janbacz
19.03.05, 08:14
W systemie proporcjonalnym partia musi być gangiem
W systemie proporcjonalnym na scenie politycznej mogą się utrzymać
tylko partie wodzowskie, scentralizowane, zbiurokratyzowane,
o strukturze leninowskiej: istnieje orwellowska partia wewnętrzna
i zewnętrzna. Kampanie wyborcze finansuje partia i są na to potrzebne
miliony. Aby zdobyć tyle pieniędzy partia musi robić skoki na kasę
legalne (dotacje z budżetu) i nibylegalne (Energa).
Taka partia nie może się opowiedzieć za dobrem wspólnym, musi
się opowiedzieć za jakąś grupą społeczną i walczyć o przywileje
dla swojej grupy nawet kosztem dobra wspólnego. Gdyby opowiedziała
się za dobrem wspólnym grupa która dotychczas na tę partię głosowała
znajdzie sobie inną partię, która zaoferuje bezkompromisowe gnębienie
reszty społeczeństwa na rzecz tej grupy.
Aby partie zaczęły działać na rzecz dobra wspólnego należy wprowadzić
jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW). W tym systemie powstają
najczęściej dwie duże partie o charakterze obywatelskim. Partie te mają
luźną, zdecentralizowaną strukturę, praktycznie nie zatrudniają
pracowników kadrowych, nie tworzą programów, nie finansują kampanii
wyborczych, bo każdy kandydat finansuje ją sobie sam, zresztą kampanie
w takim małym okręgu są kilkadziesiąt razy tańsze niż ogólnopolskie
kampanie partyj w systemie proporcjonalnym.
Kandydat który się opowiada za jakąś wąską grupą interesu nie ma
szans zostać posłem w JOW. W JOW może wygrać tylko kandydat
który umie znaleźć kompromis między wieloma grupami interesu,
co da mu większość głosów w wyborach.
Nad posłami nie ma dominującego ich kierownictwa partii, a faktycznymi
"zwierzchnikami" posłów są wyborcy z ich okręgów.
www.jow.pl