pletwa3
18.11.02, 12:33
Pracuję w centrali ogromnej instytucji. W tym dziale od 3 lat, ale w firmie w
ogóle już 16. Dwa lata temu kierownictwo działu objęła osoba z zewnątrz,
cudzoziemka, reprezentująca nowego,zagranicznego udziałowca firmy. Od tamtej
pory wszystko się pozmieniało. Wybrała sobie kilka "zaufanych" osób, całą
resztę po prostu odsunęła od jakichkolwiek działań. Wybór "zaufanych" jest
przeważnie dość dziwny, najczęściej są to ludzie młodzi, bez doświadczenia
(za to przystojni, bo woli mężczyzn zdecydowanie). Część "odsuniętych"
została z czasem przeniesiona do innych działów, część - m.in. ja, siedzi
dalej nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Nie mam żadnego bezpośredniego
przełożonego, bo zespół, w którym byłam został rozwiązany, a mnie nie
przydzielono nigdzie indziej. Jedyne niewielkie zadanie, jakie ostatnio
wykonywałam także zostało mi odebrane. Z szefową nie mogę porozmawiać, bo ona
nie rozmawia z taką "szarą masą" jak ja - tylko z wybranymi. W ogóle nie mam
z kim prozmawiać, każdy jest przez nią zastraszony i cieszy się, że jeszcze
nie wyleciał. Chcę coś robić, często zgłaszam chęć pomocy innym zespołom, ale
zdarza się, że boją się tę pomoc przyjąć, bo nie wiadomo, jak zareaguje ONA.
Dwukrotnie udało mi się spowodować, by poinformowano ją o mojej chęci
przyłączenia się do obciążonych pracą zespołów - za każdym razem dowiadywałam
się, że jej odpowiedz brzmiała po prostu "Nie!" - i tyle, żadnego komentarza.
No i co dalej.....? Co rano płakać mi się chce, kiedy tu przychodzę....