orya
10.04.05, 01:39
Poprzednia rozmowa w temacie bólu: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
f=20823&w=19853329&a=19920910
Ludzie nie oszukujmy się! Jak zobaczyłam na druku fotografii i ze strony www
(link właśnie z forum) makabryczne zdjęcia z aborcji (w obecnej dobie, thxs
to min.internet, mamy możliwość świadomości i wiedzy jak to wygląda)
pomyślałam sobie – jak to jest, że toczą się domysły na temat początku fazy
odczuwania bólu przez płód! Jakby to nie było oczywiste! Wystarczy spojrzeć
tylko na grymas twarzy czy układ rączek, paluszków (o ile są jeszcze
zintegrowane...) u takiego wyabortowanego 3-miesięczniaka. A wcześniej?
Przecież skoro poszczególne etapy rozwoju osobniczego odpowiadają etapom
rozwoju ewolucyjnego, to dlaczego ktoś ma bezpodstawne i naiwne wątpliwości.
Prawie wszystkie osoby „dobijają” robaczka po nadepnięciu, żeby
nie „cierpiał” zwijając się z bólu (może to tylko odruchy, ale nie wygląda to
dobrze tak, czy siak). Pewnie, że taki robaczek nie ma świadomości jak
ludzie, że wie, że wie że żyje, tej świadomości, że ma się tą świadomość
własnego istnienia. Ale na pewno ma intuicyjną „świadomość” i wie, że jest i
wykazuje intuicyjną obronę tego swojego życia. Przecież nawet jednokomórkowce
wykazują silne reakcje na bodźce! To co wy ludzie, za głupoty opowiadacie, że
skoro nie udowodniono na ludzkich płodach, to nie istnieje ból u zwierząt i
płodu (bo jest to odpowiednik rozwojowy)?
To dlaczego przy „in vitro” istnieje poważny dylemat bioetyczny co robić z
nadmiarem wyhodowanych embrionów i wciąż bardzo delikatnie podchodzi się do
tej, równie śliskiej przecież sprawy, eksperymentów na nich. Dlaczego nie
robi się doświadczeń medycznych na takim i tak zbędnym materiale? – bo byłoby
to niehumanitarne - celowo dla eksperymentu uszkodzić embrion, z obawy, że
może on właśnie czuć, odczuwać ból uszkodzenia, lub ból będący konsekwencją
skutków manipulacji jego genami.
Myślę, że powody wstrzymywania się od doświadczeń na embrionach są
argumentem, za tym, że NAUKA NIE ODRZUCA ODCZUWANIA BÓLU OD SAMEGO POCZĘCIA,
a bierze tę możliwość poważnie pod uwagę.
Wracając do ‘wieku” uznanego przy dopuszczaniu aborcji – 12 tydzień. Nie
wierzę, że pewnej świadomości swego istnienia nie ma 11 tygodniowy płód,
groteskowo wyglądający jak mały dzieciaczek odbijający się nóżkami o ścianę
macicy robiąc sobie w wodach płodowych „hopa-hopa” i trzymający się jedną
rączką sznur pępowiny (może to już odruch- chwyt, może tak się bezpieczniej
czuje...? ) i szarpiący nią rączką w geście odkrywczości – co to jest?
(dodam, dla niewtajemniczonych z całkowicie ukształtowanymi paluszkami (i
paznokietkami)). Film z taką akcją, zapewne z kamerki w laparoskopie,
widziałam dzięki odnośnikom z forum (postaram się to znaleźć i podać link).
I widzę (nie domyślam się –WIDZĘ jako człowiek rozumny) z tego, że takie
dzieciątko odczuwa na pewno pewne bodźce, a nawet je analizuje (co będzie jak
szarpnę za to – pępowinę, to dziecko ewidentnie sprawdziło to dwukrotnie(!)
zanim zaczęło skakać trzymając się jej). Skoro odczuwa bodźce i je analizuje
to dlaczego nie miałoby czuć bólu. Nieważne czy jest zdolne do jego analizy
czy też nie. I to przed 12 tygodniem.
Zgodnie z taka teorią (nie odczuwania bólu przez embrion/płód bo nie zostało
to naukowo udowodnione...) zwierzęta, nie konieczne niższego szczebla
ewolucyjnego, też nie odczuwają bólu, bo jak to udowodnimy? Taką analogię,
czytając wcześniejsze głosy, nie odkryłam jako pierwsza i jej (udowodnionej
naukowo) absurd przy przyjęciu hipotezy nieodczuwania bólu przez płód.
Osobiście obalam tą hipotezę mają znikomą wiedzą jeszcze z ogólniaka - za
oznakę bólu uważam już wyraźną reakcję na bodziec, powodującą 1/ucieczkę,
przemieszczenie się organizmu (reakcję motoryczną) ratujące życie 2/ zmianę
kształtu (jednokomórkowce), kulenie się, zwijanie (szczebel rozwojowy
robali, więc analo – wczesna ciąża) czy w końcu reakcję nerwowo- mięśniową,
której konsekwencją jest właściwie pkt1.
Nie musi być wcale mózgu – żeby czuć ból (bodźce i sposób odbierania niczym
się nie różnią na etapie komórkowym, różni się tylko sposób przetwarzania
tych informacji) nie trzeba umieć go nazwać po imieniu. Zresztą jeszcze długo
noworodek mimo rozwiniętego mózgu nie będzie wielu rzeczy świadomy, a nie
mamy wątpliwości, że odczuwa ból.
I nie kłóćmy się o dowody, zresztą to głupie bo np. EEG w 7 tyg. świadczy o
falach mózgowych, czyli o pierwszych próbach już PRZETWARZANIA bodźców, a nie
samym ich ODBIERANIU!!! Jednokomórkowce, gdyby nie odbierały bodźców to nie
przetrwałyby ich gatunki w drodze ewolucji. Naturalne prawo rzeczy.
A ból jest po prostu najsilniejszym bodźcem, który powoduje „porażenie”
(bodźce to etapie komórkowym elektryczność) i silną mobilizację całej energii
organizmu do ratowania się (u niektórych niższych organizmów jest to myk
udawania już martwego osobnika, jednak przy rejestracji na usg ludzki płód
wyraźnie ucieka od narzędzi...- nie wspomnę już czy we właściwym momencie
życia większość z nas widziała film „Niemy krzyk”- więc reaguje ucieczką na
jeszcze niebolesne, ale obce mu bodźce...czyżby ANALIZOWAŁ?).
Mówienie o przesuwaniu granicy odczuwaniu bólu na czas (ktoś pisał nawet o 26
tygodniu!!!!- to już czas przeżyciowy skrajnych wcześniaków) to czyste
oszukiwanie samego siebie i zbłaźnienie się jako człowieka próbującego
udowodnić, że dysponuje jakąś wiedzą, lub wypieranie wiedzy ze świadomości w
celu wybielenia zła, bo tak łatwiej(?).