Gość: Nasz Dziennikarz
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.11.04, 15:34
Fałszywe recepty na prawdziwą chorobę
Działalność sejmowej komisji śledczej w sprawie Orlenu, ale także liczne
afery mniejszego kalibru i w prowincjonalnej skali ujawniają budzące zgrozę
ścisłe związki między biznesem, polityką i administracją państwową. Normalną
reakcją zwykłego obywatela, który pracuje i płaci podatki, jest oburzenie i
żądanie, żeby coś z tym zrobić. Mianowicie porządek. Skoro żyjemy, a takie
jest coraz powszechniejsze wrażenie, w państwie przeżartym już nie korupcją,
ale zalegalizowaną przestępczością, obywatele oglądają się z nadzieją na
ugrupowania i polityków opozycyjnych. Od nich oczekują lekarstwa. Niestety,
lekarstwa, które proponują czołowi działacze PiS i innych partii, nieco na
wyrost i bez sensu nazywanych prawicowymi, są nie lepsze od samej choroby. To
jest zapowiedź leczenia sraczki rycyną.
Zaczyna się od tego, że w niewiele lat od przywrócenia społecznego sensu,
roli gospodarczej i moralnej godności dla własności prywatnej są one znów
podważane. Prywatna własność środków produkcji, kapitału, ziemi,
nieruchomości staje się dzięki demagogicznym wystąpieniom synonimem kradzieży
i rabunku. Zamożność zbrodnią. Wszystko dlatego, że akurat Jan Kulczyk, ze
swoją niejasną rolą w aferze Orlenu, jest jednocześnie najbogatszym Polakiem.
I dzięki temu świetnie nadaje się na personifikację przestępczego
kapitalizmu. Czy to nie jego bogactwo budzi taką złość niektórych polityków?
Na przykładzie Kulczyka prawica może w sposób bardzo spektakularny
demonstrować swoje przywiązanie do socjalistycznych ideałów. Niestety, to co
w Polsce uznajemy za prawicę, to w większości jest prawica socjalistyczna,
różniąca się od lewicy na ogół tylko stosunkiem do Boga i Kościoła. Ale w
żadnej mierze stosunkiem do własności i swobody gospodarowania. Nie jest to
zresztą, co pochopnie twierdzą niektórzy uczeni, zwłaszcza socjologowie i
psychologowie społeczni, rezultat komunistycznej przeszłości. Przeciwnie, III
Rzeczpospolita leży pod tym względem w głównym nurcie światowej, przede
wszystkim europejskiej myśli politycznej. Friedrich von Hayek, laureat
Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, dedykował swoją, napisaną wiele lat
temu, książkę "The Road to Serfdom" (Droga do zniewolenia) - socjalistom ze
wszystkich partii politycznych. Na lewicy i na prawicy.
Muszę przyznać, że wywołana rewelacjami ujawnianymi przez komisję, a w
jeszcze większym stopniu przez media, dyskusja polityków na temat demokracji,
zagrożenia demokracji i jej przyszłości po objęciu władzy przez prawicę
napawa mnie zgrozą. Wszyscy uczestnicy tej dyskusji utożsamiają proceduralny
koncept demokracji parlamentarnej - decyzje podejmowane przez większość są
obowiązujące - z jej słusznością. Rezultat procedury uważa się za moralnie
uzasadniony i moralnie skuteczny. To dlatego jedni mówią - jak będziecie
mieli większość, a drudzy grożą - kiedy tylko zdobędziemy większość...
Większość pozwalająca sterować procedurami jest dziś w polskiej polityce
najwyższym prawem moralnym. Czymś stojącym najwyżej w hierarchii wartości.
Mnożą się sygnały, że zmiana układu większości przyniesie zmiany, ale
niekoniecznie na lepsze. Politycy prawicy - z zastrzeżeniami co do terminu, o
których powyżej - albo może lepiej politycy opozycji zapowiadają po swoim
zwycięstwie wyborczym walkę z nieprawościami, korupcją, przywłaszczaniem
mienia publicznego. Bardzo pięknie. Tylko zapowiadane instrumenty, jakie mają
być użyte do tego szlachetnego celu - zwiększenie roli państwa w gospodarce,
wzmocnienie kontroli nad prywatną przedsiębiorczością, ograniczenia prawa
własności, a nawet deprywatyzację - oznaczają ponowne upaństwowienie. Za
leczenie biorą się ludzie, którzy nie tylko się na tym nie znają, ale także
nie byli jeszcze w stanie rozpoznać choroby. Wszystkie afery, jakie wyszły na
jaw w ostatnich latach, wyrosły na styku biznesu z administracją państwową.
Ludzie lewicy są w nie uwikłani nie dlatego, a w każdym razie nie w pierwszym
rzędzie dlatego, że są zdeprawowani przez PRL, ale przede wszystkim dlatego,
że w tej administracji pracowali. Zwiększanie roli państwa w gospodarce,
mnożenie pozwoleń i koncesji, organów kontrolnych to nie jest nic innego, jak
powiększanie sfery korupcjogennej, a nawet kryminogennej. To samo jest z
utrwalaniem i rozszerzaniem własnej działalności gospodarczej państwa.
Utrzymywaniem spółek skarbu państwa i z udziałem skarbu państwa.
Konserwowaniem niejasnych stosunków własności. To wszystko jest matecznikiem
tych akurat występków, z którymi dzisiejsza opozycja chce walczyć.
Ręce precz od własności prywatnej. Aby własność funkcjonowała prawidłowo dla
korzyści nie tylko jej posiadacza, ale i ogółu, musi mieć właściciela
podejmującego decyzję, osobiste ryzyko, ponoszącego koszty i korzystającego z
zysków. W przypadku własności państwowej czy kolektywnej nie można nikogo
takiego wyodrębnić. Za wspólną własność odpowiadamy wszyscy, czyli nikt. Jest
to najlepsza droga do socjalizmu, w tym przypadku z prawicową twarzą.
Nie potrzebujemy więcej rządu, ale mniej rządu w gospodarce. To chyba widać
już choćby po księgach wejść i wyjść, które bada komisja śledcza. Bez
wolności gospodarowania, bez prawa własności i swobody zawierania kontraktów
żadna inna wolność jest niemożliwa. Przerabialiśmy to w PRL i członkowie
dzisiejszej opozycji, którzy i wtedy byli na ogół opozycjonistami, powinni to
wiedzieć. Dążąc do władzy, obiecujcie nam wolność, a nie rycynę. Mamy już
dość konwulsji.
MACIEJ RYBIŃSKI 'Rzeczpospolita'