messinmyhead
02.08.08, 12:00
Witam! Tak sie zastanawiam od dluzszego czasy czy rzeczywiscie, jak twierdza
niektorzy, lepiej sie wstrzymac z zakupem mieszkania jeszcze jakis czas
(jaki???) i wynajmowac az sytuacja sie 'ustabilizuje'. Czy ktos podjal taka
decyzje? Czy nie zaluje?
Jaka mieliscie alternatywe dla wynajmowania? Moja sytuacja jest nieciekawa, i
tak zle, i tak niedobrze.
Ja juz sama nie wiem co zrobic, czy pchac sie w kredyt okolo 300 tys. + na 30
lat zeby kupic 2 malutkie pokoiki o standardzie raczej mnie nie zadowalajacym,
w dzielnicy srednio mnie zadowalajacej, i placic ok. 2 tysiace miesiecznie
(rata plus czynsz) czy za te same pieniadze wynajac cos urzadzonego,
przytulnego (wiem, ze da sie) i poczekac rok-dwa? Nie przewiduje jakiejs
szokujacej zmiany w moich finansach na lepsze, wiec pytanie czy takie czekanie
ma sens? Czy nie bedzie to wywalaniem kasy w bloto? Z drugiej strony
kredyt.... raty moga rosnac, podnoszace sie stopy procentowe, no i koniecznosc
utopienia 20-30 tysiecy na dzien dobry zeby w ogole taki kredyt wziac
(prowizje, podatki, nopttariusz). Naprawde nie wiem juz co robic, od lat
wynajmuje i sie przeprowadzam srednio raz na rok, mam dosyc przeprowadzek i
bycia nie na swoim, mam rodzine i potrzebe stabilizacji, a kompletnie nie
'czuje' prawidel rynku nieruchomosci i nie wiem po prostu jaka decyzje podjac.
Czy ktos ma podobne dylematy?