Gość: Jafa
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
25.11.03, 00:10
2 miesiące temu kupiłam mieszkanie, niestety przez agencję. Nie byłam zielona
w zakupie mieszkania, wiedziałam dokładnie jak to wygląda. Zdecydowałam się
na tą agencję z jednego powodu - mieli w ofercie mieszkanie, które mi się
podobało. Problem zaczął się już na starcie współpracy. O wszystko musiałam
starać się sama od wypisu z księgi wieczystej po umówienie się z
notariuszem.Przy podpisaniu umowy przedwstępnej okazało się że jest błąd w
księdze wieczystej. Agencja w tym momencie umyła ręce i nawet zrzekła się
prowizji w przypadku gdy do transakcji nie dojdzie. Podjęłam ryzyko, mimo
wszystko. Wymagało to ode mnie dużo pracy, zaangażowania i stresu. De facto w
ciągu miesiąca podpisałam umowę u notariusza. Agencja przez ten czas nic nie
robiła, wręcz przeciwnie utrudniała na każdym kroku. Jedyną rzeczą jaką się
wykazali to brak kompetencji i wiedzy. Nie będe tego wszystkiego opisywać bo
musiałabym napisać książkę. Moja determinacja zaowocowała po wielkich bojach
i dużym stresie - mam fajne mieszkanko, ale też duży problem z agrencją.
Zapłaciłam im tylko część prowizji, gdyż stwierdziłam że tyle mogę im dać za
tzw "nastręczenie sposobności". Nie mogę im zapłacić więcej, gdyż za darmo na
tym świecie nic niema. 3000 za nic nierobienie, a wręcz utrudnianie to
zdecydowanie za dużo. Nie mogłam zrezygnować, bo zbyt dużo czasu i własnych
środków na to użyłam.
Aby dowiedzieć się czegokolwiek (np. jak powinno wyglądać pełnomocnitwo
wydane za granicą) musiałam zasięgnąć porady prawnika (za które oczywiście
zapłaciłam) a potem walczyć z agencją, aby ich do tego przekonać. To było
okropne. Przecież to ja podejmowałam ryzyko i to ja mogłam wydać kupę
pieniędzy na nic.
Próbowałam dowiedzieć się w Stowarzyszeniu co taka agencja ma w swoich
obowiązkach oprócz "nastręczenia sposobności". Nie dowiedziałam się nawet czy
takie obowiązki są. Tak nie może być. Czy ktoś z Was miał podobne problemy?