pmil4
12.07.06, 13:27
W końcu mamy raport “Więzi” o dwudziestokilkuletnim “uwikłaniu” ks.
Czajkowskiego we współpracę z SB. Rozdzielam ten raport i atmosferę, która
teraz powstaje. Raport jest uczciwym postawieniem sprawy - zapewne
porównywalnym z raportem historyków IPNu w sprawie o. Hejmy. Oświadczenie ks.
Czajkowskiego - w którym mówi, że “moja wina jest bezsporna” - jest
spóźnionym bo spóźnionym ale jakimś aktem sprawiedliwości (choć oczywiście
sobie nie wymierza on jej z tą publicystyczną gracją, którą było widać w
niegdysiejszych krytykach Kościoła). Natomiast atmosfera tworzona wokół niego
jest nieznośna - bo nieznośne jest robienie ludziom wody z mózgu przez
wszystkie te obrotowe autorytety, które jeszcze parę tygodni temu tworzyły
najeżony szereg zakonu “niewierzących w winę ks. prof. Czajkowskiego”.
Kto to pisał, że bardziej wierzy “swemu spowiednikowi” niż IPNowi? Kto w
pozach Mahatmy Ghandiego skarżył się na “napaść” na ks. Cz.? Kto inicjował
podekscytowane “moralnie” oświadczenia, definiujące informację o współpracy
ks. Cz. jako plotkarskie powielanie ubeckiej wersji historii”? Teraz nikt z
nich nie zająknie się nawet o tym, jakie szkodliwe bzdury głosił, jak
oczerniał tych, którzy upominali się o prawdę - po prostu brak jakiejkolwiek
samokrytycznej refleksji. Gdzie jest Jan Turnau, gdzie Halina Bortnowska,
gdzie abp Józef Życiński, gdzie biskup Pieronek? Pochowali się po tym jak
potwierdzono fakty, których nie chcieli widzieć rzucając posłańcom złych
wieści obelgę w twarz? Nieeeee! Skądże, znów są w pierwszej linii. Czy nie
nazbyt bezczelni tacy “moraliści”?
Ucieczka do przodu, z zamkniętymi oczami: widzicie, jak się Ksiądz pieknie
przyznał? - pyta jeden. A może nawet przyznał się na wyrost do tego, czego
nie zrobił? - zdaje się zapytywać drugi. Hę, teraz my mamy obowiązek wobec
Księdza: obowiązek przebaczenia - podpowiada trzeci. Jakże piękny moralnie
jest gest Księdza, który zresztą już kiedyś wykazał się wielką odwagą… -
snuje czwarty. No właśnie, przecież Ksiądz rzucił w twarz ubekom, że są
zbrodniarzami! - ekscytuje się piąty. Co pan powie! A więc męczeństwo ks.
Popiełuszki jest tak głęboko powiązane, od wewnątrz, z odwagą ks.
Czajkowskiego? - zaszepcze zamyślony szósty. Panowie, jakże mali jesteśmy
wobec tak wielkiego człowieka! - zapieje siódmy. Niech nikt już nie waży się
oczerniać tego bohatera sumienia - zacietrzewi ósmy…
I tak do stu pięćdziesięciu - tych stu pięćdziesięciu, którzy niedawno
ogłosili listownie, że w zasadzie wina czy niewina byłego konfidenta nie ma
dla nich znaczenia. Gdy obecnie dostali do ręki solidny raport razem z
przyznaniem się do winy samego zainteresowanego - uznają te papiery może
nawet za akta męczeństwa. Cóż dziwnego? Było “uwikłanie w relacje” - czemu ma
nie być np. “męczeństwo relacji”? Rozmowy z płk. Pietruszką na pewno nie
należały do przyjemnych, no i ta atmosfera, także ze strony władz
kościelnych, zbyt mało “dialogowych”. Więc mamy tu wręcz modelowy przykład
człowieka sumienia: uwikłano go, nie mógł się latami wywikłać, potem złożył
wobec esbeka bohaterskie świadectwo… teraz staje się dla nas wszystkich kimś
więcej niż autorytetem - wzorem…
I nagle dziennikarz zadaje pytanie: A co powiedzieć na to, że ks. Czajkowski
na początku całkowicie i kategorycznie zaprzeczył informacjom o swej
współpracy z SB? To zupełnie naturalne - powiada z niezmąconym spokojem bp
Pieronek. Już wiemy, co jest zupełnie naturalne dla biskupa Tadeusza Pieronka.
Mam prośbę: panie i panowie obrońcy wielkości moralnej ks. Czajkowskiego! nie
igrajcie już tą smutną sprawą, nie twórzcie z niej parawanu dla własnych obaw
lustracyjnych, nie budujcie mitu o bohaterstwie tam gdzie go nie było. Skoro
ks. Czajkowski jest Judaszem w końcu nawróconym - wielka radość w królestwie
niebieskim, na ziemi i w niebie. Ale z tej podłej historii nie twórzcie
środowiskowego alibi. Tej sprawy nie wolno tak UżYWAć.