szaroniebieska
26.08.04, 14:58
Z natury jestem łagodna i ugodowa. Nie przywiązuję wagi do rzeczy drobnych i
nie lubię się kłócić. Podobnie jak mój mąż.
Ale są momenty, kiedy o coś proszę. Bardzo rzadko ale jednak. Bo to dla mnie
naprawdę ważne. Kiedy coś może mnie zranić, wówczas decyduje się na
poproszenie męża, by zrobił coś, do czego on sam nie ma przekonania. Z czym
się nie zgadza. Moja prośba i tłumaczenie, nawet przez łzy, że to mnie
zaboli, nie dają NIC. Zrobienie tego kłóci mu się z jego wyobrażeniem o danej
sprawie i to zamyka dyskusję. A na codzień... miły, serdeczny, ugodowy,
spokojny człowiek. A mnie pali od środka, że serca mu brak...
I juz zaczynam się gubić, czy to kwestia braku wrażliwości czy braku miłości.