Dodaj do ulubionych

Chory Wiktorek

09.12.05, 00:54
Apel o pomoc dla 11-letniego Wiktora
Zwracamy się z uprzejmą prośbą do ludzi dobrej woli o pomoc finansową na
zakup
protezy dla Wiktora. Nasz 11-letni syn Wiktor Piwowarczyk przed chorobą był
energicznym, zdrowym i lubiącym grać w piłkę dzieckiem. Nie narzekał nigdy,
że
go coś boli.

Był początek stycznia. Wiktor wrócił, jak co dzień ze szkoły nie mówiąc nic.
W
nocy jednak nie mógł spać. Powiedział, że boli go prawa noga pod kolanem. Ból
z
każdym dniem nasilał się. Pojechaliśmy więc skonsultować do szpitala. Lekarze
zostawili syna na obserwacji kilka dni, po czym wypisali go w „stanie dobrym”
każąc smarować nóżkę różnymi maściami. Jednak Wiktor dalej uskarżał się na
ból.
Nóżka nie wyglądała normalnie. Dość znacznie spuchła i zsiniała. Nie mógł już
w
tym czasie normalnie stać na dwóch nogach.
Postanowiliśmy zabrać syna do szpitala w Prokocimiu. Tam od razu została
postawiona diagnoza, iż syn ma pod kością piszczelową krwiaka i natychmiast
trzeba go usunąć. Przeprowadzono zabieg, który przebiegł bez żadnych
komplikacji. Jednak po około dwóch tygodniach nastąpił nawrót. Lekarze
zdecydowali się na jeszcze jeden zabieg, podczas którego przeprowadzono
biopsje. Tydzień po biopsji stwierdzono, że jest to nowotwór kości - Sarcom
Ewingi. Był to dla nas szok. Przydzielono mu lekarza prowadzącego, który od
razu przedstawił nam cały tok leczenia i rokowania. Wynikało z nich, że
Wiktor
przejdzie 6 etapów chemioterapii a potem nastąpi zabieg mający na celu
usunięcie chorej części kości i wstawienie endoprotezy. Przyszła pierwsza
chemia, czuł się nie najgorzej. Pierwsza chemia nie była tą najmocniejszą,
jednak druga już tak. Przystąpił do niej już jako „łysolek”, lecz absolutnie
bez żadnych obaw, silny jak zwykle i pełen energii. Okazało się jednak, że
jego
organizm nie jest w stanie po tak intensywnym działaniu odbudować się w pełni
tzn. wyprodukować wystarczającej ilości poszczególnych elementów krwi. Przez
tydzień leżał w izolatce. Czuł się fatalnie. Zaczął narzekać na ból brzucha.
Okazało się po badaniu USG, że Wiktor ma zapalenie wyrostka robaczkowego i
trzeba go natychmiast usunąć, jednak wtedy, gdy dojdzie do siebie.
Tydzień walczył z okropnym bólem. W końcu jednak doszło do zabiegu. Po kilku
dniach okazało się, że Wiktorowi podczas zabiegu złamała się chora noga,
dokładnie w tym miejscu gdzie została zaatakowana przez nowotwór. Włożono ją
w
szynę. Potem jakby tego wszystkiego było mało, lekarze stwierdzili, że do
organizmu Wiktora dostały się przez centralne wejście bakterie, co tłumaczyło
jego bóle w klatce piersiowej, zdecydowano się więc na jego usunięcie.
Potem jakoś wszystko wróciło dzięki Bogu do normy. Nasz syn przeszedł jeszcze
trzy etapy chemioterapii. Za każdym razem jednak to samo: po chemii ból w
nóżce
ustępował, stawała się ona w miarę „normalna”, potem następował spadek
wartości
krwi, w czasie którego Wiktor został poddawany przetaczaniu krwi i po okresie
2 - 3 tygodni choroba wracała, i syn nie mógł wytrzymać z bólu.
Widząc, że dotychczasowe leczenie nie przynosi oczekiwanego skutku,
postanowiliśmy skonsultować wszystko z lekarzami z Warszawy. Pojechaliśmy tam
już po zakończeniu piątego etapu chemii. Lekarze w Warszawie stwierdzili, że
lepiej będzie jak Wiktor zostanie u nich i będzie dalej leczony ich metodami.
Uznaliśmy, że tak będzie najlepiej. Przeprowadzono szczegółowe badania, które
jednoznacznie wykazały, że nowotwór rozwija się w bardzo dużym tempie i
zaatakował już także tkankę miękką. Najlepszym i najbezpieczniejszym wyjściem
była amputacja kończyny. Analizując wszystkie za i przeciw, konsultując
sprawę
z innymi ludźmi będącymi w takiej samej sytuacji podjęliśmy decyzję o odjęciu
nóżki.
Wiktor przyjął to nad podziw dobrze, na początku płakał, lecz szybko mu
wszystko przeszło. Nie zapomnimy tego dnia, kiedy odbył się zabieg. Wydawało
się, że wszystko będzie dobrze, lecz w nocy Wiktor nie mógł wytrzymać z bólu.
Dzwonił do domu, co chwilę. Prosił abyśmy mu pomogli, bo nie wytrzymuje z
bólu.
Trzy pierwsze dni po zabiegu były najgorsze. potem wszystko jakoś powróciło
do
normy. Kilka dni później rozpisano i podano mu specjalną chemię. Po ponad
miesięcznym pobycie w Warszawie wrócił do domu. Tylko - a może aż na dwa
tygodnie.
Na dzień dzisiejszy znów przebywa w Warszawie i przechodzi przez siódmy już
etap leczenia. Jego największym marzeniem jest normalnie funkcjonować, a
naszym
zdaniem jest mu to w jak największym stopniu umożliwić. Musimy zakupić mu
specjalistyczną protezę, która da mu radość z tego, że znów będzie mógł
normalnie chodzić. Jednak sytuacja materialna naszej wielodzietnej rodziny
nie
pozwala na pokrycie kosztów zakupu. Cena takiej protezy jest astronomiczna -
40
tys. zł. W tym celu chcielibyśmy pozyskać sponsorów, którzy swoimi datkami
pomogą nam w jej zakupie. Za okazane serce i pomoc wszystkim darczyńcom z
góry
serdecznie dziękujemy.
Rodzice Wiktora
Alicja i Zbigniew Piwowarczyk
Poniżej podajemy nr konta, na które instytucje i osoby dobrej woli mogą
wpłacać
datki:
KBS O/Gołcza 26 8591 0007 0154 0759 5064 0001 z dopiskiem: "Pomoc dla Wiktora"
Obserwuj wątek
    • matalijka Re: Chory Wiktorek 10.12.05, 14:59
      Z takich powodów też bym chciala wygrac w totka.
      • hansgrubber Re: Chory Wiktorek 10.12.05, 23:27
        :)
        • hansgrubber Re: Chory Wiktorek 15.12.05, 20:49
          Dwa dni temu chlopiec zmarl.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka