Dodaj do ulubionych

To była moja córka...

23.10.06, 12:04
15 lat wychowywałam samodzielnie córkę. Jej ojciec uciekł w ślub ze mną po
rozstaniu z sympatią. Nie znałam jego przeszłości. Takie rozstanie po kłótni.
On się ożenił, ona wyszła za mąż. Ona urodziła syna, on miał córkę. Potem się
pogodzili, porozwodzili, ona była w ciąży - to się pobrali. Mają wspólną
córkę.
Były już mąż, który naszą córką, ani moim życiem w ogóle się nie interesował,
nawet nie płacił groszowych alimentów oświadczył pewnego dnia, że - „moje,
twoje i nasze” – taką postanowili założyć „d o b r ą” rodzinę. Mam mu oddać
dziecko.
Sądziłam, że zwariował, ale on poważnie – proponował nawet wielką sumę
pieniędzy, jak na ówczesne czasy, za jego plan. Nie chciałam oddać dziecka,
więc „za karę” nie płacił ani grosza, a moje sądowe monity utykały w martwym
punkcie – nie miałam na adwokatów, on stale coś wymyślał i tak biegły lata.
Miał też wariant, by założyć „kołchoz przyjaźni”, wspólnie zamieszkać z jego
rodziną. Niestety ciągle nie pasowałam do jego planu.
Kiedyś w złości powiedział w końcu, że jeszcze pożałuję, że się w
ogóle urodziłam. Nie przywiązywałam do groźby znaczenia, tyle przecież
dziwnych rzeczy mówił, a kiedyś miłość przysięgał....
Najgorsze, że poważnie chorowałam, miałam raka, kolejne operacje, ale byłam
dzielna. Żyłyśmy bardzo skromnie, leki zawsze kosztowały, więc czasem nam
odłączano prąd, czasem suche bułki jadłyśmy. Postępowania ojca nigdy nie
komentowałam, nie wiedziałam czy będę żyła, a wówczas on musiałby być jej
rodziną. Duma z córki trzymała mnie w pionie - była nad wyraz mądra, zdolna,
uczyła się świetnie, nie sprawiała żadnych kłopotów i jak mi się wydawało
byłyśmy zaprzyjaźnione. Rozmawiałyśmy, czytałyśmy razem książki, znałam jej
koleżanki. Zdała do szk.średniej celująco, więc w euforii wzięłam pożyczkę,
by ją ubrać, wyposażyć, urządzić na nowo pokój. Chodziła ze mną po sklepach
wybierała, planowała i na początku września poszła do nowej szkoły, ale
pewnego dnia .... uciekła. Zaginęło moje dziecko.
Oszalała z rozpaczy szukałam jej wszędzie. Milicjanci dopiero powiedzieli, że
ma 15 lat, może decydować o miejscu zamieszkania i jest u ojca. A ja tam
przecież byłam, waliłam pięściami do drzwi, a ona stała i słuchała. Potem
dostałam wiadomości, że córka miała stały kontakt z ojcem, że organizował jej
widzenia z chłopakiem, któremu byłam przeciwna. Córka tak z godziny na
godzinę nie chciała mnie widzieć. Przecież rano jadła śniadanie i całowała
mnie przed pójściem do szkoły, poprzedniego dnia kupiłam jej zimowe buty,
wieczorem żartowałyśmy.
Po przeczytaniu protokółu zeznań mojej córki, dostałam ataku serca. Zarzuty
na które podobno „mieli świadków”, przeszły nawet wyobrażenia milicji, ale co
napisane, podpisane - to trafia do sądu. Były mąż przypuszczał, że będę
walczyć, obwarował więc każdy mój ruch i wystąpił o przyznanie praw
rodzicielskich. Spełnił groźbę, niestety przy pomocy córki.
W sądzie czekał tłum - to byli świadkowie przeciwko mnie, ludzie,
których nie widziałam nigdy na oczy. Zrezygnowałam z walki, nie miałam szans,
podpisałam bez słowa zgodę na odebranie praw rodzicielskich. Zebrani nie
musieli kłamać, oskarżać, rozeszli się. Potem notarialnie zrezygnowałam z
pieniędzy, które mąż zgromadził podczas trwania naszego związku nic mi o nich
nie mówiąc. Ot, taki koniec.
Szukałam kontaktu z córką, pisałam listy, dzwoniłam, ale unika mnie
od 14 lat. Wiem - skończyła studia, pracuje. Ja mam drugą rodzinę, dobrego
męża, dziecko; zaczęłam wszystko od nowa, zaleczyłam choroby, ale serce boli.
Boli w każdym wolnym czasie, bo myśli wracają, boli w wigilię i niedzielę.
Tak już zostanie.
I nagle wczoraj mówi mi „dzień dobry” piękna, elegancka dziewczyna i mija
mnie jak tysiące ludzi na ulicy. To była moja córka.
Obserwuj wątek
    • izabellaz1 Re: To była moja córka... 23.10.06, 12:25
      Boże aż dreszcze mną wstrząsnęły jak czytałam. Nie wiem nawet co powiedzieć.
      Cieszę się tylko, że nie jesteś sama. Masz "nową" rodzinę.

      Ps. Czy mówiłaś mężowi o tym wszystkim?
    • pelikano73 Re: To była moja córka... 23.10.06, 12:27
      Nie wiem, co w tej sytuacji powiedziec. Współczuję. Nie rozumiem córki. Jak tak
      można? Moze kiedyś zrozumie, że wyrządziła Ci krzywdę... O ex-męzu - moim
      skromnym zdaniem to zwykły łajdak. I całe szcęście, ze masz nową, szczęśliwa
      rodzinę. Ciesz sie tym, co masz. A do przeszłosci, w miarę możliwości, nie
      wracaj, bo zatruje Ci terażniejszosc i przyszlosc. Wiem, to trudne, ale dasz
      radę. Nie przebijesz głową muru, moze córka sama dojdzie, że coś jest Ci winna.
      Nie tylko "Dzień dobry" na ulicy... Powodzenia
      • absurdello Jak to nie rozumiesz ''córki'' tej Pani > 24.10.06, 15:37

      • absurdello Jak to nie rozumiesz ''córki'' tej Pani 24.10.06, 15:38
        sprzedała własną Matkę za pieniądze "tatusia" - po prostu dziecko dzisiejszych
        czasów
    • squirrel9 Re: To była moja córka... 23.10.06, 12:28
      Jeśli to opowiadanie to przeredaguj trochę. Od strony prawnej bardzo duzo spraw
      nieprawdopodobnych.
      • izabellaz1 Re: To była moja córka... 23.10.06, 12:34
        squirrel9 napisała:

        > Jeśli to opowiadanie to przeredaguj trochę. Od strony prawnej bardzo duzo spraw
        >
        > nieprawdopodobnych.

        Najpierw to i ja o tym pomyślałam. Ale w życiu czasem mają miejsce
        nieprawdopobne historie.
        Jeśli to nie opowiadanie to autorka postu powinna rozwinąć nieco forumowy wątek
        bo dobrze pisze i zrobić ze swojej historii powieść na faktach.
        • squirrel9 Re: To była moja córka... 23.10.06, 13:37
          Za dużo ich by mozna uwierzyć,ze ktos je przerabiał.
      • olusia19 Re: To była moja córka... 23.10.06, 13:39
        Żałuję, że mam na to właśnie prawne dokumenty. Żałuję, że byłemu udało się
        prawników przekupić, żałuję, że to moje życie, a nie opowiadanie. Nikt mnie o
        nic nie pytał, a zresztą na brak uczuć nie ma rady ani prawnej, ani żadnej.
        Nie prosiłam o ocenę nikogo, nawet ciebie.
        Ot, takiego doła złapałam, chociaż tak naprawdę żyję z nim od lat i powinnam
        się przyzwyczaić.
        Żałuję, że ta historia jest jeszcze bogatsza i do tego prawdziwa.
        Ale miłego dnia ci życzę.
        • izabellaz1 Re: To była moja córka... 23.10.06, 13:46
          Naprawdę powinnaś opisać szerzej swoją historię i zrobić z niej powieść na faktach.

          Współczuję Ci bardzo i pozdrawiam serdecznie.
    • tidumek Re: To była moja córka... 23.10.06, 12:30
      Tak... Naprawdę niewiarygodne i wstrząsające.
      Niestety ludzie potrafią być bardzo okrutni, niestety nawet ci z najbliższej
      rodziny. :(
      Szczęście, że masz teraz nową rodzinę, którzy na pewno są wielkim oparciem dla
      Ciebie.
      Trzymaj się ciepło.
      • baba67 Re: To była moja córka... 23.10.06, 12:36
        Corka wrodzila sie w ojca.Zeby w wielu kilkunastu lat byc tak nieszczerym i
        wyrachowanym ?W tajemnicy przed matka spotykac sie z ojcem ?
        Dac sie kupic? Nie odczuwac zadnego zalu ani tesknoty?
        To jakas socjopatka jest...Najlepiej o niej zapomnij-powiedz sobie ze umarla,bo
        tak naprawde ta kochan dziewczynka, o ktorej nam opowiadasz, nigdy nie istniala.
        • olusia19 Re: To była moja córka... 23.10.06, 13:49
          Tylko widzisz, bardzo trudno jest być matką kogoś takiego, kogo się wykarmiło,
          ochraniało. Nie do pojęcia to wszystko było dla mojej Mamy, która jeszcze kilka
          dni przed jej ucieczką czytała jej na glos "Pana Tadeusza", bo to była lektura
          i córka zmęczona innymi lekcjami nie miała siły już czytać. Moja Mama mocno
          podupadła na zdrowiu, a z depresji nigdy się nie podniosła. Obie usiłujemy
          przeszłość wyprzeć z pamięci, ale to czasem wraca.
          Najgorsze, że w moim pojęciu zrobiłam co można i nie można, by wychowac ją na
          dobrego człowieka. Kupiłam jej psa, którego też zostawiła i nie chciała go
          zabrać. Trudno się pogodzic z myślą, że oddałam kilkanaście lat życia jakby na
          próżno. Zostałam wmieszana w cudzą bajkę, zupełnie niepotrzebnie.
          • absurdello Przyjmij wyrazy współczucia ... 24.10.06, 15:44
            z powodu osoby (nie nazwę jej córką ani nawet "córką", bo to byłoby obraźliwe
            dla obu tych określeń), która sprzedała Cię za pieniądze i wygodne życie.

            Piszą tu niektórzy o nieprawdopodobieństwach prawnych, może gdybym nie widział
            podobnych matactw i dziwnych wyroków sądowych to też mówił bym o
            nieprawdopodobieństwie, ale widziałem (choć na razie przebieg nie jest tak
            drastyczny).
    • ewab2507 że też takie nędzne kreatury po świecie chodzą... 23.10.06, 13:47
      moja mama twierdzi, że w życiu tak jest, że wyrządzone ludziom krzywdy wracają
      później zwielokrotnione. nie życzę jej tego, ale możliwe, że twoja córka
      doświadczy gorszych rzeczy od własnycy dzieci...
      cieszę się, że jakoś sobie wszystko poukładałaś. pozdrawiam :)
      • gawliki Re: że też takie nędzne kreatury po świecie chodz 23.10.06, 13:52
        ale horror,wspolczuje:(
    • kryzysowa_narzeczona75 Re: To była moja córka... 23.10.06, 14:55
      naprawde nie mnie to oceniac, ale skoro twoja corka zachowala sie tak jak
      piszesz, to sa dwa powody:
      1. albo jest po prostu zlym czlowiekiem
      2. albo jej zycie z toba pod jednym dachem nie bylo tak idealne jak wynika z
      twojej opowiesci.
      Jesli przychylasz sie ku pkt. 1 - to proponuje zapomniec i rowniez wykreslic ja
      ze swojego zycia. Wiem, ze to co napisalam, to w zasadzie skrot myslowy i
      zastosowanie tego w praktyce jest trudne, ale wg mnie od zla nalezy sie odwracac
      i nie powracac...
      A jesli pkt. 2 - tylko ty mozesz to naprawic.
      Czy rozmawialas z nia dlaczego to zrobila?
      Przykro mi, ze tyle przykrosci ciebie spotkalo.
      • olusia19 Re: To była moja córka... 23.10.06, 15:19
        Próbowałam nawiązać z nią jakiś kontakt, ale zawsze niestety spełzło to na
        niczym. Nigdy nie odpowiedziala na moje listy. Wie przecież, gdzie mieszkam i
        pracuję. Nie była czułym dzieckiem, ale nigdy nie przypuszczałam, że będzie tak
        kamiennego serca. Myślę, że powstała między nami już taka przepaść, której nie
        da się naprawić. Wówczas - milicyjny protokół (nie było jeszcze policji) dała
        mi do przeczytania nieprawnie, pani oficer pełniąca dyżur, chyba z powodu, że
        sama była matką i dla niej zawarte tam oskarżenia były szokiem. Ona po prostu
        nie mogła uwierzyć. Zresztą w niezbyt dużym mieście, znała mnie z widzenia,
        widywała nas w sklepach, na spacerach z psem. Tajemnicą pozostanie kto te
        oszczerstwa spreparował, może były mąż, choć córka widniała jako autorka. On
        zawsze miał sporo pieniędzy i córkę zwabił także stanem posiadania. Ale od 15-
        latki, a teraz od dorosłej kobiety oczekuje się samodzielnego myślenia. Sama
        nie wiem, co zrobiłam źle, aż tak źle. [Teraz to chyba nawet obniżono wiek
        decyzji dzieci,co do miejsca zamieszkania do 12 lat.]
        • kryzysowa_narzeczona75 Re: To była moja córka... 23.10.06, 15:25
          Na pewno bedzie ci ciezko, ale zapomnij dla dobra swojego i swojej rodziny.
          Wiem, ze latwo jest napisac, bo nie ja to przezywam, ale skoro nie widzisz w tej
          sytuacji za duzo swojej winy, to znaczy, ze corka ma inne priorytety, inne
          spojrzenie na swiat, inny swiatopoglad i skoro skreslila ciebie ze swojego
          zycia, to zasluguje dokladnie na to samo z twojej strony. Rozumiem, ze ja
          urodzilas, wychowywalas, staralas sie dla niej jak najlepiej, ale na sile nie
          zmienisz czlowieka. Dokonala takiego a nie innego wyboru. Moze zostala (wtedy
          jako 15-latka) zmanipulowana, ale nie usprawiedliwa to jej obecnego zachowania.
          Skoro dzieci odchodza i zapominaja o swoich o rodzicach, nie widze powodu dla
          ktorego rodzice nie mogliby zrobic tego samego.
          Masz swoja radosc - nowa rodzine i to jest najwazniejsze.
          • kotkaaaa Re: To była moja córka... 23.10.06, 15:44
            bardzo przykro jest to pisac, ale Twoja corka nie jest dobrym czlowiekiem
            matki zwykle kochaja swoje dzieci bez wzgledu na ich postepowanie
            Ty takze ja kochaj
            i tyle...
        • walutka Re: To była moja córka... 23.10.06, 15:47
          Odpowiedź jest taka na jej zachowanie: Ty z nią klepałaś starszną czasem biedę,
          tatusiek miał zawsze pieniądze (twoje słowa) widocznie jest podobna do
          tatuśka,że nie potarfi bez nich żyć.
    • miauka Re: To była moja córka... 23.10.06, 16:00
      Doprawdy, trudno uwierzyć, że 15-letnia dziewczynka sama odwróciła się od matki
      w ten sposób...
      Oskarżanie dziewczyny o to, że jest złym człowiekiem, socjopatką czy wdała się w
      tatusia jest dość prymitywne i niczego nie tłumaczy. Dziewczynka musiała być
      silnie manipulowana przez ojca (może powiedział jej cos złego o matce) lub tez
      doznała od matki krzywdy (niestety, zdarza się, że rodzice krzywdzą swoje
      dzieci, chcąc dla nich jak najlepiej, a nadopiekuńczość, nie tylko brak opieki,
      jest dla dziecka krzywdzące, np. dlaczego dziewczyna nie mogła spotykać się ze
      swoją sympatią, w końcu to nic złego i normalne w tym wieku?).
      Nic nie jest czarno-białe, a takie sytuacje, obciążone negatywnymi emocjami są
      bardzo trudne i raczej nie wierzę w 100% winy tylko po jednej ze stron.
      • maialina1 Re: To była moja córka... 24.10.06, 10:51
        Mądre slowa, miauka.
        • absurdello Mądre słowa ale ... 24.10.06, 15:55
          u człowieka, który nie widział do jakich kurtyzaństw są zdolni niektórzy
          posiadacze pieniędzy ... ja jedną sprawę widziałem osobiście (choć z boku) a o
          drugiej słyszałem od dobrego znajomego - za pieniądze można wszystko, nawet ze
          zdrowego zrobić wariata (w papierach oczywiście i sąd to gładko łyka) ...
          a dziecko mając do wyboru skromne życie i wytykanie z tego powodu w szkole albo
          życie w luksusie - często wybierze ... no właśnie co wybierze dziecko w naszych
          pięknych czasach gdzie oczywiście liczy się miłość, empatia, przyjaźń,
          sielskość i anielskość ;-))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

          Druga sprawa to prawnicy sk...ny, którzy za pieniądze przepchną przez sąd każdą
          krzywdę i mówienie przy nich słowa moralność jest obraźliwe dla tego słowa ...


          • miauka Re: Mądre słowa ale ... 24.10.06, 16:04
            absurdello napisał:

            > a dziecko mając do wyboru skromne życie i wytykanie z tego powodu w szkole albo
            > życie w luksusie - często wybierze ... no właśnie co wybierze dziecko w naszych
            > pięknych czasach

            Moje wybrało duuuużo skromniejsze życie ze mną niż z ojcem w luksusie :-)

            > u człowieka, który nie widział do jakich kurtyzaństw są zdolni niektórzy
            > posiadacze pieniędzy ...

            Niestety wiem to aż za dobrze, ale jedyne uczucia, jakie wzbudzają we mnie
            ludzie, którzy uważają, że można wszystko kupić, jest współczucie.
            A interesowności dzieci uczą się niestety od rodziców...

            Strasznie agresywny jesteś, to cecha zakompleksionych i mało empatycznych ludzi,
            skoro już mowa o empatii...

            • absurdello Re: Mądre słowa ale ... 24.10.06, 17:40
              > ... no właśnie co wybierze dziecko w naszych pięknych czasach ?

              Sorry, zapomniałem dać znaku zapytania co trochę zmienia sens zdania

              >
              > Moje wybrało duuuużo skromniejsze życie ze mną niż z ojcem w luksusie :-)
              >

              Miałaś widać szczęście, gratuluję dziecka :)

              Ale ja widziałem już zaczątek czegoś takiego u małego dziecka, mam nadzieję, że
              to nie wykiełkuje w nieszczęście - małe dziecko wychowywane w atmosferze
              niedoboru pieniądza (pozornego, bo rzeczywistość była trochę inna ale dziecko
              tego jeszcze nie rozumiało) zadało mi pytanie (6 letnie dziecko) - Jaką pracę
              wybrać w przyszłości by dużo zarabiać ? (nie było problemu co lubię, co mnie
              interesuje, co mi sprawia satysfakcję tylko ile zarobię). Jeżeli to dziecko w
              tym wieku już ma taki problem to jeżeli to się rozwinie to może być kiedyś
              łatwe do kupienia, bo priorytetem będą pieniądze.
              Niby powyższe to taki drobny przykład błędu opiekuna polegający na
              udostępnieniu dziecku (nie mającemu pełnej oceny inforamcji) pozornie niewinnej
              informacji o niedoborze pieniędzy (informacji często powtarzanej w obecności
              dziecka), która wywołała taką "ciekawą" interpretację u dziecka ... niby nic a
              dzwoneczek alarmowy powinien już dzwonić :(

              > > u człowieka, który nie widział do jakich kurtyzaństw są zdolni niektórzy
              > > posiadacze pieniędzy ...
              >
              > Niestety wiem to aż za dobrze, ale jedyne uczucia, jakie wzbudzają we mnie
              > ludzie, którzy uważają, że można wszystko kupić, jest współczucie.

              Jesteś bardzo wspaniałomyślna ale ja widziałem skutki możliwości kupienia
              wszystkiego w naszym pięknym Kraju i był to bardzo nieprzyjemny widok
              (szczególnie, że pośrednio dotknęło mnie to osobiście) i jakoś nie mogę
              wykrzesać z siebie "współczucia" dla takich osób. Współczuć to ja mogę ofierze
              a nie sprawcy, sorry !

              > A interesowności dzieci uczą się niestety od rodziców...
              >

              Albo przez błędną i płaską interpretację tego co przypadkiem usłyszały ...
              jeżeli ten błąd nie zostanie wyjaśniony odpowiednio wcześnie to może rozwinąć
              się w karykaturalną postać jak w opisywanej sprawie :(((

              Przypuszczam, że w opisywanej sprawie tak było, na sprawę złożyły się:

              - cechy charakteru dziewczyny (chłód uczuciowy możliwe, że wywołany rozstaniem
              rodziców tylko niewyłapany, wygląda na to, że dziewczyna była bardzo skryta,

              - dzieci z rozbitych rodzin mają często obniżoną lub nierozwiniętą empatię,

              - może też córka obwiniała skrycie matkę o odejście ojca - nawet jeżeli nie
              było podstaw, dzieci czasami tak interpretują pewne sutuacje),
              - choroba matki (i związana z tym beznadzieja plus związane z tym ubóstwo)

              - utyskiwania matki na brak pieniędzy

              - działanie otoczenia (wytykanie przez rówieśników) i wyhodowane w ten sposób
              fałszywe poczucie krzywdy, o którą obwiniła matkę

              Wbrew pozorom takie działanie jest bardzo silne, jeden znajomy utrzymujący
              dwoje dzieci (dorastających) i niepracującą żonę z jednej pensji (i ledwo już
              ciągnący zdrowotnie) usłyszał od córki, by nie podjeżdżał po nią Polonezem bo
              to obciach towarzyski ... a oni ledwo koniec z końcem wiążą ... aż dziw, że nie
              przybił jej za ucho za oknem dla ochłonięcia z ... no właśnie nie wiem jak to
              ocenić ?

              Na to wszystko nałożyły się wredne działania tatuńcia, który miał możliwości
              zaproponować "raj" w stosunku do jej ówczesnego życia.

              > Strasznie agresywny jesteś, to cecha zakompleksionych i mało empatycznych
              > ludzi skoro już mowa o empatii...

              Jeżeli ty masz taką zdolność oceny ludzkich charakterów na podstawie tekstu
              pisanego, to raczej nie wybieraj zawodu wróżki albo psychologa, bo
              splajtujesz :)))

              U mnie agresywność ma poziom 1 za to empatia poziom 12 w skali do 10, co mi
              często życie utrudnia ...

              Miałem ciężko chorego Ojca w domu od 10 roku życia i żyłem w takiej sytuacji 27
              lat, w międzyczasie jeszcze opiekowałem się bardzo leciwymi Dziadkami (mieli
              84, 89 i 96 lat gdy umierali), byłem jedynym kierowcą w Rodzinie. I mimo braku
              wsparcia od reszty Rodziny (poza Mamą, reszta Rodzinki umyła ręce :( ), nie
              uciekłem (przecież mogłem założyć własną rodzinę i zwalić wszystko na Mamę)
              tylko opiekowałem się Nimi do końca choć te końce były bardzo ciężkie i mało
              budujące ... łącznie ze śmiercią Taty w niecałe pół roku po śmierci ostatniego
              z Najstarszych ...

              Tak więc o empatii, opiekuńczości, poczuciu obowiązku o innych takich możemy
              sobie spokojnie pokonferować, nic się nie bój starczy na kilka osób :)
              • login.kochanie Re: Mądre słowa ale ... 24.10.06, 17:56
                Poruszył mnie Twój przykład budowania w dziecku poczucia braku pieniędzy bo
                znam taki z życia.
                Teraz matka oczekuje od syna okazywania uczuć a on , już dorosły, żyje w żalu z
                powodu ciągłego braku pieniędzy...
                • absurdello Najgorsze jest to, że jej mama nie zdaje sobie 24.10.06, 20:01
                  sprawy z wagi tego, jak jej to powiedziałem, o co zapytała mnie jej córeczka
                  (uroczy poniękąd dzieciak) to zbyła to śmiechem ... mam nadzieję, że na śmiechu
                  się skończy :)
              • miauka Re: Mądre słowa ale ... 26.10.06, 14:47
                absurdello napisał:

                > i jakoś nie mogę
                > wykrzesać z siebie "współczucia" dla takich osób. Współczuć to ja mogę ofierze
                > a nie sprawcy, sorry !
                (...)
                > U mnie agresywność ma poziom 1 za to empatia poziom 12 w skali do 10, co mi
                > często życie utrudnia ...

                Tiaaa...

                > Miałem ciężko chorego Ojca w domu od 10 roku życia i żyłem w takiej sytuacji 27
                > lat, w międzyczasie jeszcze opiekowałem się bardzo leciwymi Dziadkami (mieli
                > 84, 89 i 96 lat gdy umierali), byłem jedynym kierowcą w Rodzinie. I mimo braku
                > wsparcia od reszty Rodziny (poza Mamą, reszta Rodzinki umyła ręce :( ), nie
                > uciekłem (przecież mogłem założyć własną rodzinę i zwalić wszystko na Mamę)
                > tylko opiekowałem się Nimi do końca choć te końce były bardzo ciężkie i mało
                > budujące ... łącznie ze śmiercią Taty w niecałe pół roku po śmierci ostatniego
                > z Najstarszych ...
                >
                > Tak więc o empatii, opiekuńczości, poczuciu obowiązku o innych takich możemy
                > sobie spokojnie pokonferować, nic się nie bój starczy na kilka osób :)

                No tak, to wiele tłumaczy...
          • trusia29 nie wrzucaj wszystkich prawników do jednego worka 25.10.06, 19:34
            nie kazdy prawnik to swinia i sku..syn, zapewniam cie - jestem prawniczka
            • absurdello Przepraszam, myślałem, ze z kontekstu 25.10.06, 19:44
              wynika o jakich prawnikach mówię. Nie chodziło mi o wszystkich tylko tych
              konkretnych. Jeszcze raz przepraszam.
      • baba67 Re: To była moja córka... 24.10.06, 12:51
        Dlaczego zostala tak silnie zmanipulowana ?Czy normalne, kochajace dziecko
        uwierzy w cos zlego o matce, z ktora jest na codzien i ktora go kocha od ojca,
        ktory sie ni stad ni zowad pojawil ?
        Kochajace dziecko powie matce o kontaktach z ojcem i bedzie chcialo sie jakos
        dowiedziec czy oskarzenia sa sluszne. jesli jest skryte, to moze nie powiedziec,
        ale jego zachowanie bedzie inne, bedzie przygnebione, podraznione, noma;na matka
        to wyczuje.
        Tak jak sie ta dziewczyna zachowala swiadczy o jej socjopatycznych sklonnosciach.
        Choc oczywiscie nasze spojrzenie jest jednostronne.
    • olusia19 Re: To była moja córka... 24.10.06, 09:10

      Witam
      Dziękuję Wam z wypowiedzi. Moja historia paraliżuje mnie w momentach nagłych
      spotkań, zawsze jest to wstrząs i niemoc, a świat bywa mały. Kiedyś wołałam za
      nią, ale odeszła. Wielokrotnie zastanawiałam się nad mechanizmem takiego
      zachowania. Może po prostu jestem innym człowiekiem i żebym nie wiem jaki miała
      żal do matki, chyba nie przysłoniłby mi reszty życia.
      Rodzice miewają złe posunięcia, bywają alkoholikami, łobuzami, a jednak dzieci
      lgną do nich bez względu na doznane krzywdy. Pracowałam niegdyś społecznie w
      osiedlowej świetlicy przygarniającej w gruncie rzeczy niechciane dzieci -
      głodne, obszarpane, niewyspane, zaniedbane. One potrafiły idealizować sobie
      rodziców, konfabulować, by nie trafić do domu dziecka. Stąd to wszystko, co
      mnie spotkało jest po prostu zadziwiające. Dziecko z tzw. porządnego domu,
      obszyte przeze mnie, w robionych na drutach ubraniach (kryzys), samodzielne,
      towarzyskie, bywające i obyte.
      Ojciec mojej córki już po jej przeprowadzce-ucieczce, pozwolił jej na spotkania
      z psychopatycznym dorosłym facetem, wówczas ona 15, on 24. [Wówczas wyczerpałam
      środki zaradcze – nikt nie chciał pomóc, ani kurator, ani ksiądz, ani nikt –
      nikt nie widział problemu]. Zapewne byłam w ich pojęciu złą matką, bo się
      sprzeciwiałam. Ale zawsze ceniłam możność zaufania do córki i gdy ona sama
      stwierdziła, że syn alkoholika, schizofrenik, bez zawodu, 9 lat starszy,
      poznany zupełnie przypadkiem, to nie są jej ambicje, i nie jej półka, po prostu
      uwierzyłam, bo nigdy przedtem nie było powodów do utraty zaufania. Rozmawiałam
      o tym z byłym mężem, oboje przyznali mi rację, a potem on wykorzystał nasze
      wspólne dziecko do zemsty na mnie. Faktycznie "żałowałam, że się urodziłam".
      Miałam jednak nadzieję, że z mojej strony coś temu dziecku dałam, że coś drgnie
      choćby po latach na mój widok, że ma jakieś dobre wspomnienia.
      Dziękuję Wam za przetrwanie kolejnego szoku nagłego spotkania. Chyba im jestem
      starsza, gorzej to znoszę.
      Pozdrawiam serdecznie.
      • absurdello Aleś na mendę trafiła ... 24.10.06, 16:00
        może i lepiej, że ta osoba nie chce się z tobą kontaktować, LEPIEJ dla Ciebie -
        jeszcze by Ci jakąś fizyczną krzywdę wyrządziła ...
    • maialina1 milicjanci? Kiedy to bylo? 24.10.06, 10:11
      Kiedy miala miejsce twoja historia?
      Zdziwilo mnie to slowo "milicjanci".
      W kazdym razie, chcialam tylko napisac ze skoro twoj byly maz dysponuje roznymi
      srodkami zeby odebrac ci dziecko, a do tego dzieko samo ucieka i idzie do ojca,
      to moze jednak powinnas przeanalizowac swoje postepowanie.
      Moze jednak cos z twojej strny bylo nie tak.
      Wiesz, latwo pisac na forum swoj poglad na sprawy. Problem tylko we tym ze my -
      forumowicze - nie znamy dzania drugiej strony.
      • maialina1 jeszcze pytanie 24.10.06, 10:21
        Kiedy ta osoba powiedziala ci "dzien dobry", co sie dalej stalo?
        Odpowiedzialas?
        Zagadalas ja?
        Skoro sama sie odezwala to znaczy chyba ze szuka kontaktu.
        Mogla udawac ze cie nie zna.
        • maretina maialina1 24.10.06, 11:02
          daruj sobie tn pseudopsychologiczny belkot. troche taktu w stosunku do
          cierpiacej osoby! czytaj uwaznie posty, doczytasz kiedy to bylo.
        • absurdello Przeczytaj dokładnie ten pierwszy tekst .... 24.10.06, 16:03
          tam jest powiedziane, że cała sprawa działa się ponad 14 lat temu a teraz ta
          Pani spotkała swą $%*^& na ulicy ...
      • squirrel9 Re: milicjanci? Kiedy to bylo? 24.10.06, 12:14
        maialina1 napisał:
        > Zdziwilo mnie to slowo "milicjanci".

        Od kwietniia 1990 roku jest już Policja.
        • absurdello Z tego co jest w pierwszym wpisie ... 24.10.06, 16:05
          to ta ucieczka miała miejsce chyba ponad 14 lat temu a spotkanie na ulicy
          obecnie ...
    • dzikoozka Nie rozumiem 24.10.06, 10:32
      Jak to mozliwe, ze majac dobry kontakt z córka nie wiedzzałas, ze kontaktuje
      sie z ojcem???
      Że ona nienawidzi własnej matki, ot tak, bez powodu???
      To nieprawdopodobne.
      Cokolwiek jest przyczyną tego stanu rzczy, współczuje.
      • lilaa Re: Nie rozumiem 24.10.06, 15:16
        A ja mialam bardzo podobna sytuacje w rodzinie.
        Sprawa dotyczyla babci, matki i corki.
        Babcia (mama mamy) cale zycie poswiecila swojej wnuczce. Mamusia robila
        kariere, niezbyt pasowalo jej dziecko wiec babcia przejela piecze nad wnusia.
        Komunia, bierzmowanie, studniówka wszystko z babcia bylo organizowane, kupowala
        jej wszystko, nigdy nizego jej nie odmowila. Cala ta rodzina mieszkala razem.
        Mamusia nigdy nie byla na zebraniu dziecka w szkole itp. Wnusia dorosla, poszla
        na studia do pracy - mamunia jej zalatwila ta prace- i milosc z babcia sie
        skonczyla. Babcia zostala bardzo brutalnie odsunieta od milosci swojego zycia.
        Wnusia z mamusia przyjely sztame i doprowadzily do tego ze babcia wyniosla sie
        do domu starców bo dluzej ne mogla zniesc tej sytuacji. A sytuacja nie byla
        ciekawa, wierzcie mi. Nie chce sie rozpisywac bo nie czas na to. Tak wiec
        babcia po 20 latach wzajemnej milości jej i wnusi zostala praktycznie
        psychicznie wykonczona miedzy innymi przez wnusie. Nawet na wlasny slub babci
        nie zaprosila, babcia ukryta za krzakami placzac obserowala ja i przyszlego
        meza podczas slubu.

        A ze zycie oddaje zawsze wnusia "zaplacila" za ta niewdziecznosc. Mozecie mnie
        skarcic ze tak pisze ale to sa moje odczucia. Milosc tej wnusi okazala sie
        troche inna niz ona oczekiwala, okazalo sie ze nowo poslubiony maz maial
        wczesniej rodzine, nieformalny zwiazek. To jeszcze nic, wnusia poronila swoje
        pierwsze dziecko. Niestety bylo to juz kilka lat temu a dzieci dalej nie widac,
        bo sa jakies problemy u niej.

        Tak wiec mysle ze trzeba grac fer z zyciem zeby nie dostac kopa wiekszego niz
        my dalismy.

        Co do corki autorki to mi sie wydaje ze tatus wplyna na nia kasa i chlopakiem.
        Tylko czy mozna tak kogos normalnego kupic....
        jednak chyba mozna.
        Współczuje ci bardzo, tez ejstem matka i lzy mi polecialy po przeczytaniu
        twojego postu.

        pozdrawiam

    • absurdello Przykro to mówić ale wyhodowałaś gada na własnej 24.10.06, 15:36
      piersi - sprzedała się k.... za pieniądze tatusia jak sprzeda się większość
      wspólczesnego pokolenia - furda uczucia, furda wartości najważniejsza jest
      skóra, fura i komóra ...

      K.... jakich czasów dożyliśmy !!!!!!!!!!!


      Przyjmij głębokie wyrazy współczucia :((((((((
      • justynnka ile w tym prawdy a ile fikcji? 24.10.06, 15:46
        ze strony formalno-prawnej jest to mało prawdopodobne.pozatym - skoro mogłaś
        wziąc pożyczkę ma ,eble dla córki to dlaczego nie wziełaś jej na adwokata aby
        walczyć o córkę w sądzie? meble łatwiej kupić , to prawda. pozatym - nie
        widziałaś tego co się dzieje ? moze nie chciałaś widzieć skoro córka od dawna
        widywała sie z ojcem- zresztą miała do tego pełne prawo , to jej ojciec . i na
        pewno nie maz sobie nic do zarzucenia? nawet tego ze nie znałaś własnego
        dziecka i ozeniłaś się z facetem o którym nie wiele wiedziałaś?
        • kryzysowa_narzeczona75 Re: ile w tym prawdy a ile fikcji? 24.10.06, 16:01
          nawet jesli to fikcja, nie zmienia to faktu, ze jestes jeszcze ciut naiwna. A te
          100 pytan do... jest nie na miejscu jesli historia jest prawdziwa.
        • absurdello U nas powody formalno-prawne to odpowiedni prawnik 24.10.06, 16:10
          a odpowiedni (czytaj zręczny i bezwzględny) prawnik to tylko kwestia
          pieniędzy ... a kto je miał w tej historii ?
          Żebym czegoś podobnego nie widział w rzeczywistości to bym tez miał wątpliwości
          ale, że widziałem to nie mam.
    • blueska3 Re: To była moja córka... 24.10.06, 16:55
      Po prostu brak mi słów.. cieszę się, że chociaż namiastkę szczęścia masz teraz..
      współczuję bardzo..
    • seth.destructor Re: To była moja córka... 24.10.06, 18:48
      Widac od strony twojej corki nie wygladalo to tak, jak ty to przedstawiasz.
    • speedymika Re: To była moja córka... 24.10.06, 19:03
      E no ta milicja i to niby zachowanie milicjantów to troche nie pasuje.
    • luna67 Re: To była moja córka... 24.10.06, 22:04
      olusia19 jak bardzo tobie wspolczuje i zarazem wiem co czujesz:-)
      Przezylam to samo ale po3-nie:-((((((((
      Kochana napisze jak bede miala troche czasu na priva, ale tylko jak na to
      pozwolisz, bo widze, ze tu na forum jest sie traktowanym jak wyrodna matka (co
      nie laczy sie z prawda).

      Moja historia jest jeszcze bardziej makabryczna, ale nie pisze tu o tym , gdyz
      ktos by pomyslal, ze to jakis wymysl, a to bardzo boli i nie chce starych ran
      rozdrapywac i znowu plakac po katach po tylu latach:-(((((
      Ale kocham do nieprzytomnosci moje dzieci, bylo by lepiej (dla mnie)
      jezeli bym nie miala tego uczucia:-(((, ale matka kocha bezgranicznie i czasami
      sie zastanawiam, czy to aby nie przeklenstwo;-((((

      Przepraszam ale po twoim poscie moje rany znowu sie otworzyly (jestem sama i
      dalam upust moim lzom) myslalam, ze mnie tylko to spotkalo:-((

      • absurdello Skąd się biorą te wszystki koszmary ? 25.10.06, 11:09
        Dlaczego ludzie robią sobie tak straszne rzeczy jak odebranie dzieci ?

        NIe rozumiem tego i nigdy nie zrozumiem.

        Proszę przyjąć wyrazy współczucia i otuchy, co innego można powiedzieć w takiej
        sytuacji :(((
    • chosten Re: To była moja córka... 25.10.06, 16:35
      ...a nam się wydaje, że mamy problemy

      przy takiej historii rozstanie z mężczyzną, zepsuty samochód, 5 kilo nadwagi
      itd. itp. to małe i chwilowe kryzysy
    • bozz Re: To była moja córka... 25.10.06, 19:54
      Ogromnie smutna historia, naprawde wspolczuje.
      Samo odejscie corki do ojca nie byloby tak okropne (w koncu miala prawo
      wybierac), gdyby bylo wczesniej uzgodnione czy przedyskutowane z Toba. Rowniez
      kontakty z ojcem sa przeciez naturalne, jednak chore jest trzymanie ich w
      tajemnicy.
      Przykre jest to, ze cos ja powstrzymywalo przed szczeroscia wobec Ciebie. Miala
      prawo przyznac sie i do jednego i do drugiego, i jako dobra matka, nie mialabys
      nic przeciwko, wiec dlaczego sie z tym kryla?
      Wiem, jak boli brak szczerosci, wspolczuje.
    • waclaw_grzyb Re: To była moja córka... 26.10.06, 14:52
      Kiepsko napisane. Nie wciąga. Nie chce mi sie czytać.
      • ade1 Re: To była moja córka... 26.10.06, 15:06
        gorąco w to wierzę ze przyjdzie czas ze twoja corka zrozumie co zrobila... oby
        nie bylo za pozno.
    • ardiss Re: To była moja córka... 27.10.06, 15:50
      boże.. bardzo smutne to co piszesz... Może ona zrozumie kiedys to wszystko... a
      może przeczyta tutaj... Życzę Ci tego z całego serca.
      • sotie Re: To była moja córka... 27.10.06, 19:10
        olusia, jestes silna kobieta, skoro to wszystko przetrwalas...
        sciskam Cie mocno.
    • red_artist Re: To była moja córka... 27.10.06, 19:15
      <głaszcze>
      To straszne co piszesz. Życzę Ci z całego serca, żeby kiedyś w końcu wszystko
      Ci się dobrze ułożyło. Pozdrawiam cieplutko!
    • alejajaniemaco Re: To była moja córka... 27.10.06, 21:42
      Tak bardzo bardzo mi przykro.

      Nie gromadz w sobie negatywnych uczuc wobec niej. Mysl o niej, mimo wszystko,
      cieplo i zycz jej jak najlepiej. Kochaj ja bez zalu, ale wspalaniomyslnie, bez
      wypominania niczego.

      Przesylam ci cala moja pozytywna energie:) Trzymaj sie.

      Magda
    • twojahanus Re: To była moja córka... 28.10.06, 18:03
      Matko!! Prawie się popłakałam. Jak można być takim człowiekiem, jak można być
      takim okropnym człowiekiem!!! To przykre bardzo. Współczuję- oddać serce
      własnej córce a ona tak się zachowuje. Niestety alebo stety życie jest
      sprawiedliwe i spotka ją za to kiedyś ogromna kara. Pani męza również. Mam
      nadziej że przeczyta Pani list, listy innych Forumowiczek i moze coś zrozumie.
      Eeeeee raczej nie, skoro tak zrobiła, to prosze wymaczyć że tak to określę,
      jest głupia. Rozumiem, ze to miał być jej wybryk, ale dziś ona jest dorosłą
      kobietą. Tak sie nie robi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka