Dodaj do ulubionych

T. Nałęcz o W. Cimoszewiczu:

01.09.05, 17:18
"Tomasz Nałęcz: No, z punktu widzenia kampanii, którą ja wspieram,
w pierwszej kolejności byłoby lepiej, żeby Włodzimierz Cimoszewicz
nie kandydował, ale ma suwerenne prawo podjąć taką decyzje i z mojej
strony nie padnie cień krytyki jeśli podejmie taką decyzję."

"Nie ma szansy na szersze poparcie, bo SLD stanie na głowie,
by uczynić go elementem scenografii swej kampanii wyborczej
- ocenia Tomasz Nałęcz z SDPL, wicemarszałek Sejmu."

"Monika Olejnik: O!. A Włodzimierz Cimoszewicz powiada, że jest
kandydatem ponad partyjnym, że nie jest kandydatem Sojuszu Lewicy
Demokratycznej. Tu się pan uśmiecha, szeroko się uśmiecha – mówię
słuchaczom Radia ZET – marszałek Nałęcz.
Tomasz Nałęcz: Bo ja cenie Cimoszewicza, naprawdę cenię Cimoszewicza,
ale jak się jest członkiem SLD, jak jednak w komitecie ma się wszystkich
znaczących liderów SLD, jak cała kampania będzie organizowana przez SLD...
Myślę, że to jest akurat pomysł propagandowy Cimoszewicza, który
nie będzie mu dobrze służył, bo Cimoszewicz jest znany jako człowiek,
który mówi publicznie prawdę."

"Najpewniej się tego nie doczekamy, sądząc choćby po tym, że uznany
przez Sejm za jednego z głównych sprawców afery Rywina Włodzimierz
Czarzasty, wpływowy lider Stowarzyszenia Ordynacka, należy do
najważniejszych sojuszników SLD. Wieść niesie, że aspiruje on do
kandydowania z listy sojuszu.
serwisy.gazeta.pl/aliasy/mod/zoom.jsp?xx=2662181
www.ordynacka.org.pl/
W tej sytuacji wyborcze hasło SLD "Razem jesteśmy silni" brzmi jak
deklaracja wspólnoty z osławioną grupą trzymającą władzę. Dopóki nic
się w tej mierze nie zmieni, całe to gadanie o odnowie SLD będzie
zwykłym zawracaniem kijem Wisły."


I jak takiego jak Nałęcz nazwać?
Obserwuj wątek
    • platformiak Re: T. Nałęcz o W. Cimoszewiczu: 01.09.05, 17:23
      Szmata
    • zirby Re: T. Nałęcz o W. Cimoszewiczu: 01.09.05, 17:24
      No, troche wyrozumiałosci dla nadwornego błazna cimoszki. Wtedy cimoszka mial
      nizutkie notowania, borowski byl o niebo lepiej postrzegany, wiec nasz nadworny
      blazen popierał borowskiego. Jak sondaze cimoszcze podskoczyly i okazal sie on
      lepsza szansa na zachowanie cieplego stołka to nalecz nagle zapałał miłością do
      cimoszki i sld.
    • bryt.bryt Re: T. Nałęcz o W. Cimoszewiczu: 01.09.05, 17:34
      buffalo_bill napisał:

      > I jak takiego jak Nałęcz nazwać?

      Brakuje slow. Musimy sie dorobic jakiegos potocznego okreslenia tej sytuacji.
      Fajnie by bylo zapytac Tomasza, co teraz mysli o tym, co mowil kilka tygodni
      wczesniej.
    • buffalo_bill Re: T. Nałęcz o W. Cimoszewiczu c.d: 01.09.05, 18:22
      "Monika Olejnik: A czy start Włodzimierza Cimoszewicza to jest
      cios dla Marka Borowskiego?
      Tomasz Nałęcz: Nie, absolutnie. Moim zdaniem, to jest wielkie
      ryzyko dla Włodzimierza Cimoszewicza, bo do tej pory odpowiadał
      tylko za swoją działalność, tak swoje role publiczne konstruował,
      że odpowiadał tylko za swoją działalność. Dzisiaj bierze odpowiedzialność
      także za tych wszystkich ludzi, którzy będą chcieli stań w cieniu
      jego kandydatury. Z SLD i nie tylko z SLD. Mówię o postaci, która
      ja musiałem oceniać w komisji badającej aferę Rywina, o Włodzimierzu
      Czarzastym. Moim zdaniem to jest duży kłopot dla Cimoszewicza."
    • douglasmclloyd Re: T. Nałęcz o W. Cimoszewiczu: 01.09.05, 18:26
      buffalo_bill napisał:

      > "Tomasz Nałęcz: No, z punktu widzenia kampanii, którą ja wspieram,
      > w pierwszej kolejności byłoby lepiej, żeby Włodzimierz Cimoszewicz
      > nie kandydował, ale ma suwerenne prawo podjąć taką decyzje i z mojej
      > strony nie padnie cień krytyki jeśli podejmie taką decyzję."
      >
      > "Nie ma szansy na szersze poparcie, bo SLD stanie na głowie,
      > by uczynić go elementem scenografii swej kampanii wyborczej
      > - ocenia Tomasz Nałęcz z SDPL, wicemarszałek Sejmu."
      >
      > "Monika Olejnik: O!. A Włodzimierz Cimoszewicz powiada, że jest
      > kandydatem ponad partyjnym, że nie jest kandydatem Sojuszu Lewicy
      > Demokratycznej. Tu się pan uśmiecha, szeroko się uśmiecha – mówię
      > słuchaczom Radia ZET – marszałek Nałęcz.
      > Tomasz Nałęcz: Bo ja cenie Cimoszewicza, naprawdę cenię Cimoszewicza,
      > ale jak się jest członkiem SLD, jak jednak w komitecie ma się wszystkich
      > znaczących liderów SLD, jak cała kampania będzie organizowana przez SLD...
      > Myślę, że to jest akurat pomysł propagandowy Cimoszewicza, który
      > nie będzie mu dobrze służył, bo Cimoszewicz jest znany jako człowiek,
      > który mówi publicznie prawdę."
      >
      > "Najpewniej się tego nie doczekamy, sądząc choćby po tym, że uznany
      > przez Sejm za jednego z głównych sprawców afery Rywina Włodzimierz
      > Czarzasty, wpływowy lider Stowarzyszenia Ordynacka, należy do
      > najważniejszych sojuszników SLD. Wieść niesie, że aspiruje on do
      > kandydowania z listy sojuszu.
      > serwisy.gazeta.pl/aliasy/mod/zoom.jsp?xx=2662181
      > www.ordynacka.org.pl/
      > W tej sytuacji wyborcze hasło SLD "Razem jesteśmy silni" brzmi jak
      > deklaracja wspólnoty z osławioną grupą trzymającą władzę. Dopóki nic
      > się w tej mierze nie zmieni, całe to gadanie o odnowie SLD będzie
      > zwykłym zawracaniem kijem Wisły."
      >
      >
      > I jak takiego jak Nałęcz nazwać?

      Zaraz, jak to bylo? "Autentyczna swinia"?
      • ubekkubek Re: T. Nałęcz o W. Cimoszewiczu: 01.09.05, 18:30
        Wystąpienie Tomasza Nałęcza prezentujące
        sylwetkę MARKA BOROWSKIEGO,
        Kandydata Na Urząd Prezydenta RP


        Szanowni Państwo, Drogie Koleżanki i Koledzy!
        Dam wyraz temu, co przepełnia serca nas wszystkich, zebranych w tej sali: Marek
        Borowski jest najlepszym kandydatem na prezydenta Polski. Ogłosimy to, gdy
        tylko zarządzone zostaną wybory - z wielu powodów. Ja, jako historyk,
        najważniejsze atuty Marka Borowskiego widzę w jego wzorcowym, jakby pisanym na
        zamówienie Historii życiorysie. Jest tam skromność i odwaga, mądrość i oddanie
        ludziom, pryncypialność i pojednawczość.

        Instynkt historyka podpowiada mi, że wierność zasadom i oddanie ludziom wyniósł
        Marek z rodzinnego domu.

        O ojcu Marka, Wiktorze Borowskim, Leopold Unger, wielkiej klasy publicysta,
        pisze w swoich wspomnieniach, że był osobą wielkiej uczciwości i życzliwości
        dla ludzi. Że był ideowym człowiekiem lewicy, przekonanym o słuszności obranej
        drogi – ale wolnym od dogmatów i potrafiącym słuchać innych.

        To bardzo ważne: uczciwość w codziennym działaniu oraz życzliwość dla ludzi. To
        właśnie te cechy gwarantują, że człowiek zajmuje się sprawami publicznymi dla
        dobra powszechnego a nie dla własnego interesu, a jeśli widzi zło, to
        protestuje.

        Dla Marka Borowskiego takim testem był rok 1968. Zło panujące wówczas w Polsce
        było oczywiste i oczywista była konieczność naprawy systemu. Więc Marek bierze
        się za naprawę. Interes osobisty, który mówi: nie mieszaj się, schodzi na
        dalszy plan i Marek organizuje strajk studencki na SGPiSie – dzisiejszej Szkole
        Głównej Handlowej. On nie ma wątpliwości, że zasady są po to, by się ich
        trzymać. Kończy się to tak, jak wówczas musiało skończyć: jeden z najlepszych
        studentów uczelni i murowany kandydat na asystenta dostaje wilczy bilet i przez
        pół roku szuka pracy. Jest bezrobotnym. Wreszcie zostaje sprzedawcą dżinsów w
        Domach Towarowych Centrum. Powiem coś, o czym Marek sam nie mówi, a o czym w
        dobie teczkomanii warto poinformować. Właśnie za piękną, marcową kartę, za
        szykany ze strony bezpieki, IPN przyznał Markowi Borowskiemu status
        pokrzywdzonego.

        Z dzisiejszej perspektywy powiemy: co cię nie złamie, to cię wzmocni. Zauważymy
        też, że prezydent, który zaczynał karierę zawodową od sprzedawania dżinsów nie
        będzie się wywyższał, nie powie nikomu: „spieprzaj dziadu”, będzie nie tylko
        reprezentował ale i współpracował.

        Wtedy, w ponurej końcówce lat sześćdziesiątych, kroiła się jednak perspektywa
        nie prezydentury, lecz pokoiku na poddaszu. Perspektywa tym bardziej realna, że
        kiedy jako niepoprawny społecznik zostaje Borowski szefem organizacji
        młodzieżowej w Domach Towarowych Centrum, jak wcześniej o premie i wczasy,
        upomina się o mieszkania dla młodych. Żeby go uciszyć, przyznano mieszkanie
        jemu samemu. Ale nie z Markiem takie numery! Była jedna sprzedawczyni,
        młodziutka Gienia Kiliszek, która zdaniem Marka bardziej potrzebowała
        mieszkania. On nie da się skorumpować i oddał jej swój przydział. Wyobrażacie
        sobie reakcję żony? Ja nie, ale wiem, że Halina, żona Marka, trwa wiernie przy
        nim do dziś. A wyobraźcie sobie minę Genowefy Kiliszek-Nauman - dziś tu z nami -
        gdy dowiedziała się, że ma mieszkanie. Ta postawa uratowała człowieka.

        W Domach Centrum zrobił Borowski amerykańską karierę po polsku: od sprzedawcy
        dżinsów do głównego specjalisty. Warto o tym pamiętać, bo prezydent
        Rzeczypospolitej musi znać smak prawdziwej pracy, znać smak niepewności o
        przyszłość, który czują dziś miliony Polaków. Tylko taka osoba możne uczciwie
        powiedzieć: Jestem jednym z Was, możecie mi zaufać.

        Borowski awansował, ale nie przestał być niepokorny. W 80 roku samotnie ścierał
        się z partyjnym betonem próbując reformować partię. W roku 89 tworzył „Ruch 8
        lipca‘’, zmierzający do zlikwidowania PZPR i utworzenia z jej
        socjaldemokratycznego skrzydła nowoczesnej, polskiej socjaldemokracji. Razem z
        Aleksandrem Kwaśniewskim kładł podwaliny pod SdRP.

        Znajdował mir nie tylko na lewicy. Premier Mazowiecki powołał go do swego
        rządu. Dziś z dumą może mówić: Byłem w rządzie Mazowieckiego. Tworzyłem
        Historię.

        Od początku lat 90 dźwiga brzemię obowiązków rządowych ale też dba o pilskie -
        swój region wyborczy. Po latach mieszkańcy tamtych okolic mają go za swojaka.

        Jak sobie dzielnie poczynał, opowiadał tu nam pan Rzymski, a i tak nie
        opowiedział wszystkiego. Żeby to opowiedzieć trzeba byłoby pozostać w tej sali
        do wieczora. Dość wyliczyć, że w 1991 roku dostał 7 proc. głosów, w 1993 – 21 a
        w 1997, kiedy całe SLD przegrało wybory on dostał 56 procent głosów, co było i
        pozostało do dziś najlepszym wynikiem w kraju.

        W 2001 roku wystartował w Warszawie i głosowało na niego 150 tys. ludzi. Nie
        zawiódł ich. Tak jak w Pile i tu działał, a nie politykował. Zawsze był z
        ludźmi, zawsze oddany ich sprawom. Organizowany pod jego patronatem konkurs
        gazetek szkolnych to szkoła demokracji, aktywizowanie dzieciaków. „O uśmiech
        dziecka” – to akcja stomatologiczna, żeby dzieciaki miały zdrowe zęby. „Otwarte
        drzwi” to pomoc bezdomnym.

        Taki jest Marek Borowski w codziennym działaniu. Pełen pasji, bezinteresowności
        a zarazem sympatii do ludzi. Działa kompetentnie, uczciwie, z zasadami. A to
        się bardzo liczy, zwłaszcza w wielkiej polityce. W 1994 roku wrogowie wszelkiej
        prywatyzacji urządzili hałaśliwą akcję, fałszywie oskarżając go – wówczas
        wicepremiera i ministra finansów - o rzekomo źle przeprowadzoną prywatyzację
        Banku Śląskiego. Premier Pawlak rzucił na pożarcie wiceministra finansów i tu
        Borowski miał swoje drugie po 68 roku spotkanie z losem twarzą w twarz. Zasady
        są po to, by się ich trzymać. Powiedział wprost: Prywatyzacja była w porządku,
        a jak się komuś nie podoba to jestem do dyspozycji. Nikt mi nie będzie wybijał
        wiceministrów, Twarz ma się tylko jedną. Wyobraźcie sobie, że nikt mu nie
        uwierzył. Nikomu do głowy nie przyszło, ze można dla abstrakcyjnych zasad
        rzucać posadę wicepremiera i ministra. A on rzucił! Rzucił, bowiem Marek
        Borowski to człowiek wierny zasadom, to człowiek honoru.

        Jednocześnie nie ma w nim nic z uparciucha, niewidzącego niczego poza czubkiem
        swojego nosa, niedostrzegającego racji innego człowieka. Potrafi znaleźć zgodę
        i pokój nawet tam, gdzie inni czują tylko zapach prochu i wojny. To właśnie on,
        razem z Tadeuszem Mazowieckim, uratował w 1997 roku załamujące się prace nad
        Konstytucją. To właśnie on potrafił zaproponować w preambule zapis godzący
        wierzących i niewierzących. Dzięki niemu i Tadeuszowi Mazowieckiemu odczytujemy
        w Konstytucji dumny i jednoczący Polaków zwrot, stwierdzający, że:
        „My, Naród Polski – to - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,
        zarówno wierzący w Boga
        będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna,
        jak i nie podzielający tej wiary,
        a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”.

        Te słowa zobowiązują. Marek Borowski jest im wierny i dlatego potrafi być
        prezydentem wszystkich Polaków. On nie będzie dzielił rodaków na obywateli
        różnych kategorii. Nie będzie im narzucał, jak mają patrzeć na przeszłość, kogo
        i jak kochać.

        Jego umiejętność godzenia ludzi o różnych poglądach obserwowałem w Prezydium
        Sejmu. Przez dwa i pół roku jego marszałkowania bardzo przecież politycznie
        zróżnicowane Prezydium ani razu nie musiało niczego głosować. Zawsze umiał
        zbudować zgodę. To jego pomysł, by szefem Komisji ds. Służb Specjalnych był
        zawsze przedstawiciel opozycji. To on zadbał, by we władzach ważnych komisji
        sejmowych zawsze byli przedstawiciele opozycji. Hasła: odpartyjnienie państwa i
        patrzenie na ręce rządzącym, wielu polityków odkrywa dopiero dzisiaj, przed
        kampanią wyborczą. On niemal 4 lata temu skutecznie wdrożył je w życie. Bez
        fajerwerków. Zrobił tak, bo takie są jego zasady.

        Jest Borowski człowiekiem zgody i porozumienia, ale nigdy z
        • douglasmclloyd Re: T. Nałęcz o W. Cimoszewiczu: 01.09.05, 18:40
          ubekkubek napisał:

          > Wystąpienie Tomasza Nałęcza prezentujące
          > sylwetkę MARKA BOROWSKIEGO,
          > Kandydata Na Urząd Prezydenta RP
          >
          >
          > Szanowni Państwo, Drogie Koleżanki i Koledzy!
          > Dam wyraz temu, co przepełnia serca nas wszystkich, zebranych w tej sali:
          Marek
          >
          > Borowski jest najlepszym kandydatem na prezydenta Polski. Ogłosimy to, gdy
          > tylko zarządzone zostaną wybory - z wielu powodów. Ja, jako historyk,
          > najważniejsze atuty Marka Borowskiego widzę w jego wzorcowym, jakby pisanym
          na
          > zamówienie Historii życiorysie. Jest tam skromność i odwaga, mądrość i
          oddanie
          > ludziom, pryncypialność i pojednawczość.
          >
          > Instynkt historyka podpowiada mi, że wierność zasadom i oddanie ludziom
          wyniósł
          >
          > Marek z rodzinnego domu.
          >
          > O ojcu Marka, Wiktorze Borowskim, Leopold Unger, wielkiej klasy publicysta,
          > pisze w swoich wspomnieniach, że był osobą wielkiej uczciwości i życzliwości
          > dla ludzi. Że był ideowym człowiekiem lewicy, przekonanym o słuszności
          obranej
          > drogi – ale wolnym od dogmatów i potrafiącym słuchać innych.
          >
          > To bardzo ważne: uczciwość w codziennym działaniu oraz życzliwość dla ludzi.
          To
          >
          > właśnie te cechy gwarantują, że człowiek zajmuje się sprawami publicznymi dla
          > dobra powszechnego a nie dla własnego interesu, a jeśli widzi zło, to
          > protestuje.
          >
          > Dla Marka Borowskiego takim testem był rok 1968. Zło panujące wówczas w
          Polsce
          > było oczywiste i oczywista była konieczność naprawy systemu. Więc Marek
          bierze
          > się za naprawę. Interes osobisty, który mówi: nie mieszaj się, schodzi na
          > dalszy plan i Marek organizuje strajk studencki na SGPiSie – dzisiejszej
          > Szkole
          > Głównej Handlowej. On nie ma wątpliwości, że zasady są po to, by się ich
          > trzymać. Kończy się to tak, jak wówczas musiało skończyć: jeden z najlepszych
          > studentów uczelni i murowany kandydat na asystenta dostaje wilczy bilet i
          przez
          >
          > pół roku szuka pracy. Jest bezrobotnym. Wreszcie zostaje sprzedawcą dżinsów w
          > Domach Towarowych Centrum. Powiem coś, o czym Marek sam nie mówi, a o czym w
          > dobie teczkomanii warto poinformować. Właśnie za piękną, marcową kartę, za
          > szykany ze strony bezpieki, IPN przyznał Markowi Borowskiemu status
          > pokrzywdzonego.
          >
          > Z dzisiejszej perspektywy powiemy: co cię nie złamie, to cię wzmocni.
          Zauważymy
          >
          > też, że prezydent, który zaczynał karierę zawodową od sprzedawania dżinsów
          nie
          > będzie się wywyższał, nie powie nikomu: „spieprzaj dziadu”, będzie
          > nie tylko
          > reprezentował ale i współpracował.
          >
          > Wtedy, w ponurej końcówce lat sześćdziesiątych, kroiła się jednak perspektywa
          > nie prezydentury, lecz pokoiku na poddaszu. Perspektywa tym bardziej realna,
          że
          >
          > kiedy jako niepoprawny społecznik zostaje Borowski szefem organizacji
          > młodzieżowej w Domach Towarowych Centrum, jak wcześniej o premie i wczasy,
          > upomina się o mieszkania dla młodych. Żeby go uciszyć, przyznano mieszkanie
          > jemu samemu. Ale nie z Markiem takie numery! Była jedna sprzedawczyni,
          > młodziutka Gienia Kiliszek, która zdaniem Marka bardziej potrzebowała
          > mieszkania. On nie da się skorumpować i oddał jej swój przydział. Wyobrażacie
          > sobie reakcję żony? Ja nie, ale wiem, że Halina, żona Marka, trwa wiernie
          przy
          > nim do dziś. A wyobraźcie sobie minę Genowefy Kiliszek-Nauman - dziś tu z
          nami
          > -
          > gdy dowiedziała się, że ma mieszkanie. Ta postawa uratowała człowieka.
          >
          > W Domach Centrum zrobił Borowski amerykańską karierę po polsku: od sprzedawcy
          > dżinsów do głównego specjalisty. Warto o tym pamiętać, bo prezydent
          > Rzeczypospolitej musi znać smak prawdziwej pracy, znać smak niepewności o
          > przyszłość, który czują dziś miliony Polaków. Tylko taka osoba możne uczciwie
          > powiedzieć: Jestem jednym z Was, możecie mi zaufać.
          >
          > Borowski awansował, ale nie przestał być niepokorny. W 80 roku samotnie
          ścierał
          >
          > się z partyjnym betonem próbując reformować partię. W roku 89 tworzył „Ru
          > ch 8
          > lipca‘’, zmierzający do zlikwidowania PZPR i utworzenia z jej
          > socjaldemokratycznego skrzydła nowoczesnej, polskiej socjaldemokracji. Razem
          z
          > Aleksandrem Kwaśniewskim kładł podwaliny pod SdRP.
          >
          > Znajdował mir nie tylko na lewicy. Premier Mazowiecki powołał go do swego
          > rządu. Dziś z dumą może mówić: Byłem w rządzie Mazowieckiego. Tworzyłem
          > Historię.
          >
          > Od początku lat 90 dźwiga brzemię obowiązków rządowych ale też dba o pilskie -

          > swój region wyborczy. Po latach mieszkańcy tamtych okolic mają go za swojaka.
          >
          > Jak sobie dzielnie poczynał, opowiadał tu nam pan Rzymski, a i tak nie
          > opowiedział wszystkiego. Żeby to opowiedzieć trzeba byłoby pozostać w tej
          sali
          > do wieczora. Dość wyliczyć, że w 1991 roku dostał 7 proc. głosów, w 1993 –
          > ; 21 a
          > w 1997, kiedy całe SLD przegrało wybory on dostał 56 procent głosów, co było
          i
          > pozostało do dziś najlepszym wynikiem w kraju.
          >
          > W 2001 roku wystartował w Warszawie i głosowało na niego 150 tys. ludzi. Nie
          > zawiódł ich. Tak jak w Pile i tu działał, a nie politykował. Zawsze był z
          > ludźmi, zawsze oddany ich sprawom. Organizowany pod jego patronatem konkurs
          > gazetek szkolnych to szkoła demokracji, aktywizowanie dzieciaków. „O uśmi
          > ech
          > dziecka” – to akcja stomatologiczna, żeby dzieciaki miały zdrowe zę
          > by. „Otwarte
          > drzwi” to pomoc bezdomnym.
          >
          > Taki jest Marek Borowski w codziennym działaniu. Pełen pasji,
          bezinteresowności
          >
          > a zarazem sympatii do ludzi. Działa kompetentnie, uczciwie, z zasadami. A to
          > się bardzo liczy, zwłaszcza w wielkiej polityce. W 1994 roku wrogowie
          wszelkiej
          >
          > prywatyzacji urządzili hałaśliwą akcję, fałszywie oskarżając go – wówczas
          >
          > wicepremiera i ministra finansów - o rzekomo źle przeprowadzoną prywatyzację
          > Banku Śląskiego. Premier Pawlak rzucił na pożarcie wiceministra finansów i tu
          > Borowski miał swoje drugie po 68 roku spotkanie z losem twarzą w twarz.
          Zasady
          > są po to, by się ich trzymać. Powiedział wprost: Prywatyzacja była w
          porządku,
          > a jak się komuś nie podoba to jestem do dyspozycji. Nikt mi nie będzie
          wybijał
          > wiceministrów, Twarz ma się tylko jedną. Wyobraźcie sobie, że nikt mu nie
          > uwierzył. Nikomu do głowy nie przyszło, ze można dla abstrakcyjnych zasad
          > rzucać posadę wicepremiera i ministra. A on rzucił! Rzucił, bowiem Marek
          > Borowski to człowiek wierny zasadom, to człowiek honoru.
          >
          > Jednocześnie nie ma w nim nic z uparciucha, niewidzącego niczego poza
          czubkiem
          > swojego nosa, niedostrzegającego racji innego człowieka. Potrafi znaleźć
          zgodę
          > i pokój nawet tam, gdzie inni czują tylko zapach prochu i wojny. To właśnie
          on,
          >
          > razem z Tadeuszem Mazowieckim, uratował w 1997 roku załamujące się prace nad
          > Konstytucją. To właśnie on potrafił zaproponować w preambule zapis godzący
          > wierzących i niewierzących. Dzięki niemu i Tadeuszowi Mazowieckiemu
          odczytujemy
          >
          > w Konstytucji dumny i jednoczący Polaków zwrot, stwierdzający, że:
          > „My, Naród Polski – to - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,
          > zarówno wierzący w Boga
          > będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna,
          > jak i nie podzielający tej wiary,
          > a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”.
          >
          > Te słowa zobowiązują. Marek Borowski jest im wierny i dlatego po
        • douglasmclloyd Re: T. Nałęcz o W. Cimoszewiczu: 01.09.05, 18:41
          Po prostu piekne.
    • wartburg4 witzfigur 01.09.05, 19:02
      Nałęcz to jest jakaś "witzfigur". Ma w sobie coś z Piszczyka z "Zezowatego
      szczęścia". Mógłby stać się bohaterem komiksów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka