Dodaj do ulubionych

Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik

14.07.24, 23:22
-Cholera jasna, cholera, cholera i psiakrew!

Taki oto okrzyk wydało z siebie rudawe, brązowookie stworzenie płci żeńskiej, bujające się na hamaku ogrodowym przy wyremontowanej niedawno Ruince, domu kupionym przez swoich rodziców. Rzuciwszy czytaną książką w ścianę, prędko wstała, by podnieść ją z ziemi.

Dla dwudziestopięcioletniej Łucji Pałys ,,Toksyczni rodzice” stanowili od chwili rozpoczęcia terapii swoisty plaster na poranioną duszę.

-Cicho bądź! -wychyliła się zza drzwi jej matka-nie wiesz, że dziadek tu jest i śpi?

To już nawet pokrzyczeć sobie nie wolno! We własnym domu!-pomyślała dziewczyna, obracając się w kierunku matki.

-Przepraszam, mamo-westchnęła.

-Ooo, a co to ty tutaj czytasz? Znowu ten szmatławiec? Nie, na Jowisza, ten Michał to już ciebie zupełnie ogłupił! Uważaj, bo powiem ojcu!

-Temu śpiochowi? -prychnęła, wywracając oczami.

Michał to była pierwsza osoba, która kiedykolwiek zasugerowała jej terapię. Sama terapia z kolei pozwoliła jej dojść do wniosku, że jedynym rozwiązaniem, które pomoże jej w rekonwalescencji, jest zupełne odcięcie się od rodziców, dziadków, ciotek i wujków. Nie była na to jednak nadal gotowa.

-Ty mała...-syknęła matka, podchodząc do niej zamaszystym krokiem-o, widzisz, obudziłaś dziadka, ty niewdzięcznico!

-Carrissima, a cóż to za kłótnie z matką? Czyżbyś znowu zadawała jej ból? -zerknął kątem oka na czytaną przez wnuczkę książkę-ten Michał ma na ciebie zbyt silny wpływ. Jak widać, nawet stoickie, antyczne wychowanie w dzisiejszym świecie uniwersyteckim jest brane za nic, szczególnie wówczas, gdy w grę wchodzą popędy biologiczne!

-No nie, tego już za wiele! Żałuję, że wam w ogóle cokolwiek o nim wspominałam! Dobrze mi terapeuta mówił, żeby nic nikomu nie...

-Widzisz, i jeszcze odcina cię od rodziny!

-Od jakiej rodziny, takiej, której mam tańczyć, jak mi ona zagra?! Nie lubicie Michała, chociaż go nie znacie, bo jest prawnikiem, odbywa aplikację radcowską, zależy mu na pieniądzach, nie lubi łaciny, ogląda stare filmy Marvela, ma rozwiedzionych rodziców, kontakt z ojcem, mieszkanie w Warszawie, a wakacje spędza we Włoszech! I ma dziecko! I to malutkie! Ooo, i to jest już w ogóle najgorsze, prawda? Bo jeszcze się okaże, że ciocia Gabrysia miała Elkę w dupie! A wujek też był samotnym ojcem!

-Łucja, przestań!

-Nie przestanę- odrzekła ona spokojnym głosem- po prostu mam Was dosyć.

Jednym ruchem wzięła telefon, ładowarkę, książkę i pęk kluczy, podbiegła do auta i odjechała w nieznanym kierunku.
Obserwuj wątek
    • ciotka.scholastyka Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 15.07.24, 15:58
      Spacje przed i po myślniku...
    • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 15.07.24, 16:54
      Nastawiwszy nawigację, szybko wymieniła się głosówkami ze starszym bratem. Józek, który był odwieczną czarną owcą rodziny (zaraz obok kuzynki Laury), odnosił sukcesy jako architekt zatrudniony w prywatnym biurze. Wywołał skandal w rodzinie, po tym, jak z hukiem rozwiódł się po pół roku małżeństwa z Dorotą, załatwił sobie kościelne stwierdzenie nieważności, a następnie wyjechał z Poznania do Warszawy, gdzie zamieszkał w wynajmowanej kawalerce na Służewcu. O tym, że to jego była żona zdradziła go z młodym lekarzem na stażu nie wspominano, obecnie zresztą mieszkała z nim, była zaręczona i w ciąży. To było już nieważne. Wszystko to Łucja wiedziała z Facebooka, na którym konto Dorota prowadziła w tajemnicy przed babciami.

      Dojechawszy do Warszawy, zaparkowała na darmowym parkingu, a następnie zadzwoniła dzwonkiem do jego mieszkania. Nie widzieli się od pół roku- otworzył jej opalony i zupełnie odmieniony.

      - Co ci się stało? -zapytała, wchodząc do pokoju.

      - Mi nic, zacząłem chodzić na siłownię i niedawno wróciłem z urlopu z Cypru.

      - Zwiedzałeś?

      - Nie, chodziłem chlać z chłopakami. -w tym momencie słonecznie ukazał swoje żywcem z reklamy pasty do zębów uzębienie- w zasadzie mam do Ciebie sprawę.

      - Jaką?

      - Poznałem tego twojego Michała. Spoko gość.

      - Jak go poznałeś?

      - No, na siłowni ćwiczę razem z jego kuzynem i przez niego się poznaliśmy.

      Łucja poznała Michała, gdy w grudniu przyjechał wspierać swojego przyjaciela podczas wykładu gościnnego na wydziale japonistyki UAM. Chwila rozmowy wystarczyła jej, by poczuć porozumienie dusz. Uczucie było odwzajemnione. To było właśnie to, co odróżniało tę relację od związku z Jackiem, której głównym w pewnym sensie plusem było to, że polubił go dziadek.
      Dla nowego ukochanego przemeblowała całe swoje życie, przeprowadzając się do Warszawy, gdzie wynajęła mieszkanie na spółkę z koleżanką i jej siostrą. Choć sama myśl o pierwszym ich pocałunku na koncercie Dawida Podsiadło powodowała u niej dreszcze, wciąż obawy budziło w niej to, czy poradzi sobie jako macocha, a de facto matka trzyletniego Piotrusia, jak również czy on ją zaakceptuje. Bo przecież wspólne wycieczki a codzienne życie to zupełnie co innego. Nie chciała, żeby jej rodzina funkcjonowała tak, jak rodzina cioci i wujka-razem, ale osobno.

      Matką Piotrka była świetnie zapowiadająca się przyszła prawniczka, dziecko bogatych rodziców. Spotykali się już od drugiej klasy liceum, a zaręczyli się już na wakacjach przed pierwszym rokiem studiów. Dokładnie rok potem urodził się mały, a oni ustalili termin ślubu. Niestety, Anna zginęła dokładnie tydzień wcześniej w wypadku samochodowym. Od tego momentu minęły dwa lata, nim Michał przestał brać antydepresanty. Chociaż Łusia nie mówiła tego na głos, strach o bycie mimowolnie porównywaną przez ukochanego z utalentowaną, długowłosą blond pięknością z dużymi, niebieskimi oczami, odbierał dziewczynie resztki pewności siebie. On z kolei nazywał ją swoją wiewióreczką i powtarzał, że według jego matki ilość piegów jest wprost proporcjonalna do poziomu IQ.

      Akurat wtedy, gdy tak sobie rozmyślała, telefon na wyświetlaczu pokazał MAMA, a zaczął wygrywać ,,Jenny”.
      • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 16.07.24, 18:37
        -I w zasadzie nie pokazuj się już tutaj!

        Po rozmowie z matką Łucja siedziała na kanapie z zaczerwienionymi oczami. Józek wyszedł akurat na chwilę przed dom, więc miały moment, żeby jeszcze raz przeanalizować od początku do końca zachowanie dziewczyny. Oprócz tego mogła posłuchać a propos swoich potencjalnych motywacji co do związku z Michałem, tego, jaką przykrość sprawia rodzinie wiążąc się ze wdowcem z dzieckiem i paru innych kwestii. Gdy tylko wypaliła, że Elka nie bywała na Roosevelta i to ich tak boli, bo ona, Łucja, się stara, a Michał opiekuje się swoim synem, to mama wybuchnęła płaczem i wtedy właśnie padło ostatnie zdanie.

        W tamtym momencie usłyszała trzy głosy: dwa męskie i dziecięcy, zbliżające się stopniowo do salonu. Wszedł Józef z małym blondynkiem o brązowych oczach, który natychmiast podbiegł do niej z wnikliwym wzrokiem.

        - Płakałaś? - spytał, podskakując w miejscu.

        - Tak. - odparła słabo, uśmiechając się lekko do dziecka, które w odpowiedzi przytuliło ją tak mocno, jak tylko mocno może to zrobić maluch.

        - Piotrusiu, już tyle razy powtarzałem ci, żebyś nie przytulał innych tak... - mówiąc to, Michał odsunął spokojnie synka, równocześnie całując Łucję delikatnie w czoło.

        - Wiem, ze powtazałeś, ale jak ktoś jest smutny, to tseba go psytulić. - z absolutną pewnością siebie stwierdził Piotrek.

        - Ale...

        - Tseba, tseba. Ciociaaa, a ty wies, ze chyba pojedziemy razem nad morze do cioci?

        - Jeśli chcesz, to pojedziemy. - uściślił Michał.

        - Chcę.

        - No to baldzo dobze, bo ja sie za tobom stensknilem.
        • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 17.07.24, 14:24
          Po tamtej rozmowie Łucja udała się na noc do swojego mieszkania, by spakować rzeczy i przygotować się na wyjazd. Kolejnego dnia rano uświadomiła sobie, że zapomniała portfela z apartamentu Józka, więc postanowili zajechać do niego. Gdy weszła do pokoju brata, na widok jego ciut zaczerwienionych uszu wspaniałomyślnie postanowiła przemilczeć widok rozgrzebanej pościeli i nieudolnie schowanego pod łóżkiem białego biustonosza.

          - No co, jestem dorosły. - nie wiedzieć czemu, rudy uznał za stosowne bronić się.

          - Nic przecież nie mówię!

          - A tak w ogóle - brat spróbował przeskoczyć na inny temat – to chyba zabiorę się z wami do tego Gdańska.

          - Po co?

          - Bo mój trener wyprawia wielką imprezę, na której będzie połowa Trójmiasta, no i zaprosił mnie, ale spoko, nie będę zawracał gitary tej cioci, będę spał u niego, no a potem wracam sam. Już się spakowałem.

          - Kiedy wracasz?

          - Jak wytrzeźwieję. - mruknął, biorąc torbę do ręki - to jak, jedziemy?

          Po około pięciu godzinach drogi dotarli do Gdańska. Ciocia Michała zostawiła mu klucze w skrzynce na listy, a wcześniej nie omieszkała przesłać siostrzeńcowi dokładnych instrukcji na WhatsAppa. Sama zaś spontanicznie postanowiła się udać z koleżankami na odbywające się od jutra, czyli od soboty, aż do kolejnego poniedziałku targi mody lat 20 XX wieku.
          • kocynder Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 17.07.24, 14:39
            Ja chcę na takie targi!!! Uwielbiam lata '20!
            • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 17.07.24, 15:13
              kocynder napisała:

              > Ja chcę na takie targi!!! Uwielbiam lata '20!
              >

              Co nie? :D
          • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 17.07.24, 15:13
            - Musimy w końcu coś zrobić, jakoś na nią wpłynąć! - z ust rudowłosej kobiety wydobywał się głośny skrzek.

            Członkowie rodziny Borejko siedziała zgromadzona wokół stołu na werandzie u Patrycji. Przy jednym końcu stołu siedzieli obok siebie rodzice Łucji, czyli wyżej wspomniana niewiasta, Ida oraz przysypiający na krześle ojciec, Marek. Na fotelach spoczywali nestorzy rodu, po drugiej stronie ciocia Gabriela i Nutria, a między nimi rosły mężczyzna z sumiastym wąsem, Florian. Obok niego siedziała Ania, Patrycja z kolei pieliła w ogródku.

            - A ja miałam intuicję! Czułam! Wiedziałam, że z tego dziecka wyrośnie coś niedobrego! - wykrzyknęła oburzona Natalia.

            - Zupełnie tak, jak z Pypypy... - spod miedzianej grzywki słychać było głośny szloch.



            Ida spojrzała krzywo na osuwającego się męża, który wydawał z siebie chrapanie melodią i tempem łudząco przypominające utwór ,,Dla Elizy”, którego niegdyś tak szczerze nienawidził. Pozostałe dwie siostry ruszyły do kuchni, by zaparzyć melisę.

            - Córko ukochana, tak oto kończy się dążenie za pieniądzem! Ciągle tylko klinika, praca, klinka! A hedum?

            - Ale tato, my byliśmy w domu, a co z Norą? Chcesz mi powiedzieć, że ja zawiodłem jako ojciec?

            - Głupia smarkata - westchnęła pod nosem Ania.

            Nora po skończeniu liceum rozpoczęła studia na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu, w międzyczasie zdążyła zaręczyć się z Augustem i z nim zerwać, a po III roku studiów rozpoczęła karierę jako influencerka i vlogerka. Prowadziła kanał podróżniczy.

            - Mój drogi, tak oto właśnie kończy się brak porządnego, stoickiego wychowania! Chociaż, jak wspominałem już Łucji, najwidoczniej nawet najlepsze wartości przegrywają w starciu z wygodami świata zewnętrznego!

            - I jeszcze ona, bezczelna, śmie się porównywać z Gabrysią! - wykrzyknęła oburzona Ida, usiłując przekrzyczeć chrapanie męża - zna go ledwo chwilę, a tu już taakaa miłość!

            - Ale że co, że ona niby lepsza jest?

            - To chodzi o to, że ona w ogóle śmie się porównywać!

            Gabrysia wydała z siebie ryk zarzynanego łosia, a Florianowi z wrażenia wypadła część wąsów.

            - Nie no, tego już za wiele!

            - A ja uważam - powiedziała chłodnym głosem babcia - że nie ma co się nimi przejmować. Widać rzeczywistość dookoła jest niezwykle pociągająca. No cóż. Nora, Józek, Łucja... a niech idą. Po co nam oni?

            - Matuś, masz rację - cztery córki podeszły do matki, próbując ją przytulić.

            - No, no, no, bez roztkliwiania się. Na łzy najlepsza jest praca. Patrycja, wracaj do tych grządek!
            • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 17.07.24, 17:26
              Na Pomorzu pierwsze dwie noce upłynęły pod znakiem burz i ochłodzenia, dlatego też pozostała część piątku i sobota upłynęły głównie na spacerowaniu po Galerii Bałtyckiej w poszukiwaniu stosownego stroju dla Łucji. W drodze do Gdańska Michał powiedział jej, że został zaproszony z osobą towarzyszącą na spontanicznie zorganizowane urodziny narzeczonej drugiego aplikanta z tej samej kancelarii. Zorganizowano więc opiekę dla Piotrusia w postaci mieszkającego w pobliżu lubianego wujka i dwóch kuzynów, a po odebraniu małego wieczorem udali się jeszcze na lody.

              - Dziś pogoda zapowiada się lepiej niż wczoraj - powiedział Michał, sadzając małego na podwyższonym siedzeniu – Piotrusiu, jedz parówkę.

              - Nie chcem, bende jadł jajeczko.

              - To może poszlibyśmy na plażę?

              - No właśnie o tym myślałem. Mogę zaraz tam pójść i zarezerwować leżaki.

              - A potem co robimy?

              - Dzwonił do mnie Józek, powiedział, że on może dziś wziąć małego na noc do tego apartamentu, który sobie wynajął.

              - Moge iść do wujka - oświadczył Piotruś - a wy co bendziecie robić?

              - A my pójdziemy na kolację.

              - Dobrze, to ty idź zarezerwować te leżaki, a my się w tym czasie z Piotrusiem przygotujemy.

              Gdy chwilę potem wrócił, zobaczył Piotrusia siedzącego na kanapie.

              - Ja jestem jus absolutnie gotowy - oznajmił z całą powagą - mam juz renkawki, ale musis je nadmuchac, mam piłke, ale ją tes musis nadmuchac, ciocia mnie jus nakremowała, mam ksionzecke, mam wode, mam biskopciki, mam bananka, wszystko mam, zabawki tez, a ciocia sie psebiela.

              - Dobrze Piotrusiu, siedź tutaj jeszcze przez chwilę, ja się przebiorę i idziemy.

              Gdy wszedł, zobaczył Łucję w różowym stroju bikini.

              - O, jesteś w końcu, mały jest już gotowy, posmarujesz mnie? - spytała, siadając na brzegu łóżka.

              - Usiądź mi raczej na kolanach, tak będzie wygodniej.

              Spojrzała się na niego przeciągle.

              - Skoro tak wolisz.

              - Podoba Ci się to, jak ciebie teraz masuję? - zapytał, delikatnie wmasowując jej krem w skórę.

              - Może być, ale już wystarczy.

              - Nie, dam więcej tego kremu, rudzi się szybciej mogą spalić. A jak mocniej masuję to jest ok? - zaczął ją całować po karku, stopniowo schodząc coraz niżej.

              - Tak, nawet bardzo - powiedziała, kładąc go na łóżko- ale pamiętaj, że z kolei Piotruś jest obok i nie ma zwyczaju pukania, a wszystko usłyszy...

              Usiadł i pomógł jej wstać.

              - Ale obydwoje tego chcemy, prawda?

              - Tak, ale to nie jest ta pora.

              - Wiem przecież, właśnie dlatego na razie ciebie tylko całuję. Ale tak coś właśnie czułem, że ty chcesz, tylko coś ciebie powstrzymuje.

              - Spotykaliśmy się albo wtedy, kiedy ty bywałeś w Poznaniu, albo ja u Ciebie w Warszawie, albo na mieście, podróże, zmęczenie...

              - A poza tym, to było po prostu za wcześnie. Teraz jesteśmy już pewni naszej wspólnej przyszłości. Dlatego pomyślałem, żeby dziś wieczorem, gdy małego nie będzie...co ty na to?

              Łucja miała w sobie mnóstwo emocji, które walcząc ze sobą, stworzyły istny kocioł. Taka, bądź co bądź, ważna decyzja nie mogła być nieprzemyślana. Z drugiej strony, to właśnie przy Michale dopiero poczuła się doceniana i kochana, choć...

              - Ale ja się boję.

              - Czego?

              - Że będziesz mnie porównywał.

              Michał zamilknął na chwilę.

              - No wiesz...do tej pory w ogóle was nie porównywałem.

              - A co, jeśli jutro to się zmieni?

              - Musimy być gotowi na to, że zawsze Ania będzie obecna w naszym życiu, mimo swojej śmierci. Przecież mały o nią pyta, będzie pytał... na szczęście ma tamtą rodzinę. Ja już zamknąłem ten rozdział w moim życiu. Technika nie jest najważniejsza, uczucia się liczą.

              Łucja wtuliła się w niego tak mocno, że mogła usłyszeć bicie serca Michała.

              - Michał... ty wiesz, że ja kocham Piotrusia. A co, gdy urodzę biologiczne dziecko i coś się między nami pogorszy?

              - Nie jesteśmy w stanie znaleźć idealnego rozwiązania na każdy problem, ale możemy na ten temat rozmawiać.



              ,,Rozmowa” to był de facto nowy termin w jej życiu. Za każdym razem, gdy się pokłócili, a nawet nie, to wiedziała, że będą musieli rozmawiać. Z początku głównie termin ten kojarzyła z siedzeniem jak na tureckim kazaniu i słuchaniu mądrości mistrza, dopiero od niedawna zaczynała rozumieć, o co w tym chodzi tak naprawdę.

              Gdy tak rozmyślała, Michał zawołał Piotrusia i uklęknął przed nią.

              - Bałem się, że nie znajdę dobrego momentu...czy zostaniesz moją żoną?

              - Ja tylko chciałem powiedziec, ze musis - wtrącił Piotruś - bo ja chce, zebys z nami ciongle była.

              Spojrzała się na ukochanego i na spoglądającego na nią z oczekiwaniem malucha.

              - Tak. - i wybuchnęła szczęśliwym płaczem, a narzeczony wsunął jej pierścionek na palec, pocałował ją, wziął na kolana i przytulił.

              - Muszę podkreslic, ze absolutnie was kocham - oznajmił mały, a potem usiadł na kolanach ojca i wtulil się w nich.

              - Ja was też! - jednogłośnie zapewnili Michał i Łucja, śmiejąc się.
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 17.07.24, 17:34
                Pyza powinna brać z nich przykład!

                A składnia nieletniego mnie rozwala, taki uroczy ukłon do "za pozwoleniem" Pyziakówien🥹
                • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 17.07.24, 17:43
                  tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                  > Pyza powinna brać z nich przykład!
                  >
                  > A składnia nieletniego mnie rozwala, taki uroczy ukłon do "za pozwoleniem" Pyzi
                  > akówien🥹
                  >

                  Nieee, fanfik się nie kończy, więc Pyzunia się pojawi, jak sądzę.
                  A co do mówienia małego, to nie wzorowałam się na Pyziakównach, po prostu, no cóż- trzylatki tak mówią :D bo jemu by wychodziło między 2 a 3 lata chyba
              • kocynder Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 17.07.24, 17:35
                Oczy mi się spociły... Fajne to! Takie... Normalne. I ładne. :)
                I zazdroszczę, bo ja nie umiem tak pisać...
                • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 17.07.24, 17:43
                  kocynder napisała:

                  > Oczy mi się spociły... Fajne to! Takie... Normalne. I ładne. :)
                  > I zazdroszczę, bo ja nie umiem tak pisać...
                  >


                  dziękuję, już w dzieciństwie przygody literackie zaliczałam :)
              • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 17.07.24, 23:31
                Chwilę potem Michał wyszedł z Piotrkiem do ZOO, a Łucja zaczęła się przygotowywać do wyjścia. Umówiły się z Laurą w kawiarni Retro na godzinę 14.

                - To jak, fajnie było? - spytał brat, puszczając oczko.

                - Kolacja była cudowna, tak dawno nie jadłam owoców morza!

                - No to super. Jakby co, to jutro jestem wolny od 13.

                - Co będziesz robił?

                - Spotykam się z jakąś laską z Tindera, nara!

                Łucja długo nie mogła odnaleźć kuzynki w tłumie ludzi. To ona ją znalazła. Parę miesięcy temu ucięła wszelkie kontakty z matką i ojczymem, w ogóle z większością rodziny, i wyprowadziła się. Jedynie utrzymywała relacje z Łucją, Józkiem oraz powierzchowne z Różą. Szczupła, o czarnych włosach związanych w kok, ubrana była w poszarpane, granatowe jeansy, a także w białą, elegancką koszulę z rękawami do łokci. Urodę podkreślał dosyć mroczny makijaż, paznokcie pomalowane miała na czerwono.

                Wypsikana mocnymi perfumami, podeszła do Łucji i uścisnęła ją serdecznie.

                - Jak tam w Berlinie? - spytała zaciekawiona Łucja.

                - Bardzo mi się podoba. To jest chyba ten klimat, którego szukałam w życiu.

                - To prawda, że ojciec ci pomógł w wyprowadzce?

                - No. Adam nie chciał się wyprowadzać. On chyba wolałby, żebym nadal pracowała jako nauczycielka gry na pianinie, w przerwie między karmieniem i przewijaniem - zaśmiała się nerwowo - długo nie dawał się przekonać, chociaż tyle dobrze, że nie utrudnia mi kontaktów z dzieckiem. Ale on nie chciał, mówił, że nie podoba mu się to i że nie będę miała czasu na dom. Tak, jakby on miał, ciągle jak nie lekcje, to sprawdzanie sprawdzianów, dyktand i kartkówek, jak nie to, to zebrania, kółko, wychowawstwo, plantacja, ojciec, jak nie urok, to sraczka. Chciałam zabrać ich obydwu ze sobą, ale skoro już zdecydowaliśmy, że Adam zostaje w Polsce, to Juliusz z nim też..., żeby nie musiał zostawiać szkoły, kolegów, wiesz... - tu Laurze głos się załamał - no tęsknię za nim, ale nie byłoby tego, jakby Adam ze mną wyjechał! Ustaliliśmy separację, sąd zasądził mi jeden weekend w miesiącu, tydzień jego ferii, dwa tygodnie wakacje i drugi dzień wszystkich świąt. Pocieszam się, że mam z nim stały kontakt przez Skype 'a.

                Pomilczały chwilę razem.

                - I boli mnie to, no kuźwa, boli, że mój syn tam, a ja tam, ale wyjazd z Polski to dla mnie ucieczka od wszystkich problemów - kontynuowała - ale nie tęsknię za mężem, tylko za dzieckiem.

                - I co ty tam w zasadzie robisz?

                - Uczę gry na pianinie, śpiewam w zespole, solo i na youtube.

                - Jak odnalazłaś ojca?

                - Przez facebooka, sama go wyszukałam, w ogóle to, co on mi pisał o matce...ech...materiał na inną rozmowę! A ty co robisz w Warszawie?

                - Ja robię doktorat z japonistyki na UW i wyprowadziłam się do narzeczonego.

                - Ten Michał? Całkiem hot.

                - No tak - uśmiechnęła się Łucja - ale ja chciałam spytać, jak czujesz się po zerwaniu kontaktów z nimi.

                Laura zastanowiła się i po chwili z mocą powiedziała:

                - Wolna.
                • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 19.07.24, 23:31
                  Po powrocie do Poznania Łucja zawitała na Roosevelta w celu odebrania ,,Dzienników Bridget Jones”. Pozostawiła je tam Agnieszce. Chciała pomóc żonie swojego kuzyna w nabraniu zdrowego dystansu do swojej rzeczywistości, żal było obserwować to, jak swego czasu wolna kobieta dała się wrobić w wersję codzienności a la Borejko.

                  Gdy weszła do środka, potknęła się o porozrzucane na podłodze w korytarzu. Mieszkanko o bądź co bądź skromnej powierzchni zamieszkiwało aktualnie sześć osób: Ignacy, Agnieszka, Nora, Jeremi, Aureliusz i Róża. Prowadzono tam dość ascetyczny tryb życia, choć teoretycznie umotywowany poglądami, w praktyce spowodowany jednak faktem, iż na wszystkich domowników stały dochód generował jeden. Chyba że liczyć zasiłek dla bezrobotnych. Od czasu do czasu wpadały również nie za duże pieniądze z sprzedaży obrazów, ze względu na obecność kolejno sześcio-, cztero-, i dwulatka wyższe dochody nie były zbyt możliwe. A ileż można zarobić za kręcenie filmów o zabytkach Wielkopolski?

                  Od sześciu lat Róża zamieszkiwała w Polsce. Coś tam się pokłócili, ciocia Gabrysia poleciała, pogadała i wróciła z nią na pokładzie do Poznania. Dzieci oczywiście razem z nimi. Siedziała na wiecznym bezrobociu, z narastającą depresją oraz żalem do potomstwa o decyzje podjęte wbrew niej. Ponieważ Mila była już dorosła, a Karolek miał skończone 13 lat, w porozumieniu z nimi Fryderyk skierował do sądu wniosek o ustanowienie jego opieki nad młodszym, a po krótko trwającej sprawie obydwoje wyjechali do Houston.

                  Teraz stała w salonie i, rozdzielając tłukące się młodsze maluchy, usiłowała prasować. Agnieszka z kolei siedziała zamyślona w kuchni, robiąc jakiś szkic.

                  - Hej.

                  - Hej - uniosła nieobecny wzrok – co chcesz?

                  - Chcę moje ,,Dzienniki”.

                  - Żona kuzyna wstała i podała jej egzemplarz, wzdychając.

                  - Przeprowadzasz się do tego swojego... - wstrzymała się na chwilę - kochanka?

                  - Tak, a co?

                  - Nie rozumiem, jak można zostawić wszystko w życiu dla jakiegoś mężczyzny!

                  ,,Noo, jak?” - pomyślała Łucja, która już nie mogła się doczekać końca tej rozmowy.

                  - Kiedyś to zrozumiesz.

                  - Może zostaniesz?

                  - Wybacz, ale nie. Już wszystkie rzeczy przewiozłam. Wsiadam dziś w pociąg do Warszawy.

                  - A nie możesz jutro?

                  - Nie, jutro idziemy na obiad z rodzicami Michała.

                  - Przecież oni są rozwiedzeni, mają swoich...partnerów! - jęknęła Róża, która właśnie weszła do pokoju.

                  - No widzisz, a jednak potrafią się dogadywać ze sobą na tyle, żeby raz na jakiś czas usiąść ze sobą przy stole!

                  Kuzynka wybiegła z pokoju z zaczerwienionymi policzkami, głośno szlochając.

                  - A wam zostawiam to - powiedziała Łucja z triumfalnym uśmiechem, rzucając na stół ,,Toksycznych rodziców” - mam nadzieję, że się przyda. Zegnam.

                  Pozostawiając Agnieszkę w stanie szoku i płaczącą Różę, wyleciała jak na skrzydłach z ,,Dziennikami” w ręku przed kamienicę, gdzie już czekała na nią taksówka, która miała ją zawieźć na Główny.

                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 19.07.24, 23:38
                    itsjustemichelle1 napisała:
                    > (...)
                    > - Nie rozumiem, jak można zostawić wszystko w życiu dla jakiegoś mężczyzny!
                    >

                    I kto to mówi?


                    > (...)
                    > - A wam zostawiam to - powiedziała Łucja z triumfalnym uśmiechem, rzucając na s
                    > tół ,,Toksycznych rodziców” - mam nadzieję, że się przyda. Zegnam.
                    >
                    > Pozostawiając Agnieszkę w stanie szoku i płaczącą Różę, wyleciała jak na skrzyd
                    > łach z ,,Dziennikami” w ręku przed kamienicę, gdzie już czekała na nią taksówka
                    > , która miała ją zawieźć na Główny.
                    >
                    >
                    >

                    BUAHAHAHAHAAAA!!! Piękna puenta!
                    Choć miałaby większą moc, gdyby ją miotnąć w kogoś ze starszych Borejków - Łucji rodziców, najlepszą z cioć...
                    • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 19.07.24, 23:46
                      tajna_kryjowka_pyziaka napisała:



                      >
                      >
                      > > (...)
                      > > - A wam zostawiam to - powiedziała Łucja z triumfalnym uśmiechem, rzucają
                      > c na s
                      > > tół ,,Toksycznych rodziców” - mam nadzieję, że się przyda. Zegnam.
                      > >
                      > > Pozostawiając Agnieszkę w stanie szoku i płaczącą Różę, wyleciała jak na
                      > skrzyd
                      > > łach z ,,Dziennikami” w ręku przed kamienicę, gdzie już czekała na nią ta
                      > ksówka
                      > > , która miała ją zawieźć na Główny.
                      > >
                      > >
                      > >
                      >
                      > BUAHAHAHAHAAAA!!! Piękna puenta!
                      > Choć miałaby większą moc, gdyby ją miotnąć w kogoś ze starszych Borejków - Łucj
                      > i rodziców, najlepszą z cioć...
                      >
                      >


                      kc kryjóweczko
                  • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 21.07.24, 23:51
                    Pierwsze kilka miesięcy wspólnego mieszkania upłynęło całkiem dobrze. Nastał marzec, on nadal odbywał aplikację, ona kontynuowała pracę na rzecz zrobienia doktoratu, w międzyczasie udzielając korepetycji z języka japońskiego głównie uczniom klas patronowanych przez azjatyckich gigantów technicznych, no i oczywiście ich pracownikom. Po jakimś czasie rodzice Michała zaczęli sugerować, że ze względu na wrześniowy ślub dobrze by było, jakby obydwie rodziny w końcu się poznały. Prawdę rzekłszy, Łucja, mimo tego, że wiedziała, iż tak powinno być, to napawał ją wielki lęk przed niechybną konfrontancją. Zdawała sobie sprawę z faktu zupełnie odmiennego podejścia jej teściów in spe do życia w porównaniu z rodziną pochodzenia. Pomimo tego, że krewni Łucji postanowili zbojkotować ślub, termin ustalono, Michałka oddano na weekend dziadkom, a w piątek wyruszono do Poznania. Zatrzymali się w hotelu na przedmieściach, spotkanie miało się odbyć w niedzielę, a w Łucji narastał strach.

                    Rodzice Michała poznali się na studiach, wzięli ślub po trzech latach, a następnie przeprowadzili się do Warszawy. Gdy skończyli się tam urządzać,w drugą rocznicę ceremonii zobaczyli dwie kreski na teście ciążowym. Wspólnie wychowywali bliźnięta, Asię i Michała. Rodzinną sielankę przerwała jednak nagła śmierć córki - gdy miała czternaście lat, wpadła pod samochód. Od tego momentu ich małżeństwo, ze względu na wzajemne oskarżenia, ból po stracie dziecka oraz wiecznie ciągnącą się sprawę w sądzie, stanęło na krawędzi upadku. Pomimo prób ratowania uczucia, gdy syn miał siedemnaście lat, ogłosili separację, a po trzech latach oficjalnie rozwiedli się. W międzyczasie Michał przestał leczyć depresję, poznał Annę, po pewnych perturbacjach zaczął studia, usamodzielnił się.

                    Jego matka, Hanna, po rozwodzie wróciła do panieńskiego nazwiska. Pracowała w jednym z dużych pism kobiecych, wraz z przyjaciółką prowadziła podcast, a od niedawna spotykała się z warszawskim biznesmenem.

                    Ojciec, Adam, wzięty chirurg plastyczny, prowadził dużą klinikę, w której zatrudniał około dwudziestu lekarzy. Wraz z narzeczoną angażował się w finansowe wspieranie warszawskich domów dziecka, współfinansując remonty i fundując najzdolniejszym dzieciom stypendia.

                    Na ulicy podniósł się kurz, gdy przed godziną szesnastą podjechali czarnym SUV-em pod dom ciotki Patrycji.
                    PS. Prawdopodobnie rąbnęłam się w wieku Michała, ale trudno, to tylko fanifik
                    • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 22.07.24, 00:11
                      ps 2 oczywiście Piotrusia oddali
                      • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 22.07.24, 00:13
                        Przy stole panowała martwa cisza. Przerywał ją raz na jakiś czas cichy szloch cioci Gabrysi, której łzy leciały do zaparzonego przez którąś z uczynnych sióstr kubka melisy.

                        - Czy coś się stało? - troskliwie spytała mama Michała.

                        - Mąż mnie porzucił!

                        - Ojej, kiedy?

                        - No, już z trzydzieści lat będzie!

                        Mina Hanny wyrażała więcej niż tysiąc słów.

                        - Aa...hm... ma pani może wnuki? Albo dzieci?

                        - Tak, mam dwie córki. Jedna, moja kochana Pyzunia, została porzucona, jak ja przez Pypy... a druga jest taka jak ojciec!

                        - Mają różnych?

                        - Nie, one z tego samego! A ta sobie do Berlina wyjeżdża! Karierę robi! Męża zostawiła z dzieckiem w Polsce!

                        - Ale to, że się spełnia, to chyba nic złego? I to, że się rozstali, nie oznacza, że zostawiła dziecko!

                        Odpowiedziała jej głucha cisza.

                        - Niedobre, rogate dziecko. Zawsze mówiłam, że z niej nic dobrego nie będzie. Zupełny brak moralności - mruknęła Mila.

                        - Masz zupełną rację, Milu, serce moje.

                        - No, już mi się tu nie roztkliwiaj.

                        - A nie sądzi pani - wziął głęboki wdech ojciec Michała - że osoba, która latami ukrywa przed rodziną fakt bycia sławnym dramaturgiem i, co równie ważne, przyjmowania przychodów przed najbliższą rodziną ma niewiele do powiedzenia na temat moralności?

                        Celna uwaga na temat Mili najwidoczniej zabolała, bo zaraz potem dało się słyszeć kłótliwy terkot Idy:

                        - Przecież to państwa syn zapłodnił - samicę i nie...

                        - Po pierwsze - zaznaczył spokojnie Adam, spoglądając kątem oka na śpiącego na kanapie Marka – nie ,,zapłodnił samicy”, tylko doczekał się dziecka z wieloletnią dziewczyną. Bardzo kochamy Piotrusia i cierpieliśmy razem z nimi po jej śmierci.

                        - A seks?! - krzyknął Ignacy.

                        - Byłby niemoralny, jakby ją zmusił do aborcji, a nie tak! Nawet mu to przez myśl nie przeszło! - krzyknęła Hanna.

                        - Są państwo pewni? - spytała z przekąsem Mila.

                        - Co to za krzyki? Przestraszyliście Kabanosa, wy juchy! - ze stajni przyszedł Florian.

                        - Ależ nie, absolutnie nic się nie dzieje - odrzekł Adam, wstając od stołu - myślę, że czas na nas.

                        - Masz rację, tato. Nic tu po nas. - powiedziała Łucja, biorąc do ręki torebkę.
                        • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 23.07.24, 00:01
                          Łucja, Michał i jego rodzice postanowili wyjaśnić, skąd rodzina Łucji wie o Annie i w jaki sposób powstała teza o rzekomej nieodpowiedzialności Michała w pewnych kwestiach. W kwietniu przyjechali więc do Patrycji. Umówieni byli na piątek, na godzinę 16, wskutek czego oczywiście utknęli w korku. Łucja usiłowała się skontaktować na przemian i z matką, i z ciotką, ale zasięg w okolicy szwankował. W domu zapanował więc chaos.

                          - Łucja ma klucze - sapała Ida, wchodząc z ojcem i psem do Ruinki – oni tu pewnie są!

                          W Ruince, choć remont się skończył, nadal nie było drzwi, z wyjątkiem wejściowych i tych do łazienki. Ruda, słysząc dobiegające ze swojej sypialni ciche jęki.

                          - Mam was! - krzyknęła, wskakując do pokoju z psem na smyczy - JÓZEK?!

                          - Mamo, wyjdź! - odziany w strój Adama pierworodny aż podskoczył - mogłaś chociaż zastukać we framugę!

                          Od momentu rozwodu i wyprowadzki do Warszawy korzystał, w swoim rozumieniu, z życia. Jak niegdyś wytłumaczył Łucji, on, inteligentny, wykształcony, dobrze zarabiający, wysportowany, w pełni sił, nie ma zamiaru tracić życia na związek, a nie daj Boże kolejne małżeństwo. Jak mu się zdarzy dziecko, to uzna ojcostwo, podzieli się opieką i będzie płacił alimenty, ale to tylko tyle i aż tyle. Przy tym wszystkim badał się regularnie. W związku z tym, po około roku życia poza Poznaniem, trochę tych dziewczyn już było. Średnio trzy na miesiąc.

                          Czarnoskóra niewiasta o krótkich, falowanych, niebieskich włosach ciut zmieszana okryła się kocem, a następnie zapięła odpięty do połowy granatowy stanik. Naprędce narzuciła na siebie brązowy top z wizerunkiem Myszki Mickey i krótkie spodenki jeansowe. Nasunąwszy na stopy eleganckie sandały, założyła okulary przeciwsłoneczne, chwyciła torebkę, pomachała Józkowi w progu i ruszyła w kierunku stacji kolejowej.

                          - Kto to był, gdzie ją poznałeś, po co tu była i co robiliście?! - ruszyła Ida, wymachując pękiem kluczy.

                          - Eee...Anna? Maja? Nie, Madison. Poznałem ją przez aplikację. W celu polepszania stosunków dyplomatycznych na linii Rzeczpospolita Polska- Stany Zjednoczone Ameryki postanowiliśmy eksplorować najbliższą okolicę na rowerach, a obecnie byliśmy w trakcie przeprowadzania eksperymentu biologiczno-chemiczno-społecznego, który nam przerwałaś. - zakpił.

                          - Eksperymentu? To z iloma dziewczynami ty już spałeś, że nie pamiętasz ich imion?! A Dorota? Już jej nie kochasz?!

                          - Nie - odparł, zdziwiony - skąd ten pomysł, przecież jesteśmy rozwiedzeni. Nigdy jej nie kochałem, wspólnie doszliśmy do wniosku, że kierowała nami jedynie potrzeba swobodnego dostępu do cielesności, a nie miłość. Poza tym, o ile się orientuję, ona już kogoś ma. I chyba sobie żartujesz, jeśli sądzisz, że będę ci się z takich rzeczy spowiadał!

                          - O tempora, o mores! - wkroczył dziadek, głaszcząc Bobusia - już starożytni przestrzegali przed rozpustami cielesnymi, nazywając je najszybszą drogą do upadku moralnego człowieka! Już Cyceron...

                          - Wiem, co mówił w tej sprawie Cyceron - wtrącił zniecierpliwiony Józef - ale mało mnie to obchodzi.

                          Dziadek zaniemówił.

                          - Ale...żeby...z...murzynką?! - wykrzyknęła Ida, a następnie wyleciała jak z procy w kierunku lasu.

                          Po chwili wszyscy spotkali się w domu Patrycji.

                          - Ja wzięłam te klucze, bo myślałam, że ona się z Michałem od środka zamknie! A tam Józinek! I to z kim!

                          - No widzisz, a ja nie przypuszczałem, że wleziesz tam!

                          - On uprawia seks pozamałżeński, zupełnie jak Pyyy... - rozpłakała się Gabriela, którą zaraz potem jedną ręką objął wspierająco Grzegorz, mieszając równocześnie sałatę na obiad.

                          - Sądząc po dacie urodzenia Pyzy, nie on jeden. - konkretnym głosem powiedziała Łucja.

                          Po tych słowach przy stole zapanowała cisza, a ciocia z wrażenia przestała płakać, spoglądając na siostrzenicę zbaraniałym wzrokiem.

                          - Korzystając z chwili ciszy - wtrącił ojciec Michała - chcielibyśmy się dowiedzieć, skąd tak właściwie państwo znają historię naszego syna.

                          - Znaczy, rozumiem, Łucja coś tam pewnie opowiadała, ale przecież nie wszystko! - dorzucił obronnym głosem Michał.

                          - Nic nie opowiadałam!

                          - Mówiła o dziecku i że jest pan samotnym ojcem - westchnęła Natalia – a sam pan rozumie, skoro on z nimi mieszka, to nie można niestety żyć tak, jakby go nie było. Co innego u Grzegorza i Gabrysi: parę razy się spotkali, a Elka już poleciała do Japonii i tyle ją widzieli.

                          - Wnuków imion już też w zasadzie nie pamiętam. - wyjaśnił Grzegorz, wciąż zamaszyście mieszając sałatę - sami państwo rozumieją, dorosła już była, to po co jej ojciec.

                          - No, jeśli miała matkę... - nieśmiało odezwała się Hanna, mieszając nalaną przez Robrojka herbatę.

                          - Co pani, mniej niż trzy lata miała, jak zmarła, ta, jak jej tam było? Nie pamiętam. Coś tam ją trzasnęło w potylicę i tyle. Nawet nie drążyłem.

                          - Właśnie Grzesiu, po co, przecież tyle jest innych dzieci i kobiet na świecie. Po co wyć, zawsze się coś nowego znajdzie. - suchym głosem zgodziła się Mila.

                          - Kto chce lodów? Dziś są porzeczkowe!

                          - Ja poproszę, mój Pulpeciku.

                          Po chwili mama Michała odzyskała dawny rezon, i, spoglądając krzywo w stronę Babi, powiedziała:

                          - Niedawno byłam z moim partnerem w Teatrze Dramatycznym na ,,Nocy w San Francisco”. Świetna sztuka, naprawdę bardzo podobała mi się, szczególnie kreacja głównego bohatera. Autorstwa niejakiego Kala Amburki, kojarzy pani?

                          - Nie. - Mila pobladła.

                          - Nie? Hm, to dosyć dziwne jak na rodzinę intelektualistów. W każdym razie polecam, warto.

                          - Babcia mówi - powiedział Jędrek - że teraz nie ma już prawdziwych teatrów.

                          - To powiedz babci, że nie warto być względem siebie aż tak krytycznym – wzrok Hanny przeszywał Babi na wskroś.

                          - Nie rozumiem, o czym pani mówi.

                          - Czytałem niegdyś w jakimś artykule, że Kal Amburka zarabia na swoich sztukach całkiem niezłe pieniądze.

                          - Nie dla wszystkich pieniądze się liczą - broniła się Mila – a poza tym, nie warto wierzyć w to, co się przeczyta w dzisiejszej prasie!

                          - To był dział kulturalny Tygodnika Powszechnego jakieś dwadzieścia lat temu. Poza tym, skoro Kal pisze w tajemnicy przed wszystkimi, to chyba jednak te pieniądze się dla niego liczą, nieprawdaż? Skoro nawet ponoć najbliższa rodzina nie wie... -
                          Hanna uśmiechnęła się krzywo – bo jak tak, to najwyraźniej chce je dla siebie zachować, czyż nie?

                          - O dużych pieniądzach to państwo coś wiedzą, my nie. - zmarszczył brwi Marek.

                          - O, doprawdy? Ja również jestem lekarzem i za nic nie uwierzę, że para lekarzy jest biedna jak mysz kościelna.

                          - Niektórzy pracują dla idei! - warknęła Ida.

                          - Owszem, może, ale tylko ci, którzy nie mają dzieci do wykarmienia. To by przynajmniej wyjaśniało, dlaczego Łucja wraz z rodzeństwem dzieciństwo spędziła w piwnicy!

                          - O przepraszam, w komfortowo zaadaptowanym przyziemiu!

                          Józek w tym czasie bez przerwy pisał coś na swojej małej klawiaturze, uśmiechając się do ekranu. Oczywiście była to znowu aplikacja randkowa. Kątem oka Łucja zobaczyła zdjęcie, którego raczej nie chciała zobaczyć. Szurnęła brata łokciem, a on podniósł wzrok, spojrzał na nią, westchnął, przewrócił oczami i wzruszył ramionami.

                          - No, ale przyznasz, że jest gorąca! - szepnął do niej na boku, gdy inni się kłócili.

                          - Przestań, ty tylko o jednym! - obruszyła się nagle, otrzymując w odpowiedzi lekko zawadiacki uśmiech.

                          Wyszli na dwór.

                          Swoją drogą, czasem pokazywał Łucji zdjęcia kobiet, z którymi się umawiał. Polki, obcokrajowcy, blondynki, brunetki, niskie, wysokie, szczupłe, grube, brązowookie, niebieskookie, zielonookie, z naturalnym kolorem włosów, farbowane, z piercingiem, tatuażami, palaczki (nie tylko papierosów- czasem sam popalał z kolegami z biura), aktywistki, lewaczki, prawaczki, sportsmenki bizneswoman, nauczycielki, modelki, studentki, licealistki, sprzątaczki, lenie, marzycielki – zdecydowanie nie było jednego typu kobiety interesującej go. Twierdził jedynie, że nie umawia się z samotnymi matkami i osobami w związku, poza tym żadna z nich nie miała mniej niż 17 lat oraz więcej niż 27. To byłoby na tyle, jeżeli chodzi o cechy je łącząc
                          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 23.07.24, 00:25
                            itsjustemichelle1 napisała:

                            > (...)
                            > - On uprawia seks pozamałżeński, zupełnie jak
                            > Pyyy... - rozpłakała się Gabriela, którą zaraz potem
                            > jedną ręką objął wspierająco Grzegorz, mieszając
                            > równocześnie sałatę na obiad.
                            > - Sądząc po dacie urodzenia Pyzy, nie on jeden. -
                            > konkretnym głosem powiedziała Łucja.
                            > (...)

                            Trzymajcie mnie🤣. Wprawdzie z datą narodzin Larwy są większe nieścisłości, ale Pyza też była niejasna, no i niepodobna, więc ujdzie.
                            • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 23.07.24, 01:07
                              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                              >
                              > Trzymajcie mnie🤣. Wprawdzie z datą narodzin Larwy są większe nieścisłości, ale
                              > Pyza też była niejasna, no i niepodobna, więc ujdzie.


                              Te teorie spiskowe w kwestii niejasnej daty narodzin Laury to nie jest coś, co mnie bawi.
                              Poza tym stoi jak byk, że Laura ma kontakt z ojcem, Januszem, więc nie chciałam zmieniać biegu wydarzeń.
                              • kocynder Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 23.07.24, 08:36
                                Ależ w kwestii daty narodzin Laury niejasności napisała sama autorka! :) Natomiast ficzek czyta się super. :)
                                • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 23.07.24, 15:46
                                  kocynder napisała:

                                  > Ależ w kwestii daty narodzin Laury niejasności napisała sama autorka! :) Natomi
                                  > ast ficzek czyta się super. :)
                                  >

                                  Wiem, ale te teorie, że Gabrysia poszła do łóżka z Krzysiem czy kim tam...
                                  Dziękuję, kolejne części w przygotowaniu :)
                          • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 23.07.24, 17:42
                            Gdy wszyscy dalej się kłócili, rozległ się dzwonek do drzwi.

                            - To do mnie - oznajmił tubalnym głosem Józek.

                            - Nie umawialiście się na mieście? - zdziwiła się Łucja.

                            - Stwierdziłem, że wygodniej będzie mi prowadzić i potem wracać, kiedy będę chciał bez przepłacania za parking, na przykład.

                            - Kiedy wracasz?

                            - Dzwoń do mnie najwcześniej jutro o dwunastej, sam sobie przecież wrócę.

                            - A co to za jedna? Kolejna ladacznica? - kłótliwie zaterkotała Ida, która zdążyła wypatrzyć stojącego na progu gościa przez okno z kuchni.

                            - Tak. - odparł ze spokojem Józek.

                            - Co zamierzacie robić?!

                            - Grać w makao co najmniej do rana. - odpowiedział, zamykając matce drzwi przed nosem i łapiąc do ręki plecaczek na podstawowe rzeczy. W przedsionku został tylko on wraz z Łucją.

                            - To jest ta, z którą pisałeś? Nie zdążyłam się jej przyjrzeć. Poproszę charakterystykę postaci.

                            - 175 cm, 54 kilogramy, 22 lata, hobbystycznie modelka, ma alergię na sierść i włosy, z pochodzenia Ukrainka, znak zodiaku: baran, studiuje ekonomię, mieszka w Poznaniu, ma siostrę bliźniaczkę.

                            - Po co ci info o jej bliźniaczce?

                            - Nie wiem, ale pisała mi, że z siostrą lubią dzielić te same doświadczenia... - mruknął pod nosem, otwierając zamek.

                            Kiedy otworzył, oczom Łucji ukazała się wysoka, szczupła dziewczyna o talii osy, podkreślanej przez czerwony, zawiązywany na brzuchu top z wycięciem na plecach. Krótka mini kończyła się tam, gdzie kończyły się długie blond włosy niebieskookiej niewiasty. Na paznokciach królował kolor błękitny, a szyję, uszy i lewą rękę zdobiły kolejno: złoty łańcuszek, złote kolczyki i skórzany zegarek. Całość dopełniły zawieszone w okolicy dekoltu okulary przeciwsłoneczne, zwisająca przez ramię biała torebka oraz lekki makijaż.

                            - No, to się postarałeś. - pomyślała Łucja, życząc im miłego dnia i zamykając prędko drzwi.

                            W sobotę wieczorem Michał poszedł na chwilę z Piotrusiem do którejś ze swoich cioć w celu dogadania dla niej pomocy prawnej. Ten czas, po całodziennym pływaniu na krytym basenie (wrócili do domu w piątek), Łucja postanowiła wykorzystać na plewienie w przyblokowym ogródku. Choć wyłączyła się na chwilę, po jakimś czasie wyłapała znajomy głos.

                            - No, hehe, fajnie było. No, cześć. Do jutra - Józef właśnie wszedł przez furtkę.

                            - Siema, właśnie wróciłeś?

                            - Tak, właśnie z godzinę temu wróciłem.

                            - Jak było?

                            - Chcesz dosadnie czy delikatnie?

                            - Nie wiem...

                            - No dobra, dobra. Fajna, miła, pogadaliśmy chwilę, a potem przeszliśmy do tego, na co konkretnie się umawialiśmy. Mocne top 3 wszystkich dotychczasowych. 9,5/10, umówiliśmy się już na kolejny piątek.

                            - A czarnoskóra?

                            - Nie pisaliśmy. W ogóle to wiem już, o co chodziło z tą bliźniaczką. W sensie to nie tak, że się nie domyślałem, ale sytuacja jest już chyba jasna.

                            - Aha.

                            - No i dostałem jej numer. Podobno zerwała z chłopakiem i potrzebuje pocieszenia.

                            Jako ,,Grono Wykluczonych Z Klanu” razem z Józkiem, Laurą, Norą i Dorotą spotkali się tego wieczoru w Nowomiejskiej. Łucja, zamówiwszy świeżo wyciskany sok pomarańczowy i kawałek sernika razem z innymi zaczęła przysłuchiwać się historii Józefa oraz Doroty, którym po wypiciu dwóch lampek wytrawnego czerwonego zaczęły się rozwiązywać języki.

                            - Nie widać po tobie ciąży. - odezwała się Nora, z uwagą spoglądając na Dorcię.

                            - Bo nigdy w niej nie byłam - wyjaśniła, zakładając nogę na nogę - nakłamałam przed sądem w celu przyspieszenia rozwodu.

                            - Jak to w ogóle było? - spytała zaciekawiona Laura – po co wam w ogóle był ten ślub, skoro tak szybko żeście się rozstali?

                            - Właśnie po rozprawie pojednawczej rozmawialiśmy o tym. Doszliśmy do wniosku, że chodziło nam jedynie, o, no, łatwy dostęp. Co i tak nie miało miejsca, bo babcie w domu, nauka... - westchnął Józef.

                            - Więc no było jakieś tam zakochanie, ale sami wiecie, że to nie wystarczy. Dwoje dzieci. Któregoś dnia na Uniwersytecie poznałam Pawła... odbywał wtedy specjalizację na laryngologii. Powiedziałam mu, że też chcę być laryngologiem, on mnie zaczął trochę o tym uczyć, spędzaliśmy razem coraz więcej czasu i tak... widziałam, że wpadłam mu w oko, i nie powiem, spodobało mi się to. Doszło wręcz do takiego absurdu, że z domu wychodziłam ubrana normalnie, a na spotkania z doktorem się odstawiałam w to, co kupiłam i trzymałam u koleżanki. Poznałam go jakiś miesiąc po ślubie.

                            - A potem - wtrącił kuzyn, chrząkając - jakoś trzy – cztery miesiące po ślubie, no, ok, trzy, to była środa, babcie były najpierw na kółku różańcowym, potem u sąsiadki i miały wrócić dopiero na Wiadomości. Ja z kolei o osiemnastej, ale byłem o szesnastej... domyślałem się już czegoś od jakiegoś czasu. Wszedłem do domu, usiadłem w łazience i czekałem cicho. Słyszałem ich, on wyszedł, nie zauważył mnie, a ja wszedłem do sypialni i zobaczyłem Dorotę zapinającą się.

                            - Przestraszyłam się wtedy, że narobisz afery! - zaczęła się śmiać.

                            - Spytałem się, czy to był ten Paweł.

                            - I co było dalej? - zaczęła dopytywać Łucja.

                            - Oczywiście to był on - stwierdziła Dorota – ale ja wtedy powiedziałam Józkowi, że choć to małżeństwo to jest od początku jakaś farsa i o jedno w nim chodzi...przecież wiecie, że my całą podróż poślubną spędziliśmy w hostelu! - to na razie nic nie robimy, nie rozwodzimy się ani nic, żeby nie robić skandalu.

                            Widząc wielkie oczy kuzynek, Józek kontynuował opowieść.

                            - Dorota powiedziała mi wtedy, że ona znajdzie sposoby na to, żeby na pewno nie zajść, bo stwierdziłem, że jeśli sprawi sobie dziecko z Pawłem teraz, to ja będę musiał udowadniać, że to nie moje, a nie on, że to jego. Tylko my obydwaj mamy zakładać prezerwatywy.

                            - Wy obydwaj?! Dorota! - nie dowierzała Nora.

                            - Tak, a czemu nie? Z Pawłem nie byłam pewna, czy mi wyjdzie na stałe, a Józek - dodała, popijając trzecią lampkę i spoglądając kokieteryjnie na byłego męża - jest dobry w łóżku, więc dlaczego nie korzystać? Przed sądem można powiedzieć co innego, kto sprawdzi?

                            - A wtedy poznałem Dawida, wiesz, tego studenta z Holandii, co mi się żalił, że poznał sobie Azjatkę na ONS, a ona chyba zaczęła czuć coś więcej. On wyjeżdżał, a Eun-ji miała tu zostać jeszcze przez niecałe pół roku. Taka była...zgodna z azjatyckim kanonem piękna - puścił oczko do zgromadzonych wokół dziewcząt, wprawiając je w coraz większe osłupienie - choć nic z nią nie robiłem, ale chyba było widać, że mi się podoba.

                            - Było! - potwierdziła Dorota, poprawiając włosy - więc powiedziałam, że na razie udajemy małżeństwo- Ja z Pawłem, a ty sobie możesz znaleźć jakąś miłą koleżankę, nawet mi nie musisz się z niczego spowiadać. ,,Tylko zadzwoń czy napisz, że nie wracasz, a Ciebie będę kryć, że niby na uczelni jesteś. Do chwili, jak będę pewna, że Paweł będzie na stałe albo przeżyjemy chociaż rok razem.”

                            - I ja ją też, oczywiście.

                            - Tak, dlatego, wersja dla babć, mam zajęcia w szpitalu...

                            - Następnego dnia - wspominał kuzyn, niby to dla niepoznaki obejmując Dorotę lewą ręką, w prawej trzymając szklaneczkę z whisky - poszedłem z Dawidem na piwo.

                            - Zadzwoniłeś do mnie z jakiegoś pubu około północy, podchmielony, z tekstem, że posłuchałeś mnie, wchodzisz w rolę pocieszyciela złamanych damskich serc i wracasz najwcześniej po południu. - spojrzała się mu głęboko w oczy.

                            - Oczywiście - zastrzegł Józek, spoglądając uważnie na dziewczyny – Azjatka doskonale wiedziała o Dorocie i jak tam z nią sytuacja. Nie miała nic przeciwko. Spytała mnie, czy nie chciałbym jednak związku, a ja na to, że nie, już nigdy więcej, bo się sparzyłem. Coś tam zaczęła gadać, że polscy mężczyźni są tacy nieczuli, ale po jednym piwie powiedziała, że nie ma sensu pakować się w związek, skoro i tak za cztery miesiące wraca do Korei, i zamierza wykorzystać ten czas na maksa pod każdym względem. W sumie byłem całkiem zadowolony, bo to, co o niej mówił Dawid, no, emocje gwarantowane. Było miło.

                            - Kiedy się to skończyło? - dopytała Ania.

                            - W międzyczasie zdążyłem złożyć papiery o przeniesienie się na drugi rok na Politechnikę Warszawską i zacząłem szukać mieszkania, oczywiście w t
                            • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 23.07.24, 23:01
                              Łucja siedziała wyluzowana, wiedząc, że ma wakacje. Michała nie było w domu, bo pojechał służbowo do UK, a Piotrusia oddelegowano na wakacje z Hanną i jakimś dzieckiem z rodziny do Pogorzelicy na dziesięć dni. Siedziała więc, słuchając o przygodach Nory na lotnisku w Madrycie oraz cichym adoratorze Laury, Turku, który z radością przygotowywał dla niej czaj. Po jakimś czasie, około 20, gdy już trochę wypili, postanowili pójść na spacer po starówce, by wylądować w pubie. Poszli tańczyć w rytm muzyki puszczanej DJ-a.

                              - Widzisz ich? - Łucja usiadła przy barze i nachyliła się do Laury, pokazując jej głową w kierunku tańczących ze sobą Doroty oraz Józka - jedną Fantę poproszę - zwróciła się do barmana.

                              - Jest chemia. - potwierdziła ona, upijając przez słomkę dwa łyki swojego drinka i spoglądając na to, jak była żona kuzyna ukradkiem siada mu na kolanach przy stoliku na drugim końcu sali.

                              Po paru godzinach usiedli przy jednym stole, by zagrać w prawdopodobnie najgłupszą zabawę alkoholową świata, polegającą na tym, że ktoś mówi, że coś zrobił, i pije, a inni, którzy też to zrobili, piją razem z nim.

                              Zaczęła Łucja.

                              - Zapaliłam papierosa. - na te słowa wypiła szota, a razem z nią wszyscy inni.

                              - Paliłam zioło! - wraz z Norą napili się Józek i Laura.

                              W miarę płynącego czasu wyznawano coraz większe tajemnice.

                              - Prosiłam o podwózkę obcego faceta! - na hasło Nory kieliszek wypiła Dorota.

                              - Całowałam się z co najmniej dwiema osobami na jednej imprezie! - tu znowu wszyscy.

                              - To ja was przebiję: uprawiałem seks więcej niż raz podczas jednej imprezy! - zapanowała dziwna cisza, a Dorotka z Józefem stuknęli się kieliszkami.

                              - Józek! - Nora nie mogła wyjść z szoku.

                              - O co ci chodzi? Nie powiedziałem, że uprawiałem seks na jednej imprezie z różnymi osobami.

                              Siedząca naprzeciwko nich Łucja, która już od jakiegoś czasu zauważyła, że ręka Józka wciąż jest gdzieś obok Doroty, a od chwili trzymał ją na jej kolanie. Dorota, pod pretekstem upału, rozpięła lekko swój dekolt, ale na tyle głęboko, żeby jego zawartość była doskonale widoczna, i ustawiła się profilem w jego stronę. Łusia obserwowała, jak biedak usiłuje zachować pozory i patrzeć się w jej oczy. Zaczęła łączyć kropki.

                              Gdy wyszli z pubu około czwartej rano, zdecydowali się zamówić dwie taksówki. Zrobili zapasy wody w Żabce i elektrolitów w aptece. Odprowadzili Laurę pod jej hotelowy pokój. Udali się na postój, skąd miały ich zabrać zamówione Ubery.

                              - To jak, wy jedziecie razem do Józka?

                              - Tak.

                              - No to cześć - odparła Łucja, wsiadając do środka razem z dziewczynami – jak wytrzeźwieję, to zadzwonię.

                              - Pa!
                              • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 24.07.24, 16:01
                                Następnego dnia Łucja, odprowadziwszy do taksówki Norę, przeszła się do Józka i Doroty. Mieli ją wspólnie odprowadzić na dworzec. Rozmawiając przez telefon z Michałem, podeszła pod blok, w którym mieszkał brat. Pożegnała się z ukochanym, a potem zaczęła dzwonić do drzwi, ale nikt nie odpowiadał, otworzyła więc kluczami, które niegdyś Józef jej dał.

                                - Pani do tego pana spod 3? - spytała się wychodząca ze swojego mieszkania starsza pani, trzymająca psa na smyczy.

                                - Tak, a co?

                                - Proszę mu powiedzieć, żeby ciszej był w nocy. Ja już prosiłam, nie wiem, co on tam robi, ale niech chociaż okna zamyka! Znowu nie mogliśmy spać, mężowi musiałam ziółka parzyć...

                                - Oczywiście, porozmawiam z nim... przepraszam bardzo! - zaczerwieniona, weszła po cichu do mieszkania, a następnie do kuchni.

                                Przy stole siedział brat.

                                - Gdzie Dorota?

                                - Pojechała. Zabrała się samochodem z jakąś znajomą. Wiem, że byliśmy za głośno.

                                - To super, że wiesz - warknęła - jeszcze zacznij być ciszej ze swoimi dziewuchami i będzie w ogóle cudownie. Czy ty nie umiesz się powstrzymać? Nawet z byłą żoną musisz?

                                - Milion razy już to mówiłem, ale się powtórzę. Przy swoich warunkach nie widzę zupełnie powodów, dla których miałbym sobie odpuszczać. Byliśmy podchmieleni, sama zaczęła, to co, jestem sobie singlem ze swoją seksowną byłą sam w mieszkaniu, namawiać jej nie muszę, to mam odpuścić sobie taką okazję? No proszę cię! Zresztą, to nie był nasz pierwszy raz.

                                - Nie był? - Łucji już nic nie dziwiło.

                                - Nie, hehe, a to ona zawsze prowokowała te sytuacje. Ot, pierwsza z brzegu, jak tylko ją ten jej doktorek zostawił, to przypomniała sobie, że pod pretekstem załatwienia czegoś w Warszawie może przecież przenocować u mnie, a że również w moim łóżku, no to ojej, co za problem? Jej słowa. I tak od tego czasu zdążyliśmy się tak spotkać ze cztery razy.

                                - Cztery razy?!

                                - No. Raz u babć, kiedy nikogo nie było w domu, to grzecznie, pod kołderką, a jak już weszła Wiktoryna, to zdołaliśmy ukryć się w łazience i zamknąć na klucz i tam dokończyć. Wyszedłem przez okno. Jesteśmy pewni, że niczego się nie domyśliła.

                                - To były te dwa razy?...

                                - Nie tylko. Będziesz na tym ognisku?
                                • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 24.07.24, 16:02
                                  Całą paczką umówili się na piątek u swojego wspólnego znajomego, Pawła. Sympatyczny dwudziestolatek był młodszym bratem byłej współlokatorki Łucji, Karoliny, a równocześnie kolegą Józka z siłowni. Oni, Łucja, Michał, Józek, Dorota, Nora, Laura – razem kilkanaście osób miało bawić się na należącym do rodziców Pawła i Karoli rozległym terenie pod Warszawą. Normalnie działkę ze stanowiskiem do grilla, ogniska i małymi, dwuosobowymi domkami z kompletnym wyposażeniem udostępniano głównie szkołom, pielgrzymkom czy innym wycieczkom zorganizowanym.

                                  Gdy zamówiona uprzednio taksówka z Łucją, Michałem, Dorotą i Józkiem podjechała pod bramę, słychać było dudniące na cały regulator głośnika radio Eska.

                                  - Siema! - podbiegł do nich uśmiechnięty Paweł.

                                  - Cześć stary - uścisnął mu dłoń Józek - sąsiedzi ciebie nie znienawidzą?

                                  - Nie - roześmiał się - już za chwilę pójdziemy tam dalej, więc nikomu nie będziemy przeszkadzali.

                                  - Jak oprowadził ich po domkach i pogadał z Michałem, to zaprowadził wesołą grupkę do reszty imprezowiczów, którzy siedzieli wokół nierozpalonego jeszcze ogniska na rozstawionych ławach lub huśtawkach. Zaczął ich po kolei przedstawiać.

                                  - To jest właśnie moja siostra – niska, drobna brunetka z granatowymi włosami i mocnym makijażem wstała, otrzepując skórzaną spódnicę - Karolina. Magda – nasza kuzynka, mistrzyni wypieków i gry w Subway Surfers – oczy gości skierowały się na ciut zaookrągloną blondynkę z włosami aniołka. A to jest Krzysiek...

                                  - Tnę w nogę i na skrzypcach bardziej niż Januszex na kosztach zatrudniania - stwierdził napakowany, łysy chłopak ubrany w elegancki dres, czym wywołał chóralny śmiech u zebranych.

                                  - Krzysiek gra, jak wam wspominał, a skrzypcach - wtrącił Paweł - Karola na gitarze elektrycznej, a Magda na klawiszach. W sumie nie spytałem wcześniej, czy ktokolwiek inny gra na czymkolwiek. Ale mamy tu porządne nagłośnienie i dobry internet, więc możemy sobie zrobić karaoke. Czy tam koncert, jeśli będziecie chcieli. Ponoć są tu również zawodowi wokaliści - spojrzał na Laurę.

                                  - Kiedyś ponoć byłem na takiej imprezie, że puszczano kawałek i kto zgadł tytuł oraz wykonawcę, to pił - zasugerował Adam, znajomy Pawła i Józka.

                                  - ,,Ponoć”? - wyraził wątpliwość Michał - to grubo musiało być!

                                  - No cóż, ponoć, bo nic z niej nie pamiętam!

                                  - Taka zabawa może się różnie skończyć - wtrąciła krótkowłosa Paulina, nauczycielka fizyki - chciałabym więc wiedzieć, czy to pudełko na kluczyk tam to jest na telefony?

                                  - Tak. - potwierdził Paweł.

                                  - Na portfele i dowody osobiste również? - spytał niewinnie koszykarz Łukasz.

                                  - Jak masz odpowiednio wiele na koncie i czystą kartę na policji, to tak. - odparł spokojnie Paweł.
                                  • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 24.07.24, 19:42
                                    Niewiele czasu było trzeba, by zabawa rozkręciła się na dobre. Gdy rozpoczęli zaproponowaną przez Adama grę, po chwili przerodziła się ona w wyjawianie najskrytszych uczuć, emocji oraz myśli. Ponieważ zespół świetnie się dogadał, radio wyłączono. Zamiast tego grano dawne hity, publiczność z kolei chętnie przyłączała się do koncertu. Zorganizowano nawet karaoke, a Dorota zechciała spróbować gry na klawiszach. Szło jej całkiem nieźle, więc Magda z pewną ulgą zeszła z prowizorycznej sceny.

                                    Przysiadła się do Łucji i nabiła kiełbaskę na patyk.

                                    - Józek kogoś ma? Ta historia z pielęgniarką jest prawdziwa?

                                    - Nie ma nikogo. A ta historyjka o pielęgniarce - może to taka megalomania, nie wiem, nie byłam tą pielęgniarką - uśmiechnęła się lekko.

                                    - A oni byli z Dorotą faktycznie małżeństwem? - spytała Magda, badawczo obserwując Józka, który po drugiej stronie płomienia, smażąc kiełbaskę, żywo dyskutował o czymś z Pawłem.

                                    - Byli, przez jakieś pół roku. Więc ta opowieść jest prawdziwa. - wyjaśniła Łucja.

                                    - Sądzisz, że miałabym u niego szansę?

                                    - Trudno powiedzieć, on nie ma jakiegoś jednego konkretnego typu. A czemu pytasz? - dopytała dociekliwie.

                                    - A nic. - odparła Magda, patrząc znowu w kierunku Józka i popijając powoli wino – przepraszam cię - obróciwszy się do niej z uśmiechem, wstała, podeszła do niego i z miną słodkiej idiotki, tonem zbolałego kurczątka poprosiła go, żeby potrzymał jej patyk, bo jest taki silny, a ona nie da już rady.

                                    - No proszę! - rzuciła pod nosem, lekko wzdychając.

                                    Obok niej usiadł Michał.

                                    - Nie martw się - szepnął, obejmując ją lekko – ja ci też pomogę. - i chwycił ją mocno pod lewą rękę, którą trzymała patyk, a następnie delikatnie pocałował w policzek.
                                    • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 28.07.24, 22:47
                                      - Hej Magda, pomóż mi! - zawołał kuzynkę Paweł.

                                      Ubrana w szorty i kusy, szary podkoszulek dziewczyna wstała i niby niechcący potknęła się, akurat ocierając się lekko o Józka.

                                      Podszedł do rozmawiających ze sobą Łucji, Laury, Doroty oraz Nory.

                                      - Myślicie, że mam u niej szansę?

                                      - Zdaje się, że tak, bo ona pytała się mnie, czy ma u ciebie szansę.

                                      Wróciła Magda, dosiadła się do koleżanek i nachyliła się do nich.

                                      - Dorota, a nie będziesz o niego zazdrosna?

                                      Dorota wzięła ją na bok, a następnie podeszły do Józefa, z którym zaczęły dyskutować na jakiś temat. Ewidentnie przyszły do niego z jakimś interesem, na który rudy chętnie przystał.

                                      Łucja z Michałem postanowili się rozpakować w swoim pokoju.

                                      - O czym rozmawiały dziewczyny z Józkiem? - zaczęła się zastanawiać.

                                      - A jak sądzisz?

                                      - No chyba nie o... - no nie, weź, fuj! - obruszyła się Łucja.

                                      - No cóż, widziałem go, jak brał jakieś tabletki, a jak spytałem, na co to, to się zaczerwienił lekko i powiedział, że na ból głowy! To się zaczyna robić jakieś nienormalne...

                                      Łucja zamilkła, spoglądając na swój pierścionek zaręczynowy.

                                      - Rozmawiałeś z Piotrusiem?

                                      - Tak, dzwoniłem do niego wieczorem. Jest zachwycony. On jednak kocha Marysię do końca świata i jeden dzień dłużej. Jak ja ciebie. -

                                      Podeszła, przysunęła go do siebie i zaczęli się całować.

                                      - Wygodne to łóżko? - zapytał, odsuwając ją na chwilę.

                                      - Nie wiem - pocałowała Michała - a co, chciałabyś sprawdzić?

                                      - Czemu nie - powiedział, całując ją w szyję - tak często się mijamy...

                                      - Prawda. Ty ciągle w kancelarii, ja na uniwersytecie, organizacja ślubu, dom, Piotruś...

                                      Narzeczony zamknął jej usta kolejnym pocałunkiem, a po chwili znowu poszli do znajomych.

                                      Było około 4 rano.

                                      - Fajnie, że jesteście, pomożecie nam sprzątać! - ucieszył się Paweł, podnoszący zużyte butelki.

                                      - Słuchaj, Paweł...sorry... ja muszę już iść, pety sprzątnięte. - powiedziała Magda, idąc w kierunku ich domku. Po kilku minutach przemknęła prędko w kierunku pokoju Józka.

                                      Gospodarz to zauważył.

                                      - Ech, zagięła na niego parol. A jak się wdzięczyła! Też to zauważyliście?

                                      - Trudno byłoby nie zauważyć. - bąknął Michał.

                                      Łucja wraz z Norą sprzątała stół w dalszej części ogrodu, a członkowie zespołu chowali sprzęty.

                                      - Dorotka zresztą też. Ciekawe, czy któraś dostanie kosza.

                                      - Przy Józku to każda dostanie to, co chce. Dorotka nie pierwszy raz zresztą.

                                      - Serio?

                                      - Serio, serio. - podeszła Łucja i powiedziała historie spotkań tej dwójki.

                                      - O matko - osłupiał Paweł - to się chłopak ustawił. Nie ma co! A Dorota na długo zostaje w Warszawie?

                                      - Chyba jutro wraca.

                                      - Kurczę, szkoda, może da się namówić na drinka czy coś. Bo, powiem wam szczerze, nie dziwię się, że się rozwiedli, ale nie dziwię się też Józkowi...

                                      Było chwilę po piątej, kiedy weszli do domu.

                                      - Tylko zadbaj o wyciszenie. - powiedziała Łucja, a narzeczony wziął ją na ręce.

                                      Resztę nocy nie mogli spać, dlatego obserwowali to, co działo się za oknem.

                                      - Zasnąłem na chwilę?

                                      - Nie, dlaczego?

                                      - Bo w ogóle nie zarejestrowałem momentu, w którym Magda wyszła, a wiem, że Dorota weszła.

                                      Łucję przeszedł dreszczyk.

                                      - Może jednak spałeś.

                                      - No nie wiem. O, popatrz, Magda wychodzi.

                                      Po drzemce obudziła się, wstała i odsłoniła część okna. Przez nieprzysłonięty materiałem kawałek szyby z pokoju kuzyna niechcący zauważyła półnagą Dorotę, uwodzącą Józka, który po chwili intensywnego flirtu zaciągnął ją znowu do łóżka. Stanęła jak wryta.
                                      • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 28.07.24, 22:48
                                        Magda, Dorota, Laura, Nora i Łucja siedziały w pokoju tej ostatniej, podczas gdy panowie byli na dworze.

                                        - Opowiedzcie nam o tym! - powiedziała zafascynowana Nora.

                                        - Frapuje cię to? - spytała lekko kąśliwie Łucja.

                                        - Józek miał w ciągu tego miesiąca więcej kobiet w łóżku niż ja mężczyzn podczas swoich wszystkich wyjazdów. - broniła się kuzynka.

                                        - Oj tam, oj tam, no już nie udawaj, niby niewyspana, ale widać, że noc była udana! - zaśmiała się chrypliwie Laura – ja chętnie posłucham.

                                        - A ja nie!

                                        - To idź tam do nich, czemu nie, ale głowę dam, że Józek właśnie opowiada o tym samym chłopakom.

                                        Łucja została.

                                        - No więc, jak widziałyście, Józek mi się spodobał...taki facet! - rozmarzyła się Magda – szkoda byłoby stracić taką szansę. Ale widziałam, że jest obok jego była żona, więc bałam się, że poczujesz się zazdrosna. Myślałam tylko, że to byłoby bez sensu, bo skoro się rozwiedliście... Poza tym, czułam, że ma na nią ochotę i ona na niego też. To nie chciałam się wtrącać, ale jak do niego wtedy podeszłam, to poczułam, że podobam mu się. No i wtedy podeszłam do Doroty.

                                        - Utrzymujemy bliskie kontakty. - wtrąciła Dorota z uśmiechem - wtedy wzięłam Madzię i Józka na stronę. Powiedziałyśmy mu, że obydwie chcemy go, a on nas. Że jesteśmy gotowe na wszystko. Na co on udał, że się zastanawia, i stwierdził, że ok, ale on musi przygotować się na to spotkanie, więc wziął tabletki.

                                        - Ale nie przeszkadzało nam to kompletnie.

                                        - Nie, a on powiedział, że umawiał się z jakąś bliźniaczką, która chciała, żeby spotkał też jej siostrę, co uczynił, ale chciał się z nimi umówić...hm... na raz, więc to będzie dobra okazja, żeby się nie wygłupił potem i miło spędził czas. Poza tym dodał, że o mnie wie jaka jestem w łóżku, a o Magdzie myślał, odkąd ją zobaczył. Ale chciał razem i osobno. Pytał tylko, czy na pewno to jest dla nas komfortowe, czy mamy gumki i czy Magda ma już za sobą pierwszy raz.

                                        - Oczywiście, że mam - podkreśliła Madzia, która w październiku miała skończyć dwadzieścia lat – i naturalnie się zabezpieczam, Dorota też. Poza tym, skoro ktoś ma już doświadczenie z udawanymi uczennicami...

                                        - A tak z ciekawości - dopytała Łucja - opowiadał Ci o spotkaniach z Dorotką po rozwodzie?

                                        - Tak.

                                        - I co ty na to?

                                        - Powiedziałam mu, że super by było, jakby ze mną zrobił kiedyś tak, jak wtedy, kiedy pojechał do babć Dorotki, bo ja wciąż mieszkam z rodzicami. A on na to, że jak będzie fajnie, to da się zrobić. Dlatego poleciałam się przebrać stosownie i byłam gotowa.

                                        - Czyli przygotowałaś się już wcześniej? - spytała Laura.

                                        - Tak, już wcześniej, bo widziałam zdjęcia Józka na Instagramie i za punkt honoru sobie wzięłam, że do czegoś dojdzie.

                                        - No więc najpierw weszła Madzia...

                                        W tym momencie wszedł Michał.

                                        - Łucja, jedziemy?
                                        • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 28.07.24, 22:51
                                          Michał zdobył się na odwagę, by wyznać coś Łucji.

                                          - Łucja, pamiętasz, jak opowiadałem ci, że ojciec ma jakiegoś guza na nerce?

                                          - Pamiętam - zaniepokoiła się - czy przyszły już wyniki?

                                          - Przyszły - potwierdził, wzdychając- dziś. Paulina do mnie dzwoniła i powiedziała mi dziś. Okazuje się, że guz, który mu wycięli, jest złośliwy.

                                          Łucja spojrzała się na niego przerażonymi oczami.

                                          - I co teraz?

                                          - Chemioterapia, a potem naświetlania. Tylko jest problem, bo tata nie będzie w stanie być na naszym ślubie, a ja nie wyobrażam sobie tego.

                                          - To przełożymy. Tyle miesięcy już żyjemy bez, że te parę kolejnych nas już nie zbawi. Wyznaczenie terminu to pestka. Wesela i tak nie chcieliśmy. Sukienka zostanie.

                                          Taka była właśnie Łucja.

                                          Pokochał ją, swoją słodką, małą wiewióreczkę, już w chwili, kiedy na wykładzie jego przyjaciela, a ich wspólnego znajomego, podeszła do niego, a przedstawiona, dodała tylko ,,miło mi”, zamiast w jego oczy patrząc w podłogę. Próbowała w ten sposób ukryć swój aparat na zęby i piegi, których nie cierpiała. Bolało go to, jak motała się między poszukiwaniem akceptacji a odrzucaniem ludzi wokół. Zasugerował w końcu terapię. Obraziła się w końcu na dwa tygodnie, zarzucając mu, że on insynuuje, iż ona cierpi na chorobę psychiczną. Napisał jej któregoś dnia, że będzie w kancelarii w Poznaniu i może się z nią spotkać. Nie odpisała. Czekała przy jego samochodzie, a gdy podszedł, powiedziała mu, że jednak ma rację, a nie dzwoniła, bo stwierdziła, że na pewno ktoś taki jak Michał już dawno zapomniał o jakieś rudej wiewiórze.

                                          Obawiał się. Wątpliwości towarzyszyły mu już od lat. Od tego, czy będzie dobrym ojcem i mężem, przez to, czy da radę jako samotny rodzic, aż do tego, czy nie zaniedbuje Piotrusia przez spotkania z Łucją, czy się zaakceptują i czy będą razem szczęśliwi.

                                          Bardzo kochał Anię, a wiadomość o jej tragicznej śmierci spadła na nich jak grom z jasnego nieba. Pierwsze dwa miesiące przeleżał na kanapie u matki, łykając antydepresanty. Gdyby nie ona i tata, to nigdy by się nie podniósł. W końcu jednak czas minął, synek wyrósł z pieluch, a on pozbierał się psychicznie. Nawet rodzice zaczęli mu sugerować, żeby sobie kogoś znalazł.

                                          W końcu zaczął próbować. Był na kilku randkach, ale z żadnej nic nie wyniknęło. Ciągle zadawał sobie pytania o to, czy nie skrzywdzi synka, czy nie jest egoistyczny, myśląc o sobie, a również obawiał się ponownego cierpienia oraz mimowolnego porównywania potencjalnej kandydatki do Ani, o której mimo wszystko nie chciał zapomnieć. Wizyty u psychologa- dorosłego i dziecięcego- niewątpliwie pomogły mu poukładać sobie wszystko w głowie, a co równie ważne, dobrze podejść do synka w tej nowej dla niego sytuacji.

                                          Mały, choć początkowo próbował testować granice, polubił, a w sumie nawet pokochał Łucję, a ona jego, jakimś cudem, też. Nie zrażała się.

                                          Był bardzo szczęśliwy, gdy podjęła decyzję o przeprowadzce do Warszawy. Uznał, że będzie miał ją bliżej siebie i Piotrusia, a na wspólne zamieszkanie było jeszcze zdecydowanie za wcześnie.

                                          Pamiętał bardzo dobrze łzy w jej oczach, kiedy ją przedstawiał rodzicom na obiedzie w restauracji, objął ją lekko i powiedział po prostu: ,,To jest właśnie moja Łucja”, a stojący obok synek poprawił go prędko, podkreślając, że ,,Nie tylko twoja, ale nasa". Dla nich były to tylko zwykłe słowa, a dla niej znaczyły bardzo wiele.

                                          Choć bywało, że się kłócili, kochał ją bardzo, absolutnie taką, jaką jest – razem z jej rudymi włosami, piegami, zamiłowaniem do literatury skandynawskiej oraz gramatyki języka japońskiego.

                                          I obiecał sobie zadbać o to, żeby nigdy o tym nie zapomniała.
                                          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 29.07.24, 12:20
                                            itsjustemichelle1 napisała:
                                            > (...)
                                            >
                                            > Pokochał ją, swoją słodką, małą wiewióreczkę,
                                            (...)
                                            > Choć bywało, że się kłócili, kochał ją bardzo, absolutnie taką, jaką jest – raz
                                            > em z jej rudymi włosami, piegami, zamiłowaniem do literatury skandynawskiej ora
                                            > z gramatyki języka japońskiego.
                                            >
                                            > I obiecał sobie zadbać o to, żeby nigdy o tym nie zapomniała.
                                            >


                                            O, tego mi właśnie brakowało! Fajnie bliżej poznać ich historię i życie wewnętrzne Michała przy okazji, lepiej widać łączące ich uczucie.
                                            I przy okazji wiemy co Łucja lubi czytać. A ta literatura skandynawska to klasycznie "Krystyna, córka Lavransa", czy coś spoza borejczej bilioteki?
                                            • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 29.07.24, 13:10
                                              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:



                                              >

                                              >
                                              >
                                              > O, tego mi właśnie brakowało! Fajnie bliżej poznać ich historię i życie wewnętr
                                              > zne Michała przy okazji, lepiej widać łączące ich uczucie.
                                              > I przy okazji wiemy co Łucja lubi czytać. A ta literatura skandynawska to klasy
                                              > cznie "Krystyna, córka Lavransa", czy coś spoza borejczej bilioteki?
                                              >
                                              >
                                              >
                                              Jo Nesbø.
                                              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 29.07.24, 13:32
                                                itsjustemichelle1 napisała:

                                                > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                                                >
                                                >
                                                >
                                                > >
                                                >
                                                > >
                                                > >
                                                > > O, tego mi właśnie brakowało! Fajnie bliżej poznać ich historię i życie w
                                                > ewnętr
                                                > > zne Michała przy okazji, lepiej widać łączące ich uczucie.
                                                > > I przy okazji wiemy co Łucja lubi czytać. A ta literatura skandynawska to
                                                > klasy
                                                > > cznie "Krystyna, córka Lavransa", czy coś spoza borejczej bilioteki?
                                                > >
                                                > >
                                                > >
                                                > Jo Nesbø.
                                                >
                                                >
                                                >

                                                Ooo🤩
                                          • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 29.07.24, 16:15
                                            Parę dni potem Michał poszedł do pracy, a Piotruś poszedł do kolegi. Łucja kończyła właśnie analizować artykuł jednego z profesorów wykładających na japonistyce na UW, który traktował o kwestiach związanych z historią gramatyki współczesnej japońszczyzny. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Wszedł Józek. Pod pachą miał jakieś prace ze swojej pracowni, a w ustach trzymał e-papierosa. Rozsiadł się przy stole w kuchni.

                                            - Co tam? Gdzie Dorota?

                                            - Dorota aktualnie zabawia się z nowym znajomym, czyli z Pawłem oczywiście. Najpierw była z ojcem przez kilka dni w Sztokholmie...

                                            - Z ojcem?

                                            - A tak, bo nie wspominałem ci, ale ma z nim kontakt. Odszukała go przez internet. Wiesz, są takie grupki na facebooku, że ludzie na nich szukają kontaktu z bliskimi. Więc ona napisała tam post, opisała sytuację i no, znalazł się. Jakoś z pół roku temu. Ogólnie to on mówił, że nie byli nawet razem, pokłócili się, a Teresa mu w ogóle nie powiedziała o ciąży. Teraz jest jakimś profesorem, pracuje trochę w Polsce, a trochę w UK, sporo jeździ po świecie. Dzieci innych nie ma, miał żonę, ale coś z nią nie wyszło. No jechał na jakieś sympozjum, na którym miał dawać wykład, i zabrał ją ze sobą. Pozwiedzała Sztokholm.

                                            - A teraz co robi?

                                            - Parę dni temu byliśmy znowu u Pawła - wyjaśnił Józek - ja, on, jego brat, no i Dorota. Ona i Marek poszli na chwilę do sklepu, a Paweł mi zaczął gadać, czy nie dałbym mu w zęby, gdyby on coś z moją siostrą, skoro rodziców nie ma, no i w ogóle.

                                            - Coś wspominał. - stwierdziła Łucja, krojąc marchewkę na obiad.

                                            - To mu powiedziałem, że nie, no bo to przecież moja była, co nie? To właśnie wrócili, popiliśmy trochę, i on wtedy zaczął robić sugestie, że jemu się zawsze podobały starsze kobiety, takie tam. My z Markiem pojechaliśmy pociągiem do Poznania, więc zmyliśmy się po angielsku. A ona przyjechała do mnie taksówką następnego dnia. Teraz są chyba razem w Krakowie.

                                            - Coś ty taki nieswój? - spojrzała się badawczo na brata.

                                            - Pamiętasz tę blondynkę? Jedną z bliźniaczek? - spytał, wzdychając.

                                            - Pamiętam, pamiętam - potwierdziła siostra - spotykałeś się też z jej siostrą? I...z nimi... na raz?

                                            - Nie - odparł, ukrywając twarz w dłoniach - ani nie z tą drugą, ani nie z nimi obydwiema. Ta Ludmyła ma dziecko. Niemniej jednak z Aliną spotykałem się, oprócz tego, co w marcu, jeszcze z pięć razy.

                                            - Jak nigdy! - zakpiła Łucja, patrząc się na swoje paznokcie.

                                            - No i wiesz, co mówię każdej, z którą się spotykam – nie kocham ich. Tylko że tym razem, nic wam nie wspominałem, ale ona zaszła. Zrobiliśmy test DNA i okazało się, że będę ojcem.

                                            Łucji zakręciło się w głowie.

                                            - Ty? - wykrztusiła z siebie.

                                            - Przy takim trybie życia było to w zasadzie oczywiste, że tak się w końcu stanie - zaznaczył brat, poprawiając kołnierzyk koszuli – choć nasze układy są bardzo dobre. Więc byliśmy wczoraj w USC w celu uznania, niby moglibyśmy przez internet, ale wtedy musielibyśmy czekać na narodziny, a chciałem to załatwić od razu. Teraz mamy sprawę w sądzie o alimenty, ale ja bardzo dobrze zarabiam, wiesz, pracownia, korki z matmy, zajęcia z rysunku, więc umówiliśmy się na 1500 złotych od teraz. Robię jej tylko przelew z tytułem ,,alimenty”, a jak już urodzi, to będzie mi wystawiać pokwitowanie. Z czasem pewnie kwota alimentów będzie rosnąć. Chcesz usg?

                                            Łucja obejrzała zdjęcie USG, na którym znajdowało się dziecko- jej przyszła bratanica lub bratanek – z nazwiskiem matki brzmiącym Alina Tkaczenko.

                                            - Oprócz tego zaproponowałem - dodał Józek - że będę ją woził na USG, po lekarzach i tak dalej. Pzynajmniej wtedy, kiedy sama nie będzie mogła. Sporo tego jest, części NFZ nie refunduje, choć jej rodzice wykupili już pełen pakiet badań prywatnie. Potem już zrobimy sprawę w sądzie o kontakty, tak wiesz, dla formalności.

                                            - Który to tydzień?

                                            - 10.

                                            - To na kiedy termin?

                                            - Czekaj, mamy połowę lipca... odjąć dziesięć tygodni... jakoś na początek lutego. Tam masz zresztą na odwrocie napisane.

                                            Napis na odwrocie USG wskazywał datę 7 lutego.

                                            - A kiedy będziecie znali płeć?

                                            - Przy drugim albo trzecim USG. Zastanawiam się w ogóle nad imionami, bo trzeba wybrać jakieś takie, żeby i po ukraińsku, i po polsku pasowało...może Mikołaj dla chłopca? - zastanawiał się.

                                            - Słuchaj, a ile ona ma w ogóle lat? Z kim mieszka?

                                            - Mieszka sama, ale jakoś pod koniec ciąży się przeniesie do rodziców na jakiś czas z dzieckiem. Mówiłem ci wtedy, 22.

                                            - I co, dumny z siebie jesteś? Dziewczyna bez pracy, wykształcenia? Dorotkę też doprowadzisz do błogosławionego stanu? Albo jakąś inną? - spytała kąśliwie.

                                            - Dumny nie jestem - zapowietrzył się brat – ale dziecko akurat zawsze chciałem mieć, byleby jak najdalej od małżeństwa! Mój stosunek do kobiet zasadniczo nie zmieni się i Alina o tym wie, ona zresztą też święta nie jest. Co do innych: nie obawiaj się, na ten moment uznałem, że była żona zupełnie mi wystarczy, jeśli chodzi o zaspokajanie się. A ona z kolei pojechała do Czech i podwiązała się jakiś czas temu. I bierze tabletki. Bycie podwójnym tatusiem nie grozi mi.

                                            Łyknąwszy kawę, wyszedł.
                                            • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 29.07.24, 20:07
                                              W połowie sierpnia, po zakupieniu wszystkich przyborów do przedszkola, postanowili spędzić te ostatnie dni wakacji razem. W międzyczasie spędzili dwa tygodnie zwiedzając Kretę. Choć ojciec Michała ciężko znosił operację i chemioterapię, to leczenie szło zdaniem lekarzy szło w dobrym kierunku, zdecydowano się więc na naświetlania w trybie szpitalnym. Miał więc spędzić tam około siedmiu tygodni przy maksymalnym odizolowaniu od członków rodziny. W każdym razie narzeczeni ustalili, że ślub w maju, zaraz po pierwszym egzaminie radcowskim, a następnie dwa tygodnie spędzone we Włoszech i Francji będą dobrym planem.

                                              Pojechali więc na pięć dni do Berlina. Niestety, ze względu na odległość pierwszy oraz ostatni należało poświęcić w całości na podróż. Wynajęli hotel niedaleko centrum, a drugi i trzeci dzień spędzili na zwiedzaniu Muzeum NRD, Starej Galerii Narodowej oraz starówki. Kolejnym punktem pobytu był koncert zespołu Laury w ogródku piwnym jednej z restauracji w dzielnicy Mitte. Po udanej zabawie zamówili trzy piwa i sok pomarańczowy, aby usiąść i spokojnie porozmawiać.

                                              - Co tam u Juleczka? - zagadał Laurę Michał, gdy Piotruś poszedł się bawić.

                                              - Zrobiliśmy sobie wspólnie dwutygodniowy wypad: z Poznania do Świnoujścia, potem do Berlina, a na końcu z powrotem do Poznania - wyjaśniła kuzynka – Adam ostatnio zaczął nagle być zadowolony z tego, że przyjeżdżam. Niby nic nie mówił, ale widać było, że mnie nie cierpi. Tylko teraz moje bywanie tam na jeden weekend w miesiącu i zabieranie go na wakacje i ferie zaczęło mu być chyba na rękę. Nasza wspólna koleżanka ma go w znajomych na fejsie i pokazywała mi, że oznaczył siebie jako ,,w związku’’, a także często wrzuca relacje z tą samą laską. Jeśli tak, to cieszę się, bo to może znaczy, że w końcu się ode mnie odczepi i przestanie mnie obmawiać. Ale z drugiej strony - westchnęła - może mu wmówi, że to nowa mamusia...

                                              - Nie martw się - pocieszyła kuzynkę Łucja - przecież nawet ty po tylu latach odnalazłaś ojca.

                                              - Tak, ale – Laurze załamał się głos - to mój syn. A nie jakiejś obcej baby! - zdenerwowała się - swoją drogą, Dorota odnalazła ojca przez tą samą grupę na FB. Sama ją jej poleciłam, więc wstawiła imię matki, zawód jej i domniemanego ojca, opis sytuacji z jej perspektywy, szpital, swoją datę oraz miejsce urodzenia. Oprócz tego stare zdjęcie swojej matki. Ktoś pomógł, okazało się więc, że Andrzej Kaczmarski, poważany na świecie kardiolog jest ojcem Doroty Rumianek. Aha, oczywiście oprócz tego też test DNA. Historia jak ze mną i Januszem.

                                              - A ta żona Kaczmarskiego? - spytała Łucja.

                                              - Rozwiedli się jakoś dwa lata przed tym, jak temat Doroty się w ogóle pojawił. Ona też jakiś lekarz.

                                              - Co z twoim ojcem? - dopytał Michał, uprzednio wtajemniczony przez Łucję w problemy rodzinne,

                                              - No, on jak on, pracował jako poligraf, a teraz zajmuje się dystrybucją mikrofonów. Hajtnął się we wczesnych latach 90, ale prędko się skończyło, a ma z tego związku syna, Michaela, mamy nawet jakiś kontakt ze sobą.

                                              - A co to za gość, z którym wrzucałaś zdjęcia na insta ostatnio? - pytanie Łucji zawierało sugestię.

                                              - To jest Leon, mój manager.

                                              Michał wstał i poszedł do kącika dla dzieci.

                                              - Coś więcej?

                                              - Ma pięćdziesiąt pięć lat, jak miał dwadzieścia lat, wziął pierwszy ślub, po dwóch latach urodziła mu się córka. Po pięciu latach się rozstał z żoną dla koleżanki z pracy. Zamieszkał z nią w trakcie rozwodu, a miesiąc po orzeczeniu ona urodziła mu syna. Wzięli ślub, a potem doczekali się kolejnego. I tak po dziesięciu latach się rozstali, jego kariera zaczęła się rozwijać... wiesz, spotykał się z modelkami, influencerkami, takimi tam. W końcu wszedł w jakiś dłuższy związek, byli razem osiem lat, rozstali się niedawno, a potem poznał mnie. Co, odpad atomowy? - spytała z uśmiechem, widząc zaskoczenie kuzynki.

                                              - I co na to jego dzieci?

                                              - Nasz związek nie jest oficjalny - podkreśliła Laura, popijając piwo - więc one w ogóle nie muszą o mnie wiedzieć. Dorośli są już wszyscy. Córka mieszka z matką we Włoszech, jeden syn studiuje w Monachium, a drugi w USA. Więc co ich to obchodzi?

                                              - A jeśli zajdziesz w ciążę?

                                              - Nie martw się, kochana, są sposoby, by nie zajść, nie będę jak Józek. Swoją drogą, niezły numer wykręcił.

                                              - Czego ty właściwie chcesz od tego związku?

                                              - Ja? - zdziwiła się Laura – mam za sobą jedno nieudane małżeństwo, zaraz zresztą będę po rozwodzie, jestem matką i dobiegam już do czterdziestki. Nic już nie chcę od związku, tylko udanego seksu.

                                              - Z pięćdziesięciopięciolatkiem?

                                              - Zdziwiłabyś się!
                                              • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 29.07.24, 20:08
                                                Parę dni potem Łucja i Dorota spotkały się w kawiarni.

                                                - Dostałam na uczelni możliwość kontynuowania studiów w Wielkiej Brytanii - powiedziała Dorota, popijając herbatę - już jakiś czas temu, ale nie wspominałam nic, dopóki nie będzie to pewne. Dokończę tam studia i odbędę specjalizację. Ojciec mi zapłacił.

                                                - A gdzie będziesz mieszkać? - zatroskała się Łucja.

                                                - Odda mi w użytkowanie swoje mieszkanie w Buckingham. Paweł już tam znalazł pracę.

                                                - Z Pawłem jedziesz?!

                                                - No. Wywołał burzę w rodzinie po tym, jak oznajmił, że zamierza wyprowadzić się do WIelkiej Brytanii z nikomu bliżej nieznaną panienką. W sensie tak uznała jego matka, ale jakoś jak wyprowadził ją z błędu co do mojego wieku, to nie polepszył sytuacji. Z nich wszystkich zna mnie jedynie Magda – ale może niech rodzice o tym nie wiedzą - zaśmiała się.

                                                - A co u niej?

                                                - Nic, znalazła chłopaka, studiuje, pracuje.

                                                - To Józek się teraz zapłacze - zachichotała Łucja, zakładając nogę na nogę - a on już wie?

                                                - Wie, ale nie przejął się tym specjalnie. Powiedział, że wielka szkoda, ale dla niego to nie problem. Chociaż, jak stwierdził, będzie tęsknił. Więc poszłam do niego wczoraj wieczorem się pożegnać, i zrobiliśmy to, jakby to ująć, dosyć dosadnie.

                                                - Nie martw się, on sobie poradzi. - dodała ze spokojem Łucja.

                                                - Pewnie! - potwierdziła Dorota, śmiejąc się - a tak na marginesie, to chyba lekko spasował ostatnio. Może faktycznie nie chce zostać podwójnym tatusiem? W ogóle to bardzo się zaangażował.

                                                - Czy oni w sumie wybrali już imię?

                                                - Chyba w końcu Natasza Julia, choć nie jestem pewna. Dobra, na razie, muszę lecieć!
                                                • kocynder Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 29.07.24, 20:35
                                                  Natasza Julia to chyba najbardziej obecnie "oklepany" zestaw imion. ;) Julia od lat jest w pierwszej dziesiątce nadań, podobnie jak Natalia... ;) Ja rozumiem, że nie chcą Oktawiana Fitzgeraldy, ale może jednak coś TROCHĘ mniej oczywistego?
                                                  • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 29.07.24, 22:56
                                                    kocynder napisała:

                                                    > Natasza Julia to chyba najbardziej obecnie "oklepany" zestaw imion. ;) Julia od
                                                    > lat jest w pierwszej dziesiątce nadań, podobnie jak Natalia... ;) Ja rozumiem,
                                                    > że nie chcą Oktawiana Fitzgeraldy, ale może jednak coś TROCHĘ mniej oczywisteg
                                                    > o?
                                                    >

                                                    Nie wiem, wybierałam z najbardziej popularnych imion w Polsce i na Ukrainie.
                                                • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 29.07.24, 22:56
                                                  - Heej! - krzyknęła Nora po drugiej stronie ekranu.

                                                  - Hej! - ucieszyła się Łucja - co u Ciebie?

                                                  - Wszystko w porządku - zaczęła kuzynka, ale dalszą część jej wywodu zakłóciła wydobywająca się z głośników ,,The Rhythm of The Night”.

                                                  - Idź gdzieś indziej, nic nie słyszę!

                                                  Nora wyszła na dwór.

                                                  - Gdzie jesteś?

                                                  - Z Bratysławy pojechałam dziś do Pragi, teraz siedzę w klubie i jutro jadę do skalnego miasta. Wrzuciłam vloga, oglądałaś?

                                                  - Pewnie! - zapewniła Łucja, wycierając stół - a kiedy planujesz wracać do Polski?

                                                  - Nie wiem jeszcze. A jak się czuje Alina?

                                                  - Ponoć całkiem dobrze. Przynajmniej tak twierdzi Józek, jeździ z nią po tych lekarzach, to się chyba orientuje.

                                                  Skończyła rozmowę z kuzynką i weszła do kuchni, gdzie od jakiegoś czasu cicho urzędował Piotruś. Michała jeszcze nie było, bo po pracy pojechał do szpitala, by porozmawiać z lekarzami ojca.

                                                  - Piotrusiu...- wyszeptała Łucja, spoglądając ze zgrozą na zawartość garnka.

                                                  - No co, chciałem zrobić zupkę dla dziadka, bo jest pożywna - bronił się mały - ale nie umiem, więc wziąłem mrożonkę, rozciąłem ją i wrzuciłem. Dodałem soli i pieprzu, a potem sobie przypomniałem, że nie mogę włączać gazu, więc dolałem do niej wody i schowałem do szafy.

                                                  - Czemu? - zapytała rozbawiona Łucja.

                                                  - No jak to, mamo, żeby nie zmarzła! - odpowiedział rezolutny kilkulatek, wprawiając Łucję w stan osłupienia.
                                                  • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 30.07.24, 22:46
                                                    - On powiedział do Łucji ,,mamo” - szepnął wyraźnie zaaferowany Michał, spoglądając ukradkiem w kierunku drzwi do pokoju, w którym spał Piotruś - wiesz, mamo?

                                                    Hanna wracała akurat z wyjazdu służbowego i postanowiła zajechać do nich.

                                                    - No cóż, należało się tego spodziewać. - zauważyła trzeźwo, podbierając winogrono.

                                                    - Nawet nie wiesz, jak ja to mocno przeżyłam. Tak bardzo tego chciałam, a podświadomie boję się. - powiedziała Łucja, która wciąż miała zaczerwienione policzki.

                                                    - Dlaczego?

                                                    - No bo, widzisz, on ma matkę, a ja nie chcę, żeby o niej zapomniał!

                                                    - Nie bój się o to - stwierdziła ze spokojem przyszła teściowa - to jest Michała problem, żeby o tym nie zapomniał. Chodzimy na cmentarz, mamy zdjęcia, filmiki, pamiątki, kontakt z tamtą częścią rodziny. Naprawdę nie ma o co się obawiać. Myślę, że to wynika z naturalnej potrzeby emocjonalnej i nie należy tego zatrzymywać.

                                                    Michał w milczeniu złapał Łucję za rękę.

                                                    - Gdybym nie uważał, że będziesz dobrą mamą dla małego, to byś tutaj nie siedziała.
                                                  • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 30.07.24, 22:48
                                                    Akurat, gdy Łucja weszła do mieszkania Józka, w środku miała miejsce niebywała awantura.

                                                    - Jak tak można?! - krzyczała Teresa, matka Doroty.

                                                    - Ale jak? - odpowiedziała spokojnie córka, malując usta.

                                                    - Tak, tak.... ach, mam dosyć! - wybiegła prędko, ciągnąc za rękę jakiegoś na oko Norwega.

                                                    - Co się tu stało? - zapytała zaskoczona Łucja.

                                                    - Nic. Przyjechałam do Józka ostatni raz się pożegnać i wziąć swoje rzeczy, a nagle weszła mama. Jeszcze nie zaczęliśmy, a ona już się drze. Przyciągnęła ze sobą tego Ollego, swoją drogą, wiedziałaś, że moja matka nazywa się nie Rumianek, a Rasmussen? Nie wiem po co.

                                                    - I co?

                                                    - Okazało się - rzucił Józek - że Dorota powiedziała babciom o przeprowadzce, a Teresie się nie spodobało, że ma kontakt z ojcem. Odszukały więc w domu dokumenty sądowe, tam był podany mój adres do korespondencji. Skoro nie zastała jej pod jej adresem, to przyjechała tutaj.

                                                    - O matko...

                                                    - No i wydziera się, że to absurdalne, jak można wierzyć takiemu ojcu, jak mój, zaczęłyśmy się kłócić. W pewnym momencie ona do mnie, że to niepojęte, jak córka może spać z tym samym facetem, co matka!

                                                    - Kiedy?!

                                                    - A pamiętasz moje wyjazdy służbowe do Oslo? Mieliśmy kontakt, to ona proponowała. Dobrze się trzyma, widać, że ten Olle sporo buli na chirurgów...

                                                    Odprowadzili wspólnie Dorotę do taksówki.

                                                    - Nie będziesz tęsknił? - prowokacyjnie spytała Łucja.

                                                    - Będę, ale trudno.

                                                    - Naprawdę spałeś z jej matką?

                                                    - Czemu nie? Ze trzy razy. Jest utrzymanką bogatego faceta, nudzi się, często siedzi sama, bo on wyjeżdża, potrzebuje bodźca w postaci kogoś, kto mógłby być jej synem, a ja... no widziałaś przecież, jak wygląda!

                                                    - Co u Aliny?

                                                    - Dobrze, ciąża rozwija się prawidłowo.

                                                    - Co będziesz robił dzisiaj?

                                                    - Idę na trening.
                                                  • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 30.07.24, 22:49
                                                    Nadszedł grudzień, a wraz z nim tradycyjna wigilia. Tym razem ze względów logistycznych przeniesiono ją do Patrycji.

                                                    Przy stole siedzieli: Mila, Ignacy, Ida, Gaba i Nutria. W kuchni stała Patrycja, Robert oraz Grzegorz, w stajni czuwał zaś Grzegorz. Na kanapie chrapał Marek, a Ziutek, jak zawsze, poszedł sobie gdzieś.

                                                    - O, widzę, że w końcu postanowiłaś zadbać o błogosławiony luzik w pasie, hu hu! - Ida nie omieszkała skomentować Ani ćwiczącej wyświetlający się na ekranie telewizora pilates.

                                                    - Niestety, widać, że już i ty, Aniu, zaczynasz poddawać się wszechobecnemu kanonowi piękna! Już starożytni...

                                                    - Podano do stołu! - zawołała Patrycja, która, położywszy na stole salaterkę z pierogami, a następnie rączym kłusem skierowała się w stronę kipiącego garnka z kolejną porcją.

                                                    - Ignosce mihi, Domine! - wykrzyknął Ignacy, rzucając michą z ruskimi w ekran.

                                                    Telewizor wydał z siebie trochę dziwnych dźwięków, by zaraz potem zgasnąć na zawsze.

                                                    - No nic - ucieszyła się Nutria – przynajmniej choć na chwilę odetniemy się od tego ścieku współczesnego świata.

                                                    Marek chrapnął i przewrócił się na drugi bok.

                                                    Któreś z pałętających się pod nogami dzieci odczytało stosowne wersety biblijne, po jakimś czasie wywiązała się dyskusja.

                                                    - I to żeby z Ukrainką! Nie tego uczyli go przodkowie, nie tego uczyli go protoplaści rodu! - perorował Ignacy, stukając łyżeczką w szklankę.

                                                    - Ja uważam - wtrąciła zdecydowanym głosem Babi - że powinniśmy od nich się odciąć de-fi-ni-tyw-nie. Proponuję spalić ich fotografie w ramach symbolu.

                                                    Tak też zrobiono. Zdjęcia Józka, Nory, Łucji i Laury zginęły w płomieniach.

                                                    - Miałaś rację, matuś - powiedziała Patrycja, przytulając się do matki - powinniśmy byli od razu tak zrobić z tymi niewdzięcznikami.

                                                    - Dobra, dobra - mruknęła Mila, odpychając lekko córkę - idź do kuchni, ryba ci się przypala.
                                                  • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 30.07.24, 23:01
                                                    itsjustemichelle1 napisała:

                                                    > Nadszedł grudzień, a wraz z nim tradycyjna wigilia. Tym razem ze względów logis
                                                    > tycznych przeniesiono ją do Patrycji.
                                                    >
                                                    > Przy stole siedzieli: Mila, Ignacy, Ida, Gaba i Nutria. W kuchni stała Patrycja
                                                    > , Robert oraz Grzegorz, w stajni czuwał zaś Grzegorz. Na kanapie chrapał Marek,
                                                    > a Ziutek, jak zawsze, poszedł sobie gdzieś.
                                                    >
                                                    Florian oczywiście w stajni!
                                                  • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 30.07.24, 23:17
                                                    - Cześć, co tam? - spytała Łucja, wykręciwszy numer Józka.

                                                    - Siema, no nic. Byłem u niej w szpitalu. Teraz już bywam tam codziennie. Przynoszę jedzenie, kupiłem takie opakowania termiczne, wiesz? I jej matka przynosi kolacje i śniadania, a ja obiady i podwieczorek. I wodę, i herbatę w termosie. Bo to żarcie szpitalne to coś okropnego. Alina upoważniła mnie, więc normalnie gadam z lekarzami. Więc mówią, że pod kontrolą wszystko. Już się przestraszyłem przez te skurcze, a ciśnienie skakało jej jak nienormalne. To zdecydowali, że zostawią ją już do końca. Do porodu ostatecznie tylko około dwa tygodnie. Jak tam przygotowania?

                                                    - Już prawie wszystko gotowe. Zobacz, jakie to szczęście, że akurat wróciłeś do Polski!

                                                    Józek w połowie grudnia wyjechał na płatny staż w renomowanej pracowni architektonicznej w Londynie. Wrócił akurat dzień przed tym, jak u Aliny pojawiły się skurcze.

                                                    - A ty będziesz podczas porodu? - dopytała siostra.

                                                    - Nie. Będzie miała przy sobie matkę i położną. Wystarczy. Umówiliśmy się, że Ludmyła do mnie zadzwoni, jak już będzie zmierzało ku końcowi. Przyjdę zaraz do ciebie, ok?

                                                    Parę minut potem wszedł zaaferowany do mieszkania, wnosząc ze sobą brudne pudełka po zupie.

                                                    - Podjąłem ważną decyzję ze względu na dziecko. - zaczął mówić, wzdychając.

                                                    - Jaką? - spróbował dociec Michał.

                                                    - Zamierzam - chrząknął Józek - zamierzam pójść na terapię u seksuologa.

                                                    Zapadła grobowa cisza.

                                                    - Ty?! - nie mogła wyjść ze zdziwienia Łucja - ty, który tak chwaliłeś się, że zaliczasz każdą, którą chcesz, że każda chce z tobą do łóżka, ty idziesz na terapię?

                                                    - No tak - zastanowił się chwilę - bo ostatnio zacząłem się zastanawiać nad tym, jakby jakiś facet tak z moją córką... że jednorazowy seks i tyle, zero kontaktu, udajemy, że się nie znamy. Niby nie zmuszałem nikogo, ale jednak.

                                                    - A nadal żadnych związków?

                                                    - Nie wiem - żachnął się Józef - ale coś zaczynam do niej czuć.

                                                    - Do kogo? - zapytała Łucja.

                                                    - No do Aliny, a do kogo? - odpowiedział brat i spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem.
                                                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 30.07.24, 23:38
                                                    itsjustemichelle1 napisała:
                                                    > (...)
                                                    > - Zamierzam - chrząknął Józek - zamierzam pójść na terapię u seksuologa.
                                                    >
                                                    > Zapadła grobowa cisza.
                                                    >
                                                    > - Ty?! - nie mogła wyjść ze zdziwienia Łucja - ty, który tak chwaliłeś się, że
                                                    > zaliczasz każdą, którą chcesz, że każda chce z tobą do łóżka, ty idziesz na ter
                                                    > apię?
                                                    >
                                                    > - No tak - zastanowił się chwilę - bo ostatnio zacząłem się zastanawiać nad tym
                                                    > , jakby jakiś facet tak z moją córką... że jednorazowy seks i tyle, zero kontak
                                                    > tu, udajemy, że się nie znamy. Niby nie zmuszałem nikogo, ale jednak.
                                                    > (...)
                                                    >


                                                    Ooo, nieoczekiwany zwrot akcji!
                                                    Szacun dla Józwy, że jest zdolny do takich refleksji i potrafi pomyśleć też o perspektywie drugiej strony. A wyobrażam sobie, że przy takim trybie życia, mając aż tyle "drugich stron", łatwo z czasem o tym zapomnieć i zakładać z góry, że dla każdej kolejnej to pewnie też jednorazowy numerek i cześć.
                                                    No i pomysł, żeby na to wpadł przez wyobrażenie sobie własnej córki w takiej sytuacji też mądry.
                                                  • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 31.07.24, 16:37
                                                    - To co tam u nich? - zainteresowała się Laura, która postanowiła po drodze z Poznania wpaść na kilka dni do Warszawy.

                                                    - Wszystko dobrze, choć przez chwilę było niebezpiecznie. Dokładnie tydzień po terminie! Są już w domu, Józek na razie chodzi tam codziennie, a mała się wydziera po nocach i śpi w ciągu dnia.

                                                    - Myślisz, że coś między nimi się rozwinie?

                                                    - Trudno powiedzieć, ale podobno byli razem na wizycie u terapeuty.

                                                    - No to nieźle, a co z dzieckiem, kiedy wróci na studia?

                                                    - Ten rok będzie na pewno na dziekance, a potem zobaczymy, najwyżej się jej matka znajmie małą.

                                                    - To jak ją w końcu nazwali?

                                                    - Anastazja, 58 centymetrów, 4900 gramów!

                                                    - O, to szczupła, ale wysoka. Bo Alina ma 175 cm, co nie?

                                                    - Jakoś tak, a Józek 185. Wysoka będzie. Słuchaj, chciałam Ciebie zaprosić na nasz ślub. Ciebie i Filipa.

                                                    Łucja wiedziała, że od jakiegoś czasu Laura spotyka się z byłym chłopakiem cioci Natalii, Filipem Bratkiem. Był gitarzystą jakiegoś zespołu, po psychoterapii i rozwodzie. Leon był starą historią.

                                                    Karteczka głosiła:

                                                    ,,Serdecznie zapraszamy Szanowną Panią Laurę Pyziak (po niedawnym rozwodzie wróciła do nazwiska panieńskiego) wraz z osobą towarzyszącą na uroczystość zawarcia związku małżeńskiego przez Łucję Pałys i Michała Zawilskiego, która odbędzie się 11 maja 2024 roku o godzinie 13 w Pałacu Ślubów Zamku Królewskiego.

                                                    Obiad odbędzie się w restauracji hotelu Kuk. Zamiast kwiatów prosimy o przyniesienie pieluch, które zostaną przekazane hospicjum dla dzieci.

                                                    Państwo młodzi serdecznie proszą osoby zaproszone o potwierdzenie przybycia i chęci rezerwacji pokoju w ww. Obiekcie do dnia 07 maja tego samego roku (obowiązuje zasada pierwszeństwa)."

                                                    - I chciałam ciebie prosić na świadka.

                                                    - Mnie? - zdziwiła się Laura – a nie Józka?

                                                    - Nie, on mi powiedział, że nie jest pewien, czy będzie, bo może mała się pochoruje czy coś. A oni chcą we dwoje. Wezmą ze sobą jej mamę, a ona się zajmie Anastazją wtedy.

                                                    - W takim razie oczywiście, że przyjadę! Tylko bez Filipa. On ma wtedy tournée i kompletnie nie może. Ale super! Wtedy akurat mogę wziąć Juleczka do siebie na dodatkowe dwa tygodnie, bo Adam z tą swoją, jak jej tam, Helena chyba, akurat w piątek lecą na Majorkę na dwa tygodnie. Więc ja przyjadę do Poznania w czwartek wieczorem, nocuję u znajomej, zabieram go w piątek, a nad noclegiem pomyślimy. Nie będziemy się tu wam pod nogami pałętać. W ogóle jak byłam ostatnio w Polsce, to Adam przebąkiwał coś, że może małemu jednak lepiej będzie z matką, a on też chce być ze mną. Już podjęliśmy decyzję.

                                                    - Tak?

                                                    - Tak, już ma lekcje z nativem, akurat przez wakacje się przyuczy, ale jeszcze sąd się musi zgodzić. Dlatego tak kursuję między Poznaniem a Berlinem. W każdym razie szczęśliwym trafem jeszcze na podstawówkę. Miałby dodatkowy niemiecki i polską szkołę... no, ale zobaczymy. Kto będzie świadkiem Michała?

                                                    - Jego przyjaciel, co się przez niego poznaliśmy.

                                                    - Aaa. I kogo zaprosiliście? Z dziećmi?

                                                    - Tak, z dziećmi. Ale niektórzy i tak będą bez. No więc będzie trochę osób. Właśnie Krzysztof z żoną, matka Michała z partnerem plus jej siostra, ojciec z narzeczoną i rodzicami, jego brat z rodziną, czyli żoną, synem, synową, wnukiem, wnuczką oraz córką. Oprócz tego Dorota z Pawłem, rodzice Anny, oczywiście Nora oraz Józek z Aliną i małą. Plus wy. Niby tylko najbliżsi, a i tak wychodzi prawie trzydzieści osób. Szkoda, że babcia Monika... - westchnęła lekko na myśl o zmarłej dwa lata wstecz babci – ona to by była szczęśliwa!

                                                    - A gdzie podróż?

                                                    - Wybywamy na niecałe trzy tygodnie do Turcji, ale nie na all inclusive, tylko będziemy jeździć po kraju. A potem wracamy i składamy papiery o adopcję, Piotrka przeze mnie, ma się rozumieć.

                                                    - Trochę głupio mi o to pytać - ale zdecydowaliście już, jak to będzie, z, no, dziećmi? - zapytała Laura.

                                                    - Pewnie, no co ty - obruszyła się Łucja - aktualnie remontujemy dom Woli, ten wiesz, co ci mówiłam, że Michał dostał w spadku po dziadku dom, jest naprawdę duży, ma cztery sypialnie. Więc tam się jak na razie wprowadzimy, prawdopodobnie w lecie przyszłego roku. Wtedy ja już będę w trzech czwartych robienia doktoratu, on po aplikacji i się będziemy mogli zastanawiać. Miejsca będzie dosyć.

                                                    - No pewnie. - zachichotała Laura.

                                                    - A tę kawalerkę, co dostałam po babci Monice, to też wyremontujemy i będzie na wynajem.

                                                    - Będziesz zmieniać nazwisko?

                                                    - Tak, właśnie, będę musiała zdjęcie zrobić i złożyć wniosek o dowód. A co do dzieci - właśnie chcielibyśmy mieć jeszcze jakoś dwoje.

                                                    - Super, a ja w tym swoim M3 będę musiała wygospodarować miejsce na pokój chłopięcy, nie wiem, jak to zrobię. Ostateczna sprawa w sądzie została wyznaczona na 29 kwietnia. Jadę do Poznania i wracam tego samego dnia. A potem szybko wnioski do szkoły, jak się uda, to będzie chodził tam, gdzie jest ta szkoła przy ambasadzie.
                                                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 31.07.24, 17:31
                                                    >No więc będzie trochę osób. Właśnie
                                                    >Krzysztof z żoną, matka Michała z
                                                    >partnerem plus jej siostra, ojciec z
                                                    >narzeczoną i rodzicami, jego brat z
                                                    >rodziną, czyli żoną, synem, synową,
                                                    >wnukiem, wnuczką oraz córką. Oprócz
                                                    >tego Dorota z Pawłem, rodzice Anny,
                                                    >oczywiście Nora oraz Józek z Aliną i
                                                    >małą. Plus wy. Niby tylko najbliżsi, a i tak
                                                    >wychodzi prawie trzydzieści osób.
                                                    >Szkoda, że babcia Monika...

                                                    Ciut szokująca ta lista, Łucja serio nie zaprasza własnych rodziców? Wcześniejsze rozdziały nie wskazywały na to by już całkowicie się od nich odcięła, wszak zapoznała ich z rodzicami Michała.
                                                    No i obecność rodziców ś.p. Michałowej dziwi. Sam fakt, że Michał ma z nimi kontakt ma sens, bo jego syn to ich wnuk, ale zapraszanie teściów po poprzedniej partnerce na ślub z nową to dość nietypowa sytuacja. Skąd taki pomysł?
                                                  • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 31.07.24, 21:48
                                                    tajna_kryjowka_pyziaka napisała:



                                                    >
                                                    > Ciut szokująca ta lista,
                                                    Taka miała być.

                                                    Łucja serio nie zaprasza własnych rodziców? Wcześniejs
                                                    > ze rozdziały nie wskazywały na to by już całkowicie się od nich odcięła,
                                                    To rodzina odcina się od niej, o to chodziło z wigilijną sceną.
                                                    wszak
                                                    > zapoznała ich z rodzicami Michała.
                                                    > No i obecność rodziców ś.p. Michałowej dziwi. Sam fakt, że Michał ma z nimi kon
                                                    > takt ma sens, bo jego syn to ich wnuk, ale zapraszanie teściów po poprzedniej p
                                                    > artnerce na ślub z nową to dość nietypowa sytuacja. Skąd taki pomysł?
                                                    >
                                                    Chodziło mi w zasadzie o ukazanie tego, że pomimo jej śmierci oni są zawsze częścią ich rodziny w stopniu wyższym niż ,,kontakty" i uczestniczą w ważnych sprawach w życiu wnuka, a ślub ojca niewątpliwie do nich należy. A poza tym, to, że są na ślubie, nie znaczy, że na weselu też...
                                                    ----
                                                    za dużo dzieci nie ma już swoich tatusiów i swoich mam
                                                  • kocynder Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 31.07.24, 00:23
                                                    A ja tu jestem na "nie". I już tłumaczę czemu. Sceny "młodych wygnańców" (Józef, Łucja, Laura) są pisane "serio". Realistycznie. Tak, że może nie u MM, ale po "doszlifowaniu" mogłyby się znaleźć w powieści. A te Borejklanu - są... Ja wiem, przerysowanie, gruba kpina. Ale mi to zgrzyta.
                                                    Mam nadzieję, że mimo to nie zraziłam cię do pisania, bo czytam z dużą przyjemnością! :)
                                                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 31.07.24, 10:14
                                                    kocynder napisała:

                                                    > A ja tu jestem na "nie". I już tłumaczę czemu. Sceny "młodych wygnańców" (Józef
                                                    > , Łucja, Laura) są pisane "serio". Realistycznie. Tak, że może nie u MM, ale po
                                                    > "doszlifowaniu" mogłyby się znaleźć w powieści. A te Borejklanu - są... Ja wie
                                                    > m, przerysowanie, gruba kpina. Ale mi to zgrzyta.
                                                    > Mam nadzieję, że mimo to nie zraziłam cię do pisania, bo czytam z dużą przyjemn
                                                    > ością! :)
                                                    >

                                                    Myślę, że napisać takich Borejków "na poważnie" jest cholernie trudno. Zauważ, że w praktycznie każdym forumnym fanfiku są oni w jakiś sposób parodiowani albo przerysowani, nie kojarzę, żeby w którymś wszyscy zostali przedstawieni całkiem serio.
                                                  • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 31.07.24, 16:35
                                                    kocynder napisała:


                                                    > Mam nadzieję, że mimo to nie zraziłam cię do pisania, bo czytam z dużą przyjemn
                                                    > ością! :)
                                                    >

                                                    Skąd, no co ty. Bez przesady, o to chodzi, żeby był feedback. Ale co ja poradzę, taka wizja autora 😜
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 15.07.24, 19:37
      Fajny pomysł, wyjazdów na studia jeszcze w Jeżycjadzie nie było! A Łucja ma potencjał jako bohaterka wątku wychodzenia z borejczej patusiarni i to (paradoksalnie) większy niż np. Ania, bo nie była od początku czarną owcą, której nic tam nie trzymało, tylko musiała przejść jakiś proces uświadomienia i jakąś przemianę.

      A propos czarnych owiec, czemu Józef był odwieczną? To by znaczyło, że zawsze nią był, a to przecież nieprawda. Chyba miałaś na myśli, że był od niedawna czarną owcą, bo stał się nią w skutek skandalicznego rozwodu z Dorotą?

      Ciekawy ten tekst dziadunia o popędach biologicznych, niby nie lubi takich klimatów (Fryc mu je dostatecznie obrzydził), a jednocześnie jest to w jakiś sposób spójne z jego charakterem, bo pokazuje, że postrzega wnuczki powierzchownie i przedmiotowo.

      Czekam na moment aż się nam osobiście pokażą Michał i Pietrek, chętnie zobaczę chłopa, dzieciaka i więcej rozkminów Łucji o byciu dobrą macochą, których tak brakowało jej dwóm ciotkom. Podobają mi się też te porównania do poprzedniczki, tego też jeszcze nie było, a przecież jest dość popularnym zjawiskiem w takich sytuacjach. Ba, w ogóle w związkach.

      Ale, na glacę Ignaca, DLACZEGO pani Michałowa musiała umrzeć jak dosłownie KAŻDA pierwsza żona w tym uniwersum??? Czemu nie mogła się z mężem rozstać (i zostać pierwszym takim przypadkiem wśród jeżyckich żon i matek)? Już nieważne czy byłaby normalnym rodzicem, obecnym w życiu dziecka, tylko że "oddzielnie", czy może wypięłaby się na nie jak każdy męski rozwodnik w tym uniwersum. I to i to byłoby czymś świeżym. Dlaczego zdecydowałaś się jednak na starą musieryczną kliszę?
      • landora Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 16.07.24, 13:21
        Ja czekam, że Józek przedstawi Łusi swojego partnera.
        • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 16.07.24, 17:43
          Nie przedstawi.
      • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 16.07.24, 17:43
        Sorry, piszę z telefonu i nie mam możliwości cytowania.
        Uważam Józka za jedne z najbardziej zaniedbywanych dzieci w Neo, w dodatku na każdym kroku był porównywany negatywnie z kuzynem.
        Łucja, specjalnie dla Ciebie, zostanie doktorantką ;)
        Nie opisuję takiego układu, bo się na tym zwyczajnie nie znam i wolę się nie zabierać za opisywanie tego.
        • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 16.07.24, 17:44
          A sorry, zauważyłam dopiero teraz, że jednak mogę cytować!
          • kocynder Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 16.07.24, 21:32
            Mam wrażenie, że "twój" Józef jest gdzieś blisko "mojego", napisanego w wątku "20 lat później"? :) I bardzo mnie to cieszy!
            • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 17.07.24, 00:26
              kocynder napisała:

              > Mam wrażenie, że "twój" Józef jest gdzieś blisko "mojego", napisanego w wątku "
              > 20 lat później"? :) I bardzo mnie to cieszy!
              >

              Jest totalnie blisko.
              W sumie trochę taki był zamysł, choć oczywiście nie jest to kopia.
              • kocynder Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 17.07.24, 07:09
                Nawet gdyby była - bierz i częstuje się. :) Ale wiem, że nie kopia 1:1.
    • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 22.09.24, 00:21
      Piątek, 14 lipca 2028

      Dzień trzydziestoletniej Łucji Pałys mijał monotonnie, nie różnił się znacząco od innych. Gdy jej mąż odwiózł Piotrka (już nie Piotrusia!) do kolegi i pojechał do sądu, ona zdążyła dać śniadanie trzyletnim bliźniakom, zrobić pranie, umyć podłogi, wyjść z dziećmi na spacer, umówić się do dentysty i położyć je spać. Podczas drzemki maluchów obierała ziemniaki na obiad, a w tle leciała cicho Relaks TV.

      - Dziś w ,,Wieczornym gościu” porozmawiam z ministrem obrony narodowej Janem Kowalskim o stanie zaopatrzenia polskich żołnierzy. Serdecznie zachęcam państwa do włączenia o 20:15 telewizji Relaks - szczebiotała słodko młoda prezenterka z włosami upiętymi w koński ogon.

      Łucja, zajęta wyrzucaniem obierek do kosza, nie zwracała szczególnej uwagi na to, co się mówi. Jej atencję zajmowała kwestia tego, czy aby na pewno ziemniaki, kaczka i surówka to wystarczająco, aby wykarmić całe towarzystwo, które miało się stawić dziś na obiadokolację. Okazję stanowiły urodziny Michała.

      Lista gości obejmowała, oprócz, ma się rozumieć, jej własnej rodziny, Józka z żoną i córką, Dorotkę, Laurę z Juliuszem oraz Norę.

      Józka z żoną! Ślub odbył się miesiąc temu, a ona nadal nie mogła w to uwierzyć. Nie była w stanie przyzwyczaić się do myśli, że jej kuzyn, znany z niechęci do małżeństwa, w końcu zmieni swoje nastawienie. Niewątpliwie wpływ na to miała druga ciąża Aliny, ale on, taki bawidamek! Niesamowite.

      Dorotka zrobiła w UK specjalizację z laryngologii, a następnie osiadła na stałe w Manchesterze. Spotkała tam Pawła, tego samego, którego widywała przed rozwodem z Józkiem. Zamieszkali razem i nawet zaręczyli się, ale ze ślubem im się nie spieszyło, bo musieli poczekać na to, aż on doprowadzi do końca stwierdzenie nieważności małżeństwa i rozwód. Niestety, narzeczony nie mógł przylecieć razem z nią, gdyż akurat teraz przebywał na ważnym sympozjum w Kopenhadze.

      Laura nadal mieszkała w Berlinie razem z trzynastoletnim synem. Ona nadal śpiewała w swoim zespole, oprócz tego angażowała się w solowy projekt i duet. Do niedawna spotykała się z Filipem Bratkiem, ale rozstali się ze względu na mnogość obowiązków. Wychowywała syna, który dzwonił do ojca raz na kilka dni i na dwa dni w miesiącu przyjeżdżał do Polski. Wszyscy byli względnie zadowoleni z panującego układu - Juliusz się przyzwyczaił, Laura też, dostawała alimenty na czas, a Adam, który rzucił pracę w szkole na rzecz utrzymywania się z kursów i korepetycji online, miał czas na luźną relację z młodziutką aplikantką z kancelarii, w której pracował Michał.

      Nora z kolei wynajęła mieszkanie w Gdańsku i zatrudniła się w niewielkiej firmie jako specjalista ds. SM, co pozwoliło jej na dalsze eksplorowanie świata. Wczoraj wróciła z Budapesztu.
      • ako17 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 22.09.24, 13:51
        swoją drogą, szkoda że Laurze nie przyszło do głowy nazwać synka Janusz ;/
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 22.09.24, 15:35
          ako17 napisała:

          > swoją drogą, szkoda że Laurze nie przyszło do głowy nazwać synka Janusz ;/
          >

          To by ją wydziedziczyli😛 Więc musiała się zadowolić jeno kryptoJanuszem, który "działa" najwyżej na Ignaca
          • ako17 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 22.09.24, 17:16
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

            > ako17 napisała:
            >
            > > swoją drogą, szkoda że Laurze nie przyszło do głowy nazwać synka Janusz ;
            > /
            > >
            >
            > To by ją wydziedziczyli😛
            niby z czego?
            • mircja Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 06.10.24, 12:40
              ako17 napisała:


              > > To by ją wydziedziczyli😛
              > niby z czego?
              >
              Z cukiernicy kiejdańskiej, którą zamierzają przekazać testamentem jednemu ze swoich potomków, jak ciotka Becky swój dzban ;)
        • itsjustemichelle1 Re: Sprawiedliwość dla Łucji- fanfik 06.10.24, 08:55
          ako17 napisała:

          > swoją drogą, szkoda że Laurze nie przyszło do głowy nazwać synka Janusz ;/
          >

          w tej historii najpierw był Juliusz, dopiero potem Janusz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka