazje przyjrzeć się śmierci z bardzo bliska, a nawet dotykac jej - trzy
        > małam w objęciach człowieka w chwili, gdy umierał. i nie zmieniło to mojego prz
        > ekonania odnośnie tego, że jest to chwila fascynująca.
        >
        > natomiast zupełnie czym innym jest strach przed pustką, która zostanie, kiedy o
        > dejdą bliscy.


        sama smierc / wlasna/ nie jest tak przerazajaca jak smierc bliskich osob.Dopiero znacznie pozniej myslimy o wszystkim innym co jest zwiazane z ich odejsciem. Od smierci najblizszych mi osob przestalem myslec o wlasnej smierci i okolicznosciach w jakich to sie odbedzie..,ale czy strach przed utrata kogos bliskiego cos zmieni? ..nie, tak czy owak musimy przez to przejsc..sami, tak naprawde sami.I nie fascynuje mnie,ani nie przeraza ta ostatnia granica. Ze smiercia jest dokladnie tak samo jak z naszymi narodzinami, przechodzimy je sami,a swiat jest tylko niemym swiadkiem tych obu wydarzen..kochani,a tak na powaznie nie ma sie czego bac.
    • dyskopata Re: Przerażający koniec 01.11.12, 19:37
      Moim zdaniem najlepszym sposobem radzenia sobie z nieuniknionym jest zaakceptowanie tego, że to jest nieuniknione. Śmierć to po prostu kolejny (ostatni) z wielu etapów w naszym życiu. Tak, jak kończąc szkołę, myślimy, że nigdy nie spotkamy już tak wspaniałych ludzi, jak kończąc studia - żegnamy się z młodością, itd. Później się jednak okazuje, że te kolejne etapy są równie (albo nawet bardziej) atrakcyjne niż poprzednie. Koniec jakiegoś etapu, wcale nie musi oznaczać regresu nawet - paradoksalnie - gdy jest to etap ostatni
    • misappropriation.clause Re: Przerażający koniec 01.11.12, 23:23
      E, tam. Nie boje sie juz. Moj ukochany odszedl niespodziewanie kilkanascie miesiecy temu; krotko po fakcie zarejestrowalam nowy zwiezly testament. Szczesciem, w kraju, w ktorym mieszkam mam prawo do eutanazji. A gdybym demencji zaznala, to i tak pewnie niewiele zauwaze. Zyc, nie umierac;-)
    • georgia241 Re: Przerażający koniec 01.11.12, 23:28
      Życie nasze tylko pośrednio jest dla innych ludzi i dla nas samych. Żyjemy dla Boga. Chcę być z Bogiem po mojej śmierci. Mam nadzieję, że dostąpię tego przywileju. Dużo mi trzeba wybaczyć.
    • arabeska_a Przerażająca starosc 03.11.12, 15:37
      O wiele bardziej niz smierci boje sie starosci, samotnosci i niedoleznosci, szczegolnie trwajacej wiele lat. Mam w dalszej rodzinie oraz wsrod sasiadow pare wiekowych osob. Wszystkie one maja swoje dzieci oraz wnuki i... sa straszliwie samotni. W dodatku pokonanie schodow na czwarte pietro staje problemem, podobnie jak przyniesienie ciezszych zakupow. Glowy tez nie takie jak 20 lat temu (a niektorzy sie dziwia jak mozna okrasc staruszka metoda na wnuczka czy na pana z elektrowni). To mnie przeraza: pogardzana starosc, samotnosc i bezradnosc. Zdarza sie, ze niektorzy mowia wprost, ze chcieliby juz umrzec... :'(
    • doral2 Re: Przerażający koniec 03.11.12, 20:41
      stary.dziadyga napisała:

      > Jak się zapatrujecie na to co oczywiste, nieuniknione…dla niektórych prze rażające dla innych wyzwalające wydarzenie?
      > Jak się czujecie nie myśl, że kiedyś, może jutro Was już nie będzie, że już nigdy nie przytulicie swoich ukochanych osób, nie zobaczycie uśmiechu swojego dziecka, nie zjecie mielonego, nie skoczycie ze spadochronem już nigdy.
      > Mnie śmierć nie przeraża, wiem że ona nastąpi i tyle, nie myślę o tym, bo w sumie jaki to ma sens. Z drugiej jednak strony jak pomyśle że to wszystko co mam mogło by się skończyć za minutę, ogarnia mnie jednak strach..."

      to są bzdety.
      ty się lepiej zastanów z czym zostanie twoja rodzina po twojej śmierci.
      z niespłaconym kredytem na dom/mieszkanie/odkurzacz/lodówkę/ pralkę?
      z niespłaconą kartą kredytową?
      z jedną pensją, z której trzeba zapłacić czynsz, rachunki, żarcie i odzież?
      z jedną pensją, z której jeszcze musi starczyć na edukację posiadanych dzieci?

      no, chyba że masz z pól miliona oszczędności, to można się mielonym czy skokiem ze spadochronem przejmować...

      śmierć jest jak sen, zasypiasz wieczorem i się rano nie budzisz.
      budzi się tylko twoja rodzina i z twoimi nierozwiązanymi do tej pory problemami i zobowiązaniami, musi się zmierzyć.

      czy zabezpieczyłaś swoją rodzinę przed tymi problemami?
      bo jak do tej pory, to myślisz jedynie o własnej doopie.
    • atalia12 Re: Przerażający koniec 25.11.12, 15:21
      stary.dziadyga napisała:

      > Jak się zapatrujecie na to co oczywiste, nieuniknione…dla niektórych prze
      > rażające dla innych wyzwalające wydarzenie?
      > Jak się czujecie nie myśl, że kiedyś, może jutro Was już nie będzie, że już nig
      > dy nie przytulicie swoich ukochanych osób, nie zobaczycie uśmiechu swojego dzie
      > cka, nie zjecie mielonego, nie skoczycie ze spadochronem już nigdy.
      > Mnie śmierć nie przeraża, wiem że ona nastąpi i tyle, nie myślę o tym, bo w sum
      > ie jaki to ma sens. Z drugiej jednak strony jak pomyśle że to wszystko co mam m
      > ogło by się skończyć za minutę, ogarnia mnie jednak strach. (...)
      > Jakie są Wasze sposoby na nie przejmowanie się nieuniknionym? A może ktoś z Was
      > próbował oszukać śmierć?

      życie na ziemi nie jest końcem, jest tylko etapem jaki musimy przejść. To co materialne i cielesne pozostanie na ziemi w tej rzeczywistości której żyjemy. Istnieje inna rzeczywistość to co nazywamy "życiem" w innym wymiarze. Polecam bardzo ciekawy artykuł :
      zdrowieducha.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=98:czas-sie-przebudzic&catid=38:artykuy&Itemid=92, ze strony zdrowieducha.pl/
    • georgia241 Re: Przerażający koniec 25.11.12, 16:53
      Umierać nie należy w nocy. Kto umiera w nocy, od razu znów się wciela.
      • stokrotka_a Re: Przerażający koniec 26.11.12, 09:29
        georgia241 napisała:

        > Umierać nie należy w nocy. Kto umiera w nocy, od razu znów się wciela.

        Zombi? ;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka