jarq89
26.12.07, 23:50
Spędzam samotnie sylwestra juz od kilku lat. Mimo że wyleczyłem się
z fobii społecznej, to pustki w relacjach i znajomościach z innymi
jakie poczyniła fobia sprawiają, że i ten sylwester będzie samotny.
Wizja tego, że wszyscy ludzie jakich znam spędzają ten czas na
imprezach, z przyjaciółmi, fajnie się bawiąc dobija mnie totalnie.
Sam czuje w sobie potrzebe bycia w tym czasie z innymi, potrzebe
dobrej zabawy, jednak mozliwosci (a raczej ograniczenia) mi na to
niepozwalają. Mówie sobie że to w końcu mój czas i jak każdy dzień
się kiedyś skończy, a także ze będe się sam ze sobą dobrze bawił,
ale doskonale wiem, ze będe siedział przygnębiony cały wieczór...
Do tego potem pytania wszystkich dokoła typu: "No i jak
sylwek?", "Gdzie się bawiłęś?", "Ile wypiłeś?" itp... poprostu
wpędzają człowieka w totalną depresje. Zawsze coś tam odpowiadam
wymijająco, ale mam ochote kiedyś odpowiedzieć: "Do dupy sie
bawiłem, byłem sam i miałem beznadziejny nastrój, modliłem się tylko
żeby ten czas się skończył".
Osamotnionego sylwestra boje się już z dużym wyprzedzeniem.
Najchętniej wyciął bym go z kalendarza, ale niewiele to da ;)
Jest oprócz mnie ktoś, kto równie "atrakcyjnie" spędza ten czas?