Gość: Oszołom
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
27.06.02, 20:42
Wszyscy pamiętamy niedawne wystąpienie do Unii Europejskiej tzw. polskich
intelektualistek rodem z PRL z prośbą o pomoc we wprowadzeniu w Polsce ustawy
aborcyjnej. Przeciwnicy tej inicjatywy zazwyczaj komentowali to wydarzenie jako
przejaw nieznajomości unijnego prawa przez owe damy. Inni tłumaczyli podjęte
działania raczej jako ślepotę aborcyjnych aktywistek wobec jakoby
antyaborcyjnych ambicji unijnych polityków, mających na głowie poważne problemy
(czytaj: interesy), a niezajmujących się problemami rangi ogródków
działkowych... Czy na te uspokajające domysły można się zgodzić?
Prawo do zabijania?
Niestety, znów nie zauważono zbieżności inicjatywy polskich aktywistek z
równoległą akcją po drugiej stronie unijnego muru. Oto bowiem w Parlamencie
Europejskim rozpoczęto od początku tego roku forsowanie rezolucji
dotyczącej "seksualnego i reprodukcyjnego zdrowia oraz praw" (2001/2128 (INI)).
W dokumencie tym postuluje się między innymi, aby wszystkie państwa UE oraz
kraje kandydujące uczyniły tzw. aborcję legalną i dostępną dla wszystkich
kobiet. Postawiono również żądanie, aby w całej UE prowadzono seksedukację i
zagwarantowano szeroki dostęp młodzieży do antykoncepcji (włącznie z tzw.
antykoncepcją w nagłej potrzebie, czyli wczesnoporonną pigułką "morning-
after"), ma się rozumieć bez wiedzy rodziców.
3 czerwca odbyła się pierwsza debata na temat tego dokumentu w jednej z komisji
Parlamentu Europejskiego. Niebawem dokument ten trafi na plenarną sesję
Parlamentu. Widać zatem z tych, oczywiście nieznanych u nas faktów, że
przygotowano odpowiednie lobby w owych jakoby uciskanych antyaborcyjnych
krajach kandydujących do Unii. Z racji zaś tego, że tylko Polska ma takie
antyaborcyjne (w jakiejś części) prawo, nic dziwnego, że owo lobby utworzono
właśnie w naszym kraju.
Zobowiązania
Wprawdzie być może dokument ten zostanie w czasie planowanej debaty odrzucony
przez Parlament Europejski jako przedwcześnie zawiązany owoc, to jednak jego
lektura jest wielce pouczająca. Odsłania kierunek przyszłej ofensywy także na
polskie ambicje obrony życia, przed którą to ofensywą trzeba się już teraz
zabezpieczyć. Potem będzie za późno...
W omawianym dokumencie Parlamentu Europejskiego przywołanych zostało szereg
postanowień podjętych na arenie międzynarodowej podczas kolejnych wielkich
konferencji ONZ. Przywołuje się tu między innymi ONZ Konwencję dotyczącą
Eliminacji Wszystkich Form Dyskryminacji Przeciwko Kobietom (art. 12(1) i 16(1)
i jej rekomendację 21). Dokument powołuje się także na art. 24 Konwencji Praw
Dziecka; Deklarację i Program Działania z konferencji demograficznej z Kairu
(1994 r.) i konferencji "Kair+5" (1999 r.); Deklarację i Program Działania
konferencji ds. kobiet w Pekinie (1995 r.) i konferencji "Pekin+5" (2000 r.).
Parlamentarzyści europejscy, wołający o tzw. legalną aborcję dla całej UE,
przywołują także rezolucję Parlamentu Europejskiego z 29 września 1994 r. na
temat wyniku konferencji w Kairze; rezolucję z 4 lipca 1996 r. na temat
implantacji tego programu; rezolucję z 15 czerwca 1995 r. na temat uczestnictwa
UE w konferencji w Pekinie; rezolucję z 22 września 1995 r. na konferencję ds.
kobiet i rezolucję z 18 maja 2000 r. Podaje się również klucz do rozszyfrowania
zawoalowanych zapisów z tych dokumentów, którym jest dokument WHO "Definitions
and Indicators in Family Planning, Maternal and Child Health and Reproductive
Health Used in the WHO Regional Office for Europe" (marzec 1999). Ponadto
przywołuje się wyrażone przez Komisję Europejską (i Parlament Europejski)
poparcie finansowania zbrodniczych badań pseudomedycznych z budżetu Unii na
lata 2002-2006.
Co jakiś czas ktoś nas uspokaja, że wszystkie te dokumenty ONZ nie są
obligujące nawet dla tych państw, które je świadomie czy też nieopatrznie
podpisały. Przypomnę, że Polska sygnowała wszystkie te dokumenty, a nawet
często się je u nas zachwala... Sokrates wskazywał, że tylko umów
zaciągniętych "na rzecz słuszną" należy dotrzymywać (zob. Platona "Kriton").
Problem jednak w tym, że nie zawsze można się uwolnić od takich
zaciągniętych "niesłusznych" zobowiązań. Z pewnością jednak nie wolno takich
umów zawierać, wiedząc, że są one niesłuszne...
Radzą zabijać
Z pewnością nie organizuje się w tej chwili żadnemu państwu dywanowych
bombardowań, jeśli nie respektuje podpisanych w ONZ zobowiązań w interesujących
nas tu kwestiach. Zwróćmy jednak uwagę, że UE traktuje te zobowiązania bardzo
poważnie. Podczas 2429. spotkania Rady Unii Europejskiej (30 maja 2002 r.)
podjęto również kwestię finansowania Funduszu Ludnościowego ONZ (UNFPA), który -
jak wspomniano lakonicznie w tym dokumencie - przeżywa aktualnie "finansowe
problemy". Przypomnę, że przyczyną tych "finansowych problemów" Funduszu
Ludnościowego ONZ jest zablokowanie przez prezydenta Busha amerykańskich
dotacji na tę organizację z powodu jej zaangażowania w popieranie tzw. aborcji.
Okazuje się, że Radzie Unii Europejskiej to zaangażowanie absolutnie nie
przeszkadza, a nawet uważa je za godne uznania. Ministrowie tworzący Radę Unii
Europejskiej podkreślili bowiem "znaczenie, jakie przywiązują do tej aktywności
[aktywności UNFPA - M.Cz.] jako wielkiego wkładu w rozwiązanie problemów
spowodowanych przez populacyjny wzrost i zagadnień reprodukcyjnego zdrowia w
rozwijających się krajach". Rada Unii Europejskiej uważa bowiem,
że "zaopatrzenie z zakresu reprodukcyjnego zdrowia jest decydujące dla walki
przeciwko ubóstwu". Widać zatem wyraźnie, że Rada Unii Europejskiej zamierza
walczyć dalej, udzielając mocnego poparcia, aby wypełniało swoje działania".
Ministrowie tworzący Radę UE przypomnieli również, że aktywność Funduszu
Ludnościowego ONZ pozostaje w najściślejszym związku z jednomyślnie przyjętym
programem działania z konferencji demograficznej w Kairze. Oprócz tego
ministrowie Rady Unii Europejskiej "wezwali wszystkie państwa, aby kontynuowały
swoje poparcie dla UNFPA". Oprócz tego Rada UE wskazała na te same poglądy
Komisji Europejskiej na temat finansowania Funduszu Ludnościowego ONZ poprzez
zamierzenie Komisji "wzmocnienia swojej współpracy z UNFPA".
Rozumiem oczywiście, że magia podniosłych słów, takich
jak: "ministrowie", "Rada Unii Europejskiej", "ONZ", potrafi sparaliżować
niejedną, na co dzień nieźle funkcjonującą głowę. Pamiętać jednak należy, że
same białe koszule owych "ministrów" Rady Unii Europejskiej, wykładających dla
Funduszu Ludnościowego ONZ worek euro na zabijanie nienarodzonych, nie powinny
przesłonić elementarnego faktu, że owa unijna zrzutka niczym się w swej istocie
nie różni od wynajęcia zwykłego gangstera na tzw. krwawą robotę. USA to widzą i
nic dziwnego, że nie chcą na taką zbrodnię dawać pieniędzy. Czyżby polscy
zwolennicy UE gotowi byli tę stratę finansową Funduszu Ludnościowego uzupełnić?
Przecież po wstąpieniu do Unii będziemy musieli realizować tę decyzję Rady
Ministrów UE i Komisji Europejskiej. Pora sobie zatem postawić pytanie: czy
jesteś gotowy dać chociażby złotówkę na tę zbrodnię? W UE będziemy musieli to
zrobić...