neda1
07.03.06, 22:04
Jestem po aborcji (w 9 tygodniu), niedawno minął termin niebyłego niestety
porodu. Gdy zaszłam w ciążę, pomimo stosowanej antykoncepcji, byłam
zaskoczona, ale nie nieszczęśliwa.
Zawsze byłam przeciwniczką aborcji i uważałam, że nie poddałabym się jej
nawet w przypadku ciężkiej choroby płodu, nigdy nie myślałam nawet o tzw.
aborcji na życzenie (przepraszam za to określenie). Mój partner , którego
bardzo kochałam i nadal kocham, pomimo wszystko, był przerażony, mówił mi, że
nie mamy innego wyjścia - nie możemy mieć jeszcze dziecka. Pomimo wszystko
byłam tak pewna, że je urodzę , że poszłam nawet na wizytę u ginekologa,
który wspomniał o aborcji, ale ja powiedzialam mu, że to w moim przypadku
absolutnie niemożliwe (mieszkałam w tym czasie w kraju, gdzie aborcja jest
legalna). Poza moim chłopakiem, nie miałam tam nikogo bliskiego. Nie
powiedziałam o ciąży Rodzicom, Siostrze ani przyjaciołom.
Płakaliśmy razem. On cały czas powtarzał, że nie możemy mieć dziecka, że
nie będziemy w stanie go utrzymać, poza tym jego rodzina nigdy nie
zaakceptuje nieślubnego dziecka, a nawet może wyrzec się jego samego
(pochodza z Bliskiego Wschodu). Nie zapomnę nigdy przepłakanych dwóch tygodni
od potwierdzenia ciąży do zabiegu. Ale najgorsze jest to, że ostatecznie
podjęłam decyzję, której do dziś nie rozumiem - pozbyłam się mojego
pierwszego dziecka. Pierwsze dni po zabiegu, minęły w miarę spokojnie, chyba
to jeszcze do mnie nie dotarło. Potem zaczął się koszmar - ból i poczucie
straty, której nigdy nie naprawię i która jest wylącznie moją winą. Nocami
płakałam, a w ciagu dnia udawałam, że wszystko jest dobrze. Marzyłam o
śmierci, ale nie o samobójstwie, bo nie mogę zrobic tego moim Rodzicom. Oni z
resztą o niczym nie wiedzą (poza moim chlopakiem, nikt nie wie). Nie chcę,
żeby cierpieli z mojego powodu.
Czuję się tak, jakbym żyła w jakimś koszmarnym śnie, z którego nie potrafię
sie obudzić. Zupełnie nie wiem jak dalej żyć - z tym bólem i z tą tajemnicą.
Chyba nie ma na to pytanie odpowiedzi, prawda?