horlaa
23.05.04, 20:40
denerwuje mnie bałagan w moim życiu. bardzo łatwo się "zapuszczam": bałaganię, przestaję o siebie dbać, odżywianie też się sypie, niczego mi się nie chce, siedzę tylko przy kompie itp - po prostu całkowita porażka.
potem przychodzi jakiś przebłysk, i zaczynam porządki, wracam do stanu normalności, itp.
a potem znów zapuszczanie.
i tak w kółko.
niepokoi mnie to, że o wiele więcej czasu zajmuje mi życie w tym bałaganie. i to, że on po nic nie jest potrzebny. owszem, mam duszę artystki ;) i taki nieład musi być ale... bez przesady. niedawno uświadomiłam sobie, że to po prostu jest wyraz braku sympatii do siebie, taką, jaką się jest. dbanie o siebie to wyraz sympatii, akceptacji, no nie? bo jakby dbał o mnie ktoś inny, np. facet, przyjaciele, to od razu wzrosłaby moja samoocena i czułabym się wspaniale.
a samej... to już się nie chce.
nie wiem jak się tego oduczyć. w zeszłym tygodniu miałam kilka dni bardzo dobrych pod tym względem (np. wspomniany kwiatek i kilka posiłków spokojnych, w skupieniu), a od piątku jakoś się posypało. teraz dokoła mam bałagan, papiery, nieporządek, papierki po jedzeniu. robi się ciemno, a ja kolejną godzinę siedzę przy kompie. owszem, wyszłam z domu, ale było zimno, więc przytargałam rower po 15 minutach. poszłam zamiast tego do sklepów i znów wydałam kasę, której nie mam.
tak jest bardzo często.
martwi mnie, że mimo tych niby logicznych wywodów sama siebie nie mogę przekonać, że jestem warta starania się sama dla siebie, ot tak.
takie mi się to wydaje bez sensu.
jak jest z Wami?