karanissa
14.10.08, 13:44
No wlasnie. Od trzech tygodni przeprowadzamy remont, a sasiadka z
dolu juz naslala na nas specjaliste z administracji.
Sa kute sciany w salonie (bruzdy na przewody), zrywana podloga,
stawiane sciany z plyty k-g. Syf i malaria. Fachowcy pracuja w dni
powszednie od 8 do 17. Nie dzieje sie jenakze nic niezgodnego z
prawem.
Sasiadka w ogole jest nerwowa i nie odzywa sie do nas od kilkunastu
lat - przestala odzywac sie zaraz po naszym wprowadzeniu sie tam,
pod pretekstem, ze za glosno chodze po mieszkaniu. Potem byly skargi
na zbyt glosna muzyke, pare razy wzywala policje - jednym slowem
osoba z tych drazliwych.
Ja wiem, ze remont moze byc upierdliwy. Gosc z administracji
przyszedl dzisiaj stwierdzic, co tak naprawde robimy, bo sasiadka
skarzyla sie, ze jej sufit odpada (!!!). Pan przyszedl, obejrzal,
nie stwierdzil nic niebezpiecznego dla konstrukcji budynku, nakazal
tylko na biezaco wynosic wory z gruzem i przed wylewka betonowa
zabepieczyc podloze podwojna warstwa styropianu.
Macie jakies sposoby na takich ludzi? Boje sie, zeby jeszcze czegos
nie wykombinowala, co skutkowaloby nakazem wstrzymania robot czy cos
takiego. Dialog z kobieta jest niemozliwy, uprzedzam z gory. Gdyby
stosunki byly w miare normalne, poszlibysmy i empatycznie
uprzedzili, ze bedzie glosno, ze bedzie slychac, ze beda robotnicy
sie po klatce krecic przez jakis czas.
Mieliscie przeprawy z sasiadami w czasie remontu?