Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Bańka spekulacyjna

    12.01.06, 23:59
    Przepraszam że uzywam takich przykrych słów, ale życie nie składa sie tylko z
    przyjemności:P
    zauwazyliscie zapewne że ostatnio ceny nieruchomosci ostro idą w góre
    niezaleznie od wykonania, lokalizacji itd.
    powiedziałbym że ceny wiekszości z nich juz dawno przekroczyły ich realną
    wartość + kilka % marży
    buduje sie mało i byle jak no a teraz żeby zaspokoic ten mega popyt PKC (po
    każdej cenie dla mniej obytych) tym bardziej presja cisnie na devaloperów by
    taniej i szybciej
    stąd cegły w tych nowych budynkach coraz mniej a coraz więcej betonu
    ludzie pomstuja na devaloperów za niska jakość ale trzeba pamietać że całą
    operacje realizuja nie tylko devaloperzy ale przede wszystkim banki
    to one udzielają masowo kredytów hipotecznych ludziom których zdolność
    kredytowa wynika li tylko z korzystnych (i chwilowych niestety) róznic kursowych
    bankowcy pożyczają też dewaloperom na te budowy i każdy chce zarobić zwłaszcza
    że naiwnych klientów nie brak
    by zwiększyć ich ilość zawsze mozna sięgnąć po PR produkując masowo
    odpowiednie artykuły wieszczące gwałtowny wzrost cen przy gwałtownym spadku
    ilości mieszkań, kto nie zdąży kupic teraz to zostanie na lodzie (do końca
    żywota swego gnieżdząc się z teściami)
    ludzie więc biegną ochoczo do banków i biorą kredyty na lat 30 no i kupują
    dokładnie wszystko co devaloper wyprodukuje
    tylko że
    1. ceny nawet jakby miały jeszcze rosnąć rok, dwa to i tak poziomu cen z NY
    nie osiągną bo - nie oszukujmy sie- Warszawa z Mariną Mokotów to nie Manhatan
    niezaleznie od tego co by devaloper o tym nie powiedział
    2. złotówka też nie będzie się umacniała do poziomu 1:1 za $ bo IV RP to nie
    czołowa gospd. świata, więc mozna przypuszczać że górke mamy teraz (lub
    niedługo) a potem korekta
    korekta + wzrost stopy procentowej w krajach zachodniej Europy ( w tym w
    Szwajcarii) sprawi że rata kredytu która dziś jest niekłopotliwa (jakieś 500
    PLN) zmienić sie może w kłopotliwą (800 PLN) lub dobijająca (pow 1000 PLN)
    tak - a jak to mówią - a życ z czegoś trzeba
    kredycik nie spłacony = zajęcie hipoteki = eksmisja do teściów
    3. wraz z zmianami w kursie walutowym megapopyt skończy się nagle jak i zaczął
    a co wtenczas z cenami?
    wiadomo - jak mawia się slangiem giełdowym - na pysk polecą
    tylko że Wy moi drodzy zostaniecie z kredytem i hipoteka na 150 czy 200 tys.
    gdzie wasze lokum po nowych cenach wyniesie 100 - 150 tys.
    nie musze przypominać że wobec takiego spadku cen banki broniąc własnych
    interesów zaczną przejmować hipoteki i sprzedawać wasze lokale na rynku by jak
    najszybciej odzyskać gotówkę
    a że popyt nam się skończył to kto pierwszy sprzeda ten lepszy bo ostatni gasi
    swiatło:)
    Elaborat powstał pod rozwage wszystkim tym którzy w tym roku będą chcieli sie
    skusić na kredycik, mając świadomość że tak naprawde bank się pomylił dając
    Wam zdolnośc kredytową
    w 2007 wchodzi VAT a my nie jesteśmy i jeszcze baaardzo długo nie bedziemy nie
    tylko NY ale nawet Berlinem czy Madrytem
    Obserwuj wątek
      • Gość: Pyza Re: Bańka spekulacyjna IP: *.jmdi.pl 13.01.06, 08:40
        po pierwsze madralo to w wyzszy Vat mamy wejsc z dniem 1 styczen 2008r. po
        drugie madralo ceny moze od tego roku nie beda gwaltownie rosly w góre jak teraz
        ale nadal beda sukcesywnie rosły a nie spadały jak chcesz nam wmówwic a po
        trzecie jak sam jestes gołodupcem i nie masz kasy ani zdolnosci na kredyt to
        zajmij sie robota a nie pisaniem na forum swoich sfrustrowanych postow
        do roboty
        • samentu Re: Bańka spekulacyjna 13.01.06, 11:14
          1. 2008 za literówke przepraszam efekt szybkiego pisania późną porą
          2. pewnie że w tym roku ceny przystaną bo banki juz nikomu nowemu po takich
          cenach i przy takich kursach nie będą mogły dac kredytu
          mamy więc ostatni etap hossy dystrybucje na górce
          3. Mój Drogi w kapitalizmie idzie o to by tanio kupic a drogo sprzedać
          nie na odwrót! uwierz mi na słowo
          po co mam kupowac towar który za 2 - 3 lata bedzie duzo tańszy?
          natomiast ponieważ chcę rzeczywiście kupić więc czekam z niecierpliwościa na
          korektę i stąd przyczyna tego postu miedzy innymi:)
            • Gość: ziggy CENAMI LUDZI SIE STRASZY ABY SZYBCIEJ KUPOWALI IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.06, 10:26
              CENAMI LUDZI SIE STRASZY ABY SZYBCIEJ KUPOWALI. Straszy sie. A kto sie
              przstraszy? - glupol. Ale glupol niema kasy wiec nie kupi. Ten kto ma kase
              przewaznie ma dom lub kilka nieruchomosci i on tylko czsem kupuje. Oznacza to ,
              ze brak jest popytu. Aby to potwierdzic wystarczy pojsc do dewelopera, tam
              zawsze sa do sprzedazy nieruchomosci pomimo b. malego budownictwa. Prosze
              zobaczyc ogloszenia drobne sprzedazy w prasie. Przewaznie oglaszja sie biura
              nieruchomosci z cenami kilkakrotnie zawyzonymi czekajc na frajerow. Frajer nie
              ma kasy wiec nie kupi. Madry tez nie kupi bo by byl frajerem bez kasy.
              KIEDY RYNEK NIERUCHMOSCI BEDZIE ZDROWY TO GOSPODARKA TEZ BEDZIE ZDROWA.
              W internecie jest pol miliona ogloszen i wiekszosc z nich juz od lat czeka na
              klienta. Brak jest popytu. Biedne spoleczenstwo i nienormalnie zawyzone ceny
              nieruchomosci to przyczyny naszej nedzy.
              • Gość: kapitalista REALNA WARTOSC NIERUCHOMOSCI W POLSCE JEST O WIELE IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 22.01.06, 14:45
                wyzsza. Kto chce sie przekonac to niech czeka. Powodem tego jest min. wejscie
                do UE. Wolny przeplyw ludzi i kapitalu (juz niedlugo calkowity) pozwoli na
                szybsza zniwelowanie roznic w zamoznosci spoleczenstw. Juz teraz srodnio Polak
                zarabia tylko o polowe mniej niz przecietna UE (biorac pod uwage wartosciowanie
                koszyka dobr). A ceny nieruchomosci? Wciaz bardzo daleko nam do cen z Londynu,
                Amsterdamu czy nawet Madrytu. Dlaczego Anglicy masowo wykupuja nieruchomosci w
                Europie Srodkowej? Chyba nie z sentymentu. Korekty w Polsce na pewno nie
                bedzie, chyba ze zalamie sie system gosp. (czyt. Samoobrona z LPR-rem dojda do
                wladzy), ale wtedy to juz inna bajka. Dobrze radze, jezeli ktos moze to niech
                bierze kredyt i kupuje mieszkanie TERAZ!!! Za kilka lat bedzie go stac za te
                same pieniadze kupic garaz albo miejsce parkingowe. Na marginesie powiem, ze
                sam kupilem mieszkanie dwupoziomowe troche ponad rok temu, ktorego wartosc
                wzrosla o co najmniej 25% a teraz przymierzam sie do zakupu dwoch kawalerek
                (nie podam miasta, bo nie chce konkurencji, powiem tylko ze jest to
                najpiekniejsze miasto w Polsce;-)
                    • jimmyjazz Re: REALNA WARTOSC NIERUCHOMOSCI W POLSCE JEST O 23.01.06, 13:09
                      samentu napisał:

                      > Oj spało sie na zajęciach:P

                      Jak się zaczynały o 8 to nie było innego wyjścia :))

                      > realna wartość (towarowa) zgodnie z Adamem S. jest to wartość równa produktowi
                      > czyli kosztom jego wytworzenia a więc kosztom nabycia srodków produkcji
                      > czyli wartość bez awisu iflacyjego wywoływaego przez pieniądz

                      Ja myślę że kolega jednak inną wartość miał na myśli i dlatego zapytałem co ma
                      na mysli i skąd ma takie informacje.
                      • cymbergaj Wartosc realna to termin z sufitu 24.01.06, 14:09
                        >
                        > > realna wartość (towarowa) zgodnie z Adamem S. jest to wartość równa produ
                        > ktowi
                        > > czyli kosztom jego wytworzenia a więc kosztom nabycia srodków produkcji
                        > > czyli wartość bez awisu iflacyjego wywoływaego przez pieniądz

                        Rzecz jest zawsze warta tylko tyle za ile mozemy ja sprzedac....niestety.
                        To wydasz na "wytworzenie" domu 200 000 PLN to nie znaczy ze on ma taka skoro
                        nikt ci za niego nie da nawet 50 000.Kogo obchodzi jego wartosc realna ??
          • Gość: mgmg Re: Bańka spekulacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 20:16
            3. Mój Drogi w kapitalizmie idzie o to by tanio kupic a drogo sprzedać
            > nie na odwrót! uwierz mi na słowo

            nie mozesz tlumaczyc nikomu o co chodzi w kapitalizmie, bo sam nie rozumiesz
            podstawowego pojecia -'realna wartosc'. realna wartosc w kapitalizmie to cena
            która ktos jest skłonny za cos zapłacic. jezeli Tobie sie wydaje że ktos
            przepłaca to oznacza dokładnie tyle że Tobie się tak wydaje . ;)
          • Gość: greykley bedzie duuuzo drozej.... IP: 83.70.199.* 23.01.06, 15:27
            nie bedzie duzo tanszy.... :)
            zobacz ceny nieruchomosci na swiecie - nie w NY, ale moze w dublinie, miescie 1.5 mln.; w malym acz
            rozwijajacym sie kraju... cena "jednosypialniowego" mieszkania (45m2) w miescie to 350 000 euro,
            przy sredniej zarobkow okolo 1600 euro/miesieczne... przelicz proporcje i zobacz ile oni musza
            oszczedzac na mieszkanie... (dom w dublinie to okolo. 1 mln euro).
            Dodam jeszcze ze opublikowano ostatnio na wyspach dane dot. najlepszych mozliwych miejsc
            lokowania kapitalu w nieruchomosciach w swiecie (baardzo szacowne opracowanie), polska zajela 2
            miejsce (jako przyklad podano nieruchomosci w krakowie; przewidywany zwrot to ... 400% wartosci w
            ciagu 10 lat....).
            Wiec raczej radze kupowac teraz. nawet na kredyt.... bo za kilka lat bedziecie mogli tylko wynajmowac,
            ( jak w krajach zachodnich gdzie wlasnosc nieruchomosci wcale nie jest tak powszechna).
            pzdr.

            grey
      • herox Re: Bańka spekulacyjna 13.01.06, 10:29
        Święte słowa.
        Najlepszy jest zwrot:
        "mając świadomość że tak naprawde bank się pomylił dając
        Wam zdolnośc kredytową".
        Jak obserwuje te zapędy ludzi do brania kredytu na 100-110% wartości
        nieruchomości to przerażenie ogarnia przeogromne.
        Przecież to nie jest kredyt na 100% wartości tylko co najmniej na 150%
        bo o tyle są przeszacowane ceny nieruchomości.
        Dziwię się tylko temu owczemu pędowi banków do szastania pieniędzmi,
        przecież po załamaniu rynku odzyskają conajwyżej połowę kasy.
        No ale bańka spekulacyjna ogarnęła wszystkich.
        Jedynymi wygranymi w tym wyścigu będą developerzy, oni już tak się obłowili, że
        to co zarabiają teraz to zapewne zastanawiają się czy to przypadkiem nie sen.
        Ale pędzący do nowego lokum za wszelką cenę nowobogacki klient w sumie
        dużo nie straci. Jeżeli wszystko bierze na kredyt łącznie to w zasadzie niczym
        nie ryzykuje.
        Stąd moja rada: jeżeli ktoś musi teraz kupić mieszkanie to tylko bez wkładu
        własnego, po co ryzykować własną kasą. Własną kasę przerzucić na konta rodziny,
        tak aby w przypadku zobowiązań jakie pozostaną wobec banku po zabraniu
        mieszkania coś jeszcze zostało.

        Swoją drogą obserwacja sytuacji na rynku nieruchomości od dwóch lat to naprawdę
        niezła szkoła psychologii rynków - przykład modelowy, na temat którego powstało
        mnóstwo opracowań i książek.
        Jak to dobrze, że ludzkość nie uczy się na własnych błędach - jest na kim
        zarabiać, bo nieefektywność rynków jest powalająca.
      • Gość: BiLe Re: Bańka spekulacyjna IP: *.raster.krakow.pl 13.01.06, 16:08
        Generalnie prawda jest taka, że bank zawsze musi wyjść na swoje...
        Kredtyty hipoteczne są łatwo dostępne do 100% ceny nieruchomości, albowiem w
        razie problemów ze spłatą, bank wchodzi na hipotekę i cześć. Znaczną część
        pieniędzy zawsze odzyska... Tracącą osobą jest niestety kupujący... Ale cóż,
        rzeczywistość jest taka jak jest i ceny są takie jakie są :)
        • Gość: mamamonika Re: Bańka spekulacyjna IP: *.chello.pl 13.01.06, 16:16
          Tylko ciekawe, co będzie w sytuacji następującej:
          - ceny mieszkań są przeszacowane
          - za kilka lat następuje wyraźny spadek cen
          - kredytobiorca popada w kłopoty
          - chce sprzedać mieszkanie, dostaje cenę sporo niższą od wziętego kredytu :-(
          I ... ma kłopoty, nawet jak sprzeda to mieszkanie - ma kredyt, nie ma chałupy
          Banki tez wbrew pozorom ryzykują - w opisanej sytuacji nie uda im sie wyjść z
          wielu transakcji bez strat
          Takie kryzysy juz były w wielu krajach i powodowały wieloletni zastój na rynku
          nieruchomosci
          U nas chyba jeszcze do tego sporo brakuje, ale ceny niektórych (tak wlasciwie
          sredniej jakosci mieszkań) zaczynaja osiagać rejony absurdalne z lekka...
          Traktowalabym to jako sygnał alarmowy...
          • samentu Re: Bańka spekulacyjna 13.01.06, 17:25
            Jestem zdania że załamania na rynku nieruchomości nie unikniemy
            ten etap realizowały także inne emerging markets
            co więcej uważam że banki absolutnie nie uciekną bez poważnych strat z tej bańki
            cały proces zacznie sie ujawniac kwartał po kwartale w 2008 i wywoła ostrą
            korektę na wigu20 zmierzającą wprost do bessy
            naturalnie najwięcej straca klienci
            bo ani kasy ani mieszkania z tej awantury nie wyciągną
          • Gość: wszystkojuzbylo Re: Bańka spekulacyjna IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 21.01.06, 14:30
            Taka sytuacja miala miejsce w Wielkiej Brytanii na przelomie lat 80' i 90'.
            ekulacja cenami nieruchomosci, potem wysoka inflacja, a co za tym idzie
            zwiekszenie oprocentowania kredytow, spadek popytu na nierochomosci i spadek
            ich cen. Wielu ludzi znalazlo sie w sytuacji tzw. "negative equity",
            zadluzenie wieksze niz wartosc nieruchomosci. Niektorych nie stac bylo na
            placenie wyzszych odsetek, nieruchomosc trudno bylo sprzedac i bank ja przeja.
            Nie sadze, aby sytuacja byla az tak dramatyczna w Polsce, wysoka inflacja nie
            grozi w zadnym kraju Europejskim. Tak czy inaczej, zycze powodzenia.
          • Gość: eli Nie 100% IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 23:26
            > - za kilka lat następuje wyraźny spadek cen
            > - kredytobiorca popada w kłopoty
            > - chce sprzedać mieszkanie, dostaje cenę sporo niższą od wziętego kredytu :-(
            > I ... ma kłopoty, nawet jak sprzeda to mieszkanie - ma kredyt, nie ma chałupy

            Nie tak od razu. Panowie, weźcie pod uwagę fakt, że nasze dochody realnie
            wzrastają. Więc im później nastąpi krach, tym więcej osób sobie poradzi z
            rosnącymi odsetkami. Kupiłem 4 lata temu mieszkanie biorąc kredyt na 15 lat.
            dzisiaj jestem już właścicielem ok. 28% - a więc odstki od tego kredytu stale
            spadają. Moja, i zapewne wielu innych osób, sytuacja staje się coraz
            bezpieczniejsza.
            1. Zapewne jakaś część kredytobiorców się utopi, kiedy bańka pęknie, ale nie
            będzie to narodowa tragedia, jak zdją się sugerować niektóre posty.
            2. Różnica między giełdą i inwestorami, a rynkiem nieruchomości jest taka, że
            tutaj kupuje się w większości przypadków aby mieszkać, a nie żeby zarabiać! Tu
            się nie otwiera i nie zamyka pozycji, tylko mieszka. I jednostką nie jest złoty,
            tylko mieszkanie. Z tego powodu, gdy tylko zaczna się kłopoty ze spłatą, mądry
            kredytobiorca powienien sprzedać mieszkanie i kupić mniejsze i tańsze. Licząc w
            złotówkach straci, licząc w mieszkaniach nie (sztuka jest sztuka). Do póki
            będzie miał gdzie mieszkać i nie będzie musiał wracać do mamusi nie będzie
            przegrany. Jego sytuacja będzie taka, jakby jego kredyt się wydłużył i podrożał.
            A z tym każdy kredytobiorca musi się liczyć.
            3. Dziś odwrotnie wielu, którzy nie spłacili jeszcze całej kawalerki, już
            przeskakuje na dwupokojowe. Pojawia się popyt na większe miszkania i mniejsze i
            starsze domy.
            4. Pieniądz to tylko środek do zabawy, zabawkami są mieszkania.
            5. A kredyty hipoteczne są najbezpieczniejsze. Rocznie pada ich od 0,1 do 3%.
            Prawda jest okrutna. Ludzie muszą gdzieś mieszkać. I dlatego wrócą do mamusi,
            lub sprowadzą mamusię do siebie, żeby jedno z dwóch mieszkan wynająć, zdjąć kasę
            z rynku i spłacić kolejną ratę. Nie kupią płaszcza, zjedzą wątrobiankę itd.
            Nie dramatyzujmy. Kryzys będzie, ale pożre tylko tych na samym końcu, tych co
            stanowią błąd statystyczny.
      • Gość: mamamonika Re: Bańka spekulacyjna IP: *.chello.pl 13.01.06, 17:33
        Z jedną rzecza przesadziłeś - banki tak od razu nie zaczną przejmować hipotek -
        bo niby po co, skoro kredytobiorca jednak kredyt spłaca, mimo że na całości
        inwestycji jest w plecy???
        Gorzej, jesli wpadnie w kłopoty... Sporo kredytów, szczególnie w CHF jest
        udzielanych "na styk" OBECNEJ zdolności kredytowej danej osoby - liczonej przy
        bardzo sprzyjających warunkach. Zresztą kredytom w PLN też pod tym względem nic
        nie brakuje ;-). Ja bym raczej tutaj widziała zagrożenie...
        • samentu Re: Bańka spekulacyjna 13.01.06, 17:51
          pewnie że cały proces w tydzień się nie zrealizuje, bo przeciez po spóźnieniu
          się z 1 ratą banki nie będą przejmować hipoteki
          ale w 3 - 4 kwartały juz tak tym bardziej że straty na kredytach banki będą
          musiały wyrównać przez ściągnięcie kapitału z rynku i wieksze % w kredytach
          obrotowych,
          no i mamy klasyczna spirale recesyjną
          im mniejsza produkcja/zyski, tym więcej zwolnień i tym więcej niespłaconych
          kredytów, większe straty banku i wyższe stopy itd....
          chciałem tylko pokazać w którym miejscu jestesmy by tym którzy są na styk
          uswiadomić zagrożenia
          • Gość: ej Re: Bańka spekulacyjna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.06, 18:26
            Wszystkim mądralom tu się udzielającym opowiem pewną historię.
            2 lata temu postanowiłem kupić małe mieszkania w starym bloku, ale w centrum
            miasta, albo blisko centrum. Wszyscy jak jeden mąż mi to odradzali, a to że
            ceny teraz wysokie, że wartość przeszacowana, że zmowa banków, że zmowa
            dziennikarzy, że zmowa deweleperów i że ceny na 1000% procent spadną. A było to
            tuż przed wejściem Polski do uni, gdzie rzeczywiście ludzie brali co popadnie.
            Ja jednak kupiłem 36m2 na Mokotowie, w wielkiej płycie, na 8 piętrze, za 125
            000zł, biorąc kredyt na 80% wartości.
            Przez te dwa lata nie zrobiłem w mieszkaniu nic, oprócz odmalowania, a w
            zeszłym miesiącu to samo mieszkanie sprzedałem za 177 000zł (sprzedałem w ciągu
            tygodnia od dnia ogłoszenia w gazecie, z hipoteką w KW).
            No i co wy na to, mądrale?
            • samentu Re: Bańka spekulacyjna 13.01.06, 18:35
              ba tylko że post mój kierowałem nie do inwestorów, którzy zarabiają na obrocie
              nieruchomosciami
              tylko do zwyczajnych konsumentów kredytów w celach zaspokajania własnych potrzeb
              mieszkaniowych:)
              ps.
              jakbys poczekał jescze z rok sprzedałbys z wiekszym zyskiem więc Twój interes
              bardzo imponujący nie jest i nie ma powodów do chwalenia się
              • Gość: ej Re: Bańka spekulacyjna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.06, 18:57
                a jaki tam ze mnie inwestor?!
                po prostu dziecko się pojawiło :-) i te 36m troche przyciasne.
                Sprzedałem , a teraz kupuję 54m też w wielkiej płycie. I jakbym słuchał takich
                mądrali jak ty to pewno nadal bym siedział w wynajmowanej kawalerce.
                Deweloperka mnie nie iteresuje bo potrzebuję mieszkania natychmiast, no i w
                mieście, a nie na jakichś Kabatach czy Tarchominie. Ze sprzedaży mi zostało 100
                000 to już na wkład własny starczy.
                No i znowu biorę kredyt we franku. Po prostu nie wymądrzaj się tak, bo nie masz
                pojęcia o czym piszesz.
                • samentu Re: Bańka spekulacyjna 13.01.06, 22:13
                  jak widać inwestowanie obarczone jest ryzykiem, które wywołuje frustracje i nerwy:P
                  kolego
                  Alchemia kupiona w zeszłym roku po 14 sprzedana za 152 policz sobie jakie przebicie
                  Gant po 5 PLN obecnie 35 PLN
                  akcje mają i wiekszą płynność i większą stope zwrotu
                    • samentu Re: Bańka spekulacyjna 22.01.06, 15:01
                      he he dziękuję za troske ale ja juz od Nowego Roku na kasie jestem
                      przeczekam górkę wchodząc tylko na DT a po odwrocie
                      krótka i już:)
                      ps.
                      info Wyborczej stare niestety, rynek wiedział już w sierpniu zeszłego roku (choc
                      przyznaje że nie znaliśmy wszystkich szczegółow przekretów Niebrzydowskiego)
      • Gość: Piotrek Re: Bańka spekulacyjna IP: *.chello.pl 14.01.06, 16:26
        samentu - Twój post jest niestety typowym gadaniem frustrata... Mam wrażenie,
        że nie bardzo masz kasę na kupno mieszkania i w ogóle na zdolność kredytową,
        albo po prostu boisz się coś zainwestować i chcesz do tego sobie dorobić
        ideologię.

        Oczywiście faktem jest, że ceny idą mocno w górę. Ale rynek nieruchomości
        trochę różni się od giełdy. Na giełdzie można inwestować w pojedyncze akcje,
        albo w cały rynek (np. poprzez kontrakty terminowe). Na rynku mieszkań kupuje
        się zwykle jedno mieszkanie, i to nie po to, by na nim zarobić, ale by w nim
        mieszkać.

        Oczywiście, można mieć taką jak Ty postawę, tzn. czekać aż ceny zaczną spadać.
        Tylko po pierwsze możesz się tego nie doczekać, a po drugie, nawet jeśli się
        doczekasz, to stracisz kolejne parę lat życia, mieszkając z mamusią...

        A życie niestety jest krótkie. Ty tu zajmujesz bardzo teoretyczne stanowisko
        długookresowe. Ale jak mawiał Keynes, jeden z największych ekonomistów, "w
        długim okresie wszyscy będziemy martwi". Długookresowe plany można i powinno
        się robić w skali MAKROekonomicznej, ale w pojedynczych życiach pojedynczych
        ludzi to się raczej nie opłaca.

        A poza tym generalizowanie w stylu "ceny będą spadać"/"ceny będą rosnąć"
        świadczy o słabej znajomości rynku. Na giełdzie tez jest tak, że nawet w czasie
        bessy na niektórych akcjach można dobrze zarobić. Przekładając to na
        mieszkania: jeśli chcesz kupić mieszkanie (nieważne czy do mieszkania, czy na
        inwestycję), to w każdej chwili, niezależnie czy jest hossa czy bessa, możesz
        znaleźć dobrą inwestycję. Tak naprawdę najważniejsza jest lokalizacja i
        perspektywiczność. Obecnie bardzo wygórowane są ceny mieszkań w centrum i
        mieszkań nowych. Te moga się zatrzymać a nawet spaść. Ale np. ceny mieszkań na
        przyszłej linii metra lub w miejscach, co do których poprawi się wkrótce
        skomunikowanie z centrum, będą rosnąć, zwłaszcza że jeszcze dziś są bardzo
        niedoszacowane (mówię tu np. o Żoliborzu i Bielanach w Warszawie, gdzie jest w
        miarę blisko do centrum, buduje się metro, a ceny są jeszcze znacznie niższe
        niż np. na dalekim Ursynowie).

        W każdym momencie można znaleźć dobrą inwestycję. Trzeba tylko trochę wysiłku.
        A reprezentowana przez Ciebie postawa w stylu "czekam na lepsze czasy" jest
        jedynie dowodem lenistwa i frustracji. Jasne, najłatwiej jest z góry założyć,
        że wszystko będzie źle, że złotówka się załamie, ceny mieszkań spadną i banki
        zaczną przejmować hipoteki, a ludzie bankrutować. Twoja sprawa, myśl w ten
        sposób, a kolejne 10 lat przemieszkasz z mamusią i tatusiem i dopiero wtedy
        będziesz sobie pluł w brodę. Zwłaszcza że pesymistyczna wersja, choć oczywiście
        możliwa, nie jest jedyną, a nawet nie jest najbardziej prawdopodobną, wersją
        przyszłości.
        • samentu Re: Bańka spekulacyjna 14.01.06, 20:29
          1. zdolność kredytową niestety mam i przez to jestem permanentnie molestowany ze
          strony mojego banku kolejnymi "super promocjami" kredytowymi,
          kredytu zresztą nie potrzebuję
          inwestuje codziennie (z wyłączenie weekendów i świąt bo GPW wtedy nieczynna
          niestety) od wielu lat i naprawdę nie ma we mnie strachu
          2. rynek nieruchomosci różni sie zasadniczo płynnoscia walorów i wynikającym z
          tego większym ryzykiem związanym z mniejszą dywersyfikacją inwestycji
          mówiąc wprost za 200 kilo PLN kupisz 1 mieszkanie, lub wiele akcji wielu spółek
          jeżeli nie trafisz w to mieszkanie to masz wtope po całosci, jak nie trafisz w
          jakąś spółke to reszta to odrobi
          a zauważ jeszcze że stopa zwrotu z kapitału na akcjach np w20 jest wieksza niz
          na rynku nieruchomosci, przy nizszym poziomie ryzyka wynikajacym z dywersyfikacji
          3. ja pisze o najblizszych 2 - 4 latach, trzeba było uwaznie czytać moje posty
          to nie jest długi okres,
          w skali mikro też mozna i nalezy sie kierować makroekonomia i teoria cyklu
          koniunkturalnego
          4. w casie bessy ceny spadaja a że niektóre akcje spadają mniej jiz inne a
          wyjątki nie spadaja nie zmienia to sytuacji że ogólny rynek leci w dół aż miło
          5. co do wyboru mieszkania i ważnosci lokalizacji pełna zgoda
          6. he he, ja nie czekam na lepsze czasy tylko na korektę
          a to z prostego powodu - sam mam zamiar kupic, ale
          - obecnie wszyscy wstrzymuja się z sprzedażą czekając na wyzsze ceny więc wybór
          wlokalizacjach przeze mnie wybranych jest niewielki lub żaden (niestety)
          - nawet gdyby cos sie pojawiło to cena jest tak absurdalnie wysoka że wprost
          odstrasza swoim absurdem (mieszkanie 60 m w WP np 200 tys.)
          - nie kupie żadnego towaru na górce bo bym się chyba spalił ze wstydu nie mówiąc
          o tym że znajomi zamordowaliby mnie smiechem
          nie ma nic bardziej upokarzajacego niz dobrowolnie załadować się w walor po
          najwyzszej z mozliwych cenie
          7. pisze wyłacznie o cyklu koniunturalnym i pokazuje w którym miesjcu jesteśmy
          zawsze w okresie euforii pojawiają się głosy takie jak Twój inwestorów
          twierdzacych że tym razem bessy juz napewno nie bedzie
          a jest ona zawsze bo kapitalizm od wieków rozwija sie cyklicznie
          a rynki (ten giełdowy, walutowy i nieruchomosci ) są ścisle zwiazane z sobą
          co zresztą sam zobaczysz jak w 2008/09 wejdziemy w bessę
          • Gość: Piotrek Re: Bańka spekulacyjna IP: *.chello.pl 14.01.06, 21:12
            Ale ja wcale nie napisałem, że hossa będzie trwać wiecznie, choć też nie
            uważam, że będzie bessa, może być pewne zahamowanie, ale raczej nie bessa.
            Zresztą jeśli uważasz, że korekta będzie za 2-4 lata, to pomyśl o ile jeszcze
            do tego czasu wzrosną ceny i czy korekta zniesie je do obecnego poziomu, czy
            może zatrzyma się wyżej?

            Rynek nieruchomości - będę mówił o Warszawie, bo tu mieszkam - ma tę cechę, że
            podaż jest mocno ograniczona. Np. mieszkań w centrum jest tyle ile jest i
            więcej nie będzie. Mieszkań w bliskich dzielnicach (Mokotów, Ochota, Żoliborz,
            bliska Praga) trochę się wybuduje, ale będzie to max kilka osiedli. Reszta
            będzie się budować na obrzeżach, a stamtąd jeszcze przez wiele, BARDZO WIELE
            lat dojazd będzie fatalny (szybkość budowy metra wszyscy znamy).

            Tak więc podaż DOBRYCH mieszkań będzie bardzo ograniczona. Tymczasem ludzie w
            Warszawie się rozmnażają, a co ważniejsze - mnóstwo ludzi z całej Polski
            zjeżdża do Warszawy i ten proces się nie zatrzyma. Efekt: popyt rośnie i będzie
            rósł.

            A że kredyty mogą podrożeć - tak, ale ludzie i tak będą przyjeżdżać do stolicy.
            Jeśli nie będą kupować, to będą wynajmować, a skoro tak, to bogatsi inwestorzy
            i tak będą kupować mieszkania, bo będą mogli zarobić na wynajmie. Popyt nie
            zgaśnie, bo zapotrzebowanie będzie zawsze, a jak jest zapotrzebowanie, to i
            pieniądze na jego realizacje też się znajdą, bo na takim zapotrzebowaniu zawsze
            będzie można zarobić. A poza tym uważam, że dochody ludzi bedą generalnie
            rosnąć, co może ograniczyć negatywny wpływ wzrostu kosztu kredytów.

            Czy mamy już oznaki końca hossy? Robiąc analogię do giełdy, można mieć
            wątpliwości. Faktem jest, że dużo się mówi i pisze w gazetach, ze ceny na pewno
            będą rosnąć, ale też nadal pojawia się mnóstwo głosów (czego i ta dyskusja jest
            dowodem), że ceny są przesadzone i nierealne. Optymizm nie jest jeszcze aż tak
            duży, jak to bywa na szczycie hossy. Poza tym właściciele mieszkań generalnie
            wstrzymują się jeszcze ze sprzedażą, więc i do rozpoczęcia "dystrybucji"
            jeszcze trochę brakuje. A pytanie, czy nastąpi ona za pół roku czy np. za 3
            lata, jest fundamentalne, bo przez 3 lata ceny mogą pójść bardzo w górę i
            ewentualna korekta nie wynagrodzi Ci kilkuletniego czekania.

            Podsumowując, należy podzielić rynek mieszkań na mieszkania dobre i te gorsze.
            W te dobre inwestować warto zawsze, teraz też, bo ich bessa nie dotknie. Te
            gorsze - owszem, są zagrożone, ale tu z kolei jest pytanie kiedy ta korekta
            będzie i czy faktycznie warto czekać.

            Pamiętaj też, że na rynku zarabiają ci, którzy WCHODZĄ na rynek, a potem
            WYCHODZĄ na górce. A nie ci, którzy NIE WCHODZĄ, tylko czekają na korektę.
            Zwłaszcza że na rynku nieruchomości nie ma krótkiej sprzedaży;)

            A tak w ogóle poza wszystkimi powyższymi rozważaniami - myślę, że przyjmujesz
            tutaj błędne podejście. Oceniasz kupno mieszkania praktycznie tylko jak
            inwestycję. Twoim kryterium jest to, by nie kupić na górce i by znajomi się nie
            śmiali, że przepłaciłeś.

            Tymczasem większości ludzi chodzi o to, by MIEĆ WŁASNE MIESZKANIE. A własne
            mieszkanie jest potrzebne teraz, a nie za kilka lat, bo mało kto chce czekać 5
            lat na ewentualny spadek cen i np. w tym czasie mieszkać kątem u rodziców. Na
            tym rynku podejmuje się decyzje na zupełnie innych zasadach niż na giełdzie.
            • Gość: kixx Re: Bańka spekulacyjna IP: *.acn.waw.pl 14.01.06, 22:21
              bardzo rozsadny wpis,choc moze moja ocena byc oczywiscie zbyt
              pochlebna,poniewaz podzielam poglady w nim przedstawione:)
              krotko podsumowujac to co napisono powyzej tez uwazam ,ze jesli chce sie czekac
              na istotna korekte to trzeba sie jednak nastawic na zakup mieszkania w wielkiej
              plycie i lub na obrzezach miasta
              jesli jednak nie chce sie zalowac straconego czasu i pieniadza to lepiej kupic
              teraz ewentualnie posilkujac sie w lokalizacji przyszlego mieszkania
              przebiegiem przyszlych linii metra
              • Gość: Roman Re: prawda o mieszkaniu. IP: 80.121.231.* 23.01.06, 14:37
                Wiem jedno:
                niedawno mozna bylo kupic nowe mieszkania w dobrym miejscu Warszawy po 3-4000.-
                PLN za m2 a obecnie przy Lowickiej na Mokotowie sprzedawano po 7-8000.- a przy
                Dobrej na Powislu - we wcale nie najpiekniejszym bloku i przy raczej sredniej
                lokalizacji podobno po 10-15.000.- PLN. Nie sa to jedyne przyklady,
                w Srodmiesciu i okolicy ceny beda rosly i zadna katastrofa kupujacym nie grozi.
                Gdybym mial inwestowac - to tylko w centrum W-wy. Na Nowym Miescie w budynkach
                powojennych mieszkania 20-30-letnie kosztuja dzis 9-10.000.- PLN za m2, jesli
                sie w ogole tam cos pojawi (ostanio niestety stracilem taka okazje).
                Nie wiem skad tyle jadu wobec tych, ktorzy krytykuja GW za to, ze pisze prawde.
                Mieszkac i zyc normalnie trzeba juz, bo w dalekiej perspektywie - wszyscy
                bedziemy martwi. Albo za starzy by cieszyc sie zyciem.
                Pozdrawiam myslacych realnie.
            • Gość: Renata Re: Bańka spekulacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.06, 22:59
              Gość portalu: Piotrek napisał(a):

              >Rynek nieruchomości - będę mówił o Warszawie, bo tu mieszkam - ma tę cechę, że
              >podaż jest mocno ograniczona. Np. mieszkań w centrum jest tyle ile jest i
              >więcej nie będzie.

              Powtarzasz to, co Ci nakładli do głowy w gazetach lobbujących na rzecz
              deweloperów. Chciałoby się powiedzieć: "Nie mów do mnie Gazetą Wyborczą".
              Ja pracuje w centrum, dokładnie przy Grzybowskiej. 6 lat temu nie było tam:
              Hotelu Westin, hotelu Radisson, 2 biurowców naprzeciwko parku Saskiego, 2
              budynków mieszkalnych plus buduje sie jeden kolejny. W Warszawie jest mnóstwo
              działek, tylko jest problem z ich własnością i planami zagospodarowania. Powoli
              problemy te są rozwiązywane. Nie znam innej stolicy europejskiej, gdzie centrum
              byłoby tak luźno zabudowane. A co powiesz na wielkie pola za dworcem
              południowym, po lewej stronie Alei Wilanowskiej. Olbrzymie pola prawie w
              centrum miasta. Co powiesz na wszystkie ogródki działkowe w całej Warszawie,
              które kiedyś zostaną sprywatyzowane?
              Nie wspomnę już o hektarach między Wilanowem i Powsinem i wielu, wielu innych
              lokalizacjach. To, ze przyzwyczaiłeś się, że przy ulicy jest kawałek skwerku,
              nie oznacza, że tam będzie skwerek po wsze czasy. Powtarzam: w centrum jest
              mnóstwo działek i mnóstwo można jeszcze wybudować o obrzeżach Warszawy nawet
              nie wspomninam. Ale to właśnie dlatego, że ludzie powtarzają takie informacje,
              bez chwili refleksji, dochodzi do takiego amoku, jak obecnie.
              Obserwuje to z boku, bo mamy mieszkanie, może gdybym nie to, tez bym sie dała
              się ponieść emocjom ale może właśnie z boku lepiej się widzi pewne sprawy.
              • Gość: Piotrek Re: Bańka spekulacyjna IP: *.chello.pl 15.01.06, 00:32
                Jak pisałem, co do obrzeży miasta się zgadzam, ale co do centrum to jednak się
                mijamy. To że powstanie ten czy inny biurowiec nie będzie mieć wpływu na rynek
                mieszkaniowy. Przypatrz się co się dzieje na rynku pracy: tysiące ludzi
                przybywają do Warszawy z całej Polski i osiedlają się tu. To jeszcze długo się
                nie zmieni. Centrum Warszawy jest małe i oprócz metra i paru linii tramwajowych
                trudno do niego szybko dojechać w godzinach szczytu. Tak więc dobrych
                lokalizacji w Warszawie jest mało.

                Piszesz o problemach z własnością, i że są one "powoli rozwiązywane". Problem w
                tym, że trzeba położyć nacisk na słowo "powoli". Ogródki działkowe? To
                faktycznie może być pewien potencjał, ale:
                - po pierwsze musi zostać uchwalona odpowiednia ustawa - PiS przed wyborami
                proponował coś takiego, tzn. wykup za 5% wartości przez działkowiczów,
                - a po drugie, jeśli to nawet zostanie uchwalone (sam na to liczę, bo mam
                działkę i chętnie bym ją wykupił za 5% i opchnął za 100% wartości:))) - to i
                tak zanim wszyscy działkowicze na danym terenie się dogadają, co z tym zrobić,
                minie dobre kilka-kilkanaście lat.

                Skwerki i małe parki - fakt, jest ich sporo także w centrum, ale wątpię, żeby
                ktoś pozwolił na ich likwidację. Dużo zieleni to jest jeden z atutów Warszawy,
                na który często zwracają uwagę przyjeżdżający tu cudzoziemcy. Bezsensem byłoby
                ich likwidowanie na rzecz nowych budynków.

                Tak więc prawdą jest, że pola wokół Warszawy jest dużo. Ale centrum po prostu
                zawsze będzie drogie i śmiem twierdzić, że za kilka lat ceny na obrzeżach się
                ustabilizują lub nawet spadną, ale ceny w centrum będą rosnąć nieprzerwanie.

                Kalkulacja jest prosta: powierzchnia centrum w porównaniu do powierzchni całej
                Warszawy jest mała. Ilość mieszkań blisko stacji metra w porównaniu z ogólną
                ilością mieszkań w Warszawie jest mała. A jak czegoś jest mało, to zawsze
                będzie miało wysokie ceny. Dopóki nie zbuduje się w stolicy dużej sieci metra -
                czyli w przeciągu co najmniej najbliższych 50 lat - nie będzie wielkich zmian w
                tym zakresie. A ludzie napływać będą cały czas.

                I nie opowiadaj o tym, że ktoś mi coś nakładł do głowy, bo ja GW praktycznie
                nie czytam, a mówię to, co sam widzę. Rozumiem głosy ludzi, mówiących o
                wysokich cenach - jeśli ceny szybko rosną, to naturalnie się przeciw temu
                buntujemy. Ale szybki wzrost nie zawsze oznacza zbyt szybki. Łatwo jest mówić
                innym: nie kupujcie teraz mieszkań, poczekajcie kilka lat, zwłaszcza jeżeli
                samemu nie ma się problemu mieszkaniowego. Problem w tym, że jak ktoś posłucha
                takich rad, to straci parę lat, a wcale nie musi się doczekać spadku cen (a
                jeśli chce mieszkać naprawdę w dobrym miejscu Warszawy, to na pewno się nie
                doczeka).
                • samentu Re: Bańka spekulacyjna 15.01.06, 01:03
                  1. miejsca w centrum Warszawy jest mimo wszystko trochę, może nie koniecznie na
                  prawym brzegu ale jest (port praski np.)
                  2. skończy się rynek biurowców to devaloperzy przekształca je w apartamentowce
                  pomysl ile w centrum można stawić 70 piętrowych apartamentowców?
                  ile to mieszkan będzie?
                  wysokie apartamentowce to standart na rynkach azjatyckich (to że u nas jeszcze
                  ich nie ma wyniki tylko z zacofania RP)
            • samentu Re: Bańka spekulacyjna 15.01.06, 00:57
              1. nie ma czegos takiego jak zachamowanie, jest konsolidacja czyli brak wzrostów
              lub spadków na górce albo na dołku ale ceny zlecą bo muszą
              jakbys czytał mnie dokładnie (choć byc może nie rozumiesz też tego co pisze -
              nie każdy jest ekonomistą) tobyś wiedział że okres tego wychamowania wzrostu cen
              jest właśnie przed nami (konsolidacja dystrybucyjna na górce)
              a wiąże się to z kilkoma zjawiskami
              - kurs osiągnął juz swoje apogeum, więcej nie wzrośnie więc nowi nie nabędą
              zdolności kredytowej
              - ci którzy juz mieli mozliwość kredyt wzięli, reszta zdolności mieć nigdy nie
              będzie miała, 17% bezrobocie + znikoma konsumpcja wewnetrzna oznacza że tak
              naprawdę dochody ponad przeciętne mają tylko ludzie zatrudnieni w zachodnich
              firmach, monopolach lub firmach eksportujących - ilościowo nie jest to liczne
              stadko, więc banki nawet jakby bardzo chciały nie znajdą nowych chętnych na nowe
              kredyty
              - nawet wzrost PKB pow 5% (co samo w sobie należy do poboznych życzeń) nie
              pomoze ze wzgledu na taka a nie inną strukturę dystrybucji
              - wiele kapitału w nieruchomościach to kapitał zachodni, rentownośc tych
              inwestycji zalezy własnie od kursu, więc osłabienie złotówki będzie cieło zyski
              City i wymusi ewakuacje zachodnich inwestorów zresztą nie tylko z rynku
              nieruchomosci
              2. czy korekta zniesie do obecnego poziomu? oczywiście że nie, żeby zniosła to w
              te 2 - 3 lata ceny musiały by wzrosnąć o 30 - 40% a to nie jest mozliwe wobec
              powyzszego, więc z pewnoscią ceny zjadą do poziomu z 2003 lub nawet jeszcze
              niżej (obliczyć zakres spadku mozna przy pomocy analizy technicznej jak ten
              spadek się zacznie)
              3. podaż jest mocno ograniczana nie ograniczona, devaloperzy, którzy zresztą są
              dobrymi znajomymi radnych wcale a wcale nie naciskają na tych ostatnich coby
              powstawały nowe plany zagospodarowania, mało planów = wysokie ceny/zyski =
              wysoki dochód devalpoera, który w podzięce wpłaci w obywatelskim poczuciu
              obowiązku działke na konto wyborcze radnego (a wybory tuż)
              4. rzecz w tym że ludzie masowo kupują każdy chłam który devaloper im
              wyprodukuje, bez mrugniecia okiem płacą za cegłę, która co najwyżej jest
              pustakiem - choć najczęściej to sam beton jest (wiadomo czas się liczy a beton
              wylać łatwiej niż stawiać powoli sciany z cegieł), o lokalizacjach nie mówię już
              bo w Poznaniu nowe bloki powstały w odległości 5 metrów od torów i też ludziska
              kupili!:)
              5. he he ludzie akurat to się nie rozmnażają, dlatego nasze osły sejmowe
              uchwalają nowe becikowe itd, jesteś mocno nie nabierząco
              Naród Polski wymiera!:) (co oczywiście jest normalnym zjawiskiem po eksplozji
              demograficznej musi przyjść implozja)
              6. co do popytu to chcieć wcale a wcale nie znaczy móc
              cała reszta społeczeństwa pracująca za 2000 max (czyli jakieś 85%) nie będzie
              nigdy posiadała zdolności kredytowej (takiej nie na styk)
              żeby zapewnić mieszkania dla tych ludzi państwo musi je zbudować
              budownictwo wielorodzinne z elementów prefabrykowanych, z działkami za friko
              wnoszonymi przez gminy tak by te 60 m budować po koło 100 - 110 tys PLN
              i nawet wtedy ludzi nie będzie stać na kupno takiego cuda, więc państwo będzie
              musiało sfinansować połowę kosztów i co najwyżej ściągać od lokatorów to w czynszu,
              cudów nie ma, tak problem mieszkaniowy rozwiązała Francja, RFN, Zjednoczone
              Królestwo czy Hiszpania
              tylko że do tego trzeba woli politycznej, a widać że Pisuar jedynie czym się
              interesuje to własną nieograniczoną władzą
              7. optymizm nie jest duży? toż to euforia, pęd jak do ostatniego promu!
              8. ja na rynek nieruchomości jestem zdecydowanie za leniwy, ta biurokracja to
              szukanie klienta na walor i jeszcze takie liche zyski
              nie, to nie dla mnie - zdecydowanie wole pozostać w handlu papierem:)
              9. ja mam czas, dużo pracy więc się jeszcze trochę pognieżdze z rodziną:)
              własnej narazie nie zakładam więc nic mnie nie pędzi
              co do ostatniego zdania jesteś w zupełnym błędzie
              wszystkie rynki funkcjonują według tych samych zasad - różnia się tylko
              płynnością walorów
              • Gość: Piotrek Re: Bańka spekulacyjna IP: *.chello.pl 15.01.06, 02:03
                Cóż, Twoja odpowiedź tylko potwierdza, że tkwisz w teorii...

                Akurat tak się składa, że też jestem ekonomistą i rozumiem, co do mnie mówisz.
                Tyle że skoro grasz tyle na giełdzie, to powinieneś wiedzieć, że analiza
                techniczna - bo do niej wciąż czynisz analogię - ma to do siebie, że co
                analityk, to opinia. Na każdym wykresie można zobaczyć formacje prowzrostowe i
                prospadkowe. A jak już się trzymamy analizy technicznej to podstawowa zasada
                jest taka, że trend trwa dopóki nie będzie sygnału sprzedaży. Na razie nie było
                nawet korekty, więc o sygnałach sprzedaży nie ma co mówić;) Do przebicia linii
                trendu jeszcze bardzo daleko. Ty masz teorię o rychłym spadku, ale to jest
                tylko jedna z teorii i jesteś po prostu zbyt pewny siebie.

                Twoje stwierdzenie, że "wszystkie rynki funkcjonują według tych samych zasad -
                różnia się tylko płynnością walorów", jest tak naprawdę puste, bo właśnie skoro
                płynność jest różna, to i zasady muszą być różne. Ale tutaj różnica jest w
                ogóle inna. Nie o płynność tu chodzi. Chodzi o to, że w akcje inwestujesz po
                to, by zarobić. By drożej sprzedać. A mieszkanie kupujesz po to, by w nim
                mieszkać. Akcje jako takie nie są Ci potrzebne, a mieszkanie niestety tak.
                Dlatego też motywy podejmowanych inwestycji są różne.

                Generalnie to współczuję Ci, skoro mówisz:

                > 9. ja mam czas, dużo pracy więc się jeszcze trochę pognieżdze z rodziną:)
                > własnej narazie nie zakładam więc nic mnie nie pędzi
                >

                Współczuję, bo sam miałem takie podejście zbyt długo i żałuję, że nie
                zdecyodwałem się na własne mieszkanie wcześniej. Nawet jeśli wiąże się to z
                dużym obciążeniem finansowym, to naprawdę warto. Życie jest krótkie i są w nim
                znacznie ważniejsze rzeczy, niż pieniądze. Ty - sądząc po Twojej sygnaturze -
                pewnie jeszcze do tego nie doszedłeś, ale im szybciej dojdziesz, tym lepiej dla
                Ciebie.

                Tak czy inaczej, wracając do tematu - najwyraźniej różnimy się w prognozach.
                Nie wierzę, by ceny kiedykolwiek spadły do poziomu z 2003 r. Ty wierzysz. Kto
                ma rację, zobaczymy. Niezależnie od tego jak będzie, ja i tak jestem do przodu
                bo mam własne mieszkanie i mogę normalnie żyć. To jest znacznie ważniejsze od
                trendu cen mieszkań.

                Pozdrawiam
                • al9 dawno nie czytałem takich bzdur..... 16.01.06, 15:39
                  wychamowania wzrostu cen
                  jest właśnie przed nami (konsolidacja dystrybucyjna na górce)
                  a wiąże się to z kilkoma zjawiskami
                  - kurs osiągnął juz swoje apogeum, więcej nie wzrośnie więc nowi nie nabędą
                  zdolności kredytowej
                  -----------------------------
                  a ciekawe skąd te wiadomości??? Bo wielu ekonomistów uważa ze wręcz
                  przeciwnie... To raz. A dwa - miliony ludzi ma zdolność kredytową - a jeszcze
                  sie nie zdecydowało na kredyt. Ale juz wkrótce sie zdecyduja, nie martw się..

                  - ci którzy juz mieli mozliwość kredyt wzięli, reszta zdolności mieć nigdy nie
                  będzie miała, 17% bezrobocie + znikoma konsumpcja wewnetrzna oznacza że tak
                  naprawdę dochody ponad przeciętne mają tylko ludzie zatrudnieni w zachodnich
                  firmach, monopolach lub firmach eksportujących
                  -------------------------------------

                  dawno nie czytałem podobnych bredni. Moi Klienci (jeestem pośrednikiem
                  nieruchomości z miasta 450 tys - sa nauczycielami, rzemieślnikami, małymi
                  przedsiebiorcami, sprzedawcami w hipermarketach, .....

                  -
                  - nawet wzrost PKB pow 5% (co samo w sobie należy do poboznych życzeń) nie
                  pomoze ze wzgledu na taka a nie inną strukturę dystrybucji
                  - wiele kapitału w nieruchomościach to kapitał zachodni, rentownośc tych
                  inwestycji zalezy własnie od kursu, więc osłabienie złotówki będzie cieło zyski
                  City i wymusi ewakuacje zachodnich inwestorów zresztą nie tylko z rynku
                  nieruchomosci
                  ------------------------------------
                  gdzie ten kapitał zachodni? w szeregowcach w Radomiu? W wiezowcach w Zabrzu? w
                  działkach na Podlasiu??? Kapitał zachodni jest w Warszawie, Krakowie i moze
                  Trójmieście.. A kwotowo? to smieszne liczby.
                  Nieruchomości drożeja i drożec będą . Jeszcze 5-7 a może i 12 lat. Dlaczego? Bo
                  nieruchomosci jest za mało i za mało sie buduje. W Polsce na 1000 mieszkańców
                  jest 302 mieszkania czy domy. We Francji 470 na 1000. U nas sie buduje 6
                  mieszkań na 1000 mieszkańców - we Francji 9. Deficyt jest gigantyczne - a więc
                  nieruchomości sa za tanie. I dlatego ceny bedą nieustannie rosły.


                  Piotrek ma rację. twoje analizy kupy sie nie trzeymaja w ogóle
                  al9
                      • Gość: zainteresowany Re: do pawła33 IP: *.vc.shawcable.net 17.01.06, 07:14
                        mieszkam za granica w miescie gdzie ceny mieszkan wzrosly nagle w ciagu 3 lat o
                        100 do 150%.
                        obserwuje ceny mieszkan w warszawie i wydaje mi sie ze ich wzrost jest wynikiem
                        dosc naturalnym.
                        w polsce nagle ludzie zaczeli rozumiec sens slowa "lokalizacja".
                        kiedys mieszkania na starowce mozna bylo kupic za grosze, obecnie ceny ida w
                        gore i beda szly. bogatych jest coraz wiecej, mieszkan nie bedzie wiecej.
                        ludzie robia sie coraz bogatsi na siermiezna polska skale.
                        wejscie do unii spowodowalo ze ceny z 2003 nie wroca.
                        kolega moze miec nadzieje jednak obserwujac podobne mechanizmy poza granicami
                        kraju jestem pewien ze ceny w wawie nie spadna.
                        • Gość: Paweł33 Re: do pawła33 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.06, 08:34
                          Gość portalu: zainteresowany napisał(a):

                          > bogatych jest coraz wiecej

                          Może wróć do kraju i zorientuj się trochę w sytuacji. W tej chwili w Polsce
                          jest 3% ludzi, którzy są w stanie odkładać więcej niż 500 zł miesięcznie.
                          Kredyty, które biorą ludzie będą okupione długimi latami wyrzeczeń i odmawiania
                          sobie wszystkiego. Jesteśmy na 2-gim miejscu od końca w UE pod względem
                          zamożności. Porównywanie nas do Francji czy Anglii, to paranoja. Jeśli
                          przyjdzie załamanie koniunktury a w gospodarce rynkowej to rzecz normalna, gdy
                          ludzie zaczną tracić pracę, to będą sprzedawać te mieszkania ze stratą. Ja
                          akurat b. dobrze zarabiam. Mam 2 mieszkania a 3-cie malutkie właśnie
                          sprzedałem. Ale ludzie, którzy mają dobre dochody nie kupują teraz, teraz jest
                          czas dla frajerów. Ja poczekam az ci, którzy teraz się zarzynają, będą
                          sprzedawać te mieszkania za grosze.
                          Acha... pracuje w banku i wiem, co mówię.
                          • Gość: al9 jestem mądry, bogaty, pracuję w banku IP: *.com / *.teleton.pl 17.01.06, 09:28
                            Pracujesz w banku i wiesz co mówisz? To nie wiesz ze kredyty hipoteczne to
                            najbezpieczniejszy produkt? Że pomijalnie mało ludzi, nawet gdy traci pracę
                            przestaje obsługiwac spłatę? Że pomimo złego prawa egzekucyjnego banki
                            praktycznie nie musza sięgacd po te narzędzia? Ze na lata 2006-2009 KAŻDY bank
                            prognozuje wzrost rynku kredytów hipotecznych o 30-40 % rocznie? jak? nagle
                            zaczna budować więcej? Nie. Wzrosna ceny. Co Ty robisz w tym banku? Chyba nie
                            chce wiedzieć...
                            al9
                            • Gość: Dorota Re: jestem mądry, bogaty, pracuję w banku IP: 217.153.150.* 17.01.06, 11:13
                              Poznaj opinie innego bankowca.
                              To prawda, ze kredyty hipoteczne to najbezpieczniejszy produkt. DLA BANKU!!!
                              Ale dyskusja nie jest o tym czy banki powinny kredytowac czy nie, tylko czy
                              ludzie powinni teraz kupowac czy nie.
                              Rozumiem,ze Ty jestes posrednikiem i zyczylbys sobie zeby ciagle byl taki ped
                              na mieszkania, bo wtedy zarobisz. Jesli znasz rynki nieruchomosci w innych
                              krajach, to wiesz, ze podlegaja takim samym wahaniom koniunktury jak wszystko.
                              I do tego nierozerwalnie zwiazane sa z koniunktura calej gospodarki. Otoz
                              zgadza sie, ze wartosc mieszkan w dlugiej perspektywie bedzie rosnac, to
                              wszyscy wiedza. To tak jak z gielda - jesli inwestujesz dlugoterminowo to
                              zarobisz tak czy inaczej. Ale po co inwestowac gdy jest szczyt hossy i potem
                              czekac 3 lata aby wyjsc na zero. I mysle, ze o to chodzi w tym watku.

                              Czy wiesz dlaczego jest tak potworny zastoj na rynku samochodowym obecnie? Bo
                              to biedny kraj jest...
                              Czy wiesz dlaczego inwestuja u nas wielkie koncerny zagraniczne. Bo tu jest, i
                              jeszcze przez wiele lat bedzie, tania sila robocza....
                              Wiec nieruchomosci na Marszalkowskiej nie moga kosztowac tyle ile na Champs-
                              Elysees.
                              • herox Re: jestem mądry, bogaty, pracuję w banku 17.01.06, 11:32
                                Jak w szczycie każdej bańki spekulacyjnej niezależnie od rynku,
                                ludziom się wydaje, że oto właśnie znależli perpetum mobile na zarabianie
                                pieniędzy.
                                Takie są właśnie nastroje na rynku nieruchomości.
                                Nie trzeba być wielkim magiem, żeby przewidzieć jak to wszystko się skończy.

                                A co do teorii o najbezpieczniejszym produkcie dla banku, jakim jest kredyt
                                hipoteczny to chcę wam uzmysłowić, że jesteście w wielkim błędzie.
                                Teraz banki dają kredyty na 100-110% wartości nieruchomości, których wartość
                                rynkowa jest przeszacowana i ulegnie conajmniej 30% korekcie, gdy hossa się
                                zakończy. Jakie zabezpieczenie będą miały banki na swoich pieniądzach? Max. 60-
                                70%. A niech zaczną się co u niektórych problemy ze spłatą (kurs CHF, LIBOR) to
                                kto wtedy dopłaci brakującą różnicę?
                                Wbrew pozorom najmniej stracą na tym klienci, bo oni i tak nie zainwestowali
                                swoich pieniędzy więc nie swoje mieszkanie będą musieli oddać.
                                Developerzy obłowią się do czasu zakończenia hossy niemiłosiernie.
                                Jedynie banki wyjdą z pokaźnymi stratami - no ale w sumie same tego chciały.
                                Przecież same rozpętały ten owczy pęd dając kredyty na chorych warunkach i
                                ludziom, którzy nie powinni dostać kredytów w takiej wysokości.

                                Tak więc powtórzę jeszcze raz moją radę:
                                jak kupować mieszkanie to wyłącznie bez wkładu własnego - po co tracić własne
                                pieniądze.
                                • Gość: kixx Re: jestem mądry, bogaty, pracuję w banku IP: *.acn.waw.pl 17.01.06, 21:13
                                  tak a propos kursu CHF
                                  nie dalej niz tydzien temu czytalem analizy ,ze zloty nadal jest niedoszacowany
                                  i w dluzszej perspektywie czasu jego sila bedzie rosla
                                  jesli tak sie stanie,czesc z tego,co napisales bedzie sie nadawalo tylko do
                                  kosza na smieci
                                  ale z drugiej strony warto jednak przypomniec zalamanie rynku w
                                  Wlk.Brytanii,kiedy to sporo ludzi bylo zmuszonych opuscic wlasne,ale nie do
                                  konca splacone mieszkania.
                                  ci ktorych stac bylo na przeczekanie nie stracili,bo ceny po okresie zalamania
                                  zaczely powtornie rosnac,ale jesli nawet tak bogaty kraj,jak Wlk.Brytania
                                  doswiadczyl kryzysu,to Polska pewnie nie bedzie wyjatkiem
                                  Z tym,ze ja nadal twierdze,ze ceny mieszkan w korzystnych lokalizacjach nie
                                  spadna,ale sporym zagrozeniem jest zalamanie rynku pracy powodujace klopoty ze
                                  splata kredytow-wtedy czesc mieszkan kupowanych za kredyty z pokryciem na styk
                                  moze zostac zlicytowana
                                  ja dam jednak zupelnie inna rade niz Ty-jesli kupowac mieszkania z jak
                                  najmniejszym kredytem-w razie czego bedzie mozna cos dopozyczyc i sie jakos
                                  wykaraskac z klopotow ze splata
                                • Gość: czytac umowy ale bzdury opowiadasz IP: *.chello.pl 21.01.06, 20:49
                                  bank zabierze mieszkanie, sprzeda ale jesli kasa ze sprzedazy nie pokryje długu
                                  i kosztów windykacji to klient bedzie miał dalej zobowiazanie wysokosci
                                  róznicy. to nie jest tak ze bank sobie zabierze mieszkanie i klient juz jest
                                  rozliczony. róznice trzeba bedzie oddac i tak.
                            • Gość: Paweł33 Re: jestem mądry, bogaty, pracuję w banku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.06, 18:00
                              Drogi Alu, choc sam o sobie tego nie napisałem, to po Twoim stwierdzeniu
                              przychodzi mi do głowy tylko jedno: lepiej być mądrym i bogatym niż głupim i
                              biednym...
                              Znałem pewnego posrednika nieruchomości w Paryżu, pod koniec lat
                              osiemdziesiątych, kiedy tam był kryzys na rynku nieruchomości, chłopina został
                              kierowcą w firmie przewozowej. Moze i Ty byś sie rozejrzał za jakimś konkretnym
                              zawodem zamiast zaklinać rzeczywistość i liczyć na niebotyczne zyski z
                              nieruchomości.
                              • Gość: al9 moze i gupi, ale biedny? IP: *.com / *.teleton.pl 17.01.06, 18:23
                                może i jestem głupi, ale biedny? Gdzie tak napisałem? nie wiedziałeś, że
                                posrednicy zarabiaja miliony? a bedą zarabiać jeszcze więcej, wiesz? bo my
                                zarabiamy na kazdym rynku.I dzis i za 10 lat. A za 10 lat bedziemy
                                multimilionerami.

                                milioner al
                                ps.po tym krachu banki tez zaczna zwalniac.. Wiesz od kogo zaczną?
                                • atomik2 Re: moze i gupi, ale biedny? 21.01.06, 01:03

                                  Będziecie być może zarabiać swoje miliony, ale pod JEDNYM warunkiem.
                                  Że ludzie nie nauczą sie was omijać. Ci którzy mają nieco oleju w głowie, a
                                  oprócz tego wiedzą że wasze marże są niezasadnie wysokie w odniesieniu do
                                  jakości usług jaką większość z Was oferuje, już dzisiaj sprzedają i kupują
                                  mieszkania czy domy BEZ WASZEGO POŚREDNICTWA, np. poprzez serwisy ogłoszeń
                                  internetowych, listy dyskusyjne czy fora jak to. A w epoce rozwoju technik
                                  komunikacji jest to bardzo prawdopodobne, że ludzie których stać na kupno
                                  mieszkania to jednoczesnie ci, którzy umieją się tymi technikami komunikacji
                                  posługiwać.
                                  Nie jest przecież tajemnicą, jak poszukiwane są ogłoszenia o sprzedaży
                                  bezpośrednio czy kupnie bezpośrednio. Tego się właśnie naprawdę boicie, jako
                                  środowisko pośredników nieruchomości. Dlatego każdą rozmowę zaczynacie od próby
                                  wymuszenia na każdym kliencie umowy na wyłączność. Mam nadzieję, że będzie coraz
                                  mniej klientów którzy dadzą się na takie umowy naciągać.
                                  Wszystko zmiennym jest, giełdy, waluty, nieruchomości, a nawet sielankowy los
                                  posredników nieruchomości.




                                  • Gość: al9 do atomika IP: *.chello.pl 22.01.06, 20:03
                                    Atomiku sympatyczny!
                                    Internet nie jest miom wrogiem, alke sojusznikiem. Dzis 100% Klientów ma ze
                                    swoich stron. inwestuję w nie ogromne pieniądze i strony np gratki NIGDY takie
                                    nie będą.. To raz. Dwa, to ludzie nie mają czasu. Moi Klienci są świetnie
                                    przygotowani do dokonania transakcji samemu, ale nie robią tego. Wolą wynajć
                                    mnie. Bo selekcji dokonam za nich, sprawdzę ich zdolność kredytową, zajmę się
                                    negocjacjami, wywalczę niższą cenę, pomogę w kredycie. A umów na wyłączność z
                                    Klientami kupujacymi w ogóle NIGDY nie podpisujemy...
                                    Mamy co robić i my pośrednicy i Ci którzy wolą kupować sami. Ale tych
                                    pierwszych przynajmniej w moim mieście jest coraz więcej.
                                    :-)
                                    Pozdrawiam
                                    al
                            • Gość: ro Re: jestem mądry, bogaty, pracuję w banku IP: 80.121.231.* 23.01.06, 14:59

                              Tak, to prawda. Ktos z mojej rodziny pracuje w banku i potwierdza w pelni
                              taka orientacje bankow warszawskich. Popyt na kredyty wzrosnie w najblizszych
                              latach przede wszystkim poprzez wzrost cen mieszkan. Ryzyko bledu jest
                              minimalne.
                              Moze poza Warszawa tendencja wzrostowa nie jest taka wyrazna ale Warszawa ja
                              ma i stale bedzie miala. Do Warszawy ciagna zamozniejsi ludzie z wielu innych
                              miast a takze wielu obcokrajowcow. I ci beda chcieli mieszkac w dobrych
                              miejscach. Za takie miejsca pedzie sie placic coraz wieksze pieniadze, bo ich
                              nie przybywac nie bedzie, natomiast ilosc chetnach - i owszem. Nie wazne czy
                              na kredyt czy za gotowke. Ci, ktorzy pisza o oczekiwanych spadkach wyrazaja
                              tylko swoje nadzieje lub marzenia.
                          • Gość: wujek Re: do pawła33 IP: *.in-addr.btopenworld.com 17.01.06, 15:32
                            Przecedzajac wypociny ekonomistow amatorow natknalem sie na Pana wypowiec z
                            ktora sie zgadzam. Uwazam, ze Pan ma racje poniewaz doswiadzylem krach w wielki
                            miesci zachdniej europy a scenariusz byl podobny do polskiego. Wyjscie z
                            kryzysu zajelo 10 lat a ceny spadly 70%, najwiecej w poprzednio najtanczych
                            dzielnicach. Kredytobiorca jednak zostal dluznikiem banku az splacil ta roznice
                            miedzy cana kupna a sprzedazy nieruchomosci na aukcji, jezeli chcial pozbyc sie
                            nieruchomosci. Moze w Polsce tak sie nie wydazy ale bardz, bardzo w to watpie.
                            Wystarczy znaczny wzrost stop procetowych lub maly kryzys na rynku pracy.
                            • janu5 O jakim mieście Europy mowisz? 17.01.06, 15:49
                              >Uwazam, ze Pan ma racje poniewaz doswiadzylem krach w wielki
                              >
                              > miesci zachdniej europy a scenariusz byl podobny do polskiego. Wyjscie z
                              > kryzysu zajelo 10 lat a ceny spadly 70%, najwiecej w poprzednio najtanczych
                              > dzielnicach. Kredytobiorca jednak zostal dluznikiem banku az splacil ta
                              roznice
                              >
                              > miedzy cana kupna a sprzedazy nieruchomosci na aukcji, jezeli chcial pozbyc
                              >sie nieruchomosci.

                              Nie bardzo rozumiem dlaczego nie podałeś nazwy miasta ani daty krachu.
                              Dopóki tego niepodaż nikt nie będzie w stanie zweryfikowac twojej wypowiedzi
                              jesteś więc niewiarygodny.
                                  • atomik2 Re: O jakim mieście Europy mowisz? 21.01.06, 01:14
                                    Tymczasem przykład spoza Europy, zanim Wujek odpowie.
                                    To Tokio. Koniec lat 80-tych to szalony rozwój budownictwa wraz ze wzrostem cen
                                    np. mieszkań w Japonii. Ceny wywindowane do b. wysokiego poziomu. Mnóstwo ludzi
                                    kupiło wtedy mieszkania na górce, bo też sądzili, że będą jeszcze droższe. A w
                                    latach 90-tych wystąpił kryzys na rynku nieruchomości. Ceny poleciały ostro w
                                    dół, wielu ludzi pozostało ze spłatą kredytów większych, niż aktualna wartośc
                                    mieszkań.
                                    W Tokio akurat jest cieplejszy klimat i od biedy można zamieszkać pod mostem
                                    (widać tam sporo ludzi rozłożonych ze swoimi dobytkami w różnych dziwnych
                                    miejscach - widziałem to, gdy kilka lat tam mieszkałem.
                                      • samentu Re: O jakim mieście Europy mowisz? 21.01.06, 16:50
                                        tzn. kasa z Unii będzie bezposrednio płynela do portfela Polaków???
                                        to nie jest żadna zapomoga socjalna tylko kasa na inwestycje
                                        trzeba mieć własny wkład żeby dostać cokolwiek
                                        a prosze zobaczyć jakie my juz teraz mamy problemy z własnym wkładem
                                        a jakie mieć bedziemy gdy za 2 -3 lata zacznie sie recesja w gosp.?
                                      • atomik2 Re: O jakim mieście Europy mowisz? 21.01.06, 19:23
                                        Gość portalu: ciekawy napisał(a):

                                        > problem polega na tym ze japonia wtedy przezywala krach ekonomiczny, chyba
                                        > najgorszy po II ws,

                                        To nie tak, że Japonia przeżywała WTEDY krach ekonomiczny. Ten kryzys ZACZĄŁ SIĘ
                                        od krachu w budownictwie, znacznie przegrzanym i z napompowaną właśnie w tej
                                        branży bańką spekulacyjną. Pojawiły się problemy z obsługą kredytów budowlanych,
                                        potem z wypłacalnością dłużników z branży budowlanej, potem problemy zaczęły
                                        mieć banki i dalej cała gospodarka. Do obecnych czasów banki nie uporały się ze
                                        złymi długami, podstawową zmorą obecnie gospodarki japonskiej, jak się słyszy.
                                        Czyli pęknięcie bańki w budownictwie pociągnęło za sobą całą gospodarkę. Kraj
                                        kwitnącej wiśni zamienił się w kraj więdnącej wiśni (choć wiśnie nadal kwitną),
                                        i nawet stopy procentowe 0.1 % (jedna dziesiata procenta !!!) nie pomagają w
                                        zakończeniu recesji.



                            • Gość: olo Re: do pawła33 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.01.06, 15:52
                              he he, to dobre. Wszyscy jestesmy ciekawi w jakim to mieście zachodniej europy
                              przeżyłeś ten krach, gdzie ceny spadły o 70%. Może podasz przynajmniej państwo.
                              Nie zdziwię się, jeśli już się nie pojawisz w tym wątku, bo nie ma takiego
                              miasta, ani państwa, gdzie ceny nieruchomości spadają o 70% (cywilizowany kraj,
                              bez wojen, demokracja, kapitalizm), ale z niecierpliwością czekam na odpowiedź.

                              A tak na marginesie, to prawdziwy popyt na mieszkania zacznie się dopiero
                              wtedy, kiedy bezrobocie u nas spadnie do porównywalnego w europie. Na razie to
                              mamy zastój w nieruchomościach, :-).
      • janu5 Mieszkania są ciagle tanie ale wciąż za drogie 17.01.06, 12:27
        To nie jest błąd w tytule. Mieszkania w Polsce sa ciagle tanie ale wciąż za
        drogie. Ciagle tańsze w porównaniu do cen za m2 w tzw starej europie ale za
        drogie na kieszeń przeciętnego Kowalskiego. Mamy tu dwie ceny jedna bezwzględna
        ta ciagle jeszcze jest mniejsza niż na zachodzie Europy i cena względna
        odniesiona do średnich dochodów Kowalskiego.
        Ktoś tu podawał link z którego wynikało ,że przeciętna cena mieszkania na rynku
        wt ornym w Berlinie to 1700EU czyli jakieś 6500zł/m2 cena w Warszawie będzie
        4000zł/m2 ,a w trójmieście 3000zł/m2 ( mówię o rynku wtórnym) czylijest spory
        zapas na wzrosty. Natomiast te 1700EU to jest około 0.5 tego co przeciętny
        berlińczyk dostaje na rekę natomiast 4000zł to jest 2 razy tyle co przeciętny
        warszawiak dostaje na rekę. Wniosek w Warszawie mieszkania sa 4 razy droższe
        niż w Berlinie ( względnie ) i jednoczesnie 1.6 tansze niż w Berlinie
        bezwzględnie. Jeżeli pomyliłem się w oszacowaniach to mnie skorygujcie ale
        wniosek będzie ten sam są jednoczesnie tansze i droższe.
        Co do meritum dyskusji zgadzam się ,że obecnie jest sztuczny tłok/ Mieszkania
        szybko drożały więc podaz zmalała bo potencjalni sprzedawcy licza ,że za rok
        sprzedadzą kilkadziesiąt procent drożej , a niektórzy kupuja na zasadzie lokaty
        kapitału więc wzrósł popyt. Tu zadziałał mechanizm udzielania kredytów o czym
        wielu już mówiło. Natomiast spokojna głowa niebędzie wielkiego tąpnięcia wsumie
        nikt niestraci. Banki wyjdą na swoje bo za parę lat te mieszkania od
        zbankrutowanych pechowców i tak sprzedadzą drozej ( nieznacznie ale zawsze) a
        na kredytach do tego czasu zarobią . Pechowcy przez ileś lat będa mieszkaliw
        ludzkich warunkach za cenę kredytu która jest jeszcze mniejsza niż cena wynajmu
        analogicznego lokum. Tak więc nikt nie straci.
        prognozy na przyszłość. Przez najbliższe 2 lat ceny mieszkań nadal będa rosły
        ale już nie tak szybko. Tapnięcie nastapi dopiero po wejsciu Polski do strefy
        EURO.
        Krach na rynku nieruchomości w całej EUROPIE spodziewany jest dopiero po 2050
        roku kiedy to zacznie spadac liczba ludności - normalnie będzie za duzo
        mieszkań.
      • frankhestain Re: Bańka spekulacyjna 20.01.06, 16:09
        i co z tego mieszkanie sie kupuje bo jest potrzebne tu i teraz kto sie
        zastanawia co bedzie za 5 10 15 lat może bedzie tak może inaczej

        bede mial kase bede placił nie bede to sprzedam kupie mniejsze albo do tesciow

        jezeli chodzi kupowaniejako inwestycje to niem biznesu bez ryzyka an a nawet

        nie ma zycia bez ryzyka chcesz miec pewny interes to założ lokate

      • Gość: gts Re: Bańka spekulacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 20:17
        herox napisał:
        >A co do teorii o najbezpieczniejszym produkcie dla banku, jakim jest kredyt
        >hipoteczny to chcę wam uzmysłowić, że jesteście w wielkim błędzie.
        >Teraz banki dają kredyty na 100-110% wartości nieruchomości, których wartość
        >rynkowa jest przeszacowana i ulegnie conajmniej 30% korekcie, gdy hossa się
        >zakończy. Jakie zabezpieczenie będą miały banki na swoich pieniądzach? Max. 60-
        >70%. A niech zaczną się co u niektórych problemy ze spłatą (kurs CHF, LIBOR)
        >to kto wtedy dopłaci brakującą różnicę?

        proste: KLIENT !

        >Tak więc powtórzę jeszcze raz moją radę:
        >jak kupować mieszkanie to wyłącznie bez wkładu własnego - po co tracić własne
        >pieniądze.

        to ma sens jak zapłacisz kilka pierwszych rat bez wiekszej pierwszej wpłaty...
        a jak później to już tracisz dużo wiecej własnej kasy....
        a bank i tak sciągnie z kilenta resztę kasy do całości zaciągniętego kredytu !!
        tego nie wiedziałeś ??
        CIEKAWE !!
        • Gość: MAXX Re: Bańka spekulacyjna IP: *.zgora.dialog.net.pl 20.01.06, 21:38
          Ludzie ,w nieruchomościach ważne są dwie rzeczy : lokalizacja i standard
          wykończenia- mieszkania "dobre" są drogie i będą jeszcze droższe ,
          mieszkania "kiepskie" są w mniejszych miastach tanie i kupowane tylko z
          przymusu -bo np: mlodzi gdzieś muszĄ MIESZKAC....wnioski- kupujcie te "dobre"
          mieszkania,działki, domki .....a na pewno w perspektywie 10-20 lat dużo
          zyskacie......uciekajcie tylko z gett bezrobotnych,biednych,patologii....
      • Gość: edekzfabrykikredek Re: Bańka spekulacyjna IP: *.wroclaw.mm.pl 21.01.06, 00:14
        Rynek nieruchomości rzeczywiście wydaje się przegrzanym.
        Jesteśmy mieszkaniowo strasznie wyposzczeni. Mamy od niedawna normalne kredyty.
        Podaż byłaby większa, gdyby nie ustawowe unieważnienie planów zagospodarowania
        przestrzennego, a nowe dopiero powstają. Ograniczyło to dostęp developerów do
        ziemi pod budownictwo.

        Dla rozładowania atmosfery proponuję anegdotę "w temacie".
        Jest na Dolnym Śląsku miejscowość z pagórkami. Nie mylić z kurortem,
        miejscowścia letniskową etc. Koło dużego siedliska znajomego wyodrębniona
        została kilka lat temu działka budowlana ca 10 a.
        Tuż przed naszym wejściem do UE oraz wejściem VAT na grunty, jako działka
        budowlana z pozwoleniem na budowę oraz przyłączem energetycznym została
        wystawiona na sprzedaż.
        Działka została sprzedana za pieniądze, które jeszcze kilka miesięcy wcześniej
        były czystym kosmosem. Sprzedający nawet po klepnięciu transakcji (a przed
        finałem u notariusza), dostawał kolejne, lepsze cenowo propozycje.
        Wstąpiliśmy do Unii. Nowy właściciel,w trakcie biegania po urzedach z aktem
        notarialnym dowiedział sie, że kupił .. kawałek łąki ze skrzynką energetyczną -
        do elektrycznego pastucha jak znalazł.
        Teraz jest juz nowy plan i mozna sie na tejże parceli budować. Jednak podobne
        działki są do kupienia na zauważalnie mniejsze pieniądze.
        Boom w budownictwie na pewno ma wpływ na polski wzrost gospodarzy.
        Jest wielu, którzy czarują budownictwo samospełniającymi się przepowiedniami.
      • forum_wyborcza Cenę mieszkania wyznacza zysk z wynajmu 21.01.06, 09:24
        Nie jestem gołodupcem bez zdolności kredytowej.
        Mam nie tylko swoje mieszkanie ale i pod wynajem (wszystkie już spłacone).

        Do 2004 roku zysk z wynajmu (minus czynsz, niezbędne remonty, media i okresy, kiedy mieszkanie stało puste) był na dość niskim poziomie, ale w stosunku do ceny mieszkań, można go było zaakceptować.

        Obecnie ceny mieszkań poszybowały w górę, a ceny mieszkań do wynajmu nie tylko nie wzrosły ale spadły.

        Kto bierze kredyt z myślą, że na raty zarobi na wynajmie (a tak namawiają doradcy), powinien sięgnąć po liczydło. ;-)


        A ci, którzy nie traktują mieszkania jak inwestycji, a po prostu muszą gdzieś mieszkać?

        No cóż, zacisną pasa, flaki i żyły wyprują, ale skoro wzięli hipotekę na górce spekulacyjnej, to muszą do emerytury spłacać.

        Nie będzie to pierwsza poważna korekta (nie chcę używać słowa krach) na młodym polskim rynku finansowym. Ale każdy uczy się na swoich błędach.
        Czasy dziesięciokrotnych przebić przy pierwotnych emisjach dawno za nami, po bańce internetowej nie pozostał ślad. Pora na naukę, że nieruchomości to też rynek wzlotów i upadków.
        • Gość: Darecki Re: Bańka spekulacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 12:15
          Co za różnica, skoro jesteśmy prawie najbiedniejszym krajem unii a do ich
          poziomu życia brakuje nam 50 lat, pod warunkiem, że nasz PKB bedzie co najmniej
          5% rocznie, co już samo w sobie jest nierealne.
          W Londynie ceny ruszyły z kopyta jak się gospodarka rozkręciła a nie zapominaj,
          że my przez najbliższe lata bedziemy "solidarni w biedzie".
          • Gość: kula Re: Bańka spekulacyjna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.01.06, 14:08
            Mówimy tutaj o Warszawie, ktora jest stolica i zawsze mieszkania w dobrej
            lokalizacji beda drogie.
            Ludzie srednio wiecej tutaj zarabiaja niz w innych regionach kraju.
            Np. teraz rata kredytowa jest co najmniej 2 razy mniejsza (w walucie) od kosztu
            wynajmu takiego samego mieszkania. W zlotowkach jest to porownywalny koszt
            Wiec chyba sie oplaca, bo splaca sie wlasne lokum.
            Widzialam prognozy UE dot. wzrostu zarobkow w Polsce w najblizszych latach - i
            co ciekawe w ciagu najblizszych 8 lat - place bede rosly az 3 krotnie.
            Czyli kupujmy nieruchomosci, bo teraz obcokrajowcy wykupuja co lepsze
            mieszkania i kamienice.

            • samentu Re: Bańka spekulacyjna 21.01.06, 16:34
              w ciągu 8 lat płace wzrosna 3x he he:)))))
              zdaniem Wydziału Propagandy przy Biurze Politycznym KC PiSu
              juz za dwa lata prześcigniemy Czechy!!!
              tylko że Bank Światowy MFW i inne organizacje miedzynarodowe sa zupełnie innego
              zdania niestety
              vide ostatni raport Banku Światowego o naszych płacach
              w Polsce płace europejskie goni tylko niewielka grupka w dodatku stale sie kurczaca
              wiekszość Polaków nie tylko że nie goni ale relatywnie traci
              ich pensje nie rosły od x lat i nie nadążaja nawet za inflacją
                • samentu Re: Bańka spekulacyjna 21.01.06, 20:26
                  kupić mozna zawsze jak się Tobie bardzo spieszy
                  1. jeżeli masz dostatecznie dużo gotówki
                  2.jezeli masz zdolność kredytową i to przy mniej korzystnych kursach niz są obecnie
                  usiądź w domu policz sobie ile wyniesie rata miesięczna przy wyższych stopach w
                  Szwajcarii (a wzrosnąć mogą nawet o 1 - 2 %)
                  i przy nizszej sile złotówki o jakieś 10 - 50 gr
                  jeżeli przy gorszych scenariuszach podołasz ze spłatą raty to kupuj
                  ja osobiście zamierzam czekać te 2 lata (głównie ze wzgledu na loklizację jak
                  pisałem)
                  • Gość: magg17 Re: Bańka spekulacyjna IP: *.swidnica.mm.pl 22.01.06, 08:42
                    Najgorsze, że wszystko mam na styk, tzn. zdolność kredytową sama mam tylko na
                    120 tys. - przy tych cenach to trochę mało na miłą chatkę, rodzinka nie bardzo
                    może mi dołożyć zdolności i sytuacja jest patowa, do tego te pakudnie wysokie
                    ceny, chybr rzeczywiście należało by to przeczekać, ale wszyscy wkoło wiją
                    swoje gniazdka to i mnie się marzy. Twoje posty mnie trochę studzą, więc napisz
                    coś jeszcze, proszę, wylej kubeł zimnej wody na mój rozpalony łeb.
                    Pozdrawiam
                    • samentu Re: Bańka spekulacyjna 22.01.06, 15:23
                      skoro sama policzyłaś że jesteś na styk więc odpowiedziałaś sobie na pytanie
                      czy stać Ciebie
                      prawda bolena brzmi - niestety narazie nie
                      to że wszyscy obecnie wprowadzają się i pewnie na każdym spotkaniu z znajomymi
                      przewija sie jeden temat
                      jak to fajnie jest mieszkać u siebie - jest normalne i trzeba jakoś przezyć
                      ponieważ kredyt jest na 30 lat (policz sobie ile bedziesz miała kiedy go
                      spłacisz i czy przypadkiem nie bedziesz juz na emeryturze wtedy)
                      to juz za lat kilka tematem rozmów znajomych bedzie dlaczego rata jest taka
                      wysoka, dlaczego na nic nie mozemy sobie pozwolić, dlaczego musimy pracować
                      więcej kosztem naszych związków i rodzin
                      odpowiedz sobie na pytanie czy Twoje życie jest po to by miesiąc po miesiącu
                      nabijać kabze bankowi
                      i tak przez wiekszość dorosłego zycia!
                    • Gość: ro Re: Bańka spekulacyjna IP: 80.121.231.* 23.01.06, 15:36
                      Droga magg nie daj sie podprowadzic Panu "S".
                      Chyba ze chcesz spedzic zycie w poczekalni. Statystycznie bedzie sie wiodlo za
                      pare lat lepiej kazdemu z nas. Prawda, ze od statystyki jest wiele odchylen,
                      ale mieszkanie w zyciu kazdego czlowieka jest dobrem wyzszym i jesli z niego
                      rezygnujesz przez iles lat - to tak jakbys te kilka lat z zycia wrzucila do
                      smietnika. A ilosc tych lat jest ograniczona i kazdy rok jest jedynym w naszym
                      zyciu i niepowtarzalnym... Wiem cos o tym, taki blad sam popelnilem kiedys.
                      Zadne inne dobra materialne nie sa porownywalne z wartoscia wlasnego domu czy
                      mieszkania.
                      Masz szanse 10 procent ze ceny spadna i 90 procent ze wzrosna. Zycze odwagi.
      • montrealczyk1 Re: TRAGEDIA Z BUDOWNICTWEM NA WSI. 21.01.06, 14:23
        Załamało sie budownictwo na wsi. Zabudowa siedliskowa na wsi jest wtej chwili
        prawie niemożliwa. Może specjaliści powiedzą ile jest pozwoleń i warunkó
        zabudowych, gdzie właściciele rolnicy wystąpili po 1.01.2004r. Nie przed 2004.
        Do końca 2003r.można było bez problemu dostać w Polsce pozwolenie na zabudowę
        siedliskową . Teraz to droga przez mękę. Poprosze o opinię osoby ,które mają
        podobne problemy-doświadczenia. Czy rolnicy mają sprzedać gospodarstwa i
        przenieść się do miast do tej bańki spekulacyjnej. Ja sądzę ,że najgorsze przed
        nami zanim ceny horendalne nieruchomości w Polsce wyrównają się z cenami w
        Irlandi, Angli, Hiszpani. Nie na darmo zagraniczne fundusze inwestycyjne, firmy
        ubezpieczeniowe i inni inwestują w Polsce. Bo u nas w Uni jest jeszcze tanio.
        KUPUJCIE TANIE NIERUCHOMOŚCI. pRZEDE WSZYSTKIM DZIAŁKI ROLNE. gDZUIE . nIECH
        KAŻDY PODEJMIE DECYZJE SAM. Ziemi rolnej w Polsce nie mogą jeszcze kupować
        cudzoziemcy. Jeszcze przez kilka lat. Tutaj też ceny idą w górę ale nie tak jak
        mieszkania i działki budowlane. Polecam art. w Gazecie Wyborczej z 11.01.2006r.
        tt. Jak odrolnić ziemię .? Jak zbudować dom na ziemi rolnej. Dodatek dom-
        nieruchomości. Polecam także Akademie inwestora w Warszawie , www.
        mibpartner.pl , lub www. bbnieruchomosci.pl- wykładowcy. Czytałem na ich
        stronach internetowych opinię wcześniejszych kursantów.
        • montrealczyk1 Re: TRAGEDIA Z BUDOWNICTWEM NA WSI. 21.01.06, 14:29
          Działki siedliskowe są jeszcze tanie . Szczególnie w okolicach dużych miast. A
          ceny i spekulacja. Ja myślę,że każdy z nas może coś wcześniej zrobić. Jeden
          jest bardziej zapobiegliwy inny mniej . A co będzie jeśli opłaty za użytkowanie
          wieczyste zostaną urealnione . Tak jak kilka lat temu na warszawskim mokotowie
          i bielanach. Opłata roczna w użytkowaniu wieczystm 7 tys. zł. Należy wyjść
          dalej od granic miasta. Może 30-40km może dalej. Niestety mieszkanie w centrum
          miasta to ogromne wydatki . Jak duże dowiemy się już niedługo .Bo taki podatek
          jest w innych krajach/
            • Gość: GreggiBis Re: TRAGEDIA Z BUDOWNICTWEM NA WSI. IP: 83.238.15.* 23.01.06, 11:18
              Czytając wiele negatywnych opini o wynajmnie zarówno teoretyków jak i praktyków
              (nie wiem którzy są mniej kompetentni) przestałem się dziwić dlaczego to
              wynajmowanie idzie mi tak dobrze, dlaczego ludzie płacą u mnie wyższą cenę niż
              przeciętna rynkowa i dlaczego tak łatwo mi jest te mieszkania spłacać. U was
              wszystko jest na nie w nic nie wierzycie i nie potraficie interpretować
              prostych faktów. Niestety wynajem nieruchomości jest bardzo lukratywny nawet na
              kredyt, mieszkanie spłaca się samo tylko trzeba mądrze wybrać mieszkanie,
              lokalizację, grupę docelową, odpowiednio urządzić itd ogólnie trzeba mieć do
              tego smykałkę , ci którzy jej nie mają niech lepiej trzymają swoje pieniądze na
              lokatach ale niech nie obrzydzają innym inwestycje w nieruchomości tylko
              daltego że im się nie udało. Wynajem jest jak biznesik, albo wypala albo
              bankrutuje i w obydwu przypadkach rezultat zależy tylko i wyłącznie od nas
              samych
      • montrealczyk1 Re: Bańka spekulacyjna 21.01.06, 14:46
        Jeśli mieszkanie kosztuje 200 000zł. A my zamierzmy je wynajmować przez 10 lat.
        To należy zrobić rachunek 200 000: 120 miesięcy= czynsz miesiączny + remonty.
        Jeśli się nie po\opłaca to albo kupujemy z myślą,że czynsze wzrosną albi
        inwestujemy na giełdzie ( tylko w co ).
      • Gość: autor Re: Bańka spekulacyjna IP: *.acn.waw.pl 21.01.06, 19:44
        z wielką przyjemnością i czasem rozbawieniem czytam wszyskie wpisy - szczególnie
        szanownych ekonomistów i "bankierów".. :)

        nie ripostuję złośliwie nikogo z przedmówców (a mógłbym) i proszę o vice-versa
        no to jedziemy:

        po pierwsze: nieruchomości są nacenniejszym dobrem materialnym, które można
        gromadzić - im więcej tym lepiej, zwłaszcza tych droższych i w lepszej lokalizacji.

        Kupując mieszkanie, kupujesz opcję na wzrost jej wartości a hipotekę
        zabezpieczasz czynszem od najemców. Nie straszne wtedy są zapowiadane korekty,
        bo w nie nie wierzę a nawet jeśli miałyby przyjść to i tak na tym nie stracisz.

        Zrobiłem raz tak, że kupiłem ruderę w super miejscu za X, i PRZED wpisem do KW
        wyremontowałem je i sprzedałem z odpowiednim dla siebie zyskiem - trwało to 3
        miesiące. (było warto:)

        Co roku kupuje mieszkanie na wynajem, dla mnie nieważne jest czy cena mieszkania
        spadnie czy wzrośnie - przynajmniej w najbliższych latach.
        Oczywiście cieszy serce kalkulacja, że gdybym tylko zechciał - mogę je sprzedać
        i zobaczyć na kontku różnice między wywindowaną ceną sprzedaży i zawsze okazyjną
        ceną kupna. :))) Kupić działkę, zbudować dom i jeszcze sporo by zostało.

        Ale póki co, same się spłacają - nie mam więc ciśnienia i w tym tygodniu kupuję
        kolejne - tym razem na Kabatach. A odpukać jak się coś rypnie - sprzedam jedno
        czy nawet dwa i jestem wolny od kredytów z nadwyżką.

        Od roku swoje mam spłacone ale kosztowało mnie to rezygnację z okazyjnej oferty
        - trudno się mówi i czasem żałuję ale.. śpię spokojnie :)

        Na koniec bardzo proszę dyżurnych ekonomistów o rozwagę w forsowaniu własnych
        przemyśleń, nasz rynek nieruchomości NIE BĘDZIE taki jak na zachodzie, nigdy tak
        nie było i nigdy nie będzie.

        A dla entuzjastów różnych analiz makroekonomicznych zagadka :)
        - ile procent obywateli RP ma telefon komórkowy?
        30%?
        - a wydawałoby się, że wszyscy mają co najmniej po dwie :)

        Polska to ogromny kraj i przy podejmowaniu ważnych decyzji nie można sugerować
        się swoim otoczeniem bo ZAWSZE zniekształca ono obraz rzeczywistości.
        I tym filozoficznym wywodem pragnę podziękować za uwagę:)
        • Gość: Aldi Re: Bańka spekulacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 20:31
          Rozumiem, że jak będziesz koło 40-stki będziesz miał około 15 mieszkań?
          Jeżeli piszesz, ze hipotekę zabezpieczasz czynszem on najemców, to się trochę
          pogubiłeś w zeznaniach. Oznacza to, że "kupujesz niby" te mieszkania na kredyt
          i co roku banki dają ci nowy kredyt, bo głupie są?
          Jeżeli uważasz, że czynsz od najemców minus Twoje koszty: czynsz, remonty,
          przestoje pokrywa ci ratę kredytu, to znaczy, ze nie wynajmujesz żadnego
          mieszkania, bo najwyraźniej o tym pojęcia nie masz, tylko jakieś teoretyczne
          wyliczenia sobie porobiłeś na kolanie. Mieszkań do wynajmu jest od cholery.
          Ludzie wynajmują tylko wtedy, gdy mają umowe o pracę na czas nieokreslony a jak
          tylko nabęda zdolność kredytową od razu sie wyprowadzają na swoje. Studentom
          nie ma co wynajmować, bo szukają najtańszych nor a potem i tak zniszczą. Wiem,
          bo wynajmowałem, z radością sprzedałem i teraz mam święty spokój a kasa pracuje
          gdzie indziej i jak na razie (nie wiem jak długo)daje większe zyski niż
          przyrost wartości mieszkania i czynsz razem wzięte. A jak tąpnie giełda to i
          nieruchomości tąpną, bo jedno i drugie zależy od koniunktury w gospodarce.
          Ale mam głowę spokojną, że jak mi panienka wynajmująca zajdzie w ciąże, to
          jedyne co będę mógł zrobić, to prosić ją żeby mi przez te kilka lat, co będzie
          mieszkać za frico, za bardzo mieszkania nie zniszczyła.
          Nie wiesz o czym piszesz kolego, tyle ci powiem. Aha, i wynajmowałem na
          Kabatach.
          • Gość: dziki dzik cos jest na rzeczy IP: *.chello.pl 21.01.06, 21:22
            niby zarabiam niezle na Polske ale nie duzo jak na Warszawe 2100 netto, gdy
            metr mieszkania kosztuje około 4000 PLN. jdnoczesnie sprawdzam zdolnosc
            kredytowa i bank chce mi dac około 210 tys PLN na mieszkanie. według mnie sa
            oni nienormalni. porównujac ceny mieszkan do srednich zarobków to ostro
            przegrzane to jest. ps. wynajmuje mieszkanie na zoliborzu za 600 PLN plus
            opłaty. koles na lokacje w Lukasie zarobił by co miesiac około 700 PLN. bzdura
            jest myslenie ze z wynajmu bedzie sie spłacac kredyt. to juz nie teraz. ps.
            jest bardzo duzo niedrogich mieszkan do wynajecia za nieduze pieniadze.
            • Gość: Właściel Re: cos jest na rzeczy IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 21.01.06, 21:28
              > niby zarabiam niezle na Polske ale nie duzo jak na Warszawe 2100 netto, gdy
              > metr mieszkania kosztuje około 4000 PLN. jdnoczesnie sprawdzam zdolnosc
              > kredytowa i bank chce mi dac około 210 tys PLN na mieszkanie. według mnie sa
              > oni nienormalni. porównujac ceny mieszkan do srednich zarobków to ostro
              > przegrzane to jest. ps. wynajmuje mieszkanie na zoliborzu za 600 PLN plus
              > opłat

              Nie strasz tymi sześcioma stówami, bo ja za najmniejszą kawalerkę biorę obecnie więcej. :-0
              Jak tak dalej ceny polecą w dół, to pierniczę to i sprzedaję wszystko poza swoimi czterema kątami (póki ceny wywindowane).
          • Gość: Właściciel Bajki o wynajmowaniu IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 21.01.06, 21:24
            > Jeżeli uważasz, że czynsz od najemców minus Twoje koszty: czynsz, remonty,
            > przestoje pokrywa ci ratę kredytu, to znaczy, ze nie wynajmujesz żadnego
            > mieszkania, bo najwyraźniej o tym pojęcia nie masz, tylko jakieś teoretyczne
            > wyliczenia sobie porobiłeś na kolanie. Mieszkań do wynajmu jest od cholery.
            > Ludzie wynajmują tylko wtedy, gdy mają umowe o pracę na czas nieokreslony a jak
            >
            > tylko nabęda zdolność kredytową od razu sie wyprowadzają na swoje. Studentom
            > nie ma co wynajmować, bo szukają najtańszych nor a potem i tak zniszczą. Wiem,
            > bo wynajmowałem, z radością sprzedałem i teraz mam święty spokój a kasa pracuje

            Święta racja.
            Wynajmować można jedno, dwa, góra trzy mieszkania.
            A poza tym, to komu je wynajmować, skoro nawet studenci chcieliby już na pierwszym roku zaciągnąć kredyt hipoteczny? :-)
            Ceny wynajmu nie tylko nie wzrosły, ale na dodatek trochę spadły (piszę o Warszawie i największych, uniwersyteckich miastach).

            Wynajem to użeranie się z lokatorami, pilnowanie rachunków i remonty.
            Kto nie wynajmował, ten nie zrozumie jak ludzie niszczą cudza własność. A Wymagania mają, że ho-ho. Za tysiąc złotych na miesiąc chcieliby wynająć apartament jak z telenoweli.
            Wynajmuję i zawsze życzę sobie ceny trochę powyżej średniej rynkowej (dobra lokalizacja). Typowi najemcy, czyli trzech studentów plus kolejna dwójka na waleta nawet nie ma co pytać mnie o mieszkanie.
            A jednak przez dziesięć lat tylko jeden jedyny raz nie miałem żadnych kłopotów ze ściąganiem należności.

            Dalej, hipoteka wiąże lokatora prawie na całe życie. Najemca może w każdej chwili znaleźć tańsze lokum na peryferiach. Cóż z tego, ze będzie półtorej godziny dojeżdżał do centrum, jeżeli zaoszczędzi kilka stów na czynszu?
            A dla właściciela to kłopot, bo mieszkanie może poza tym, jak najemcy uciekną stać puste i kilka miesięcy. A czynsz leci (o ratach hipotecznych nawet nie chcę myśleć, bo to moim zdaniem szczyt głupoty brać kredyt hipoteczny zabezpieczony wynajmem).
            Ludziom się wydaje, że jak tylko kupią od dewelopera gołe cztery ściany, to za miesiąc przez trzydzieści at pieniądze z wynajmu będą leciały do kieszeni jak z lokaty bankowej. Ha-ha-ha... Dobry żart.

            O takim drobiazg, jak urząd skarbowy nie wspominam. A wku..eni na maksa rozrywkowymi lokatorami-studentami sąsiedzi potrafią być wredni. Oj, potrafią.

            Mieszkań do wynajęcia jest obecnie więcej, niż potencjalnych najemców.
            Każdy, kto pracuje i ma choć minimalną zdolność kredytową łapie się na reklamy banków w stylu „Nie płać za cudze, mieszkaj na swoim” i winduje ceny nowych mieszkań.
            Do mieszkania zgłaszają się chętni, którzy tydzień temu przyjechali z prowincji i dostali umowę na trzy miesiące okresu próbnego. I co, mam takim wynająć mieszkanie? Za pierwszy miesiąc zapłaci z góry, ale na kaucję już nie ma forsy, bo ledwie co przyjechał. Za drugi miesiąc po dwóch tygodniach użerania się pieniądze zobaczę, a za trzeci figę, bo po trzech miesiącach firma zatrudni na jego miejsce kolejnego nowego na okres próbny.

            Przez dziesięć lat jeszcze nie było tak źle na rynku wynajmu mieszkań.
            To jeszcze nie krach, bo opłata za wynajem pokrywa czynsz, media i drobne, bieżące remonty, ale o spłacie ewentualnych rat nie ma co marzyć.

            Tak więc, gdy ktoś chciałby zobaczyć recesję na rynku mieszkaniowym, niech spojrzy na rynek najmu. A podstawy ekonomi uczą, że towar jest wart tyle, ile chcą za niego zapłacić.

            Jednak ceny nowych mieszkań – moim zdaniem – będą wciąż rosły. Jak długo? Do momentu, kiedy obecnym szczęśliwym posiadaczom hipotek spłacanych do emerytury i wyżyłowanych do ostatniej złotówki nie zacznie brakować pieniędzy. Póki można skredytować 100% wartości mieszkania, póty ludzie nie myślą nad spłatą; według zasady, ze jakoś to będzie, znajdzie się lepsza pracę, złotówka się wzmocni, a Japonię przegonimy (co będziemy duplikat budować :-). Urodzą się im dzieci, które podrosną; a im większe dziecko, tym większe wydatki (lekarz, szkoła, wakacje, itp.).
            Przez lata przerobiłem te scenariusze. Z jednym wyjątkiem lokatorzy przestawali mieszkać nie dlatego, że znaleźli lepsze mieszkanie, ale dlatego, że przeliczyli się z możliwościami finansowymi.

            Mimo spisanej umowy na dwa lata, mogę sobie tylko szukać nowego najemcy, kiedy obecny zwieje nie płacąc. Z hipoteką nie będzie tak prosto, bo bank, w odróżnieniu ode mnie, ma możliwości ściągania zobowiązań. Ale to na szczęście nie mój problem.

            Ludziska licytują cenę mieszkania jakby to był drobiazg na Allegro. Poczekamy kilka lat, aż banki zaczną wystawiać „negatywa”. ;-)

            Swoja drogą, gdyby banki nagle zwariowały i zaczęły kredytować nie 100%, a 500% wartości mieszkania, to ceny natychmiast skoczyłyby pięciokrotnie. Jak licytować, to licytować. :-)
            • Gość: mmk Re: Bajki o wynajmowaniu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 22:07
              W 100 % zgadzam sie z Wlascicielem. Zwlaszcza watek z Allegro i licytacja
              uwazam za szczególnie udany. Sądzę że ludzie masowo kupują mieszkania bo wydaje
              im się, że dostają prezent od banku. Jak metr kwadrat kosztuje 5000 to bierzemy
              kredyt na 30 lat, jak 8000 to bierzemy kredyt na 80 lat. I jakoś to będzie! A
              na mieszkaniu nie można stracić przecież. No pewnie, że nie:)! Popyt jest bo
              mieszkania kupują banki! A jak jest popyt to musi być odpowiednia do niego
              cena. Lepiej miec swoje niz wynajmowac cudze? Gdybym mial dzis kupic (a nie mam
              bo nie musze) to wolalbym chyba wynajmowac... taniej i bezpieczniej niz M z
              krechą! A ewentualną kasę inwestował inaczej. Ludziom wydaje sie ze PL to Stany
              albo stara UE - bo tam wszyscy zyja na kredyt, kupuja domy i mieszkania i
              splacaja cale zycie i zawsze jest z czego. Tylko ze w USA jak strace swoje
              biurko i laptopa z uposazeniem wlacznie to pojde latac dachy albo na budowe za
              1000 usd, i jakos bedzie... W PL jakcos sie sypnie i kaza mi opuscic biurowiec
              to na budowie dostane 300 usd. A ceny metra kwadaratowego wcale sie tak bardzo
              nie roznia, nie 3 razy... O dzieciach i rosnacych kosztach zycia i utrzymania
              nie wspomne... Ale co tam, jakos to bedzie...
              PS. Tez bede kupowal wieksze M, ale za 3 lata! Jak bedzie zobaczymy, jesli nie
              bedzie taniej, to drozej napewno tez nie:)
                • balbec Re: macie te same argumenty co delarzy samochodow 22.01.06, 10:56
                  Porównanie z samochodami jest mocno nietrafione, bo kryzysu na rynku samochodów
                  nie ma. Jest kryzys na rynku NOWYCH samochodów, który nie wynika z tego, że
                  ludzie nie sa bogatsi (bo są), ale z tego, że mozna teraz swobodnie sprowadzać
                  używane auta z zachodu, które zalały nasz rynek. I ludzie kupują je, bo są
                  znacznie tańsze od nowych.
                  • Gość: dc99 Re: macie te same argumenty co delarzy samochodow IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.06, 08:58
                    > Porównanie z samochodami jest mocno nietrafione, bo kryzysu na rynku
                    > samochodów nie ma. Jest kryzys na rynku NOWYCH samochodów, który nie wynika z
                    > tego, że ludzie nie sa bogatsi (bo są), ale z tego, że mozna teraz swobodnie
                    > sprowadzać używane auta z zachodu, które zalały nasz rynek. I ludzie kupują
                    > je, bo są znacznie tańsze od nowych.

                    Czyżby? A uwzględniłeś taki oto czynnik ryzyka:
                    1) Urzędasy w końcu kiedyś zabiorą się do roboty nad planami zagospodarowania.
                    Tym bardziej że z wyborów na wybory waadza będzie coraz mocniej na ten temat
                    naciskana.
                    2) Duża kasa z UE pójdzie na inwestycje komunikacyjne (w szerokim znaczeniu)
                    3) Zalew tanich samochodów już jest. A jak będzie popyt to sprawna komunikacja
                    zbiorowa również powstanie błyskawicznie.

                    Wychodzi nam: 1)+2)+3) = znaczne rozszerzenie "strefy wygodnego dojazdu" dookoła
                    wielkich miast. I nagle może okazać się że jest dużo atrakcyjnych terenów
                    proszących się o budowę, a trochę później że jest dużo atrakcyjnych nowiutkich
                    mieszkań i nowych świetnych lokalizacji.

                    Porównanie z samochodami jest o tyle trafione że o ile generalny kryzys na rynku
                    mieszkań jest mało prawdopodobny, to kryzys na rynku mieszkań kupowanych obecnie
                    "bo muszą drożeć" już całkiem tak.
            • Gość: eli Re: Bajki o wynajmowaniu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 23:58
              > A czynsz leci (o ratach hipotecznych nawet nie chcę
              > myśleć, bo to moim zdaniem szczyt głupoty brać kredyt hipoteczny zabezpieczony
              > wynajmem).

              No jeśli ty tak myślisz, to faktycznie się nie dorobisz.
              Zasada 1. Nowych mieszkań nie wynajmuje się studentom. Studentom wynajmuje się
              rudery. Studenci płacą grosze.

              Zasada 2. Zasada dźwigni, dlaczego ja mam spłacać kredyt, jeżeli mogą to zrobić
              lokatorzy. Ja mogę dopłacić do kredytu np. 100 zł. W momencie, gdy bedę miał
              spłacone 60-80% kredytu powinienem już mieszkanie sprzedać, bo większy zwrot na
              kapitale będę miał z lokat o funduszach nie wspominając.

              PS. 1. Wynajmuję, więc mówię to z praktyki, nie z teorii.
            • Gość: Boom Trzezwa ocena rynku nieruchomosci IP: *.dyn.iinet.net.au 22.01.06, 12:16
              Oczywiscie wynajem jest nieoplacalny i ryzykowny (nie tylko w Polsce), jezeli
              jest obciazony duzymi ratami splaty do banku.
              Natomiast to, ze developerzy podbijaja ceny jest normalne - tak dlugo jak
              znajduja nabywcow tak beda robic. To ze ceny moga spasc za 2-3 lata bedzie
              tylko przejsciowe. Dochod narodowy rosnie, ludzie na robotach zagranica wroca,
              zarobki pojda w gore i powiedzmy za 5-10 lat obecne ceny 200 tys. beda w
              granicach 50-100% wyzsze. Tak sie dzieje wszedzie gdzie jest wolny i normalny
              rynek nieruchomosci.
              • samentu Re: Trzezwa ocena rynku nieruchomosci 22.01.06, 15:11
                naturalnie że spadek cen będzie przejściowy na 2 - 3 lata max
                naturalnie że z nowym cyklem zaczniemy pompować nową bańkę
                tylko że o czym zapominacie
                rynek nieruchomosci to rynek towarowy, gdzie popyt jest scisle ograniczony
                wzrostem demograficznym
                a ponieważ mechanizacja produkcji wymusza niski wzrost demograficzny więc i
                chętnych na mieszkania nie będzie przybywać
                Polska jest o tyle w dobrej sytuacji że ma ogromny deficyt mieszkaniowy (około
                1,5 mln) tylko żeby deficyt ten zrealizować to trzeba dać ludziom odpowiednio
                zarabiać a na to się nie zanosi
                ps.
                o emigrantach tez bym nie myslał bo po co nam siła robocza z podstawowym lub
                zawodowym wykształceniem?
                dla Polaków z takimi kwalifikacjami pracy nie ma
                a jak się naściaga emigrantów nie patrząc na rynek pracy to ma sie problem jak w
                Francji
                slumsy bezrobocia w stanie ciągłej rebelii
                • Gość: autor Re: Trzezwa ocena rynku nieruchomosci IP: *.acn.waw.pl 22.01.06, 19:42
                  a co powiesz na może nie optymistyczną ale moim zdaniem REALNĄ wróżbę?
                  to, że wzrost demograficzny maleje to jedno ale nie zauważasz jeszcze
                  ważniejszego aspektu tj MIGRACJI do dużych miast ludzi z miast mniejszych i ze wsi?
                  Moim zdaniem dopóki tak wielu ludzi będzie kupować na raty samochód czy nawet
                  telewizor (bo nawet nie marzą o zamianie mieszkania na większe) doputy jest
                  jeszcze duży potencjał na rynku.

                  największym miastom nie grozi wyludnienie i brak siły nabywczej - wręcz
                  przeciwnie. mało tego, za 5 lat ludzie z rodzinami zaczną szukać mieszkań pow
                  100m luksusowych lub wyniosą się za miasto. Tym bez rodzin (też będzie ich
                  przybywać) wystarczy 2-3 pokoje i będzie ich na to stać.

                  A dzisiejsi emigranci i przyszli imigranci to nie sa ludzie bez wykształcenia, a
                  nawet jeśli po części tak jest to pozakladają tu swoje firmy i dadzą radę.

                  ps. To co nazwałeś bańką jest dopiero drugą falą wzrostu cen.
                  • samentu Re: Trzezwa ocena rynku nieruchomosci 22.01.06, 19:53
                    pewnie że rodzimy potencjał jeszcze jest po prowincji
                    pewnie że dużym miastom kataklizm cenowy ala wschodnie Niemcy narazie nie grozi
                    tylko że
                    1. żeby biedaki które teraz telewizor na raty kupują mogły kupic sobie
                    mieszkanie nawet 30 metrowe muszą zasadniczo więcej zarabiać, a zarabiać więcej
                    nie mogą bo inflacja skasowała by nasze 15 letnie efekty deflacyjne i to tuz
                    przed euro
                    (gdybysmy przyjeli euro moglibysmy pompować inflacje dowoli i eksportowac
                    wszystko do III świata a że nasze politykiery są innego zdania więc Polacy jak w
                    biedzie żyli żyć dalej będą)
                    2. dla tych przybyszów państwo powinno budowac mieszkania w WP (tak jak w latach
                    70) i gdyby zaczęło obecna bańka pekła by jeszcze szybciej
                    na szczęście dla devalpoerów rząd Pisu ma poważniejsze zajęcia niż rządzenie krajem
          • Gość: eli Re: Bańka spekulacyjna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.06, 00:03
            Gość portalu: Aldi napisał(a):

            > Rozumiem, że jak będziesz koło 40-stki będziesz miał około 15 mieszkań?
            > Jeżeli piszesz, ze hipotekę zabezpieczasz czynszem on najemców, to się trochę
            > pogubiłeś w zeznaniach. Oznacza to, że "kupujesz niby" te mieszkania na kredyt
            > i co roku banki dają ci nowy kredyt, bo głupie są?

            Nie ALDI, on po prostu płaci podatki od czynszów i wykazując je podnosi co roku
            swoją zdolność kredytową.
        • Gość: bint Re: Bańka spekulacyjna IP: 80.121.231.* 23.01.06, 15:56
          > po pierwsze: nieruchomości są nacenniejszym dobrem materialnym, które można
          > gromadzić - im więcej tym lepiej, zwłaszcza tych droższych i w lepszej
          lokalizacji.Kupując mieszkanie, kupujesz opcję na wzrost jej wartości a hipotekę
          > zabezpieczasz czynszem od najemców. Nie straszne wtedy są zapowiadane korekty,
          > bo w nie nie wierzę a nawet jeśli miałyby przyjść to i tak na tym nie
          stracisz.

          Tak,tak, tak.
          Dlaczego Anglicy, Holendrzy Hiszpanie i Irlandczycy kupuja w centrum Warszawy
          cale kamienice? Nie znaja sie na nieruchomosciach? Juz dlatego te ceny ida w
          gore, popyt jest. W dobrych miejscach Warszawy sprzedaz wszystko w 20 dni od
          ogloszenia po cenie 2x wyzszej od zaplaconej w koncu lat 90-tych. I zapewne o
          50% nizszej od tej, ktora bedzie obowiazywala w roku 2010
          Powtarzam za przedmowca: "Nieruchomosci sa najcenniejszym dobrem materialnym".
          Ta prawda nie miesci sie wylacznie w kategoriach rynkowych (jak gielda) ale
          takze w kategoriach emocjonalnych.
          Gotow jestem więcej zaplacic za mieszkanie niż za akcje b.obiecujacej firmy, od
          tego bowiem jak mieszkam moze zalezec moje osobiste szczescie w kazdym roku
          mego zycia. A ryzyko przegranej - znacznie mniejsze.
          >
      • baguita Re: Bańka spekulacyjna 22.01.06, 09:40
        Pozdrawiam z Londynu. Banka spekulacyjna jest mieszanina popytu i spekulacji. Nie moglaby ona miec miejsca, gdyby banki nie udzielaly pozyczek, bo tylko w ten sposob osiagamy sytuacje, gdzie normalne statystyki rynku mieszkaniowego juz nie zachodza. Banke okreslic mozna jako sytuacje, gdzie nieruchomosci nabywane sa glownie dla celow spekulacyjnych, a nie jako dach nad glowa.

        Banka spekulacyjna istnieje w postaci bardzo juz wyolbrzymionej w Ameryce, np w Kalifornii, a takze w Australii, w Irlandii, w roznych skupiskach w Hiszpanii, i w Wielkiej Brytanii. W Polsce jeszcze takiej banki nie ma, ale bedzie - pytanie jest kiedy.

        Na rynku mieszkaniowym zdrowa sytuacja jest taka sytuacja, gdzie srednia krajowa wartosc mieszkania nie przekracza 4 - 5 razy przecietnego rocznego zarobku brutto. Wiec sprobujcie samie sobie wyliczyc, gdzie Polska jest w tej bance.

        Dodam jeszcze, ze banki naganiaja taka banke nieodpowiedzialnie, bo maja z tego zarobek. Licza na to - i slusznie -ze, kiedy banka peknie, to w tym momencie rzad zdewaluuje pieniadz, zwlaszcza, ze rzad tez pewnie bedzie zadluzony po uszy, wiec inflacja bedzie wszystkim odpowiadac.

        Tak tez bedzie w Polsce, gdzie na pewno za mocna zlotowka przed wejsciem do euro nie bedzie swietnym pomyslem.

        Teraz pare ciekawostek statystycznych z San Diego w Kalifornii, ktore Wam pokaza, ze w Polsce banka jest jescze mala i ma pare lat, zanim trzasnie (a trzasnie, bo zawsze trzaska, takie sa prawa rynku).

        W San Diego: 47% ludzi z hipoteka ma tylko tsw "interest only", czyli w ogole nie splaca, i nigdy nie splaci tej hipoteki, bo tylko ich stac na placenie odsetkow; 37% wlascicieli nieruchomosci to inwestorzy; a 27% nie ma zadnych wkladow wlasnych, czyli hipoteka jest na 100%.

        W dodatku, gdyby nawet ceny nieruchomosci spadly "miekko" do wyrownania juz teraz (marna szansa), to potrzeba 16 lat, zeby te ceny wrocily do przecietnej historycznej 7.5 x dochod (ktora juz jest za duza o wiele!)

        Jak z tego widac, problem jest na calym swiecie, a nagrany jest przez spekulatywna dzialalnosc bankow anglosaskich, ktore zarazily ta choroba banki europejskie, wybiegly z klientow na Zachodzie, a, ze z czegos musza zyc, zabieraja sie do Polski.

        Roznica miedzy pozytywna inwestycja a negatywna (dla rynku) spekulacja jest ilosciowa. Wszystko zalezy od wejscia i wyjscia w odpowiednim momencie.

        Pan Sambuktu (o ile dobrze pamietam) powinien nie czekac, tylko kupowac, poki moze. Polski rynek pojdzie jeszcze duzo w gore, a polskie zarobki tez, nawet jezeli to beda tylko cyfry nominalne (inflacyjne) a nie realne. Ale co z tego?

        Kto czyta po anglielsku, podaje ciekawe linki na temat banki w Kalifornii, obejrzyjcie sobie ciekawe wykresy.


        piggington.com/bubble5
        piggington.com/risks