klusqa
26.02.07, 12:16
Jak było u Was? Od razu jednomyślność z mężem / żoną, czy ktoś miał wątpliwości?
Jest mi smutno, bo widzę, jak u mojego męża narasta niechęć do adopcji wprost
proporcjonalnie do mojej niechęci do dalszego leczenia, czyli tak naprawdę
poddawania się (znowu) wielomiesięcznym badaniom i przygotowaniom do in vitro,
które może wcale nie dojść do skutku. Jeszcze rok temu mogłam rozmawiać z
mężem o adopcji na spokojnie. Im mniej realna stawała się dla mnie szansa na
dziecko naturalne (nieudane IUI, nieudana stymulacja do in vitro, wykryte
problemy immunologiczne), tym bardziej zdeterminowany na naturalsa stawał się
mój mąż. Ostatnio odbyliśmy krótką, ale bardzo przykrą rozmowę (pierwszą od 3
czy 4 miesięcy), z której wynikło dla mnie tylko tyle, że nie decydując się na
leczenie sprawię mu największy zawód życia.
Na samą myśl o klinice leczenia niepłodności czuję, że żołądek podjeżdża mi do
gardła.
Nie chcę zmuszać swojego organizmu do rzeczy prawie dla niego niemożliwej.
Bardzo chcę być mamą, ale nie muszę być w ciąży.
Dlaczego mój mąż nie potrafi tego zrozumieć, tylko ślepo ufa medycynie, która,
z kolei, statystycznie daje mi około 1% szansy na urodzenie dziecka?
Jeśli ktokolwiek z Was był w podobnej sytuacji, proszę napiszcie.