Gość: Grzesław
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
25.05.06, 18:39
Dzisiejsza wizyta w urzędzie pracy rzuciła mnnie po prostu na kolana. Jestem
absolwentem szkoły wyższej (mgr inż. - ukończyłem dwa kierunki), biegle
władam językiem angielskim (rok spędziłem w Szkocji), prawo jazdy i
stosunkowo niemałe doświadczenie w pracy (jak na studenta dziennego). A tu w
powiatowym urzędzie pracy w szczecinie "uprzejma" pani wybiera dla mnie
ofertę stażową w firmie X, która niby potrzebuje osoby po marketingu. Nie
byłoby w tym nic zaskakującego, ale jak przeczytałem program stażu to
oniemiałem... między innymi: obsługa kasy fiskalnej, sprzedaż produktów w
punkcie, prace porządkowe w siedzibie firmy i magazynach... Gdy grzecznie
zwróciłem "uprzejmej" pani uwagę, że to jednak nie jest dla mnie oferta
wybuchła grzecznie rzecz mówiąc awantura. Że przychodzę i niewiadomo czego
oczekuję i urząd musi takim jak mi maruderom płacić ciężkie pieniądze... I
powiedzcie mi jak tu żyć w takim kraju... Coraz bardziej zaczynam żałować, że
nie zostałem w Wielkiej Brytanii...