Dodaj do ulubionych

NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH

09.06.02, 19:36
Postanowiłęm wyciąć ten ciekawy wątek z kolektora i sposobem znanym mieć naszą
własną powieść. Każdy w dowolnym momencie może kontynuować powieść, pod
warunkiem zachowania logicznego ciągu tylko na starcie, później hejże hola -
nieważny czas, miejsce i sens akcji. Dopisujemy bez cytowania. Każdy odcinek to
kolejeny wpis. Andy zaczął jak u Hitchcoka, tak że teraz napięcie musi rosnąć.
Tytuł się wymyśli na końcu. Nie wiem co z tego wyjdzie. Mam nadzieję że chociaż
topic o największej liczbie postów.



Wstęp. Od autora
> No no, Agrest, masz prawie taka wyobraznie jak ja :-) Wszystko pieknie oprocz
> cygara, jakbys powiedzial ze wyciaga metalowa buteleczke whisky i lyka na
> uspokojenie emocji, to byloby juz cool :-) Potem wyciaga nadajnik satelitarny
i....
.....

łączy się z bazą, która postanawia sciagnac go za pomoca teleportera z powrotem
> w XX w. Niestety, na przeszkodzie staje Nicole, piekna brunetka, ktora
okazuje
> sie szpiegiem tamtych, To przez nia cala ta afera, karambol, strzelanina w
> centrum i zejscie do kanalow. Teraz celuje tym swoim malutkim rewolwerem w
jego
>
> piers i mowi "Bye, bye baby". Usmiecha sie cieplo i naciska spust. Slychac
> wystrzal i Nicole pada martwa. Z tylu biegnie grupa uderzeniowa Delta Force,
> ale Andy jest juz na powierzchni. Teraz szybko do smiglowca, o kurde,
zalatwili
>
> pilota. Nic to, kurs pilotazu przerabial jeszcze w czasie szkolenia sil
> specjalnych w Notrh Dakota, kiedy to sluzyly jeszcze stare, poczciwe
Tomahawks.
>
> Ok. tylko spokojnie, byle sie poderwac, byle sie poderwac, ok, o cholera,
jeden
>
> z Delta Force wisi pod smiglowcem, nic to, live is brutal, ostry wiraz i
koles
> jest na ziemi. A mial taka mloda, niewinna twarz... Oki, teraz do miejsca
> kontaktu. O nie, wyslali dwa mysliwce z misja zestrzelenia. Tylko bez paniki,
> most, przeleciec pod mostem...
> CDN

...Przelot pod mostem nie okazał się w końcu tak trudny, jak problem z czerwoną
lampką umieszczoną na niewielkim pakunku leżącym na siedzenu obok. Niewinne
mrugnięcia pulsacyjnego światełka wcale nie przypominały Andyemu jego niedawnej
wizyty u Jane, w Soho. To mogło oznaczać jedno...Bomba. Gdyby był teraz ze mną
stary Bob Sabat, dawny kolega z jednostki. W Czerwonych Beretach załatwiał
takie pieprzone gówno w minutę. Ale teraz na na rozwikłanie kłoptu Andy miał
niewiele więcej czasu, o czym bezlitośnie przekonywała go strzałka mechanizmu
zegarowego....


Obserwuj wątek
    • Gość: andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.dialin.buffalo.edu 10.06.02, 01:37
      Stary Bob Sabat siedzial na bujaku na patio przed swoim domem w Grand Island NY
      i czytajac gazete popijal Honey Brown. "What the hell, powaznie zniszczony
      Brooklyn Bridge, karambol, strzelaniny, jakies pogonie w kanalach, zaangazowane
      sily Delta Force, zniszczony odrzutowiec i smiglowiec" - czytal na glos. Od
      kiedy glowna wladze przejeli ludzie zintegrowanych klanow mafii sycylijskiej i
      karteli kolumbijskich krwawe jatki byly niemal codziennoscia, ale to bylo cos
      szczegolnego, takiej rzezi od dawna nie widzial nawet w filmach Hitchcocka. Nie
      znaleziono zwlok pilota smiglowca, rowniez drugi odrzutowiec nie trafil w
      niego, ten facet musial byc niesamowicie dobrym pilotem, znal tylo jednego
      takiego w zyciu. Stary Andy, od kiedy razem przebili sie przez linie frontu w
      Afganistanie kradnac scisle tajne plany atakow na USA, nie widywali sie zbyt
      czesto, ale wiedzieli o sobie jedno - razem potrafia wykonac niemal kazde
      zadanie, lacznie z wdarciem sie do rezerw federalnych w Fort Knox. Tylko co
      moglo sie stac z tym smiglowcem, przeciez Andy nie popelnia bledow a
      odrzutowiec nie trafil w niego. Bomba, musial miec na pokladzie bombe. cholera,
      szkoda ze mnie tam nie bylo, od kiedy bylismy w Czerwonych Beretach rozbrajalem
      to gowno w ciagu paru minut. Ale co sie z nim stalo, przeciez go nie znalezli.
      Jak go znam to pewnie gdzies tam koczuje ukryty w lasach, tylko czy nie jest
      ranny. Bob znowu spojrzal na gazete - "Trwaja intensywne poszukiwania
      przestepcy ktory zbiegl smiglowcem i prawdopodobnie ukrywa sie w lasach
      porastajacych Bear Mountains". Nagle odezwal sie telefon. Bob odlozyl gazete i
      podszedl do aparratu "Tak?... And? Zyjesz? Gdie u diabla jestes i co robisz???
      Pomocy, jakiej pomocy?"
    • Gość: reddevil Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl 10.06.02, 11:20

      Bob odetchnął z ulgą Andy żył! -Stary jak udało Ci się wyjśc z tego cało?
      -To długa historia Sabbat. Może opowiem Ci to innym razem. Teraz jest
      wazniejsza sprawa. -Ten stary drań Hawk nie daje mi spokoju. Nasłał grupę
      ruskich osiłków, ktorzy depczą mi po piętrach...
      Bob usłyszał tylko trzask przerywanego połączenia. Czy Andy ma kłopoty, czy to
      znowu zawiniła ta Polska Telekomunikacja, która w dziwnych okolicznościach
      wykupiła spory pakiet udziałów miejscowego operatora telefonicznego.
      -Taak - pomyślał Bob. Każda z mozliwości jest prawdopodobna.
      Wtedy usłyszał dzwonek do drzwi...
    • tomek_1970 Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 10.06.02, 12:44
      Gdy nagle (wlasciwie nie wiadomo skad, a wlasiwie, wiadomo, bo z nienacka),
      wypada Edyta G. - piekna, diablo zgrabna itd. I zaczyna spiewac !!!
    • Gość: andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.dialin.buffalo.edu 10.06.02, 14:50
      W drzwiach stalo dwoch smutnych facetow. Bob pomyslal - Agenci FBI, musieli
      zalozyc podsluch. Zanim jednak wykonal ruch, ten smutniejszy powiedzial - Ok
      Bob, nie z nami te numery, gadaj co wiesz? - Wiem dokladnie to co wy,
      przerwaliscie poloaczenie zanim zdazyl mi powiedziec cokolwiek
      konkretnego... - Sluchaj Bob, ty tu nie zgrywaj gieroja bo wyslemy cie w
      kawalkach do twojej kochanki, lepiej zdradz gdzie jest ten parszywy dran Andy,
      wiemy dobrze ze kontaktowal sie z toba wczesniej - Jasne, a twoje dzieci pchaja
      czolg na recznym pod gorke... - Bob, ty stary niedojdo, nie wkurzaj nas, gadaj
      bo zaczniemy z toba inaczej - Wiecie co mi mozecie zrobic, mozecie mnie
      pocalowac gdzies - O zesz ty... - obaj siegneli w klapy narynarek najwyrazniej
      nie po legitymacje. Bob wykonal nagly skok, niepostrzezenie ten smutniejszy
      dostal poteznego kopa w szczeke i Bob trzymal juz jego rewolwer przystawiony do
      jego glowy krzyczac do drugiego - Spadaj stad albo twoj koles jeszcze dzisiaj
      bedzie sie smazyl w smole! Drugi odszedl a Bob zamykajac noga drzwi posadzil
      delikwenta na krzesle ciagle celujac, podszedl do telefonu i wykrecil numer
      Agrest, potrzebuje Twojej pomocy, masz jeszcze ten sklep z bronia i jeepa???
      • sabat99 Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 10.06.02, 16:41
        ....Agrest miał nie tylko jeepa ale też coś więcej niż broń, bo tylko tak można
        okreslić nowy model dziewięciomilimetrowego UZI DX 2015. Pieprzony drań DX -
        na wlocie zostawiał centymetrowy otwór od kuli, któa wychodząc wyrywała całe
        plecy.
        Pojawienia się Agresta szybko wyjaśniło też sprawę Edyty G. To jedna z tych
        tanich, wiecznie naćpanych panienek wystających w knajpach Amsterdamu, Madrytu
        i Petersburga. Wyciągnienięte z dna przez agentów DG5 tworzyły elitarne,
        kilkuosobowe komanda. Stracone dla przeszłości i przyszłości stawały się
        precyzyjnymi automatami. Automatami do zabijania niewygodnych mężczyzn... Z ich
        rąki nigdy nie umierało się szybko...
    • Gość: andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.dialin.buffalo.edu 10.06.02, 23:18
      W rzeczy samej Edyta okazala sie automatem. Jego pierwszy egzxemplarz i
      prototyp wyprodukowano w latach 70 XX w. Ok. 20 lat zajela technologiczne
      dostosowanie do otaczajacego srodowiska i atmosfery. Polscy naukowcy, w scisle
      tajnym laboratorium Enigma 4, wyposazyli ja w niezxwykle powabne cialo i
      doskonaly sprzet naglasniajacy imitujacy piekny sopran kobiecy. Edy 187XW EPU ,
      potocznie zwana Edyta Gorniak, stala sie popularna w Polsce i poza jej
      granicami. Oczywiscie fakt jej pochodzenia byl skrupulatnie ukrywany. Jej glos
      i wyglad sprawialy czeste przerwy w prawidlowym funkcjonowaniu ukladu
      immunologicczno - genetyczno - hormonalnego plci meskiej. doskonalym przykladem
      jest mundial 2002 gdzie za sprawa jej wykonania hymnu panstwowego cala
      reprezentacja pilkarska Polski zostala sparalizowana przez co przegrala z Korea
      0:2. W kolejnym meczu Edycie nie pozwolono wystapic co skonczyklo sie jeszcze
      tragiczniej, zapewne poprzez uzaleznienie i tesknote za jej uzalezniajacym
      glosem. kOlejne lata to tylko wzrost jej popolarnosci. Kiedy w 2006 dostaje
      nagrode Grammy i Nagrode Przemyslu Fonograficznego Kataru, super tajne biuro
      Enigma 4 decyduje sie na wyprodukowanie kolejnych modeli Edy 187XW. Poczatkowo
      mial to byc model robota kuchenno - rozrywkowego dla zamoznych gospodyn
      domowych. Jednakze ku powszechnemu zdziwieniu analitykow rynkowych i specow od
      reklamy, Edy kupowana byla glownie przez mezczyzn i to zupelnie nie w celach
      pomocy kuchennych. Ogromnym zaskoczeniem byl rowniez zlozony przez Zwiazek
      Gospodyn Domowych protest przeciwko dalszemu produkowaniu Edy. Laboratorium pod
      naciskiem ogromnej presji splecznej zaprzestalo produkcji, a wyprodukowane i
      przesladowane Edyty musialy zejsc do podziemia i rozpoczely dzialalnoc
      spiskowa, co wykorzystywaly roznego rodzaju agencje rzadowe do swoich celow...

      • sabat99 Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 11.06.02, 09:17
        (czas na szczyptę pieprzu - dopisek. autora)

        ...jak na automat Edyta była jednak zadziwiająco piękna i naturalna. Istne
        dzieło inżynierów konstrukotorów - pomyślał Bob Sabat. Tak...widok śpiącej,
        nagiej kobiety wzruszał go zawsze i uspokajał skołatane nerwy. Podobnie myślał
        i teraz pociągając sążnisty łyk Jacka Danielsa, w swoim mieszkaniu na
        przedmieściach Los Angeles. Bob sam był zresztą w pewnym sensie ofiarą agencji
        rządowych. Ten były weteran Wojen Dębowych, dowódca eliatarnej jednostki
        komandosów skończył jako płatny morderca, pracują dla wszystkich - od CIA po Al-
        Kaide. Skończył się kiedy zaczął selecjonować zlecenia i liwidować tylko drani.
        Sumienie? Czy coś takiego tliło się jeszcze w duszy tego 45-letniego moralnego
        degenerata. Może. Jesli już to ze względu na nią. Tak, w Loonie był zakochany
        od kiedy spotkali się gdzieś na kongresie Nowych Rozwiązań Indywidualnej Broni
        Strzeleckiej. Była tłumaczką z nieznanego mu kraju w Europie Wschodniej który
        produkował niezłe laserowe wersje KBK AK. Jako młody porucznik pracował wówczas
        dla Pentagonu. To był upojna noc. Dla niego coś więcej, dla niej przelotny
        romas. Nigdy nie przestał o niej myśleć zaliczając dziesiątki innych kobiet.
        Dlatego zdziwił się kiedy po 10 latach, zjawiła się w jego nowojorskim
        mieszkanu przy 52 Ulicy. Jakby dojrzalsza ale wciąż urzekająco piękna. -
        Słyszałam od naszych wspólnych znajomych, że likwidujesz kłopoty. - Taaak -
        odpowiedział przeciągle Bob, próbując nieudolnie ukryć, że wpatruje się w jej
        fantastycznie zagrabne nogi, które zdawały się nie mieć końca. - Mój szef musi
        znknąć i...musi czuć, że znika - powiedziała z naciskiem kobieta. - Czy się
        rozumiemy? - zapytała już ciszej, głęboko zaciągając się Lucky Strickiem i w
        charakterystyczny sposób odchylając głowę. - Koszty nie grają roli - szybko
        dodałą, nie wiedząc, że Bob wykończyłby na jedno jej skinienie legion takich
        szefów.
        Wyszła, zostawiając po sobie zapach Chanel 1999 i kopertę z adresm.
        - Słupsk? Polska? - Fuck, gdzie to u licha wogóle jest. Otwierając swojego
        satelitarnego glamtopa. Europa zamiast zaplanowanego już Palm Springs. A mial
        już zabukowany bilet. Już nie lubił tego szefa...
    • Gość: redevil Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl 11.06.02, 13:18

      Ten lot był wyjątkowo nudny, no może nie licząć rekcji lecących Boeningiem 747
      Japończyków, którzy na widok 215 centymetrowej Margo D. wydali okrzyk BANZAI i
      zamówili dwa Jaśki Wędrowniczki na głowę.
      Dziewięc godzin w podobno Busines class dłużyło się w nieskończoność. Bob
      pomyślał o zadaniu.- Słupsk, Polska to gdzieś koło Moskwy?
      Na miejscu muszę sobie poradzić, lepiej niż Edzia G. w Busan. -To miał być
      chytry plan, ale nie wyszło. Pięciokrotnie odbite słowa Maurka Dąbrowskiego
      miały wprowadzić Koreańczyków w stan osłupienia na conajmniej 90 minut.
      Niestety zadziałało sprzężenia zwrotne i jak słupy soli stanęli Polacy.
      Bob westchnął z ulgą gdy czterosilnikowy Boening spokojnie usiadł na długim
      pasie startowym w Warszawie. - Uhhh niby nie bał się latania, ale zawsze czuł
      to dziwne sciskanie w dołku, gdy kilkudziesięciotonowa maszyna znajdowała się w
      innym położeniu niż na ziemi.
      Bob bez problemu przeszedł odpraw celną. Andy i Agrest mieli opracowane metody
      ukrywania broni lepsze niż Al Qaida. Teraz samochód- pomyslał Bob. Diabli
      wiedzą czym tu się jeździ. - Wezmę jakiegoś jeppa, nie wiadomo jakie tu są
      drogi na tym dalekim wschodzie...
    • Gość: andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.dialin.buffalo.edu 11.06.02, 17:15
      Zanim opedzil sie od stada taksowkarzy, rumunek oferujacych wrozby i panienek
      oferujacych uslugi rozrywkowe, zdazyl pomyslec "Polska, co za kraj". Wczesniej
      omal nie zabil smiechem celnikow ktorzy domagali sie od niego cla za cztery
      butelki Jack Daniels, a nie zauwazyli podwojnego dna i jego nierozlacznego
      kompana, czarnego wykonawce woli wyzszej... Oki, pomyslal idac ulica, jakos
      trzeba sie dostac do tego Skplupska czy jak mu tam. " TAXI " gwizdnal i dziadek
      z WGT (Warszawski Gang Taksowkarski, znak na rejestracji) podtoczyl sie swoim
      15 letnim Polonezem. "Potrzebuje samochodu, zawiez mnie do miejsca gdzie moge
      wynajac Jeepa" Dziadek usmiechnal sie i powiedzial OK, OK. Jechali zatloczona
      Warszawa. Bob widzac ze dziadek rozumie troche angielski zagadnal don "Jak tu u
      Was w Polsce ludzie zyja". Dziadek usmiechnal sie i znowu swoj OK, OK. A jak
      jest po Polsku kobieta - OK, OK Jak dlugo jezdzisz tym pudlem? - OK OK. Kiedy w
      koncu dal za wygrana, dziadek przywiozl go pod Marriot NO dobra, w sumie to
      nie wypozyczalnia samochodow, ale wyglada w miare niezle... Zaplacil dolarami
      zostawiajac jeszcze napiwek, dziadek cieszyl sie i powtarzal ok, ok. Bedac w
      Wawie pomyslal ze nie ma pospiechu i postanowil zostac na noc w hotelu i przy
      okazji zasiegnac nieco informacji o Polsce, Slupsku, zyjacych tam ludziach i
      moze troche pofolgowac w nocy z jakas nowo poznana kolezanka. Zamowil pokoj,
      wzial prysznic i postanowil zejsc do Drink Baru. Siadajac jego uwage od razu
      zwrocila siedzaca samotnie dlugowlosa, niebieskooka blondynka. Zamowil sobie
      szkocka z lodem i powiedzial barmanowi "To samo dla tej pani"...
      • sabat99 Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 12.06.02, 09:11
        ...Krótkie chwile przyjemności w Warszawie, nie pozwoliły mu zapomnieć o
        obowiązkach. Wypożyczony samochód szybko się zepsuł, a Bob nie mógł też pojąć
        zasady funkcjonowania tutejszej kolei, gdyż ekspresowy pociąg nie przyjechał o
        wyznaczonej rozkładem godzinie. Do Słupska trafił więc skradzioną z lotniska
        awionetką, którą podpalił wylądowawszy na niewielkim lotnisku, kiedyś sądząc po
        hangarach wojskowym. Szefa Loony odnalazł szybko. Tem mówił coś przed śmiercią,
        ale Bob nie bardzo rozumiał. Szef też chyba nie rozumiał sytuacji, bo zamiast
        błagać o litośc krzyczyła i chyba wymyśał Bobowi, do momentu kiedy jego Smith
        and Wesson nie przemówił mu do rozsądku.
        Zrelaksowany usiadł w najbliższym parku. 17 czerwca 2034 - spojrzał na datę
        kalendarza nietypwoego bo ułożonego z kwiatów. Jak ten czas leci - od lat nie
        spodglądał do żadnego kalendarza. Kiedy tak rozmyślał, na ławce obok przysiadła
        się tajemnicza młoda kobieta o niepokojącej twarzy. Starał jej się przyjżeć.
        Ładniutka, gdyby nie te dziwne oczy. - Nazywam się Pixi - jak się masz Dak -
        wypaliła pierwsza. - Jeśli ktoś taki jak ty może się wogóle czuć dodała z
        uśmiechem który przyprawił go o zimny dreszcz. Na dźwięk pierwszego imienia
        drgnął zaniepokojony, choć na pierszą myśl nic mu ono nie mówiło. Drugiego
        imienia też nie znał, ale niespodziewanie poczuł jego bliskość.
        Tymczasem Andy i Red Devil oddzielnymi drogami także zmierzali do Słupska.
        Każdy miał tam jakieś zlecenie. Andy odebrać i zabezpieczyć pojemnik z czystym
        plutonem wyprodukowanym na wschodzie. Red Devil jako przedstawiciel firmy Nike
        na północną półkulę, miał się zająć wykupieniem jakiego podupadającego
        finansowo klubu koszykarskiego.
        Nie wiedzieli jeszcze, że padli ofiarą mistyfikacji, za którą stoi
        międzygalatycznyny syndykat. Słupsk mial okazać się wypadową bazą agentów
        umieszczanych na tej nie mało wyekslploatowanej z energii planecie. Agenci
        poszczególnych wydziałów (a raczej wymiarów) penetrowali tą planetę od
        kilkuset lat. Teraz wkroczył najgroźniejszy i najbardziej bezwzględny Wymiar
        IV, do spraw przejęcia włądzy do. Na jego czele stała PIXI i jej bliska
        współpracowniczka Pati, szara eminecja i Spirytus Movens akcji. To właśnie one
        rozmieściły na Ziemi grupę powolnych sobie cyborgów-agentów, która teraz miał
        posłużyć im do przejęcia władzy na planecie, zaczynając od Słupska...
        Spotkanie Andyego, Red Devila i Sabata skończyłoby się pewnie wielką pijatyką,
        gdyby nie niepokój jaki odczuwali po rozmowie z Pixi. Żaden z Trójki nie
        pamiętał jak trafił do opuszczonego hangaru, w którym było kilka jeszcze osób.
        Jedena z nich zbliżyła się. Na plakietce przypiętej do szarego kombinezonu
        widniały trzy litery - UMK....

    • Gość: redevil Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl 12.06.02, 11:25

      UMK?- Co to znaczy? zagadnął Bob nieznajomego- Uniwersytet Mikołaja Kopernika -
      odparł nieznajomy nieznacznie się usmiechając. Bob odniósł dziwne wrażenie, że
      gdzies już widział tego gościa. Wrodzony instynkt kazał mu trzymac tego faceta
      na oku i czekac na jego błąd. -Musi się zdradzić jakimś słowem lub gestem,
      wtedy skojarzę skąd go znam.
      Po krótkiej rozmowie postanowił wrócić do miasta. Troche dziwny ten Słupsk( kto
      u diabła wymyąślił mu taką nazwę, tylko Polacy potrafią to wymówić).Z jednej
      strony zabytkowe i fajne kamienice, a z drugiej blisko nich takie poczwary
      klocki i bloki jak dla imigrantów na GreenPoincie. Zadanie wykonałem bez
      zarzuty, żadnych śladów i swiadków moge udawac turystę -pomyślał Bob.
      Z taksówki wysiadł na ogromnym placu, przy któprego zachodniej stronie stał
      chybqa najładniejszy budynek w mieście. Wysoki z czerwnej cegły, z piekną więżą.
      Musi miec z sto lat- pomyślał Bob i postanowił popytac o tutejsze ciekawostki.
      Z ogromnych drzwi budynku wychodził własnie człowiek o okrągłej twarzy
      zadowolonego z siebie księgowego, który ukrył manko, albo przechytrzył urzad
      skarbowy. -Przepraszam proszę mi powiedzieć dlaczego to miasto jest takie
      wymieszane bez sensu tu stare budynki tu takie klocki - Bob zapytał mężczyznę
      łamaną polszczyzną.
      -O pan z Ameryki, może pan tu u nas zainwestuje mamy ogromnbe bezrobocie-
      odpowiedział "księgowy".
      -Nie jestem tu na holiday i ciekawi mnie historia tego city- odparł Bob.
      -Wie pan tu była wojna, ogromna bitwa w marcu 1945 i Niemcy wszytsko spalili-
      opowiadał ksiegowy. Całe stare miasta spalili faszyści, bo wiedzieli, że to do
      nich nie wróci.
      -Tak po prostu spalili-dziwił się Bob. To najpierw budowali, a potem spalili.
      -No tak wyszło- trochę zmieszał się księgowy.- Wie pan oni wtedy nie mysleli
      byli zaslepieni Hitlerem. Ale my nowi gospodarze tego miasta sie nie poddaliśmy.
      Zbudowaliśmy lepsze, ciekawsze rzeczy, któpre przetrwają setki lat - opowiadał
      mężczyzna łagodnie kierując kroki swoje i Boba w kierunku centrum miasta.
      To budowlne, które już na stałe wryły się w krajobraz tego miejsca i pozostaną
      tu na wieki- księgowy mówił z coraz większym entuzjazmem.
      -Prosze mi pokazać te dzieła, bo po tym co już tu zobaczyłem doprawdy nie wiem
      czego się zpodziewać- Bob poczuł zainteresowanie.
      -Oto i nasza duma - mężczyzna pokazał Bobowi ogromny klockowaty, piętrowy
      budynek z napisem Tysiąc LAT.
      -cO TO JEST -Bob aż usiadł na ławce z wrażenia.
      -To pierwsze u nas kino stereo - triumfował mężczyzna. Czyż nie piękne?!!!
      Bob przełknął ślinę. W Stanach era stereo dawno już minęła. Czym ten człowiek
      się zachwyca. Budynek jest okropny i nijak nie pasuje do tego miejsca.
      - Przepraszam - Bob powiedział po chwili zadumy- Czy Pan jest tu przewodnikiem
      turystycznym, ze tak pan chwali to miasto?
      -Nie proszę pana ja tu jestem wiceprezedentem- nazywam się Jestem...- dumnien
      odparł mężczyzna.
      -Szczerze współczuję- dodał załamany Bob i po chwili pożegnał zdumionego
      przewodnika.
      -Dwie duże szkockie dobrze mi zrobią - pomyslał Bob i czym prędzej dotarł do
      hotelu...to be continue
    • Gość: andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.dialin.buffalo.edu 12.06.02, 14:48
      Piekna byla ta dziewczyna. Idac ulica nie bylo mezczyzny ktory nie zatrzymalby
      choc na chwile oczu na jej postaci. Przechodzac o zmroku neony tracily swoj
      blask gdy spiesznym krokiem mijala centrum. Ciemne wlosy spiete byly w konski
      ogon, jej ubior nie byl ani ekstrawagancki, ani przesadnie wyszukany, ani tez
      zbyt skromny. Byl to po prostu ubior wygodny i z klasa. Por. Pati Henderson,
      zastepca szefa wydzialu "0" w Pentagonie. Tego dnia zjawila sie jak zwykle w
      pracy i usiadla w swoim gabinecie przegladajac przygotowane dla niej dokumenty.
      Po chwili do gabinetu wpadl boss. Pati, mam dla ciebie nowa sprawe, zajmmiesz
      sie nia natychmiast. To nie jest byle co. Nie dawalbym takiej sprwawy byle
      komu. PO tym jak dorwalas Ben Ladena i ze swoimi ludzmi pokrzyzowalas plany
      mafijnych rodzin zdobycia monopolu w produkcji polococty, wiem ze tylko ty nie
      spartolisz tej sprawy. Pierwszy raz w historii udalo sie zgromadzic w jednym
      miejscu trzy niezwykle grozne i niebezpieczne indywidualnosci. Red Evil, Andy i
      Bob Sabat. Zazwyczaj starali sie byc na oddzielnych kontynentach w jednym
      czasie. Tym razem za sprawa spisku wszyscy znalezli sie w miescie Spklakupsk...
      cholera, ci Polacy zawsze wymysla jakas taka nazwe... w kazdym razie to kwadrat
      23-87i nad Baltykiem. Jest tam juz agentka Pixi, ktora znasz z innych spraw.
      Ona juz przygotowuje teren pod dzialanie. Wezmiesz swoich najlepszych ludzi i
      zgarniesz tych drani. Masz dzialac super ostroznie i super dokladnie, tej
      sprawy nie mozna wypuscic z rak. Ja wszystkim sie zajme po powrocie z urlopu,
      zaraz mam samolot na Hawaje, do widzenia Pati, powodzenia, krzyknal trzaskajac
      drzwiami Pati siedziala chwile myslac "Dlaczego wszyscy szefowie na swiecie to
      idioci, tak jak ten ostatnio zalatwiony w... zaraz, zaraz przeciez to bylo w
      tym samym miescie gdzie jest tych trzech bonzow... Chwycila sluchawke i szybko
      przekazala kilka rozkazow. Rozlozyla mape i wpatrywala sie w polozenie miasta.
      Potem zamyslila sie przez chwile... Hmm, Andy, Bob, Red Evil, jak to moze byc
      ze szanowani i zasluzeni czlonkowie elitarnych grup specalnych nagle staja sie
      wrogami publicznymi nr 1., sciganymi przez wszystkie mozliwe komorki rzadowe.
      Dobrze wiedziala ze polowa rzadu to tacy sami ignoranci jak jej szef,
      przekupione marionetki i pajace. Ani przez chwile nie wierzyla ze ci trzej sa
      winni. POstanowila wziac sprawe w swoje rece i jakos to rozegrac. Nic to,
      pomyslala, i tak musze poleciec do Slupska i spotkac sie z nimi. Potem
      mpomyslimy co dalej...
      • Gość: Sabat Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: 212.160.235.* 13.06.02, 01:26
        ...Słupsk tymczasem tętnił swoim życiem - rozbiórki, nie posprzątane ulice,
        sporo brudu, pijaczkowie na ulicach oraz autobusy, które zamiast się spóźniać
        przyjeżdżały za wcześnie, np. na linii B. Tak, tu wszystko było postawione na
        głowie tak, że miejsce to nadawało się idealnie na tajne bazy zaborczych
        korporacji, podejrzanych agencji i miedzygalaktycznych syndykatów. Nikt więc i
        tym razem nie przeczuwał, że od pewnego czasu mieszka tu agentka Pamela. Kiedyś
        pracownica Archwium Y, póżniej w tzw. rezerwie biura FGT, jako głęboko
        zakamuflowany agent. Odkąd dwójka jej nadzwyczaj utalentowanych dzieci
        ukończyła na Harwardzie z wyróżnieniem wydział interpretacji najskrytszych
        tajemnic ludzkiego umysłu, mogła wreszcie zaprzestać kamuflarzu gospodyni
        domowej i zaistnieć całymi latami skrywanym jestestwem. Tak, to 18 lat temu
        otrzymała od Pixi kopertę z tajnym rozkazem - otworzyć w 2042. Przeczytała
        polecenie i tylko się tajemniczego usmiechnęła...Z niezmąconym spokojem zeszła
        w niewinnej białej nocnej koszuli do piwnicy, gdzie mąż prowadził amatorski
        warsztacik "Zrób to sam" latami nieświadomie stąpając po małym arsenale.
        - Plazmowy DX 43, laserowy YG 1050 i prawdziwe cacko lekki wyrzutnik pocisków
        wodoworowy - wymieniał w myślach Pamela. Wszytko idealnie naoliwione, działało
        bez zarzutu. Pamela zawsze lubiła porządek. Rozkaz wydawał się być sprawą
        dziecinnie łatwą....
    • Gość: andy_sz Polska - Atak Klonow IP: *.dialin.buffalo.edu 13.06.02, 02:01
      Tymczasem inne problemy zaczely gnebic panstwo nad Wisla , a wlasciwie nad
      rurociagiem Wisly, ktora od jakichs 3 dziesiecioleci plynela ogromna rura ze
      wzgledu na nadmiar toksykow niej zawartych. Od czasu sklonowania pierwszego
      Polaka, bieg wydarzen wzial w leb i nawet Nostradamus ze swoimi
      przepowiedzniami nie wymyslilby takiego bigosu. Kiedy po przepychankach z
      partiami prawicowymi i chrzescijanskimi udalo sie w koncu przeforsowac idee
      klonowania, byl to przyslowiowy gwozdz do trumny panstwa. Od kiedy wiekszosc
      bezwzgledna w sejmie zdobyla skrajnie antyinteligencka partia niejakiego
      Andrzeja L., Polska stala sie panstwem 3-go swiata. Trawa porastala dawna
      magistrale centralna, na drogach koczowali rozbojnicy szukajacy importowanego
      zboza i nie tylko, uniwersytyety i uczelnie przeszly z powrotem na
      sredniowieczne metody nauczania, Kopernik popadl w nielaske, wszelkie inne
      wydzialy niz rolnictwo zialy nedza i pustka. W 2018 r. Polska zamknela kolejny
      rozdzial w dazeniu do wstapienia do Unii Europejskiej. Pozostalo jeszcze 5 i
      spodziewano sie do konca wieku osiagnac upragnony cel, w koncu jako
      przedostatni oczekujacy kraj trzeba bylo wykazywac jakies ambicje. Od czasu
      przewrotu w 2005, kiedy to dominujaca partia wspomnianego juz Andrzeja L.
      wyposazona w nogi od krzesel z jadalni przegonila reszte sejmu i polamala laske
      marszalkowska na glowie marszalka, wladze w panstwie sprawowal tzw. Wielki
      MIstrz, , ktorym samozwanczo ochrzcil sie Andrzej L. I wlasnie wtedy, kiedy
      jeszcze polska nauka stala na wzglednie dobrym poziomie,, ogloszoo sukces w
      klonowaniu czlowieka w Polsce. Pierwszym sklonowanym byl Hieronim W., naukowiec
      ktory posiwecil sie badaniom. Slyszac o tym osiagnieciu Andrzej L. wtargnal z
      jedna ze swoich bojowek do laboratorium i kazal natychmiast wykonac pierwsze
      100 kopii siebie. To co potem dzialo sie w panstwie polskim trudno jest opisac
      slowami. Andrzeje L. opanowaly wszystkie wieksze miejscowosci i skutecznie
      wypierali i tak znacznie nadwerezone zasoby polskiej inteligencji. Przed
      wjazdem do kazdego miasta wjezdzajacych witala usmiechnieta facjata Wielkiego
      Mistrza. W mieszkaniach pojawily sie teleekrany, na kazdym kroku widac bylo
      hasla "Wielki Mistrz patrzy". Prawdziwego Mistrza nikt juz od dawna nie
      widzial, ale jego klony nieprzerwanie kontrolowaly sytuacje w panstwie. Kazdy
      przejaw braku dyscypliny i nesubordynacji karany byl chlosta na obnazone
      posladki z udzialem TV publicznej.. Wszelki przemysl zastapily farmy i ogromne
      pola, rolnictwo w Polsce dominowalo…
      • sabat99 Re: Polska - Atak Klonow 13.06.02, 11:11
        ...a ziemia pięknie rodziła - jabłka wielkości futbolówki, gruszki na wierzbach
        i banany, tak wielkie, że jeden człowiek nie mógł...go przenieść
    • Gość: reddevil Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl 13.06.02, 13:39

      Bob obudził się około południa. Czuł szum i lekkie mrowienie w okolicach
      potylicy. -To ta wczorajsza whisky. Okazało się, że w hotelowym barze była
      tylko jedna butelczyna porządnej szkockiej. -Ludzie tu nie piją takich luksusów-
      wyjasnił mi barman. -Wie pan bezrobocie, beznadzieja- w ogóle wszystko na "be'-
      zasmiał się ironicznie polewając kolejną szklaneczkę.
      -Tu w Słupsku ludzie piją coś taniego, tak żeby szybko sponiewierało- tu
      uśmiechnął się po raz drugi.
      Bob nie miał wyboru musiał podnieść średnią spożywanej tu dobrej szkockiej i
      powoli systematycznie do północy wychylił butelczynę. Potem zasnął spokojnie
      snem sprawiedliwego we własnym , na wet niezłym pokoju.
      -Teraz cos na kaca i do roboty. Potrząsnął głową nad umywalką. Jakieś straszne
      historie sniły mu się w nocy. Jakiś Mistrz, jakieś klony. Nastepnym razem
      whisky przywiozę tu ze sobą.
      Zjadł śniadanie w restauracji i postanowił się przejśc dla rozjaśnienia umysłu.
      - Dziś piątek czas na spotkanie...-pomyślał Bob kupując obfitą porcję lodów
      czekoladowych. Dzień był upalny, a dziewczyny rozebrane bardziej niż zwykle.
      Bob oblizał usta nie tylko z powodu smacznych lodów.-Taak -to miejsce coraz
      bardziej mi się podoba. Muszę tylko wyjasnic jedną rzecz. -Jak to się dzieje,
      że w ładnym mieście zbudowano takie ochydztwa, a mimo obecności tabunów
      pięknych kobiet mężczyźni chodzą smutni jak agenci Mosadu ?...
    • Gość: andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.dialin.buffalo.edu 14.06.02, 02:08
      Akcja przygotowana byla profesjonalnie, jak kazda ktora robila Pati. Andy, Bob
      i RedEvil za sprawa perfekcyjnie zorganizowanego podstepu, w ktorym braly
      udzial kochanki (Edyty, oczywiscie) sprowadzeni zostali w okolice hali Czarnych
      na Grottgera. RedEvil w celu sfinalizowaia umowy sponsorskiej z jakims
      podupadajacym klubem koszykarskim. Bob w celu podjecia ostatecznej zaplaty od
      Loony. Andy w sprawie czystego plutonu ze wschodu ktory za kilka dni mial
      trafic do malej prowincji Santora Guana w srodkowej Afryce, gdzie ludnosc od
      lat walczyla o niepodleglosc. Chociaz sie znali, zaden z nich nie wiedzial o
      tym ze drugi jest w tym samym miejscu. Andy zaczal cos podejrzewac widzac
      krazacy smiglowiec, ale bylo juz za pozno. To co wydarzylo sie pozniej, trwalo
      kilkanascie sekund. Ze wszystkich stron oslepiajace reflektory, ludzie w
      czarnych komiiniarkach, pedzace samochody i krzyki. Po chwili siedzieli trzej w
      czarnym jeepie z tylu. Z przodu obok szofera siedziala ubrana na czarno
      dziewczyna. "I co, znowu razem, po tylu latach?" Kim jestes - zagadnal Bob
      Jestem kims kto ma nad wami ta przewage ze wie o was wszystko podczas gdy wy
      nie wiecie o mnie nic - powiedziala Pati. Moge was wszystkich zamknac na reszte
      zycia za szereg przestepstw. Lista jest bardzo dluga. Poza tym sciga was polowa
      tajnych agentow w USA. To ze sie tutaj znalezliscie to nie przypadek i tylko
      kilku ludzi na swiecie wie jak to sie stalo. "Wiec po co cale to
      przedstawienie, konczmy juz to" - rzekl Andy. Nie, mam lepszy pomysl. Moge
      wykorzystac was w sposob o wiele lepszy. na razie nie pojedziecie do USA.
      Bedziecie pracowac dla mnie, jako agenci w Polsce, mamy tutaj mnostwo problemow
      do zalatwienia. Slupsk bedzie wasza baza, bo to takie miasto ktorego nikt nie
      bedzie podejrzewal. Poza tym jakos mi sie podoba, dodala ciszej. "A co jesli
      sie nie zgodzimy" - zapytal RedEvil. Nawet o tym nie mysl, mam o was takie
      informacje i takich ludzi ze moge was dorwac nawet na biegunie poludniowym.
      Poza tym dlaczego mielibyscie sie nie zgodzic. Proponuje uczciwy uklad,
      pracujecie dla mnie za dobra forse i za mozliwosc bycia na wolnosci. W USA te
      pajace ze skorumpwanego rzadu dorwa was predzej czy pozniej. Nawet nie
      przejdzie im przez mysl ze jetescie teraz w tym kraju, gdzie klony Wielkiego
      Mistrza sieja spustoszenie. "Dobra, no to co mamy robic" - spytal Bob.
      Czekajcie na dalsze polecenia, na razie zegnam was. Mowiac to jeep zahamowal
      gwaltownie i wysadzil ich na przedmiesciach. Potem z piskiem opon ruszy w
      strone Gdanska. "Co za noc, shit" powiedzial cicho Andy...
      • sabat99 Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 14.06.02, 08:33
        ...Sabat też był wściekły. Odkąd pojawił się w Słupsku zadania rosną, a Andy i
        Red Devil też mają huk roboty. Komando nie ma wsparcia forum międzypalnetanego.
        Jak tak dalej pójdzie wysadzą w powietrze cały Słupsk, a nikt im nie pomoże.
        Rzeczywiście mały wyskok do Trójmiasta na wypoczynek dobrze zrobił całej
        trójce. Obicie kilku twarzy w dyskotece Parlament było tylko niewinnym
        incydentem a agentka Pati postanowiła dać chłopakom odpocząć. - Niech się
        zabawią zasłużyli - powiedziała wyłączając akcelelator sterujący poczynanniami
        calej trójki. - Może i mi przyda się chwila relaksu pomyślała napełniając
        szkalnkę sokiem wiśniowym i wciskając na pulpicie guzki z rozkazem "Klon do
        mnie".
        • Gość: andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.dialin.buffalo.edu 18.06.02, 02:25
          Kiedy juz sobie odpoczeli w Gdansku i wrocili awionetka do Slupska (nikt nie
          pamietal jak zdobyli ta awionetke, w kazdym razie wszystkim sie podobala),
          czekala juz na nich informacja od Pati. "Chlopaki, jest robota do zrobienia.
          Trzeba zrobic maly przewrot w Slupsku. Prezydent, zarzad miasta i cala rada -
          out. Na miejsce prezydenta obsadzamy agentke Pixi. Reszte skladu podam wam
          pozniej. Macie to zrobic skutecznie i dzialac bezlitosnie z opornymi, ale jesli
          nie musicie to nie uzywajcie za duzo UZI i laserowych impulsownikow
          kinetycznych LAIK. Nie chce zebyscie zniszczyli to miasto za bardzo.
          Dostaniecie do pomocy polskiego McGivera, nazywa sie Adam Slodowy, ale jest 100
          razy lepszy. Ostatnio zrobil kamere ze szprychy do roweru, na pewno bedzie
          pomocny. W razie czego kontaktujcie sie ze mna przez aparat telefoniczny na
          dworcu, TP SA probuje go naprawic od paru tygodni, a to nasi ludzie wprowadzili
          odpowiednie kody z ktorymi oni poradza sobie moze za 5 lat, dopoki go nie
          wymienia mozecie sie kontaktowac ze mna, ale nie za czesto. To na razie,
          powodzenia" No dobra, powiedzial Bob, jak fucha to fucha, trzeba sie brac do
          roboty. I poszli w strone ratusza...
          • sabat99 Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 18.06.02, 09:55
            ...a w Ratuszu puchy. Pierwszy z listy do wykończenia niejaki Andrew Obekny
            wajs perident miasta - zwiał symulując dymisję. Piekny budynek stwerdziła
            ekipa, szkoda rozbić rozwałkę, zbróbujemy dorwać ich na zewnątrz. Teren
            właściciwe oczyszczony. Pixi może się wprowadzać do owalnego gabinetu...
            • sabat99 Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 18.06.02, 15:09
              ...Red Devil i Bob postanowili odpocząć i w środku dnia poszli na lody. Sabat
              zamówił smietankowe trudkawkowe i waniliowe z bitą śmietaną, Red identycznie
              ale Bob wziął polewę z adwokata i Devil owocową. Zjedli i rozeszli się - każdy
              do swojej roboty.
              Jeszcze spożywając lody w ciatkarni przy Bramie Nowej stwierdzili że w Słupsku
              nie ma knajp gdzie możnaby zjeść dobre lody podczas przewy obiadowej....Po
              pracy chcieli pójść na piwo. - Nie jest cooll nie ma piwnych ogródków w tym
              mieście..a żar lał się z nieba i tylko widok prześlicznych słupszczanek
              rekomepnsował im niedogodności. Andy'ego nie było....
    • Gość: reddevil Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl 20.06.02, 15:00
      Niby to przypadkiem trafili do Gdyni. Żar tu jak w Słupsku, ale mozna
      wytrzymać choc piwo wyjątkowo drogie- stwierdził Red wychylając kolejnego,
      zimnego Heinekena. W expresowym tempie wrócili, a tu jakby nic się nie stało.
      Ludzie oamamieni upałem jakby niedostrzegają, że zbiża się dzień który wiele
      zmieni. Choć zdaniem innych to niemożliwe...
      • Gość: andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.dialin.buffalo.edu 14.08.02, 20:50
        Natalii

        Dzien, ktory mial cos odmienic nastapil niespodziewanie i jak to niektorzy
        mowia jakby obuchem miedzy oczy dostac, takie zaskoczenie wywolal. Wszystko
        zaczelo sie jeszce w Korei podczas Mundialu. Amerykanskie sluzby wywiadowcze
        wykryly, ze kontrwywyad koreanski w celu podniesienia prestizu wlasnego kraju
        na calym swiecie postanowily wygrac mundial. Dzialania rozpoczeli od
        przeprogramowania komputera sterujacego Edyta G. tak, aby jej glos sparalizowal
        polskich zawodnikow. Jako ze wczesniej na ten sam pomysl wpadli Polacy, tyle ze
        zeby sparalizowac koreanczykow, zadanie nie bylo latwe, gdyz Edyta chroniona
        byla dniem i noca. Mimo wszystko grupa specjalistow wdarla sie noca do hotelu,
        unieszkodliwila ochrone za pomoca srodkow odurzajacych zwanych w Polsce "Balls"
        oraz "Soplica" i wtargneli do jej pokoju. Przeprogramowanie chipa sterujacego
        nie bylo wcale latwe, jednak koreanska technologia i nauka okazala sie gora.
        Dalszy bieg wydarzen jest powszechnie znany, Edyta w sobie tylko znany sposob
        odzpiewuje hymn i paralizuje polskich zawodnikow. Paraliz jest tak silny, ze
        podobne zachowania widoczne sa w meczu z Portugalia. Paraliz ustepuje jednak w
        meczu z USA i Polacy wygrywaja. Ameryka dostaje bialej goraczki i do akcji
        wkracza wywiad. Podstawowe pytanie brzmialo: dlaczego Portugalia a nie my???
        Dalszych szczegolow w sprawie dodal program Boguslawa Woloszanskiego, ktory
        ujawnil powiazania Korei i Portugalii. Umowa miedzy nimi zawierala
        stwierdzenie, ze w zamian za wygrana z Polska dzieki koreanskiej technologii,
        koreanscy biznesmeni beda jezdzic na wczasy do Portugalii. W ciagu miesiaca USA
        wypowiada wojne Korei i wysyla piechote morska, ktora niestety pomylila Koree z
        Japonia i zrobila desant na wyspie Honsiu (no coz, geografia to nie jest
        najmocniejsza strona Amerykanow). Na skutek przepychanek politycznych posypaly
        sie glowy na Capitolu i w Pentagonie. Z kolei Japonia wyslala swoich
        supernowoczesnych szogunow do Polski z misja porwania Edyty. Zdajac sobie
        sprawe jak niebezpiecznym i cennym narzedziem jest, zapragneli uzywac jej do
        wlasnych celow. Misje japonskich komandosow uniemozliwil jednak wywiad polski.
        Brygada "GROM" przegonila japonczykow i Edyta pozostala w Polsce. Z kolei na
        podobny pomysl co Japonczycy wpadli Amerykanie i rowniez probowali porwac
        nieszczesna Edyte. Ukrywana i chroniona dniem i noca Edyta przemieszczala sie z
        miasta do miasta i tak trafila w koncu do Slupska.
        CDN .
    • andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 18.02.03, 04:16
      Hehehe, postanowilem troche podciagnac ten watek bo wesoly jest. Ale fajne
      czasy byly, ludzie przychodzili, pisali, a teraz... :-(
    • umk__historia Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 18.02.03, 20:08
      Przyjazd Edyty G na północ Polski nie był przypadkowy, ponieważ podczas
      przemieszczania się z miasta do miasta przypomniała sobie o mieszkającej w
      Słupsku swojej przyjaciółce Natalii. Wiedziała również że tylko w tym mieście
      mogła się czuć bezpiecznie, chociaż o przyjeździe do Słupska Edyty mało kto
      wiedział, dla zagwarantowania sobie większej pewności, aby wiadomość ta nie
      rozeszła się błyskawicznie do służb wywiadowczych całą akcje nazwano pod
      kryptonimem "Kupiłam sobie kwiatka".
      Nataliaa jest dobrze jest znaną osobą w Słupsku, ponieważ jest właścicielką
      m.in. słynnego w Europie Aqua Delfin Parku. W wielkim parku wodnej rozrywki
      oprócz tradycyjnych basenów z masażami, kaskadami, zjeżdżalniami znajduje się
      również jedno z największych na świecie delfinarium, pod którym w podziemiach
      zbudowano w tajemnicy pomieszczenia. Ta mała podziemna willa połączona jest
      tunelem z Ustką, i właśnie w tym schronie miała przebywać Edyta do czasu
      ustabilizowania się całej tej sytuacji.
      Po przyjeździe do Słupska Edyta udała się na Stary Rynek gdzie była umówiona z
      Natalią. Kiedy zbliżał się czas spotkania Edytę ogarnął dziwny strach,
      pomyślała sobie czy ją przyjaciółka rozpozna, i czy ona w ogóle nie pomyli
      Natalii z inną osobą, gdyż troszkę lat już minęło od ostatniej wizyty. Nie
      potrzebnie się tym przejmowała, ponieważ przyjaciółki bez problemu się
      rozpoznały. Edyta od pierwszych sekund z niedowierzaniem patrzyła na znajomą,
      która mimo upływu czasu nic się nie zmieniła. Trzeba przyznać że Nataliaa była
      dalej tą samą kobietą co przed laty o zmysłowym, tajemniczym spojrzeniu,
      naturalnie radosnym wyrazie twarzy i stanowczym postępowaniu, czego już Edycie
      przez tą cała sprawę już brakowało.
      Przyjaciółki udały się do znanej w mieście Pizzerii "Poranek" , gdzie podczas
      konsumpcji ustaliły szczegółowo plan pobytu poszukiwanej. Podjęto pewne
      dodatkowe elementy dyskrecji, dla zwiększenia bezpieczeństwa. Ustalono że
      najlepiej byłoby gdyby Edyta zmieniła cały swój cały dotychczasowy styl życia -
      fryzurę, ubiór ... jednak nazajutrz po przyjeździe, sprawa się trochę
      skomplikowała, ponieważ okazało się że Edyta ma wbudowany chip, dzięki któremu
      Amerykanie mogli zlokalizować jej pobyt na Ziemi. Całe szczęście że ...
      • andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 19.02.03, 06:08
        ... w nie tak dalekiej odleglosci od Slupska mieszkal wybitny znawca
        problematyki informatycznej jak i entuzjasta komunikacji, ktory rowniez
        ukrywajac sie przed wywiadami Madagaskaru, Papui Nowej Gwinei, USA, Honolulu i
        jeszcze kilku innych przybral tajemnicze pseudo UMK. Nataliaa znala go, moze
        nie z widzenia, ale z sobie tylko znanych zrodel. Wiedziala rowniez, ze to
        jedyny czlowiek na wschod od Rejkjawiku ktory potrafil taki chip usunac. Edyta,
        ktora dla niepoznaki zmienila zupelnie image (zaczela nosic kolczyki w nosie,
        na glowie miala czerwonego irrokeza, chodzila w obcislych skorzanych spodniach
        i jeansowej bluzie i dla niepoznaki nosila koszulke Iron Maiden) zgodzila sie
        na zaaranzowane przez Natalie spotkanie z UMK w Ustce, gdzie mialo dojsc do
        operacji usuniecia chipa. Razem z Natalia udaly sie podziemnym tunelem do
        Ustki. UMK mial przybyc sobie tylko znanym sposobem w umowione miejsce.
        Niestety, okazalo sie ze jest juz za pozno. Chip zrobil swoje. Po wyjsciu na
        powierzczhnie w Ustce okazalo sie, ze Anerykanie rozpoczeli juz desant.
        Prezydent Jurek Bush, ktory za porada CIA od kilku miesiecy udajac koncentracje
        sil w Iraku sciagal caly zachodni zlom, tak naprawde myslal o Polsce. Tak wiec
        na nadbrzezu w Ustce pojawili sie chlopcy z Marines, a jakies 3 mile morskie od
        brzegu stal lotniskowiec z gotowymi do ataku mysliwcami bombardujacymi. Zadanie
        Jurka bylo tylko jedno - "oddajcie nam Edyte". Ministerstwo Obrony Narodowej w
        obliczu silniejszego przeciwnika zdecydowalo sie Edyte oddac. Jakiez jednak
        bylo zdziwienie amerykanskich informatykow ktorzy zlokalizowawszy i
        namierzywszy rzekomego chipa Edyty trafili na rasowego jamnika obronnego. To
        UMK pojawil sie niespodziewanie i blyskawicznie usunal chipa z Edyty
        wszczepiajac uroczemu zwierzeciu (chip byl nieszkodliwy i jamnik nie mial z
        tego powodu zadnych problemow, za wyjatkiem natretnych Amerykanow). Tajemniczy
        agent oddalil sie niezwlocznie w strone Gdanska, Edyta z Natalia postanowily
        natomiast pomyslec co robic dalej. Amerykanie zabrali jamnika w celu dokladnego
        przebadania podobienstwa kodu DNA zwierzecia i Edyty. Jednak mylilby sie ten,
        kto myslalby ze to koniec problemow Edyty. Na jej tropie byl ktos inny...
    • umk__historia Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 09.03.03, 13:11
      Na tropie Edyty był ktoś inny....to prawda popularność
      zrobiła swoje, dlatego oprócz wymienionych agentów do
      akcji włączyły się różne służby wywiadowcze z Królestwa
      Suazi.
      Nowy image Edyty trochę nie pasował do zamierzeń
      Natalii, które chciała powierzyć na czas pobytu
      przyjaciółce. Chodziło tutaj o poprowadzenie kilku
      pizzerni w mieście i okolicach ale...dla dobra sprawy
      pogodziła się nowymi planami. Edyta zapisała się do
      Federacji Anarchistycznej, gdzie poznawała tajniki
      buntu, jak i zaangażowała się w pewne przedsięwzięcia
      min. muzyczne żeby nie zatracić kontaktu ze swoim
      wrodzonym talentem. Wraz z kilkoma członkami FA założyła
      kapelę Punk rockową "Zbuntowana laleczka", w której to
      jednocześnie grała na basie i była na vocalu. Pierwsze
      próby były tak pomyślne iż po miesiącu odbył sie
      pierwszy oficjalny inauguracyjny koncert zespołu przed
      Ratuszem w Słupsku. Nie ma co ukrywać ten okres w życiu
      Edyty wpłyną na jej dalszą karierę piosenkarską. Mało
      kto wie dzisiaj że większość obecnych i przyszłych
      utworów powstała podczas pobytu w grodzie nad Słupią np.
      taki utwór z refrenem "...to nie ja była Ewą...".
      Zresztą w gronie nowych znajomych z Federacji
      Anarchistycznej nazywali ją Ewka lub Agrawa ( to za
      sprawą noszonej w nosie agrafki ).
      Opisując tą cała historie należy wspomnieć iż
      przystosowaniem się do nowych warunków wpłynęło na
      dalszą jej egzystencje. Tutaj poznała prawdziwy smak
      Wina - nie francuskiego, kalifornijskiego czy
      szwajcarskiego ale taniego polskiego. Jej ulubionym
      trunkiem stał się Jabol marki Arizona, którym do dnia
      dzisiejszego zarówno przed snem jaki i każdym koncertem
      sie delektuje. Innym przykładem jest fakt iż Edyta
      zaczęła podróżować komunikacją miejską, oczywiście jak
      to przystało na buntująca się Agrawę jeździła bez biletu
      czyli popularnie nazwane "na gapę". Oczywiście w takiej
      sytuacji niejednokrotnie została ukarana mandatem, który
      to od razu wyrzucała ( inne źródła podają, że do dzisiaj
      przychodzą ponaglające wezwania do uregulowania opłaty
      dodatkowej, nawet komornik się tą sprawą zainteresował )
      na oczach kontrolerów przez okno pojazdu. Jedno trzeba
      przyznać polubiła podróżować pojazdami komunikacji
      miejskiej zwłaszcza trolejbusami. ( Tak do tego miasta
      powrócił ten środek transportu miejskiego ale już innym
      układem komunikacyjnym. Właścicielem linii
      trolejbusowych byli różni akcjonariusze m.in. wspomniana
      Nataliaa która uruchomiła linię ze swojego Aqua Delfin
      Parku do Ustki - oznaczyła ją zresztą jako linia D od
      pierwszej litery słowa Delfin).
      Tymczasem stary Bob Sabat bardzo polubił Słupsk i często
      tutaj teraz przyjeżdżał już nie dla zleceń ale na
      odpoczynek. Jako iż nie był w stanie podczas pobytu w
      Słupsku oglądać na żywo meczy NBA założył tutaj
      profesjonalny zespół koszykarski....
      • Gość: andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.dialin.buffalo.edu 13.03.03, 22:33
        Tak wiec w Slupsku powstala druzyna Microsoft IBM Mercedes Benz Czarni Slupsk
        (dluga lista sponsorow strategicznych pozwolila jedynie tym najbardziej hojnym
        znalezc sie w nazwie). Bylo to okno na swiat dla zawodnikow NBA, ktorzy chcac
        pograc sezon albo dwa w Europie przyjezdzali na ogol do Slupska. Wielokrotny
        mistrz POlski i Europy mial sie dobrze. Bob Sabat ufundowal rowniez hale
        sportowo-widowiskowa "Stolp Coliseum". Ten gigant, gdzie wchodzilo 20 tys.
        widzow, mial rozsuwany dach i trzy sceny dla imprez kulturalnych. Odbywaly sie
        tam roznorakie koncerty, niezapomniany wystep The Rolling Stones, kiedy to Mick
        Jagger skakal na publicznosc, czy Pink Floyd z laserowymi efektami specjalnymi
        na otwartym niebie, albo Bob Dylan, ktory specjalnie n ata okazje przygotowal
        piosenke po polsku, czy niezapomniany popis Dire Straits. Specjalnie na
        zaproszenie wlascicielki delfinarium przybyla rowniez grupa Destiny's Child,
        wywolujac nie lada poruszenie wsrod przedstawicieli plci meskiej.
        Dzieki ogromnym zyskom jakie przynosila hala, w miescie odtworzono linie
        tramwajowa. Trasy wiodly od dworca PKP w rozne czesci miasta. Najwiekszym hitem
        byl rock'n'roll tram, czyli wagon ktory bez przerwy krazyl po miescie i w
        ktorym znajdowal sie pub ze scena na ktorej wciaz pogrywala skocznie coraz to
        inna grupa. Ten wesoly pojazd stal sie nowym sybmolem miasta. Zaraz po
        Witkacym, ktorego kolekcja wciaz znajdowala sie w Muzeum, wlasnie ten wagon byl
        najbardziej kojarzony z miastem nad Slupia. Zastanawiano sie czy nie wlaczyc
        tego elementu do herbu Slupska. Mialo to wygladac w taki sposob, ze na
        czerwonym tramwaju widnial dawny herb Slupska. Projekt dosyc dlugo byl
        dyskutowany przez Rade Miejska, niestety, nie przeszedl ze wzgledu na
        zdecydowana opozycje radnych LPR, ktorzy w tramwaju dopatrywali sie pojazdu
        szatanskiego. Mimo wszystko sam tramwaj mial sie dobrze i nawet radni nie byli
        w stanie go zlikwidowac.
        Poza tym w okolicach miasta wybudowano sztuczne wzniesienia ze skocznia
        narciarska. Adam Malysz, ktory mial w Slupsku bliska rodzine, przyjezdzal
        czesto i chcial trenowac. Jego treningi rowniez byly duza atrakcja miasta.
        Tlumy przychodzily popatrzec jak skacze.
        Tak wiec cos tam drgnelo, ale i tak najlepsze jeszcze bylo przed nami...
        • Gość: Aragorn Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.rene.com.pl 18.08.03, 00:22
          Niezłe :)
    • andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 22.08.03, 15:54
      Nikt nie wiedzial skad pochodzil i jak znalazl sie na tycb terenach. Dzialal
      glownie pod oslona nocy i zadna sila nie byla w stanie go pojmac. Szeryf
      Slupska wyznaczyl najwyzsza w historii nagrode za jego glowe - 10 tys.
      coupidos. Pomimo usilnych staran nigdy nie zdolano nawet zblizyc sie do niego.
      Widywano czasami jego czarna sylwetke pod murami Baszty Czarownic. Dzierzac w
      reku kufel patrzyl w rwaca ton Slupi. Obok zawsze spoczywal jego nierozlaczny
      druh i niezastapiony sluga - Topor Sprawiedliwosci - zwany rowniez Andermillem,
      badz Czarnym Ramieniem Prawdy. Nikt nie wiedzial kim jest, ale od lat byl
      postrachem dreczycieli, pijawek spolecznych, wyzyskiwaczy, szefow i innych
      gadow dreczacych spoleczenstwo. Byl tez najwieksza nadzieja skromnego plebsu...

      Wlasciwie nikt nie pamietal kiedy Andermill pierwszy raz skosil krwawe zniwo.
      Niektorzy mowili ze bylo to 200, inni ze 100 lat temu. Nie znal litosci i ci,
      ktorzy dzierzyli wysokie stanowiska w miescie badz dysponowali majatkiem
      wiedzieli o tym. Mimo to chec zysku badz zwyczajna zlosliwosc zaslepiala ich
      doprowadzajac do okrucienstwa i szachrajstwa. Wszakze Andermill nie sluzyl
      jedynie do krwawych porachunkow, to mialo miejsce jedynie przy najgorszych
      przypadkach. W wiekszosci interwencji wystarczyla jedynie nagana. Najstarsi
      ludzie pamietali historie pewnego kupca, ktory niezwykle srogo odnosil sie do
      ludzi pracujacych w jego kramie. Oszukiwal rowniez wszystkich jak tylko
      potrafil. Zle dzialo sie ludziom kupca, traktowani bowiem byli niemal jak
      niewolnicy. Pewnej nocy cien zalegl nad miastem, a nocna cisze przerywaly
      jakies krzyki i odglosy walki. Rano znaleziono kupca w jego zdemolowanym
      kramie. Siedzial skulony na ziemi i mruczal tylko ze nigdy wiecej nie bedzie
      wyzyskiwal innych. Biedak skonczyl w domu dla oblakanych. Powiadano, ze do
      konca swoich dni nie zaznal spokoju, a jego sny przerywane bylu straszliwymy
      krzykami. Kram przejal kto inny i dobrze odnosil sie do swoich ludzi.

      Bywaly czasy, ze Ciemny Wojownik nie zjawial sie latami. Byly to dobre lata
      kiedy ludziom zylo sie dobrze i Andermill nie zataczal swego krwawego kregu.
      Lata te jednak zawsze mijaly, bo ludzka natura zawsze doprowadzala to tego, ze
      ktos czynil niesprawiedliwosc i zlo. Jednak nawet w ciegu tych lepszych lat
      legenda o Czarnym Ramieniu Sprawiedlowisci nie umierala i ludzie wierzyi ze
      opiekun czuwa i powroci kiedy trzeba. Nigdy sie nie zawodzili...
      CDN
      • Gość: Goran Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.rene.com.pl 08.04.04, 01:32
        Niezłe.

        A potem...
        • andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 09.04.04, 03:59
          Gość portalu: Goran napisał(a):

          > Niezłe.
          >
          > A potem...
          dzieki, a potem... tak sobie wlasnie mysle ze moze Ty byc cos wymyslil, w koncu
          to "nasza" powiesc...
    • andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 02.05.04, 21:08
      Obudzilem sie rano z tradycyjnym bolem czachy... norma, w koncu poszlo wczoraj
      siedem Arizon, a jak wpadl Mietek z polowka to w ogole, przerwa w zyciorysie
      murowana. Leze na wyrku i tak se patrze wokolo, na ziemi spi Mietek, obok pod
      stolem Rychu, probuje sie biedak przykryc deska. Na stole resztka konserwy
      rybnej, troche chleba (czarnego oczywiscie), o, nawet jakies miecho... a nie,
      to tylko stara gabka. Za oknem jasno, jakies krzyki, co to sie dzieje, qrna, a,
      no jasne , pierwszy maja, wypadaloby wyjsc z tym transparentem, pomachac,
      popatrzec na dziewczxyny w czerwonych spodniczkach. Gdzie ten moj transparent,
      sam go robilem w zawodowce, dumne haslo: "Kolezenstwo i Integracja Celow to
      Zapewniony Sukces w Dzialaniu". 4+ na Zetpetach, sam profesor Stolarek
      postawil, nie wiem czy za transparent czy za tego jabola co go wspolnie na
      lawce w parku rozpracowalismy. Gdziez ten transparent, zawsze stal miedzy
      kredensem a wiadrem, a, zapomnialem ze poszedl na rozpalke pare miesiecy temu,
      pilismy jak zwykle i cholernie zimno za oknem bylo, a akurat kradzione drewno
      sie skonczylo. Szkoda bylo, ale jakos trza bylo wysiedziec przy tym
      mrozie. "nie placze sie nad roza gdy las plonie", czy jak to Bronek mowil,
      wtedy kiedy odkrecalismy czwarty wlaz do studzienki kanalizacyjnej, zeby go
      opchnac na zlomie, stary Jozek zlomiarz przyjmowal te wlazy bez mgnienia okiem,
      szly jak swieze buleczki. Trudno, z pochodu nici, ale cholera, cos tu nie tak,
      przeciez nie liczac kilku stuknietych, nikt juz na pochody nie chodzi. To qrna
      skad te halasy za oknem, jakies ludzie biegaja, szczerza zebicha jakby w totka
      wygrali albo przynajmniej flache Arizony znalezli, czort wie co. Wstaje, ledwo
      nogami powlocze, jeszcze o Rycha zaczepilem i prawie ze glowa o piec nie
      wyrznalem. Stoje se w kiblu, przyjemnie, nie ma co, i nagle blyska mi we lbie.
      O cholera, przeciez wczoraj jak to radio co Zbychu szuler chcial mi opchnac pod
      monopolem to gadali przez ten glosnik ze do jakiejs tam Juni wlazimy. Z
      wrazenia wyrznalem glowa o spluczke, cholera, prawie od razu wytrzezwialem.
      Lece budzic Rycha, ten cos tam mamrocze zebym gdzies tam szedl, ale nie daje za
      wygrana. Rychu! - wrzeszcze, Rychu! we Juni jestesmy, slyszysz, w Europie, jak
      babcie kocham!!! a Rychu - hik, qrna, a... to dobrze, no to mamy okazje zeby
      sie napic, trzeba skoczyc po Arizone, hik... w koncu Europa to Europa, robimy
      sciepe i jedziemy... I w ten sposob z Rychem (1,34 PLN), Mietkiem (0,78 PLN),
      Ziutkiem, co go pod monopolem spotkalismy (cale 2 PLN) i oczywiscie ze mna
      (0,54 PLN) wstapilismy do Juni. A jutro bedzie drugi dzien w Europie, bedzie
      sie dzialo, oj bedzie...
      • Gość: nataliaa_ Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.wmc.net.pl 31.05.04, 17:36
        (andy,że się tak wtrącę na ten wątek-wolne dzisiaj masz... :)
        • zuzanna6 Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 28.08.04, 20:42
          I tak kurde całe lato pilim. Rano do lasu na grzyby - ja Rychu i Ziutek. Co
          uzbieralim to do skupu. Z kasą do sklepu. Chleb, margaryna, fajki i za resztę
          Arizonkę. Kurde, to było talo, ale wypas, szkoda że słaby urodzaj na grzyby. No
          ale pilim całe popołudnie, flaszki pod stół i spalim do rana. Rano - resztki na
          kaca, do lasu, do skupu i do sklepiku, a tak cały sezon, a co my są
          europejczykami, po pańsku spędzamy urlop. No i tera , już na koniec sierpnia
          znależli my w lesie strasznie upitego jakiegoś dzwońca, ubrany był ładnie i
          domyty, ale spał strasznie twardo i flaszeczkę nieskończoną miał w garści. My
          se wzieli, nie zeby zara kraść. Pytalim, czy można, a on nie zabronił.

          No i teraz siedze se po pańsku z Rychem, a co tam do flaszczki wódki to my se
          nawet lepsze żarcie kupilim, no i popijam z Rychem z kieliszka, przed nami
          konsrewa rybna i by było całkiem kulturalnie - to my przy każdym kielonku toast
          walimy - żeby Ziuitek zdał. No to łyk, żeby Ziutek zdał!
          Ooooo, wchodzi Ziutek! Czekajta, zaraz go spytam:
          - Ziutek, zdałeś?
          - Zdałem! Tylko jednej mi nie przyjeła, bo miała szyjkę uszczerbioną !
          A to nic, z tyla butelek po sezonie bedziem se w ostatni łykend sierpnia
          wódeczke smolić. To za Was Kochani, na zdrówko, za Europejczyków i za
          forumowiczów. A jeszcze ucieszone są chłopaki bo do hektarów dotacje będą
          dawać. Ha! A my hektar Arizony obrócilismy.
          • romani1 Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 29.08.04, 22:50
            We środe, wszyscy jak jeden (ja, Rychu i Ziutek) pod remizą żeśmy sie
            spotkali. Jeden temat był omawiany. Przyjechała Rycha córka z narzeczonym.
            Ludziska nadziwić się nie mogły, jak oni wyglądają. Normalnie jak ci, co ich w
            telewizji pokazują. Ona włosy - każdy pasek na przemian inny kolor, tak
            zgrabnie do tyłu zaczesane. Oczy umalowane, usta umalowane i to w zwyczajny,
            powszedni dzień (musi mieć dużo piniędzy, żeby to tak na codzień, a może to
            jakie nowoczesne i nie zmywa się wcale?). Baby to napatrzeć sie nie mogły. Moja
            stara wieczorem hałasu narobiła, że też chce se jakąś szminke kupić. A nich
            kupi, pojedzie w piątek do miasta to niech se kupi,przecie nie bronie. Jedna co
            ma, to wszystkie chcą. Ach te baby...
            Ubrania to mają jak nowe ze sklepu, nie to co człowiek ma w szafie. On też
            odsztorcowany, te włosy też pokolorowane. Chłop i takie włosy? Ja by tak do
            kościoła nie poszed. Co tam do kościoła, w ogóle na wieś by nie wyszed. Toć by
            sie wszyscy śmiali. Ale samochód taki by chciał. Ooo... Cudo. Srebrny. Taka
            nazwa, żem nie spamiętał.Tak sie błyszczy jak naszego proboszcza. Chcieli my
            wiedzieć a po co tu przyjechali, gospodarke przepisać, czy Rycha nam zabrać? A
            one odwiedzić rodzinne strony przyjechali, bo za granice wyjeżdżają i długo ich
            nie będzie. Pewnie wcale - tak Rychu gada. Ojciec - to wie i zna sie. Cały boży
            dzień po polach latają, zachwycają sie,oglądają. Jak by tego za tą granicą nie
            było. A jest, bo w telewizji widziałem. U nich takie same łąki i krowy jak u
            nas. Jakieś dziwne te ludzie... z miasta.
            • zuzanna6 Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 08.09.04, 19:18
              Lato minęło wspaniale, a teraz na przednówku jesieni zatrzęsienie kozaków.
              Kurde, zaś sprzedajemy grzyby i jakoś zyjemy. Przynajmniej złomu nie musimy
              kraść, bo to cięzkie cholernie i troche jednak zawsze w strachu czy nie złapią.
              Ide se ostatnio i patrzę dzięcioł w drzewo puka i tak mi sie to spodobało, że
              tak też se popukałem. O kurde, jak walnąłem to aż gwiazdy zobaczyłem. W głowie
              mi poszumiało i jedną rękę do góry podniosło i tak usztywniło. Ide jak
              ogłopiały, patrze Mikołaj ucieka między drzewami. Potem patrze, a w krzakach
              siedzi wilk, więc grzecznie pytam:
              - Wilku, a czemu masz takie wielkie oczy? A on na to:
              - Spadaj, nie widzisz, że sram !
              No to ide dalej i patrze a tu biegną trzy Czerwone Kapturki:
              - Hej, co tak biegacie?
              - A szukamy wilka bo ponoć tańczy tu gdzieś z Kostnerem
              No to wychodzę na polanę a tu strzela do mnie rudy pies w czołgu, no to
              pobiegłem za Litką i Marusią do okopu, a tam w okopie chłop przy chlopie dzielą
              się szczyptą soli, a tu jak nie przy.....to mnie wrzuciło na tytanika, ale
              zanim utonął to wybudowalem arke Noego i dopłynąłem na łąkę gdzie pasła się
              krowa Milka i dlatego rosły fioletowe pieczarki. Tą zdrową ręką sięgam po
              pieczarkę, a tę drugą mam w górze, a pieczarka:
              - Nie zrywaj mnie, to spełnię twoje zyczenie
              To mówię,że chcę mieć obie ręce jednakowo, to ona tę zdrową też podniosła mi do
              góry. Idę tak z dwiema rękami do góry i chwycił mnie za nie Tarzan i poniósł na
              najwyższe drzewo, żeby nie stratował mnie na słoniu Staś i Nel. Na drzewie
              przytuliłem się do delfina Uma i usnąłem mocno. Spałem twardo, tylko trochę
              musiałem się uganiac przed Pszczółką Mają. I chyba Elfy zniosły mnie na dół, bo
              obudziłem się po drzewem, z pustym koszykiem i pustą butelką po arizonie.
              Dziwny jest ten świat....
              • andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 08.10.04, 06:21
                Tlumaczylem Zdzichowi wiele razy ze to nie przejdzie, ale jak sie uparl to nie
                bylo mocnych. No nie powiem, ile razy przechodzilem obok tego czolga co to stal
                pod dawnym pegeerem, to tak sobie marzylem ile za tego zloma Arizon by se wypil
                z kumplami. Czolg przywiozly ruskie, jakie 20 lat nazad jak nie dluzej, jak
                byly w naszym pegeerze centralne dozynki. Bylo wtedy mnostwo takich japiszonow
                w marynarach i krawatach, a czesc to nawet miala wpiete w klapy czerwone
                znaczki z sierpem i mlotem. Ba, nawet kurna telewizja przyjechala i to z
                kamerami i byla ta taka rapporterka czy jak to sie nazywa, co czesto ja w
                dzienniku wieczornym widac bylo. Jeden z tych z czerownym znaczkiem mowil po
                rusku, ale go rozumialem (w zawodowie mialem 3 z ruskiego, pani profesor
                naciagnela mi jak na koniec napisalem wypracowanie na temat "Jak w zyciu
                codziennym pomaga nam przeslanie twoarzysza Illicza Lenina"). Nawijal tak przez
                jakas godzine i powiedzial, ze ten czolg staje w naszym pegeerze na pamiatke
                odwiecznej polsko-rosyjskiej przyjazni i partyjnego oddania. A potem to juz
                byla impreza i wszyscy pili ile wlezie, ale tego juz w TV nie pokazali...
                W kazdym razie czolg ten stal tak i stal i potem jakos tak czasy sie zmienily i
                wszyscy o tym czolgu zapomnieli. Znaczy nie wszyscy, dzieciaki mialy zabawe a i
                belta milo bylo w jego cieniu rozpracowac. Jak pegeer padl, to ktos chcial go
                kupic, ale soltys sie uparl i go nie sprzedal...
                I tak jakiejs nocy tankujemy ze Zdzichem i Rychem i nagle tak se mowie, ni z
                tego ni z owego, ze jakby ten czolg opchnac u Jozwy na skupie zlomu, to Arizony
                wystarczyloby na pare miesiecy. Myslalem ze chlopaki sczaja se swiruje i
                zaczynam juz rechotac, ale patrze, a Rychu robi wielkie oczy i mowi do mnie: Ty
                to kurna jednak masz cos pod ta czacha, lod razu widac zes najbardziej
                wyksztalcony z dyplomem zawodowy". A Zdzichu od razu kombinuje i tak se
                mysli "Ten Mietek z miasto, co to mojego szwagra kumpel z klasy, to on jezdzi z
                taka ogromna laweta, jakby mu dac ze dwie flachy samogonu to moze by
                podjechal". Rychu na to, ze jak takie cholerstwo ciezkie na ta lawete wladowac,
                trzeba by pociac i jakim zurawikiem zaladowac. Na to znowu Zdzichu, ze zna
                jakiegos kolesia w miescie co to jezdzi takim dzwigiem na takich wielkich
                kolach. Ten powiniem podjechac za jakies cztery flachy. Rychu sie zapalil, a ja
                siedzie i mysle se, ze pewno chlopy za duzo sie napily i juz zartow nie jarza.
                Mysle se, do jutra wytrzezwieja i o wszystkim zapomna. Do rana wypili my
                jeszcze pare Arizon i poszli spac, znaczy nie poszli a zasneli tam gdzie
                siedzieli...

                Dwa dnie pozniej siedze se w piwnicy przy aparaturze i pedze swiezy bimberek
                jak trza, a tu ktos wali we drzwi jak ten czort. Mysle se koniec, glinom ktos
                sypnal, mnie tam do ciupy nie pierwszy raz zamkna, ale tej aparatury szkoda no
                i swiezego zacieru. Lotwieram z siekiera w reku, wiadomo, samoobrona to
                podstawa, patrze, a tam Rychu ubrany jak ten komandos (caly na czarno, nawet
                taka czapeczke mial) i mowi: Jedziemy po czolg, laweta jest juz gotowa, zaraz
                ma przyjechac Stasiek ze dzwigiem na kolach". Odwalilo biednemu Rychowi na
                starosc, mysle se, ale wygladam i patrze ze kurna faktycznie jakis tam woz stoi
                na drodze. Zdzichu na tyle siedzi i macha do mnie i smieje sie jak to zwykle ta
                swoja durna geba po paru Arizonach. Chhhlooopaki, wy chyba nie mowicie
                powaznie" mowie, bo myslalem ze im to po tej libacji przeszlo. Ale Rychu juz
                mnie ciagnie, ledwo zdazylem zamknac na klodke drzwi od piwnicy i aparatury...

                O 3.35 nad ranem w pewnym niepozornym, aczkolwiek zachowujacym pozory
                monumentalnosci budynku przy jednej z centralnych moskiewskich ulic, na
                korytarzu rozlegaly sie odlglosy glosnych krokow. Takie kroki nigdy nie wroza
                nic dobrego, gdy wystukiwane szybkim rytmem roznosza sie echem po calym
                pietrze. Postawny mezczyzna w plaszczu i z podkutymi oficerskimi butami,
                energicznie otworzyl drzwi pomieszczenia. Pokoj ten wytapetowany byl mapami,
                przy zastawionych aparatura stolach siedzialo tam kilku umundurowanych
                mezczyzn, ktorzy na widok wchodzacego wyprezyli sie na bacznosc. Wchodzacy
                mezczyzna gniewnym wzrokiem ogarnal obecnych i martwym, silnym glosem zazadal
                raportu. "Tawariszcz General - odezwal sie jeden z obecnych z najwieksza
                iloscia belek na ramieniu - skasowali nam glowny nadajnik w Polsce, supertajny
                obiekt w jednej z niepozornych wiosek. Utracilismy wszelki namiar na Europe
                Zachodnia i czesc Atlantyku. Rowniez nasze nadajniki w USA nie przesylaja
                sygnalu". Piesci mezczyzny zacisnely sie na kilka sekund, by po chwili zadac
                pytanie: "Jak to mozliwe, przeciez nie bylo zadnych sygnalow od wywiadu". "To
                prawda, to musieli byc fachowcy najwyzszej klasy, prawdopodobnie mamy tu do
                czynienia z wywiadem ktoregos z panstw zachodnich badz moze i jeszcze gorzej.
                Konspiracja, z jaka zdjeli nasz sprzet wskazuje na najwyzszy poziom
                wtajemniczenia". "Spasiba Tawariszcz" odrzekl postawny mezczyzna, po czym
                chwycil za telefon, aby przeprowadzic kilka rozmow z ludzmi na stanowiskach
                najwyzszych...

                • zuzanna6 Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 09.10.04, 19:49
                  Brawo autor !!!
                • umk__historia Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 25.10.04, 19:46
                  ...lecz gdy chciał wybrać znany tylko nielicznym na świecie numer do Panny Linijki ( Znanej ze swej stanowczości i ... ) okazało sie że połączenie nie mogło byc zrealizowane. Pomyslał sobie - znowu zapewne bierze sobie odprężającą kąpiel ... po czym dodał - eh te kobiety.. cóż spróbuję za godzine.

                  Po chwili okazało sie że nie długo bedzie czekał na rozmowę - po kilku minutach agentka L. sama zadzwoniła przekazując dośc zaskakującą wiadomość. Głos jaki można było w słuchawce usłyszec był dość dziwny, trudny do zrozumienia, jedynie co zdołał zapamietac z tej bardzo krótkiej rozmowy to że ... "Nasz Kochany Fidel miał upadek" ...
                • andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 24.12.04, 09:43
                  Lato minelo, pozostawiajac jedynie wspomnienie scietej trawy i na sloncu
                  schnacego siana. Liscie na drzewach pomalu zaczely nabierac setek barw, ale i
                  one po jakims czasie opadly, glosno szeleszczac i obwieszczajac tym ze
                  nieuchronnie konczy sie jesien. Wreszcie bialy puch zalegl na polach i lakach,
                  az pod daleka linie lasu.
                  We wiosce nic szczegolnego sie nie dzieje, jak to zima, jeszcze wiekszy spokoj
                  niz kiedy indziej. Przez jaki czas krecilo sie u nas paru typkow z rosyjskim
                  akcentem, cos tam wspominali o czolgu, ale oczywiscie nikt nic nie wiedzial.
                  Jozwa od zlomu ochrzanil nas zdrowo, bo go jakies podejrzane losobniki
                  nachodzily i pytaly czy nie widzial jakiego zelastwa do czolga podobnego. Ale
                  dali my mu pare flaszek, to sie udobruchal i wiecej nie marudzil.
                  No i tak bialo u nas, w sumie lepiej bo caly bajzel zakrylo. Tradycyjnie o
                  czasie przyszedl sw. Mikolaj. W tym roku smutny troche, bo mu jeden renifer
                  chorowal, ale jak to Mikolaj, o mnie nie zapomnial. W tym roku przyniosl flache
                  pomaranczowego Nemiroffa, inaczej nie wypadalo. Siedlismy i rozpracowalismy ta
                  pomaranczowa gorzalke, dla Mikolaja na rozgrzewke, dla mnie jak zawsze, bez
                  okazji. Staruszek jak zawsze, pelen ciepla, opowiadal ze troche go na starosc
                  kosci strzykaja i reumatyzm dokucza, ale entuzjazmu do rozdawania prezentow nie
                  stracil. Chcialem dac sie napic troche reniferom, bo biedaki na dworze marzly,
                  ale Mikolaj powiedzial ze wystarczy im owsa, wiec sie nie sprzeczalem. I tak w
                  dobrym humorze pogaworzyli my, powspominali i Mikolaj rozgrzany odszedl do
                  obowiazkow, mial jeszcze kilka wsi w okolicy do obskoczenia. Dostalem jeszcze
                  od niego pomaranczowy szalik, ktory od razu zalozylem.
                  A potem byla wigilia. Jak co roku poszedlem do obory podkarmic Krasule i troche
                  z nia pogaworzyc. Stara, poczciwa Krasula narzekala troche na trawe, wszystko
                  przez te pestycydy co Pawlak zza plota stosuje, musialo wiatrem na moje
                  pastwisko zawiac, albo jakas inna cholera. Obiecalem jej, ze sie tym zajme.
                  Mowila tez, ze jak we wsi jest zabawa to drazni ja jak graja Disco Polo. Na to
                  nic nie moglem jej poradzic, w koncu cala okolica tego slucha, ale obiecalem ze
                  jak sie nie da dluzej wytrzymac to zajme sie transformatorem, co tam, w Nowym
                  Jorku nie mieli prada to my tez mozemy jakis czas nie miec. Poklepalem Krasule,
                  pozyczylem Wesolych Swiat i odszedlem. Po drodze pozdrowilem jeszcze
                  swiniaczki, nawet im odrobine pomaranczowki do chlewika polalem. Potem z domu
                  slyszalem wesole kwiki, niech maja na zdrowie.
                  W domu stoi choinka, jak co roku z zagajnika wycialem. Gajowy Brzoza to stary
                  kumpel, dla pozorow cos tam zawsze straszy, ze ja sie doigram, ale obaj dobrze
                  wiemy pod ktorym drzewem znajdzie za to plynna zaplate. No i tak w dobrym
                  nastroju przyszlo swietowac kolejne biale swieta. Rychu ze Zdzichem pewnie
                  pozniej przyjda, odswietnie ubrani w welniane spodnie i ogoleni, podzielic sie
                  oplatkiem i wszyscy bedziemy rozkoszowac sie tymi swietami. Nikt mi nie wmowi
                  ze swieta to nie jest najpiekniejszy czas w roku :-)
                  • matalijka Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 24.12.04, 18:20
                    A tymczasem niecałe 50 km na północ.....
                    • Gość: Aragorn Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.rene.com.pl 26.01.05, 22:32
                      ...na północ od Helmowego Jaru zbierała się Armia Środkowego Pomorza,
                      wspomaganaprzez niewielki kontyngent słupskich Elfów... Tak, Pomorze musi
                      zostać odbite...
                      • stefankowadlo Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 26.01.05, 23:40
                        - Tak, Pomorze musi zostać odbite! - rzekł słaniając się na nogach elf Marian.
                        Rozpiął niebieską, ortalionową kurtkę i wyciągnął nietkniętą butelkę wina
                        owocowego "Pomorze". Wprawnym ruchem obrócił flaszkę i uderzył w dno otwartą
                        dłonią.
                        Charakterystyczny dzwięk wyskakującego korka pobudził całą gromadę. Wiesław,
                        Krycha i Gienek z błyskiem w swych czerwonych, elfich oczach podeszli do
                        Mariana.
                        - Wiesz, Maniek? - Zachrypiała Krycha - Kocham Cię!

                        • zuzanna6 Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 27.01.05, 13:08
                          i rozpoczeła sie uczta

                          jak Rychu ze Zdzichem naszli na te orgie, to byli zdziwieni, ze ktos moze wypic
                          więcej od nich
                          • andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH - SF 02.03.05, 19:31
                            Za okraglymi wizjonerami panowala bezkresna ciemnosc, przerywana jedynie
                            wydluzonymi od predkosci swiatlami gwiazd, ktore mijane z ogromna szybkoscia
                            pojawialy sie i znikaly. Czasami wymijajac jakas odlegla planete, mozna bylo
                            dostrzec jasniejaca barwe stratosfery. Sledzac pulpit kontrolny i przewijajace
                            sie za wizjonerami obrazy, komandor Zaen nie mogl opedzic sie od uczucia
                            sennosci i znuzenia. Atmosfera na statku byla napieta - trwajaca od dwoch lat
                            podroz gwiezdna nie przyniosla jak na razie oczekiwanych efektow. Od czasu
                            opusczenia domu, czyli planety Setko w ukladzie Nemesis 4, nie napotkali na
                            zadne znaki zycia. Skomplikowana aparatura badawcza, najlepsi naukowcy na
                            pokladzie, najnowsza technologia nie przynosila skutkow. Nikt nie wiedzial,
                            dlaczego w kierunku proporcjonalnie odwrotnym od drugiego stopnia odniesienia 7
                            wymiaru nawpolplasko-eksterytorialnego, wg zasady IV prawa Naupuliktusa, nie ma
                            zadnego sladu zycia. Po drugiej stronie linii eksterytorialnej, praktycznie co
                            druga planeta wyksztalcila jakies formy, czy to bardzo rozwiniete cywilizacje,
                            czy chocby prymitywne drobnoustroje. Od lat probowano odpowiedziec na
                            pytanie "Czy jest zycie po drugiej stronie linii?", wysylano kilka sond, w
                            koncu Rada Ukladu Nemesis 4 zdecydowala sie wyslac ta ekspedycje.
                            Tak wiec od 2 lat lecieli w tej zamknietej puszcze, a zadaniem Zaena, jako
                            dowodcy ekipy, bylo utrzymanie calej tej ekipy w dyscyplinie i dotarcie do
                            najbardziej oddalonych rubiezy Wszechswiata Trzeciego. Nie bylo to zadaniem
                            latwym, tym bardziej ze na pokladzie, oprocz zdyscyplinowanych i poslusznych
                            jednostek, mial kilku znudzonych i marudzacych "podroznych", czyli tych, ktorzy
                            nic nie robili a nosili sie bardzo wysoko.Ladowanie bylo konieczne, oprocz
                            wyczerpujacach sie zasobow zywnosciowych mieli drobne usterki wymagajace
                            naprawy, jednak najwieksza bolaczka bylo konczace sie paliwo. To byla tak
                            naprawde podstawowa misja zalogi. Zasoby tegoz paliwa konczyly sie na planecie
                            Setko w tempie zatrwazajacym. Jego brak oznaczal powstrzymanie dalszej
                            ekspansji i co za tym idzie koniec ponad milionletniej cywilizacji. Ale oprocz
                            Zaena i kilku innych najbardziej zaufanych czlonkow, nikt o tym nie wiedzial.
                            Oficjalnym celem misji bylo odnalezienie zycia. Niepowodzenie misji to oprocz
                            skazania planety na zaglade, takze brak mozliwosci powrotu do domu zalogi.
                            Kilkadziesiat lat wczesniej wyslana na poludniowe rubieze Wszechswiata
                            Trzeciego sonda wykazala, ze na jednej planecie nieduzego ukladu slonecznego
                            moze byc zycie. Wykonane zdjecia ukazywaly blekitna planete i krazacy wokol
                            niej maly ksiezyc. Wlasnie z tymi rejonami kosmosu wiazano najwieksze nadzieje.
                            Dalsze zdjecia i analizy wykazaly, ze warunki atmosferyczne na tej planecie
                            faktycznie moga pozwolic na zycie. Pedzacy z 4krotna predkoscia swiatla statek
                            zblizal sie do tej blekitnej planety i 2letnia podroz wydawala sie zblizac do
                            konca. Po dlugotrwalych dyskusjach ustalono, ze statek wyladuje w srodkowej
                            czesci malego kontynentu nad sredniej wielkosci zbiornikiem wodnym. Lokalizacja
                            nie byla przypadkowa. Analizy naukowcow i wyniki arcyprezyzyjnej aparatury
                            wykazywaly, ze w tej czesci planety znajduja sie duze ilosci pewnego specyfiku,
                            ktorego struktura i sklad byl dla badaczy ciagla tajemnica, a ktory jak
                            wykazaly analizy, zyjace na planecie formy spozywaja w ilosciach znacznych,
                            zwlaszcza w strefie wyznaczonej do ladowania. Sklad procentowy wykazywal silne
                            stezenie toksyczne, dalsza analiza byla jednak niemozliwa. Przybysze mieli
                            nadzieje, ze jest to sklad ktory umozliwi im wyprodukowanie ekonomicznego
                            paliwa dla silnikow statku. KOlejne zdjecia wykazaly, ze idealny do ladowania
                            teren znajduje w niedalekiej odleglosci od zbiornika slonej H2O, na rowninnym
                            terenie.
                            Zaen nakazal gotowosc stopnia 4 zalogi i przygotowanie do ladowania.
                            CDN
                            • andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH - SF 04.03.05, 06:10
                              Zenek Szprot odbywal wlasnie swoja rutynowa wieczorna drzemke w stogu siana. Po
                              ciezkim dniu w polu nalezal mu sie odpoczynek, zwlaszcza ze poprzedzony kilkoma
                              butelczynami klasowego Tura. Byla piekna, sierpniowa noc, jedna z tych usianych
                              tysiacem gwiazd na niebie i ogromnym polksiezycem. Budzac sie stopniowo z
                              blogiego uspienia, Zenek patrzyl rozmarzonymi oczyma na niebo. Myslal sobie,
                              jakby to bylo milo kiedys tak wyskoczyc na ktoras z tych gwiazd i z gory
                              pogapic sie na kumpli, zobaczyc z gory miasto, zajrzec w okna pieknej Krychy i
                              w ogole oderwac sie od szarej rzeczywistosci. Lezac tak, zobaczyl nagle ze cos
                              bardzo szybko miga i opada z nieba na ziemie. Ze zdziwienia najpierw rozdziawil
                              gebe, a potem podrapal sie po glowie. "Musi byc cheba Nowy Rok, ze jakies te,
                              fajejwejki puszczaja, hyhy, nawet do nas doszla juz ta cywilizacja, czy jak ja
                              tam na widelo nazywali". Podniosl sie, otrzepal z siana i z zamiarem zlozenia
                              zyczen noworocznych znajomym, wyciagnal jescze jedna butelczyne Arizony. Ale ni
                              z tego ni z owego, do glowy blyskotliwie przyszla mu mysl, ze przeciez jest
                              polowa sierpnia, wiec tak troche nie w pore na Nowy Rok. To trafne
                              spostrzezenie tak bardzo go zafrasowalo, ze usiadl na ziemi i postanowil w
                              skupieniu przeanalizowac to zagadnienie, oczywiscie pomagajac sobie Arizona.
                              Gdy tak siedzac zaglebiony we wlasnych myslach analizowal kolejne aspekty,
                              ciemnosc przerwal intensywny blysk i glosny grzmot. Wygladalo to tak, jakby cos
                              spadlo na pobliska szope. Zenek chcial podejsc i zobaczyc ki diabel, ale w tej
                              chwili poczul to niezapomniane uczucie, kiedy stawiajac krok czuje sie brak
                              oporu, a przyciaganie ziemskie przestaje prawidlowo funkcjonowac i wydaje sie
                              ze chociaz glowa pozostaje w pozycji spoczywajacej, to jest w stanie sledzic
                              sytuacje w 360 s. zasiegu. Jednym slowem helikopter maksymalny. A potem byla
                              tylko ciemnosc i swiatelko, daleko, daleko, a jednak coraz blizej...

                              - Zipper, do mnie - wrzeszczal wsciekly Zaen - kazalem Ci precyzyjnie wymierzyc
                              lokalizacje do ladowania. Jak to sie stalo, ze wyladowales na jakims obiekcie.
                              - Kiedy ja tego, panie komandorze, no wymierzylem, ale sie nagle pojawilo, tak
                              nie wiadomo skad, znaczy znienacka...
                              - Za kare bedziesz uczestniczyl w rozpoznaniu. Nasza aparatura wykazala, ze w
                              poblizu znajduje sie obiekt zywy. Temp. 36.6 i sie waha, ale co najwazniejsze,
                              ma w sobie elementy naszego paliwa. Sprowadzcie go do naszego laboratorium.
                              - Tak jest, sir - odpowiedzial Zipper i odszedl w przekonaniu, ze pechowcem sie
                              nie zostaje, a rodzi...
                              • matalijka Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH - SF 05.03.05, 09:00
                                Tymczasem 200 km na północ od Wygwizdowia...
                                • zuzanna6 Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH - SF 05.03.05, 11:51
                                  Wiesz, co Andy, powinienies pisac powieści. Pomysl o tym, bedziemy mieli
                                  znajomego pisarza. Nie marnuj talentu.
                              • andy_sz Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH - SF 08.03.05, 08:59
                                "Obywatel Szprot Zenon, Jerzy. Ur. 23 wrzesnia 1965 w Wygwizdowie,
                                powiat Zapyrzaly, wzrost ok 175 cm, wlosy czarne, znaki
                                charakterystyczne - blizna od siekiery pod lewa lopatka. Notowany
                                kilkaktornie, glownie za produkcje nielegalnego alkoholu i demontaz starych
                                urzadzen w celu sprzedazy na skupie zlomu"
                                Na posterunkowego Palke patrzyla ze zdjecia w aktach nieogolona i
                                dziwnie zadowolona z nie wiadomo czego geba Szprota. Jasne ze znal
                                Zenka. W podstawowce to Zenek byl w starszej klasie i to on
                                uznawany byl za szkolnego draba. Afera za afera, ciagle jakies zbite szyby albo
                                skargi za szaberek itd. Juz od malego, jeszcze zanim wstapil do milicji, Palka
                                postanowil sobie, ze kiedys tego Szprota dorwie. Kilka razy mial go w garsci,
                                ale nigdy nie mial wystarczajacych dowodow na to, zeby go przymknac. I co
                                teraz - zgloszenie o zaginieciu Szprota. Jak na gline z prawdziwego
                                zdarzenia Palka od razu podejrzewal, ze Zenon maczal palce w calym
                                tym zamieszaniu. Ktos rozwalil szope z narzedziami przy polu, a do
                                tego narobil szkod, komus zachcialo sie robic szlaczki na zbozu,
                                niczym z okladki "Les Zeppelin". A ludziska jeszcze wierza, ze to
                                UFO przylecialo. Co za zacofanie. NO ale fakt faktem, Zenka nikt
                                nie widzial juz od 3 dni. Zdarzalo mu sie wpasc w cug i nie wracac
                                z libacji przez kilka dni, ale na ogol zabieral ze soba kumpli. A
                                tu nagle wsiakl, nawet te jego kumple co zawsze w knajpie z nimi
                                przesiadywal nic nie wiedza. Wieloletnie doswiadczenie Palki
                                nakazywalo dzialac tak, jak stare dobre filmy, te o Kojaku czy
                                Colombo, no jeszcze Policjanci z Miami. Nalezy dzialac
                                zdecydowanie, ale bez rozglosu. "Dorwe tego Szprota, znajde go i
                                jeszcze mu udowodnie wszystkie jego grzechy" pomyslal Palka
                                przeladowujac pistolet i wkladajac w umocowana na ramieniu kabure,
                                zupelnie taka sama, jaka widzial w "Dempsey i Makepeace" i kupil na
                                targu od ruskich.

                                Szanowni Bracia i Siostry. Oto wielka
                                chwila dla naszej ponadmilionowej cywilizacji. Po latach
                                poszukiwan - oto przed Wami pierwszy, odnaleziony okaz zyjacy we
                                Wszechswiecie Trzecim - Zenny Shprott. Dosyc prymitywna forma
                                zyjaca, ale jakze cenny okaz dwunogiej, poruszajacej sie po
                                planecie dzieki przyciaganiu ziemskiemu, rasy. Badania i
                                przeprowadzone obserwacje wykazaly, ze jest ich duzo, duzo
                                wiecej. Ale na razie na tym przykladowym modelu zaczniemy sie uczyc o tej
                                fascynujacej formie zyjacej. Wg naszych wstepnych obserwacji i badan, forma ta
                                zywi sie glownie plynami, analiza plynacej w jego zylach krwi wykazala 4
                                promilowe stezenie substancji, ktorej konsystencja jest bardzo podobna do
                                uzywanego przez nasze maszyny paliwa. W chwili obecnej delikwent na skutek
                                stezenia jest w stanie chwilowego spoczynku, ale zaraz po odzyskaniu
                                swiadomosci zajma sie nim nasi badacze - etnografowie, psychologowie,
                                biologowie. Postaramy sie dowiedziec jak najwiecej o nowo odktytej formie
                                zycia".
                                Wiadomosc tej tresci, nadana przez Zaena, przeslana za posrednictwem
                                pokladowego nadajnika, poszla w eter i za kilka miesiecy spodziewano sie
                                odebrac ja na Setko.
    • zuzanna6 Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 11.12.05, 13:42
      niektórzy juz długo piszą na tym forum, dlatego wybaczcie im, ze czasami mają
      ochote na kawę i czekają na wasze ciekawe wątki
      • Gość: RedDevil Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.173.wmc.com.pl 13.12.05, 20:26

        Zima zbliżała się wielkimi krokami. To już prawie półtora roku minęło od mojego
        przyjazdu -westchnął Bob. Moja misja wciąż nie skończona.Tkwię tu dłużej niż
        trwał mój nalepszy romans- uśmiechnął się do siebie w duchu. Nie ma jednak
        czego żałować.Panny tu niezłe, pubu otwarte w weekendy do późna, a w piątek
        mają dojechać Andy i Sabbat. Zycie znów nabierze smaku- westchnął z ulgą Bob.
        • zuzanna6 Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 13.12.05, 21:26
          super, dalej prosze
          • Gość: RedDevil Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH IP: *.173.wmc.com.pl 14.12.05, 21:03
            Grudzień był dla Boba wyjątkowo łagodny w tym roku. Mimo zera stopni na
            zewnątrz to była wyjątkowo gorąca, piątkowa noc. Andy i Sabbat szczęśliwie
            dotarli na miejsce. Z uczuciem ogromnej ulgi Bob mógł wyjąć z szafy ostatnią
            zachowowaną z lepszych czasów butelkę 12letniej szkockiej. Naciągała już
            szkłem- pomyślał. Zbyt długo tu stała, ale sam jej nie mogłem wypić, choć
            korciło nie raz- uśmiechnął się w duchu. Lód do szklanek, srebrno brązowy płyn
            pięknie podniósł kostki w górę. Ehhhhhh co za smak, od razu czuje się jak w
            domu- westchnął Bob. Andy i Sabbat w milczeniu podziwiając rubin szklanek
            rozkoszowali się smakiem szkota. To dobry początek wieczoru, ciekawe gdzie go
            zakończymy -zadumał się Bob...
            • zuzanna6 Re: NASZA POWIEŚĆ W ODCINKACH 18.12.05, 10:22
              Nagle ktos głosno zapukał do drzwi. Wszyscy trzej zamarlismy w bezruchu.
              Chłopaki spojrzeli na Boba pytająco. Bob wzruszył ramionami, odstawił szklanke
              i wolono podszedł do drzwi. usłyszał za nimi jakies głosne smiechy. Otworzył
              zdziwony. Do pokoku wpdały rozbawione dziewczyny - Matalijka, Dorinek, Zuzanna.
              Przywitały się z chłopakami, spytały zdawkowo jak mineła podróż. I matalijka
              zaproponowała:
              - Chłopaki, mamy weekend, ruszajmy gdzies w miasto, mam wóz,moge byc dzisiaj
              kierowcą. A na to Sabat:
              - Zaraz, chwila, najpierw obowiazki!
              - No tak, odpowiedzial Andy, umówilismy się, że dzis wszyscy popieszmy na
              forum, otwierac laptopy i działamy.
              Wszyscy bez protestu zajęcli się piasniem. Po pół godzinie byli gotowi do
              wyjścia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka