Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Moja droga do M...

    25.06.04, 18:31
    Jestem właśnie po akcie notarialnym. Ufff, udało się. W końcu mam swoje
    mieszkanie. To jeszcze nie koniec drogi - teraz wykończenie, ułożenie jakoś
    tej wspólnoty mieszkaniowej. Poszło to dość gładko, aż zbyt gładko -
    podświadomie czekałem na jakieś niespodzianki. Ale było normalnie. W dwa
    miesiące od podjęcia decyzji o zakupie mieszkania jestem jego właścicielem.
    Najtrudniejsza była decyzja - a czy ta lokalizacja, a czy deweloper dobry, a
    czy technologia, a czy warunki, a czy cena, ... Tysiące wątpliwości, stres
    niemiłosierny. W końcu - tak, bierzemy to mieszkanie. Ustalenie warunków
    umowy z deweloperem, drobne korekty. Blok już właściwie stoi, za kilka
    tygodni będzie zakończony, jedno z ostatnich mieszkań do sprzedania. Ale
    akurat takie jak ma być. Zebranie 20 % wkładu własnego. Podpisanie umowy. W
    międzyczasie wybór banku (kredyt). Wizyta w kilku z krótkiej listy.
    Najłatwiej dostać w PKO BP, oprocentowanie znośne, wcześniejsza spłata bez
    opłat. Nie lubię tego banku, szukam innego, ale matematyka to matematyka.
    Zostaje PKO B.P. Deweloper ma kontakty z kilkoma bankami, znają go więc
    sprawa idzie szybko. 2 tygodnie i jest decyzja, 3 tygodnie i pieniądze na
    koncie dewelopera. Równolegle oczywiście tysiąc spraw związanych z
    urządzeniem mieszkania, przeprowadzką, pozamykaniem spraw w obecnym
    miejscu... więcej nie pamiętam ale to był maraton. A właściwie to sprint bo w
    około 6 tygodni wszystko zostało załatwione. Odbiór mieszkania - stres
    kolejny. Żeby czegoś nie przeoczyć. Dwóch specjalistów z rodziny do pomocy.
    Oglądamy, mierzymy, pukamy... Są niedoróbki, ale generalnie jest ok.
    Najgorsza jest porysowana szyba. Oczywiście wymienią. Dzisiaj - ogromny
    stres, właściwie irracjonalny. Deweloper jest uczciwy, jak na razie większych
    problemów nie było. Przecież nic się nie może stać. Ale ulga przychodzi
    dopiero po odczytaniu i podpisaniu aktu. Jestem posiadaczem, hehe, z
    organiczeniami (hipoteka), ale jednak. Teraz zakupy, pakowanie,
    przeprowadzka. I kalkulacje - na co wystarczy, a na co już nie. Co będzie
    musiało poczekać. Kredyt - trzeba spłacić,ale i tak płaciłem za wynajem.
    Wychodzę na to samo (uwzględniając ulgę odsetkową).
    Można, można kupić mieszkanie, udało mi się to. Nie zarabiam dużo, oboje
    pracujemy, oszczędzamy. Jesteśmy młodzi. Wzięcie kredytu to chyba duży
    optymizm w obecnych czasach. Ale nie można całe życie się bać. UDA SIĘ !
    Obserwuj wątek
      • Gość: robaczek Re: Moja droga do M... IP: 57.66.193.* 28.06.04, 13:27
        Jaki to developer?
      • Gość: ja Re: Moja droga do M... IP: *.igik.edu.pl 28.06.04, 15:09
        Gartulacje !!!!
        Twoja droga nie byla jeszcze taka zla. Moze kiedys zbiore sie zeby opisac
        swoja: od wpakowania sie w nigdy niewybudowane mieszkanie, poprzez firme
        windykacyjna, strate mnostwa pieniedzy i nadal splacane 2 pozyczki,
        paralizujacy strach przed kolejnym podejsciem do wlasnego M, kredyt i 2
        pozyczki....koszmar i horror w jednym.
        ...eh warto bylo :)
      • endywia Re: Moja droga do M... 28.06.04, 15:12
        mp, co mogę powiedzieć... gratuluję. Ja jestem w trakcie i też mam nadzieję, ze
        się uda i wszystko będzie dobrze. Nie wolno mi inaczej mysleć. Mam wiele
        wątpliwośći ale gorzej było na początku. Teraz już muszę to ciągnąć, już nie
        chcę myśleć żeby się wycofać. Ma być DOBRZE i tego się trzymam.
        pozdrawiam gorąco
        • sowizdrza Re: Moja droga do M... 28.06.04, 15:21
          spoko opis; gratuluje!!!!!!!!!
          a ina pewno się uda!!!!!!!!!:)))))

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka