Gość: adam
IP: 62.233.201.*
30.06.04, 14:36
Wszyscy zachodzą w głowę, jak to się stało, że album ze zdjęciami z
pornografią dziecięcą znalazł się na śmietniku. Czyżby S. sam chciał się
ujawnić? Miał już dosyć takiego życia? - W sferze hipotez można oczywiście
zakładać, że chciał zakończyć to drugie życie, że sam wyrzucił zdjęcia, że
sam zadzwonił na policję - mówi prof. Starowicz.
Wybroni go choroba?
Dr Hanna Hamer, psycholog społeczny, uważa chęć ujawnienia się Andrzeja S. za
mało prawdopodobną. Zna go jeszcze z czasów, gdy była studentką. Już wtedy
miał wielu wrogów z racji sposobu bycia, który z trudem można by uznać za
liczenie się z innymi. Wielu także zazdrościło mu błyskotliwej inteligencji.
Niewykluczone zatem, że ktoś "pomógł" mu wyrzucić kompromitujące zdjęcia. -
Andrzej S. miał wszystko. Sławę, pieniądze, poczucie władzy na ludźmi i
narcystyczną naturę, która obok samouwielbienia niebezpiecznie ocierała się o
brak lęku przed karą - mówi dr Hamer. - W takich przypadkach łatwo
przekroczyć granicę samokontroli i uznać, że wolno nam więcej - dodaje.
Tymczasem okazuje się, że Andrzej S. jest ciężko chory (może chodzić o
marskość wątroby). Czy to go wybroni przed odpowiedzialnością?
- Na pewno czekają go badania psychiatryczne - mówią policjanci.
www.superexpress.pl/se/index.jsp?