Jak tylko kończę robić jakiś przedmiot (mam na myśli oczywiście
decu) to już się zaczynam bać lakierowania. Zawsze mam duże
problemy. O paproszkach i pęcherzykach powietrza nawet nie
wspominam. Oczywiście spływanie lakieru, choć staram się nakładać
cienką warstwę (pewnie mi to nie wychodzi). Mam też problem np. z
pudełkami - polakieruję jedną powierzchnię i po kilku godzinach chcę
drugą, ale nawet jeśli lakier wydaje się dobrze przyschnięty to i
tak ta już polakierowana powierzchnia przykleja się do np. stołu po
odwróceniu przedmiotu. Sama nie wiem, ile mam czekać do porządne
wyschnięcie, dobę?
Ostatnio zepsułam wieszak, nawet dość udany, mam nadzieję, że go
jakoś odratuję... Pomalowałam jedną stronę, schło długo, bo nie
miałam czasu do niego wrócić. Leżał na gazecie. Próbowałam go potem
odwrócić na drugą stronę i co się okazało? Podczas lakierowania
brzegów lakier przykleił się do gazety i "błonka" z zaschniętego
lakieru oderwała się.. Porażka

Nie wiem, jak mam w takim wypadku
lakierować brzegi wieszaka, powiesić go nie chcę, bo boję się, że
lakier brzydko spłynie w takiej pozycji.
Proszę, rzućcie jakieś dobre rady i pocieszcie, bo czuję się z tym
lakierowaniem jak ofiara losu..
Jakimi ruchami nakładacie lakier? Pojedynczymi, długimi ruchami, bez
mazania w jednym miejscu, czy bardziej swobodnie? Będę wdzięczna za
pomoc.