Dodaj do ulubionych

Kto wrobił Matusewicza?

20.03.07, 08:43
piotrkowtrybunalski.naszemiasto.pl/wydarzenia/711957.html
W marcu 2000 roku marszałek województwa łódzkiego Waldemar Matusewicz zarzucił
prezesowi Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w
Łodzi Markowi Kubiakowi nadużycia finansowe przy zakupie przez Fundusz akcji
Banku Częstochowa i doprowadzenie do straty w wysokości prawie 2 mln zł.
Okazało się, że to był tylko czubek góry lodowej nieprawidłowości finansowych
wykrytych później w Funduszu.
Występując wtedy przeciwko korupcji Matusewicz naraził się wielu osobom z
polityki i z tzw. „politycznego biznesu”. Grupa osób, niezależnie od układów
politycznych, potrafiła przez wiele lat ułożyć się z łódzkimi wysokimi
urzędnikami i z ludźmi ze służb specjalnych. Dzięki temu grupa ta dorobiła się
olbrzymiego majątku: kamienic w centrum Łodzi, nieruchomości w atrakcyjnych
podłódzkich miejscowościach, dobrze prosperujących firm założonych za
publiczne pieniądze, wielu lokat bankowych etc. Po latach okazuje się, że ich
możliwości i bezwględność w działaniu są nieograniczone.

Oskarżenie i skazanie Waldemara Matusewicza jest próbą odwrócenia uwagi od
grupy ludzi, którzy przez ponad 8 lat w sposób półlegalny i całkowicie
nielegalny czerpali korzyści z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i
Gospodarki Wodnej w Łodzi. Oskarżenie i skazanie Waldemara Matusewicza to
próba ukrycia prawdziwych sprawców korupcji prowadzonej na wielką skalę.
Matusewicz został kozłem ofiarnym, został poniżony w oczach społeczeństwa. On
oraz inni działacze publiczni dostali nauczkę i ostrzeżenie: nie wolno wtrącać
się, gdy ważniejsi, lepiej ustawieni robią interesy za publiczne pieniądze.
Prawdziwi przestępcy z coraz większym spokojem oczekują na zakończenie
postępowań wobec Marka Kubiaka. Straty związane z karami dla niego będą w
sumie niezbyt duże w porównaniu z tym, co udało się zachować dla grupy.

Dlaczego i jak prokuratorzy pomagali Kubiakowi w stworzeniu nieprawdziwych
pomówień wobec Matusewicza? Dlaczego dwa łódzkie sądy nie reagowały na
oczywiste dowody składania fałszywych zeznań? Dlaczego Marek Kubiak jest
całkowicie wiarygodny dla łódzkiego wymiaru sprawiedliwości? Dlaczego
Matusewicz jest całkowicie niewiarygodny dla łódzkiego wymiaru sprawiedliwości?

Przez pierwsze 2 lata śledztwa w sprawie nadużyć w Funduszu wielokrotnie
przesłuchiwany Kubiak prawie nie używał nazwiska Matusewicza, nie pomawiał go
o nic. Bronił się tak, jak potrafił korzystając z pomocy doskonałych
adwokatów. W grudniu 2002 roku Kubiakowi postawiono zarzuty popełnienia
przestępstw na kwotę przekraczającą 40 mln zł.

Na wiosnę 2003 roku prokurator namówił bądź sprowokował Kubiaka do złożenia
zeznań obciążających inne osoby, w tym Matusewicza. Ponieważ Matusewicz nie
zrobił nic co można by nazwać przestępstwem, Kubiak wymyślał pomówienia, które
następnie były „naciągane” w trakcie wielogodzinnych przesłuchań w taki
sposób, aby można było spreparować z nich prokuratorskie zarzuty.
Kubiak od kwietnia 2003 roku zaczął opowiadać niestworzone rzeczy o
Matusewiczu, o Antoszewskim i o Pęczaku. Praktycznie nic z tych pierwszych
pomówień nie nadawało się do wykorzystania prokuratorskiego.
W lipcu Kubiak został zatrzymany przez ABW i spędził w areszcie jedną noc. Po
czym został wypuszczony na wolność.
Wezwany na przesłuchanie na początku września 2003 roku Kubiak poprosił o
jeszcze kilka dni. Po tych kilku dniach przedstawił pierwsze wykorzystane
przez prokuratora pomówienie o żądaniu laptopa i zapowiedział, że opowie o
tzw. wycieczce do Paryża. Przesłuchanie przerwano na 11 dni i wtedy Kubiak
uszczegółowił swoje pomówienie w sprawie Paryża.

Dlaczego prokurator tak chętnie dawał czas Kubiakowi na „przygotowanie się” do
przesłuchań? Dlaczego aż cztery miesiące Kubiak „przypominał sobie”, że wraz
ze swoim przyjacielem rzekomo organizował wyjazd Matusewicza do Paryża? Czy
właśnie wtedy przekonywał przyjaciela do złożenia fałszywych zeznań?
Po tych pierwszych pomówieniach Kubiak na kolejnym przesłuchaniu złożył
wniosek o nadzwyczajne złagodzenie dla niego kary z powodu ujawnienia
przestępstw popełnionych przez Matusewicza. Takie postępowanie dopuszcza
artykuł 60 kodeksu karnego. Czy na tym polegała propozycja prokuratora złożona
Kubiakowi w kwietniu 2003 roku?

Po złożeniu wniosku o nadzwyczajne złagodzenie kary Kubiak dołożył jeszcze
jedno pomówienie – o opłacaniu posiłków w restauracjach. Czyżby prokurator
wytłumaczył mu, że to co powiedział na mój temat jest zbyt błahe, by
zastosować artykuł 60 kodeksu karnego?
W październiku 2003 roku Kubiak dodaje jeszcze jedno pomówienie – o „żądaniu”
dofinansowania dla SLD w Piotrkowie. Później to pomówienie przekształciło się
w „żądanie” zakupu mebli dla SLD.
W grudniu 2003 roku Kubiak został ponownie zatrzymany „na chwilę” przez ABW.
Równolegle przez cały 2003 rok ABW prowadziła z Kubiakiem pracę operacyjną.
Jak zeznał przed sądem jeden z funkcjonariuszy polegało to na rozmowach z
Kubiakiem. O czym rozmawiano, do czego przekonywano Kubiaka?
W lutym 2004 roku Kubiak został aresztowany. Postawiono mu dodatkowe zarzuty
„wyprowadzania”, czyli kradzieży pieniędzy z Agencji Poszanowania Energii.
Płacząc w trakcie przesłuchań, Kubiak „przypomniał sobie”, że robił tak by
dawać pieniądze Pęczakowi i Matusewiczowi. Pęczakowi przekazał rzekomo 40 tys.
zł, a Matusewiczowi rzekomo 20 tys. zł. Taki był powód „wyprowadzania”
pieniędzy z APE. Okazało się jednak, że widocznie całkiem przy okazji Kubiak
„wyprowadził” dla siebie prawie 300 tys. zł, a prezes APE wziął dla siebie
prawie 100 tys. zł.
W maju 2004 roku w trakcie krótkiego przesłuchania Kubiakowi „przypomniało
się”, że komputera i telefonu Matusewicz żądał dla siebie prywatnie, a nie
jako sprzęt potrzebny marszałkowi do pracy.
W maju 2004 roku w trakcie piętnastominutowej przerwy pomiędzy przesłuchaniami
Kubiak „przypomniał sobie”, że Matusewicz w 1999 roku żądał od niego pół
miliona złotych. Kubiak na piśmie (!!!) uzasadnił Matusewiczowi, że nie może
takiej korzyści wręczyć.
W maju 2004 roku ten sam prokurator, przy którym Kubiakowi tak dobrze
„przypominały się” różne rzeczy, napisał ewidentną nieprawdę w uzasadnieniu
wniosku o aresztowanie Matusewicza. Stwierdził, że są świadkowie
potwierdzający, że Matusewicz groził Kubiakowi. Takiego zdarzenia nie było, a
wskazani przez prokuratora świadkowie, we wskazanych przez prokuratora
zeznaniach, zaprzeczyli pomówieniu Kubiaka.
Sąd aresztowy nie zachciał przeczytać zeznań świadków wskazanych przez
prokuratora.

W trakcie procesów Sąd Okręgowy i Sąd Apelacyjny uznały, że Kubiak na żądanie
Matusewicza zapłacił 11 tys. zł za obiady w restauracjach. Kubiak rzekomo
wyrzucił wszystkie rachunki, nie pamiętał z jakich one pochodziły restauracji,
nie pamiętał jakie były na nich daty. Ponad 20 kelnerów i kelnerek wezwanych
przez prokuratora zaprzeczyło aby Matusewicz bywał w restauracjach, a tym
bardziej aby brał rachunki. Przed sądem Kubiak odwołał to pomówienie.
Co jeszcze trzeba by zrobić, aby udowodnić, że Kubiak kłamał w trakcie
przesłuchań prokuratorskich?
Sąd Okręgowy uznał Matusewicza winnym przyjęcia korzyści majątkowej w postaci
laptopa i telefonu komórkowego z portem podczerwieni. Sąd Apelacyjny uznał, że
ten sprzęt służył Matusewiczowi do pracy w urzędzie i nie był korzyścią
majątkową w związku z czym uniewinnił go od zarzutu popełnienia przestępstwa w
tym zakresie.
Obie instancje sądowe uznały, że istniał telefon komórkowy z podczerwienią
zakupiony w 1999 roku przez Funduszu na życzenie lub żądanie Matusewiczaw.
Tymczasem w aktach sprawy jest pismo od prezesa Funduszu, z lipca 20034 roku,
informujące, że w 1999
Obserwuj wątek
    • witch47 Re: Kto wrobił Matusewicza? cz. II 20.03.07, 08:57
      cd.

      Przyjaciel Kubiaka stwierdził w prokuraturze i przed sądem, że osobiście
      dostarczył Matusewiczowi dwa bilety lotnicze do Paryża i voucher hotelowy dla
      dwóch osób. „Pamiętał”, że drugi bilet był wystawiony na nazwisko kobiety.
      Sąd Okręgowy dzięki właścicielce biura lotniczego wyjaśnił, że nigdy nie był
      zakupiony ani nawet zarezerwowany drugi bilet.
      Czy sąd zwątpił w zeznania przyjaciela Kubiaka? Nie, uznał, że on się częściowo
      pomylił!
      Dlaczego sąd wybrał do ukarania Matusewicza część zeznań świadka, który w
      ewidentny sposób skłamał przed sądem?
      Matusewicz został skazany za przyjęcie jednego biletu lotniczego i vouchera
      hotelowego.
      Sąd Okręgowy, podpierając się rozważaniami psychologicznymi, dokonał
      ekwilibrystyki myślowej, aby uznać za normalne, że Kubiak „przypomniał sobie” o
      żądaniu pół miliona złotych po roku od momentu kiedy sam zadeklarował chęć
      powiedzenia wszystkiego o Matusewiczu. Obu instancji sądowych nie zdziwiło, że
      Kubiak dopiero po takim długim namyśle „przypomniał sobie”, że wraz ze swoim
      przyjacielem na piśmie odmówił udzielenia korzyści majątkowej. Przecież obaj
      zachowali się jak bohaterowie!
      Dlaczego dla sądów Kubiak jest wiarygodny tylko wtedy kiedy pomawia Matusewicza?
      • karlov Re: Kto wrobił Matusewicza? cz. II 20.03.07, 10:07
        Refleks godny kadry olbojów w sezonowym łapaniu ślimaków
        • maly.p Re: Kto wrobił Matusewicza? cz. II 20.03.07, 11:13
          Jaki biedny ten pan Matusewicz naprawde.Chyba się wzruszylem i sie
          poplacze...Tylko wspolczuc biduli.
      • maddox84 Re: Kto wrobił Matusewicza? cz. II 20.03.07, 11:44
        Od samego początku w tej sprawie mi coś śmierdziało :(
        • katapulta25 Re: Kto wrobił Matusewicza? cz. II 20.03.07, 21:12
          Rzeczywiście, waniało nieźle!
          Ciekawe co przyniosą najbliższe tygodnie w tej sprawie, bo dzieje się, oj
          dzieje! A Matusek się nie poddaje i walczy dalej.
    • witch47 Re: Kto wrobił Matusewicza? cd. 20.03.07, 14:30
      Tymczasem w aktach sprawy jest pismo od prezesa Funduszu, z lipca 2004 roku,
      informujące, że w 1999 roku Fundusz w ogóle nie kupował żadnych telefonów z
      podczerwienią.
      Czy sędziowie w tak pobieżny sposób zapoznali się ze wszystkimi aktami sprawy?
      Przyjaciel Kubiaka stwierdził w prokuraturze i przed sądem, że osobiście
      dostarczył Matusewiczowi dwa bilety lotnicze do Paryża i voucher hotelowy dla
      dwóch osób. „Pamiętał”, że drugi bilet był wystawiony na nazwisko kobiety.
      Sąd Okręgowy dzięki właścicielce biura lotniczego wyjaśnił, że nigdy nie był
      zakupiony ani nawet zarezerwowany drugi bilet.
      Czy sąd zwątpił w zeznania przyjaciela Kubiaka? Nie, uznał, że on się częściowo
      pomylił!
      Dlaczego sąd wybrał do ukarania Matusewicza część zeznań świadka, który w
      ewidentny sposób skłamał przed sądem?
      Matusewicz został skazany za przyjęcie jednego biletu lotniczego i vouchera
      hotelowego.
      Sąd Okręgowy, podpierając się rozważaniami psychologicznymi, dokonał
      ekwilibrystyki myślowej, aby uznać za normalne, że Kubiak „przypomniał sobie” o
      żądaniu pół miliona złotych po roku od momentu kiedy sam zadeklarował chęć
      powiedzenia wszystkiego o Matusewiczu. Obu instancji sądowych nie zdziwiło, że
      Kubiak dopiero po takim długim namyśle „przypomniał sobie”, że wraz ze swoim
      przyjacielem na piśmie odmówił udzielenia korzyści majątkowej. Przecież obaj
      zachowali się jak bohaterowie!
      Dlaczego dla sądów Kubiak jest wiarygodny tylko wtedy kiedy pomawia Matusewicza?
    • bywalec666 Re: Kto wrobił Matusewicza? 20.03.07, 19:31
      Sam się wrobił!
    • narwance.polne Re: Kto wrobił Matusewicza? 20.03.07, 21:33
      Bo sądy mamy niezawisłe i sprawiedliwe. Nie chciał iść na lewo, nie poszedł na
      prawo, to do ukarania.
    • witch47 Wywiad z MAtusewiczem 10.05.07, 08:53
      Spieprzyłem komuś robotę

      Rozmowa z byłym prezydentem Piotrkowa Trybunalskiego – Waldemarem Matusewiczem
      Fakty i Mity

      - Jak Pan się czuje przed powrotem za kratki?
      - Fatalnie, ale nie z tego powodu, że trafię znów do więzienia, ale dlatego, że
      skazano mnie za grzechy, których nie popełniłem i że stałem się kozłem ofiarnym,
      bo odważyłem się mówić o tym, co działo się w Wojewódzkim Fundusz Ochrony
      Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi.
      - Stowarzyszenie „Przeciw Korupcji” wykonało niesamowity krok – wystąpiło do
      ministra sprawiedliwości w Pana obronie, choć powinno potępić Matusewicza za
      korupcje usankcjonowaną prawomocnym wyrokiem.
      - Byłem tym zaskoczony. Stowarzyszenie doszło do wniosku, że w sądzie nie
      przedstawiono żadnego dowodu mojej korupcji, a Temida uznała za wiarygodne
      jedynie słowa prezesa Funduszu Marka Kubiaka, że łapówki brane z Agencji
      Poszanowania Energii miały rzekomo służyć finansowaniu władz partyjnych i
      samorządowych województwa.
      - I to potraktowano jako dowód przeciwko Panu?
      - Oczywiście. W aktach sprawy znalazły się dokumenty dotyczące prywatnego konta
      Kubiaka świadczące o tym, że w tym właśnie czasie zakładał on nowe lokaty.
      Jednak dowód prokuratorski dziwnym trafem okazał się bardziej wiarygodny od mojego.
      - Aż trudno mi uwierzyć, że jest Pan całkowicie niewinny…
      - Z pewnością nie popełniłem tych zarzutów, które znalazły się w akcie
      oskarżenia. Za to nie ukrywałem, że były 3-4 przypadki, gdy WFOŚ sfinansował w
      1999 r. kilka przyjęć, których byłem gospodarzem. Są faktury to potwierdzające z
      podpisem mojej asystentki. Pierwsze takie spotkanie z dziennikarzami województwa
      łódzkiego odbyło się w marcu 1999 roku, m.in. z udziałem Kubiaka i innych osób.
      Fundusz rzeczywiście zapłacił za ten bankiet. Gdyby postawiono mi zarzut
      dotyczący tego przyjęcia, nawet bym nie protestował. Jednak według Kubiaka miał
      on zapłacić za inne spotkania ponad 11 tys. zł, ale nie zachowały się żadne
      faktury, Kubiak nie pamięta gdzie się one odbywały, ani kto w nich uczestniczył.
      - Ale pojawiły się też inne zarzuty…
      - … dotyczące np. mebli dla SLD w Piotrkowie. Fundusz likwidował w tym czasie
      swoje agendy, m.in. w Sieradzu, i poprosiłem o meble używane. Okazało się
      jednak, że już zostały rozdysponowane, więc prezes Kubiak zaoferował mi
      sponsora. Zarzucono mi później, że z Agencji Poszanowania Energii wyłudziłem 10
      tysięcy złotych i że wprowadziłem ją w błąd, tymczasem wszyscy wiedzieli, że
      chodzi o meble dla SLD, że załatwiano wszystko oficjalnie…
      - … ale faktem jest, że Agencja zapłaciła za te meble.
      - Tego nie neguję, ale nie było to żadne oszustwo, tylko darowizna.
      - A jak było z biletami lotniczymi do Paryża, miał Pan rzekomo lecieć z
      zaprzyjaźnioną osobą…
      - To kolejne kłamstwo. Śledztwo wykazało, że nie było drugiego biletu ani
      drugiej osoby. Nikt nie znalazł tego drugiego biletu ani jego śladu. Sąd
      udowodnił, że świadek który miał mi wręczyć dwa bilety po prostu kłamał.
      - Skoro jest Pan niewinny, na czym zatem oparto akt oskarżenia?
      - Na bezpodstawnych pomówieniach.
      - Kluczową osobą w posłaniu Pana za kratki jest były prezes Wojewódzkiego
      Funduszu Ochrony Środowiska w Łodzi Marek Kubiak, jakie miał powody, by Pana
      oskarżać?
      - Są dwa takie powody. Pierwszy wiąże się z zemstę i chęcią odegrania się za to,
      że doprowadziłem do odwołania go z funkcji prezesa i postawienia go przed sądem.
      Przerwałem mu robienie kariery, nagłaśniając niegospodarny zakup 10 procent
      akcji banku w Częstochowie. Jako urzędnik średniego szczebla zdążył już nabyć
      m.in. 6 kamienic w Łodzi, 2 mieszkania własnościowe, 10 hektarów ziemi.
      Drugi powód jest innego rodzaju. W październiku 2002 roku postawiono Kubiakowi
      zarzut dotyczący oszustw na kwotę 40 milionów złotych. Dopiero gdy w kwietniu
      następnego roku prokurator zachęca Kubiaka do skorzystania z artykułu 60 kodeksu
      karnego mówiącego o tym, że jeśli poinformuje o przestępstwie zagrożonym
      powyżej 5 lat, może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary, były prezes zaczyna
      źle mówić o mnie, Pęczaku, Antoszewskim. Ale przez kilka miesięcy są tylko
      jakieś plotki, pomówienia.
      - Może nadal nie chciał Pana sypać…
      - Gdyby wiedział o moich rzeczywistych przestępstwach, zapewne by ich teraz nie
      ukrywał. W lipcu 2003 roku ABW aresztowała go na krótko, we wrześniu jest znów
      przesłuchiwany, prosi o jeszcze kilka dni, bo chce wreszcie mówić o moich
      oszustwach. I mówi o laptopie oraz telefonie komórkowym udostępnionych przez
      Fundusz do mojego użytku. Od zarzutu dotyczącego telefonu i laptopa sąd mnie
      potem uwolnił. Ale Kubiak wykorzystuje sytuacje i zgłasza wniosek o wspomniane
      złagodzenie kary. Mogę się jedynie domyślać, że prokurator mu wyjaśnił, że ów
      zarzut dotyczący wykorzystywania służbowo laptopa nie może być zagrożony karą
      powyżej 5 lat więzienia.
      - Co zatem robi Kubiak?
      - Podczas kolejnego przesłuchania wymyśla, że żądałem od niego 2-3 proc. od
      dotacji udzielanych przez Fundusz. Rocznie WFOŚ przydzielał 100 milionów złotych
      w postaci pożyczek, dotacji itp., głównie podmiotom publicznym. Jak zatem jakaś
      gmina czy szkoła mogła przekazywać takie pieniądze! Prokuratura słusznie
      dochodzi do wniosku, że takie oskarżenie jest absurdalne i można je włożyć
      między bajki.
      - Konfabulacje Kubiaka nie były więc tajemnicą...
      - Tak przynajmniej należało przypuszczać. Pół roku później Kubiak stwierdza, że
      żądałem od niego pół miliona złotych, które miały pochodzić ze spółki podległej
      Funduszowi. Gdy naciskałem go o te pieniądze, wysmażył pismo odmowne. Dziwnym
      trafem nikt nigdy tego pisma nie znalazł, ale tym razem prokurator i sąd na
      podstawie jedynie zestawienia realizowanych inwestycji oskarżył mnie o
      pobieranie łapówek.
      - Z tego można wysnuć wniosek, że nie tylko Kubiakowi zależało na wsadzeniu Pana
      za kratki…
      - Moim zdaniem bardziej zainteresowana była prokuratura.
      - Dlaczego?
      - Prokuratorzy z pewnością chcieli się wykazać, robiąc przy okazji karierę.
      - Obowiązkiem prokuratury było znalezienie winnych nadużyć w Funduszu.
      - To oczywiste. Ale też przyłapanie byłego marszałka województwa oznaczało
      awans. Tak też się stało – wszyscy prokuratorzy zajmujący się moją sprawą
      awansowali. Ale w skazaniu mnie duży udział miała także ABW. Jeden z
      funkcjonariuszy agencji stwierdził przed sądem Okręgowym w Łodzi, że ABW jeszcze
      przed aresztowaniem prowadziła pracę operacyjną z Kubiakiem.
      - Jaki z tego można wysnuć wniosek?
      - Jeśli się skojarzy dwukrotne zatrzymania Kubiaka z dwukrotną próbą odwołania
      przez niego zeznań, można dojść do wniosku, że sprawa była znacznie poważniejsza
      niż mi się wydawało, gdy zgłaszałem zastrzeżenia do transakcji zakupu przez
      Kubiaka akcji częstochowskiego banku. Jak się później okazało, Kubiak
      zainwestował prawie 45 milionów złotych bez zabezpieczenia w akcje warte… 5,7
      mln zł. Moim zdaniem za tym wszystkim stał ktoś znacznie ważniejszy niż Kubiak,
      który był tylko wykonawcą.
      - Kto zatem był mózgiem tej transakcji - Pęczak?
      - Ktoś znacznie wyżej. Sam dziś usiłuję znaleźć odpowiedź na to pytanie,
      zastanawiając się np. dlaczego ABW w 2004 roku namawiała świadków do składania
      fałszywych zeznań przeciwko mnie.
      - Dlaczego uparli się, by wsadzić Pana za kratki, choć to Pan doniósł na Kubiaka
      i doprowadził w konsekwencji do wykrycia olbrzymich nadużyć w Funduszu?
      - Przypadkowo komuś spieprzyłem dużą transakcję finansową. Mówiłem o tym podczas
      procesu, ale nikt tego nie słuchał. Moje wyjaśnienia uznano za niewiarygodne i o
      dziwo wszystkie wątpliwości rozstrzygnięto na moją niekorzyść. Zadbano o to, by
      udowodnić mi łapówkarstwo (miałem wziąć łącznie 24 tysiące złotych), w celu
      odwrócenia uwagi od Funduszu. Wygląda na to, że inni zamieszani we wspomnianą
      aferę jeszcze długo nie będą skazani.
      - Strzał w Pana stronę okazał się jednak celny…
      - Kubiakowi zarzuca się teraz jedynie niegospodarność, jakoś nikt nie mówi o
      korupcji, j
      • witch47 Wywiad z MAtusewiczem cz II 10.05.07, 08:56

        - Strzał w Pana stronę okazał się jednak celny…
        - Kubiakowi zarzuca się teraz jedynie niegospodarność, jakoś nikt nie mówi o
        korupcji, jego olbrzymim majątku. Na razie jestem jedyną ofiarą tej afery.
        - Zarzuca Pan organom ścigania, że celowo wpakowały Pana za kratki, że sąd i
        prokuratura pominęły kluczowe zeznania…
        - Nie mogę darować sądowi, że zakpił ze mnie choćby w sprawie wspomnianych
        biletów lotniczych – miały być dwa, okazał się jeden i za niego mnie skazano. To
        kpina! Podobnie było z telefonem komórkowym na poczerwień, którego też… nie było.
        - Na co Pan jeszcze liczy?
        - Jestem przegrany, lada moment będę musiał zgłosić się do więzienia, by
        odsiedzieć pozostałe 2,5 roku. Nadal jednak liczę na to, że ktoś w Polsce
        przeczyta akta mojej sprawy i potraktuje mnie naprawdę sprawiedliwie.
        Rozmawiał: Ryszard Poradowski


        Waldemar Matusewicz – lat 49, były prezydent Piotrkowa Trybunalskiego, jedyny
        dotąd skazany (na 3,5 roku więzienia) w aferze związanej z Wojewódzkim Funduszem
        Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi. Sąd Apelacyjny nie zgodził się
        na dalsze odroczenia kary. Sprawa Matusewicza trafiła do kasacji.

        Do wywiadu są zdjęcia W. Matusewicza
    • witch47 Rozmowa z Matusewiczem 10.05.07, 08:54
      Spieprzyłem komuś robotę

      Rozmowa z byłym prezydentem Piotrkowa Trybunalskiego – Waldemarem Matusewiczem
      Fakty i Mity

      - Jak Pan się czuje przed powrotem za kratki?
      - Fatalnie, ale nie z tego powodu, że trafię znów do więzienia, ale dlatego, że
      skazano mnie za grzechy, których nie popełniłem i że stałem się kozłem ofiarnym,
      bo odważyłem się mówić o tym, co działo się w Wojewódzkim Fundusz Ochrony
      Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi.
      - Stowarzyszenie „Przeciw Korupcji” wykonało niesamowity krok – wystąpiło do
      ministra sprawiedliwości w Pana obronie, choć powinno potępić Matusewicza za
      korupcje usankcjonowaną prawomocnym wyrokiem.
      - Byłem tym zaskoczony. Stowarzyszenie doszło do wniosku, że w sądzie nie
      przedstawiono żadnego dowodu mojej korupcji, a Temida uznała za wiarygodne
      jedynie słowa prezesa Funduszu Marka Kubiaka, że łapówki brane z Agencji
      Poszanowania Energii miały rzekomo służyć finansowaniu władz partyjnych i
      samorządowych województwa.
      - I to potraktowano jako dowód przeciwko Panu?
      - Oczywiście. W aktach sprawy znalazły się dokumenty dotyczące prywatnego konta
      Kubiaka świadczące o tym, że w tym właśnie czasie zakładał on nowe lokaty.
      Jednak dowód prokuratorski dziwnym trafem okazał się bardziej wiarygodny od mojego.
      - Aż trudno mi uwierzyć, że jest Pan całkowicie niewinny…
      - Z pewnością nie popełniłem tych zarzutów, które znalazły się w akcie
      oskarżenia. Za to nie ukrywałem, że były 3-4 przypadki, gdy WFOŚ sfinansował w
      1999 r. kilka przyjęć, których byłem gospodarzem. Są faktury to potwierdzające z
      podpisem mojej asystentki. Pierwsze takie spotkanie z dziennikarzami województwa
      łódzkiego odbyło się w marcu 1999 roku, m.in. z udziałem Kubiaka i innych osób.
      Fundusz rzeczywiście zapłacił za ten bankiet. Gdyby postawiono mi zarzut
      dotyczący tego przyjęcia, nawet bym nie protestował. Jednak według Kubiaka miał
      on zapłacić za inne spotkania ponad 11 tys. zł, ale nie zachowały się żadne
      faktury, Kubiak nie pamięta gdzie się one odbywały, ani kto w nich uczestniczył.
      - Ale pojawiły się też inne zarzuty…
      - … dotyczące np. mebli dla SLD w Piotrkowie. Fundusz likwidował w tym czasie
      swoje agendy, m.in. w Sieradzu, i poprosiłem o meble używane. Okazało się
      jednak, że już zostały rozdysponowane, więc prezes Kubiak zaoferował mi
      sponsora. Zarzucono mi później, że z Agencji Poszanowania Energii wyłudziłem 10
      tysięcy złotych i że wprowadziłem ją w błąd, tymczasem wszyscy wiedzieli, że
      chodzi o meble dla SLD, że załatwiano wszystko oficjalnie…
      - … ale faktem jest, że Agencja zapłaciła za te meble.
      - Tego nie neguję, ale nie było to żadne oszustwo, tylko darowizna.
      - A jak było z biletami lotniczymi do Paryża, miał Pan rzekomo lecieć z
      zaprzyjaźnioną osobą…
      - To kolejne kłamstwo. Śledztwo wykazało, że nie było drugiego biletu ani
      drugiej osoby. Nikt nie znalazł tego drugiego biletu ani jego śladu. Sąd
      udowodnił, że świadek który miał mi wręczyć dwa bilety po prostu kłamał.
      - Skoro jest Pan niewinny, na czym zatem oparto akt oskarżenia?
      - Na bezpodstawnych pomówieniach.
      - Kluczową osobą w posłaniu Pana za kratki jest były prezes Wojewódzkiego
      Funduszu Ochrony Środowiska w Łodzi Marek Kubiak, jakie miał powody, by Pana
      oskarżać?
      - Są dwa takie powody. Pierwszy wiąże się z zemstę i chęcią odegrania się za to,
      że doprowadziłem do odwołania go z funkcji prezesa i postawienia go przed sądem.
      Przerwałem mu robienie kariery, nagłaśniając niegospodarny zakup 10 procent
      akcji banku w Częstochowie. Jako urzędnik średniego szczebla zdążył już nabyć
      m.in. 6 kamienic w Łodzi, 2 mieszkania własnościowe, 10 hektarów ziemi.
      Drugi powód jest innego rodzaju. W październiku 2002 roku postawiono Kubiakowi
      zarzut dotyczący oszustw na kwotę 40 milionów złotych. Dopiero gdy w kwietniu
      następnego roku prokurator zachęca Kubiaka do skorzystania z artykułu 60 kodeksu
      karnego mówiącego o tym, że jeśli poinformuje o przestępstwie zagrożonym
      powyżej 5 lat, może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary, były prezes zaczyna
      źle mówić o mnie, Pęczaku, Antoszewskim. Ale przez kilka miesięcy są tylko
      jakieś plotki, pomówienia.
      - Może nadal nie chciał Pana sypać…
      - Gdyby wiedział o moich rzeczywistych przestępstwach, zapewne by ich teraz nie
      ukrywał. W lipcu 2003 roku ABW aresztowała go na krótko, we wrześniu jest znów
      przesłuchiwany, prosi o jeszcze kilka dni, bo chce wreszcie mówić o moich
      oszustwach. I mówi o laptopie oraz telefonie komórkowym udostępnionych przez
      Fundusz do mojego użytku. Od zarzutu dotyczącego telefonu i laptopa sąd mnie
      potem uwolnił. Ale Kubiak wykorzystuje sytuacje i zgłasza wniosek o wspomniane
      złagodzenie kary. Mogę się jedynie domyślać, że prokurator mu wyjaśnił, że ów
      zarzut dotyczący wykorzystywania służbowo laptopa nie może być zagrożony karą
      powyżej 5 lat więzienia.
      - Co zatem robi Kubiak?
      - Podczas kolejnego przesłuchania wymyśla, że żądałem od niego 2-3 proc. od
      dotacji udzielanych przez Fundusz. Rocznie WFOŚ przydzielał 100 milionów złotych
      w postaci pożyczek, dotacji itp., głównie podmiotom publicznym. Jak zatem jakaś
      gmina czy szkoła mogła przekazywać takie pieniądze! Prokuratura słusznie
      dochodzi do wniosku, że takie oskarżenie jest absurdalne i można je włożyć
      między bajki.
      - Konfabulacje Kubiaka nie były więc tajemnicą...
      - Tak przynajmniej należało przypuszczać. Pół roku później Kubiak stwierdza, że
      żądałem od niego pół miliona złotych, które miały pochodzić ze spółki podległej
      Funduszowi. Gdy naciskałem go o te pieniądze, wysmażył pismo odmowne. Dziwnym
      trafem nikt nigdy tego pisma nie znalazł, ale tym razem prokurator i sąd na
      podstawie jedynie zestawienia realizowanych inwestycji oskarżył mnie o
      pobieranie łapówek.
      - Z tego można wysnuć wniosek, że nie tylko Kubiakowi zależało na wsadzeniu Pana
      za kratki…
      - Moim zdaniem bardziej zainteresowana była prokuratura.
      - Dlaczego?
      - Prokuratorzy z pewnością chcieli się wykazać, robiąc przy okazji karierę.
      - Obowiązkiem prokuratury było znalezienie winnych nadużyć w Funduszu.
      - To oczywiste. Ale też przyłapanie byłego marszałka województwa oznaczało
      awans. Tak też się stało – wszyscy prokuratorzy zajmujący się moją sprawą
      awansowali. Ale w skazaniu mnie duży udział miała także ABW. Jeden z
      funkcjonariuszy agencji stwierdził przed sądem Okręgowym w Łodzi, że ABW jeszcze
      przed aresztowaniem prowadziła pracę operacyjną z Kubiakiem.
      - Jaki z tego można wysnuć wniosek?
      - Jeśli się skojarzy dwukrotne zatrzymania Kubiaka z dwukrotną próbą odwołania
      przez niego zeznań, można dojść do wniosku, że sprawa była znacznie poważniejsza
      niż mi się wydawało, gdy zgłaszałem zastrzeżenia do transakcji zakupu przez
      Kubiaka akcji częstochowskiego banku. Jak się później okazało, Kubiak
      zainwestował prawie 45 milionów złotych bez zabezpieczenia w akcje warte… 5,7
      mln zł. Moim zdaniem za tym wszystkim stał ktoś znacznie ważniejszy niż Kubiak,
      który był tylko wykonawcą.
      - Kto zatem był mózgiem tej transakcji - Pęczak?
      - Ktoś znacznie wyżej. Sam dziś usiłuję znaleźć odpowiedź na to pytanie,
      zastanawiając się np. dlaczego ABW w 2004 roku namawiała świadków do składania
      fałszywych zeznań przeciwko mnie.
      - Dlaczego uparli się, by wsadzić Pana za kratki, choć to Pan doniósł na Kubiaka
      i doprowadził w konsekwencji do wykrycia olbrzymich nadużyć w Funduszu?
      - Przypadkowo komuś spieprzyłem dużą transakcję finansową. Mówiłem o tym podczas
      procesu, ale nikt tego nie słuchał. Moje wyjaśnienia uznano za niewiarygodne i o
      dziwo wszystkie wątpliwości rozstrzygnięto na moją niekorzyść. Zadbano o to, by
      udowodnić mi łapówkarstwo (miałem wziąć łącznie 24 tysiące złotych), w celu
      odwrócenia uwagi od Funduszu. Wygląda na to, że inni zamieszani we wspomnianą
      aferę jeszcze długo nie będą skazani.
      - Strzał w Pana stronę okazał się jednak celny…
      - Kubiakowi zarzuca się teraz jedynie niegospodarność, jakoś nikt nie mówi o
      korupcji, j
    • witch47 Ziemia Piotrkowska I 10.05.07, 09:02
      Rozmowa z Waldemarem Matusewiczem
      „Ziemia Piotrkowska”
      27 kwietnia 2007 roku

      Dostał pan już wezwanie do stawienia się w zakładzie karnym?
      Nie.
      Listonosz nie jest chyba kimś na kogo czeka pan z niecierpliwością...?
      Nie jest winą listonosza, że przynosi złe wiadomości. A mój listonosz jest
      bardzo miły.
      Domyśla się pan, do którego zakładu może pan zostać skierowany?
      Nie, nie myślę o tym. Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia.
      Po cichu liczył pan pewnie na to, że sąd apelacyjny uchyli postanowienie sądu
      pierwszej instancji, który nie zgodził się na odroczenie wykonania kary
      pozbawienia wolności...? Gdyby tak właśnie się stało, mógłby pan mieć nadzieję
      na odsunięcie w czasie momentu pójścia do więzienia.
      Nie po cichu liczyłem, ale byłem mocno przekonany, że Sąd Apelacyjny wskaże na
      błędy Sądu Okręgowego. I tak się stało, ale tylko w przypadku dwóch zarzutów, od
      których Sąd Apelacyjny mnie uniewinnił. Nie mogę zrozumieć dlaczego Sąd
      Apelacyjny pozostawił pozostałe zarzuty, które były skonstruowane w taki sam
      sposób jak te dwa odrzucone, tak samo oparte na pomówieniach bez żadnych
      dowodów. Uważam, że Sąd Apelacyjny bał się postąpić konsekwentnie, gdyż wówcza
      musiałby uwolnić mnie od wszystkich zarzutów, a to byłoby bardzo niepolityczne.
      W Sądzie Najwyższym jest już wniosek o kasację tego wyroku. Gdyby Sąd Apelacyjny
      zdecydował inaczej, udałoby się na wolności doczekać do jego rozpoznania...?
      Liczyłem na to, gdyż przebywanie na wolności dałoby mi lepsze możliwości do
      przygotowania argumentów dla Sądu Najwyższego. Przebywanie w zakładzie karnym
      ograniczy moje prawo do obrony, z założenia będę w gorszej sytuacji.
      Czego spodziewa się pan po Sądzie Najwyższym?
      Przede wszystkim, że przeczyta akta sprawy. Oba sądy łódzkie posługiwały się
      uzasadnieniami sprzecznymi z dokumentami będącymi w aktach sprawy i sprzecznymi
      z ustaleniami poczynionymi w trakcie rozpraw. Sprawiało to wrażenie jakby
      sędziowie przeczytali akta sprawy „po łebkach” i nie chcieli widzieć oczywistych
      kłamstw tzw. świadków oskarzenia. Oczekuję, że Sąd Najwyższy nie potraktuje
      mojej sprawy jako politycznej. A tak właśnie jest ona oceniana w światku
      prawniczym. Dwóch bardzo znanych adwokatów warszawskich odmówiło mi obrony z
      tego właśnie względu, mówiąc, że w Łodzi nie będą się liczyły argumenty
      merytoryczne, a tylko polityczne. Niestety, dotychczas mieli rację. Może
      niezależność Sądu Najwyższego będzie bardziej realna. Na to liczę.
      Od dnia zatrzymania, 26 maja 2004 roku, do dzisiaj twierdzi pan, że nie popełnił
      żadnego z przestępstw, za jakie pana skazano. I zaraz potem dodaje, że w
      fabrykowaniu pomówień na pana pomagały prokuratura i Agencja Bezpieczeństwa
      Wewnętrznego, a sędziowie niezbyt wnikliwie wczytywali się w akta. Walczy pan z
      wymiarem sprawiedliwości i jednocześnie liczy na... No właśnie, na co?
      Nie walczę z wymiarem sprawiedliwości. Jeśli już chce Pan użyć słowa „walczę” to
      raczej w odniesieniu do niektórych ludzi wymiaru sprawiedliwości, którzy robią
      karierę zawodową wykorzytując paskudną atmosferę w kraju. Jest to atmosfera
      napuszczania ludzi na ludzi, pomawiania, obrzucania błotem, „telewizyjnego”
      wsadzania do więzień. Czasami czuję się jak pierwsi chrześcijanie rzuceni na
      pożarcie lwom za niepopełniony przecież czyn podpalenia Rzymu. A ileż przy tym
      igrzysk! Media mają o czym pisać i mówić, władza się puszy, że walczy z
      korupcją, prokuratorzy robią karierę. Prokurator okręgowy, który przekonał
      Kubiaka (pomawiającego mnie skorumpowanego byłego prezesa WFOŚiGW) do złożenia
      fałszywych zeznań przeciwko mnie awansował na zastępcą prokuratora generalnego,
      naczelnik wydziału, który nadzorował śledztwo awansował na prokuratora
      apelacyjnego, a młody prokurator rejonowy manipulujący zeznaniami świadków jest
      dzisiaj naczelnikiem w prokuraturze okręgowej.
      O swojej niewinności próbuje pan przekonać kogo tylko się da. Niełatwo
      występować w takiej roli. Zwłaszcza panu.
      Próbuję przekonać ludzi rozsądnych, myślących. Pomyślcie Państwo, oto złapano
      rzekomego łapówkarza, czyli mnie – właściciela mieszkania spółdzielczego,
      8-letniego samochodu i ... 35-tysięcznego kredytu. Pomawiającym mnie – w 100%
      wiarygodnym dla łódzkich prokuratorów – jest były prezes WFOŚiGW, który w trzy
      lata dorobił się 6 kamienic w centrum Łodzi, dwóch mieszkań własnościowych, domu
      w Łagiewnikach, 10 ha działki i kilkudziesięciu lokat bankowych. Wszystko to z
      pensji urzędnika. W 2000 roku publicznie oskarżyłem tego człowieka o korupcję i
      nadużycia w Funduszu. Czy widzicie Państwo, że łódzcy prokuratorzy robią ze mnie
      kompletnego idiotę: jak mogłem kogoś oskarżać o korupcję, jeśli rzekomo
      czerpałem pełnymi garściami z jego korupcji?
      Łódzki Sąd Okręgowy dokonał w uzasadnieniu wyroku ekwilibrystyki myślowej
      uzasadniając, że jest to normalne, iż Kubiak przypomniał sobie o moich rzekomych
      przestępstwach dopiero w areszcie, namówiony przez prokuratorów. Sąd nie
      uwierzył w odwołanie tych pomówień przed obliczem sądu, w skruchę Kubiaka i
      publiczne łzy. Dlaczego sąd wierzy tylko w te słowa Kubiaka, które działają
      przeciwko mnie? Sąd Okręgowy uznał wszystkie moje wyjaśnienia za niewiarygodne,
      za niewiarygodnych uznał wszystkich moich świadków – bez zadnego uzasadnienia.
      Szczegółowo, na ponad 50 stronach, opisałem moją historię. Rozesłałem ten
      materiał do kilkuset osób. Bardzo mi zależy na opinii ludzi, nie boję się
      natomiast niesprawiedliwego wyroku i niesprawiedliwej kary.
      Złożyłem formalną skargę do Rzecznika Praw Obywatelskich, o nadużyciach
      prokuratorskich i błędach sądów powiadomiłem Ministra Sprawiedliwości,
      Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego i Krajową Radę Sądownictwa .
      I jak się pan czuje w roli petenta?
      Na razie jak ktoś lekceważony, próbujący zmienić z góry ustalony scenariusz.
      Czy tę walkę o oczyszczenie z zarzutów będzie pan kontynuował już po osadzeniu w
      zakładzie karnym? Pańska pozycja będzie wtedy jeszcze słabsza i walczyć będzie
      jeszcze trudniej...
      Moja pozycja już teraz jest bardzo słaba, a pobyt w zakładzie karnym niewiele ją
      pogorszy. Mogę nawet spróbować zażartować, że będzie mi łatwiej, bo będę miał
      więcej czasu.
      • eska302 Re: Ziemia Piotrkowska I 10.05.07, 12:07
        nie jestem mieszkanką Piotrkowa ale mam szczescie przyglądac się temu miastu
        trochę z boku i powiem wam szczerze ze cała ta afera z byłym prezydentem od
        samego początku wyglądała mi na szytą grubymi nićmi....a potem przeprosimny
        głównego swiadka wystarczy ze zmieniła się opcja i zmieniają się odrazu
        zeznania.
        Dla mnie Pan Matusewicz to poprostu bardzo dobry gospodarz ja jako osoba spoza
        miasta ..... osobiście jego kadencji piotrkowianom zazdroszczę
        • maddox84 Re: Ziemia Piotrkowska I 10.05.07, 13:20
          Niestety ktoś go chciał "udupić" i to zrobił.. a co do kadencji Matusewicza to
          uważam, że była to najlepsza prezydentura Piotrkowa w wolnej Polsce... szkoda,
          że już go nie ma :(
    • lukrecja1111 Re: Kto wrobił Matusewicza? 10.05.07, 18:58
      Jest raczej mało sympatyczny, choć nie o aparycji czy pewnym stylu bycia
      mówimy. Z pewnością urzędnik z klasą. Al
      • lukrecja1111 Re: Kto wrobił Matusewicza? 10.05.07, 19:00
        Nacisnęło mi się w trakcie pisania, sorki.
        Jest raczej mało sympatyczny, choć nie o aparycji czy pewnym jego stylu bycia
        mówimy. Z pewnością urzędnik z klasą, ponad Piotrków grubo. I kompetentny. Ale
        nie wierzę, że złodziej. Wrobili go i tyle.

    • rogatarp Re: Kto wrobił Matusewicza? 11.05.07, 00:47
      Moim zdaniem ten człowiek nie kradł. Sądzę, że kiedyś dostanie duuuuże
      odszkodowanie za to, co już przeszedł i co jeszcze musi przetrwać.
      • analityk51 Re: Kto wrobił Matusewicza? 11.05.07, 08:23
        Szkoda tylko że tak fatalnie dobierał kadrę uginając się pod naciskiem
        koleżków, którzy wpakowali go w efekcie w duże kłopoty.
        Ten czas przerwy na pewno wykorzysta na analizy. Może jako człowiek wolny od
        układów i niewygodnych, nieefektywnych zobowiązań podejmie wyzwanie zarządzania
        Miastem.
        Osobiście życzę Mu takich współpracowników, którzy nie wsadzą go ponownie do
        więzienia podkładając kwity, którymi można szantażować i rządzić za Jego
        pleców.
    • witch47 Dziennik o Matusewiczu 11.05.07, 13:10
      Matusewicz: W odpowiedzi „Dziennikowi Łódzkiemu”

      7 marca br. „Dziennik Łódzki” na pierwszej stronie zamieścił nieprawdziwą
      informację o moich perypetiach związanych z wykonaniem wyroku jaki zapadł w
      listopadzie 2006 roku przed Sądem Apelacyjnym w Łodzi.

      Za niepopełnione przeze mnie czyny zostałem skazany na karę pozbawienia
      wolności. Wyrok ten jest skutkiem fałszywych pomówień jakimi obrzucił mnie były
      prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi za
      to, że w 2000 roku publicznie powiedziałem o jego machinacjach finansowych.
      Informacja opublikowana na pierwszej stronie „Dziennika Łodzkiego” jest
      nieprawdziwa ponieważ dokonano manipulacji na czytelnikach. Redaktor Marek
      Obszarny wyrażając żal, że nie rozpocząłem jeszcze odbywania kary, zilustrował
      swój artykuł zdjęciem. Na zdjęciu pokazano wnętrza wspaniałego salonu i mnie
      grającego w bilard. Większość czytelników DŁ zrozumiała to zgodnie z niecnymi
      intencjami dziennikarza: oto Waldemar Matusewicz zabawia się – być może we
      własnych pałacach – grami i rozrywkami zamiast poddać się wyrokowi
      sprawiedliwości. Zdjęcie w celowy sposób nie zostało podpisane.
      Manipulacja dziennikarska polega na tym, że zdjęcie to zostało wykonane w 1999
      roku we wnętrzach Muzeum Sztuki w Łodzi, a dokładnie w jego w filii na Księżym
      Młynie. Zdjęcie takie nie może służyć za ilustrację do artykułu opisującego
      zdarzenia z 2007 roku.
      W 1999 roku przepiękne wnętrza pałacu na Księżym Młynie posłużyły do promocji
      Łodzi jako miasta z wieloma interesującymi zabytkami. Zabytki łódzkie nie są
      monumantalnymi budowlami obronnymi lub sakralnymi, ale obiektami, które
      niespełna 100-150 lat temu służyły ludziom budującym potęgę łódzkiego przemysłu
      włókienniczego.
      Stąd moja obecność na tych zdjęciach. W salach pałacowych siedziałem przy
      fortepianie (nie umiem grać na tym instrumencie), podpisywałem dokumenty przy
      zabytkowym biurku (nigdy nie miałem ani w pracy ani w domu takiego biurka),
      siedziałem w zadumie na przepięknych drewnianych schodach, a także udawałem grę
      przy stole bilardowym (nie umiem grać w bilard). „Dziennik Łódzki” wprowadził w
      błąd swoich czytelników i dlatego zażądałem sprostowania fałszywego przekazu
      dokonanego rękoma Marka Obszarnego.

      Opisana powyżej manipulacja nie jest pierwszą zastosowaną przez „Dziennik
      Łódzki” wobec mojej osoby.

      W latach 2000-2002 walczyłem z niektórymi politykami SLD wytykając im
      pobłażliwość dla korupcji popełnianej przez prezesa Funduszu Ochrony Środowiska
      w Łodzi. Grożono mi wówczas, że jeśli nie zaprzestanę takich działań zostanę
      zniszczony medialnie. Łódzcy politycy SLD powoływali się przy tym na silne
      wpływy w „Dzienniku Łódzkim” oraz na możliwość płacenia dziennikarzom za
      tendencyjne artykuły. We wrześniu 2002 roku ośmieliłem się wystartować w
      wyborach na prezydenta Piotrkowa Trybunalskiego wbrew woli liderów SLD. W
      październiku 2002 roku na pierwszej stronie „Dziennika Łódzkiego” ukazał się
      paszkwil na mój temat. Próbowano w nim przedstawić mnie w złym świetle,
      publikując nieprawdziwe informacje i pomówienia.
      Zaskarżyłem „Dziennik łódzki” do sądu. Wygrałem zarówno przed Sądem Okręgowym w
      Piotrkowie Trybunalskim, jak i przed Sądem Apelacyjnym w Łodzi. Zostałem
      przeproszony na pierwszej stronie „Dziennika Łódzkiego”.
      W ciągu czterech lat pełnienia przeze mnie urzędu Prezydenta Miasta „Dziennik
      Łódzki” był bardzo złośliwy i nieobiektywny wobec mnie. W obrzucaniu mnie
      kalumniami wysługiwał się tzw. „społecznikiem” oraz kilkoma radnymi. Państwo
      pamiętają ich nazwiska. Nie było tygodnia, aby jeden z nich nie gościł na łamach
      „DŁ” i nie wygadywał głupot na mój temat.
      „Społecznik” skompromitował się sam. Krytykujący mnie radni ponieśli natomiast
      sromotną klęską w ostatnich wyborach. Czytelnicy „DŁ” okazali się mądrzejsi od
      dziennikarzy. Mimo nachalnego, czteroletniego promowania nazwisk, żaden z moich
      krytykantów nie został ponownie wybrany! Były prezydent miasta, promowany przez
      „DŁ” na autorytet moralny „konstatujący” wiele moich poczynań w mieście, poniósł
      druzgocącą porażkę w wyborach na prezydenta Piotrkowa.
      Satysfakcją dla mnie był wynik moich zastępców. Obaj Panowie C. zdobyli łącznie
      ponad 76% wszystkich głosów. To też świadczy o tym, że nachalna propaganda „DŁ”
      nie zaburzyła realnego widzenia dokonań prezydenta i wiceprezydentów miasta oraz
      całej ekipy urzędników w latach 2003-2006.

      Czy dziennikarze „DŁ” ulegają wpływom osób z zewnątrz i tendencyjnie piszą na
      mój temat? Nie jestem w stanie tego udowodnić, nie mogę jednoznacznie postawić
      takiej tezy. Znam jednak życie, pamiętam proces przeciwko „DŁ” z 2002 roku. Wiem
      także, że będąc w Łodzi marszałkiem województwa i występując wtedy przeciwko
      korupcji w Funduszu Ochrony Środowiska, naraziłem się wielu osobom z polityki i
      z tzw. „politycznego biznesu”. Grupa osób, niezależnie od układów politycznych,
      potrafiła przez wiele lat ułożyć się z łódzkimi wysokimi urzędnikami i z ludźmi
      ze służb specjalnych. Dzięki temu grupa ta dorobiła się olbrzymiego majątku:
      kamienic w centrum Łodzi, nieruchomości w atrakcyjnych podłódzkich
      miejscowościach, dobrze prosperujących firm założonych za publiczne pieniądze,
      wielu lokat bankowych etc. Wiem, że ich możliwości i bezwględność w działaniu są
      nieograniczone.

      Moja pozycja jest w tym kontekście nad wyraz słaba. Od trzech miesięcy jestem
      osobą bezrobotną. Trudno się spodziewać, abym znalazł pracę w sytuacji, kiedy
      wisi nade mną prawomocny wyrok sądowy. Mam spółdzielcze M-4 i 7-letni samochód.
      Moje rezerwy finansowe wyczerpały się. Korzystanie z obrońców – rzeczywiście o
      wybitnych nazwiskach – ograniczyłem do absolutnego minimum. W niektórych
      przypadkach adwokaci wykonują swoją pracę dla mnie całkowicie za darmo.
      Wiedza o moich finansach i moim majątku jest ogólnie znana, gdyż jako osoba
      publiczna regularnie składałem oświadczenia i PIT-y. Drukował je również
      „Dziennik Łódzki”. W trakcie prowadzonych przeciwko mnie postępowań służby
      specjalne prześwietliły mnie na wylot i oczywiście nie znalazły żadnej
      niezgodności stanu faktycznego z oświadczeniami majątkowymi.
      Dlaczego w takiej sytuacji Marek Obszarny przedstawia na pierwszej stronie „DŁ”
      mój fałszywy obraz sugerując, że za pieniądze mogę cieszyć się wolnością?
      Dlaczego za pomocą zdjęcia sprzed siedmiu lat Marek Obszarny okłamuje
      czytelników, w jaki sposób cieszę się tą wolnością???
      W ostatnim zdaniu artytkułu Marek Obszarny próbuje zdopingować sąd do bardziej
      zdecydowanego działania w mojej sprawie. Czyżby była to próba wywierania nacisku
      na sąd? Znajdźcie Państwo sami odpowiedź na te pytania.

      Waldemar Matusewicz
      były prezydent Piotrkowa Trybunalskiego
      były marszałek Województwa Łódzkiego
      • katapulta25 Re: Dziennik o Matusewiczu 12.05.07, 22:09
        Aby więcej zrozumieć w tym temacie warto przeczytać w ostatnim numerze
        (19) "Wprost" artykuł Doroty Kani "Samoobrona III RP".
        Tekst jest porażający, odsłania cały mechanizm funkcjonowania pewnych struktur
        w III RP.
        • ucecuce mafia, camorra, omerta (Wprost) 12.05.07, 23:04
          katapulta25 napisała:

          > Aby więcej zrozumieć w tym temacie warto przeczytać w ostatnim numerze
          > (19) "Wprost" artykuł Doroty Kani "Samoobrona III RP".
          > Tekst jest porażający, odsłania cały mechanizm funkcjonowania pewnych struktur
          > w III RP.

          Samoobrona III RP
          Numer: 19/2007 (1271)
          *Ruch na rzecz Kwaśniewskiego

          To że mogą przyjść do każdego z nas, nie jest niczym szczególnym. Najgorsze, że
          na każdego z nas mogą coś znaleźć. Te zdania powtarza dziś wielu działaczy SLD.
          Barbara Blida była jedną z nich. Oni wiedzą, że mają wiele na sumieniu, nie
          wiedzą tylko, co wyjdzie na jaw, a czego nigdy nie ustalą organy ścigania. I nie
          wiedzą, czy komuś nie puszczą nerwy i nie zacznie sypać. Blida najwidoczniej nie
          zamierzała ryzykować i wolała popełnić samobójstwo. Tym bardziej że zarzucano
          jej przyjęcie łapówek o wartości co najmniej pół miliona złotych. To tacy ludzie
          są ojcami chrzestnymi III RP, państwa, które niczym góra lodowa w ogromnej
          części było zanurzone w szarej, a nawet czarnej strefie. A politycznym ojcem
          wszystkich ojców był Aleksander Kwaśniewski

          "Rządzący (...) nie rozumieją zasad demokracji, lekceważą zasady państwa prawa,
          dążą do jego upartyjnienia i ideologizacji. Próbują osłabić i zdezawuować
          istotne dla funkcjonowania demokratycznego państwa instytucje. (...)
          Społeczeństwo traktują nie jako zbiór obywateli, partnera dialogu, ale jako
          zawłaszczony obiekt swych rządów" - napisali sygnatariusze oświadczenia Ruchu na
          rzecz Demokracji. Nieformalnym liderem RRD mianowano Aleksandra Kwaśniewskiego.
          Jeśli przeanalizować dokonania rządów SLD, którym patronował były prezydent,
          najlepiej byłoby, gdyby RRD obronił Polaków przed powrotem Kwaśniewskiego i
          tamtych układów.
          Kwaśniewski patronuje kolejnym ćwiczebnym inicjatywom, by sprawdzić, na kogo
          może liczyć - nie tyle nawet w polityce, ile w obronie jego samego. I wciąga do
          tej obrony takich politycznych frustratów, jak Andrzej Olechowski, Władysław
          Frasyniuk czy Włodzimierz Cimoszewicz. Jedni idą za nim z naiwności, inni z
          wyrachowania albo przekonania, że jadą na tym samym wózku. Tymczasem fakty o
          rządzącym Polską układzie, któremu patronował Kwaśniewski, są porażające. Tylko
          przeciwko politykom SLD w ostatnich kilku latach prowadzono prawie dwieście
          prokuratorskich postępowań. Zarzuty, akty oskarżenia lub wyroki ma na koncie
          ponad pięćdziesięciu byłych SLD-owskich ministrów, wiceministrów, posłów,
          prezydentów miast, wojewodów i innych urzędników. Wśród podejrzanych jest też
          około dziesięciu byłych baronów (szefów wojewódzkich struktur) sojuszu.

          Mord założycielski
          Przypadek Barbary Blidy, a wcześniej afery starachowicka, Pęczaka, opolska czy
          ta związana z fabryką osocza pokazują, że ojcowie chrzestni III RP działali tak
          jak opisane przez prof. Andrzeja Zybertowicza Antyrozwojowe Grupy Interesów.
          Bardzo istotna dla spójności układu była zasada "mordu założycielskiego" -
          wspólne przestępstwo (na przykład afera korupcyjna) integrowało i zapewniało
          lojalność. O awansie decydowała tam zasada "umoczenia" - nie awansowały osoby,
          na które nie było haków. A haki gromadzono nie tylko na przeciwników, ale też na
          sojuszników i współpracowników. Działała też zasada "ciągłości układu i
          reprodukcji bezkarności" - osoba opuszczająca kluczowe stanowisko dbała o to, by
          następcy nie stanowili zagrożenia dla interesów poprzedników oraz ich
          politycznych klientów. Istotna była również zasada "lokalizacji
          odpowiedzialności" (wedle reguły mafiosa Tony'ego Soprano, że "pieniądze idą w
          górę, a gówno spływa na dół").
          Bezpieczeństwo układu zapewniała zasada "buforowania" - ryzykowne
          przedsięwzięcia brały na siebie osoby i instytucje pośredniczące między
          mocodawcą a kontrahentem. I w razie potrzeby te ogniwa brały winę na siebie.
          Prof. Zybertowicz powołuje się na casus Orlenu. Były minister skarbu Wiesław
          Kaczmarek opowiadał, że nazwiska pożądanych członków rady nadzorczej Orlenu
          przekazał nie ówczesny prezydent Kwaśniewski, ale jego zaufany urzędnik Marek
          Ungier. Bezpieczeństwo układu zapewniała też zasada "kooptacji" - zamiast
          walczyć z przeciwnikiem, często bardziej się opłacało przeciągnąć go do własnego
          obozu. Przykładem niech będzie kooptacja wielu przedstawicieli solidarnościowych
          elit do rad nadzorczych czy zarządów spółek.
          Stabilizacji układu służyła zasada "karuzeli stanowisk" - osoba zarówno
          pożyteczna dla układu, jak i dla niego niebezpieczna (dysponująca hakami)
          wypadała z gry w ostateczności. Zwykle przesuwano ją na dalszy plan, ale
          zapewniając odpowiedni status materialny i towarzyski. Przykładem karuzeli
          stanowisk był kilka lat temu warszawski samorząd (tzw. układ warszawski).
          Urzędnicy zamieniali się tam miejscami, a awansując, kontrolowali to, co robili
          poprzednio. Z kolei dzięki zasadzie "rozprowadzania" członków układu umieszczano
          w takich miejscach, aby maksymalizować korzyści i minimalizować ryzyko.

          Ruch obrony przed Kwaśniewskim
          Poza Włochami trudno szukać w najnowszej historii Europy formacji bardziej
          uwikłanej w przestępcze związki niż polska postkomunistyczna lewica. Tangente -
          to w słowniku włoskiej mafii łapówka dla polityka. To na nich opierała się
          działalność kamorry. W Polsce przez wiele lat przekonywano, że u nas mafii nie
          ma, bo nie ma dowodów na związki gangsterów z politykami. Dopiero rządy SLD
          dostarczyły tych dowodów aż nadto. Dowiedzieliśmy się o istnieniu mafii
          paliwowej czy mafii w Ministerstwie Finansów. Usłyszeliśmy o tym, że polskie
          mafie świetnie prosperowały dzięki pomocy polityków, zwykle z SLD. Typowym
          przykładem jest afera w Ministerstwie Finansów. W ubiegłym roku policjanci z
          Centralnego Biura Śledczego zatrzymali kilku wysokich urzędników tego resortu.
          Zarzucono im wydawanie za łapówki korzystnych decyzji podatkowych dla gangsterów
          i niektórych przedsiębiorców. Choć ta mafia działała przez wiele lat, w czasie
          rządów SLD nikt nie podjął nawet próby wyjaśnienia zagadki wielomilionowych
          umorzeń podatkowych. Nowy wątek tej afery dotyczy działań podejmowanych przez
          SLD-owskiego wiceministra finansów Wiesława Ciesielskiego. Jak dowiedział się
          "Wprost", prokuratura bada obecnie jego decyzje dotyczące doradców podatkowych.
          Wraz z kilkoma aresztowanymi już urzędnikami ministerstwa zasiadał on w
          Państwowej Komisji Egzaminacyjnej ds. Doradztwa Podatkowego. Do śledczych
          dotarły doniesienia, że wiele osób zostało dopuszczonych do intratnego zawodu
          doradcy podatkowego w zamian za łapówki.
          Jednym z beneficjentów mafijnego układu w resorcie finansów był poszukiwany dziś
          listem gończym były senator Henryk Stokłosa, któremu wielokrotnie umarzano
          podatki. Stokłosa mógł liczyć na pomoc nie tylko w Warszawie, lecz także w
          terenie. SLD-owski wojewoda poznański Andrzej Nowakowski tuż przed odejściem ze
          stanowiska w 2005 r. uchylił Stokłosie karę 326 tys. zł za nielegalne wydobycie
          żwiru.
          Świadkowie twierdzą, że dzięki pomocy polityków mogła też świetnie funkcjonować
          mafia paliwowa. W ubiegłym roku media (m.in. Radio Zet) doniosły, że baronowie
          paliwowi składają zeznania obciążające Jacka Piechotę, byłego ministra
          gospodarki. Miał on forsować korzystne dla mafiosów przepisy prawne. Piechota
          wszystkiemu zaprzecza, ale śledztwo w tej sprawie trwa.

          Baronowie
          We włoskiej mafii wiele do powiedzenia mieli capo mandamento, czyli zwierzchnicy
          okręgów. Analizując materiały prokuratorskie, można dojść do wniosku, że podobną
          rolę mogli odgrywać w Polsce niektórzy baronowie SLD. Były szef pomorskiego SLD
          jest oskarżony w aferze spółki Stella Maris. Były baron łódzkiego SLD Andrzej
          Pęczak to główny bohater jednej z największych w Polsce afer korupcyjnych. Były
          świętokrzyski baron Henryk Długosz to z kolei jeden ze skazanych w aferze
          starachowickiej. A były szef opolskiego SLD Jerzy Szteliga trafił do aresztu w
          związku z aferą przy ubezpieczaniu Elektrowni Opole. Ostatnio pojawiły się też
          informacje, że prokuratura sprawdza, czy były szef poznańskiego SLD Paweł
          Grześko
          • ucecuce Cd. - mafia, camorra, omerta (Wprost) 12.05.07, 23:09
            ....Ostatnio pojawiły się też informacje, że prokuratura sprawdza, czy były szef
            poznańskiego SLD Paweł Grześkowiak bezprawnie grał na giełdzie państwowymi
            pieniędzmi.
            Przez pewien czas liderką śląskiego SLD była Barbara Blida, była minister
            budownictwa, która zastrzeliła się podczas niedawnej akcji Agencji
            Bezpieczeństwa Wewnętrznego w jej domu. Według zeznań śląskiej bizneswoman
            Barbary Kmiecik, Blida miała w zamian za łapówki lobbować w jej interesach.
            Według informacji "Wprost", Kmiecik opowiedziała też śledczym o swoich związkach
            z innymi znanymi politykami SLD - byłym wiceministrem gospodarki Andrzejem
            Szarawarskim, posłem Wacławem Martyniukiem i byłym ministrem w Kancelarii
            Prezydenta Stanisławem Cios-kiem. Miała też opowiedzieć o swojej znajomości z
            samym Aleksandrem Kwaśniewskim. Według śląskich mediów, córka Kwaśniewskiego
            spędziła nawet kilka lat temu wakacje w stadninie koni należącej do Barbary
            Kmiecik. Kwaśniewski zapewnia dziś, iż nie miał świadomości, że obiekt ten
            należał do Kmiecik.

            Siła strachu
            "Boję się o własne zdrowie i życie. Najpierw ktoś zniszczył samochód mojej
            gosposi, potem w aucie żony odpadło koło, aż wreszcie ktoś uszkodził opony w
            moim samochodzie" - ogłosił kilka tygodni temu na łamach "Wprost" Józef Oleksy.
            W nagranej rozmowie z Aleksandrem Gudzowatym Oleksy najwięcej złego mówił o
            Aleksandrze Kwaśniewskim. Potem skruszony pokornie go przepraszał. Dlaczego?
            Analizując wydarzenia ostatnich lat, można zauważyć, że ci, którzy ośmielili się
            zadrzeć z Kwaśniewskim, wpadali w poważne tarapaty. Leszek Miller nigdy nie
            ukrywał "szorstkiej przyjaźni", jaka łączyła go z byłym prezydentem. W ostatnich
            miesiącach nastąpił wysyp informacji o korupcyjnych propozycjach, które były
            składane rzekomo w imieniu Leszka Millera. Łapówek w imieniu byłego premiera
            domagano się m.in. od Aleksandra Gudzowatego. Czy rzeczywiście pośredników
            wysyłał Miller? Jak zauważyła blogerka Kataryna, nazywana królową polskiego
            Internetu, Miller byłby skończonym idiotą i samobójcą, gdyby po doświadczeniach
            z afery Rywina wysyłał kolejnych pośredników po łapówki. Czy ktoś zorganizował
            przeciwko Millerowi serię prowokacji?
            Podobne intrygi dotyczyły też innego poróżnionego z Aleksandrem Kwaśniewskim
            byłego lidera SLD Wiesława Kaczmarka. W przeciwieństwie do wielu innych
            polityków SLD nie może on liczyć na zmowę milczenia partyjnych towarzyszy (we
            włoskiej mafii nazywaną omertą), bo jest uważany za zdrajcę. Dodajmy, jedynego
            ważnego zdrajcę. Co więcej, sam Kaczmarek w rozmowie z "Wprost" sugeruje, że
            kolejne zarzuty są stawiane mu "lawinowo", a prokuratura cierpi wręcz na nadmiar
            zeznających przeciwko niemu świadków.
            Jak się dowiedział "Wprost", Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga postawiła
            niedawno Kaczmarkowi zarzuty dotyczące przekształceń własnościowych toru
            wyścigów konnych na warszawskim Służewcu. - Zarzuty w tej sprawie też stawiają
            mi lawinowo. Ostatnio dowiedziałem się, że na poczet przyszłej kary prokuratura
            chce mi zająć samochód - mówi "Wprost" Wiesław Kaczmarek. W tej sprawie zarzuty
            postawiono jeszcze sześciu innym osobom, m.in. byłemu wiceministrowi skarbu
            Ireneuszowi Sitarskiemu. Według śledczych, w wyniku działalności grupy
            urzędników doszło do obniżenia wartości spółki Służewiec Tory Wyścigów Konnych,
            a w ostateczności do jej upadłości. Zdaniem prokuratury, mogło to być celowe
            działanie, by sprzedać "bezwartościową" spółkę prywatnemu inwestorowi. Państwo
            na tej działalności miało stracić 47 mln zł.

            Nieuchwytny patron
            Taśmy Oleksego-Gudzowatego stały się przedmiotem zainteresowania prokuratury.
            Oleksy mówił m.in., że Kwaśniewski nie jest w stanie wytłumaczyć się ze swojego
            majątku. Według naszych informacji, już wkrótce prokuratura przesłucha w tej
            sprawie byłego prezydenta. W obliczu zagrożenia Kwaśniewski postanowił pozamykać
            wszystkie polityczne fronty. Niedawno "Wprost" ujawnił, że były prezydent
            zaprosił na pojednawcze spotkanie Leszka Millera. Również Józef Oleksy chce
            wrócić na łono "familii". Na niedawnym pogrzebie Barbary Blidy stał w jednym
            rzędzie z członkami "sitwy", o której opowiadał Gudzowatemu. Wiesław Kaczmarek
            pozostanie więc praktycznie jedynym "niepogodzonym" z Kwaśniewskim, bo nie
            okazał skruchy.
            Mimo lawiny medialnych doniesień i kolejnych przesłuchań prokuratorom nie udało
            się postawić Aleksandrowi Kwaśniewskiemu żadnego poważnego zarzutu. Może stanąć
            przed sądem za błahe przewinienie. Według nieoficjalnych informacji, już za
            kilkanaście dni lubelska prokuratura może postawić Kwaśniewskiemu zarzut
            podawania nieprawdziwych informacji o wykształceniu. Na razie układ chroni
            swojego patrona. Jak długo jeszcze?

            • sticker1 Znam prawdę.... 12.05.07, 23:55
              Ja wiem kto wrobił Waldemara M.
              To te głosy zewsząd dochodzące!!!
              Weź telefon, weź kilka baniek, weż to, weź tamto......
              To nie on, to głosy są winne!

              Ludzie, czy uczciwy człowiek boi się, że ktoś coś na niego znajdzie??
              Czy ktoś z Was boi się, że do jego domu wejdzie ABW i strzeli sobie ze strachu w
              łeb?!

              Blida też była niewinna, pistolet kupiła zapewne na odpuście razem z
              obwarzankami i myślała, że to taki na korki.
              • maddox84 Re: Znam prawdę.... 13.05.07, 01:37
                No tak tylko, że mówimy o osobach na górze, na nich zawsze można coś znaleźć, a
                jak nie to można właśnie wykombinować... a po cholere mają się brać za zwykłych
                ludzi ?? Co im to da ?? Uwierz mi jak byś komuś bardzo zaskórzył "na górze" to
                na Ciebie też by coś "znaleźli" :/
    • witch47 Strach się bać 13.05.07, 11:13
      Wielu polityków powinno siedzieć odpowiadając za przekręty i korupcję zarówno z
      lewicy jak i z prawicy. Ale jak widać najlepiej przymknąć oczy i siedzieć
      cicho, bo samemu można oberwać. Przykto, że w takim kraju przyszło żyć:

      Ta demokracja to piękny stan
      Bo w niej się każdy czuje jak pan
      Bo w niej się każdy czuje jak gość
      Póki go hołotą nie nazwie ktoś
      A wolność słowa też piękna rzecz
      I możesz krzyczeć, co zechcesz lecz
      Lecz jest poza tym dobro i zło
      Prokurator wytłumaczy ci to
      Prokurator wytłumaczy ci to

      Ref.
      Strach się bać
      Normalnie strach się bać
      Nie ma jak
      Przed demokracją zwiać

      2.
      Ta demokracja to tęcza barw
      Coś dla motyli nigdy dla larw
      I deko mały kryje się cierń
      W tej palecie dominuje czerń
      Wolne wybory chyba to znasz
      Co cztery lata do urny gnasz
      Aż ze zdziwienia mięknie ci dziób
      Wrzucasz kartkę i wybierasz …….
      Wrzucasz kartkę i wybierasz …….

      Ref.
      Strach się bać
      Normalnie strach się bać
      Nie ma jak
      Przed demokracją zwiać (x2)

      Prokurator wytłumaczy ci to
      Prokurator wytłumaczy ci to

      Ref.
      Strach się bać
      Normalnie strach się bać
      Nie ma jak
      Przed demokracją zwiać (x2)
    • witch47 O aresztowaniu Matusewicza 17.05.07, 15:53
      TVN24

      www.tvn24.pl/0,1506801,wiadomosc.html
      - Zeznania świadków są niejasne, nie ma żadnego dowodu na to, że brałem łapówki
      - powiedział prezydent Piotrkowa Trybunalskiego, Waldemar Matusewicz. Został
      skazany prawomocnym wyrokiem sądu na 3,5 roku więzienia za łapownictwo. Dziś
      Matusewicz stawił się w miejscowym zakładzie karnym.

      Portal wp.pl

      wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=8866749&rfbawp=1179409795.593
      Do kitu z takim wymiarem sprawiedliwości w Polsce - powiedział Matusewicz, tuż
      przed wejściem do zakładu karnego, w którym ma spędzić jeszcze dwa lata i
      dziewięć miesięcy.
      "Wydawało mi się, że 7 lat temu, dokonałem czynu odważnego. Byłem mocno
      przekonany, że w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska w Łodzi mogła być
      korupcja i głośno o tym powiedziałem. Zażądałem przeprowadzenia tam kontroli. Ku
      mojemu kompletnemu zaskoczeniu, w wyniku sugestii prokuratury łódzkiej, wskazany
      przeze mnie prezes funduszu Marek Kubiak powiedział, że to ja brałem te
      pieniądze. Kiedy zatrzymano mnie, sądziłem, że to jest "Proces" Kafki" - mówił
      Matusewicz.
    • prawdzic1 Re: Kto wrobił Matusewicza? 19.05.07, 22:41
      Chociaż stoję z Panem Waldemarem na przeciwnych biegunach i nie jestem Jego
      fanem ani zwolennikiem , to jednak mam dla Niego duży szacunek i nikt mi nie w
      mówi że Jest On przestępcą.Najgorsze jest to że człowiek który jest wrabiany i
      niszczony przez mafię białych kołnierzyków poszedł pokutować za grzechy
      prawdziwych złoczyńców.Gdy nadejdzie właściwy czas za Jego cierpienia zapłaci
      społeczeństwo a nie nietykalne "święte krowy".Ale my wszystkich rozliczymy we
      właściwym czasie.My to znaczy wyborcy i pełnoprawni obywatele Miasta Piotrkowa
      Trybunalskiego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka