sabat99
09.06.02, 19:36
Postanowiłęm wyciąć ten ciekawy wątek z kolektora i sposobem znanym mieć naszą
własną powieść. Każdy w dowolnym momencie może kontynuować powieść, pod
warunkiem zachowania logicznego ciągu tylko na starcie, później hejże hola -
nieważny czas, miejsce i sens akcji. Dopisujemy bez cytowania. Każdy odcinek to
kolejeny wpis. Andy zaczął jak u Hitchcoka, tak że teraz napięcie musi rosnąć.
Tytuł się wymyśli na końcu. Nie wiem co z tego wyjdzie. Mam nadzieję że chociaż
topic o największej liczbie postów.
Wstęp. Od autora
> No no, Agrest, masz prawie taka wyobraznie jak ja :-) Wszystko pieknie oprocz
> cygara, jakbys powiedzial ze wyciaga metalowa buteleczke whisky i lyka na
> uspokojenie emocji, to byloby juz cool :-) Potem wyciaga nadajnik satelitarny
i....
.....
łączy się z bazą, która postanawia sciagnac go za pomoca teleportera z powrotem
> w XX w. Niestety, na przeszkodzie staje Nicole, piekna brunetka, ktora
okazuje
> sie szpiegiem tamtych, To przez nia cala ta afera, karambol, strzelanina w
> centrum i zejscie do kanalow. Teraz celuje tym swoim malutkim rewolwerem w
jego
>
> piers i mowi "Bye, bye baby". Usmiecha sie cieplo i naciska spust. Slychac
> wystrzal i Nicole pada martwa. Z tylu biegnie grupa uderzeniowa Delta Force,
> ale Andy jest juz na powierzchni. Teraz szybko do smiglowca, o kurde,
zalatwili
>
> pilota. Nic to, kurs pilotazu przerabial jeszcze w czasie szkolenia sil
> specjalnych w Notrh Dakota, kiedy to sluzyly jeszcze stare, poczciwe
Tomahawks.
>
> Ok. tylko spokojnie, byle sie poderwac, byle sie poderwac, ok, o cholera,
jeden
>
> z Delta Force wisi pod smiglowcem, nic to, live is brutal, ostry wiraz i
koles
> jest na ziemi. A mial taka mloda, niewinna twarz... Oki, teraz do miejsca
> kontaktu. O nie, wyslali dwa mysliwce z misja zestrzelenia. Tylko bez paniki,
> most, przeleciec pod mostem...
> CDN
...Przelot pod mostem nie okazał się w końcu tak trudny, jak problem z czerwoną
lampką umieszczoną na niewielkim pakunku leżącym na siedzenu obok. Niewinne
mrugnięcia pulsacyjnego światełka wcale nie przypominały Andyemu jego niedawnej
wizyty u Jane, w Soho. To mogło oznaczać jedno...Bomba. Gdyby był teraz ze mną
stary Bob Sabat, dawny kolega z jednostki. W Czerwonych Beretach załatwiał
takie pieprzone gówno w minutę. Ale teraz na na rozwikłanie kłoptu Andy miał
niewiele więcej czasu, o czym bezlitośnie przekonywała go strzałka mechanizmu
zegarowego....