kobietkabrunetka
08.12.07, 23:07
Pierwszy raz piszę, choć od jakiegoś czasu tu zaglądam. Postanowiłam odnieść się do niektórych listów, mówiących o tym, że dziecko wiele utrudnia, że blokuje karierę, studia itd. W ciążę zaszłam w wakacje, po pierwszym roku studiów. Mój, wtedy jeszcze chłopak, też studiował. Oboje pochodzimy z niewielkiego miasta, studiowaliśmy dziennie w innym większym mieście. Nie myśleliśmy o usunięciu, ja podchodziłam do ciąży raczej na zasadzie, że jakoś tam będzie, cieszyłam się. Chłopak był w pierwszych tygodniach powiedzmy, że w szoku i przerażony. Ale jakoś pogodził się z tą myślą, choć były między nami wtedy problemy. Lecz nie o tym chcę powiedzieć. Rodzice też byli zaskoczeni. Ale okazało się, że ciąża to nie koniec świata, a raczej nowy i jak dla mnie chyba najlepszy rozdział. Nie było w sumie żadnych większych problemów. Trzeba było tylko mądrze wszystko zorganizować. Studia dokończyłam jak najbardziej dziennie, na III, IV I V roku ze stypendium naukowym. Oczywiście nieoceniona była wówczas pomoc rodziców. Jak my wyjeżdżaliśmy na studia (zwykle od poniedziałku do czwartku, czasami jak się dało jakieś zajęcia przesunąć, to na krócej) z dzieckiem zostawali właśnie oni. Trochę trzeba było pokombinować, żeby to zgrać, ale wszystko da się zrobić, jeśli tylko się chce. Czasami coś, co w obecnej chwili wydaje się niemożliwe, wręcz nierealne, nagle staje się możliwe. Nawet nie wiemy jak wiele różnych wyjść można znaleźć z każdej sytuacji. Dziecko mi w studiach praktycznie nic nie przeszkodziło. Jedynym minusem, o którym chyba mogę powiedzieć teraz, z perspektywy czasu, że okazał się plusem, był urlop dziekański na rok, bo po porodzie chciałam zostać z małym. Ale dziadkowie, po pierwszym szoku, też robili wszystko żeby tylko zgrać opiekę. Nawet nie było mowy o moim przejściu na studia zaoczne. Studia więc skończyłam, pracę magisterską obroniłam bez problemów. Niedługo po skończeniu studiów znalazłam pracę, już w moim mieście. Dziecko miało 3 latka. Mogło iść do przedszkola. Cieszyłam się, że mam już odchowaną pociechę, bo koleżanki, które razem ze mną kończyły studia, właśnie powychodziły za mąż i zastanawiały się, czy może teraz mieć dziecko, a potem praca, czy teraz szukać pracy i odłożyć decyzję o macierzyństwie te kilka lat. I okazało się nagle, że niemal wszystkie mi zazdroszczą, że ja już mam dziecko, że odchowane, że nie muszę teraz wybierać, co pierwsze i ważniejsze: praca, czy dziecko. A wybór w tych czasach jest trudny, między rozsądkiem, a instynktem i uczuciami. Ja pracuję od tamtej pory, tzn. od czasu zakończenia studiów cały czas, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że dziecko mi w niczym nie przeszkodziło, owszem zmieniło moje życie, ale nigdy na gorsze. Zmieniło po prostu moje życie na inne. Byłam młoda, miałam 22 lata, jak urodziłam. Ale to nie oznaczało wcale izolacji od znajomych, czy ciągłego siedzenia w domu. Jeśli miałam ochotę wyjść ze znajomymi, to zwykle robiłam to, wystarczy poprosić kogoś o pomoc. Dziecko zmienia tylko dotychczasowy rytm życia, zmieniają się priorytety, ale nic więcej, życie nie staje się gorsze, tylko inne. Teraz mój „mały” ma już 8 lat. I z perspektywy czasu dziękuję Bogu, że pojawiło się ono wtedy. To najlepsza rzecz, jaka mnie w życiu spotkała. Także dziewczyny, głowa do góry. Z każdej trudnej sytuacji jest jakieś dobre wyjście. Dodam jeszcze tylko jedną swoją myśl. Zastanawiając się nad usunięciem dziecka, zapytajcie, choćby tu na forum, matki, które kiedyś miały ten sam dylemat, ale podjęły dobrą decyzję, czy którakolwiek z nich żałuje, że urodziła to dziecka. Zapewniam, że każda z nich powie to samo, co ja; że to jest teraz najważniejsza dla nich istotka i wstydzą się pewnie swoich dawnych rozterek.