Gość: monia
IP: *.76.classcom.pl
28.12.07, 20:30
Jestem na 5-tym roku zarządzania. Siedze właśnie przed komputerem i
łzy mi ciekną z żalu. Do dziś nie mogę się pogodzić z tym, że przed
maturą się poddałam i nie wybrałam innych studiów. Całe życie
marzyłam o architekturze, nie wybrałam ich z prostego powodu-
rodzice nie mieli pieniędzy na kursy bez których na architekturę nie
ma się szans. Tak przynajmniej się teraz tłumaczę, ale wiem
jednocześnie, że nie wolno sie było poddawać. Dziś pracuję przy
wdrażaniu projektów IT i codziennie w każdej godzinie myślę jakby to
było gdybym była architektem. I mam taka ogromną pustkę w życiu.
Najbardziej dobija mnie, gdy spotykam ( a często go spotykam) kolegę
z liceum- teraz juz prawie architekta- opowiada o swojej pracy, o
projektach i całym tym światku architektów z taką radością, że mnie
się aż chce wymiotować ze smutku. Nie żebym nienawidziła swojej
pracy-lubię ją, zawsze zresztą byłam dobra z matematyki i logiki,
jest ciekawie. Ale jest jednocześnie na świecie rzecz, którą lubię
bardziej....A najbardziej boli jak ów kolega mówi: " wiesz ty byś
była całkiem niezłym architektem, tak mi nie pasujesz na ekonomistę,
talent marnujesz". Nie piszę tego posta żeby się wyżalić ( choć
pociecha i dobre rady wskazane, bo dosłownie serce mi pęka) ale aby
przestrzec, tych wszystkich którzy chcą zrezygnować z pasji bo się
boją, bo nie wierzą we własne siły, bo to o czym marzą jest
nieopłacalne, lub tak jak ja nie mieli pieniędzy. Nie róbcie tego,
walczcie o swoje choćbyscie mieli zmarnować kilka lat życia na tą
walkę. Zawsze jest rozwiązanie. Chyba, że chcecie skończyć tak jak
ja: od 5 lat pogrązona w żalu, depresji, takim bolu gdzieś w głębi
duszy, że az chce się umrzeć. Czasami uda się go schować, jak się
dobrze sobie wmówi, że to co robię to też pasja. Ale od czasu do
czasu (np. dziś) cały ten żal wychodzi na wierzch i wszystko wraca.
ps
Z góry przepraszam za błedy ortograficzne, jestem dysorotgrafikiem,
a dziś jakoś nie mam sily siedzieć ze słownikiem.