Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Demografia vs rynek nieruchomości w Polsce

    IP: *.aster.pl 18.04.09, 22:51
    I. Zmiana na rynku nieruchomości – z deficytu w nadwyżkę
    Strukturalny niedobór mieszkań, obliczony przez GUS w trakcie spisu
    powszechnego z 2002 roku, wynosił 1,7mln mieszkań. Pamiętajmy, że
    deficyt ten dotyczył również niedoborów wśród zupełnych nizin
    społecznych jak np rodzin alkoholików i innych patologicznych. W
    przeważającej większości ci ludzie niestety nigdy nie będą w stanie
    nabyć mieszkania nawet gdyby m.kw. kosztował 2tys zł (bo brak
    środków własnych i/lub zero zdolności kredytowej). Można więc
    śmiało założyć, że o ile zapotrzebowanie w 2002roku wynosiło ok
    1,7mln mieszkań, to realny popyt wynosił istotnie mniej. Ile mniej?
    Otóż szacuje się, że około 20% społeczeństwa w Polsce żyje w
    warunkach tzw. biedy umiarkowanej, uprawniającej do korzystania z
    pomocy społecznej.
    www.przeciw-ubostwu.rpo.gov.pl/pliki/1179995085.pdf
    Wiem, że zabrzmi to brutalnie, ale myślę, że tych ludzi, pomimo ich
    bezdyskusyjnego zapotrzebowania na mieszkania, można
    spokojnie ‘wypisać’ z realnego popytu. Ile więc zostaje tych,
    którzy chcieliby i mogą? Trudno precyzyjnie wyliczyć, ale na pewno
    jest to dużo mniej niż te 1,7mln

    Uważam więc, że obecnie strukturalny niedobór mieszkań w Polsce
    został zaspokojony.
    Jak to się stało? Po prostu w ostatnich ośmiu latach zbudowało się
    od cholery mieszkań:

    1. W latach 2002-2008 oddano do użytku 900tys mieszkań

    2. Obecnie w trakcie budowy jest około 650tys

    3. Zatem: 900tys oddanych plus 650 tys w budowie daje razem około
    1,5mln mieszkań na rynku, co oznacza, że podstawowe potrzeby
    mieszkaniowe zostały z pewnością zaspokojone a być może właśnie
    powstaje strukturalna NADWYŻKA mieszkań.
    Pamiętajmy też, że Polska to nie słoneczna Hiszpania i żaden z
    zagranicznych inwestorów nie kupuje tu mieszkań czy działek po to,
    żeby tu się osiedlić. Bez żartów – to była czysta spekuła –
    wjechali z kasą, podkręcili hossę a teraz czym prędzej muszą opylić
    te mieszkania.

    Powyższa analiza znajduje pełne potwierdzenie w badaniu
    CBOS „Sytuacja mieszkaniowa gospodarstw domowych” przeprowadzonym w
    2007roku. To bardzo ważne, że badanie jest świeże, bo deweloperzy i
    inne kreatury naganiające na kupowanie kosmicznie
    przewartościowanych nieruchomości wyciągają dane sprzed 10lat i
    posługują się nimi jakby to były bieżące informacje.

    Poniżej kilka cytatów oraz link do tego badania.

    „Większość rodzin (59,5%) określa swoje warunki mieszkaniowe jako
    dobre, w tym jedna szósta (16,4%) jako bardzo dobre, a ponad dwie
    piąte (43,1%) jako raczej dobre. Co trzecia rodzina (33,3%) uznaje
    swoje warunki mieszkaniowe za przeciętne, a tylko co dwudziesta
    (5,3%) za raczej złe. Stosunkowo nieliczne (1,9%) oceniają je
    bardzo źle.”
    „Obecnie prawie wszystkie gospodarstwa domowe (94%) zajmują
    samodzielne mieszkania, co świadczy o wysokim poziomie zaspokojenia
    potrzeb mieszkaniowych. Warto zauważyć, że jeszcze osiem lat temu
    ponad jedną czwartą gospodarstw domowych stanowiły takie, które
    dzieliły mieszkanie bądź dom z osobami prowadzącymi odrębne
    gospodarstwo domowe.”
    www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2008/K_039_08.PDF
    Tak było już w 2007, zatem obecnie jest jeszcze lepiej bo w latach
    2007-2008 oddano do użytku kolejne 300tys mieszkań.

    Z góry uprzedzam – wszelkie analizy przygotowane przez podmioty
    żerujące na rynku nieruchomości uważam za fałszywe i nierzetelne i
    nie będę się do nich ustosunkowywać.

    II. Kredytowe szaleństwo – z euforii w depresję
    Szalony wzrost cen był spowodowany TYLKO i WYŁĄCZNIE tanim i zbyt
    łatwo dostępnym kredytem.
    Przez głupotę ‘jeleni’, brak wyobraźni bankowców, pazerność
    deweloperów oraz obłudę pośredników i mediów napompowana została na
    rynku nieruchomości i to w skali globalnej największa w dziejach
    ludzkości bańka spekulacyjna. Nota bene - w Polsce udało się to
    zrobić to w iście rekordowym tempie 2-3 lat. Trzeba tu powiedzieć,
    że kretynizmu ekonomicznego w takiej skali nie odnotowało w
    historii rynków nieruchomości żadnego cywilizowanego kraju.
    Teraz jednak rynek się nasycił (co udowodniłem w pkt I), a do tego
    Kryzys bezpowrotnie zamknął drzwi do kredytowego ‘eldorado’.
    Skutkiem tego Kryzysu będzie bowiem NIEODWRACALNA zmiana modelu
    funkcjonowania systemy bankowego i finansowego, bo jak pokazało
    ostatnie 20 lat na świecie (w Polsce wystarczyły 3-4 lata) przy
    zbyt łatwym i tanim kredycie ludzie popełniają dramatycznie
    nieodpowiedzialne i po prostu głupie decyzje ekonomiczne.
    Wmawiało się ludziom w Polsce, że stali się bogatsi, a prawda jest
    taka, że w ostatnich latach to NIE ZAMOŻNOŚĆ SPOŁECZEŃSTWA ROSŁA,
    ALE ZADŁUŻENIE w bankach. I to na co? Na coś, co wmówiono ludziom
    jest warte fortunę a w rzeczywistości nie było warte nawet połowę
    tego, co ludzie zapłacili. Stworzono jakiś 'matrix' z wirtualną
    wyceną nieruchomości, za które ludzie zapłacili realne pieniądze.
    Obserwuj wątek
      • Gość: spec Demografia vs rynek nieruchomości w Polsce - cd IP: *.aster.pl 18.04.09, 22:52
        III Demografia
        Mamy więc obecnie nadwyżkę mieszkań (być może juz strukturalną),
        potężny kryzys gospodarczy oraz skokowy i trwały spadek dostępności
        kredytów - to wszystko spowoduje ostre spadki cen w najbliższym
        czasie.
        Natomiast fatalna demografia, będzie przysłowiowym gwoździem do
        trumny dla rynku nieruchomości, który spowoduje, że potężna
        dekoniunktura na rynku nieruchomości będzie trwała co najmniej 10-
        15 lat.

        Fakty:

        1. Przyrost naturalny oscyluje blisko zera. Liczba ludności w
        Polsce spadała nieustannie przez 10 lat od 1997 do 2007roku!
        www.stat.gov.pl/gus/5840_3906_PLK_HTML.htm
        2. Około 1-2mln Polaków wyemigrowała, jakaś część na stałe

        3. Idzie potężny niż demograficzny. Roczniki '90 oraz ‘00 są
        przeciętnie o połowę mniej liczne niż te z lat '75-'85. Opracowana
        przez GUS prognoza ludności Polski na lata 2008 – 2035 mówi o
        szybkim spadku ludności. Data badania: lipiec 2008. Poniżej cytat i
        link:

        „Wyniki najnowszej długookresowej prognozy ludności Polski na lata
        2008-2035 wskazują, że w perspektywie najbliższych 28 lat, tzw.
        horyzontu prognozy, liczba ludności Polski będzie systematycznie
        zmniejszać się, przy czym tempo tego spadku będzie coraz wyższe
        wraz z upływem czasu (p. tabl.1.). Przewiduje się, że w 2010 roku
        ludność Polski osiągnie prawie 38092 tys. osób, w 2020 – ok. 37830
        tys., zaś w 2035 roku – ok. 35993 tys. - przy założeniu scenariusza
        prognozy określanego jako najbardziej realistyczny.”
        www.stat.gov.pl/gus/5840_4559_PLK_HTML.htm
        Ja wiem, że obecnie rodzi się więcej dzieci. Jest to oczywiste,
        ponieważ teraz rodzi wyż demograficzny z lat ’75-’85. Dla części
        tych kobiet powoli zbliża się ostatni dzwonek na macierzyństwo
        (wiek 35lat+) odkładane do tej pory na rozkręcanie kariery
        zawodowej, stąd też teraz wiele kobiet nadrabia zaległości.
        Tak więc rzeczywiście jest więcej dzieci w liczbach bezwzględnych,
        ale w relacji do liczby kobiet w wieku rozrodczym to nadal jest
        dramatycznie mało – większość ludzi posiada 1-2 dzieci, troje
        dzieci to obecnie prawdziwa rzadkość. Wskaźnik dzietności jest
        wręcz katastrofalny. Poniżej cytat z opracowania na podstawie
        danych GUS (wg stanu na koniec 2008rok !):

        „Pomimo rosnącej liczby urodzeń - w dalszym ciągu poziom
        reprodukcji nie gwarantuje prostej zastępowalności pokoleń, nadal
        utrzymuje się obserwowany od 1989 r. okres depresji urodzeniowej. W
        2007 r. współczynnik dzietności wynosił 1,31, co oznacza wzrost (o
        0,09 pkt) w stosunku do odnotowanego w 2003 r., w którym wskaźnik
        ten był najniższy od ponad 50 lat.”
        www.egospodarka.pl/tematy/wspolczynnik-dzietnosci
        Pamiętajmy też o jednym – gdy te dzieci (których niby teraz tak
        dużo się rodzi) będą dorastać i myśleć o własnym mieszkaniu, to w
        tym samym czasie umierać będzie powojenny wyż (tzw baby boomeres) a
        mieszkania mają to do siebie, że do grobu się ich nie zabiera.

        Przedsmak tego, co się będzie działo za parę lat na rynku
        nieruchomości w związku z nadejściem niżu demograficznego można już
        odczuć na wyższych uczelniach. Blady strach padł zwłaszcza na
        prywatne szkoły wyższe. Na studia idą już bowiem roczniki z
        początku lat ’90 i już widać, że uczelniom po prostu brakuje
        studentów! Teraz jeszcze te biznesy jakoś przędą, bo starsze
        roczniki zapewniają dopływ kasy, ale im dalej rocznikiem w lata ’90
        tym gorzej i za parę lat masa prywatnych wyższych uczelni
        zbankrutuje.

        W związku z niżem demograficznym pierwszy padnie rynek wynajmu
        mieszkań, bo niby kto będzie wynajmował te mieszkania, skoro
        najlepsza klientela (i jakże ulubiona przez naganiaczy-piewców
        opłacalności wynajmu) w postaci studentów będzie się szybko kurczyć
        z roku na rok.
        Żeby zrozumieć skalę zjawiska, podaję poniżej kilka danych o
        liczbie urodzin:
        rok 1980 – 701tys
        rok 1990 – 552 tys
        rok 1995 – 436 tys
        rok 2000 – 380 tys
        rok 2005 – 366 tys
        rok 2007 – 390tys

        IV. Podsumowanie
        Obstawiam, że otrzeźwienie i przyspieszenie procesu normalizacji
        cen przyjdą na nasz rynek nieruchomości już na jesieni 2009 lub na
        początku 2010, wtedy bowiem nastąpi kumulacja niekorzystnych
        zjawisk:

        1. Nasi nowi ‘landlordzi’ (świeżo przekwalifikowani z ‘ynwestorów’)
        połapią się jak głęboko zostali z ręką w nocniku, bo potencjalnych
        chętnych (głownie studentów) będzie w tym roku dużo mniej.
        Wkraczający na studia niż demograficzny i kryzys drastycznie
        przerzedzą liczbę chętnych do studiowania.

        2. Jednocześnie kryzys przestanie być już tylko wirtualny a będzie
        konkretnie odczuwalny w sferze realnej m.in. poprzez rosnące
        bezrobocie, obniżki wynagrodzeń, brak ofert pracy

        3. Utrzymująca się nadpodaż niesprzedanych mieszkań będzie już
        mocno uwierać deweloperom (bo płynność bieżąca, koszty
        finansowania, kowenanty w umowach kredytowych etc)

        4. „Ynwestory” dostaną swoje mieszkanka kupowane w systemie 10/90
        i... fakturki do zapłaty. A przecież to nie tak miało być – te
        mieszkania miały być już dawno opylone jeleniom, full kasy na
        koncie i wieczne wakacje zapewnione, a tu taka ‘siurpryza’. Ci
        goście też coś będą musieli zrobić z niechcianym towarem.

        5. No i oczywiście sytuacja na rynku kredytowym absolutnie się nie
        poprawi a niewykluczone, że jeszcze się pogorszy. Dlaczego?
        - Już koniec 1.półrocza może pogorszyć sytuację, ponieważ banki
        będą musiały się rozliczyć ze swoich niezabezpieczonych kredytów
        wobec audytorów/spółek matek/KNF. Potencjalny wzrost potrzeb
        kapitałowych = spadek akcji kredytowej.
        - Bankom będzie się kończyć finansowanie w chf, które brały na 2-3
        lata, a górka w udzielaniu tych kredytów przypadła na lato 2007,
        więc zapewne wiele banków stanie przed problemem zrolowania
        potężnych pozycji. Jak to zrobią, zwłaszcza te małe, najbardziej
        agresywne banki, na które prawie nikt już nie ma limitów – nie mam
        pojęcia. Jedno jest pewne – nowy funding w chf będzie bardzo drogi
        i rentowność portfeli kredytowych zjedzie na mocno ujemne poziomy.
        To spowoduje określone potrzeby kapitałowe i dalszy spadek akcji
        kredytowej zwłaszcza w nisko marżowym segmencie kredytów
        hipotecznych
        - Być może do jesieni NPL-e zaczną być już problemem, albo stanie
        się jasne, że będą problemem w nieodległej przyszłości. I znowu:
        wzrost rezerw = potrzeby kapitałowe = spadek akcji kredytowej

        6. W programie Rodzina na swoim (czyli inaczej polski subprime)
        skokowo spadną limity cenowe, bo do kalkulacji wejdą nowe koszty
        budowy, niższe od poprzednich o dobre kilkadziesiąt procent. Nota
        bene - ten chory program powinien zostać jak najszybciej
        wstrzymany, bo spowoduje więcej złego niż dobrego dla ludzi, którzy
        do niego przystępują i niczego nieświadomi pakują się w totalny
        kanał.

        Wszystkie w/w czynniki spowodują, że na przełomie 2009/2010 żarty i
        pieśń o szybkim odbiciu się definitywnie skończą i wtedy nastąpi
        potężne tąpnięcie cenowe, a nie takie tam ‘popiardywanie’ o 15-20%
        jak teraz.
        Oczekuję następujących docelowych poziomów cenowych w Warszawie:
        mieszkania w wielkiej płycie: 3-4 k pln za m2 (to i tak około 1k
        EUR, więc baaardzo dużo za taki syf)
        mieszkania nowe standardowe: 4 - 5k pln za m2
        dom z działką ok. 1000m2 w odległości do 20km od centrum – 400-500k
        działki do 20km od centrum ok 80-200zł za m2
        • Gość: spec Re: Demografia vs rynek nieruchomości w Polsce IP: *.aster.pl 19.04.09, 14:37
          Pro publico bono :)
          Próbuję jakoś edukować ludzi, żeby drugi raz nie dali się wyru***ć
          klice deweloperskiej.

          Napisanie takiego artykułu zajmuje około 1h, wystarczy trochę
          pogooglać. A i jest w tym też jakiś element samoedukacji.

          W tym kontekście jeszcze bardziej szokujący jest kompromitująco
          niski poziom artykułów profesjonalnych dziennikarzy, którzy
          przecież zawodowo trudnią się pismaczeniem na wybrane tematy. Gros
          takich (łże-)artykułów na temat nieruchomości to przeklepywanie
          opinii deweloperów i pośredników. Zero obiektywności ze strony
          dziennikarzy i jakichkolwiek refleksji nad tematem.
          • ernest31 Re: Demografia vs rynek nieruchomości w Polsce 19.04.09, 23:04
            A ja przewiduję, że bedziesz mocno zawiedziony twoimi prognozami.
            Pamiętaj, kij ma zawsze dwa końce. Znaczny spadek cen zachęci
            spekulantów do wykupywania na wynajem. Ludzie muszą gdzieś mieszkać.
            To z kolei rozkręci zwyżkę cen.
            Mentalność rodaków się zmienia. Młodzi nie chcą już mieszkać z
            mamusią i parcie na własne czy wynajęte będzie coraz większa. Co rok
            wchodzi w nowe, dorosłe życie kilkaset tysiący ludzi młodych. Rodacy
            zwolna przyzwyczają sie do wysokich opłat za wynajęcie i zaczną
            liczyć co im się bardziej opłaca. Płacić dla siebie czy płacić komuś.
            Zgadzam się z Tobą w jednym pukcie. Było kompletnym idiotyzmem
            bankowców, udzielanie kredytów przekraczyjących wartość rynkową
            mieszkania. W krajach funkcjonujących na zdrowych, finansowych
            zasadach banki udzielały max. 80% kredytu. Na resztę kupujący
            znaleźć musiał innego sponsora lub mieć własną gotówkę. Tak też
            teraz musi być w Polsce.
            Nigdzie na świecie nie ma tak, że na własne mieszkanie stać
            wszystkich poza marginesem społecznym. Stać jednak większość. Muszą
            się jedynie zmienić priotytety a mianowicie, najważniejsze to
            mieszkanie i dopiero po długiej przerwie samochód i reszta
            przyjemności.
            Aby ceny nie rosły pod niebiosa muszą być kryzysy. Musi być tzw.
            załamanie i jest to wpisane w system kapitalistyczny. Po każdym
            kryzysie następuje odbicie w góre co też jest nierozerwalnie
            związane z tym systemem. Wszystkie inne przewidywania są demagogią
            lub fatalizmem. Możemy się sprzeczać co do przewidywań kiedy się
            odbijemy i w jakim tempie ale nie czy się odbijemy. Póki mądre głowy
            tego świata nie wymyślą mądrzejszego systemu będziemy się bujać jak
            na huśtawce a jak wiesz, dołek nie trwa tam długo.
            Co do samego budownictwa znaczy jego jakości. Jestem święcie
            przekonany, że te nowe za kilka, w szczcęśliwym przypadku może za
            kilkanaście lat będzie dokładnie takim samym syfem jak
            te "betonowe". Są na to przykłady już teraz. Wystarczy być uważnym
            obserwatorem jak to się buduje i wykańcza. Jeśli ktoś będzie chciał
            mieć "naprawdę solidne" a nie jakiegoś syfa to będzie musiał za to
            dobrze zapłacić i chętnie zapłaci choćby dla samego prestiżu. No i
            kółko się zamknie bo czym wyższe ceny "tych solidnych" tym wyższe
            ceny także tych syfowatych a to z tego powodu, iż średniaków będzie
            stać tylko na syf zaczem musi wzrosnąć na nie popyt bo takie są
            prawa wolnego rynku. OK, jest alternatywa, powrot do komunizmu. Tam
            dawali i nikt nie musiał się martwić o ceny i pożyczki.


            • Gość: spec Re: Demografia vs rynek nieruchomości w Polsce IP: *.aster.pl 20.04.09, 00:45
              > Ludzie muszą gdzieś mieszkać
              A teraz gdzie mieszkaja??? W lasach, pod mostami!? Człowieku,
              przeczytaj jeszcze raz ze zrozumieniem te dwa moje posty z początku
              wątku. Przecież właśnie o tym pisałem, że zapotrzebowanie na
              mieszkania zostało już zaspokojone, a w miarę upływu lat i
              wkraczania niżu na rynek, PODAŻ mieszkań na wynajem/sprzedaż będzie
              coraz bardziej przewyższać POPYT.
              • ernest31 Re: Demografia vs rynek nieruchomości w Polsce 20.04.09, 09:19
                e tam, najwyraźniej sam nie wiesz o czym piszesz

                Ty statystykę dopasowujesz do własnych potrzeb, ta która nie pasuje
                do Twojej koncepcji oczywiście jest mylna i oszukańcza, snujesz więc
                własną subiektywną wizję
                nie moj drogi, Twój post jest fatalistycny, mijasz się z
                rzeczywistością na mile,
                popatrz, w krajach zachodnich buduje się od dzisiątków lat a
                mieszkań wcale nie jest za dużo i ciągle są chętni na nowe, stare,
                syfowate i jak byś je nie nazwał, i to za drogie pieniądze
                Twoja wizja jest tyle warta co zasłyszane ostatnio stwierdzenie, że
                Warszawa jest najdroższa w Europie po taka wersja komuś pasuje,

                > > Ludzie muszą gdzieś mieszkać
                > A teraz gdzie mieszkaja???

                zapytam inaczej bo widzę, że nie kapujesz - a gdzie do tej pory
                mieszkali ?
                dziś chcą mieszkać gdzie indziej i inaczej niż do tej pory
      • al9 spec bardzo ciekawy post 20.04.09, 14:29
        jestem pod duzym wrażeniem, sporo ciekawych wniosków i celnych
        przemyśleń...
        Brawo!
        Nie mniej przeprowadzony tok rozumowania ma - moim zdaniem -kilka
        błędów. Po pierwsze - zakłada, ze popyt związny jest wyłacznie z
        niezaspokojonymi potrzebami mieszkaniowymi rodzin, które nie mają
        nieruchomosci. czyli na rynkach rozwinietych - np we Francji czy
        Anglii - nie ma niezrealizowanych potrzeb - czyli nie ma transakcji.
        To fałszywe załozenie - dobrym przykładem jest rynek amerykański.
        Ludzie ZAWSZE chcą MIESZKAC LEPIEJ. W lepszych lokalizacjach, w
        wiekszych domach, mioeszkaniach, chcą domy letnie, zimowe,
        wakacyjne...
        Rozwój rynku związany jest zatem z rosnącą zamożnością
        społeczeństwa..
        Dobrym przykładem jest Hiszpania. Jasne - około 30% popytu
        wygenerowali cudzoziemcy. Ale setki tysięcy mieszkań w suburbiach
        Madrytu, Kadyksu czy Santandera - kupowali lokalni mieszkańcy. A
        rynek tam jest kilka razy większy niż w Polsce - choc ilość ludzi
        podobna.
        Kolejny błąd w rozumowaniu zakłada, że dzisiejszy sopadek transakcji
        jest związany z zbyt wysokimi cenami. Moim zdaniem tylko w jakijś
        części. Najwazniejsym czynnikiem jest spadek poczucia bezpieczeństwa
        związanego z narastajacym kryzysem. kłopoty z finansowaniem to
        jedno, ale wazniejszy jest drastyczny spadek składanych wniosków.
        Kiedy atmosfera na rynku sie odwróci, media przestaną straszyć -
        kupujacy wrócą na rynek. Juz wrócili, tylko czekają.. wberw temu co
        piszesz spec - większość Polaków (nie 2 miliony nie mających
        mieszkań tylko 25 milionów gdzieś tam mieszkających) chce zmienić
        sowje nieruchomości. Na lepsze, drozsze, wieksze...
        Proces wzrostu cen - w dłuzszej perspektywie - jest zatem nie do
        zatrzymania. Przynajmniej w Europie, gdzie jest duże zagęszczenie i
        deficyt ziemi...
        Pozostaję zatem z innym zdaniem i pozdrawiam serdecznie.
        al
      • Gość: seiw83 Re: spec bardzo ciekawy post IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.09, 20:53
        ludzie nie maja kasy :
        wszyscy znajomi zajmujacy sie projektowaniem mieszkaniowki przerabiali
        nowoprojektowane bloki na uklady 2P- i takie sie teraz sprzedaja. Zgadza sie
        ludzie zawsze chca mieszkac lepiej, i jest grupa ludzi ktora zapokoi te potrzeby
        boi ich stac jeszcze. Wzrost zamowien w mojej branzy jest bardzo nie mily dla
        mnie, problemy z praca. Owszem pare inwestycji zawieszono i wracaja do zycia-
        prztarg na wykonawce z jakas nadzieja ze bedzie lepiej. A jak jest zbudowany
        kapitalizm jest w mojej sygnaturce, teraz jest czas zjadania ludzi co nie dadza
        rady spalac kredytow- system pieniadza z dlugiem to gnialny system niwolnictwa i
        wyzsku. jak ktos powiezial ze najlepszy niweolnik to taki ktory nawet nie wie ze
        nim jest.Spec ma racje ale moje pokolenie wyzu np rocznik 83 nie ma jeszcze w
        wieksozci wypadkow wlasnego lokum, jakos te potrzeby trzeba zaspokoic. W
        hiszapni jest 1 mln niesprzedanych domow to jest dopiero nadpodaz, u nas tez
        taka wytworzono.(nie ta skala) rynek sie reguluje ale przy naszej mentalnosci
        nie spiodziewalbym sie narazie spadku mieszkan, ktos juz przeliczyl kase i
        ciezko bedzie mu sie pogodzic ze jednak tej kasy nie ujrzy, narazie mozna
        zaciskac pasa, zobaczymy jak dlugo.
        A tak wogole to z moich zarobkow to w miescie gdzie zyjet warszawa to moge sobie
        pomarzyc o wlasnym lokum.:(

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka