Dodaj do ulubionych

Świat się zmienia

02.10.26, 09:39
Świat się zmienia dookoła, a raczej moje spojrzenie na niego i ludzi, którzy są obok mnie. Dzięki pielgrzymce do Izraela uzyskałam wiele nowych doświadczeń, które zmieniają moje rozumowanie i uczucia do ludzi wokół, świata i Boga. Chyba mniej się boję życia i ludzi wokół. Zyskałam pewien rodzaj odwagi, zrozumienia istoty rzeczy i moich doświadczeń z przeszłości i wyraźniejszy obraz obecnych wydarzeń w moim życiu. I nadzieję na przyszłość, nie bez obawy.
Obserwuj wątek
    • afq Re: Świat się zmienia 02.10.26, 11:20
      opowiesz o tych doświadczeniach które tak wiele zmieniły w rozumieniu i wniosły odwagę?
      • mona.blue Re: Świat się zmienia 02.10.26, 11:37
        afq napisał:

        > opowiesz o tych doświadczeniach które tak wiele zmieniły w rozumieniu i wniosły
        > odwagę?
        >
        >
        Dobrze, jak znajdę wolną chwilę.
        • mona.blue Re: Świat się zmienia 02.10.26, 14:06
          Kolejna sprawa był lęk przed ludźmi, zarówno tam mieszkającym jak i tym, z którymi odbywałam tę pielgrzymkę.
          Nie miałam prawie do czynienia wcześniej z ludźmi innych kultur i religii, z innych niż Europa kontynentów).
          Ciekawe była obserwacja i poznawanie, oczywiście bardzo wyrywkowe mieszkańców Izraela. Nie wiedziałam nawet,wczewniej że mieszka tam tyłu muzułmanów oprócz wyznawców judaizmu i ateistow.
          Poza jednym incydentem na drodze krzyżowej w Jerozolimie nie spotkało nas nic złego, tam zresztą było to."tylko" spluciecie na widok krzyża, który nieslismy w procesji. A więc moje obawy okazały się nieuzasadnione.
          • mona.blue Re: Świat się zmienia 02.10.26, 14:21
            Co do obaw w stosunku do osob, z którymi odbywałam pielgrzymkę, z naszych wspólnot to sprawa związana z moim lękowo - ambiwalentnym stylem przywiązania. Niby znamy się bardzo dobrze, ale przebywanie na codzień, dość długi czas, w nie tak łatwych warunkach - spore zmęczenie, (dużo tam obejrzeliśmy, program był napięty, wysokie temperatury też nie pomagały) to co innego. Przekonałam się, jakich umiejętności mil brakuje, np. swobodnej rozmowy z osobami, które mniej znam czy lubię. Nie zawsze zauważałam potrzeby innych, ale się sporo w tym wprawiłam, również w pomocy im w razie potrzeby, również dogadywania się w trudnych kwestiach, szczególnie z kolazanka, z którą byłam w pokoju, bo tam najtrudniej. Brałam też z niej przykład, jest bardzo zaradna życiowo, umie rozmawiać z różnymi ludźmi, jest konkretna. I doświadczyłam pomocy wielu osób, w przypadkach, gdy ja jej potrzebowałam. Więc znów zwiększyło się moje zaufanie do ludzi i zmniejszył lęk przed nimi.
            To tyle, co nwjwwżniejsze. Juz procentuje, początki, ale widzę to.
      • mona.blue Re: Świat się zmienia 02.10.26, 13:40
        Może najpierw o odwadze. Jestem bardzo ostrożna, można powiedzieć, że nastawiona lękowo do świata i ludzi.
        Na pielgrzymce musiałam stawić czoła swoim lękom, począwszy od lęku przed lataniem samolotem, a w zasadzie począwszy od podjęcia samej decyzji o udaniu się na pielgrzymkę w region, który nie jest stabilny. Dużo mnie to kosztowało wahań i rozważań i oczywiście modlitwy oraz podjęcia próby zaufania Bogu.
        Była też kwestia lęku przed pozostawieniem córki i mamy na 11 dni z opiekunka. Nie zostawiałam ich jeszcze na tak długo, musiałam go przełamać, zawierzyć Bogu i zaufać opiekunce i córce, że dadzą radę beze mnie. Było pod koniec krucho, ale ostatecznie ok. Nie mowiąc już o kwestiach technicznych zwiazanych z domem, którym mieszka mama, musiałam umówić fachowca, że będzie na wezwanie, tez się udało pomimo moich wątpliwości w tym zakresie i kosztowało mnie to psychicznie, zaufać mu, a też prosić o pomoc, w realu często nie umiem. A więc kwestia przekonania się, że na solidnych ludzi można liczyć, nie trzeba być taka Zosia Samosia. I kwestia spojrzenia na usamodzielnie córki, i przekonania się o jej dużym rozsądku, nawet odwadze i miłości - wiedziała jak zależy mi na tej pielgrzymce i nie robiła przeszkód.
        • mona.blue Re: Świat się zmienia 02.10.26, 13:54
          Co do lęku to trudnym przeżyciem był dla mnie wjazd na górę Tabor busikiem (zjazd również) krętą, wąska drogą, gdzie miałam wrażenie, że kierowca ledwie wyrabia się na zakretach, gdzie po bokach były przepaści (jako kierowca mam często lęk jak jadę z innym kierowcą, szczególnie w bardzo trudnych warunkach). Ale jakoś dałam radę, tylko patrząc na innych, jak rozmawiają i żartują stwierdziłam, że powinnam.przepracowywac takie lęki (chociaż w tym przypadku nie wiem, czy jest to możliwe, mam lęk wysokości). Trochę podobnie było z jazda że stałym kierowca naszego autokaru, w Izraelu jest teren pagorkowaty, podjazdy i zjazdy, trudne zakręty, prędkość na autostradach, ale nabrałam do niego dużego zaufania, prowadził świetnie.
          Kolejne przeżycie to rejs to Jeziorze Galilejskim barka, też miałam początkowo lęk, ale pokonałam.go.
          Wiem, że dla innych byłyby to może zwyczajne okoliczności, dla mnie były to trudne doświadczenia. Nauczyły mnie większego zaufania do kompetentnych ludzi i przede wszystkim do Boga. I też do siebie, że mogę podejmować różne wyzwania mimo lęku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka