Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż...

    IP: *.merinet.pl 24.03.08, 11:51
    W ramach sportu przeglądam sobie czasem Trader.pl i zauważyłem, że
    pojawia się coraz więcej ogłoszeń o sprzedaży domów w okolicach
    Warszawy. Często są to domy roczne, czasem nie wykończone, czasem
    ledwie zaadaptowane do mieszkania (wykończone 1-2 pomieszczenia), na
    ogół o tak popularnej powierzchni 100 - 130m2. Czyli zgodnie z moimi
    przewidywaniami sprzed roku, półtora coraz więcej ludzi (którzy
    twierdzili że dom na zabitej dechami wsi 30km od miasta to raj i
    okazja cenowa w porównaniu do chorych cen mieszkań w Warszawie)
    zaczyna dostrzegać wady w postaci kosztów dojazdu, ciężkiej pracy
    jaką jest utrzymanie domu w dobrym stanie, kosztów ogrzewania, etc.
    I chcą uciec z tego "raju". Bo aby usiąść w ogródku i rozpalić
    grilla trzeba najpierw włożyć kilka tysięcy lub wiele tygodni
    ciężkiej pracy by ten ogródek powstał, aby dojechać do pracy trzeba
    spędzić godzinę lub dwie w samochodzie, przy dwóch osobach dorosłych
    dwa samochody są koniecznością, znajomi po pierwszych zachwytach
    przestali przyjeżdżać bo nie mają ochoty patrzeć jak gospodarze
    biegają w gumowcach z łopatą w ręku (bo weekend to jedyne dni kiedy
    można coś zrobić wokół domu), dzieci się nudzą bo max rozrywki to
    wyjście na drogę lub gapienie się w TV, przedszkola nie ma,
    opiekunek też. A ceny tych domów razem z działkami są coraz bardziej
    atrakcyjne... Rynek zaczyna normalnieć - dom na zadupiu będzie
    zawsze domem na zadupiu wartym 1/4 tego co dom w mieście i
    zamieszkałym przez emerytów szukających spokoju, a nie młodych,
    aktywnych ludzi...
    Obserwuj wątek
      • Gość: baju,baju Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.chello.pl 24.03.08, 23:24
        baju,baju a jam w raju. Długo czytałeś, że do takich wniosków
        doszedłeś?
      • Gość: ania Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.eranet.pl 24.03.08, 23:43
        A ja uważam, że Tomo ma wiele racji. Sama mieszkam w domu pod Warszawą (kupionym
        przed "boomem" i dlatego, że wiele lat temu los mnie tu rzucił, jakieś 5 km od
        granic Warszawy. I metraż znacznie większy).Gdyby nie fakt, że mam bardzo blisko
        do pracy już dawno zamieniłabym go na mieszkanie w Wawie.
        • Gość: Gosc Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.08, 00:03
          A mieszkalas juz kiedys w bloku? Ja odnosze wrazenie, moze bledne, ale zeby sie dostosowac do specyfiku mieszkania w bloku to chyba trzeba sie tam urodzic. Albo byc bogatym, zeby kupic naprawde dobrze wykonany apartament.

          Chodzi o to, ze wiekszosc budynkow budowanych obecnie ledwo spelnia normy akustyczne, w praktyce oznacza to tyle, ze jak sie ma lewego sasiada to mozna zfiksowac w mieszkaniu, bo slychac wszystko co owy sasiad robi. Ja tak mam, ma tak wielu mieszkancow nowych osiedli (i wcale nie tych najtanszych) i sie z tym nie da nic zrobic. Pal licho, jak ktos impreze robi raz w miesiacu, ale jak siedzac w ciszy slyszysz halasujace dzieci obok, wyzej i ponizej, glosno wlaczony telewizor, to wtedy jest slabo.


          PS. teraz pomyslalem, ze 3 opcja to miec szczescie: czyli miec cichych sasiadow, najlepiej starsze bezdzietne malzenstwo :)
          • Gość: Sylwek Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.gprs.plus.pl 25.03.08, 08:49
            Piszesz o Warszawie. Nie wiem, może to prawda. Ja mieszkam w domu 6
            kilometrów od granic Gdańska. Dom mam wykończony, działka
            zagospodarowana, tu skąd dojeżdżam korków brak, w 25 minut jestem w
            pracy. Sąsiedzi sami nowi, domy ładne, mieszka się dobrze.
          • Gość: ania Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.eranet.pl 25.03.08, 09:40
            Oczywiście, że mieszkałam w bloku. Wiele lat. I to w wielkiej płycie.
            Pewnie, że krew zalewa człowieka nie raz.
            Ale tak to wrednie jest, że wszystko ma wady i zalety. Taki mały, biały domek
            :-))) hektary od cywilizacji, też może napsuć Ci krwi nie gorzej od sąsiadów.
      • Gość: lajlah Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.08, 09:11
        Zgodzę się z autorem wątku, ale tylko częściowo. To prawda, jeśli
        ktoś nei przemyślał budowy domu, to teraz ma problem. Dom, nawet 100
        m2, pod miastem wcale nie wyniesie mniej niż mieszkanie w bloku.
        Zeby go utrzymać w dobrym stanei trzeba dużo kasy.
        Nie zgadzam się tylko co do określenia, że 20 km od miasta to
        zadupie. Juz kiedyś pisałam na ten temat na tym forum. Mieszkam 2o
        km od Warszawy, gmina Wołomin, do miastam mam 2 km, do szkoły 0,5km,
        do przedszkola 300m :) prawie po sąsiedzku, cisza, blisko las i
        rzeka, ścieżka rowerowa i ładna okolica. Maż dojeżdża do pracy na
        Białołękę. Ale to był nasz świadomy wybór, wiedzieliśmy, ze koszty
        nie będą małe. Bo dom ma 150m2 (trzy osoby), działka 1200m2 i o to
        trzeba zadbać (lubię dbać o ogród), ja muszę mieć drugie auto na
        swoje potrzeby, to też kosztuje.
        Proszę nie uogolniać, że to psie budy na zadupiu, bo to samo mozna
        poweidzieć o mieszkaniach w bloku w mieście, ze to ciasne nory w
        slumsach:) są ludzie, którzy po prostu nie przemyśleli decyzji o
        budowie domu i mieszkaniu na prowincji. Ale sąi tacy jak ja, którzy
        zamieszkali tu swiadomie, dabją o dom i ogród i sprawia im to
        ogromną radość.
        • Gość: ???? Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.chello.pl 25.03.08, 10:05
          bieda domy? A co to jest? Nie wykończyli i sprzedają? Po prostu
          przeliczyli siły na możliwości. Nie mają za co wykończyć to
          sprzedają. Ale wcale nie tak tanio. A skąd te ceny działek? Bo jest
          to "towar chodliwy". Domek to jest coś. Własne, bez spółdzielni,
          wspólnot itp. Dojazdy? a jak jedziesz z jednego końca Warszawy na
          drugi do pracy w korkach, ponad półtorej godziny, to dopiero
          przyjemność. A dlaczego miastowi kupują działki, budują "baraczki",
          żeby tylko coś takiego mieć, wypocząć i poznać przyjemność "na
          swoim". Zazdrościsz to krytykujesz. Nie mam domu, bo mnie nie
          stać,ale gdyby mnie było stać od razu bym kupił, albo wybudował. A
          my z miasta - niby tak nam dobrze - a po zakupy jedziemy do
          hipermarkietu - po gorsze ale tańsze produkty. I patrz - tu też
          potrzebny samochód, długi dojazd i jeszcze tłok w sklepie. Ach co to
          za przyjemność. A ile czasu zajmuje. Niech sobie każdy mieszka gdzie
          chce , na co go stać i co lubi. Nie zaglądajmy w "garki" innym
          popatrzmy co my mamy i na co nas stać, co lubimy i co
          chcemy. "Wolność Tomku w swoim domku".
          • Gość: a Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.eranet.pl 25.03.08, 19:05
            Bida domy to jeśli dobrze rozumiem autora malutkie domki do 130 m, budowane jak
            najtaniej daleko od miasta jako jedyna alternatywa dla kosmicznie wysokich cen
            mieszkań.
            Co do dojazdów-nawet jeśli ktoś ma niefarta i musi przemierzyć calutką Warszawę
            np. z Modlińskiej na Al. Krakowską to serdecznie współczuję. Tylko, ze ci spod
            miast do tego co przemierza mieszkaniec Warszawy muszą dodać swoje 10, 20, 30 km
            najczęściej w koszmarnych korkach bo samochodów dużo a drogi dojazdowe do
            stolicy fatalne. Co do zakupów: jak wyżej. Ty jedziesz 20 min, "podmiastowy" 2x
            dłużej.
            I naprawde jest bardzo duża różnica między domkiem letniskowym na weekendy,
            czyli jak to nazwałeś baraczkiem a domem całorocznym. Śmiem twierdzić, ze nie za
            bardzo wiesz o czym mówisz.
            • Gość: ???? Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.chello.pl 25.03.08, 22:43
              Tu nikomu o nic nie chodzi. Rzucił te
              mat,żeby popisać. Niech wskaże te
              jakoby bida domy. i niby gdzie tak
              tanio??? I kto sprzedaje? Ten co mu
              brakło funduszy.- ale czy tanio?
              Normalnie. Zaleznie od miejsca. I po-
              winno być nie bida domy, ale bida
              ludzie. A wtedy wszystko ma inny sens
      • ania.silenter Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... 25.03.08, 12:45
        Miejmy nadzieję, że Tomo ma rację i że te ceny rzeczywiście spadną.
        Ostatnio zastanawiałam się nad przeprowadzką teściów bliżej nas i
        przyuważyłam małego bliźniaka w centrum Radzymina (20 km od centrum
        Wa-wy). Sprawdziłam cenę - pół bliźniaka (ok. 140m2) w stanie
        surowym otwartym na działce trzysta m2 - cena 520 tys!!!. A co z
        wykończeniówką?
        Z tym, że chyba nie o takiej wsi tu mowa bo w R. są dwie
        podstawówki, 2 licea, 4 przedszkola (w tym 2 prywatne), a do pracy
        dziś jechałam 35 min. (pracuję w śródmieściu Wa-wy). Dzieci zostały
        z opiekunką.
        Co do wkładania ciężkiej pracy w zagospodarowanie ogrodu, dróg
        dojazdowych itp. to zgadzam się w 100%.
        I to prawda - wybór domu "na wsi" trzeba solidnie przemyśleć. Są
        ludzie, którzy zupełnie się do tego nie nadają.
        • minkapinka Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... 31.03.08, 13:35
          ania.silenter napisała:

          > Miejmy nadzieję, że Tomo ma rację i że te ceny rzeczywiście spadną.
          > Ostatnio zastanawiałam się nad przeprowadzką teściów bliżej nas i
          > przyuważyłam małego bliźniaka w centrum Radzymina (20 km od centrum
          > Wa-wy).

          Z centrum Radzymina do centrum Warszawy jest 25 km. Sprawdziałm na GPSie.
      • Gość: forbin Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.aster.pl 28.03.08, 16:21
        chyba masz jakieś kompleksy, koszty ogrzewania? jasne, jak ktoś ma
        np.gaz płynny to odczuje koszty, kwestia przemyślenia paru spraw
        przed wybudowaniem domu. dojazdy? dłużej przejeżdzam parę kilometrów
        w Wawce niż trasę na działkę kilkanaście km za 'Stolycą'. Mam
        mieszkanie 10 min. od centrum, w atrakcyjnej dzielnicy: mnostwo
        starych ludzi i kup na chodnikach. Wszyscy młodzi aktywni których
        znam albo marzą albo realizują marzenie o własnym domu pod miastem.
        Dodam jeszcze że moje dziecko ma do wyboru 6 przedszkoli w miejscu
        gdzie budujemy dom, ok. 20 km od wawy.
        • al9 6 przedszkoli 28.03.08, 16:53
          super
          zobaczymy co będzie jak dzieci dorosną...
          tom ma rację
          dom na zadupiu jest domem na zdupiu
          a dojazdy, brak szkół i rozrywek rozwala największych optymistów...
          Dom z dala od metropoli to rozwiązanie dla ludzi z wolnymi zawodami,
          nie mających codziennych obowiązków w śródmieściu, emerytów,
          wielbicieli przyrody. Na pewno nie dla dynamicznych rodzin z dziećmi
          w wieku szkolnym...
          dwa auta, potem skuter, potem trzecie auto....
          nie wiecie co piszecie..
          Dopóki dzieci małe jest ok
          ale jak na pokładzie macie nastolatki - zaczyna się masakra...
          Nie oszukujmy się: NIE ma ekwiwalentu - dom = mieszkanie w mieście
          Dom w dobrej lokalizacji jest KILKA razy droższy. Moze kosztowac
          tyle samo - jak jest w pssiej lokalizacji.
          Cudów nie ma...
          pozdr
          al
          • Gość: forbin Re: 6 przedszkoli IP: *.aster.pl 29.03.08, 15:14
            tak się składa że szkoły też tam są, na szczęście moje i mojego
            dziecka rzuciłam pracę w korporacji w śmierdzącym centrum wawy i
            teraz mając własną działalność jestem panią mojego czasu i nie muszę
            każdego ranka stać w korkach. Zostawiamy mieszkanie w mieście gdyby
            kiedyś miało się przydać. Jako nastolatka mieszkałam z rodzicami w
            domu i po kolejnych doświadczeniach w blokach utwierdziłam się w
            przekonaniu że posiadanie własnego domu to jest to. Wiem że wiąże
            się z to z pewnymi obowiązkami ale dla mnie np. koszenie trawy to
            przyjemność. Wspołczuję tym którzy widzą tylko ciemną stronę...ale
            to w naszym narodzie typowe.
      • Gość: Majka Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.eranet.pl 28.03.08, 22:54
        Biedni ludzie, współczuję z całego serca osobom, które zaciągneły
        kredyty, czy pozbyły się mieszkań w Warszawie by zrealizować
        marzenie o domu, które okazało się nie marzeniem a utrapieniem...

        Ja mieszkam na zadupiu, 30km od centrum w-wy i jestem szczęśliwa.
        Właśnie z tego powodu, że nie mam tłumów, betonów, parków,
        samochodów, spalin, autobusów, sąsiadów nad , pod i obok. I nie chcę
        miec. Mam nadzieję, ze infrastruktura za szybko do mnie nie dojdzie.
        A że czasem do pracy (w centrum) jadę i godzinę - trudno. Przyjmuję
        wszystko z dobrodziejstwem inwentarza. Bo zdarza się i pół godziny -
        nie ma reguły. Podczas środowych opadów śniegu jechałam... 2
        godziny. Trudno. Uwielbiam moje miejsce na ziemi.
        PS koszty utrzymania domu są duże wyższe niż czynsz w bloku.
        • Gość: Jozef Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: 212.87.241.* 29.03.08, 00:10
          My dopiero startujemy. Mamy dzialke, projekt, wykonawce, wystepujemy o pozw. na
          budowe.
          Dzialka jest nie pod Warszawa, ale pod Czestochowa - 25 km. 2 lata szukalismy
          tego, co by nam odpowiadalo. Mamy duza dzialke, swieze powietrze, wyrosniety las
          w poblizu, dosc milych, uczynnych sasiadow, dobry dojzd. Mamy 2 samochody, jedno
          dziecko - starsze niedlugo bedzie mialo skuter. Mlodsze jest za male. Babcie
          chetnie pomagaja w opiece...
          Do roboty w Czestochowie mamy pol godziny dojazdu zima, latem krocej.
          Weszlismy w to, widzimy wady i zalety. Pozbedziemy sie jednego z dwoch mieszkan
          w miescie... jestesmy dobrej mysli.
          Jednak czlowieka ciagnie do natury, z dala od zgielku i smrodu, i czarnej chmury
          mysli - jestem trybikiem, musze jakos przezyc, musze miec lepiej niz inni itp.
          Na wsi takie myslenie przestrzen rozwiewa...
          • Gość: i Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.chello.pl 29.03.08, 09:15
            i tylko Ci pozazdrościć. Ale zaraz znajdą się tacy co zazdroszcząc
            będą wymyślać jak to żle na wsi./choć trudno nazwać to wsią/
          • Gość: Majka Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.eranet.pl 29.03.08, 13:46
            Najważniejsze to naprawdę wiedzieć, czego się chce i umieć
            przewidzieć wady i zalety. Większość osób - niestety - widzi tylko
            siebie na leżaku latem, jak sączy drinka z prasolką w pięknym
            ogrodzie, a wieczorem delektuje się chłodnym piwem przy grillu na
            tarasie. W OGÓLE nie myśli o utrudnieniach typu: wyprawy do miasta,
            do pracy, trudności organizacyjne w związku z dziećmi, dramat gdy
            zepsuje się jedno auto (u mnie np. jeździ tylko pks), masę roboty w
            ogrodzie i wokół domu, wkurzenie, gdy skończyło się piwo, a na
            najbliższą stację jakieś 6 km, brak chrupiących, świeżych bułeczek
            na śniadanie.... itp itd.
            Trzeba to wiedzieć, zanim zdecyduje się na dom pod miastem, bo tylko
            wtedy człowiek będzie w pełni korzystał z przyjemności, jakich nie
            ma i nigdy nie będzie miał mieszkając w mieście (nawet w domu w
            mieście, że już nie wspomnę o blokach)
            • Gość: Tomo Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.merinet.pl 29.03.08, 16:26
              Dokładnie - podpisuję się pod tym obiema rękami. Wątek, który
              założyłem nie miał być złośliwy (choć wiele osób tak to odebrało).
              Został założony na podstawie obserwacji cen i ilości pojawiających
              się ogłoszeń, oraz obserwacji moich znajomych którzy stwierdzili, że
              dom za miastem to alternatywa dla drogich mieszkań. I niestety w
              wypadku większości z nich nie wyszło to na zdrowie. Po pierwsze nie
              są to aż tak zamożni ludzie by mogli wszystkie prace związane z
              budową i urządzeniem domu zlecić "na zewnątrz" więc wprowadzali się
              do domów częściwo tylko wykończonych. Czasem dotyczyło to samego
              domu, czasem jedynie ogrodu i ogrodzenia. Niemniej jednak u
              wszystkich skończyło się tak samo - po całym tygodniu ciężkiej pracy
              stali się murarzami, tynkarzami, ogrodnikami, ... Na początku było
              to fajne, bo cieszyło ich że co tydzień zrobili coś nowego. Po pół
              roku okazywało się, że tyrają jak woły przez 7 dni w tygodniu, a
              efekty są różne i do końca prac daleko. Znajomi (w tym również
              przyznaję ja) którzy na początku chętnie ich odwiedzali po kilku
              podejściach doszli do wniosku, że bez sensu jest przeszkadzać
              gospodarzom w ich coweekendowych pracach fizycznych i przestali
              przyjeżdżać. Gospodarze natomiast grilla rozpalają tylko dlatego, że
              jest to najłatwiejsze do przygotowania jedzenie podczas pracy (można
              wrzucić mięcho czy kiełbachę na ruszt i dalej szaleć z łopatą i
              zjeść w biegu). Potem przyszła zima i okazało się, że koszty
              ogrzewania nie są jednak takie niskie jak się wydawało i wybór jest
              pomiędzy rachunkami przy których zaczyna się tęsknie wspominać
              czynsz w bloku bądź temperaturą oscylującą wokół 17 stopni.
              Oczywiście twierdzą, że taka temparatura jest super komfortowa i
              zdrowa, ale chodzą po domu w swetrach i bezrękawnikach, a śpią w
              dresach i wełnianych skarpetach... Idźmy dalej - dojazdy. Codziennie
              1 - 2 godziny w każdą stronę. Czyli zimą ciemno jak wstają (trzeba
              jeszcze odśnieżyć aby wyjechać) i jeszcze ciemniej gdy wracają (po
              drodze jeszcze zakupy, etc.). Dalej - dzieci. Dziwnie zdziczały po
              roku, dwóch latach mieszkania na wsi. Z zadbanych i czystych
              dzieciaczków zrobiły się z nich ... małomówne, wiejskie brudasy. Ich
              rodzice zastanawiają się teraz co zrobić od września gdy będą
              musiały iść do szkoły. Bo z jednej strony nie chcą ich posyłać do
              miejscowej szkoły (poziom nauczania), a z drugiej nie są w stanie
              wziąć sobie na głowę jeszcze dowożenia dzieci do Warszawy (musiałyby
              wstawać codziennie o 5 rano, a wracałyby do domu około 19). O
              wyjściach na basen, czy spotkaniach w knajpce już dawno zapomnieli.
              Wakacje? Jakie wakacje, przecież do zrobienia jest jeszcze płot,
              napęd do bramy i drzwi garażowych, trwa, drzewka, itp. itd. POza tym
              niezależenie od alarmów nie można zostawić domu, bo okradną jeżeli
              nie sam dom to przynajmniej wykopią drzewka w ogrodzie lub buchną
              silnik od bramy... Dzieci całe lato siedzą więc na wsi i za
              podstawową rozrywkę mają dmuchany basen pełen błota, połamany rower
              na wiejskim dukcie i ewentualnie wycieczkę do dziadków w mieście...
              Tak to niestety wygląda dla kogoś niezaangażowanego, patrzącego z
              boku. Dlatego nie dziwi mnie ilość ogłoszeń o sprzedaży domów za
              miastem. Niektórzy się ocknęli i zobaczyli, że wieś to miejsce nie
              dla każdego (a już na pewno nie dla młodych, aktywnych zawodowo
              ludzi z małymi dziećmi)...
              • tigrissimo Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... 29.03.08, 19:11
                Hm... czytam, czytam i w zasadzie nie rozumiem :-)

                Od urodzenia mieszkam pod Warszawą czyli na tzw. "zadupiu" :-) i codziennie od
                ponad 15 lat dojeżdżam do Warszawy (najpierw do szkoły, teraz do pracy). I
                wiecie co Wam powiem, za żadne skarby nie chciałabym tego zmienić. Warszawa jest
                dobra, ale na parę godzin dziennie, ale nie żeby zaraz marzyć o mieszkaniu w
                niej. Mimo wszystko wolę godzinę dojeżdżać do pracy, ale mieć za oknem ciszę,
                spokój i śpiewające ptaki na oknem, niż mieć blisko do pracy i spaliny i huk
                samochodów. Owszem są ciche osiedla w miastach, ale ta cisza nie przekracza
                promienia kilkudziesięciu - góra kilkuset metrów. ;-)

                Myślę, że jak ktoś wychował się w mieście i ruszając za modą zamieszkał w domku
                na "zadupiu", to będzie traktował prace typu: odgarnianie śniegu, grabienie
                liści czy koszenie trawników jako ciężką katorżniczą pracę. Zaś jak ktoś
                pochodzi z "zadupia" to mieszkanie w mieście będzie dla niego niczym jak
                zamknięcie w klatce.

                Ale jak to bywa z regułami są wyjątki :-)

                Pozdrawiam malkontentów

                PS. Rozbawiła mnie do łez ta opowiastka o brudnych dzieciach i połamanym rowerku
                :-)))))))))))))))
                • kajka777 Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... 29.03.08, 23:14
                  tigrissimo napisała:

                  >> Myślę, że jak ktoś wychował się w mieście i ruszając za modą
                  zamieszkał w domku
                  > na "zadupiu", to będzie traktował prace typu: odgarnianie śniegu,
                  grabienie
                  > liści czy koszenie trawników jako ciężką katorżniczą pracę.

                  otóż to. Albo całe życie mieszkasz na zadupiu w domu z ogrodem (jak
                  ty), albo w pełni świadomie przeprowadzasz sie na zadupie (jak ja).
                  Przyznaję, że jestem (byłam?) mieszczuchem, ale od dawna wiedziałam
                  czego chcę. I nie żałuję i zdania nie zmieniłam.
                  • tigrissimo Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... 01.04.08, 23:31
                    Moja koleżanka też kupiła sobie domek na "zadupiu". Jak twierdzi, zawsze źle
                    czuła się w mieście (mimo, że mieszka w nim wieeeelu lat).
                    Dla niej domek za miastem, to spełnienie dziecięcych marzeń, do których tęskniła
                    całe życie.
              • ania.silenter Bardzo się mylisz, Tomo:) 29.03.08, 21:40
                Gość portalu: Tomo napisał(a):
                Napiszę Ci jak to jest u nas:

                > Gospodarze natomiast grilla rozpalają tylko dlatego, że
                > jest to najłatwiejsze do przygotowania jedzenie podczas pracy (można
                > wrzucić mięcho czy kiełbachę na ruszt i dalej szaleć z łopatą i
                > zjeść w biegu).
                Nie pamiętam, kiedy rozpalaliśmy ostatnio grilla - jakoś we wrześniu, pamiętam,
                że było to po urlopie (dwutygodniowa objazdówka po Włoszech - nic specjalnego
                ale było miło:))

                :P

                Potem przyszła zima i okazało się, że koszty
                > ogrzewania nie są jednak takie niskie jak się wydawało

                Co miesiąc oszczędzamy 400 zł na czynszu (tyle płaciliśmy za mieszkanie w
                Wawce), akurat wystarczy na zapłatę za gaz

                i wybór jest
                > pomiędzy rachunkami przy których zaczyna się tęsknie wspominać
                > czynsz w bloku bądź temperaturą oscylującą wokół 17 stopni.

                teraz mamy temp. 20,9 st (mój mąż jest ciepłolubny:P) - spojrzałam na termometr

                > Oczywiście twierdzą, że taka temparatura jest super komfortowa i
                > zdrowa, ale chodzą po domu w swetrach i bezrękawnikach, a śpią w
                > dresach i wełnianych skarpetach...

                Jestem w krótkich rękawkach

                Idźmy dalej - dojazdy. Codziennie
                > 1 - 2 godziny w każdą stronę.

                średnio - 40 min, zdarza się więcej - jak np. nagle spadnie śnieg (tak było
                chyba w zeszłą środę), w wakacje jedziemy 30 min, mój współpracownik z Ursynowa
                godzinę autobusem (w sumie mu współczuję, też kiedyś mieszkałam tam, na
                Janowskiego i jeździłam autobusem:P)

                Czyli zimą ciemno jak wstają (trzeba
                > jeszcze odśnieżyć aby wyjechać) i jeszcze ciemniej gdy wracają (po
                > drodze jeszcze zakupy, etc.). Dalej - dzieci. Dziwnie zdziczały po
                > roku, dwóch latach mieszkania na wsi. Z zadbanych i czystych
                > dzieciaczków zrobiły się z nich ... małomówne, wiejskie brudasy.

                lol:P

                Ich
                > rodzice zastanawiają się teraz co zrobić od września gdy będą
                > musiały iść do szkoły. Bo z jednej strony nie chcą ich posyłać do
                > miejscowej szkoły (poziom nauczania), a z drugiej nie są w stanie
                > wziąć sobie na głowę jeszcze dowożenia dzieci do Warszawy (musiałyby
                > wstawać codziennie o 5 rano, a wracałyby do domu około 19).

                Wstajemy o 7.00, potrzebuję duuużo czasu na "ogarnięcie się" - pracuję od 8.00
                O
                > wyjściach na basen, czy spotkaniach w knajpce już dawno zapomnieli.

                owszem, ale dlatego, że nie chcę zostawiać dzieci z nianią jeszcze w weekend


                > Wakacje?

                o tym wyżej:).

                Jakie wakacje, przecież do zrobienia jest jeszcze płot,
                > napęd do bramy i drzwi garażowych, trwa, drzewka, itp. itd. POza tym
                > niezależenie od alarmów nie można zostawić domu, bo okradną jeżeli
                > nie sam dom to przynajmniej wykopią drzewka w ogrodzie lub buchną
                > silnik od bramy...

                zapamiętam, jak na razie nie ukradziano nam nic, mimo pernamentnie otwartego garażu

                Dzieci całe lato siedzą więc na wsi i za
                > podstawową rozrywkę mają dmuchany basen pełen błota,

                :P, błota? U nas w basenie jest woda

                połamany rower
                > na wiejskim dukcie i ewentualnie wycieczkę do dziadków w mieście..

                Dziadkowie nad jeziorem (zachodniopomorskie), wujkowie a babcia w górach. Na
                długi, majowy weekend mamy dylemat - Kołobrzeg czy Żywiec?

                Wcześniej mieszkaliśmy na Ursynowie i na Pradze-Południe, uff - mieszkanie
                okradli nam zaledwie 2 razy a auto 5 (w ciągu 2 lat), o atrakcjach typu
                śmierdzący bezdomny na klatce schodowej pod drzwiami, zapici sąsiedzi, wścibskie
                sąsiadki, wiecznie szczekające kundle za ścianą nie wspomnę.
                • Gość: Tomo Re: Bardzo się mylisz, Tomo:) IP: *.merinet.pl 30.03.08, 18:48
                  ania.silenter napisała:

                  > Nie pamiętam, kiedy rozpalaliśmy ostatnio grilla - jakoś we
                  wrześniu, pamiętam,
                  > że było to po urlopie (dwutygodniowa objazdówka po Włoszech - nic
                  specjalnego
                  > ale było miło:))

                  Nigdzie nie stwierdziłem, że 100% właścicieli domów jada codziennie
                  jedzenie z grilla. Co do wczasów to powinienem wpaść w zachwyt nad
                  Twoim wyjazdem do Włoch? Czy chcesz się policytować?

                  > Co miesiąc oszczędzamy 400 zł na czynszu (tyle płaciliśmy za
                  mieszkanie w Wawce), akurat wystarczy na zapłatę za gaz

                  Ekstra. A ile wydajesz na paliwo na dojazdy do Warszawy?

                  > teraz mamy temp. 20,9 st (mój mąż jest ciepłolubny:P) - spojrzałam
                  na termometr

                  No to nie za bogato biorąc pod uwagę, że od kilku dni mamy wiosnę i
                  temperatura na zewnątrz oscyluje wokół 10 - 15 stopni. A ile macie
                  stopni przy -15? I jakie są wtedy rachunki za gaz?

                  > średnio - 40 min, zdarza się więcej - jak np. nagle spadnie śnieg
                  (tak było chyba w zeszłą środę), w wakacje jedziemy 30 min, mój
                  współpracownik z Ursynowa godzinę autobusem (w sumie mu współczuję,
                  też kiedyś mieszkałam tam, na Janowskiego i jeździłam autobusem:P)

                  Wiesz, miemal każdy posiadacz domu pod Warszawą podobno dojeżdża do
                  pracy 20 - 40 minut. Ciekawostką jest tylko dla mnie jak skoro
                  przejazd przez samą Warszawę zajmuje na ogół minimum 40 minut...

                  Czyli zimą ciemno jak wstają (trzeba
                  > > jeszcze odśnieżyć aby wyjechać) i jeszcze ciemniej gdy wracają
                  (po drodze jeszcze zakupy, etc.). Dalej - dzieci. Dziwnie zdziczały
                  po roku, dwóch latach mieszkania na wsi. Z zadbanych i czystych
                  > > dzieciaczków zrobiły się z nich ... małomówne, wiejskie brudasy.
                  >
                  > lol:P

                  Komentarza zabrakło?

                  > Wstajemy o 7.00, potrzebuję duuużo czasu na "ogarnięcie się" -
                  pracuję od 8.00

                  Trochę to się kłóci z tym co napisałaś wcześniej o czasie dojazdu.
                  Potrzebujesz dużo czasu na ogarnięcie się, jedziesz ok. 40 minut,
                  wstajesz o 7 rano, a o 8 jesteś w pracy. Trochę tu sprzeczności nie
                  uważasz?

                  > O wyjściach na basen, czy spotkaniach w knajpce już dawno
                  zapomnieli.
                  > owszem, ale dlatego, że nie chcę zostawiać dzieci z nianią jeszcze
                  w weekend

                  Ja mówię o wyjściach rodzinnych. Mnie dotarcie na basen zajmuje 10
                  minut. Co do knajpek to sama widzisz... Ja dzwonię do rodziców bądź
                  teściowej i za 15 minut dzieci są u nich.

                  > :P, błota? U nas w basenie jest woda
                  Nie zrozumiałaś ironii - na permanentnych placach budowy jakimi jest
                  wiele domów pod Warszawą więcej jest piachu niż trawy. Stąd to
                  błoto...

                  > Dziadkowie nad jeziorem (zachodniopomorskie), wujkowie a babcia w
                  górach. Na
                  > długi, majowy weekend mamy dylemat - Kołobrzeg czy Żywiec?

                  No to ekstra. A jak godzicie temat świąt? Odległość od jednych do
                  drugich dość spora :) Ale to już na marginesie...

                  > Wcześniej mieszkaliśmy na Ursynowie i na Pradze-Południe, uff -
                  mieszkanie
                  > okradli nam zaledwie 2 razy a auto 5 (w ciągu 2 lat), o atrakcjach
                  typu śmierdzący bezdomny na klatce schodowej pod drzwiami, zapici
                  sąsiedzi, wścibskie sąsiadki, wiecznie szczekające kundle za ścianą
                  nie wspomnę.

                  To mamy zupełnie inne doświadczenia. Z sąsiadami trzeba umieć żyć i
                  ich sobie "wychować". Bezdomnego (jeżeli już się nawet trafi - u
                  mnie się to jeszcze nie zdarzyło a mieszkam w bloku od urodzenia)
                  można się pozbyć w 10 minut przy pomocy Straży Miejskiej.
                  Co do kradzieży: może ja mam farta, a może Ty miałaś niefart. Mnie
                  nigdy nikt nie okradł podobnie jak Tobie nikt nie wyniósł nic z
                  otwartego garażu. A Praga? No coż... Ja mieszkam na Bielanach i
                  problemów nie mam.




















                  • Gość: aj Re: Bardzo się mylisz, Tomo:) IP: *.chello.pl 30.03.08, 19:39
                    Ależ Tomo zazdrosny. Jak Ci tak dobrze w blokach, to skąd Ci
                    przychodzi do głowy krytykować innych. Każdy lubi to co lubi.
                    Przecież nikt Cie nie namawia, zebys sobie kupił dom. Mieszkaj tam
                    gdzie mieszkasz i ciesz się. I nie przejmuj się ile kto jedzie do
                    pracy. lub czy ma zimno, czy ciepło oraz ile wydaje na gaz. Jak tak
                    się lubisz martwic o innych, to pomartw sie o tych co nie maja na
                    czynsz i zalegają z opłatami.
                    • Gość: Tomo Re: Bardzo się mylisz, Tomo:) IP: *.merinet.pl 30.03.08, 20:09
                      Pomyliłaś się - ja nikogo nie krytykuję. Każdy żyje jak chce.
                      Zwróciłem jedynie uwagę na pewne zjawisko jakim jest coraz większa
                      wyprzedaż nowych domów poza miastami. Dyskusja jak to zwykle bywa
                      nieco odbiegła od tematu i zaczęła się licytacja co lepsze. Ponieważ
                      nie lubię gdy ktoś wciska innym ciemnotę, a pewne obserwacje mam,
                      więc wyrażam swoją opinię. Nie twierdzę, że dom za miastem to samo
                      zło i nie zamierzam nikogo przekonywać że jedyną słuszną opcją jest
                      mieszkanie w bloku, w mieście. Zwracam jedynie uwagę na pewne
                      minusy, których moi znajomi na początku nie chcieli widzieć, a które
                      teraz im dość mocno doskwierają. Na tyle mocno, że niektórzy chętnie
                      wróciliby do Warszawy. A z każdym rokiem jest coraz gorzej, dzieci
                      dorastają i chcą chodzić na zajęcia pozalekcyjne, basen, etc. A
                      korki coraz większe, czasu coraz mniej i paliwo coraz droższe...
                      • simon_r Re: Bardzo się mylisz, Tomo:) 04.04.08, 11:04
                        Tomo... poproszę o parę namiarów na te "tanie" domy..

                        od niedawna poszukuję działki aby sobie wybudować włąsnie taki "bieda dom" po
                        Wwą i niestety gołe działki w odległości 30km od Wwy to koszt rzędu 200zł/m2 w
                        przyzwoitym miejscu... działek z domami nie wykończonymi na sprzedaż jakoś nie
                        widziałem w sensownej cenie.

                        A co do dojazdów.. teraz mieszkam na osiedlu Agromana obok CH Targówek przy TT..
                        osiedle fajne ale do pracy jadę od 40min do 1godz.

                        Gdybym mieszkał pod Tarczynem to do pracy jechałbym ok. 45min do 1godz... trochę
                        dalej (ok. 15km więcej) a czas ten sam.. testowany wielokrotnie również w piątek
                        po południu.
                        -------------------
                        Jak schudnąć?..
                  • al9 Tomo sie nie myli 30.03.08, 19:42
                    zauważa tendencję na rynku obserwowaną od dłuższego czasu i nie
                    tylko w Warszawie...
                    Dom poza miastem to sporo zalet. Ale tez i poważne wady. Często Ci
                    którzy się decydują na budowę domu poza miastem bagatelizują je...
                    Najgorzej mają rodziny z dziećmi. Zwłaszcza dorastającymi. Nie z
                    powodu temperatury w domu czy złodziejaszków w okolicy. Z powodów
                    logistycznych...
                    Ale - nie chodzi o udowadnianie racji...
                    Raczej ostrzeżenie...
                    POzdr
                    al
                  • ania.silenter Re: Bardzo się mylisz, Tomo:) 30.03.08, 22:00
                    Gość portalu: Tomo napisał(a):

                    > ania.silenter napisała:
                    >
                    > > Nie pamiętam, kiedy rozpalaliśmy ostatnio grilla - jakoś we
                    > wrześniu, pamiętam,
                    > > że było to po urlopie (dwutygodniowa objazdówka po Włoszech - nic
                    > specjalnego
                    > > ale było miło:))
                    >
                    > Nigdzie nie stwierdziłem, że 100% właścicieli domów jada codziennie
                    > jedzenie z grilla. Co do wczasów to powinienem wpaść w zachwyt nad
                    > Twoim wyjazdem do Włoch? Czy chcesz się policytować?


                    Policytować?! Przecież napisałam,że to nic szczególnego nie było. Nie stać nas
                    na droższy wypoczynek niż Włochy, Grecja itp. głównie ze względu na koszty,
                    które ponosimy zatrudniając nianię. 1800 zł/miesięcznie już od 2,5 roku.

                    >
                    > > Co miesiąc oszczędzamy 400 zł na czynszu (tyle płaciliśmy za
                    > mieszkanie w Wawce), akurat wystarczy na zapłatę za gaz
                    >
                    > Ekstra. A ile wydajesz na paliwo na dojazdy do Warszawy?

                    Sporo. Ok. 500 zł, oba nasze auta do diesle. Zapomniałam napisać,że odkąd
                    mieszkamy "na wsi" odpadły nam koszty strzeżonego parkingu (250 zł), po tych
                    kradzieżach musieliśmy postawić auto na parkingu.

                    >
                    > > teraz mamy temp. 20,9 st (mój mąż jest ciepłolubny:P) - spojrzałam
                    > na termometr
                    >
                    > No to nie za bogato biorąc pod uwagę, że od kilku dni mamy wiosnę i
                    > temperatura na zewnątrz oscyluje wokół 10 - 15 stopni. A ile macie
                    > stopni przy -15?

                    Tyle samo. Jest takie specjalne urządzenie,którym można nastawić określoną
                    temperaturę:D.

                    I jakie są wtedy rachunki za gaz?

                    Aleś Ty ciekawy - specjalnie dla Ciebie znalazłam rachunek za gaz od 20.11.2007
                    do 31.01.2008 - 602 zł:).
                    >
                    > > średnio - 40 min, zdarza się więcej - jak np. nagle spadnie śnieg
                    > (tak było chyba w zeszłą środę), w wakacje jedziemy 30 min, mój
                    > współpracownik z Ursynowa godzinę autobusem (w sumie mu współczuję,
                    > też kiedyś mieszkałam tam, na Janowskiego i jeździłam autobusem:P)
                    >
                    > Wiesz, miemal każdy posiadacz domu pod Warszawą podobno dojeżdża do
                    > pracy 20 - 40 minut. Ciekawostką jest tylko dla mnie jak skoro
                    > przejazd przez samą Warszawę zajmuje na ogół minimum 40 minut...

                    Mamy fuksa,widocznie:). I nie przejeżdżam CAŁEJ Wa-wy, dojeżdżam do Centrum.
                    >
                    > Czyli zimą ciemno jak wstają (trzeba
                    > > > jeszcze odśnieżyć aby wyjechać) i jeszcze ciemniej gdy wracają
                    > (po drodze jeszcze zakupy, etc.). Dalej - dzieci. Dziwnie zdziczały
                    > po roku, dwóch latach mieszkania na wsi. Z zadbanych i czystych
                    > > > dzieciaczków zrobiły się z nich ... małomówne, wiejskie brudasy.
                    > >
                    > > lol:P
                    >
                    > Komentarza zabrakło?

                    Nie tylko nie chciałam Cię urazić - może uznały Cię za nudnego i dlatego nie
                    chciały z Tobą gadać:)
                    >
                    > > Wstajemy o 7.00, potrzebuję duuużo czasu na "ogarnięcie się" -
                    > pracuję od 8.00
                    >
                    > Trochę to się kłóci z tym co napisałaś wcześniej o czasie dojazdu.
                    > Potrzebujesz dużo czasu na ogarnięcie się, jedziesz ok. 40 minut,
                    > wstajesz o 7 rano, a o 8 jesteś w pracy. Trochę tu sprzeczności nie
                    > uważasz?

                    racja, pracuję od 8.30
                    >
                    > > O wyjściach na basen, czy spotkaniach w knajpce już dawno
                    > zapomnieli.
                    > > owszem, ale dlatego, że nie chcę zostawiać dzieci z nianią jeszcze
                    > w weekend
                    >
                    > Ja mówię o wyjściach rodzinnych. Mnie dotarcie na basen zajmuje 10
                    > minut. Co do knajpek to sama widzisz... Ja dzwonię do rodziców bądź
                    > teściowej i za 15 minut dzieci są u nich.
                    >
                    > > :P, błota? U nas w basenie jest woda
                    > Nie zrozumiałaś ironii - na permanentnych placach budowy jakimi jest
                    > wiele domów pod Warszawą więcej jest piachu niż trawy. Stąd to
                    > błoto...
                    >
                    > > Dziadkowie nad jeziorem (zachodniopomorskie), wujkowie a babcia w
                    > górach. Na
                    > > długi, majowy weekend mamy dylemat - Kołobrzeg czy Żywiec?
                    >
                    > No to ekstra. A jak godzicie temat świąt? Odległość od jednych do
                    > drugich dość spora :) Ale to już na marginesie...

                    raz do jednych, raz do drugich:)
                    >
                    > > Wcześniej mieszkaliśmy na Ursynowie i na Pradze-Południe, uff -
                    > mieszkanie
                    > > okradli nam zaledwie 2 razy a auto 5 (w ciągu 2 lat), o atrakcjach
                    > typu śmierdzący bezdomny na klatce schodowej pod drzwiami, zapici
                    > sąsiedzi, wścibskie sąsiadki, wiecznie szczekające kundle za ścianą
                    > nie wspomnę
                    • Gość: Majka Re: Bardzo się mylisz, Tomo:) IP: *.eranet.pl 30.03.08, 22:47
                      ania.silenter napisała:
                      > Aleś Ty ciekawy - specjalnie dla Ciebie znalazłam rachunek za gaz
                      od 20.11.2007
                      > do 31.01.2008 - 602 zł:).

                      Oo, to ja zazdroszczę, bo ja zapłacilam 1311 zł

                    • Gość: żol Re: Bardzo się mylisz, Tomo:) IP: *.chello.pl 30.03.08, 23:07
                      z radzymina do centrum piszesz 40 minut w szczycie? dobry dojazd
                      macie...
                    • Gość: Dorka Ania chyba jednak przesadzasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.08, 22:43
                      Ania, tak się licytujesz, ale z tym 40 min to jednak przesadzasz. Rozumiem, że
                      to w czasie ferii, przy braku remontów na drogach, super pogodzie, etc.
                      Ja mieszkam na Ursynowie, niedaleko ul Janowskiego zresztą i do centrum Warszawy
                      jeżdżę 20-25 licząc dojście do metra i dojście z metra do pracy - niezależnie od
                      remontów, pogody, etc.
                      Nie porównuj Radzymina do Ursynowa. Mieszkam tu od urodzenia, nie okradziono nas
                      nigdy, miałam super koleżanki na osiedlu, pijaków jakoś sobie nie przypominam.
                      Chyba jednak pechowa jesteś.
                      • ania.silenter Dorka 03.04.08, 09:36
                        Gość portalu: Dorka napisał(a):

                        > Ania, tak się licytujesz,

                        Nie licytuję się lecz odpowiadam na kretyńskie stwierdzenie, że
                        KAŻDY kto mieszka poza Warszawą wstaje o 5 żeby dojechać do pracy w
                        Wa-wie. Notabene mam kolezankę z pracy, która mieszka w Łodzi,
                        dojeżdża do pracy w Warszawie (na 8.30) i wstaje o 6.00.

                        >ale z tym 40 min to jednak przesadzasz.

                        A ja rozumiem, że jeździsz z nami naszym samochodem codziennie i
                        mierzysz czas skoro czujesz się uprawniona do pisania, że
                        przesadzam?
                        Poza tym naucz się czytać ze zrozumieniem - ŚREDNIO 40 min. znaczy
                        czasem więcej a czasej mniej.

                        >Rozumiem, że
                        > to w czasie ferii, przy braku remontów na drogach, super pogodzie,
                        etc.

                        Już o tym pisałam - w takich super warunkach jedziemy ok. pół
                        godziny.

                        > Ja mieszkam na Ursynowie, niedaleko ul Janowskiego zresztą i do
                        centrum Warszaw
                        > y
                        > jeżdżę 20-25 licząc dojście do metra i dojście z metra do pracy -
                        niezależnie o
                        > d
                        > remontów, pogody, etc.

                        Ale ja nie pisałam o tym ile Ty jeździsz tylko ile ja jeździłam do
                        pracy AUTOBUSEM, nie metrem. 195 jechał bitą godzinę. A metrem
                        wynosiło to: 10-15 min. na dotarcie do metra + ok. 20 min przejazd
                        metrem + 15 min dojście do pracy (w najlepszym razie 45 min., więc
                        wynik taki sobie).

                        > Nie porównuj Radzymina do Ursynowa.

                        A to dlaczego nie?! Mieszkałam i tu i tu więc czuję się uprawniona
                        do porównywania tych dwóch miejsc. Obiektywnie bo z żadnym nie
                        jestem związana emocjonalnie. A Ty znasz Radzymin, byłaś tam choć
                        raz?

                        Mieszkam tu od urodzenia, nie okradziono na
                        > s
                        > nigdy,

                        a mnie tak

                        >miałam super koleżanki na osiedlu,

                        Lol, na pewno super:P, ale co to ma do rzeczy?

                        >pijaków jakoś sobie nie przypominam.

                        A ja tak, nigdzie nawet w bloku na Pradze (to tam mieszkał bezdomny)
                        nie śmierdziało tak uryną jak właśnie na klatce schodowej i w
                        piwnicy w bloku na Janowskiego, aż wstyd było znajomych zapraszać

                        > Chyba jednak pechowa jesteś.

                        A kim Ty jesteś żeby wydawać takie sądy? Znasz mnie? Wywnioskowałaś
                        to z dwóch postów czy masz szklaną kulę?:P.
                        • al9 ania silenter nie tędy droga... 03.04.08, 10:55
                          Chyba jednak pechowa jesteś.

                          A kim Ty jesteś żeby wydawać takie sądy? Znasz mnie? Wywnioskowałaś
                          to z dwóch postów czy masz szklaną kulę?:P.
                          • ania.silenter Al 03.04.08, 11:57
                            al9 napisał:
                            Al, na wstepie - zgadzam się w 100%, że decyzja o tym, gdzie się
                            chce zamieszkać (miasto czy przedmieścia/wieś) absolutnie NIE jest
                            decyzją, którą można podjąć pochopnie. Choćby ze względu na
                            dojazdy, komunikację publiczną (notabene ta między Radzyminem a Wa-
                            wą woła o pomstę do nieba:(), kwestie związane z pracą w ogrodzie
                            (choć z tym też różnie bywa, mój sąsiad nie ma ogrodu a tylko wylane
                            betonem podwórko), utrzymaniem dróg dojazdowych, odśnieżaniem itp.
                            I faktycznie mieszkanie na głębokiej wsi (brzmi kulturalniej
                            niż "zadupie", prawda?) może być kłopotem przy nastolatkach mających
                            w dodatku gros kolegów/koleżanek w Wa-wie, tam, gdzie chodzą do
                            szkoły. I to wszystko trzeba gruntownie przemysleć.
                            >
                            po co te emocje?
                            Nikt nie twierdzi, że wyprowadzka poza maisto to zły pomysł..

                            Gdyby Tomo napisał - uważam, że wyprowadzka za miasto jest dla mnie
                            złym pomysłem - ok. Każdy ma prawo do własnego zdania i przede
                            wszystkim ma prawo żyć jak chce, ale określenia:
                            "dom na zadupiu będzie zawsze domem na zadupiu" (przy czym zadupie
                            to wszystko oprócz ścisłego centrum Wa-wy), "małomówne, wiejskie
                            brudasy" (nie potrafiłabym powiedzieć tak o żadnym dziecku swoich
                            znajomych - moi rodzice wpoili mi podstawowe zasady kultury
                            osobistej), "bidadomy" - to nie są wyrażenia obiektywne tylko
                            zdecydowanie pejoratywne. Nie mam nic przeciwko zwracaniu uwagi na
                            minusy mieszkania "na wsi" ale w kulturalny sposób.

                            Większosc budujących domy za miastem wie co robi
                            ale niektórzy zapewne niekoniecznie

                            słuchaj, al, nie jestem nawiedzonym orędownikiem wychwalającym
                            zalety mieszkania poza miastem, wiem doskonale, że jest grupa ludzi,
                            którzy MUSZĄ mieszkać w mieście. Mój kolega ostatnio wymyślił, że
                            kupi działkę pod miastem - 29-letni singiel, którego życiowym celem
                            jest podrywanie "panien" w ilosciach hurtowych, nie mający nawet
                            prawa jazdy, nie umiejący samodzielnie wbić gwoździa (a co, gdyby mu
                            się rura kanalizacyjna zapchała? toż umarłby na sam widok), z zerową
                            szansą na kredyt:D. Powierdziałam mu w skrócie, że zwariował. Niech
                            siedzi w mieszkaniu w Warszawie (u rodziców bo nie stać go na
                            samodzielne mieszkanie).

                            A teraz prywata - fajnie, że wróciłeś na forum. I pytanie - czy
                            myślisz, że te "domy na zadupiu:D" rzeczywiście będą tanieć? Byłoby
                            super - jak już pisałam chciałabym docelowo przeprowadzić, gdzieś w
                            pobliże nas moich teściów i mamę (kwestia opieki na starość). Trudno
                            jeździć do nich przez całą Polskę.
                            pozdrawiam
                            • Gość: al9 będą tanieć? nie teraz.... IP: *.teleton.pl 03.04.08, 12:50
                              ciągle jeszcze ciąg do kupowania działek i domów poza miastami jest
                              duzy i popyt przewyższa podaż. Stąd rosnące ceny działek i domów do
                              wykończenia...
                              Ten proces potrwa jeszcze lata...
                              Miliony ludzi marzy o własnym domu, na kupienie nieruchomości w
                              zasięgu komunikacji miejskiej i kwadransa od centrum dużego miasta -
                              stać niewielu...
                              Stąd alternatywa - duże mieszkanie w śródmieściu czy dom za miastem -
                              dla setek tysięcy ludzi wydaje sie jednoznacznie określona: własny
                              dom. Rozumiem tę tendencję - więcej podzielam zdanie, że własny
                              ogródek, garaż, odpoczynek u siebie - komfort życia w domu jest
                              znacznie wyższy niż w najpiękniejszym i najładniej zlokalizowanym
                              mieszkaniu czy apartamencie...
                              Nie mniej nasze miasta nie są przystosowane do szybkiego transportu
                              dziesiątków tysięcy ludzi do centrów... Zwłaszcza, że ten ruch
                              odbywa się samochodami. Efekt: korki, masakra z parkowaniem. Zmieni
                              się cos za lat kilkadziesiąt, kiedy powstaną kolejki podmiejskie czy
                              szybkie tramwaje łącze suburbia z meropolią..
                              Nie zmienia to faktu, że radość z posiadania domu mozna mieć
                              praktycznie tylko w weekend. W powszednie dni kłopoty z komunikacją,
                              przerzucanie dzieci do szkoły, na basen, z powrotem do domu, z
                              powrotem do miasta, po drodze zakupy - kiedy wracamy do swoich
                              wymarzonych domów? Ile wypalamy przy tym paliwa?
                              Pracuję na rynku nieruchomości od lat, rozmawiam z ludzmi którzy
                              sprzedają domy zmęczenie tym szamotaniem się.
                              Stawiam tezę: jeśli ma się dzieci w w ieku szkolnym - trzeba
                              mieszkać w zasięgu miejskiej komunikacji. Każde rozwiązanie inne -
                              jest niekomfortowe dla dziecka. Zwłaszcza dorastającego.. I generuje
                              niepotrzebne konflikty...
                              Dom całkowicie za miastem jest wygodny dla ludzi mieszkających bez
                              dzieci, albo z dziećmi posiadającymi własne auto...
                              Natomiast większość przeprowadzających się - zauważy to dopiero za
                              kilka lat - jak opadną pozytwne emocjezwiązane z przprowadzką..
                              I wtedy domy wybudowane za daleko, albo ze złym dojazdem -
                              stanieją...
                              Pozdrawiam
                              al
              • Gość: j Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.as.kn.pl 29.03.08, 22:25
                A sprawdziłeś może te ogłoszenia o sprzedaży domów? Bo wg. mnie Twoja teoria, że
                to sprzedają niezadowoleni z mieszkania na wsi jest błędna. Wg. mnie są to w
                większości domy wybudowane od początku z myślą o sprzedaży. Świadczy o tym
                chociażby to, że, jak sam pisałeś, w dużej mierze są to domy w środku nie
                wykończone, a więc Ci ludzie nie mieli jeszcze okazji tam pomieszkać.
              • Gość: Majka Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.eranet.pl 29.03.08, 23:39
                Generalnie masz rację, choć w niektórych opisach trochę
                przesadziłeś :)))))

                Niemniej ja, każdemu, kto bez zastanowienia się chce kupić domek z
                ogródkiem, bo tak mi "zazdrości", powtarzam COŚ ZA COŚ. Nie ma tak,
                ze tu jest raj, a w mieście dno dna. Wszystko zależy kto jak chce
                życ.
                Ja jestem miłośnikiem przyrody i świeżego powietrza, a to podstawa.
                Zgadzam się, że trudno o weekend na wiosnę czy w lecie, podczas
                którego nic nie robię (choć zdarza się), ale ja to uwielbiam.
                Koszenie trawnika co tydzień to znakomity fitness :) Uwielbiam
                grzebać w ziemi i porządkowac ogródek. Często spędzam tak całe
                weekendy, ale jest to inny rodzaj zmęczenia niż to po pracy.
                Niemniej wciąż jest to zmęczenie - nie oszukujmy się. Ale trzeba to
                lubić.
                Znajomi są zawsze mile widziani, ale przyznaję - za dnia
                zapowiedzeni, żebym nie musiała przekładać zaplanowanych robót
                ogródkowo-domowych, ale wieczorami - zawsze chęnie.
                Nie wierzę osobom, które piszą, że koszt utrzymania domu jest niższy
                niż comiesięczny czynsz w mieszkaniu. Zimą - wysokie rachunki za gaz
                (uwielbiam ciepło, wiec nie przykręcam kurka), a cały rok woda
                (studnię mam tylko do ogródka), śmiecie, ochrona, drewno kominkowe
                itp.
                Dojazdy do pracy - koszmar, choć muszę oddać sprawiedliwość, ze
                koszmar zaczyna się w Warszawie, wiec nie ma znaczenia czy mieszkasz
                15 km od granic miasta czy na obrzeżach. Korki są w Warszawie, a nie
                pod! Przynajmniej tu gdzie mieszkam ja.
                A to czy stać na wyjazd na wakacje czy weekendy to już zależy od
                sytuacji finansowej danej rodziny. Jeżeli zakup i utrzymanie domu
                spowodowało rezygnację ze wszystkiego, co do tej pory sprawiało
                przyjemność, to dla mnie takie osoby stały się niewolnikiem własnej
                nieruchomości. I nie przyjmuję argumentów, że posiadając ogródek nie
                chce się wyjeżdżać na urlop - chce się tak samo, jak mieszkając w
                bloku.
                Ja akurat mam to szczęście, że mam w pobliżu fajnych sąsiadów,
                ponadto tak sie złożyło, że złodzieje raczej omijają moją okolicę -
                dlaczego, pozwolicie, że przemilczę :) W każdym razie wyjazdy i
                zostawianie domu samego, nie jest dla mnie stresem. A nawet jakby -
                są jeszcze ubezpieczenia i wszystkim radzę, aby nie oszczędzali na
                tym. Od kradziezy, od zniszczeń, od ognia, od przeróznych zdarzeń.

                PS pod koniec lata nie mogliśmy z mężem patrzeć na grila. Przesadą
                jest to, że grill był co dzień, bo nie ma czasu na przygotowanie
                innych posiłków, ale prawdą jest, że to najłatwiejsze i najszybsze,
                więc wtyd przynać, ale właśnie z tego powodu było to nasze główne
                danie wieczorne. Jakoś na początku sierpnia miałam już wstręt :)
                Teraz jednak, nie mogę się doczekać, zobaczymy jak długo......
                • hesia3 Do Tomo 01.04.08, 10:06
                  Zainteresowała mnie jedna rzecz. Jeżeli uważasz, że kupowanie domu i
                  mieszkanie na zadupiu jest beee to.... dlaczego czytasz ogłoszenia o
                  domach i co robisz na portalu dom? Czy ty czasem podświadmie nie
                  chcesz domu tylko się boisz, a może baba ci truje, że chce, a ty
                  szukasz usprawiedliwienia dla siebie i swojego lenistwa. Tyle racji
                  ilu ludzi i dzięki Bogu. Jeden lubi podróże a drugi swój ogródek,
                  jeden kocha przyrodę drugi knajpki, jeden jest duszą towarzystwa a
                  drugi samotnikiem. Co komu pasuje. Problem jest wtedy, jeżeli
                  zaczynamy coś robić bo wszyscy to robią.
                  Szczęśliwa właścicielka domu pod miastem od 1,5 roku.
                  • Gość: Tomo Re: Do Tomo IP: *.merinet.pl 01.04.08, 20:17
                    Z czystej ciekawości, bo mało brakowało a też kupiłbym działkę pod
                    Warszawą i wpakował się w budowę...

                    P.S. Baby to masz w ... (no sama wiesz gdzie). Ja mam żonę...
              • Gość: Ela Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: 83.168.75.* 27.04.08, 17:08
                Co Cię skłania do tak długich wywodów na tym forum, Tomo??? Chyba
                nie chęć przestrogi? Nie szkoda Tobie czasu (przepraszam za
                wyrażenie) Panie Mieszczuchu? Twój post jest głęboko
                przekoloryzowany! Zapytaj lepiej znajomych czy są szczęśliwi, potem
                dopiero ewentualnie wydawaj te pełne goryczy opinie. Ja mam 30 lat,
                mieszkamy z mężem w domku (budowaliśmy go sami) ponad 20 km za
                miastem i niczego nie żałujemy, chociaż nie mamy wszystkiego pod
                nosem. Oczywiście to sprawa indywidualna. Trzeba usiąść z ołówkiem i
                przeliczyć koszty, wypisać 'za' i 'przeciw'. Ludzie, nie
                zniechęcajcie się do budowy domu, bo naprawdę warto podjąć ten krok,
                jeśli się tylko ma okazję!!!
      • Gość: lajlah Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.08, 10:27
        Och, dajcie mu spokój, chłop sfrustrowany, bo mieszka pewnie w
        jakiejś klicie w bloku i mu szkoda, że ludzie mają domy z ogrodami.
        Zaraz będzie oczywiscie: "wcale nie, mieszkam w willi z basenem w
        centrum Warszawy, wartej 20 mln, a założyłem ten wątek, żeby
        uzmysłowić ciemnocie zamieszkującej budy na wsi, co uczynili
        nieszczęśni i jaka to męczrnia ich czeka ;).
        Polaczki- sam nie ma, to chociaż przy...i temu co ma. Przepraszam,
        ale takie odniosłam odczucie co do autora wątku i chyba nie ja jedna.
        • Gość: al9 Polaczki? IP: *.teleton.pl 01.04.08, 14:13
          to forum
          miejsce wymiany poglądów
          masz inne zdanie?
          to je przedstaw
          bez obrażania interlokutorów!
          al
          • Gość: lajlah Re: Polaczki? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.08, 16:28
            A co innego zrobiłam, jak nie przedstawiłam własnego zdania?
            A co obrażania inter(czego)?, to właściwie nie zrobiłam niczego
            innego niż autor tegoż wątku. On nazywa mieszkańców domów pod
            miastem lokatorami psich bud, a ja nazywam go lokatorem ciasnej
            klity w bloku i do tego frustratem. Żadnego obraźliwego ani
            wulgarnego słownictwa.
            Spójrz lepiej krytycznym okiem na swoje posty, zanim zaczniesz coś
            zarzucać innym.
            • Gość: al9 lajlah IP: *.teleton.pl 01.04.08, 16:48
              zarzucasz interlokutorowi (patrz słownik) że
              -ma kompleks bo mieszka w bloku
              -zazdrosci
              -jest Polaczkiem
              -bycie Polaczkiem jest typowe zwłaszcza dla krytyków mieszkania poza
              miastem

              Z litości (dzis prima aprilis) nie będę tego dalej komentować...
              Najserdeczniej pozdrawiam
              al
              • zuzanna56 Dom za miastem. 01.04.08, 18:49
                Ale dyskusja :)
                Ja od pół roku mieszkam za miastem i bardzo sobie chwalę. Są to
                okolice Trójmiasta. Mieszkam około 5 kilometrów od granic miasta, 6
                kilometrów od osiedla w moim mieście, za którym rozpoczynają się
                wioski, do których wyprowadza się mnóstwo ludzi. Nie jest to aż tak
                daleko za miastem. Do pracy do centrum jadę 25-30 minut, tam akurat
                nie ma na szczęście korków. Pewnie, że są większe koszty, bo trzeba
                było kupić drugi samochód, paliwo tez kosztuje. Ogrzewanie w sezonie
                grzewczym 450-500 zł miesięcznie za gaz. Do tego 1000 złotych
                kredytu. Ale po co człowiek pracuje? Chyba żeby mu było lepiej...
              • Gość: lajlah Re: lajlah IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.08, 10:25
                oj, al, al. Sama znajomosc znaczenia obcego słowa nie wystarczy,
                trzeba jeszcze wiedzieć w jakim kontekście go użyć. To nie autor
                wątku był w tamtym moim poście moim interlokutorem, bo to nie do
                niego się zwracałam, tylko do innych autorów postów.
                Nie myl litosci z brakiem argumentów, bo chyba sam nie wiesz o co Ci
                chodzi. Zarzucasz ludziom, ze obrażają swego rozmówcę, a sam
                odpowiadasz ludziom na pytania stylem "podoba Ci się to? Chyba
                powinieneś się leczyć." Spójrz na wcześniejsze wątki.
                Ale w jednym przyznam Ci rację. SZkoda czasu na nasze pyskówki,
                drogi Interlokutorze :)
                • Gość: al9 lajlah niestety nie IP: *.teleton.pl 02.04.08, 16:06
                  Zarzucasz ludziom, ze obrażają swego rozmówcę, a sam
                  odpowiadasz ludziom na pytania stylem "podoba Ci się to? Chyba
                  powinieneś się leczyć." Spójrz na wcześniejsze wątki.
                  Ale w jednym przyznam Ci rację. SZkoda czasu na nasze pyskówki,
                  drogi Interlokutorze :)
                  -------
                  niezłe....

                  zarzucam nie ludziom tylko Tobie
                  a Ty posługujesz się cytatem z mojej wypowiedzi z innego posta...
                  rozmawiamy tu i teraz o domach za miastem
                  w tej dyskusji Ty pozwalasz sobie na jazde po bandzie niestety...
                  niedobrze
                  al
        • Gość: Tomo Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.merinet.pl 01.04.08, 20:21
          Zamiast pakować się w dom na zadupiu kupiłem 80 metrowe mieszkanie
          na Bielanach. I dobrze mi z tym. Dom kupię gdy będzie mnie stać na
          takowy na Starych Bielanach bądź Żoliborzu. Co oczywiście może nigdy
          nie nastąpić :(
          Co do reszty twojej wypowiedzi to nawet jej nie skomentuję.
          Świadectwo buractwa sama sobie wystawiłaś...
          • Gość: Majka Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.eranet.pl 01.04.08, 21:45
            Tomo, a przyjmujesz do wiadomości fakt, że niektórzy (ja na
            przykład) właśnie cenią sobie swoje zadupie? Ja swojego domu na wsi
            zabitej dechami (nie ma tu nic, nawet stacji benz.) nie zamieniłabym
            na taki sam dom na Żoliborzu? (Żoliborzanka z urodzenia, żeby nie
            było, że nie wiem o czym piszę :))
            • Gość: Tomo Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.merinet.pl 01.04.08, 22:32
              OK, szanuję Twój wybór.
              Sposób mojej wypowiedzi był dostosowany do poziomu mojej
              przedmówczyni. Ponieważ pochodzę ze starej części Bielan może
              dlatego jestem tak do Bielan i Żoliborza przywiązany. Ale szanuję
              również zdanie innych. Zakładając ten wątek miałem na celu zwrócenie
              uwagi, że dom za miastem to nie tylko grill i ogród, ale również
              mnóstwo wyrzeczeń i ciężkiej pracy, którą nie każdy jest w stanie
              znieść...
              • Gość: lajlah Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.08, 09:11
                "... dom za miastem, to nie tylko grill i ogród, ale również mnóstwo
                wyrzeczeń i ciężkiej pracy, którą nie każdy jest w stanie znieść..."
                Och, jak kulturalnie i "miastowo". To już nie "bida domy na
                zadupiu"? Skąd ta zmiana słownictwa?
                Widzisz, mój złośliwy post na Twój temat, "miał na celu zwrócenie
                uwagi" na Twój pogardliwy sposób wypowiedzi o mieszkańcach
                prowincji. A sposób "mojej wypowiedzi był dostosowany do poziomu
                mojetgo przedmówcy" (czyli Ciebie) :)
            • Gość: Majka Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.eranet.pl 01.04.08, 22:42
              Jestem bardzo przywiązana do Bielan, spędziłam tam większość swojego
              życia. Naprawdę lubię te okolice. Niemniej zmęczona już byłam
              miastem i tym wszystkim.... Ale to temat na inny wątek.
              Choć może zostanę wyklęta (jak ty), w większości punktów zgadzam sie
              z tobą, choć ujęłabym to mniej drastycznie. Niemniej większość
              mieszczuchów nie wie na co się porywa kupując domy pod miastem....
              Trzeba tego chcieć i nie mieć wątpliwości, a tylko wtedy zalety
              zrekompensują wady, które SĄ (śmieszą mnie niektóre wypowiedzi, bo
              ja mieszkam na zadupiu, pracuję w Warszawie, utrzymuję dom i wiem
              jak jest...)
          • Gość: lajlah Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.08, 07:36
            Swietnie, Tomo, że kupiłes sobie 80-metrowe mieszkanie na Bielanach.
            I to z tego powodu naszła Cię ochota założyć ten wątek obrażający
            ludzi mieszkających pod miastem? Naprawdę, kto tu pisze
            o "buractwie":/ To nie ja zakładam wątki n/t "jak można mieszkać w
            bloku", tylko dlatego, ze kupiłam dom pod miastem. Zanim napiszesz o
            kimś, ze jest burakiem, nie zapominaj, ze to Ty założyłeś
            ten "buraczany" wątek( po co? Żeby lepiej się poczuć?).
            • wp2007 Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... 02.04.08, 13:22
              Jak można dobrze sie poczuc w mieszkaniu 80 metowym kupionym za 10
              tys/ m2 lub więcej - kiedy ceny mieszkań SPADAJA NA PYSK . Może to
              ODREAGOWANIE? WP2007
              • Gość: Tomo Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.merinet.pl 04.04.08, 20:07
                wp2007: kupiłem je gdy kosztowało 5k PLN/m2 i dla siebie, a nie na
                wirtualną inwestycję. Tak więc mówiąc kolokwialnie wali mnie to czy
                ceny rosną czy spadają. Ja mogę powiedzieć, że w stosunku do
                dzisiejszych cen zaoszczędziłem. Na pewno nie zarobiłem, bo jeżeli
                chciałbym sprzedać swoje mieszkanie to kupując od sąsiada i tak
                zapłaciłbym np. 8k PLN/m2.
            • Gość: Tomo Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.merinet.pl 04.04.08, 20:03
              Słów burak, buraczany, buractwo użyłaś ty - chyba dobrze oddaje twój
              charakter...
              • Gość: lajlah Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.04.08, 13:07
                Ja użyłam pierwsza słów "buraczany, buractwo"?
                Przeczytaj dokładnie chłopcze wątki, razem z datami, zanim znowu
                coś "mądrego" wyprodukujesz.
                • Gość: lajlah Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.04.08, 13:14
                  Ależ z Ciebie hipokryta, nie dość, że zakładasz pogardliwy dla
                  innych w tytule wątek, to jeszcze wkładasz komuś innemu w usta
                  własne słowa. Gratuluję metod :/
      • hesia3 Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... 02.04.08, 14:07
        Jeżeli pojawia się wątek "co wybrać domek pod miastem czy
        apartament?" ludzie z regóły odpowiadają spokojnie i bez emocji,
        każdy to co myśli i niech zainteresowany wyciągnie sobie swoje
        wnioski, ale tu wątek został założony już z własną interpretacją.
        1. coraz więcej ogłoszeń o sprzedaży domów
        Ale właściwie czy jesteś pewny czy to dużo, a zdajesz sobie
        sprawę ile się buduje i jaki to ułamek procenta to nietrafione
        inwestycje

        2. czy jesteś pewny, że były budowane dla siebie, a może tylko na
        sprzedaż z nastawieniem na zysk

        3. ilu ludzi znasz takich, którzy żałują dwóch czy dwudziestu. Jest
        to twoje subiektywne odczucie. Ja osobiście nie znam nikogo. A na
        ostatnich moich imieninach doszliśmy do wniosku, że nie mam już
        żadnego gościa z miasta, ponieważ wszyscy przeprowadziliśmy się na
        obrzeża. I to z pięknego miasta a nie z Warszawy. I od
        kilkudziesięciu osób nie usłyszałam słowa rozczarowania, wręcz samo
        zadowolenie.

        Powtarzam jeszcze raz są ludzie, którzy są szczęśliwi na zadupiu i
        są tacy, którzy nie umieją żyć jak im samochody nie trąbią. Każdy ma
        swoje preferencje. Na tak rozpoczęty jednak wątek nie dziw się, że
        była taka reakcja.

        ps. baba to ja, która tak męczyła swojego chłopa o dom, aż się
        poddał, a teraz się pyta dlaczego nie zrobiliśmy tego wcześniej.

      • Gość: wielki krach !!! Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: 212.76.37.* 08.05.08, 18:02
        www.hotmoney.pl/article/2044/1/jak-stracic-35-na-nieruchomosciach.html
        Polska jednak jest młodym rynkiem, u nas nieruchomości zaczęły drożeć po wejściu do UE. Teraz będą spadać, a w przyszłości rynek ten czeka krach!
        • musam Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... 08.05.08, 22:47
          Mysle ze wielu buduje domy bo chce poprostu w nich mieszkac, a nie
          w celach spekulacji nieruchomosci.
          czekac latami w wynajetym mieszkaniu w nadzieji ze moze za 100 lat
          kupi sie dom o 20 % taniej, nie ma sensu (jezeli ma sie
          wystarczajaca pieniedzy).

          Ja rowniez jestem zwolenniczka "zadupia". mieszkalam w warszawie 5
          lat. Wyleczylam sie z zamilowania mieszkania w tego typu
          aglomeracjach, brrr.
          Mysle wrecz, ze praca w ogrodzie,czytnie ksiazki na lezaku czy
          grylowanie itp. daje o wiele wiecej, niz chlanie piwa w zadymionym
          pubie.
          wyszalalam sie po knajpach i dyskotekach jak mialam 18 lat, teraz
          wazne sa inne wartosci, spedzanie czasu z rodzina, zapraszanie
          przyjaciol do siebie do domu.
          Badzmy szczerzy, ile razy w tygodniu czy miesiacu, chodzicie do kina
          czy do teatru?
          Przepelnione szkoly, kryminalnosc, narkotyki, taak, to oczekuje
          nasze dzieci w szkolach warszawy.coz, przynajmniej beda dzieciaki
          szybciej "dojzale".
          I w sumie jest mi egal czy ktos mieszka w centrum w-wy , ja lubie
          przyrode i spokoj.
          • Gość: Majka Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: *.eranet.pl 09.05.08, 00:16
            musam napisała:


            > Mysle ze wielu buduje domy bo chce poprostu w nich mieszkac, a nie
            > w celach spekulacji nieruchomosci.

            O własnie. Mnie naprawde zwisa, czy mój dom jest wart dwa razy tyle,
            ile za niego zapłaciłam, czy połowę tego. Tu żyję, tu mieszkam, to
            moje docelowe miejsce. Cieszę się, ze zdecydowałam się 2 lata temu,
            ale tylko dlatego, że teraz musiałabym zapłacić dużo więcej. Domu
            nie zamierzam sprzedawać, więc co mnie obchodzi czy coś bym na nim
            zarobiła czy nie

            • Gość: Jozef Re: Bida domy pod miastem hurtem na sprzedaż... IP: 212.87.241.* 11.05.08, 23:02
              Popieram to stanowisko.
              Nie przeliczanie na kase, ale na inne wartosci ma sens.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka